Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 28 gości
S T A R T
Thursday 18 July 2019 10:55:07.27.
migawki

W młodzieżowych mistrzostwach … Europy - biegł Murzyn, Hassan, jako reprezentant kraiku azjatyckiego. Pewnie również wiek ma sfałszowany, ale to można by poznać po zębach, jak u konia.

                  21.07.19 Poznań, Zamość – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

21.07.19 Białystok – Pokutny Marsz Różańcowy „Marsz w obronie rodziny”

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Patetyczna dysproporcja Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
11.02.2013.

Patetyczna dysproporcja

 

 

Na meczu w Dublinie, gdzie jedenastu „naszych” chłopców nieudolnie usiłowało wkopać piłkę do bramki, było 30 tys. zmotywowanych Polaków. Przecież nie o wynik z miłymi rudymi chłopcami im szło - lecz o ORŁA BIAŁEGO, choć może nie uświadamiali tego sobie dokładnie.

 

Na comiesięcznym Różańcowym Marszu Pokutnym w Warszawie, gdzie stawką jest Zwycięstwo lub klęska Polski, było ze 300 osób.

 

To patetyczna dysproporcja.

 

Ale pod Termopilami też było 300 obrońców. I był Efialtes. Wczoraj też mi mignął  - chyba on?

 

Ku przestrodze: (z Viki)

 

Efialtes z Trachis (gr. φιάλτης) – Grek, syn Eurydemusa z Malis. Podczas bitwy pod Termopilami w 480 p.n.e., zdradził wrogiej armii perskiej górską ścieżkę prowadzącą na tyły zjednoczonej armii greckiej dowodzonej przez króla Sparty Leonidasa. Po porażce Persji w bitwie pod Salaminą uciekł do Tesalii w obawie przed zemstą Spartan. Legenda głosi, że Persowie zapewnili go, że zapłacą mu tyle złota ile sam waży. Po przeprowadzeniu wojska przez góry Persowie obdarli go ze skóry, wypchali złotem i wysłali Grekom.

Zmieniony ( 11.02.2013. )
 
Bar wzięty, pisuar zamknięty, cnota stracona, ciąża urojona Drukuj Email
Wpisał: Izabela Brodacka   
01.02.2013.

Bar wzięty, pisuar zamknięty, cnota stracona, ciąża urojona

Izabela Brodacka

 

Kiedy szeroko dyskutowana była sprawa proweniencji Nowego Ekranu, zgłosiłam znajomemu wątpliwości, czy dobrze robię zamieszczając tam posty.

„ Jeżeli zginie ci pies to powiesisz ogłoszenie nawet na słupie w pisuarze” – odparł.

„ A jeżeli pisuar zamkną?”- zapytałam.

„ To powiesisz w innym”- odparł.

Przyjęłam więc założenie, że NE jest neutralnym słupem ogłoszeniowym. Nie miałam możliwości sprawdzić, na jakim gruncie słup jest posadowiony oraz na ile jest przegniły od spodu. Pisuar nie zawalił się – jak twierdzą niektórzy - z wielkim hukiem i smrodem.

Został po prostu pewnego pięknego dnia zamknięty na kłódkę.

Nie boleję nad tym specjalnie. Są inne słupy  w innych pomieszczeniach. (metafora pisuaru wydaje mi się jednak zbyt natrętna).

Nie zamierzam się kajać, ani bronić.  .

Bardzo dawno postanowiłam sobie, że nikt nie będzie uczył mnie moralności i narzucał mi standardów. A swoją drogą i tak wszystkim nie dogodzisz.

 

Kiedyś czytałam w tramwaju Gazetę Polską. Siedzący vis a vis starszy pan o ostrym spojrzeniu miał w ręku Gazetę Wyborczą.

„ Jak pani nie wstyd czytać taką szmatę” – powiedział.

 „ I vis a vis” - zażartowałam.

„Chyba:  I vice versa”- poprawił mnie ponuro.

„ Sama pani widzi jak ten szmatławiec szkodzi pani na głowę” – dodał.

Odechciało mi się żartować.

