Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 15 gości
S T A R T arrow Kościół arrow ks. Małkowski pisze i mówi arrow "URWAŁEM SIĘ ZE STRYCZKA "
Tuesday 21 September 2021 03:28:33.40.
migawki

Niedawno Minister Pandemii zapowiadał czwartą falę - na przełom sierpnia i września. A według najnowszych wyliczeńma ona nas "zalać" w połowie listopada, gdy będą, jak co roku, słoty, przeziębienia,chrypki i grypki...

===============
 
W Y S Z U K I W A R K A
"URWAŁEM SIĘ ZE STRYCZKA " Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.05.2007.

 

"URWAŁEM SIĘ ZE STRYCZKA "

rozmowa z ks. Stanisławem Małkowskim

 

            Na procesie toruńskim zbrodniarz Piotrowski z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wyznał, że ks. Stanisław Małkowski był pierwszy na liście do sprzątnięcia. Do dnia dzisiejszego napawa mnie lęk o los księdza.

            Ja też zadaję sobie pytanie: kto następny? Jednak osobiście nie czuję lęku, ani nie mam takich przeczuć, jakie miał ś.p. ksiądz Sylwester Zych. Pan Jezus uspokoił mnie w czasie modlitwy, powiedział, że na razie wyznacza mi inne zadanie. Z testamentu księdza Zycha i z różnych jego powściągliwych wypowiedzi wynika, że do śmierci nagłej był przygotowany i niedalekiej śmierci spodziewał się już od wyjścia z więzienia. W więzieniu zapowiedziano mu, że na wolność wyjdzie, ale niebawem zginie. Później otrzymywał anonimy zapowiadające śmierć. Parę miesięcy temu był ciężko pobity do nieprzytomności przez nieznanych sprawców, którzy bili fachowo nie pozostawiając śladów na ciele. Mówił: "Teraz mogę już umrzeć" lub: "Po co miałbym się leczyć. Już nie warto; byłem, ale teraz mnie nie ma". Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo był zagrożony i jak dalece czuł się zagrożony. Widywałem go w ciągu ostatnich miesięcy jego życia często. Odkąd go poprosiłem o pomoc na cmentarzu, przyjeżdżał na Wólkę Węglową raz-dwa razy w tygodniu z Białołęki, gdzie pracował w domu dziecka u sióstr Rodziny Maryi. Uderzał mnie jego spokój. Był skryty, nie zwierzał się, nie chciał przyspieszać egzekucji wyroku śmierci przez nadawanie rozgłosu sobie i napaściom, które znosił, które często odbierały mu sen. Od jego sióstr i matki dowiadujemy się teraz, ile cierpiał i w jakim żył lęku. Odwaga i męstwo kazały mu iść, nie cofać się ani się nie ukrywać. Po raz ostatni spotkałem go 2 lipca u państwa Moczulskich na zebraniu Chrześcijańsko- Patriotycznego Instytutu im. ks. Jerzego Popiełuszki. Obiecał, że we wtorek 4 lipca odwiedzi Wólkę i weźmie z zakrystii swoją sutannę, ale już tam nie przyjechał.

            Ksiądz Sylwester pozostawił po sobie szereg świadectw umiłowania Boga, Kościoła i Ojczyzny. Kochał "Solidarność", był jej honorowym członkiem, czuł się jej kapelanem, dla niej gotów był cierpieć i umierać, Był kapelanem Niezależnego Ruchu Społecznego "Solidarność" im. ks. Jerzego Popiełuszki, pisywał do "Jawniaka". Gdy miał się odbyć w tym roku kongres KPN w Warszawie, byłem proszony wraz z nim i z ks. Stanisławem Suchowolcem o koncelebrowanie Mszy św. na rozpoczęcie kongresu. Koncelebrowaliśmy dwaj, ks. Suchowolec już nie żył.

            Brał ksiądz udział w pogrzebach czterech zamordowanych księży. Proszę zrelacjonować pogrzeb ks. Sylwestra Zycha.

