Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 8 gości
S T A R T
Monday 16 July 2018 04:48:40.25.
migawki
Błyskawiczne zmiany ustawy o IPN ukazują, że nie mamy już Sejmu, lecz Knessejm. Nie mamy już Polski, lecz Polin. Powtórka Sejmu niemego [1717]

["Pilny wniosek premiera Mateusza Morawieckiego ws. zmiany ustawy o IPN i rezygnacji z zapisów penalizujących przypisywanie narodowi polskiemu zbrodni nazistowskich. Takich zmian domagały się środowiska żydowskie, a także USA i Izrael."]

Jeśli się mają tylko za masonów i sługi Żydów, to są zbrodniarzami. Ale jeśli się mają za Polaków, to są też zdrajcami.

Rachuby, by zrobić TO w czasie euforii piłką spowodowanej – zawiodły. Więcej ludzi widzi i rozumie, co się dzieje.

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Szansa na ocalenie - Intronizacja Drukuj Email
Wpisał: ks. Tadeusz Kiersztyn   
03.07.2007.

Adm.: W związku z brutalnym atakiem części hierarchii (pocz. lipca 2007) na Intronizację Chrystusa Króla Polski umieszczam artykuł ks. Kiersztyna [z Nowego Przeglądu Wszechpolskiego 3-4 , 2005] wyjaśniający sprawę. Proszę koniecznie wejść na stronę Rozalii, jest w moich link'ach. KAP?AN przed plutonem egzekucyjnym: Tam nazwiska, dokumenty!

Tadeusz Kiersztyn

O.P. "Polska Bogiem Silna"

Szansa na ocalenie

NPW 3-4, 2005

Dziękuję Stronnictwu Polska Racja Stanu, reprezentowanemu na tej sali przez pana prezesa Józefa Kureckiego, pana profesora Andrzeja Flagę oraz pana profesora Stanisława Kasprzyka, za zaproszenie mnie w celu przedstawienia Państwu tematu, który jest polską racją stanu tak ważną, że od niej zależy los naszego Narodu i wszystkich narodów świata. Chodzi o Intronizację Jezusa Króla Polski, do dokonania której jako Naród zostaliśmy wezwani przez Boga za pośrednictwem Sługi Bożej Rozalii Celakówny.

Na wstępie muszę dodać, że czuję się bardzo zaszczycony przemawiając do tak szanownego audytorium. Stanowicie bowiem tę cząstkę naszego Narodu, która nie uległa śmiertelnemu skażeniu liberalizmem, kosmopolityzmem oraz egoistycznym materializmem. Reprezentujecie Polskę praojców – katolicką i patriotyczną, i choć Wasze Stronnictwo w rankingach partii politycznych liczy się tyle, ile za czasów Chrystusa liczył się Nazaret – pogardzany przez ówczesnych przywódców, to wierzę, że zwycięstwo prawdy, sprawiedliwości i niepodległości przyjdzie do Polski przez Was. Polska Racja Stanu jako pierwsza zrozumiała doniosłość wezwania do Intronizacji i z tym wezwaniem związała swój dalszy byt i swój polityczny program. Drodzy Bracia i Siostry, z wielkim szacunkiem chylę przed Wami swe czoło.

Dziesięć lat temu Pan Bóg obarczył mnie niezwykłą misją, polegającą na podjęciu starań o wyniesienie na ołtarze Rozalii Celakówny, pielęgniarki pracującej przez swe całe dorosłe życie w Szpitalu św. ?azarza w Krakowie na oddziale skórno-wenerycznym, a także na głoszeniu Polsce jej posłannictwa – Intronizacji Jezusa Króla Polski. Wraz z tą misją Pan Bóg obarczył mnie wielkim krzyżem, który dzięki bohaterskiej pomocy wielu osób świeckich jakoś dźwigam dla dobra naszej Ojczyzny. Zyskując w Was nowych sprzymierzeńców w dziele Intronizacji, będzie mi o wiele raźniej.

W dniu 5 listopada 1996 r. doszło do otwarcia procesu kanonizacyjnego Sługi Bożej Rozalii Celakówny, a wkrótce potem do ujawnienia jej misji związanej z Intronizacją. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły i z coraz to większą mocą wstrząsają elitami duchowymi i politycznymi naszego kraju, zmuszając je do wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw Jezusowi Królowi Polski. W misji Rozalii jest bowiem wezwanie do dokonania Intronizacji (uznania Jezusa Królem Polski), skierowane zarówno do władz kościelnych, jak i świeckich: Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Pisma). To żądanie Pana Jezusa, by Aktu Intronizacji w imieniu naszego Narodu dokonały razem i jednomyślnie władze kościelne (episkopat) i władze świeckie (prezydent z parlamentem i rządem), stanowi istotę posłannictwa Rozalii i w dziejach chrześcijaństwa jest absolutną nowością. Szczególnie zaskakuje fakt konieczności udziału w Intronizacji władz świeckich. Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii, że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady. Widzimy więc, że w tych postanowieniach Bożych Polska odgrywa doniosłą i bardzo odpowiedzialną rolę wobec całej ludzkości.