 

Swego czasu wiele osób z zupełnie różnych środowisk wytykało mi współpracę z Radiem Maryja. Jedni uważali, że jest ono antysemickie, inni, że prorosyjskie.  Niektórzy sprzedawali mi super tajne i pewne widomości, że ojciec Rydzyk kolaboruje z Putinem , inni twierdzili, że jest sprytnym kombinatorem wykorzystującym wdowi grosz dewotek. Zupełnie mnie to wszystko nie interesowało.  

Osobiście zawsze lubiłam i szanowałam  ojca Rydzyka oraz  podziwiałam jego talent organizatorski. Nie byłabym w stanie go zlustrować i wcale bym tego nie chciała. Uważałam i nadal uważam, że radio Maryja i telewizja Trwam odgrywają w Polsce pozytywną rolę.

Ale najważniejsze dla mnie było to, że w czasach kiedy tam występowałam było to naprawdę medium bez cenzury. Na antenie zawsze mówiłam co chcę, na własną odpowiedzialność i nikt nie próbował mnie moderować. 

Nasze drogi z ojcem Rydzykiem trochę się rozeszły, ale zawsze zostanę jego wdzięczną wielbicielką.

 

Podobnie na NE nie doświadczyłam najmniejszej cenzury. Nie mam dostępu do źródeł, żeby zlustrować Oparę. Wiem na pewno, że  okazał się nielojalny w stosunku do swoich pracowników. Nie jestem natomiast w stanie sprawdzić wobec kogo czy czego jest lojalny.

Informacje powielane przez osoby słabo poinformowane to zwykłe plotki i nie są godne uwagi. Informacje osób, które twierdzą, że mają wiedzę z „samego źródła” nie budzą mego zaufania z oczywistych chyba przyczyn. Nie są dla mnie klarowne relacje tych osób z „samym źródłem” i  nie jest jasne w jakiej operacji informacyjnej czy dezinformacyjnej one uczestniczą- świadomie lub nie.

Opara był bardzo ostro traktowany, lustrowany  i stawiany do kąta na samym NE.

Nie uczestniczyłam w tym. Słup to słup. Nie będę gadać ze słupem. Być może poczuł się wykorzystywany.  Może dostał polecenie zlikwidowania portalu. A może zrozumiał, że nikt nie wierzy w jakaś mityczną trzecią siłę budowaną w oparciu o Oparę.

Niektórzy wierzyli jednak, że za pomocą tego portalu uda im się załatwić różne ważne społecznie sprawy.

Toteż się przeliczyli.

Ostatni mój tekst  zamieszczony na  NE  na kilka dni przed jego anihilacją zawierał konkluzję: cnota stracona, ciąża urojona. I tym optymistycznym akcentem kończę.

Zmieniony ( 01.02.2013. )
 
Okultyzm u kapucynów! Sekrety kultu Wenus Afrodyty Drukuj Email
Wpisał: adeptka magii Hania   
31.01.2013.

Okultyzm u kapucynów! Sekrety kultu „Wenus Afrodyty”

 

2013-01-31 pch24

W poszczególnych katolickich domach rekolekcyjnych Argentyny katolicy mogą wysłuchać wykładów o… rytuałach alchemicznych i kabale. W ostatnim czasie wierni mogli w kapucyńskim centrum św. Franciszka wziąć udział w „kabalistycznym różańcu” i „alchemicznym różańcu”, dzięki czemu mieli zostać wprowadzeni w „alchemię miłości” i sekrety kultu „Wenus Afrodyty”.

 

Między 24  a 27 stycznia w Kontemplacyjnym Domu św. Franciszka z Asyżu, prowadzonym przez kapucynów na terenie archidiecezji Buenos Aires, katolicy opłacając jedyne 420 euro mogli wziąć udział w warsztatach, praktykach i indywidualnych konsultacjach dotyczących „rytuału magii nocy”, „ubierania Afrodyty”, przejmowania kontroli nad „prądami miłości magnetycznej”.

„Zajęcia” prowadziła adeptka magii Hania Czajkowska, która jak sama wyjaśnia, po podróżach do Brazylii, Afryki i Polinezji „poświęciła samą siebie okultystycznym tajemnicom”. Aktualnym celem jej działalności jest „uzdrowienie Ziemi”. W swojej publicznej działalności odwołuje się do ezoteryki, okultyzmu, buddyzmu jak i kabały. Praktyki prezentowane przez okultystkę odbywały się… na ołtarzu.

