Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 108 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Marcin B. Brixen arrow Hibernatus po polsku
Saturday 23 January 2021 17:34:47.31.
migawki
 

24.01.2021 Bielsko Biała – 83 comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy i Msza święta w rycie klasycznym za Ojczyznę

My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a przecież to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

To całe aj-waj o szczepieniach celebrytów celowe: By ludziki poczuły zazdrość i zaczęły się pchać do szczepień.

Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił.

Yes! Yes! Yes! Polska ma pierwszą kobietę GMO! POLSKA WIELKI PROJEKT rozpoczęty!  

Była "pomroczność jasna", teraz jest "dobrowolność obowiązkowa"

Skuteczność penicyliny nie została udowodniona w kontrolowanych badaniach klinicznych, lecz w praktycznym jej stosowaniu w leczeniu rannych żołnierzy podczas II wojny światowej.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Hibernatus po polsku Drukuj Email
Wpisał: Marcin B. Brixen   
19.03.2015.

Hibernatus po polsku

 

Marcin B. Brixen - 18 Marca, 2015: http://niepoprawni.pl/blog/marcin-b-brixen/hibernatus-po-polsku

Po osiedlu, na którym mieszkali Hiobowscy, rozeszła się straszna wieść.
- Czas umierać - oświadczył ponuro pan Sitko. Był tak wstrząśnięty, że nie mógł trafić butelką piwa do ust. - Świat się kończy.
- Jest to koniec pewnej epoki - zgodził się dziadek Łukaszka.
Zamykano osiedlowy bar pod nazwą "Dobrobyt".
W to miejsce miała powstać placówka bankowa Banku Dobrobyt.
Właściciel baru pakował wszystko, podjechał samochód po meble, zaczął wynosić krzesła i pakować je wraz z kierowcą na samochód.
W którymś momencie właściciel wraz z kierowca zeszli do piwnicy. Po paru minutach doleciał stamtąd przerażający krzyk.
Dziadek Łukaszka zbladł.
- No prawie bym rozlał! - pan Sitko spojrzał z niepokojem na butelkę.
Z piwnicy wybiegł opajęczony kierowcy i krzyczał:
- Trup! Trup! Znaleźliśmy trupa!
- Trzeba iść zobaczyć - wyszeptał dziadek Łukaszka.

Pan Sitko dopił piwo kilkoma szybkimi łykami, sprawdził czy butelka jest zwrotna, skrzywił się rozczarowany, wyrzucił ją do kubła, otarł usta rękawem, chrząknął i ruszył pierwszy. Za nim poszedł dziadek, a na końcu kierowca.
Zeszli schodami, zanurzyli się w mrok i wędrowali jakimiś zatęchłymi korytarzami. Gdzieś w dali jarzyło się słabe światełko. Doszli wreszcie do drzwi z napisem "Magazyn baru". W stercie rupieci ujrzeli klęczącego przy czymś właściciela baru.
- Gdzie ten trup? - spytał pan Sitko.
- Żaden trup - odparł cicho właściciel baru. - Sami zobaczcie.
Podeszli bliżej. Okazało się, że światełko pochodzi z wielkiej zamrażarki skrzyniowej. Miała uchylone wieko. Koło niej leżał pokruszony blok lodu, w nim...
- Trup! - zaczął znowu kierowca.
- Żaden trup, mówię przecież - zirytował się właściciel baru. - To mój pomocnik, którego wysłałem kiedyś po towar do magazynu. Myślałem, że rzucił pracę i uciekł. A on...
- Zamroziło go - szepnął z przejęciem kierowca.
- Co pan, to naukowo niemożliwe - zaoponował dziadek Łukaszka.
- Panie, u nas wszystko jest możliwe!
- Jak to się stało, że go zamroziło? - chciał wiedzieć pan Sitko.
- Pewno się nachylił jak coś sięgał i wpadł - stwierdził dziadek Łukaszka. - Nie szukał go pan?
- No pewno, że szukałem! Na policję go zgłosiłem, był długo zaginiony, potem uznali, że zmarł... Pogrzeb nawet był, papiery rodzina załatwiła, on oficjalnie nie żyje...
- To kiedy to było? - dociekał pan Sitko.
- Jakoś wtedy jak te województwa zmieniali...
- Kiedy???
- Tak ze dwadzieścia lat temu...