            Biskup Kazimierz Romaniuk nie zgodził się, aby pochowano księdza Sylwestra na Powązkach. Przemawiali: w kościele w Duczkach biskup Zbigniew Kraszewski i ks. Konstanty Kordowski, zaś na cmentarzu w Kobyłce - Wojciech Ziembiński. Przybył senator Henryk Grządzielski ze Słupska. Żadne listy ani telegramy nie nadeszły oprócz listu górników do Księdza Prymasa. Nasi przywódcy zachowali się w tej sprawie jak ludzie bez twarzy.

            W czerwcu br. został ksiądz odwołany z pracy dla "podziemia'' na największym cmentarzu warszawskim w Wólce Węglowej.

            W Wólce pracowałem sześć lat (poprzednio przez sześć lat nie miałem żadnego przydziału). Tego chciał ode mnie Bóg. Na cmentarzu było mi dobrze. Ten wielki powierzchnią cmentarz ma przeszło 70 tys. zmarłych - ciałem w "podziemiu", dusza w wieczności. Pochowałem prawie czternastą ich część.

            Pismem Kurii Biskupiej w Warszawie przywrócono księdzu prawo głoszenia słowa Bożego i przydzielono na wikariusza w parafii NMP Królowej Świata w Warszawie na Ochocie, przy ul. Opaczewskiej. Jak się ksiądz czuje w nowej parafii?

            Też czuję, że to moje miejsce. Motywy decyzji ludzkich są różne, ale motywy Boga i Matki Bożej są wciąż te same: miłość i dobroć. Sześć lat temu wezwał mnie ksiądz proboszcz na Młocinach i powiedział: "Mam dla księdza pismo z kurii, przydział do pracy na cmentarzu, czy ksiądz przyjmuje"? Odrzekłem: "tak, przyjmuję". Na co proboszcz: "To dziwne, bo biskup Romaniuk w kurii powiedział mi, że ksiądz z pewnością tego przydziału nie przyjmie". Teraz dowiedziałem się, że ksiądz Prymas chciał dać mi taki przydział, który nie zwracałby na mnie niczyjej uwagi, a zwłaszcza uwagi zachodnich korespondentów, którzy pytali czasem Prymasa, gdzie pracuje ksiądz Małkowski. Przed majowymi audycjami "otwartego studia", w których uczestniczyłem, Prymas mógł odpowiadać: "dlatego na cmentarzu, bo do innej pracy się nie nadaje", teraz Prymas woli tego tematu unikać. W piśmie z kurii z dnia 15.VI.89 r. podpisanym przez wikariusza generalnego ks. biskupa K. Romaniuka czytam: "Władza archidiecezjalna mianowała księdza wikariuszem /..../ przywracając księdzu prawo głoszenia słowa Bożego." Nikt mnie nie pozbawił prawa głoszenia słowa Bożego. Ksiądz Prymas zabronił jedynie proboszczom w diecezji zapraszania mnie ze słowem Bożym do kościołów, bo - jak napisał w szeroko rozesłanym liście - głoszę nienawiść. Nie wiem, co się zmieniło w moim sposobie głoszenia słowa Bożego. Swojej nowej decyzji ksiądz Prymas nie uzasadnia. W praktyce zmiana oznacza dla mnie ograniczenie możliwości kaznodziejskich.

            Jak ksiądz ocenia sytuację społeczno-polityczną, gospodarczą i moralną Polski po ostatnich wyborach do Sejmu, Senatu i na prezydenta?

            - Sytuacja jest niejasna, te siły w "Solidarności", które wzięły na razie górę w sensie politycznym, nie budzą mojego entuzjazmu. Jestem zresztą postacią źle widzianą przez solidarnościową lewicę. Na przykład w ostatnim numerze "Przeglądu Wiadomości Agencyjnych - PWA" ukazał się obrzydliwy paszkwil na mój temat w stylu poniżej Urbana, autorstwa niejakiego Stanisława Remuszki, zatytułowany "Milicja maciczna".

            Ksiądz prymas August Hlond przed śmiercią powiedział: "Czekajcie na zwycięstwo i módlcie się o nie; gdy ono przyjdzie, będzie ono zwycięstwem Najświętszej Maryi Panny".

rozmowę przeprowadził Jan Gruszyński "Nowy Dziennik", 17 sierpnia 1989.

 

Zmieniony ( 28.03.2014. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.