W tym samym ośrodku rekolekcyjnym odbywają się dni skupienia dla diakonów z Towarzystwa Jezusowego, przygotowujących się do przyjęcia święceń kapłańskich. Ze względu na problemy z jego utrzymaniem, kapucyni wyznaczyli administratora, któremu najwyraźniej zezwolono na udostępnianie ośrodka i jego kaplicy każdemu, kto za to zapłaci.

Podobne wydarzenia miały miejsce w katolickich ośrodkach i kaplicach jeszcze przed 2009. W tej sprawie interweniował biskup diecezji Lomas de Zamora. Po tym okultyści odnaleźli nową lokalizację dla promocji takich praktyk.

źródło: katholisches.info  mat

 
Rozmowa chłopa z babą o zakładzie pracy Drukuj Email
Wpisał: Kapitan Nemo   
25.01.2013.

Rozmowa chłopa z babą o zakładzie pracy

 

- Słyszał ty stary, że ta Kopaczowa przydzieliła sobie 45 tysięcy złotych nagrody?

- Nie sobie przydzieliła, durna babo - tylko jej przydzielili ! Ona tylko przydzieliła nagrody po 40 tysięcy tym, co jej 45 tysięcy przydzielili…

- Ale ona w telewizorze mówiła, że Sejm jest zakładem pracy, a ona jako kierowniczka tego zakładu pracy ma obowiązek oceniać swoich pracowników…

- Jaki to babo zakład pracy, jak tam nikt nie pracuje po osiem godzin dziennie, nic nie produkuje poza durnymi ustawami, a pracownikami Kopaczowej są wicemarszałki, którzy poza gadaniem, sami jednej nawet ustawy nie wyprodukowali??? Słyszała ty babo, żebym ja dostał za 40 lat pracy nagrodę taką, jakie otrzymali za rok gadaniny pracownicy Kopaczowej ?

- Zegarek Delbana ci dali...

- No, sama widzisz, babo...

- To jak ten zakład pracy sejmowej działa, stary ? Jak to jest w ogóle możliwe ?

- Jak to - jak działa ? Jak działa ? To wcale babo nie działa i to jest ten cały majstra sztyk !

- Jakiego majstra, stary ?

- Aleś ty babo durna ! To jest sztyk tego majstra, co z Kopaczowej marszałkową zrobił, jak się na zdrowiu i w Smoleńsku sprawdziła ! Nie słyszała ty o tym ?

- Słyszała, ale i na oczy widziała, jak ta Kopaczowa służbę zdrowia rozwaliła, a potem łgała jak najęta o dobrej współpracy lekarzy polsko-radzieckich po katastrofie…

- No sama widzisz, że za zasługi Kopaczowa musiała dostać od majstra kopa w górę…

- No to co ona teraz właściwie robi, stary ?

- Nie widziała ty w telewizorze ? Ona czyta, co będzie głosowane, a potem zarządza głosowanie…

- I za to ona dostała 45 tysięcy złotych nagrody od zakładu pracy ?

- Nie od zakładu pracy, tylko od rady zakładowej, babo ! Czyli od wicemarszałków…

- To co one w tym zakładzie pracy robią, jak sie nie pokazują w telewizorze, stary ?

- Widzisz stara, to jest taki specjalny zakład …. Taki zakład pracy chronionej, gdzie te marszałki od czasu do czasu się spotykają i gadają, a Kopaczowa, jako kierowniczka zakładu pracy chronionej wymyśla, o czym dzisiaj będą gadać… A to o usypianiu staruszków, a to o małżeństwach dla pedziów, a to o dzieciach z probówki, albo o mandatach z fotoradarów. I tak im roczek na tej gadaninie mija… A po roku, rada zakładowa przyznaje marszałczynie 45 tysięcy złotych za wybór tematów do tej gadaniny, a marszałczyna – w podziękowaniu za otrzymaną nagrodę od rady zakładowej – przyznaje nagrody wszystkim członkom rady zakładowej. I to jest ten cały ich zakład pracy. Co najgorsze – większość tych darmozjadów, całe życie poza sejmem nigdy nie pracowała. Tak im się ta robota spodobała …

- To takie zakłady pracy chronionej jeszcze w Polsce istnieją ?

