Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 87 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Smoleńsk 13/III arrow Ja tu nie jestem po to, żeby się pan dowiedział jak mogą jeździć buldożery
Wednesday 23 October 2019 20:26:12.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. To jest hermeneutyka ciągłości !
==============
 
W Y S Z U K I W A R K A
Ja tu nie jestem po to, żeby się pan dowiedział jak mogą jeździć buldożery Drukuj Email
Wpisał: Prof. Cieszewski   
24.10.2013.

Ja tu nie jestem po to, żeby się pan dowiedział jak mogą jeździć buldożery

 

miazdzy

Prof. Cieszewski miażdży dziennikarza Polsatu: Jestem tu po to, żeby odpowiedzieć na pytania związane z moimi badaniami, nie żeby się pan zastanawiał nad nonsensem. WIDEO ma dole.

To nie jest teza, to jest wynik sprawdzony wiele razy, który wydaje się bardzo pewny, ale oczywiście, tak jak mówiłem na konferencji, jest możliwość że coś spowoduje, że wynik będzie nieważny. Teoretycznie jest to możliwe. Z praktycznego punktu widzenia jest to niemożliwe  - mówił prof. Chris Cieszewski na antenie Polsat News, podkreślając że wyniki jego badań zostały sprawdzone przez wielu innych światowych naukowców. Jego odpowiedź była najwyraźniej zaskoczeniem dla prowadzącego rozmowę Marka Kacprzaka, który rozpoczął spotkanie od pytania o możliwości pomyłki naukowca. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej przeszedł do pytania o niezgodności, na które wskazywał Maciej Lasek.

Prof. Cieszewski zapytany o brak zgodności współrzędnych, wskazywanej przez niego brzozy ze współrzędnymi znajdującymi się w raporcie komisji Millera, odpowiedział, że nie pokrywają się one również ze współrzędnymi, które podaje raport MAK i wikipedia:

Są podane trzy różne miejsca, a teraz już cztery, bo my znaleźliśmy czwarte. Jedno miejsce zostało opublikowane przez rząd rosyjski, drugie przez polską komisję Millera, trzecie opublikowane przez Wikipedię i czwarte opublikowane przez nas.

Na pytanie o to komu w tej sytuacji wierzyć, odpowiedział że zależy to od tego komu chce się wierzyć. Tutaj dziennikarz Polsat News rozpostarł skrzydła, przyciskając - jak mu się najwyraźniej wydawało - prof. Cieszewskiego do muru.

- M. Kacprzak: Przecież ja rozmawiam z naukowcem. My nie mówimy o wierze, komu chce się wierzyć, tylko kto ma dowody na to, że to drzewo stało w tym, a nie innym miejscu.

- Prof. Cieszewski: Myśmy przedstawili dowody na to, że to drzewo stało w tym miejscu, które określiliśmy. Jeżeli mówimy o wierze, to jeżeli np. pana religią byłoby wierzenie w raport rosyjski, to ja bym rekomendował wierzenie w MAK-a - powiedział naukowiec, podkreślając że przedstawił dowody na to, że wskazany przez niego układ współrzędnych jest właściwy.

- M. Kacprzak: Skoro ma pan dowody, dlaczego nie chce pan o tym mówić w mediach? Kilka dni temu pan mówił, że nie będzie pan chodził do mediów, bo media w Polsce kłamią.

- Prof. Cieszewski: Nie. Powiedziałem, że nie będę chodził do mediów, które kłamią. Uważam, że to jest nieetyczne, żeby współpracować z ludźmi, którzy używają mediów po to, by szkalować innych ludzi. Uważam to za jedną z przywar polskiej kultury, że kultura dyskusji jest bardzo niska. Przerywanie - bardzo częste, ubliżanie - bardzo częste, nie wysłuchuje się argumentów, napada się na ludzi i się ich szkaluje.

Na praktyczny przykład swojej charakterystyki prof. Cieszewski nie musiał długo czekać. Chwilę później nie tylko nie mógł dokończyć swojej odpowiedzi, ale stał się ofiarą próby wmanewrowania go w dyskusję o wymyślonych na poczekaniu hipotezach.

Jak pan sobie wyobraża, że można złamać drzewa na wysokości 6,5 m? - spytał dziennikarz próbując znaleźć haczyk w założeniu, że brzoza była złamana już 5 kwietnia 2010. Prof. Cieszewski odpowiedział ze spokojem, że możliwości jest wiele, drzewo może zostać złamane przez wiatr, inne czynniki atmosferyczne czy choćby uderzenie buldożerem w dolną część drzewa. Wątku widzialności śladów buldożera na zdjęciach satelitarnych redaktor uczepił się najbardziej. Dopytywał uparcie czy można takie ślady znaleźć na zdjęciu i czy profesor jakieś ślady buldożera widział albo czy mógłby widzieć, gdyby ten tam kilka dni temu jechał.

- Prof. Cieszewski: Rozmowa o buldożerze nie ma sensu. Dlaczego my rozmawiamy o buldożerze?

- M. Kacprzak: Bo zastanawiam się jak to drzewo pięć dni wcześniej zostało złamane.

- Prof. Cieszewski: Niech się pan zastanawia w swoim własnym czasie. Ja nie mam czasu, żeby czekać aż się pan zastanowi. Pan się zastanawia nad rzeczami, o których nie ma pan pojęcia, nie ma kwalifikacji, tracimy czas. Ja tu nie jestem po to, żeby się pan dowiedział jak mogą jeździć buldożery. To jest nonsens. Ja tu jestem po to, żeby odpowiedzieć na pytania związane z moimi badaniami, nie z buldożerami. To, co pan robi to dokładnie działanie brudnych, nieetycznych, nieeleganckich mediów, które tylko się skupiają na tym, żeby sprowadzić sytuację do absurdu. To sytuacja, w której się pan na dobrą sprawę nic nie dowie, ale próbuje pan pokazać, że coś jest niespójnego w tym co ja robię lub myślę

Na swoją obronę dziennikarz Polsat News odpowiedział, że próbuje tylko ustalić czy prof. Cieszewski ma absolutną rację i czy nie ma w jego badaniu możliwości pomylenia się.

Oczywiście, że jest możliwość pomylenia się we wszystkim. Gdyby pan o tym wiedział, to by pan wiedział, że pan się też może mylić - odpowiedział profesor i kolejny raz podkreślił, że zakłada iż teoretycznie się pomylili razem z innymi profesorami, którzy to sprawdzali.

WIDEO

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.