Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 92 gości
S T A R T
Wednesday 22 January 2020 19:19:26.28.
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
Wybory jako placebo Drukuj Email
Wpisał: Konrad Turzyński   
24.08.2007.
Konrad Turzyński

Wybory jako placebo


Polska to dziwny kraj... Nawet w skróconej o połowę kadencji parlamentarnej potrafią zmieścić się dwa rządy. Tak było w latach 1989-91, ponownie w latach 1991-93. Gdy w 1993 roku po raz pierwszy nastała koalicja
PZPR + ZSL, kadencja trwała, ile miała trwać, ale mieliśmy w niej aż trzy rządy z trzema kolejnymi premierami. Dlaczego środkowy spośród nich przestał pełnić ten urząd, pamiętamy dość dobrze, bo to było dosyć niecodzienne wydarzenie... Ale dlaczego zaczął? To jest: dlaczego przestał pełnić tę funkcję jego bezpośredni poprzednik, skoro był taki "młody i dobrze zapowiadający się"? Pewnie istnieje więcej niż jedna odpowiedź na to pytanie i trudno wśród nich wyznaczyć tę najwłaściwszą, ale mniejsza o to.

Gdy jednak koalicja "
czerwono-zielona" trwała i trwała, rozlegały się głosy za skróceniem kadencji. Chociaż uczuciowo było mi szczególnie daleko do Czerwonych i do Zielonych, sam pomysł kolejnego skrócenia kadencji parlamentu wydawał mi się bardzo niefortunny. Owszem, trzeci z owych premierów wielu rodakom naraził się swoimi nieopatrznymi słowami na temat nieubezpieczania się rolników od skutków powodzi... Na ogół jednak rozlegały się głosy "odsunąć ... od władzy!". I ― odsunięto. Następna kadencja trwała znowu pełne 4 lata, koalicja, u jej początku zawiązana, została rozwiązana (z woli "większego" koalicjanta ― tak to w każdym razie wyglądało...), a mimo tego parlament i rząd dotrwały do przepisowego terminu. Owszem, także wtedy wołano, że trzeba "posprzątać po ...", a ten, kto najgłośniej wołał, kręcił na siebie samego bicz udzielając pouczeń, po czym poznaje się mężczyznę. Domaganie się skrócenia kadencji za czasów rządu prof. Buzka również uważałem za demagogiczny postulat (tym bardziej, że wysuwała go strona, która była nań głucha, gdy o 4 lata wcześniej była jego adresatką).

I znowu w 2001 r. nastali
Czerwoni z Zielonymi. Tym razem koalicja rozpadła się z woli koalicjanta większego, premierów było nawet dwóch, a mimo tego do pełnych 4 lat dotrwała, chociaż również do skrócenia tej kadencji nawoływali – znowu niesłusznie, wedle mnie ― co bardziej niecierpliwi... Wreszcie rozległy się "wszystkie srebrne dzwony" i zaczęła się kolejna kadencja. Koalicja w niej istniejąca nie zawsze nazywała się koalicją (czasem np. "paktem stabilizacyjnym"). Chociaż jesteśmy dopiero przed półmetkiem kadencji, przeżywała już rozmaite zaskakujące wstrząsy: a to trudną do wyjaśnienia zmianę na stanowisku premiera (trudną, bowiem w ciągu kilkunastu lat demokracji w Polsce nie było zwyczaju, że lider najsilniejszego ugrupowania w parlamencie zostaje premierem ― gdy tak bywało, stanowiło to dwa wyjątki, w 2001 i w 2006 r., a nie regułę, o której świadczyło dziesięciu innych dotychczasowych premierów), a to wyrzucenie ew. przyjęcie na powrót najbardziej niesfornego koalicjanta...

