Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 16 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia odkłamywanie VI arrow Wina i rozgrzeszenie
Sunday 25 October 2020 03:26:35.30.
migawki
 

24.10.20 Bielsko-Biała Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy od 14-tej

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Wina i rozgrzeszenie Drukuj Email
Wpisał: JAN POLKOWSKI   
04.11.2014.

Wina i rozgrzeszenie

 

JAN POLKOWSKI pisarz, W Sieci nr. 45, 2014

 

Tadeusz Konwicki w filmie dokumentalnym w 2009 wyznał niechętnie: „Nie żyję już od kilku lat”.  W jego oddalonej od chciwego zgiełku wypowiedzi słychać echo wiersza Mickiewicza

***

Gdy tu mój trup pośrodku was zasiada...

i migoce odbicie jego ostatniej miłosno­-niebiańskiej strofy:

 

Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej,

I liczne mam serca mego rodzeństwo;

Pięk­niejszy kraj niż ten, co w oczach stoi,

Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo.

 

W tym samym dokumencie Konwicki, siedząc obok Adama Michnika w Sali Kon­gresowej, miejscu komunistycznych partaj­tagów, wspomina zatrute lata 50. i najwyraź­niej skruszony przyznaje, że w przeszłości przystał do cechu krzewicieli zła i wspierał komunizm. Jedyną korzyścią, jaką odniósł z tego bolesnego błędu, jest nawyk ostrożno­ści, który w późniejszych czasach pozwolił mu uniknąć podobnych klęsk. Michnik ob­darzony komisarską czujnością i pilnujący dobrego imienia umarłych i samopoczucia żyjących komunistów usiłował zatrzeć sens deklaracji Konwickiego.

Rachunek sumienia zgiętego pod ciężarem grzechu, schorowa­nego pisarza mógł się stać zapewne, w jego mniemaniu, niebezpiecznym precedensem w grze, która toczy się o historyczne zwycię­stwo racji realnych komunistów. Konwicki spłatał figla Michnikowi, bo potępieniem swojej pryszczatej młodości naruszył soli­darność polskich twórców, którzy, zbrataw­szy się po 1944 r. z komunistycznym okupan­tem, do dzisiaj nie chcą lub nie są w stanie przeciąć więzów łączących ich z czasem ślepej, cynicznej lub fanatycznej młodości.

 

Oczami dziecka

 

Kulturowa, filozoficzna i obyczajowa nor­malizacja i oswajanie stalinizmu wpisywane są subtelnie i z artystycznym ornamentem w powstające w ostatnich latach wspomnie­nia pisane przez dzieci notabli PRL. Fakto­graficzna i psychologiczna mistyfikacja zy­skują na wiarygodności, bo wspomnienia nasycone są zwyczajną w takich razach nutą nostalgii za utraconym czasem. Prze­mycaniu do świadomości czytelnika opisu subtelnego stalinizmu towarzyszy stoso­wanie przez autorów perspektywy poznaw­czej dziecka. Wiarygodność tego przemytu nierzeczywistości wzmacnia okoliczność, że autorzy są często ludźmi odległymi od polityki i znaczącymi na mapie intelektual­nej Polski - np. malarka, pisarka i historyk sztuki Ewa Kuryluk, córka Karola, działa­cza komunistycznego na froncie kultury (wspomnieniowy tom "Frascati"), czy Ewa Bieńkowska, wybitna eseistka (autorka m.in. książki o Michale Aniele i Gustawie Herlingu-Grudzińskim), córka Władysława Bieńkowskiego, bliskiego współpracownika Gomułki, autorka "Domu na Rozdrożu".

Ta ostatnia książka jest skądinąd chwa­lebnym hołdem dla rodziny i roli rodziców w kształtowaniu osobowości i wrażliwości dziecka. Jest też szczegółowym przykładem, jak matecznik rodzinnych postaw, zachowań i odruchów pozostaje do końca życia nieusu­walnym punktem odniesienia. Z tego punktu widzenia opowieść jest nieco niepoprawna politycznie, ale urok tej rodzinnej rekon­strukcji blednie, gdy czytelnik orientuje się, że chodzi nie tylko o intymno-intelektualny dowód wdzięczności i pamięci dziecka, lecz i o troskliwie-dyskretną korektę biografii rodziców.

