Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 62 gości
S T A R T arrow Inne polityczne arrow Wojny globalistów 19 arrow Nowy mesjasz ma mieć na imię Greta
Sunday 20 October 2019 16:22:15.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. Hermeneutyka ciągłości ?
===============================
 
W Y S Z U K I W A R K A
Nowy mesjasz ma mieć na imię Greta Drukuj Email
Wpisał: Joanna Mieszko-Wiórkiewicz   
04.10.2019.

Nowy mesjasz ma na imię Greta

Joanna Mieszko-Wiórkiewicz

https://www.salon24.pl/u/niemcy/989767,nowy-mesjasz-ma-na-imie-greta,1

Greta Thunberg została nieprzypadkiem wybrana. Ma rozumiejących system, sławnych w Szwecji rodziców, pochodzi z rozgałęzionej starej rodziny, która cała tkwi w lewicowo-zielonym środowisku, żeby nie powiedzieć- torfie. A przede wszystkim posiada Greta rzekomo dziadka, który „odkrył” efekt cieplarniany.

Z rodzicami wszystko się zgadza: rozumieją system, jak mało kto. Szczególnie tata Swante, producent muzyczny, aktor , scenarzysta i reżser oraz właściciel dwóch firm – spółek akcyjnych produkujących entertainment wszelkiego rodzaju w jednym. Z mamą, pieśniarką operową, a jak trzeba to i pop-ową Maleną Ermann łączy natomiast Gretę anoreksja czyli jadłowstręt oraz narcyzm. No i oczywiście fanatyczny „ekologiczny" aktywizm. Malena jest głęboko zaangażowana w problemy ciemnoskórych imigrantów i klimatologiczne. Natomiast co do dziadka, to przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że Svante Arrhenius nie był żadnym dziadkiem, a jedynie dalekim kuzynem pra-prababci i wcale nie odkrył efektu cieplarnianego, którego zresztą nie ma, tylko wskazał (niedokładnie) na efekt obecności dużych ilości CO2 w atmosferze. Swante Arrhenius był nie byle kim – był współzałożycielem fundacji Alfreda Nobla, współdecydował o jej rozdzielaniu i sam otrzymał tę nagrodę w dziedzinie chemii zaraz na początku działalności.  

Tak więc wylansowany w mediach obrazek bladej, niewyrośniętej dziewczynki, zwykłej uczennicy, która chce ratować świat, jak niegdyś Jean d'Arc ratowała Francję jest kłamliwie naciągany.

Zbyteczne jest wspominać, że akcje obu spółek akcyjnych taty Thunberga w ostatnim półtora roku poszybowały strzeliście w górę. Przyczyniła się do tego także książka wydana pod nazwiskiem matki, Maleny, opisująca całą rodzinę i odsłaniająca skomplikowane choroby obu córek (Grety i jej młodszej siostry)

Manager Ingmar Rotzhode melduje się na rozkaz

Myliłby się jednak ten, który by sądził, że zjawisko Greta Thunberg to rodzinny business. Do najważniejszych kontaktów 16-letniej wagarującej w piątki osobistości należy niewątpliwie firma (także spółka akcyjna, a jakże) „We don't have time” w formie platformy społecznościowej w temacie obrony klimatu, założona w r. 2017 przez Ingmara Rentzhoga, jednego z najefektywniejszych menedżerów public-relation oraz specjalisty giełdowego Szwecji.

Greta jest oczywiście koniem pociągowym tej platformy, której akcje również poszybowały w niebo. Kiedy usiadła po raz pierwszy przed szwedzkim parlamentem 20 sierpnia 2018 r, z kartonowym szyldem „Szkolny strajk dla klimatu” to fakt, że zleciały się do niej najpierw szwedzkie, a potem niemieckie i inne europejskie media zawdzięcza przede wszystkim managerskiej działalności Rentzhoga i jego zespołu.. Oni to właśnie zawiadomili wszelkie możliwe media, nakręcili videoclipy, narobili jej zdjęć oraz rozpowszechnili jej akcję w języku angielskim na Facebooku oraz Instagramie.