W obecnym wystąpieniu chciałbym się głównie skupić na tym najbardziej niezwykłym wymiarze posłannictwa Rozalii, dotyczącym udziału w czysto religijnym akcie, jakim jest Intronizacja, władz świeckich. Trzeba dodać, że dla Intronizacji głoszonej przez Rozalię udział władz świeckich jest warunkiem sine qua non. Innymi słowy Intronizacja nie będzie ważna bez udziału w niej władz świeckich. Zastanówmy się, dlaczego pojawił się tak niecodzienny warunek, i to dopiero po upływie dwóch tysięcy lat działalności Kościoła.

Już przy pierwszej pobieżnej refleksji nad tym zagadnieniem można stwierdzić, że wezwanie do Intronizacji prowadzi do jawnej konfrontacji wiary z niewiarą, uległości z buntem, chrześcijaństwa z pogaństwem. Jednakże korzenie tej obecnej konfrontacji sięgają o wiele Sługi Bożej Rozalii, musimy w naszych rozważaniach cofnąć się do czasów bardzo odległych, do początków narodzin Królestwa Bożego w narodach pogańskich.


 

Zmieniony ( 13.10.2007. )
Czytaj całość…
 
Porozmawiajmy o cenzurze w IV RP Drukuj Email
Wpisał: Jerzy Przystawa   
02.07.2007.

Jerzy Przystawa

Porozmawiajmy o cenzurze w IV RP

W Rumunii, największym po Polsce nowoprzyjętym państwie Unii Europejskiej, doszło w ostatnich miesiącach do niebywałych wydarzeń: impeachmentu prezydenta państwa, jego zawieszenia przez Parlament, licznych masowych demonstracji Rumunów w samej Rumunii i na świecie, ogólnonarodowego referendum w tej sprawie i triumfalnego powrotu Traiana Basescu na odebrany mu urząd. Prezydent Rumunii ogłosił swoje priorytety programowe, w których na pierwszym miejscu postawił nowe wybory z nową ordynacją wyborczą i wyborami w jednomandatowych okręgach wyborczych. Rumunia była obecna w światowych mediach, wywiady z prezydentem Basescu zamieszczały najważniejsze gazety, z londyńskim „The Times” na czele.

Z jakiegoś tajemniczego powodu o wszystkich tych niezwykłych i niecodziennych wydarzeniach zabrakło w polskich mediach jakiejkolwiek informacji, zupełnie tak, jakby Rumunia była krajem za jakąś informatyczną żelazną kurtyną. Mojego artykułu w tej materii, Tak w Rumunii, a Jak w Polsce? nie przyjęła do druku żadna licząca się gazeta czy pismo. Zbulwersowany tą sytuacją poseł II Kadencji, dr Wojciech Błasiak, wystosował list otwarty do prezesa TVP, pod którym podpisało się wielu ludzi. List pozostał bez odpowiedzi, a cisza wokół wydarzeń w Rumunii pozostała niezakłócona.

W sobotę, 30 czerwca, w samo południe, III Program Polskiego Radia przeprowadził półgodzinną rozmowę z red. Bogumiłem Luftem, byłym ambasadorem Rzeczypospolitej w Rumunii, wybitnym polskim specjalistą od spraw rumuńskich, dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, „Więzi” i czego tam jeszcze. Jego Ekscelencja, w zgrabnych słowach, opisał wielkie przemiany, jakie dokonują się w Rumunii, dynamiczny rozwój gospodarczy i kulturalny, a także problemy, z jakimi boryka się społeczeństwo rumuńskie. Opowiedział i o Traianie Basescu, byłym kapitanie Żeglugi Wielkiej, potem ministrze transportu i merze Bukaresztu, powiedział o jego impeachmencie i powrocie do władzy. Długo rozwodził się nad trapiącym Rumunię problemem korupcji i co na ten temat Unia Europejska. Z jakiegoś jednak powodu ani się nie zająknął o tym, jak Basescu ma zamiar rozprawić się z tą korupcją, nie wspomniał o punkcie Numer Jeden jego prezydenckiego programu: o postulacie jednomandatowych okręgów wyborczych. Także prowadzący rozmowę dziennikarz Polskiego Radia, taktownie, tej przykrej sprawy nie poruszył.

