Zawiesili operacje dzieci, by zrobić miejsce dla krewnej dyrektora. „Vipowski salonik” w szpitalu we Włocławku

Zawiesili operacje dzieci, by zrobić miejsce dla krewnej dyrektora. „Vipowski salonik” w szpitalu we Włocławku

5.08.2026 nczas/zawiesili-operacje-dzieci-by-zrobic-miejsce-dla-krewnej-dyrektora-vipowski-salonik-w-szpitalu-we-wloclawku

Szpital.
NCZAS.INFO | Szpital – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP

Zamiast zabiegów dla najmłodszych – prywatny apartament. Zamiast procedur medycznych – kręcenie włosów na wałki. Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku przerywają milczenie i ujawniają szokujące kulisy trzymiesięcznej hospitalizacji krewnej dyrektora placówki.

Jak ujawnia portal.abczdrowie.pl, hospitalizacja osoby z rodziny dyrektora na oddziale otolaryngologii trwała trzy miesiące, po której nastąpił kolejny miesiąc na oddziale medycyny paliatywnej. Teraz pracownicy przerywają milczenie, by opowiedzieć, do jakich absurdów dochodziło.

Z relacji personelu wynika, że pacjentka zajęła kilkuosobową salę, która dotychczas służyła dzieciom po operacjach chirurgicznych. Gdy w szpitalu pojawił się „wyjątkowy gość”, zabiegi dla dzieci zostały z dnia na dzień wstrzymane. Pomieszczenie przeszło szybki remont, a jego przeznaczenie drastycznie się zmieniło.

– Sala służyła już tylko do tej konkretnej hospitalizacji. To było oburzające, kilkuosobowa sala została zamieniona w jednoosobową. Było wykorzystywane tylko jedno łóżko, dostawiono fotel. Taki, powiedziałabym, właśnie salonik vipowski – relacjonuje jedna z pracownic szpitala, prosząca o zachowanie anonimowości ze strachu przed utratą pracy.

Efekt? Szpital całkowicie stracił możliwość wykonywania nawet najdrobniejszych zabiegów chirurgicznych u dzieci. – Straciliśmy nawet tę namiastkę takiej opieki. Jako pracownicy byliśmy zbulwersowani, ale każdy się bał odezwać (…). Szlag mnie trafia na to wszystko, przecież to nie jest prywatny ośrodek dyrektora – mówi z goryczą inna osoba z personelu.

Pielęgniarki w roli osobistej służby

„Vipowski salonik” wymagał również „vipowskiej” obsługi, dalece wykraczającej poza standardowe procedury medyczne. Jak twierdzą informatorzy, opieka nad krewną dyrektora przybrała kuriozalny wręcz charakter.

– Rozumiem umycie włosów, bo to jest toaleta, ale pielęgniarki otrzymywały polecenia nawet kręcenia włosów na wałki.

„Zwykli” pacjenci nie mają takiej opieki – mówi kolejna z osób pracujących w szpitalu we Włocławku.

Gdy pielęgniarki zaczęły buntować się przeciwko traktowaniu ich jak osobistej służby, dyrekcja rzekomo znalazła inne rozwiązanie – do „dodatkowych zadań” oddelegowano opiekunkę medyczną z zupełnie innego oddziału.

Zmowa milczenia na szczycie

Jak to możliwe, że pacjent przebywa na oddziale otolaryngologii przez trzy miesiące, podczas gdy średnia długość hospitalizacji to dwa dni, a maksymalnie trwa ona tydzień-półtora tygodnia?

Obecne kierownictwo unika odpowiedzi. Dyrektor Dariusz Szczepański konsekwentnie ignoruje próby kontaktu, a rzecznik prasowy nabiera wody w usta, zasłaniając się wcześniejszymi lakonicznymi komunikatami o rzekomej odpowiedzialności ordynatorów za proces leczenia.

Tymczasem „vipowska sala” po wypisie pacjentki cudownym zrządzeniem losu znów służy całemu oddziałowi i mieści kilku chorych.