Ulgi dla przemysłu w Polsce będą 80 razy mniejsze niż w Niemczech?
Ulgi dla przemysłu w Polsce będą 80 razy mniejsze niż w Niemczech? „Gaszenia pożaru szklanką wody”
Branże energochłonne ostrzegają, że wysokie ceny energii i opłaty sieciowe podkopują konkurencyjność polskiego przemysłu. Wskazują, że skala ulg planowanych w Polsce jest nieporównywalnie mniejsza niż w Niemczech i Francji.
Piotr Myszor wnp/ulgi-dla-przemyslu-w-polsce-beda-80-razy-mniejsze-niz-w-niemczech-gaszenia-pozaru-szklanka-wody
Dodano: 19 sierpnia 2026

– W Polsce przemysł może w najlepszym razie liczyć na ulgi, które są kilkukrotnie niższe niż w innych krajach UE – mówi Przemysław Sztuczkowski.
- Niemcy przeznaczają miliardy euro na obniżenie opłat sieciowych i dopłaty do cen energii, a w Polsce efekt ulg ma wynieść 316 mln zł.
- Polski przemysł energochłonny płaci za energię ok. 30 proc. więcej niż w Niemczech i niemal dwukrotnie więcej niż we Francji, a opłaty sieciowe są najwyższe w UE.
- Branża postuluje obniżenie poziomu taryf sieciowych dla przemysłu, rozszerzenie kręgu uprawnionych odbiorców, obniżenie progu wejścia i odejście od kryterium napięcia.
- O przyszłości europejskiej produkcji, przemysłowej transformacji oraz budowie odpornej gospodarki będziemy dyskutować na Forum Nowego Przemysłu, które 13-14 października 2026 r. odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.
Europa już wie, że transformacja energetyczna mocno bije w konkurencyjność przemysłu. Unia deklaruje wsparcie, ale duża część krajów rzeczywiście już je oferuje. Przykładem mogą być Niemcy, które tylko na ten rok przewidziały 6,5 mld euro na obniżenie opłat sieciowych o ponad połowę oraz 3,8 mld euro na program dopłat do cen energii (CISAF).
W Polsce nadal nie mamy CISAF (wprowadzenie go to jeden z postulatów branży, który mimo rządowych obietnic wciąż nie zostaje spełniony), a łączny efekt ulg sieciowych ma wynieść zgodnie z Oceną Skutków Regulacji 316 mln zł.
– To oznacza, że Polska przeznaczy na ulgi sieciowe ponad 80 razy mniej niż Niemcy – jak mamy w takich warunkach konkurować? – pyta Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognora.
Według przedstawicieli branży i Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej polski przemysł energochłonny traci konkurencyjność z uwagi na najwyższe koszty energii. Według nich mamy koszty ponad dwa razy wyższe od unijnej średniej. Biorąc pod uwagę kraje z najniższymi stawkami, jest znacznie gorzej – w stosunku do Francji to sześciokrotnie wyższe stawki.
Najwyższe koszty energii w UE? Branża porównuje Polskę z Niemcami i Francją
– Polski odbiorca przemysłowy płaci za energię o około 30 proc. więcej niż niemiecki i niemal dwukrotnie więcej niż francuski, a same opłaty sieciowe są u nas najwyższe w całej Unii – dwukrotnie wyższe od średniej unijnej. Tymczasem taka Francja stosuje ulgi sieciowe na poziomie 74-81 proc., uzasadniając to korzyściami, które przemysł przynosi również systemowi energetycznemu. Ten system w Niemczech czy Francji jest przecież taki sam jak u nas. Tylko u nas nie dostrzega się tych dobrych stron funkcjonowania dużych zakładów dla sieci – to wymaga zmiany i tego się domagamy – podkreśla Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Według danych Eurostatu za drugą połowę ubiegłego roku polski odbiorca przemysłowy ponosił łączne koszty energii o ok. 30 proc. wyższe niż niemiecki, o 50 proc. wyższe niż włoski, o 85 proc. wyższe niż hiszpański i niemal o 200 proc. wyższe niż francuski.
