Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 17 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK 12 arrow Orwell i Kafka do kwadratu, czyli Państwo Polskie zdało egzamin...
Friday 15 November 2019 01:38:10.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Orwell i Kafka do kwadratu, czyli Państwo Polskie zdało egzamin... Drukuj Email
Wpisał: Bibula   
24.03.2012.

Orwell i Kafka do kwadratu, czyli Państwo Polskie zdało egzamin...

 

Do morgu bez asysty

 

...pozostawili ciało Prezydenta samotnie, a potem pozwolili załadować Go na brudną ciężarówkę i zawieźć w nieznanym kierunku. Orwell i Kafka do kwadratu, czyli Państwo Polskie zdało egzamin…

 

Bibula  2012-03-23 http://www.bibula.com/?p=54030

 

Dobiegliśmy do miejsca, gdzie leżały pierwsze szczątki samolotu. Przed nami były już taśmy. I kilku funkcjonariuszy OMON. Mogliśmy dojść do tych linek. I na tym koniec – pierwsze minuty po upadku tupolewa rekonstruuje w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” ppłk Krzysztof Dacewicz, oficer BOR, który 10 kwietnia 2010 r. pełnił służbę w Smoleńsku

- Na Siewiernyj dotarliśmy pół godziny po upadku samolotu. Początkowo nie było do końca wiadomo, co tak naprawdę się stało. Podeszła do mnie pani konsul i powiedziała, że Rosjanie szykują się na zbieranie ciał. Wtedy nasza reakcja była już bardzo zdecydowana. Poszliśmy do tych z FSO i powiedzieliśmy, że wiemy, że coś się wydarzyło, i chcemy tam jak najszybciej dotrzeć. Wtedy dopiero puścili nas przez płytę lotniska. Zatrzymali nas przed taśmami, którymi ogrodzone było wrakowisko – mówi ppłk Krzysztof Dacewicz. Czy były jakieś próby udzielania pierwszej pomocy, stwierdzenia oznak czynności życiowych? – Nie wiem – odpowiada nasz rozmówca.

Po dwóch, trzech godzinach od katastrofy zebrali się prokuratorzy. Na wykarczowanym fragmencie terenu układano ciała. Rosjanie zwrócili się do oficerów BOR o wyznaczenie trzech osób, które pomogą w identyfikacji zwłok. Jak dowiedział się “Nasz Dziennik”, procedura wyglądała w ten sposób: znaleziono ciało, Rosjanin wkładał rękę do kieszeni wewnętrznej marynarki, wyjmował dowód osobisty i pytał, czy to ta sama osoba. – Po miejscu katastrofy chodził Rosjanin z kamerą, podejrzewam, że ze służb. Do tej pory sprawa nie jest wyjaśniona, kim była ta osoba. Nie miał żadnej plakietki, kamera nie miała też żadnego logo. Wszystko nagrywał – słyszymy.

- O tym, że odnaleziono ciało pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dowiedziałem się w drodze z Witebska do Smoleńska. Gdy przyjechałem z premierem na miejsce katastrofy, Czarek i Andrzej stali przy trumnie, bo Rosjanie mieli pomysł, żeby zabrać to ciało do Moskwy. Było jedynym, które zostało na terenie Smoleńska po interwencji moich kolegów, m.in. Cezarego K. i Andrzeja R. – wskazuje nasz rozmówca. Z miejsca, gdzie ciało prezydenta okazano Jarosławowi Kaczyńskiemu, wywieziono je w trumnie ciężarówką. W drodze do prosektorium (morgu) nie było asysty żadnych polskich służb.

Na wrakowisku znaleziono jeden z telefonów należących do prezydenta i jego paszport. – Któryś z polskich prokuratorów zapytał mnie, czy chcę je zabrać do Warszawy. Jakieś względy sprawiły ostatecznie, że nie wydano nam tych rzeczy. W konsekwencji poleciały do Moskwy – mówi Dacewicz.

Po katastrofie do oficerów BOR dotarła informacja, że przeżyły cztery osoby, bo ktoś widział cztery karetki pogotowia wyjeżdżające na sygnale. – Dostałem polecenie od płk. Roberta D., żeby wsiąść w samochód i szukać, gdzie te karetki pojechały. I kogo wywiozły. Miałem sprawdzić, czy rzeczywiście potwierdzi się informacja, że ktoś przeżył. Nie znałem topografii miasta. Obawiałem się, że jeśli opuszczę wrakowisko, później będę miał problem z powrotem, bo Rosjanie tak nas traktowali – kwituje oficer.

 

Piotr Czartoryski-Sziler

 

KOMENTARZ BIBUŁY: Wyszczególniamy tylko te co ciekawsze kawałki, z krótkimi komentarzami:

“- Na Siewiernyj dotarliśmy pół godziny po upadku samolotu. Początkowo nie było do końca wiadomo, co tak naprawdę się stało.”  A może nie “pół godziny po upadku samolotu” na Sewiernym, lecz pół godziny po ogłoszeniu katastrofy? Ale, zaraz, jakie pół godziny po- , skoro na początku podawano zupełnie nieprawidłowy czas “rozbicia się samolotu”! Ta wprowadzona na początku różnica czasu tzw. katastrofy mogłaby wyjaśniać inny scenariusz całego wydarzenia (scenariusz znany jako 2m).