Dopiero, kiedy okazało się, że supernowoczesny jacht „Malizia II” wybrany do jej ostatniej akcji propagandowej- podróży przez Atlantyk do Nowego Jorku, należy do szemranego multimilionera- inwestora budowlanego z Monachium, stosunki Thunbergów z Ingmarem Rentzhogiem zeszły do podziemia

Greta na jachcie pilnie poszukiwana 

18-metrowy jacht zaopatrzony w baterie słoneczne i nie wydzielający CO2 do atmosfery, z urządzeniem do odsalania wody morskiej, jak niewiele jachtów na świecie rozwijający maksymalną prędkość do 25 km na godzinę według ogłoszonych planów miał przewieźć Gretę z jej ojcem od wybrzeży Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku zawadzając o Nową Fundlandię. Na jachcie, mimo jego rynkowej ceny w wysokości 5,5 milionów dolarów nie było żadnych luksusów: dwie wąskie koje, wiadro zamiast toalety, mały kocher gazowy oraz tzw, „jedzenie kosmonautów” czyli proszki do rozrabiania wodą zamiast normalnego jedzenia. Żadnej bieżącej wody do mycia. Do tego na Atlantyku panował ostry niż, porywiste wiatry, dwumetrowe fale i rzęsisty deszcz. Choroba morska dławiła całą załogę. Czy można się zatem dziwić, że wychuchane dziewczątko nie mogłoby wytrzymać w takich warunkach dwóch tygodni? Jak bowiem przypuszczają dziennikarze z off-mediów, Greta Thunberg została potajemnie wysadzona z jachtu już na pierwszym przystanku u wybrzeży Francji, dokąd, poza planem a z powodu niekorzystnej pogody skierował się jacht „Malizia II” zaraz na początku. Kilka oficjalnych medialnych połączeń satelitarnych z jachtem ani razu nie pokazało Grety na pokładzie , pomimo obecności tam zawodowego filmowca.. Każde pytanie dziennikarzy o Gretę było zbywane odpowiedzią, że „Greta śpi jeszcze” albo „Greta właśnie się położyła”.

Następnie – jak przypuszczają wścibscy dziennikarze - wyczarterowanym samolotem przewieziono ją i tatusia do USA. Tak więc propagandowa legenda o „ekologicznej” podróży Grety do Nowego Jorku to – jak każda propaganda- zwykłe oszustwo. Niewątpliwie obecny na pokładzie kamerzysta-dokumentalista Nathan Grossman z firmy B-Reel Films (też tylko jeden dzień?) będzie miał spore trudności w realizacji zamierzonego filmu, mającego udokumentować podróż Grety do USA.

    Baaardzo droga "ekologia"

Nie trzeba być wielkim rachmistrzem, aby zdać sobie sprawę, że operacja p.t. „podróż Grety jachtem do Nowego Jorku” kosztowała ogromny majątek. Już samo zgromadzenie potrzebnego sprzętu w porcie Plymouth przez grupę wynajętych ludzi, wynajęcie jachtu oraz dwóch doświadczonych skipperów : Boris Herrmann (podobno najlepszy w Niemczech)oraz jego towarzysz Pierre Casiraghi, najmłodszy syn księżnej Karoliny z Monaco, team filmowy, połączenia satelitarne, opieka techniczna jachtu w USA, jego transport z powrotem do Europy już przez innych żeglarzy, bo pierwszy zespół wrócił do domu samolotem. Wynajęci w USA skipperzy też wrócili do domu, do Stanów, samolotem.

Gdyby faktycznie organizatorzy wyjazdu Grety na konferencję klimatyczną do Nowego Jorku mieli na względzie ekologię, to wysłaliby ją z tatusiem samolotem rejsowym. Tymczasem ilość osób i funduszy zaangażowanych w całą akcję wystarczyłaby, aby zasadzić ładnych kilkadziesiąt hektarów drzew np. w Afryce, gdzie według Grety „ekosystemy wymierają i ludzie umierają z głodu”.

Cui bono? - komu to służy?

