Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 32 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Izabeli Falzmannowej - '08 arrow Aborygeni a sprawa polska.
Thursday 22 August 2019 12:00:43.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Aborygeni a sprawa polska. Drukuj Email
Wpisał: IF   
27.04.2008.

IF

Aborygeni a sprawa polska.

    Benedykt XVI zasłużył na aplauz całego cywilizowanego świata przepraszając Amerykanów za przestępstwa seksualne popełnione przez amerykańskich księży. Przestępstwa prawdziwe czy urojone, (na pewno rzeczywiste były za to wielomilionowe odszkodowania) popełnione przez księży katolickich, protestantów czy może duchownych niezliczonych amerykańskich sekt zwanych kościołami.

            Można sądzić, że jest to niewiele znaczący gest, za pomocą którego, podobnie jak za pomocą walki z globalnym ociepleniem, Benedykt chce poprawić swój wizerunek nadwątlony przywróceniem wyjątkowo znienawidzonej przez postępowców mszy trydenckiej. Przecież oczywiste jest, że Benedykt przeprasza za winy nie swoje i za wydarzenia, które- jeżeli miały miejsce- to nie za jego pontyfikatu.

     Czy oznacza to, że kościół katolicki –jak euforycznie twierdzą niezliczeni publicyści- „stanął wreszcie w prawdzie”? Byłoby tak gdybyśmy usłyszeli autentyczne wyznania osób, które dopuściły się przestępstw seksualnych i innych odrażających czynów, gdyby przyznali się do winy i przeprosili swe ofiary liczni w polskim kościele księża agenci, gdybyśmy dowiedzieli się na przykład dlaczego biskup Gocłowski zadawał się z takimi indywiduami jak ubecki kapuś (oficer..) Myszk i gangster Nikoś.

      Poszukiwanie kozła ofiarnego, który weźmie na swoje barki brzemię odpowiedzialności za cudze winy, będzie za nie przepraszał i za nie pokutował nie jest w historii społeczeństw niczym nowym, a dobrowolne ofiarowanie się za innych to czyn godny prawdziwego chrześcijanina, to dosłowne rozumienie podążania za Chrystusem. W naszej kulturze coraz częściej pojawia się jednak obyczaj przepraszania rytualnego, które jest pustym gestem, pseudo ofiarą złożoną zamiast na ołtarzu prawdy, na ołtarzu politycznej poprawności.

    Ojciec Kolbe dobrowolnie poszedł na śmierć zamiast skazanego więźnia. Nie brał jednak na siebie win hitlerowców i nie przepraszał hitlerowców za rzekome winy więźniów. Gdyby tak się stało przeszkodziłoby to, a nie pomogło w rozliczeniu nazizmu, które było warunkiem koniecznym ukształtowania się współczesnej świadomości zbiorowej. Jak się jednak okazuje, zgodnie z absurdalną logiką politycznej poprawności, to Polacy powinni przepraszać Żydów za Holokaust i za tę zbrodnię zamiast Niemców pokutować, a wkrótce ktoś w naszym imieniu, w imię pojednania, przeprosi Rosjan za Katyń i Ukraińców za rzezie na Wołyniu. Gwałcenie prawdy nigdy jednak pojednaniu nie służy, wręcz przeciwnie opóźnia je lub całkowicie uniemożliwia.

    Wspaniałą lekcją chrześcijaństwa był dla nas wszystkich fakt, że Jan Paweł II przebaczył swemu niedoszłemu mordercy. Ale Jan Paweł przebaczał we własnym imieniu. Czy bylibyśmy równie zachwyceni gdyby w imieniu Papieża przebaczył zbrodniarzowi ktoś inny?

     W swym słynnym orędziu biskupi polscy wybaczyli Niemcom ich przewiny wobec narodu polskiego ( nie pytając ofiar o zdanie) i w imieniu tego narodu prosili Niemców o przebaczenie (nie wiadomo za co). Choć można przyjąć, że biskupi mieli szlachetne intencje i legitymację do występowania w imieniu katolickiego w swej większości narodu, chcąc nie chcąc stali się prekursorami fatalnego obyczaju przebaczania w imieniu ofiar, bez pytania ich o zdanie, a co gorsza przepraszania w cudzym imieniu za winy nie popełnione. Na tej zasadzie Michnik wybaczył w imieniu ich ofiar komunistom, a Kwaśniewski przeprosił w imieniu nas wszystkich za Jedwabne. Z szansy przeproszenia nas za zbrodnie komunistów (w tym za grzechy członków swoich rodzin) nie skorzystali.

            Osobiście wolałabym, żeby młodzi Niemcy nie musieli ciągle przepraszać za Hitlera, a młodzi Żydzi na przykład za Bermana. Pod warunkiem, że nie każe się nam Żydów za Hitlera przepraszać.

     Szczególnie, że przepraszanie w czyimś imieniu wcale nie oznacza obecnie prawdziwego ofiarowania się za kogoś ( jak Chrystus za nas wszystkich, jak Kolbe za hitlerowskiego więźnia) To tylko chwyt marketingowy, pusty gest, który przepraszającego nic nie kosztuje - wręcz przeciwnie przynosi mu splendor.

            Ja też w każdej chwili jestem gotowa przeprosić Aborygenów za ich złe traktowanie przez Australijczyków, a nawet wybaczyć Australijczykom w imieniu wszystkich Aborygenów.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.