Już przed wielu laty doszedłem do niesłusznego przekonania, że na słowa jednomandatowe okręgi wyborcze istnieje w polskich mediach jakiś zapis, a przywilej ich wymieniania zastrzeżony jest tylko dla szefów najważniejszych partii politycznych. Kiedy kilka tygodni temu, przy okazji burzy wokół ustawy lustracyjnej, zaprosił mnie do rozmowy radiowej red. Egon Janke, to od razu się zastrzegł, że – tym razem! – o moich ulubionych okręgach jednomandatowych rozmawiać nie będziemy (aczkolwiek, moim zdaniem, temat ten wiąże się z lustracją jak najbardziej). Dzięki temu słuchacze mogli się chociaż dowiedzieć, że jest w Polsce taki nieszkodliwy staruszek, którego idee fixe stanowią inkryminowane JOW. Z rozmowy z Bogumiłem Luftem polscy radiosłuchacze nie dowiedzieli się – na szczęście – że podobnego bzika ma Prezydent Republiki Rumuńskiej.

Istnieje w Polsce sławne i wielkie Stowarzyszenie Wolnego Słowa, a w nim pełno gwiazd polskiego dziennikarstwa. Na czele polskich mediów, publicznych i niepublicznych, stoją znani bohaterowie podziemnych i naziemnych walk o wolność słowa: Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański, Jerzy Targalski,. Bronisław Wildstein, Adam Michnik i inni, których pominę. Jako przyrodnika ciekawi mnie ten fenomen przyrodniczy: w jaki sposób zapewniają oni, że to, co jest najbardziej niewygodne dla władzy będzie zawsze pomijane i nikt o tym niczego sensownego nie powie? To naprawdę ciekawe! Nie ma przecież żadnego urzędu cenzury i kontroli prasy i mediów?

Pytam o to, jako człowiek z głębokiej prowincji, dla którego sekrety politycznych salonów warszawskich są niedostępne. Ale może chociaż w Internecie znajdą się dziennikarskie zuchy, które bodaj pod jakimś nowym nikiem powiedzą parę słów prawdy o tym, jak to się dzieje? Przecież trudno wątpić, że im ten kaganiec doskwiera niemniej niż ich czytelnikom, pomimo że im za pisanie płacą, a nam za czytanie jakoś nie?

Wrocław, 1 lipca 2007

 

 
Rospuda i okolice Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmann   
29.06.2007.

Izabela Falzmann

Rospuda i okolice

 W latach 60-tych kulturalni ludzie uważali za swój obowiązek gorąco protestować przeciwko planom kanalizacji Kazimierza Dolnego. Widok okutanych bab dźwigających na koromysłach wiadra z wodą, szczególnie uroczy gdy w mroźny dzień patrzyło się na rynek z okien Domu Pracy Twórczej Architekta (zaopatrzonego oczywiście we wszystkie urządzenia cywilizacyjne) był dla nich niezbywalną częścią tego unikalnego, wpisanego do rejestrów UNESCO krajobrazu. Pojawił się nawet pomysł, aby tubylców uparcie domagających się kanalizacji przymusowo przesiedlić do bloków w Puławach, a ich domy rozdać artystom na letniska i pracownie malarskie.

Kiedy w Ochotnicy asfaltowano boczne drogi prowadzące do wysoko położonych przysiółków: pod Lubań, na przełęcz Młynne czy wzdłuż Rolnickiego potoku, miłośnicy Gorców pisali protesty do ministrów i donosy do międzynarodowych organizacji. Zupełnie nie interesował ich los dzieci wędrujących wiosną do szkoły po kolana w błocie, ani cierpienia chorych znoszonych kamienistymi drogami do parkującej przy głównej szosie karetki.

Znany pisarz Kazimierz Orłoś opublikował swego czasu w Rzeczpospolitej artykuł wyrażający głębokie zniecierpliwienie, że mazurskiej ludności tubylczej nie wystarcza rola flory i fauny okolic rezerwatu, w pobliżu którego raczył urządzić sobie daczę i że cywilizacyjne aspiracje tej ludności przeszkadzają mu w nieskrępowanych kontaktach z dziką przyrodą.

Flora i fauna- tak właśnie postrzega lokalne społeczności oświecona warszawska czy krakowska elita. Zdumienie, że mieszkańcy okolic Rospudy mogą mieć jakieś potrzeby, żądania czy oczekiwania, a co gorsza ośmielają się je artykułować przypomina zdumienie człowieka, do którego przemówiła krowa albo wierzba.  Jednak dla oświeconych miłośników przyrody nawet krowa i wierzba mają większe prawa niż człowiek. Obrońcy doliny Rospudy, usiłują więc z pobłażliwością wytłumaczyć nierozumnym tubylcom, że choć w oczach przyjezdnych należą do flory i fauny, w hierarchii jej ochrony zajmują ostatnie miejsce po żabach, ptaszkach ślimakach i storczykach.

Do grona obrońców Rospudy dołączyła ostatnio decydującym głosem Komisja Europejska. Można by pomyśleć, że kraje europejskie, które kosztem przyrody osiągnęły wysoki poziom rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego chcą teraz (podobnie jak warszawscy miłośnicy Kazimierza) chronić tę przyrodę w krajach rozwijających, zmuszając ich mieszkańców do życia w skansenie. Założę się jednak, że większość europejskich decydentów zna krajobraz doliny Rospudy wyłącznie z mapy i tak naprawdę niewiele ich jej losy obchodzą. Spór o Rospudę to gra w „moje na wierzchu”, to próba sił.