Światło na technikę opowiadania o ko­munizmie i udziale w nim rodziców rzucają wspomnienia Bieńkowskiej (rocznik 1943) o jej dziecięcych przeżyciach. Opowiadając o zauroczeniu propagandowymi filmami sowieckimi traktującymi o podbitych repub­likach azjatyckich, pisze: "Żadna z podróży Sindbada nie mogła równać się z tymi obra­zami życia". I zastanawia się, jak badania na temat propagandy "przyłożyć do zachwytu dziecka?".

Pytanie można sformułować ina­czej: czy jest coś bardziej diabelskiego i nik­czemnego od kłamstwa skutecznie i głęboko trafiającego do czystego serca dziecka? Czy nie za pomocą pięknych kłamstw pozyski­wano dusze młodych janczarów komunizmu? I czy przypadkiem do dzisiaj nie czekamy na zbadanie tego procesu? Zastanawiam się, czy pytanie Bieńkowskiej ma miło uczłowieczać system i znajdować w nim niewinne odcienie wychodzące poza dobro i zło? przecież au­torka wie, że kłamstwo propagandy jest nie mniej śmiercionośne niż leninowska walka klas.

Wie również, w jakich warunkach polscy zesłańcy zbierali bawełnę na złotych polach kwitnącego ze szczęścia Kazachstanu. A może nie czytała wspomnień choćby komunizu­jącego Aleksandra Wata? Może dlatego, że Wat zdaniem jej rodziców zdradził? A może napisała te naiwne zdania, dlatego że ojciec był odpowiedzialny u początków Polski Lu­belskiej właśnie za propagandę? Brakuje mi zdecydowanie refleksji, jak przeżywała hasło "olbrzym i zapluty karzeł reakcji".

Dziwnie brzmi również opowiadanie o strachu małej Ewy i jej koleżanki przed trzema wartownikami pilnującymi dostępu do wydzielonej dla czerwonej burżuazji kamienicy, w której mieszkali Bieńkowscy. Jej strach jest przecież bezpieczny, jedynie podniecający, upiększający dzieciństwo, prawdziwo-teatralny, podobny do zabawy we własnym mieszkaniu, w którym ciemność zmieniła znajome zakamarki w tajemnicze zasadzki. I znowu - autorka wie, że jednym z głównych składników czasów terroru sta­linowskiego był powszechny strach. Strach przed ówczesnymi właścicielami polskiego życia, strachu i śmierci, strachu przed stra­chem, przed wszystkim i niczym. Ona opo­wiada z tupetem o swoim.

 

Do końca wierny Gomułce

Ojciec Ewy Bieńkowskiej kolaborację z okupantem rozpoczął bez zwłoki w 1939 r. współpracą we Lwowie z "Czerwonym Sztan­darem", a także z "Nowymi Widnokręgami", organem założonego przez NKWD Związku Patriotów Polskich. W czasie wojny był au­torem i redaktorem prasy PPR, po zajęciu Polski przez Związek Sowiecki był człon­kiem KC i sekretariatu KC - najwęższego grona zarządzających partią. Zajmował się propagandą i oświatą.

Dzięki niemu lud wiedział, że gen. Maczek to zdrajca, którego trzeba pozbawić obywatelstwa, że akowcy współpracowali z gestapo i trzeba ich tro­chę przetrzebić, a tych, co wspierali faszy­stowską Polskę przed wojną, potrzymać na betonie we Wronkach.

W okresie przegranej frakcji Gomułki Bień­kowski został skazany na objęcie funkcji dy­rektora Biblioteki Narodowej, zaś po poróż­nieniu się z Gomułką i odejściu z rządu pod koniec lat 50 "przez przypadek proponują mu funkcję (wiceministra leśnictwa i prze­wodniczącego Rady Ochrony Przyrody)".

Będąc w opozycji wobec odchodzącego od odwilżowej polityki Gomułki, Bieńkowski na zawsze zachował wiarę i miłość do wodza i niezmiennie winę za błędy przypisywał złemu otoczeniu I sekretarza. Reformato­rowi Gomułce "aparat rzucał kłody pod nogi i w końcu Wiesław przegrał ostatnią rundę walki z aparatem o demokratyzację, bo miał przeciwko sobie cały aparat partyjny".