Najnowszy wstrząs wziął się z tego, że "w kręgu podejrzeń" znalazł się pewien polityk, który miał pomóc w tzw. "odrolnieniu" jakiegoś kawałka polskiej ziemi. Gdyby nasz kraj był normalnym tj. kapitalistycznym krajem, to taki problem nie miałby szansy zaistnieć! Po prostu nie istniałoby ani "odrolnienie", ani "dorolnienie", ani nic podobnego. Jeśli jakiś grunt jest prywatny, to właściciel i tylko on decyduje, co tam zrobi: czy będzie na nim pasł kozy, hodował sałatę lub kukurydzę, czy może urządzi pole golfowe, kopalnię torfu, hotel albo szkołę. I tylko, gdyby szkodził, zagrażał albo uprzykrzał życie innym, np. dozwalał emitować: hałas, trucizny, nieznośne odory, szkodliwe promieniowania, to urzędnicy i sędziowie mogliby wtrącać się w to, co on (ten właściciel) na swoim gruncie robi ― zgodnie z zasadą, że "wolność mojej pięści kończy się tam, gdzie zaczyna się nos mojego bliźniego". Jednak jeśli kompetencja władzy publicznej sięga dalej, to znaczy to, że "właściciel" nie jest właścicielem, że faktycznym właścicielem jest suweren (cesarz, książę, chan, serenissima repubblica,
narodnaja riespublika itp. konstrukcja prawna), a ten niby-właściciel jest tylko dzierżawcą albo użytkownikiem, obowiązanym jeszcze za to płacić trybut suwerenowi. Jak w feudaliźmie. Albo jak w socjaliźmie, który ― jak wiadomo ― "przezwycięża problemy nie znane poza nim".

Czytaj całość…
 
Zielony szkaplerz Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
23.08.2007.

Wśród darów Maryi

Zielony szkaplerz

Dla opornych dusz, szczególnie dla nawrócenia wątpiących staruszków i staruszek.

            Dn. 28 stycznie 1840 r. objawiła się Najświętsza Maryja Dziewica nowicjuszce u szarytek (Filles de la Charité), która odprawiała rekolekcje w klasztorze przy rue de Bac 140 w Paryżu. Przypomnijmy, że tu dziesięć lat wcześniej otrzymała swe słynne objawienia siostra Katarzyna Labouré (Cudowny Medalik). Młoda zakonnica, Justyna Bisqueyburu, modliła się przed statuą znaną pod nazwą Matki Bożej Misji. Święta Dziewica pojawiła się ubrana w długą białą suknię, spod której widać było bose stopy, i w płaszcz błękitny bez welonu. Trzymała w rękach Swe Serce, z którego wychodziły liczne płomienie. W czasie kolejnego widzenia, 8 września 1840 r, Matka Boża trzymała Swe płomienne serce w prawej dłoni, a w lewej miała zielony szkaplerz mający tylko jedną stronę , płaszczyznę (np. w odróżnieniu od Szkaplerza Karmelitańskiego). Przypomnijmy, że szkaplerz (scapulaire) karmelitański, brązowy otrzymał od Matki Boskiej święty Szymon Stock w 1251 roku. Od średniowiecza jest on głównym sakramentalium katolików. Przypomnijmy też, że szkaplerz był w średniowieczu wierzchnią szatą, jakby fartuchem do prac brudzących, w ogrodzie czy kuchni.

            Siostra Justyna próbowała opisać swą wizję w naszym, ubogim języku: Serce rozpalone promieniami, jaśniejsze niż słońce i przezroczyste jak kryształ. Serce było przebite mieczem. Z jednej strony zielonego szkaplerza był obraz Maryi, pod postacią, w jakiej się jej ukazała, a z drugiej napis: Niepokalane serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinę naszej śmierci. Siostra Justyna dowiedziała się, że ten szkaplerz pomoże w nawróceniu dusz i sprowadzi dobrą śmierć. Siostra przekazała pisemnie (na żądanie) swe widzenie matce opiekunce nowicjatu, jednocześnie prosząc o zupełną dyskrecję. Dowiedział się więc o nich jedynie ojciec Aladel, kapelan zakonu, ten sam, który tak ostrożnie i pięknie prowadził siostrę Katarzynę Labouré po jej widzeniach Matki Boskiej i otrzymaniu cudownego medalika w 1830 r. Badanie sprawy trwało do 1846 r. a potem, po rozpowszechnieniu Zielonego Szkaplerza w zakonie szarytek, najpierw we Francji, zaczęły się mnożyć świadectwa rozlicznych łask, szczególnie dobrej śmierci.

Użycie zielonego szkaplerza. Święta Dziewica powiedziała, że nie jest potrzebna żadna specjalna formuła błogosławieństwa, Wystarczy, by szkaplerz został poświęcony przez ksieza, i noszony przez osobę, którą polecamy Maryi. Osobie leżącej można szkaplerz położyć pod poduszkę lub pod materac. Jedyna modlitwa, którą należy codziennie odmawiać za chorego lub inna osobę powierzaną Maryi, to słowa ze szkaplerza:

Niepokalane serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinę naszej śmierci.