 Hasło: „ Myśl globalnie działaj lokalnie”, które swego czasu propagowały organizacje ekologiczne należałoby obecnie rozumieć tak: „Myśl sobie biedaku co chcesz, ale szybko się przekonasz, że nic od ciebie nie zależy i nawet we własnych sprawach nie masz nic do powiedzenia”.

 

[To przykłady, a w dziale JOW podajemy najprostszy za sposobów, by ICH ucywilizować – Adm.]

 

Zmieniony ( 03.08.2007. )
 
Setna rocznica wybuchu wulkanu Pelée Drukuj Email
Wpisał: ks. Mikołaj Pinaud FSSPX   
28.06.2007.

ks. Mikołaj Pinaud FSSPX

Setna rocznica wybuchu wulkanu Pelée

Bóg nie pozwoli naśmiewać się z siebie.

Oto, w telegraficznym skrócie, opis dramatu, który dotknął Martynikę 8 maja 1902 roku: wybuch wulkanu Pelée w mgnieniu oka zniszczył miasto Saint-Pierre, pochłaniając blisko 40.000 z 100.000 dusz, jakie w tamtym czasie liczyła Martynika. W czasie zwiedzania ruin tego miasta można sobie wyobrazić, jak wielka musiała być siła tego kataklizmu...

Zwolennicy legalizacji „małżeństw” homoseksualnych, aborcji etc. wiele by zyskali na przemyśleniu tego wydarzenia; prorok Ozeasz napisał już przecież dawno temu: „Bo wiatr siać będą, a wicher pożną” (Oz 8, 7), a bliższy nam w czasie święty Paweł pisał do Galatów: „Nie błądźcie: Bóg nie pozwoli naśmiewać się z siebie” (Gal 6, 7). Nie powinniśmy uznawać tych słów za przestarzałe tylko dlatego, że Bóg milczy. „Kara oddala się w czasie, gdyż Bóg jest dobry – pisał Józef de Maistre w Les Délais de la justice divine – lecz nieuchronna, gdyż jest też sprawiedliwy”.

Wydaje się naprawdę, że te prawdy pozwalają zrozumieć straszliwy kataklizm z 8 maja 1902 roku. Po odwiedzeniu niewielkiego muzeum w Saint-Pierre, w którym zebrano kilka pamiątek i fotografii zniszczonego miasta, zapytałem moją przewodniczkę, młodą czarnoskórą mieszkankę Antyli, czy mieszkańcy Martyniki nie widzieli w tym kataklizmie kary. Bez wahania odpowiedziała mi, że tak. Zapytałem wówczas, co mogło być jej przyczyną. Ta młoda, może trzydziestoletnia kobieta odpowiedziała mi, że wzgardzono religią i wyśmiano jej kapłanów, dodając, że słyszała, iż w czasie karnawału poprzedzającego ten w 1902 roku został zabity ksiądz...

Znaki przestrogi

Góra Pelée to masyw zajmujący północny zachód Martyniki, którego najwyższy punkt, Morne La Croix, liczył przed wybuchem z 1902 roku 1350 metrów. Od wieków na wyspie drzemały dwa kratery: w jednym, na stoku zwróconym ku Atlantykowi, znajdowało się jezioro – lac des Palmistes – drugi zwany był Étang Sec (‘Suchy Staw’ – „suchy” w przeciwieństwie do zawsze pełnego jeziora) i znajdował się na drugim zboczu tego samego szczytu. Krater Étang Sec 5 sierpnia 1851 roku dał niewielkie oznaki życia, wyrzucając popioły na odległość zaledwie stu metrów.

W 1902 roku już od lutego silny swąd siarki wydzielał się początkowo w okolicach Rivière Blanche (‘Białej Rzeki’). Węże i ptaki uciekły ze zbocz góry. Woły i owce zrywały powrozy, gdy prowadzono je na pastwiska na zboczach Pelée; psy często wyły w nocy. Nieco poniżej szczytu pojawiły się malutkie ogniki, a w całej okolicy wszystkie posrebrzane przedmioty przyjmowały niebieskawo-tęczowe zabarwienie.

Zjawiska te trwały aż do piątku 25 kwietnia. Tego właśnie dnia, pomiędzy siódmą a ósmą rano, dał się słyszeć podziemny wybuch, po którym natychmiast nastąpił wstrząs. Dwie godziny później drobny niebieskawy popiół o mocnej woni siarki zaczął spadać na wioskę Prêcheur. Po południu ziemia znowu zadrżała dwa razy.

W poniedziałek 28 kwietnia z góry dały się słyszeć grzmoty, wydobywały się też z niej kłęby pary. Przepływ rzeki Blanche wzrósł, a jej zwykła objętość się potroiła.