Mało tego, w ostatnich latach te różnice w wysokości opłat stale się zwiększają, bo podczas gdy inne rządy wprowadzają ulgi, nasz tylko podnosi stawki. Przedsiębiorcy wskazują na to, że opłata jakościowa wzrosła ponad trzykrotnie – z 9 zł/MWh (2022) do ok. 32 zł/MWh (2026), a opłata mocowa na 2026 r. wzrosła do 219,4 zł/MWh, co stanowi wzrost o 55 proc. rok do roku.
Opłaty sieciowe i ulgi w Europie: gdzie przemysł dostaje 80-90 proc. wsparcia
Mocnym elementem kosztowym są w całej Europie opłaty sieciowe. Tu także jesteśmy „w czołówce”. Koszty sieciowe dla polskiego przemysłu energochłonnego są dwukrotnie wyższe niż średnia UE i sześciokrotnie wyższe niż we Francji czy Hiszpanii. Tyle że w wielu innych krajach UE przemysł energochłonny może korzystać ze specjalnych ulg w opłatach sieciowych sięgających nawet 80-90 proc.
W Hiszpanii i Francji ulgi sięgają do 80 proc., a w Niemczech i Wielkiej Brytanii do 90 proc. Oczywiście Brytyjczycy nie są już członkami UE, ale pozostają w naszej strefie gospodarczej.
W Polsce mamy na razie tylko plany jakiegokolwiek wsparcia i to plany, według branż energochłonnych, wysoce niewystarczające.
– Projekt rozporządzenia taryfowego sprawia wrażenie próby ugaszenia pożaru szklanką wody, bo skala wsparcia jest całkowicie nieadekwatna do wyzwań, przed którymi stoi dziś przemysł energochłonny – mówi Mirosław Motyka.
Projekt rozporządzenia: „widełki” ulg i rola prezesa URE
W rządowej propozycji rozporządzenia ulgi sieciowe zapisano jako „widełki” – mogą wynieść maksymalnie do 50 proc. składnika zmiennego i do 10 proc. składnika stałego. Zdaniem przemysłu oznacza to brak gwarancji jakiejkolwiek obniżki, ponieważ realny poziom ulgi zależy od uznaniowej decyzji operatora i prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.
– W Polsce przemysł może w najlepszym razie liczyć na ulgi, które są kilkukrotnie niższe niż w innych krajach UE. Ministerstwo Energii ustawia sobie sufit ambicji znacznie niżej niż podłoga w innych krajach – mówi Przemysław Sztuczkowski.
Przedsiębiorcy wskazują przy tym, że planowane ulgi nie dość, że są za niskie, to jeszcze źle zaadresowane.
– Wadliwe kryteria kwalifikacji sprawiają, że wiele polskich hut – w tym takie zakłady jak nasz – mimo bardzo wysokiego zużycia energii oraz udziału w kosztach, nie skorzysta z ulgi. Jesteśmy firmą energochłonną. Spełniamy wszystkie warunki, z wyjątkiem podpięcia do przewidzianego przez rządowy projekt rodzaju kabla. To aspekt niemający w przypadku energochłonności żadnego merytorycznego uzasadnienia – uważa Przemysław Sztuczkowski.
Kryterium 110 kV pod ostrzałem: kto wypadnie z systemu wsparcia
W projekcie rozporządzenia znalazł się warunek przyłączenia do sieci ≥ 110 kV, co wyklucza znaczną część polskiego przemysłu energochłonnego przyłączonego do sieci średniego napięcia (SN).
– W większości krajów UE ulgi są powiązane z energochłonnością, a nie sztucznym kryterium pozbawionym znaczenia gospodarczego, jakim jest poziom napięcia. Poziom napięcia to najczęściej skutek historycznych decyzji i lokalnych uwarunkowań sieciowych – nie jest miarą energochłonności ani znaczenia gospodarczego zakładu. W praktyce oznacza to, że firma taka jak nasza – mimo bardzo wysokiego zużycia energii, nie uzyskałaby ulg tylko z powodu formalnego kryterium technicznego – mówi Przemysław Sztuczkowski.
Według niego prowadzi do sytuacji, w której w przypadku dwóch firm o porównywalnym znaczeniu gospodarczym, jedna będzie mogła skorzystać z ulgi, a druga nie, tylko dlatego że została przyłączona do kabla o innym przekroju.
