„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”. Hermeneutyka „korekty i „odrzucenia”.

Hermeneutyka „korekty i „odrzucenia”. Robert Morrison

„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”.

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6352-the-hermeneutic-of-correction-and-rejection-taking-vatican-ii-away-from-the-heretics

„Pewna liczba ważnych pytań teologicznych, co do których nie można było osiągnąć porozumienia, została pozostawiona otwarta poprzez wybór sformułowań, które mogły być różnie interpretowane przez poszczególne grupy i tendencje teologiczne na Soborze.” (Karl Rahner i Herbert Vorgrimler, cytowani w książce ks. Matthiasa Gaudrona Katechizm kryzysu w Kościele)

Ci, którzy dążyli do zniszczenia Kościoła przez ostatnie kilkadziesiąt lat, rutynowo wykorzystywali Vaticanum II i jego „ducha” do uzasadnienia swoich antykatolickich inicjatyw. Jako tradycyjni katolicy przeciwstawiamy się tym atakom na Kościół, ale jesteśmy na ogół niedołężni w ich zwalczaniu, ponieważ nie jesteśmy zgodni co do tego, jak zareagować na Sobór. W rezultacie, zamiast jednoczyć się w walce z błędami ożywianymi przez „ducha Vaticanum II”, czasami walczymy ze sobą o formułę sprzeciwu wobec  Soboru. To oczywiście wzmacnia naszych wspólnych wrogów w ich bezbożnych działaniach.

Nawet jeśli tradycyjni katolicy nie zgadzają się co do pewnych kluczowych aspektów autorytetu Soboru, powinniśmy się zgodzić, że postępowi architekci Vaticanum II celowo uzbroili Sobór przeciwko katolicyzmowi poprzez wykorzystanie dwuznaczności opisanych powyżej przez Rahnera, a potwierdzonych przez ks. Edwarda Schillebeeckxa:
„Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”. (Schillebeeckx, cytowany w „Liście otwartym Arcybiskupa Lefebvre’a do zagubionych katolików”).

Jeśli kiedykolwiek będziemy mieli prawdziwie katolickiego papieża, będzie on musiał poprowadzić Kościół w rozwiązaniu kwestii dotyczących autorytetu i znaczenia Soboru oraz jego tragicznie błędnych dokumentów. Na razie jednak, te same niejasności soborowe, które pozwoliły postępowcom promować ich antykatolickie inicjatywy, zachęcają, a nawet wymagają, by wierni katolicy nalegali na prawdziwie katolicką interpretacje soboru. Chociaż niektóre krytyczne fragmenty dokumentów soborowych brzmią jak bezbożny nonsens, wiemy, że skoro Rzym twierdzi, że Sobór jest katolicki, należy nadać tym fragmentom katolickie znaczenie. Przecież katolicki sobór musi być katolicki!

Na różnych etapach, Rzym dopuszczał teoretyczną możliwość „interpretacji” Soboru „w świetle tradycji”. Nawet Arcybiskup Marcel Lefebvre zaaprobował takie podejście w swoim liście z 8 marca 1980 roku do Jana Pawła II:

„W pełni zgadzam się z orzeczeniem, jakie Wasza Świątobliwość wydał na temat Soboru Watykańskiego II, 6 listopada 1978 roku, na posiedzeniu Świętego Kolegium: „’że Sobór musi być rozumiany w świetle całej świętej Tradycji i na podstawie niezmiennego Magisterium Świętej Matki Kościoła”’.

Takie ogólne podejście prowadzi do rozmaitych skutków, z których wiele może być mieszanką prawdy i błędu. Biorąc pod uwagę fakt, że osoby redagujące dokumenty soborowe celowo zawarły w nich niejednoznaczne fragmenty, które zamierzały interpretować w sposób heterodoksyjny, mamy prawo uzależnić naszą „akceptację” Soboru od tego, czy będzie on interpretowany w sposób całkowicie zgodny z „niezmiennym Magisterium Świętej Matki Kościoła”. Takie interpretacje muszą całkowicie odrzucać wszelkie błędy i jasno stwierdzać niezmienną katolicką prawdę. Takie podejście nie usunie automatycznie wysoko postawionych wrogów Kościoła, ale może zmniejszyć ich zdolność do przekonywania katolików, że Vaticanum II daje im „wolną rękę” w Jego niszczeniu.