Poprzedniego dnia w Saint-Pierre odbyła się pierwsza tura wyborów parlamentarnych, o których szczególnie dysputowano. Obudziły się wielkie emocje, a polityczna gorączka opanowała umysły o wiele bardziej niż niezwykły przybór wód w jakiejś sąsiedniej rzece, czy niepokojąca obecność kilku obłoków popiołu, który w dodatku nie dotarł jeszcze do Saint-Pierre. Wyniki pierwszej tury zapowiadały zwycięstwo „republikanów”. Najstarszym przypominały się bez wątpienia takie zjawiska, które pojawiały się 51 lat wcześniej. Góra pluła popiołem, który nie spowodował najmniejszych strat – i zasnęła bez dalszych konsekwencji.

„Les Colonies”, największa socjalistyczna gazeta w Saint-Pierre, 30 kwietnia wydrukowała na swych łamach, posługując się piórem swego antyklerykalnego redaktora naczelnego, pana Hurarda: Dla nas, wyspiarzy z Martyniki, kwiecień zapisze się w pamięci jako szczególnie tragiczny. Byliśmy świadkami dwóch erupcji: jednej w umysłach; drugiej – na górze Pelée, jednej – wyborczej, drugiej – fizycznej, jednej – przemów, propagandy, rumu, pieniędzy i gazetek wyborczych, drugiej – dymu i popiołu... Oby góra poprzestała na dymieniu i rzucaniu popiołem! Ale, na Boga! Oby tylko nie zaczęła drżeć. Wówczas serca by zadrżały, a może by i zatańczyły... Ten popiół jest dla nas jak poezja, już powstała w naszej wyobraźni i, gdybyśmy ją spisali, nosiłaby tytuł: Popiół wulkanu. A jakie płomienie moglibyśmy wzbudzić z tych popiołów!... Góra Pelée zobaczyła, że dobre obyczaje poszły sobie i chciała po prostu spłatać nam figla na prima aprilis. Ukochany kwietniu! Skoro więc już idziesz spać, śpij spokojnie! A ty, maju, witaj!

Maj obudził się na widok spustoszenia. Krajobraz pokryty popiołem, na drzewach – ani jednego ptaka, w powietrzu brak jakiegokolwiek dźwięku... Co pewien czas suchy trzask zapowiadał, że spadnie gałąź, przytłoczona ciężarem popiołu. Ogromne ciemne kłęby dymu wydobywały się z góry.

O poranku 2 maja grzmienie wciąż się powtarzało, a około godziny szesnastej słup ciemnoczarnej, dymiącej, usianej błyskawicami pary pojawił się na szczycie. Popiół opadał nieustannie i po raz pierwszy zostało nim pokryte Saint-Pierre.

Z 2 na 3 maja mieszkańcy Morne Rouge zostali zbudzeni w środku nocy przez rodzaj podziemnej kanonady, trzęsienie ziemi i niezwykły wybuch, któremu towarzyszył dźwięk jakby nieustannego chrapania, podobny do ryku lwa. Wszyscy opuścili swe domy. Góra była otoczona koroną „tryskających” z krateru błyskawic. Mieszkańców opanowała panika, pospieszyli do kościoła; konfesjonały zostały dosłownie oblężone. Tłum pozostał w kościele aż do rana, czekając na śmierć.

„W deszczu popiołu o silnej woni siarki, opowiada msgr Parel, chciałem zobaczyć Sainte-Philomène, le Prêcheur, Morne Rouge, najbliższe wulkanu. Te trzy miejscowości były zapełnione mieszkańcami wsi, uciekającymi z wyżyn na wybrzeże; otwarte poprzedniego dnia kościoły nie opróżniały się; proboszczowie chrzcili, spowiadali bez ustanku, podtrzymując na duchu przerażoną ludność”.

3 maja gubernator Ludwik Mouttet opuścił Fort-de-France, by osobiście zbadać sytuację. Wrócił tego samego wieczoru, uspokojony otrzymanymi informacjami: wulkan nie dawał znaków życia od pół wieku, nie było więc powodów do przesadnego niepokoju!

„Stowarzyszenie gimnastyczne” z Saint-Pierre, które przygotowało na niedzielę nazajutrz wielką górską wycieczkę, tak odświeżało w prasie pamięć swym członkom:

Ci, którzy jeszcze nigdy nie podziwiali wspaniałej panoramy, rozciągającej się przed zdumionym gościem na 1300 metrach wysokości, ci, którzy pragną zobaczyć rozwartą jamę, skąd w ostatnich dniach unosiły się gęste opary, budzące w sercach mieszkańców sąsiednich wiosek przerażenie, powinni skorzystać z tej wspaniałej okazji. Jeśli więc dopisze pogoda, wycieczkowicze spędzą dzień, który długo będą mile wspominać...

Ciekawość i entuzjazm ochotników opadły po mającym miejsce w nocy wybuchu. Wycieczkę odłożono sine die. Niedziela 4 maja okazała się względnie spokojna.