- A pewno !!! Senat przecież też sobie nagrody poprzyznawał, ale o tym w telewizorze ci nie powiedzieli ! A są to najbardziej dochodowe zakłady pracy w całym świecie ! Nic nie produkują, nikt ich nie kontroluje, a kasa płynie…

- A skąd ta kasa do nich płynie, stary ?

- Aleś ty babo durna ! Ona płynie z naszych podatków ! Zobacz, ile ci z emerytury Kopaczowa czy Borsiukiewicz zabrali, żeby mogli sobie nagrody powypłacać ! Idziesz stara do sklepu, chleb, albo parówki kupujesz – a oni już rączki zacierają, że nagroda będzie im się należała ! I to nagroda tym większa, im więcej za chleb i za te parówki z solą drogową zapłacisz !

- No to dlaczego tej Kopaczowej i tej rady zakładowej nikt nie usunie ?

- A kto ma babo usunąć ? Ogłupiony naród ? Przecież ci, co ją w sejmie na kierownika zakładu pracy chronionej wybrali, też żyją z naszych podatków !

- To ten cały sejm, stary, to jakaś banda darmozjadów, co żyją z naszej krwawicy !??

- Nie tylko oni.. A co gorsza babo - oni w ogóle nie widzą tej naszej codziennej krwawicy ! Oni sobie za nasze pieniądze co rusz kupują nowe samochody z kierowcami, samolotami cięgiem latają po całym świecie, to nawet nie wiedzą, ile ludzie w tym kraju zarabiają…

- Słyszała ja w telewizorze, że ta Kopaczowa zarabia 16 tysięcy miesiąc w miesiąc…

- Jakby zarabiała średnią krajową – no góra dwie średnie jak jest na świecie - razem z tą bandą darmozjadów - to może wreszcie zainteresowali by się zarobkami ludzi… A tak babo, oni nas wszyscy mają w dupie i za idiotów nas mają…

- Ale Kopaczowa mówiła, że swoją nagrodę biednym oddała, stary !

- Aleś ty babo naiwna ! Mało ci tego, że mówiła że grunt w Smoleńsku na metr przekopywała w poszukiwaniu szczątków ??? Może oddała, ale swojej biednej partii…

- To co my możemy w tej sytuacji zrobić, stary ?

- Co możemy zrobić ? My się możemy babo tylko piwa napić, bo inaczej już dawno by nam żyłka pękła…

- Jaka żyłka, stary ?

- Nie pytaj babo, tylko piwa mi nalej….

- Ja się chyba też napiję, stary…

 
Okupanci skaczą na kasę Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
20.01.2013.

Okupanci skaczą na kasę

 

Stanisław Michalkiewicz  Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    20 stycznia 2013

Jeszcze nie przebrzmiały echa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która 13 stycznia zbierała pieniądze nie tylko na chore dzieci, ale również - na zagadkowe „zestawy geriatryczne” dla schorowanych starców - a już nadszedł XVI Dzień Judaizmu, z dwuznacznym hasłem: „Ja jestem Józef, wasz brat”. Echa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zabrzmiały w tym roku szczególnie głęboko i też wieloznacznie, ponieważ „Jurek Owsiak”, jakby wyczuwając szóstym zmysłem troski i niepokoje pana ministra Rostowskiego, które są przecież tylko refleksem trosk i niepokojów naszych bezpieczniackich okupantów, którzy z kolei wychodzą naprzeciw zaniepokojeniu finansowych grandziarzy, spodziewających się w bieżącym roku wyciągnąć z naszego nieszczęśliwego kraju 50 mld zł tytułem „obsługi długu publicznego” - więc „Jurek Owsiak” przetestował opinię publiczną na okoliczność legalizacji eutanazji.