Jeśli zatem nie chodzi o ekologię, to o co chodzi? Odpowiedź jest prosta – chodzi o pieniądze. O wielkie pieniądze., ale nie tylko. Bo te wszystkie t-shirty, kurtki, czapki, plecaki i inne gadżety z napisem „Fridays for Future” , choć zamawiane i produkowane w Chinach, jednak sporo kosztują . Rozdawane są młodzieży szkolnej zwoływanej via Facebook oraz Instagram na wagary przed parlamentami, aby uatrakcyjnić te „demonstracje” . Opłacane są także koszty transportu autobusów i pociągów, którymi młodzież jest spędzana na te imprezy, koszty noclegów. Zapewniane jest także wyżywienie i napoje. Dla młodzieży te szkolne wycieczki do dużych miast z Berlinem i Düsseldorfem na czele to prawdziwa atrakcja.

I choć akcja miała jak dotąd największy odzew w Niemczech i Szwecji, to nieudała się w całym szeregu innych europejskich krajów. Nie tylko zresztą europejskich. Greta przecież objeździła z grupą przybocznej młodzieży także Azję (Tajlandię, gdzie na pierwszą demonstrację w marcu br. przyszło 60 osób), Australię, a w USA, kiedy pojawiła się przed konferencją klimatyczną przed budynkiem ONZ w poniedziałek 23 września, powitała ją… 20-osobowa grupa młodzieży, która powoli urosła do około stu osób. I to mimo hałasu, jakie z okazji jej przyjazdu urządziły media i mimo rzekomo ponad 10 tysięcy uczestników piątkowej demonstracji klimatycznej 20 września w samym tylko NY.

Pilna uczennica w Lee Strasberg Theater & Film Institute

Greta Thunberg zrobiła swoim agresywnym przemówieniem w ONZ negatywne wrażenie. Może taki był zamiar jej mentorów? W końcu nie poszła tam nieprzygotowana i zapewne nie było jej zamiarem wzbudzenie powszechnej sympatii. Już przez kilka wcześniejszych dni uczęszczała pilnie na zajęcia do najsłynniejszej nowojorskiej szkoły aktorskiej Lee Strasberga (Lee Strasberg Theatre and Film Institute), szkoły, w której uczyła się sztuki aktorskiej m.in. Marylin Monroe oraz Alicja Bachleda-Curuś.

Tak więc złość i łzy, jakie zaprezentowała w ONZ były dobrze wystudiowane. Podobnie, jak było wystudiowane jej podobne wystąpienie w Katowicach rok wcześniej, tyle że tam przemawiała do niemal pustej sali, czego kamery telewizyjne przezornie nie pokazały.  

Ktoś jej dobrze poradził. I ten ktoś, to nie jest jej dotychczasowy manager Ingmar Rotzhode czy nieodstępująca jej na krok”oficer prowadząca” - aktywistka niemieckich „Zielonych” Marie-Luise Neubauer. Na to byliby oni o numer za mali. Wokół Grety kręci się całe mnóstwo wysoko wykwalifikowanych i zapewne dobrze opłacanych osób. Jak chociażby autor jej wystąpień , profesor klimatologii z uniwersytetu w Manchester i Uppsali, Kevin Anderson (56 l.), który w młodości budował platformy wiertnicze na morzu, a teraz je bojkotuje.

Laury dla Mesjasza 

Najwyższy czas wspomnieć o licznych nagrodach, potężnych propagandowych narzędziach lewicowej polityki, jakimi obsypano słynną nastolatkę.

Jedna z pierwszych spadła na nią w jej ojczystym kraju: jakieś pismo kobiece okrzyknęło ją „Kobietą Roku” i to głosami 230 głosujących kobiet. Pismo to bowiem co roku wybiera glosami swoich 1000 uczestniczek „Kobietę Roku”. W tym roku na Gretę zagłosowało 23% czytelniczek, czyli 230 osób. We wrześniu była nagroda Amnesty International jako „Świadek sumienia”. Przed 1 marca zgłoszono Gretę do nagrody „Alternatywnego Nobla”, którą jej przyznano razem z trzema innymi, ciemnoskórymi kandydatami. Nagroda zostanie wręczona w grudniu. W sumie w ubiegłym roku Greta otrzymała trzy nagrody, w tym roku już trzynaście i końca nie widać. Ukoronowaniem będzie zapewne zapowiadana „Nagroda Pokojowa” fundacji Nobla. Tak więc historia jej rodziny zatoczy koło .Jak pamiętamy, jej pra-pra-kuzyn Svante Arrhenius też otrzymał Nobla.



Zmieniony ( 04.10.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.