O dziewiątej odprawiono Mszę św., a podczas kazania ojciec Maury, nawołując parafian do pokuty, zawołał:

Oto ogień i lawa, bracia, oto ogień i lawa... Bóg trzyma je zawieszone nad waszymi głowami, gotowy je na was spuścić, jeśli się nie nawrócicie i nie będziecie pokutować!

W poniedziałek 5 maja, około wpół do pierwszej, rzeka czarnego, żarzącego się błota wysokości około 10 metrów wydobyła się z krateru i w jednej chwili, jak lawina, przetoczyła się przez górę, pokrywając wytwórnię rumu Guérin, wille właścicieli i domki pracowników. Tylko komin destylarni, niczym maszt tonącego okrętu, był przez kilka godzin widoczny ponad falą błota, które pochłonęło sto pięćdziesiąt osób.

Dokładnie w chwili tej lawiny na redzie portu Saint-Pierre morze się cofnęło, jakby przestraszone. Potem nagle fale powróciły, jak góry, kłębiąc się nad miastem i powodując konsternację. Mieszkańcy zaczęli uciekać na wzniesienia, ale po dwudziestu minutach wszystko się uspokoiło.

Poruszenie osiągnęło wówczas swój szczyt. Kilka rodzin wyruszyło na wyspę Sainte-Lucie, wiele innych ku innym osadom, gdzie rodzina i przyjaciele mogli ich prowizorycznie przyjąć. Wtedy właśnie władze zaczęły dokładać starań, by uspokoić mieszkańców: na wyraźną prośbę mera gubernator Mouttet i pułkownik Gerbault wraz ze swymi małżonkami przybyli i pozostali w Saint-Pierre, co miało potem ich kosztować życie.

„Komisja naukowa”, powołana przez gubernatora, o zmierzchu ogłosiła w Saint-Pierre, w samą wigilię klęski żywiołowej, i to przy dźwiękach bębnów, „że wzajemne położenie kraterów i dolin ze strony morza pozwala stwierdzić, iż bezpieczeństwo Saint-Pierre jest całkowite”.

W Fort-de-France wynik tej uroczystej konsultacji wywieszono trzy godziny po katastrofie! Stwórca śmieje się z ludzkiej mądrości. Do Boga samego należy przyszłość.

Po południu tego samego dnia, 7 maja, kapitan włoskiego statku zacumowanego na redzie miał lepsze natchnienie; poszedł pospiesznie odebrać swe dokumenty od wspólnika; ten odesłał go na następny dzień. „Bardzo dobrze! Obędę się bez nich” – odpowiedział na to i, wskazując na górę Pelée, dodał: „Gdyby we Włoszech ludzie widzieli Wezuwiusza dymiącego w taki sposób, wszyscy by szybko pouciekali!”... Następnego dnia wszystkie czterysta zakotwiczonych na redzie statków zapaliło się i zostało strawionych przez ogień; wszystkie – oprócz jednego...

Dziennik „Les Colonies” w numerze ze środy 7 maja, który miał się okazać ostatnim, pisał:

Emigracja z Saint-Pierre wciąż staje się intensywniejsza (...) Girard pracuje pełną parą. Średnia liczba pasażerów na linii Fort-de-France, przedtem 80 dziennie, wzrosła do 300 w ciągu trzech dni. Szczerze mówiąc, nie rozumiemy zupełnie podobnej paniki. Gdzie można czuć się lepiej niż na Saint-Pierre?

„Pomimo tych wszystkich pięknych przemów, pisze jeden ze świadków, wiele osób bało się, a nadejście nocy witano z przerażeniem. Obawę powiększało także to, że całe miasto pogrążyło się w ciemnościach; światło elektryczne nie mogło się zapalić z powodu magnetycznych fenomenów związanych z wulkanem”.

Jesteśmy kilka godzin przed katastrofą. Po tylu ostrzegawczych znakach (trzęsienie ziemi, deszcz kamieni i popiołu, swąd siarki, nagrzanie się wody w rzekach, nagłe zniknięcie wody z jeziora des Palmistes, zniszczenie destylarni Guérin...) wydaje się bardzo zaskakujące, że mieszkańcy Saint-Pierre nie mieli lepszego wyobrażenia o grożącym im niebezpieczeństwie. Góra bez ustanku dawała najbardziej znaczące ostrzeżenia.

Dlaczego nie ewakuowano miasta?


 

Czytaj całość…
 
Namioty z napisem JOW Drukuj Email
Wpisał: Jerzy Przystawa   
28.06.2007.