Zapadła cisza, było tylko słychać jak lód się topi.
- Ych... - stęknął rozmrażający się zamrożony. - Szefie... Już biorę te mięso i niosę... Za chwileczkę...
- On mówi! - kierowca był podekscytowany. - Wiecie jak to będzie sensacja?! Będziemy sławni! On będzie sławny! Wszyscy ludzie go zobaczą i...
- Zaraz, zaraz - hamował go właściciel baru. - To był zawsze taki, z przeproszeniem, głupek. Czy jego można pokazać ludziom? Zwłaszcza w takim stanie?
- A co się może stać? - kierowca domknął zamrażarkę. - Pod jakim względem?
- Politycznym oczywiście - wtrącił dziadek Łukaszka. - Halo, proszę pana, słyszy mnie pan?
- Sły... Szę...
- Niech pan powie, jaka partia polityczna jest najlepsza i na którą należy głosować?
- Na... Wonię... Ulności...
- No tak - pokiwał głową kierowca. - Miał pan rację. Źle z nim.
- Zawsze był głupi - westchnął właściciel baru.
- Coś nie tak? - wyszeptał oszronionymi wargami rozmrażający się.
- Bardzo nie tak! - nie wytrzymał pan Sitko. - Teraz nawet dzieci wiedzą, że ta partia to jest zła, bo tam są, no, wiecie sami kto...
- Byli - uściślił właściciel baru. - Bo już tej partii nie ma.
- Jak to: nie ma? - hibernatus zakaszlał kryształkami lodu. - Dzisiaj rano jeszcze była! Czytałem w "Wiodącym Tytule Prasowym"...
- To dzisiaj rano to było dwadzieścia lat temu - poinformował kierowca. - Przeleżał pan zamrożony szmat czasu.
- O - powiedział po chwili hibernatus. - Dużo się zmieniło?
- No, "Wiodący Tytuł Prasowy nadal jest"...
- Uff!
- ...ale Wonii Ulności już nie ma.
- A co teraz jest?
- No... Są inne partie...
- Ale nadal idziemy ku Europie? - zaniepokoił się hibernatus.
- Oczywiście! Nawet już tam jesteśmy!
- Super! Skasowaliśmy już godło, flagę, hymn i walutę?
- Nie no, co pan! Teraz to jest na topie! Flagi, kotyliony, Polska!
- O Boże, demony nacjonalizmu podnoszą zady! - i hibernatusowi zaparowały gałki oczne.
- Niech pan nie płacze, po ma pan jeszcze zamarznięte kanaliki łzowe - ostrzegł go dziadek Łukaszka.
- Nie jest tak źle - pocieszył go kierowca. - Mamy polityków, którzy odpowiadają swoim wyborcom...
- Ciekawe jak? - spytał z ironią dziadek. - No niech pan sam powie. Jest polityk wąsaty, dzieciaty i rubaszny. Jak pan myśli, kogo on reprezentuje?
- Wąsatych i dzieciatych...
- No właśnie nie! Reprezentuje wygolonych i bezdzietnych! A kogo reprezentuje polityk nowoczesny, elegancki, wygolony i wykształcony?
- Nowoczesnych...
- A wcale, że nie! On reprezentuje wąsatych, dzieciatych i rubasznych!

Hibernatus zachlipał.
- Bardzo panów przepraszam, ale... Mój organizm... Chyba się zmoczyłem.
- To tylko bielizna się panu odtapia - rzekł ciepło kierowca.
- A czy... Żydzi wrócili? - spytał z nadzieją w głosie hibernatus.
- Są cały czas - rzekł gorzko właściciel baru. - I jeden i drugi polityk mają Żydów za teściów...
- To bardzo dobrze! Czy jest większe szczęście niż mieć Żyda w rodzinie?
Cisza.
- Chyba bardzo długo spałem - hibernatus był wstrząśnięty. - Czy masowe pogromy są na topie? Czy Polska spowita jest kirem dymu płonących stodół?
- Co pan, po prostu manie Żyda w rodzinie jest... Minusem - rzekł z wyraźnym wysiłkiem umysłowym pan Sitko. - Ale są oczywiście gorsze rzeczy.
- Na przykład?
- Mieć w rodzinie poetę.
- Ma pan rację - rzekł kierowca do właściciela baru. - Nie można go puścić na ulicę. Wstydu tylko narobi. No i nie ma szans na przeżycie.
- Ostatni test - westchnął właściciel baru. - Rosja?
- Nasz demokratyczny sąsiad-przyjaciel!
Wyszli na dwór.
- Co z nim zrobimy? - zapytał kierowca. - Przecież nie można go puścić tak na miasto!
- Do lodówy i niech leży tam dalej - zaproponował pan Sitko. - Może jak się znowu obudzi to będzie lepiej pasował?

--------------
https://twitter.com/MarcinBrixen (link is external)
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen (link is external)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.