Różni się to od „hermeneutyki ciągłości” promowanej przez Benedykta XVI, ponieważ postępowe, antykatolickie interpretacje muszą zostać całkowicie odrzucone, a nie zaakceptowane. Istnieje całkowite zerwanie pomiędzy katolicyzmem a tym, co postępowcy osiągnęli poprzez swoją interpretację Vaticanum II. O ile i dopóki święty papież nie rozwiąże formalnie kryzysu Vaticanum II, to zerwanie musi być naprawiona poprzez odrzucenie niekatolickich interpretacji i obstawanie przy tradycyjnych katolickich interpretacjach. Celem takiego podejścia nie jest zachowanie, obrona czy promowanie Soboru; celem jest raczej „rozbrojenie” modernistycznej interpretacji Soboru do czasu, gdy święty papież będzie w stanie odpowiednio rozwiązać sporne kwestie związane z Vaticanum II.

Aby zilustrować praktyczne zastosowanie tego podejścia w stosunku do Soboru, przyjrzyjmy się kilku punktom spornym:

– Zastosowanie „subsistit in”(trwa w) w Lumen Gentium:

Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium, zawierała kontrowersyjne słowa „subsistit in” dotyczące Kościoła:

„To jest ten jeden Kościół Chrystusowy, który w Credo jest wyznawany jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który nasz Zbawiciel po swoim zmartwychwstaniu zlecił Piotrowi, aby pasterzował, a jemu i innym apostołom, aby rozszerzali i kierowali autorytetem, który wzniósł dla wszystkich wieków jako 'filar i podporę prawdy’. Ten Kościół ukonstytuowany i zorganizowany na świecie jako społeczeństwo, trwa w Kościele katolickim, który jest rządzony przez następcę Piotra i przez biskupów będących z nim w komunii, chociaż wiele elementów uświęcenia i prawdy znajduje się poza jego widzialną strukturą.”

Zamiast debatować nad znaczeniem tej idei, że „Kościół Chrystusa trwa w Kościele katolickim”, powinniśmy po prostu nalegać, że musi to oznaczać, że „Kościół Chrystusa jest Kościołem katolickim”.

– Pojęcie „środków zbawienia” w Unitatis Redintegratio: Dekret o ekumenizmie, Unitatis Redintegratio, zawierał następujące kontrowersyjne słowa dotyczące religii niekatolickich:

„Wynika z tego, że oddzielone Kościoły i Wspólnoty jako takie, choć uważamy je za niedoskonałe pod pewnymi względami, nie zostały bynajmniej pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia, które czerpią swą skuteczność z samej pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi.”

Zamiast debatować nad znaczeniem idei, że „Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia”, powinniśmy po prostu nalegać, że Bóg nie chce fałszywych religii i nie używa ich jako „środków zbawienia”, nawet jeśli może, ale, w swoim nieskończonym Miłosierdziu i Mądrości, może pozwolić jednostkom pozostającym w takich fałszywych religiach na zbawienie ich dusz, pomimo ich fałszywej religii.

– Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et Spes, w paragrafie 22 zawarła kilka fragmentów, które zostały wykorzystane do wspierania fałszywych pojęć powszechnego zbawienia i „anonimowego chrześcijaństwa”, m.in:

„Wszystko to dotyczy nie tylko chrześcijan, ale wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercach łaska działa w sposób niewidzialny. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich ludzi i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno i boskie, powinniśmy wierzyć, że Duch Święty w sposób znany tylko Bogu ofiarowuje każdemu człowiekowi możliwość zjednoczenia się z tą paschalną tajemnicą.”