Jerzy Przystawa

Namioty z napisem JOW

Kiedy miesiąc temu rozpoczął się strajk lekarzy zrzeszonych w Ogólnopolskim Związku Zawodowym Lekarzy (OZZL), rząd przyjął starą rzymską strategię dziel i rządź. Niby dlaczego o reformie Służby Zdrowia rząd ma rozmawiać tylko z lekarzami, którym, jak wszyscy wiemy, dobrze się powodzi, a nie rozmawiać z innymi pracownikami tej Służby? A gdzie salowe, a gdzie pielęgniarki, a gdzie reszta personelu medycznego? Po rozbiciu „Solidarności” na jej gruzach powstały setki związków zawodowych i w samej tylko Służbie Zdrowia mamy ich dzisiaj kilkanaście. Przy takich podziałach w jednym tylko środowisku mogłoby się wydawać, że rządzący mają sytuację komfortową i wystarczy tylko sprytnie rozgrywać animozje środowiskowe.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, kiedy przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów rozrasta się, z dnia na dzień, miasteczko namiotowe, kiedy zamknięte w tej Kancelarii pielęgniarki przystępują do protestu głodowego, kiedy Forum Związków Zawodowych ogłasza przygotowania do strajku generalnego, a podobne przygotowania zapowiada, w imieniu NSZZ Solidarność nawet sam Janusz Śniadek, wygląda na to, że ta stara taktyka rządzących ma szansę się nie sprawdzić, że raczej sprawdza się biblijne przysłowie z Księgi Ozeasza, iż kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się, chwilowo, zredukować protest pielęgniarek i lekarzy do poziomu absurdu: o miejsce, w którym będzie łaskaw z nimi rozmawiać. One przyszły do Jego kancelarii, On zaś każe im wyjść i udać się na drugi koniec miasta, gdzie – obiecuje – będzie na nie czekał. W mediach publicznych i niepublicznych nad tą absurdalną sytuacją toczą przemądre dysputy dziennikarze, komentatorzy, parlamentarzyści i członkowie rządu. Kto, komu powinien ustąpić? Pielęgniarki premierowi, czy premier pielęgniarkom? Przez ile dni można wałkować publicznie ten temat i ile tysięcy wypowiedzi warto w tej sprawie ogłosić i zapisać?

Przeczytałem dziś rano wypowiedź jakiegoś proroka, że sprawę rozwiąże nadchodząca dzisiaj burza, zimno i deszcze, które przegonią wrzaskliwe baby z trawnika przed KPRM, wiatr porozwala namioty, przymocowane nieprofesjonalnie i byle jak. Będzie kupa śmiechu, jak baby będą zmykały w podkasanych spódnicach.

Wszelako rząd ma w zapasie lepszy argument: mobilizacja opinii publicznej przeciwko pazernym lekarzom i pielęgniarom, którzy nic tylko więcej pieniędzy i podwyżki, podwyżki, podwyżki… Tak piszą znakomici publicyści: są pielęgniarki i są pielęgniary. Wszyscy wiemy, że w Służbie Zdrowia korupcja goni korupcję, łapówki, prezenty, dowody wdzięczności. A my? Emeryci i renciści? Profesorowie i nauczyciele? Policjanci i górnicy? Rolnicy i strażacy?

Rząd, prowadząc dyskusję na tym poziomie, stara się przeciwstawić strajkującym lekarzom i pielęgniarkom wszystkich innych źle opłacanych ludzi, których przecież jest nieporównanie więcej. Aby dyskusji dodać pieprzu tłumaczy opinii publicznej, że przecież pielęgniarkom i lekarzom wcale nie chodzi tak bardzo o pieniądze! Oni wiedzą bardzo dobrze, że pieniędzy nie ma i nie będzie, im chodzi o sprawy polityczne, o obalenie jedynego, najlepszego od 18 lat rządu i temu tylko służyć mają te hałaśliwe protesty. A im głośniej i częściej zapewnia o tym Jarosław Kaczyński, tym gwałtowniej muszą protestować pielęgniarki – że wcale nie, że nieprawda, że im chodzi tylko o podwyżki, bo za mało zarabiają! O polityce mowy być nie może!

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy od wielu, wielu lat domaga się systemowej, całościowej reformy Służby Zdrowia. Jego przedstawiciele piszą pisma i projekty do kolejnych premierów, przesyłają ekspertyzy, domagają się rzeczowej dyskusji nad wysuniętymi postulatami. Dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL, w wywiadzie dla tygodnika „Najwyższy Czas!” (nr 6 z 10 lutego 2007) mówi tak:

Uważamy, że wprowadzenie mechanizmów rynkowych do ochrony zdrowia, w tym prywatyzacji szpitali, konkurencji między ubezpieczycielami oraz środków prywatnych (obok publicznych) do finansowania świadczeń zdrowotnych będzie korzystne dla wszystkich: lekarzy (bo będą lepiej zarabiać), pacjentów (bo będą mieć pewność otrzymania leczenia we właściwym czasie i dobrej jakości), państwa (bo znikną dzisiejsze problemy „służby zdrowia”), podatników (bo pieniądze publiczne na ochronę zdrowia będą wydawane efektywnie). Jednak rządzący nie chcą zgodzić się na te zmiany pod wpływem racjonalnych argumentów. Być może będą skłonni do rozmów pod wpływem niepokoju społecznego, jakim jest strajk lekarzy. Ponieważ jednak strajk można prowadzić – legalnie – tylko w sprawach warunków pracy i płacy (czyli: o podwyżki) – takie właśnie postulaty zgłosiliśmy. Oczywiście jest i taka możliwość, że rządzący będą woleć dać nam podwyżki, nie zmieniając nic w obecnym, złym systemie opieki zdrowotnej. Wówczas – faktycznie – odegramy podobną rolę, jak i inne związki zawodowe w innych branżach.