Dla­czego już po, wydawałoby się, odejściu od komunizmu Lenin nadal był idolem byłego sekretarza i niezależnego socjologa i liberała, jak uparcie określa go córka? (Bieńkowski jej zdaniem "marzył o roli »opozycji Jej Królew­skiej Mości«, przepadał za tą formułą brytyj­skiego parlamentaryzmu"). O zamiłowaniu do parlamentaryzmu świadczy zapewne jego pogląd, "że gdyby śmierć Stalina nastąpiła 10 lat później, doszłoby do katastrofy". Jego tolerancja miała granice - pisze córka. W wypadku listu biskupów polskich do nie­mieckich pytał: "Kto ich do tego upoważnił? Władza jest jedna". Również we wprowa­dzeniu stanu wojennego i zmiażdżeniu siłą "Solidarności" ten niezależny intelektualista "widział wyższy interes państwowy, urato­wanie Polski".

Oburzał się na pominięcie PRL i nazwanie Polski III Rzecząpospolitą. Pytał: "Chcą budować na zupełnej pustce?".

W książce obecny jest rytuał związany z Marcem 1968 r. Bieńkowska zapisuje (w 1968): "Niegodziwość gazetowych wybry­ków dosłownie dławiła go". Nie wspomina, by wcześniej dławiła go ludobójcza propa­ganda wysławiająca katów z UB i szczująca, by fizycznie wyciszyć wszystkich wrogów Polski Ludowej. Jedynymi represjonowa­nymi wymienionymi w książce są Kliszko, Gomułka i Spychalski. "Sierpień 1980 r. poświęciłam na pisanie noweli o Rzymie".

 

Testament dla syna

Żeby odzyskać świat, a raczej żeby świat wró­cił na swoje dotykalne i realne miejsce, czy­tam wspomnienia Władysława Zarzyckiego, zawodowego wojskowego, ostatniego ko­mendanta Wilna z ramienia Armii Krajowej. Pisane były w szczególnych okolicznościach i w szczególnym celu. Zarzycki aresztowany przez Rosjan w grudniu 1944 r., oskarżony o sabotaż, dywersję, zdradę ojczyzny, kola­borację z okupantem, udział w tajnej organi­zacji oraz morderstwo zwolenników ustroju radzieckiego, po niemal roku w śledztwie został skazany na 15 lat katorgi. Prokurator w czasie rozprawy był jednocześnie prze­wodniczącym kolegium sędziowskiego (to chyba brytyjski zwyczaj). Na rozprawie nie było także protokolanta i obrońcy. Sąd miał charakter jednoinstancyjny, wyrok zaś nie był uzasadniany. "Kiedy zwracaliśmy się z żądaniem, by jako obywateli polskich prze­kazali nas polskim sądom - [funkcjonariusze sowieccy] odpowiadali, że dobrze, ale po od­siedzeniu kary wyznaczonej przez władzę radziecką. Na takim samym stanowisku stało i poselstwo polskie w Moskwie, do którego naiwni koledzy zwracali się z prośbą o in­terwencję. Mało - poselstwo nasze w ogóle odżegnywało się od nas".

Paragrafy mówiące o zdradzie ojczyzny nie przewidywały wprawdzie kary innej niż śmierć, ale sowiecka ojczyzna gwałtownie potrzebowała rąk do pracy, szczególnie w kopalniach węgla. Prokuratoro -sędziowie zgodnie z potrzebami przodującego przemy­słu wydawali seryjnie wyroki katorgi i wysy­łali skazańców do pracy, mając proletariacką świadomość, że setki tysięcy maszyn zrabo­wanych w podbitej części Europy otrzymają tani prąd, a skazani wrogowie śmierci i tak nie ujdą.

Zarzycki pracował w Zagłębiu Pie­czorskim ze stolicą w Workucie. Podstawowa racja dzienna górnika pracującego pod zie­mią w sztolniach zalanych wodą wynosiła 600 g chleba, 1200 g zupy (wody ze zgniłymi ziemniakami lub zamarzniętymi liśćmi ka­pusty), 25 g ryby, 5 g oleju.

