Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 84 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Marcin B. Brixen arrow OK okupacja, to nie usterka, ty nędzna fiucino. część 2, ostatnia
Monday 25 May 2020 13:12:58.29.
W Y S Z U K I W A R K A
OK okupacja, to nie usterka, ty nędzna fiucino. część 2, ostatnia Drukuj Email
Wpisał: Marcin B. Brixen   
31.12.2016.

OK okupacja, to nie usterka, ty nędzna fiucino. część 2, ostatnia

 

Marcin B. Brixen 

Łukaszek, Gruby Maciek i okularnik z ponurymi minami siedzieli na szkolnym korytarzu. Zza zamkniętych drzwi prowadzących do szkolnej stołówki dochodziły radosne odgłosy hucznej biesiady.
- Nie... - okularnik zszedł z krzesła i zaczął maszerować po korytarzu łapiąc się za głowę. - Nie... Nie wierzę... nie wierzę w to co się tu dzieje... Co my tu w ogóle robimy?
- Heh... - bąknął Gruby Maciek. - No cóż... Matka szykowała na obiad wegańskie carpaccio z agrestu... To już wolałem przyjść tutaj.
- Moja matka... - zaczął Łukaszek i nie musiał kończyć.
- A ja... - okularnik wrócił na swoje miejsce i sięgnął po plecak. - Rodzina się zjechała. Jacyś mali kuzyni. Oszaleć idzie. Więc ja też wolałem przyjść tutaj.
I wyjął jakąś zabawkę z plecaka mówiąc, że to jednego z kuzynów i że spróbuje ją naprawić.
- A umiesz? - zapytał złośliwie Gruby Maciek.
- A umiem - odszczeknął się okularnik i już chcieli się pobić, gdy śpiew za drzwiami się wzmógł.

Nie pucz Ewka bo tu miejsca brak
Na twe babskie łzy
Po Sejmowej sali hula wiatr
I gaz po pizzy
Pucz-posłowie twoi z dawnych lat
Zakładają KOD...

Korytarzem szedł pan dozorca niosąc naręcza kartonów pizzy. Kiedy ich zobaczył to przystanął zdumiony.
- Jak tu weszliście?
- Normalnie, drzwiami - rzekł Łukaszek,
- A co wy tu robicie? Lekcji nie ma! Siedzicie za karę?
- Tak jakby. Mamy udawać społeczne poparcie dla tych tam w środku. Co pewien czas ktoś wygląda, robi sobie z nami zdjęcie, wrzuca na Twittera i pisze, że na korytarzu jest nas milion.

Pan woźny pokręcił głową, a okularnik zawołał:
- Patrzcie, naprawiłem! Wystarczyło zmienić baterie!
Zabawka zaniosła się upiorną melodyjką w szybkim tempie.
- To są chyba kolędy, tak jakoś trzy razy szybciej - powiedział Łukaszek. - O, teraz chyba "Jingle Bells"...
- Nie naprawiłeś - nie mógł sobie darować Gruby Maciek.
- Jak nie, teraz gra!
- Ale nie było nic popsute.
- Wymieniłem baterie!
- Zużyte baterie, to nie usterka, ty nędzna fiucino, to konserwacja...
- Nie bijcie się - przerwał im łagodnie pan woźny i poprosił by ktoś zastukał do drzwi bo on ma zajęte ręce.
Gruby Maciek walnął kilka razy w drzwi potylicą okularnika.
Drzwi się uchyliły i wyjrzał jakiś młody człowiek, łysy i w okularach. Miał na sobie t-shirt z napisem "Klub Okupantów Demokratycznych".
- Ho! Hoho! - ucieszył się na widok ilości kartonów. - Więc jednak ktoś nas popiera!
- Nie wydurniaj się, jakie popiera - doleciało z środka sali. - Normalnie musieliśmy zapłacić z klubowych pieniędzy!

Chłopcy brali pizzę od pana woźnego i podawali posłowi stojącemu w drzwiach. Poseł po odebraniu ostatniego kartonu zamknął drzwi i ze środka zaczęło dobiegać mlaskanie.
- Mogliby zostawić choć jedną - westchnął ciężko Gruby Maciek.
- I mogliby oddać moją zabawkę! - zawrzał gniewem okularnik. - Musiałem ją podać razem z pizzą!
- Odzyskasz później jak otworzą drzwi - machnął ręką Łukaszek. Wszyscy spojrzeli na zamek i...
- Ej, zostawili klucz od zewnątrz! - zawołał zachwycony okularnik. - Teraz my możemy ich zamknąć!
- Po co? - wzruszył ramionami Gruby Maciek. - Przecież oni i tak nie chcą wyjść.
- Wychodzą, wychodzą - westchnął pan woźny. - Do toalety. Do telewizji. Do domu na noc.
- Ciekawe jak długo wytrzymają przy tej melodyjce - Łukaszek się zamyślił. - Daję im godzinę i będą błagać żeby ich wypuścić.
- Mogą wyłączyć - mruknął Gruby Maciek.
- Nie mogą, ta zabawka się nie wyłącza - poinformował okularnik.
- No to mogą wyjąć baterie.
- Nie mogą, klapka jest na śrubkę a śrubokręt mam w kieszeni. Chyba, że mają swój...
- Zobaczymy - zatarł ręce Łukaszek i delikatnie przekręcił klucz.
- Brawo chłopcy, Zimbardo byłby z was dumny - mruknął pan woźny.
- Jaki Zimbardo???
- Profesor, z Uniwersytetu Stanforda.
- Ten od eksperymentu więziennego? - zdumiał się Łukaszek.
- Wy wiecie o tym eksperymencie???
- My, jak my, my żyjemy w internecie, wiemy wszystko, ale pan??? Woźny???
- A co wy sobie myślicie, że woźny to taki z przeproszeniem cieć?! - obruszył się pan woźny. Zza drzwi dobiegły pierwsze krzyki żądające wypuszczenia albo zabrania zabawki.

Pan woźny wrzasnął "cicho!" i kontynuował:
- Wy nie wiecie jakie są wymagania na stanowisko woźnego! Hoho! A czas, że tak powiem, pracuje na waszą niekorzyść! Kto wie jakie będą wymagania kiedy wy będziecie szukać pracy! Może nie dacie rady zostać woźnym? Może woźnych już nie będzie?
- Bła-ga-my! Wypuśćcie nas! Albo zabierzcie tę cholerną zabawkę!
- Cisza! A to wszystko - i pan woźny wskazał drzwi - przez nich. Wiecie co, chłopcy? Idźcie już do domu.
- A protest?
- Protest za pół godziny się skończy.
- Skąd pan wie?
- Oni już mają dość. Za pół godziny będą płacić, żeby ich wypuścić. I zaraz polecą do domu, ja wam to mówię. Wszyscy.
- Płacić, mówi pan - zamyślił się Łukaszek. - To chyba te pół godzinki jeszcze zostaniemy.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.