Ponieważ dlaczegoś nikt - oczywiście poza „Gazetą Wyborczą”, a zwłaszcza panią red. Wiśniewską z najweselszego w tym dzienniku działu religijnego, której eutanazja podstarzałych i schorowanych przedstawicieli naszego mniej wartościowego narodu tubylczego najwyraźniej się podoba - nie wykazał entuzjazmu, „Jurek Owsiak” werbalnie z pomysłu się wycofał wyjaśniając, że został „źle zrozumiany” - ale ze zbiórki na zagadkowe w tej sytuacji „zestawy geriatryczne” już wycofać się nie chciał, a może nawet i chciał, tylko już nie mógł? W tej sytuacji doszło do niesłychanego aktu obrazy, jakiego wobec „Jurka Owsiaka” dopuścił się pan red. Terlikowski oświadczając, że jest on - tzn. „Jurek Owsiak” tym bardziej niebezpieczny, im więcej dobra przynosi jego akcja.

Obrazę tę bardzo boleśnie przeżył przewielebny ksiądz Kazimierz Sowa, dyrektorujący kanałowi religijnemu w TVN, któremu nie mogło pomieści się w głowie, że wobec „Jurka Owsiaka”, który jest „dobrym człowiekiem” można było dopuścić się takiej zelżywości. Nie przypominam sobie, by przewielebny ks. Sowa reagował tak energicznie na obrazę Pana Boga - ale nietrudno się domyślić, że są osoby ważniejsze i mniej ważne i że „Jurek Owsiak” oczywiście plasuje się na czele tej pierwszej kategorii.

Więc chociaż legalizacja eutanazji czeka nas dopiero w przyszłości, to nieubłagana konieczność zmusza rząd premiera Tuska do gorączkowego poszukiwania pieniędzy. Wiadomo bowiem, że trwanie rządu zależy od tego, czy potrafi zadowolić zarówno naszych bezpieczniackich okupantów, jak i finansowych grandziarzy, dzięki którym podtrzymuje on iluzję płynności finansowej naszego państwa. Toteż nie budzi niczyjego zdziwienia przekazanie spółce PLL „LOT” pierwszej transzy miliardowej dotacji, dzięki której pasożytująca na tej spółce soldateska znowu będzie miała za co wypić i zakąsić - ani nawet tworzenie spółki Inwestycje Polskie”, na którą będą musiały złożyć się wszystkie spółki z udziałem Skarbu Państwa, by mogła ona „w imieniu rządu” inwestować. Jestem pewien, że najpierw zainwestuje w siebie, bo nie ma nic ważniejszego nad „kapitał ludzki”, zwłaszcza w postaci „kadr”, co to „decydują o wszystkim”.

Żeby jeszcze koniunktury były lepsze, a tu akurat odwrotnie; kryzys ante portas i chociaż w swoim słynnym expose premier Tusk odgrażał się, że zatrzyma go własną piersią, to przecież nie można wykluczyć, że perfidny kryzys prześliźnie mu się między nogami i objawi się w całej swojej straszliwej postaci. Na wszelki tedy wypadek minister Nowak od infrastruktury stawia jeden przy drugim fotoradary, z których spodziewa się uzyskać co najmniej półtora miliarda złotych, zaś za przekroczenie szybkości głosi srogie kary aż do konfiskaty prawa jazdy włącznie. Ponieważ na brak pieniędzy cierpią też samorządy terytorialne, to tylko patrzeć, jak jedynym środkiem uchronienia się przed karą będzie pchanie samochodu w terenie zabudowanym.

Ale kierowcy nie są jedyną grupą społeczną, którą nasi bezpieczniaccy okupanci zamierzają rękoma rządu obrabować. Drugą prześladowaną grupą są oczywiście przedsiębiorcy, wobec których rząd zapowiedział zlikwidowanie „szarej strefy”. Warto przypomnieć, że według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, w „szarej strefie” powstaje około 30 procent Produktu Krajowego Brutto, a więc tego, co w Polsce zostało wyprodukowane i sprzedane. To właśnie dzięki „szarej strefie”, wbrew wysiłkom kolejnych rządów, gospodarka polska jako-tako funkcjonuje, dostarczając naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu ekonomicznych podstaw egzystencji.