Zamiast debatować nad znaczeniem tych idei, powinniśmy po prostu upierać się, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia, z wyjątkiem nadzwyczajnych interwencji Boga, które Kościół historycznie uznał.

Możemy zastosować tę samą metodę do każdego spornego fragmentu dokumentów soborowych. Wymaga to niewielkiej kreatywności i kompromisu – po prostu identyfikujemy przedmiot sporu, obstajemy przy obowiązującej katolickiej prawdzie i odrzucamy odpowiadający jej błąd. Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X w dokumencie „Si Si No No”, opublikowało podobną metodologię w latach 2003-2004, katalogując i opisując różne „błędy Vaticanum II” i podając przeciwstawne prawdy katolickie. 

Niestety, postępowcy cieszyli się niemal wyłącznością w interpretowaniu tych niejednoznacznych fragmentów, co pozwoliło im na wepchnięcie nas do jednego z dwóch obozów: albo akceptujemy Vaticanum II i domyślnie popieramy błędy, które oni próbują promować, albo odrzucamy Vaticanum II, a oni marginalizują nas jako „schizmatyków”.  Czyniąc dokumenty celowo niejednoznacznymi, aby uzyskać aprobatę Ojców Soboru, pozostawili otwartą teoretyczną możliwość, że wierni katolicy ostatecznie „zaakceptują Vaticanum II”, odrzucając jednocześnie ich antykatolickie interpretacje. Jakkolwiek niesmaczne by to było dla tych, którzy gardzą Soborem, teraz jest czas, aby nalegać, że „właściwa interpretacja” dokumentów soborowych musi być całkowicie zgodna z nauczaniem Kościoła.

W połączeniu z tym naciskiem na „właściwą interpretację” Soboru, wierni katolicy powinni jednoznacznie odrzucić błędy, które zostały narzucone Kościołowi poprzez postępowe interpretacje dokumentów soborowych. Formuła takiego odrzucenia jest prosta: w każdym przypadku katolicy mogą stwierdzić niezmienną katolicką prawdę i potępić przeciwstawny błąd. Nawet ci, którzy z jakichkolwiek powodów muszą „popierać” Vaticanum II, mogą i powinni obstawać przy katolickiej prawdzie i odrzucać błędy nękające dziś Kościół.

Takie podejście jest również zgodne ze słowami bulli Piusa VI z 1794 roku Auctorem Fidei, potępiającej gallikańskie i jansenistyczne działania i tendencje na synodzie w Pistoi:

„Ilekroć staje się konieczne zdemaskowanie wypowiedzi, które pod zasłoną dwuznaczności maskują jakiś podejrzany błąd lub niebezpieczeństwo, należy potępić przewrotne znaczenie, pod którym kamufluje się błąd przeciwny katolickiej prawdzie”.

Postępowcy celowo zawoalowali swoje błędy dwuznacznością, aby uzyskać wystarczającą aprobatę ze strony niczego nie podejrzewających Ojców Soboru. My, którzy teraz wiemy, jak postępowcy wykorzystali te dwuznaczne fragmenty, mamy obowiązek potępić te błędy i stanowczo potwierdzić katolicką prawdę. Ojcowie soborowi nigdy nie zgodziliby się na jawnie antykatolickie interpretacje, a my nie powinniśmy się wahać, by je dziś potępić. Co więcej, mamy moralny obowiązek to zrobić.

Czy liberalni katolicy będą się temu sprzeciwiać? Oczywiście, ale czyniąc to, muszą otwarcie przyznać, że Sobór zrywa z całą tradycją katolicką. Takie podejście zmuszałoby ich zatem do wyboru pomiędzy (a) przyjęciem katolickiej prawdy, którą pogardzają,  (b) podważeniem ich argumentu, że ich interpretacje Soboru są zgodne z nauką Kościoła.