Zwróćmy uwagę na datę tego wywiadu: 10 lutego. Trzy miesiące później lekarze przystąpili do strajku, wysuwając – legalne! – żądania płacowe. Rząd twierdzi, że im chodzi o POLITYK?. Słowo polityka ma być w ustach rządu magicznym zaklęciem: o polityce mówić mają prawo tylko ONI – politycy. Słowo polityka to jest straszak, który ma zamknąć usta lekarzom i pielęgniarkom, podobnie jak nauczycielom, górnikom i wszystkim innym.

Lekarze i pielęgniarki, chwilowo, pozwalają się hipnotyzować i tego zakazanego słowa unikają. Jarosław Kaczyński rozmawia z pielęgniarkami nad brzegiem Wisły, w odległym Włocławku i poprzez kamery telewizyjne. Na linię frontu wysyła przesympatyczne buzie miłych pań, których ma w swoich szeregach bez liku: panią Jakubiak, panią Szczypińską, panią Sadurską, panią Stryjską i inne. Najwyraźniej jest przekonany, że przed babami najlepszą ochronę stanowią piękne kobiety. One wszystkie w kółko powtarzają to samo: że strajk polityczny, że nie chodzi o pieniądze, one same przecież doskonale potrafią powiedzieć gdzie jest polityka, a gdzie coś innego.

Polityka, jak twierdzi Ojciec Święty Jan Paweł II, to jest rozumna troska o dobre wspólne. Lekarze, przynajmniej ci, którzy zrzeszyli się w OZZL, doskonale to rozumieją. Od lat, widząc całkowitą nieskuteczność perswazji, nieskuteczność przekonywania polityków do racjonalnego rozwiązywania problemów, jakie nie wydają się łączyć bezpośrednio i partyjnymi rozgrywkami o władzę (lekarzy jest dużo, ale nie aż tylu, żeby o ich głosy koniecznie trzeba było zabiegać), zgłaszają postulaty adresowane do wszystkich Polaków: przyczyną zapaści publicznej Służby Zdrowia, podobnie jak zapaści edukacyjnej, jak sprawy bezpieczeństwa na drogach, jak samej tych dróg budowy itd., itd., jest niska i obniżająca się z wybory na wybory jakość naszej klasy politycznej. Przyczyną tego stanu jest rzeczy jest procedura selekcji negatywnej do tej klasy, jaką jest partyjna ordynacja wyborcza, niesłusznie nazywana proporcjonalną. Lekarze od lat postulują wprowadzenie w Polsce zasady wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). W świetnie redagowanym przez nich miesięczniku „Lekarz Polski”, wielokrotnie piszą o tym problemie, a Zarząd Krajowy OZZL już wiele lat temu podjął uchwałę wspierającą w tej sprawie Ruch Obywatelski na rzecz JOW. Wydali świetne ulotki, propagujące ideę JOW, kolportują broszury, uczestniczą w akcjach i manifestacjach JOW.

Rozmawiam z dr Krzysztofem Bukielem. Wyznaje mi, że strajkujący nie mają z kim i o czym rozmawiać. Okazuje się, że jedyną osobą w państwie, która ma coś do powiedzenia jest Premier. Rozmowy z innymi to strata czasu. Nikt inny nic nie może, puste słowa i bezradne rozkładanie rąk. Panie S (Stryjska, Sadurska, Szczypińska…) powtarzają tylko jak mantrę: strajk polityczny, rząd chce rozmawiać, ale nie tutaj, strajk polityczny, nie wiadomo o co chodzi. Ta sytuacja sama w sobie dowodzi, jak daleko zaszła selekcja negatywna: Jarosław Kaczyński, nasz genialny strateg polityczny, w wyniku tej selekcji został, de facto, sam: nikt nie potrafi odgadnąć, co też On planuje, nikt nie potrafi w Jego imieniu się wypowiedzieć. Nawet politycy zachodni, chociaż mają okazję rozmawiać wprost z Jego Wielkim Bratem, zmuszeni są po nocy dzwonić do Niego Samego, żeby się dowiedzieć, czego też naprawdę chce?

Lekarze i pielęgniarki z każdym dniem coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę: konieczne są namioty z napisem JOW.

Wrocław, 26 czerwca 2007

 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 401 - 450 z 517
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.