Mam nadzieję, że likwidacja „szarej strefy” rządowi się nie uda, bo gdyby się udała, to skutki takiej operacji musiałyby być podobne do skutków strajku włoskiego, kiedy to przedsiębiorstwo staje. Być może gospodarka by nie ustała, bo pamiętamy, że podczas „nazistowskiej” okupacji, w Generalnym Gubernatorstwie za samowolne zabicie świni groziła kara śmierci - ale przecież kto był na wolności, to rąbankę jadł i nawet Niem... to znaczy pardon - oczywiście nawet „naziści” też z tych możliwości korzystali. Ale co się nasi okupanci narabują, to się narabują - podobnie jak „naziści” w Dęblinie, który z tej racji szmuglerzy („spod serca kap, kap, słonina i schab, a z boku dwa balerony”) nazwali „Gołocinem”.

W tej sytuacji hasło tegorocznego Dnia Judaizmu: jestem Józef, wasz brat”, nabiera niepokojącej wieloznaczności. Chodzi oczywiście o dokonania wspomnianego Józefa na stanowisku pierwszego ministra faraona. Pod pretekstem zapobieżenia kryzysowi realizował on kilka polityk interwencyjnych jednocześnie: ustanowił dodatkowy, 20 procentowy podatek zbożowy w naturze, co nie tylko spowodowało rozrost biurokracji w postaci armii „pisarzy”, ale wymagało też podjęcia kolejnej interwencji w postaci budowy magazynów na skonfiskowane zboże i koszar dla żołnierzy, którzy tych magazynów pilnowali. To z kolei wymagało odciągnięcia z rolnictwa na place budowy zarówno robotników, jak i zwierząt pociągowych.

Ta polityka doprowadziła w ciągu zaledwie 7 lat do upadku rolnictwa i klęski głodu. Wówczas perfidny Józef wykorzystując przymusowe położenie ludności, zaczął sprzedawać zboże uprzednio skonfiskowane jako podatek. Ceny prawdopodobnie były wyśrubowane, bo czytamy, że już po roku zgromadził dla faraona „wszystkie pieniądze”, jakie były „w ziemi egipskiej”. W ciągu następnych lat za sprzedane zboże przejął inwentarz żywy i martwy, ziemię, a w końcu - uczynił z chłopów niewolników państwowych, którym wspomniany, 20 procentowy podatek w naturze utrzymał.

Na wspomnienie tego pierwszego w literaturze światowej opisu utworzenia kołchozów przez sprytnego i bezwzględnego grandziarza, cytowanie jego syrenich umizgów z okazji Dnia Judaizmu nie może nie wzbudzać zaniepokojenia naszego mniej wartościowego narodu tubylczego tym bardziej, że utworzony w początkach roku 2011 zespół HEART, którego celem jest „odzyskanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”, ani na chwilę nie zaprzestał działalności.

Być może że w przeczuciu rozmaitych nieuchronności, dziwnie osobliwa trzódka posła Janusza Palikota złożyła była do niezawisłego sądu powództwo o nakazanie usunięcia krzyża ze ściany sali plenarnej Sejmu. Jednak niezawisłemu sądowi ani w głowie było wyręczać mocnych w gębie cienkich Bolków, którzy nie mając odwagi na stworzenie faktów dokonanych, próbowali wykorzystać go w charakterze ślepego instrumentum. Nie tylko nie nakazał usunięcia krzyża, ale w uzasadnieniu sarkastycznie zauważył, że w przypadku osób o ukształtowanym światopoglądzie nie może być mowy o żadnym deprymującym działaniu widoku krzyża.

Tymczasem tak właśnie uzasadniał owo żądanie któryś z uczestników dziwnie osobliwej trzódki; albo poseł Rozenek, albo poseł Ryfiński - bo ci dwaj akurat nie epatują żadnymi seksualnymi zboczeniami, tylko awersją do Pana Boga. W związku z wyrokiem niezawisłego sądu pojawiły się nawet fałszywe pogłoski, że dziwnie osobliwa trzódka posła Palikota będzie teraz domagała się przebudowy wszystkich skrzyżowań w kształcie krzyża - by przybrały one albo kształt gwiazdy pięcioramiennej, albo jeszcze lepiej - sześcioramiennej. Z uwagi na prawdopodobne koszty takiej operacji w skali kraju, legalizacja eutanazji, na którą „Jurek Owsiak” właśnie testował opinię publiczną, objawi się w postaci nieubłaganej konieczności.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 101 - 150 z 527
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.