Zarzycki uszedł sprawiedliwości i wrócił w połowie lat 50. Wspomnienia zaczął pisać nieco później, gdy okazało się, że rozłąka i propaganda przemieliły świadomość syna tak skutecznie, iż ocalony z piekła ojciec jest dla niego obcym człowiekiem. Obcym w sen­sie dosłownym i obcym, bo pochodzącym z wrogiego świata. Świata robactwa i zaplu­tych karłów reakcji.

Pułkownik musiał być twardym człowie­kiem, bo drugi raz wyrzucony poza nawias życia nie poddał się. W Workucie chciał przeżyć i wrócić do ukochanej Polski oraz jej cząstki - żony i syna. Skazany na obcość w gomułkowskiej rzeczywistości znalazł na­stępny cel - siadł do pisania wspomnień ­testamentu dla syna. „Wiadomości o sobie muszę przemycać jak złodziej, licząc na to, że odczytasz je po mojej śmierci".

Zarzycki świetnie zrozumiał, że list po­magający synowi zrozumieć los, którego jest częścią, musi być wyprany z sentymentali­zmu, łzawej uczuciowości, nie posuwający się do szantażu przymusowym wzruszeniem.

Są więc wspomnienia skrajnie realistyczną rekonstrukcją życia więźnia i katorżnika, którego syn kiedyś będzie mógł dotknąć, wejść w nie i zadzierzgnąć więź zrozumienia, a może i wybaczenia krzywdy sieroctwa. Wy­baczenia i miłości. Miłości nie dzielącej wspól­nego czasu, oderwanej od fizycznej bliskości, ale prawdziwej. Jest jeden wyjątek od tego surowego sposobu poszukiwania wspólnoty z synem -zachowały się grypsy pułkownika do żony i jej listy, które są przeciwieństwem wspomnień. Pisane niepowtarzalnym języ­kiem, jaki posiada każda rodzina, intymnym językiem kochanków, pełne są wyznań, mi­łosnych zaklęć, czułości, pieszczot i modlitw. Osobne zjawisko stanowią listy do syna, któ­rych półtoraroczne dziecko ani przeczytać, ani zrozumieć nie mogło, oraz odpowiedzi, które matka pisała w imieniu dziecka.

Nie wiemy nic o tym, jak w podbitym przez Rosję Wilnie radziła sobie żona wroga ludu (utrzymanie więźnia spoczywało na barkach rodziny), w jakich okolicznościach ostatecz­nie została repatriowana, jak wiązała koniec z końcem, czekając na męża w stalinowskiej Polsce, którą, jak pisze Bieńkowska, jej oj­ciec "stawiał na nogi".

Wiemy, że pułkownik nie dał się złamać, w jednym z listów napi­sał: "W obliczu śmierci stwierdzam, że Ty, Poleńko, i Andrzej możecie z podniesioną głową nosić swe nazwisko". Ze szczegóło­wego zapisu wiemy, w jakich warunkach przeżył dziesięć lat w Workucie. Wiem, że jego krew popychały do przodu ukochany syn, kobieta i cierpliwa Polska, ale mimo to w jaki sposób przeżył, nie rozumiem. Bieńkowska zapisuje: "W domu ułatwione, dość zamożne życie, chociaż z fantazyjnym stosunkiem do dóbr materialnych".

 

V kolumna

 

W 1944 r. Moskwa wchłonęła byłe Cesarstwo Austro-Węgierskie i sporą część pruskiego, rozszerzając imperium dalej, niż carowie ośmielali się marzyć. Nie mogłaby osiągnąć tych sukcesów bez V kolumny pracującej dla Stalina w podbijanych krajach. Członkowie polskiej V kolumny wracali z gabinetów KC, miejsc przesłuchań, tortur i egzekucji, ga­binetów cenzorskich, z narad, jak zniszczyć polską tradycję i polski Kościół, do takich właśnie strzeżonych enklaw jak "Dom na Rozdrożu" i troskliwie, czule, delikatnie wy­chowywali dzieci. One żyją wśród nas i dają świadectwo o owej delikatności i trosce. O niczym więcej nie chcą wiedzieć, a tym bardziej pamiętać.        .

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.