Jak branża chce liczyć energochłonność? Propozycje kryteriów i progi wejścia
Przedstawiciele branży wskazują, że zamiast kryterium napięcia należy oprzeć się na realnej energochłonności: współczynnik intensywności zużycia energii ≥ 15 proc. (art. 53 ustawy OZE) albo koszt energii ≥ 5 proc. wartości produkcji.
– Wsparcie powinny otrzymywać najbardziej potrzebujące branże i odbiorcy, a nie tylko ci, co zużywają dużo energii, ale nie jest ona kluczowa w ich procesach. Pozwoli to utrzymać sam budżet w ryzach – mówi Przemysław Sztuczkowski.
Rozporządzenie w obecnym kształcie jest, jego zdaniem, nie do zaakceptowania – nie realizuje deklarowanego celu, jakim jest poprawa konkurencyjności krajowego przemysłu.
– W trwającej dyskusji zgubiono podstawowy cel. Projekt rozporządzenia napisano z perspektywy wyzwań systemu elektroenergetycznego. Tymczasem racjonalna polityka energetyczna musi odpowiadać także na potrzeby konkurencyjności gospodarki – to przemysł generuje miejsca pracy, eksport i wpływy budżetowe – mówi Zbigniew Liptak, lider Zespołu Doradztwa Regulacyjnego EY .
Spór o taryfy i konsultacje: co zostaje z rozmów z ministerstwami
Dowodem na to mają być także próby wymuszenia przez operatorów sieci energetycznych, by przemysł dostosował swój rytm pracy do chwilowych potrzeb energetyki.
W zeszłym roku Ministerstwo Energii powołało zespół ds. taryf, którego celem miało być przygotowanie rozwiązań dla przemysłu – dotyczących kosztów sieciowych i regulacyjnych w elektroenergetyce, czyli stawki stałej i zmiennej sieciowej oraz opłaty jakościowej.
Według Przemysława Sztuczkowskiego projekt nowego rozporządzenia w sprawie taryf elektroenergetycznych, który Ministerstwo Energii przekazało do konsultacji publicznych, kompletnie nie odzwierciedla tego, o co przemysł się upominał w trakcie prac zespołu.
– Głos ten został zupełnie pominięty, za to na pierwszy plan wysunął się oczywiście interes elektroenergetyki – mówi Przemysław Sztuczkowski.
– Jest dla mnie szokujące, że w uzgodnieniach międzyresortowych nie uwzględniono uwag Ministerstwa Rozwoju i Technologii, a więc resortu odpowiedzialnego za politykę przemysłową państwa. Co więcej, podobne uwagi zgłosiło też Ministerstwo Aktywów Państwowych. Propozycje tych ministerstw nie tylko lepiej odpowiadają na potrzeby przemysłu, ale też pełniej oddają rzeczywisty wpływ odbiorców energochłonnych na pracę systemu elektroenergetycznego – dodaje Zbigniew Liptak.
Postulat: 90 proc. redukcji opłat sieciowych i „równe warunki” w UE
Przemysł postuluje redukcję opłat sieciowych o co najmniej 90 proc. (w składniku zmiennym i stałym) jako gwarantowany, domyślny poziom, co uważa za element niezbędny dla wyrównania poziomu konkurencyjnego krajowego przemysłu z konkurencją w ramach UE.
Według branży to nie walka o przywileje, ale o równe warunki konkurowania z firmami z terenu Unii Europejskiej.
– Gospodarcza część rządu to rozumie, teraz czas na finał w Ministerstwie Energii. Nasze kluczowe postulaty: obniżenie poziomu taryf sieciowych dla przemysłu, rozszerzenie kręgu uprawnionych odbiorców, obniżenie progu wejścia, odejście od kryterium napięcia podziela gospodarcza część rządu – resort rozwoju i resort aktywów państwowych. Skoro ministrowie odpowiedzialni w rządzie za gospodarkę mówią językiem przemysłu, to najlepszy dowód, że nasze postulaty są racjonalne gospodarczo, a nie roszczeniowe. Dobra wola jest po stronie rządu – trzeba ją tylko domknąć w rozporządzeniu. Wierzę, że minister energii dołączy do tego konsensusu, bo stawką są miejsca pracy w hutnictwie i całym przemyśle energochłonnym – mówi Mirosław Motyka.