Jaki jest cel takiego podejścia? Dziś widzimy, jak Franciszek i jego współpracownicy próbują przekształcić Kościół katolicki w ordynariat Wielkiego Resetu i Nowego Porządku Świata. Ci antykatoliccy innowatorzy opierają się niemal wyłącznie  w swoich bezbożnych wysiłkach na Vaticanum II. To dlatego nalegają, abyśmy „przyjęli Vaticanum II”. Jeśli możemy skutecznie odebrać Vaticanum II tym heretykom, odrzucając antykatolickie interpretacje, możemy utrudnić ich zdolność do przejęcia Kościoła Katolickiego, by posunąć naprzód ich demoniczne cele.

Bez Bożej łaski nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ale ta całkowita zależność od Boga nie oznacza, że chce On, abyśmy biernie akceptowali demoniczne wykroczenia popełniane przeciwko Niemu i Jego Kościołowi. Musimy walczyć, a dziś wygląda na to, że bezbożna interpretacja Vaticanum II jest zarówno najważniejszą bronią, jaką dysponują nasi wrogowie, jak i tą, która jest najbardziej podatna na nasze kontrataki. Być może święty papież pewnego dnia całkowicie odrzuci Vaticanum II, ale dopóki to nie nastąpi, powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby uczynić go bezwartościowym dla naszych wrogów. Matko Boża, Królowo  Różańca Świętego, Módl się za nami!

Robert Morrison

tłum. Sławomir Soja

Komentarz Sławomira Soji:
Bardzo mnie rozczarował artykuł Pana Morrisona, którego do tej pory ceniłem za przenikliwość i trzeźwą ocenę sytuacji, pozbawioną złudzeń. Nie wiem czym spowodowany jest ten nagły zwrot ku niekonsekwencji i sprzeczności we wnioskowaniu. Mogę się tylko domyślać, wnioskując z pewnego odniesienia zawartego w tym artykule. Pan Morrison już od pewnego czasu pisał o katolikach tradycyjnych – jakby byli jacyś inni katolicy. Teraz wspomina o katolikach liberalnych. Przywodzi to na myśl różne nurty w protestantyzmie i judaizmie; tam również mamy do czynienia z kościołem high, low, broad, z judaizmem reformowanym, konserwatywnym, postępowym, ortodoksyjnym i jeden diabeł, którego „za ojca mają” wie, jeszcze jaki.Pan Morrison stawia kwestę SWII jako „nasze Westerplatte”, jakby było to wydarzenie bez swojego powodu i przyczyny. To dziwne, ponieważ wspomina o Synodzie w Pistoi, który sam kilka lat temu określił jako „antycypację SWII”, ponieważ postulaty „pistojczyków” byly bliźniaczo podobne do tych zatwierdzonych przez SWII, raptem około 150 lat później. „Duch Pistoi” wcale nie „wyzionął ducha” i miał się bardzo dobrze przez cały XIX wiek, czego dowodem są dramatyczne encykliki papieży i inne dokumenty tamtych czasów, aż po pontyfikat Św. Piusa X. Po śmierci Św. Piusa X, „duch Pistoi” nabrał powietrza w płuca i wypluł z siebie tzw. ruch liturgiczny O. Bedouin, który znalazł szerokie poparcie wśród hierarchii w Europie i USA. Trudno więc poważnie przyjąć do wiadomości słowa Pana Morrisona o „niczego nie podejrzewających Ojcach Soborowych”.  Konsekwencją było pojawienie się upiorów liturgicznych w postaci ” mszy recytowanej”, „aktywnego uczestnictwa wiernych w liturgii”, a kulminacją okazały się „reformy” liturgiczne Piusa XII, torujące drogę Novus Ordo Missae. Słowem o tym nie wspomina Pan Morrison, sprawiając wrażenie, ze pogodził się z mszałem soborowym (czyli zarówno mszałem Jana XXIII jaki i Pawła VI), do czego zdaje się zachęcać i nas. Mnie Pan Morrison nie zachęcił, a wręcz przeciwnie. Czyżby zasada lex orandi lex credendi przestała już obowiązywać w kręgach w jakich obraca się Pan Morrison?