Pomyślmy: oto samolot mógł wylądować gdzie indziej, np. na drugim lotnisku w Smoleńsku, albo w Mińsku, albo w Witebsku, a stamtąd – po wykonaniu odpowiednich czynności znanych specjalistom z NKWD i KGB-bis – zdążono przywieźć kilka ciał, tylko tych kilka które niektórzy polscy oficjele naprędce “zidentyfikowali”. To wyjaśniało by wiele dziwnych zjawisk, w tym i te tajemnicze “ambulanse”, które pojawiły się na lotnisku zaraz po “katastrofie” (czytaj: po ogłoszeniu czasu katastrofy) być może wwożąc tych kilka ciał. Poza tym, oficjalnie żadna  karetka z pogotowia smoleńskiego nie uczestniczyła w akcji… Tenże scenariusz potwierdzałby również tzw. maskirowkę katastrofy, zarejestrowaną przez Wiśniewskiego, który ze swoją reporterską kamerą nagrał “strażaków”, którzy “gasili” tzw. szczątki samolotu, ale – uwaga – przecież nasz reporter, tak, ten sam napotykający się na czarne skrzynki, był tam zanim rozległy się syreny i ogłoszono o katastrofie. Chyba pora zsynchronizować zegarki i opowieści tych wszystkich Wiśniewskich, BOR-owców, “strażaków”, “pielęgniarzy” i innych tzw. świadków.

“Czy były jakieś próby udzielania pierwszej pomocy, stwierdzenia oznak czynności życiowych? – Nie wiem – odpowiada nasz rozmówca.” Czyli, nikt nic nie wie… Dwa lata minęło i dalej nikt nie wie czy była czy też nie ta “akcja udzielania pierwszej pomocy”…

“Na wykarczowanym fragmencie terenu układano ciała.” Wot kultura.

Procedura wyglądała w ten sposób: znaleziono ciało, Rosjanin wkładał rękę do kieszeni wewnętrznej marynarki, wyjmował dowód osobisty i pytał, czy to ta sama osoba.” Czyli, “identyfikacja” po rosyjsku, oczywiście z przyzwoleniem władz polskich i “ochroniarzy”.

“Z miejsca, gdzie ciało prezydenta okazano Jarosławowi Kaczyńskiemu, wywieziono je w trumnie ciężarówką. W drodze do prosektorium (morgu) nie było asysty żadnych polskich służb. ” Gruzawikiem wieźli Prezydenta… Jak śmieci…

Po katastrofie do oficerów BOR dotarła informacja, że przeżyły cztery osoby, bo ktoś widział cztery karetki pogotowia wyjeżdżające na sygnale. – Dostałem polecenie od płk. Roberta D., żeby wsiąść w samochód i szukać, gdzie te karetki pojechały. I kogo wywiozły. Miałem sprawdzić, czy rzeczywiście potwierdzi się informacja, że ktoś przeżył. Nie znałem topografii miasta. Obawiałem się, że jeśli opuszczę wrakowisko, później będę miał problem z powrotem, bo Rosjanie tak nas traktowali – kwituje oficer.” Czyli: polecenia nie wykonał! Dzięki m.in. takim funcjonariuszom nikt nic nie wie!

Na dokładkę, polecamy wywiad [w NDz lub Bibule md] z oficerem BOR-u, pokazujący przerażającą indolencję i niekompetencję tychże “oficerów” , a w rezultacie chłopczyków, którzy przestraszyli się wszystkiego i bali się podejść bliżej, bo im ruski żołdak zagrodził taśmą drogę i powiedział nielzia… No, a poza tym, ci “ochroniarze” nie mieli nawet krótkofalówki aby porozumiewać się pomiędzy sobą i polegali na rosyjskiej sieci telefonii komórkowej. Oraz pozostawili ciało Prezydenta samotnie, a potem pozwolili załadować Go na brudną ciężarówkę i zawieźć w nieznanym kierunku. Orwell i Kafka do kwadratu, czyli Państwo Polskie zdało egzamin…

===================

 

A oto jeden z ważnych komentarzy FYM-a (por.  Opowieści dziwnej treści

http://freeyourmind.salon24.pl )

 

 Z miejsca, gdzie ciało prezydenta okazano Jarosławowi Kaczyńskiemu, wywieziono je w trumnie ciężarówką. W drodze do prosektorium (morgu) nie było asysty żadnych polskich służb.” Dodajmy tylko, że to już było po przybyciu delegacji gabinetu ciemniaków i samego premiera będącego zarazem koordynatorem służb specjalnych. Dacewicz opowiada wyżej to wszystko tak, jakby borowcy właściwie nic kompletnie nie mogli zrobić na miejscu albo też nie wiedzieli, co robić, bo np. nie mieli żadnych dyspozycji. Niestety, P. Czartoryski-Sziler, autor artykułu, nie dopytuje Dacewicza o to, jakie otrzymywali polecenia, od kogo, jak wyznaczano zakres ich działań na lotnisku...

Zmieniony ( 24.03.2012. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.