Objawienia związane z Zielonym Szkaplerzem były badane przez Watykan. Zielony szkaplerz był dwukrotnie polecany przez Ojca św. błogosławionego Piusa IX (w 1863 i w 1870 r.). Siostra Justyna nikomu nie mówiła o otrzymanych łaskach. Zmarła w Carcassonne w 1903 roku.

Świadectwa o łaskach są liczne, jest ich już sporo, również w 2007 roku. Obecnie takie świadectwa napływają z całego świata. Opiekunem sprawy jest Abbé (Ojciec) Alain Delageau, Prieuré Notre –Dame du Pointelet, BP4, France, 03 110 Bront-Vernet.

Szkaplerze można otrzymywać np. przeze mnie. Mam też szkaplerze karmelitańskie (te z objawień św Szymona Stocka, 1251 r. Oba poświęcone (wysyłka gratis) MD

Zmieniony ( 31.01.2010. )
 
De gustibus (Owsik) Drukuj Email
Wpisał: Iza Falzmann   
03.08.2007.

Iza Falzmann

De gustibus…

Bronisław Geremek donosi na Ojca Rydzyka w Parlamencie Europejskim ( widać donoszenie weszło mu w krew ), a niejaki Owsiak deklaruje, że w obronie honoru swojej żony dałby Ojcu w ryj (przepraszamza cytat). Tak załatwiali kiedyś swoje honorowe sprawy parobcy folwarczni i tak nadal załatwiają kryminaliści, ale nawet oni nie odważyliby się w podobny sposób odnosić do duchownego.

Jak można bronić duchownego przed osobami, które z definicji nie posiadają zdolności pojedynkowej? Pan Kmicic kazałby służbie oćwiczyć takiego delikwenta i pognać boso po śniegu. Niestety choć arystokracji nam nie brakuje, służba wyginęła.

 Najważniejsze jest jednak co innego.

Ojciec Rydzyk wypowiada się we własnych mediach, więc jeżeli komuś nie odpowiadają jego poglądy może tych poglądów nie wysłuchiwać, a w szczególności nie nagrywać (podstępnie) i nie rozpowszechniać, natomiast niejaki Owsiak produkuje się w mediach publicznych utrzymywanych z naszych podatków. Jedyne co nam pozostaje w tej sytuacji to odmowa płacenia abonamentu dopóki podobne indywidua pojawiają się na ekranie. Na marginesie -gdyby dochody z czasu antenowego przeznaczonego na promocję jego osoby i jego orkiestry przeznaczyć bezpośrednio na pomoc dla szpitali, byłaby ona dziesięciokrotnie wyższa. Warto by również sprawdzić za czyje pieniądze i dla kogo Owsiak remontował ostatnio rezydencję na Mazurach.

Osobnym problemem jest skandaliczna pseudo muzyczna, masowa impreza organizowana co roku przez Owsiaka pod nazwą „Przystanek Woodstock”. W tym roku obecność na tej imprezie zapowiedział biskup  Życiński. Trudno mi nawet sobie wyobrazić co z oferty Owsiaka mogłoby zainteresować biskupa, ale jak powiadają: „ na wkus i cwiet towariszcza niet”.

Zmieniony ( 03.08.2007. )
 
IŚCIE ZAGADKOWA ŚMIERĆ KAPŁANA Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
31.07.2007.

[długo szukałem świadków potwornej śmierci świątobliwego i odważnego Kapłana. W Nowym Sączu i diecezji natknąłem się na strach i milczenie... Omerta??. Dlatego publikuję tekst p. Koczwary. Proszę o wszelkie dane mogące wyświetlić tę zbrodnię. Poniżej tekstu p. Koczwary zamieszczam życiorys kapłana z Wikipedii    Bardzo proszę przeczytać!    MD]

IŚCIE ZAGADKOWA ŚMIERĆ KAPŁANA

 

Jak podaje Gazeta Krakowska oraz Regionalny Serwis Informacyjny z Nowego Sącza, w dn 15 czerwca w godzinach przedpołudniowych, z parafii św. Małgorzaty dotarła wiadomość o śmierci prepozyta kapituły nowosądeckiej i proboszcza tee parafii ks dr Waldemara Durdy. Okoliczności śmierci jak podają serwisy, wskazują na samobójczą śmierć przez powieszenie. Prokuratura i policja nie wypowiada się na temat zdarzenia a lokalna kuria metropolitalna informuje o rzekomej, trwającej od kilku tygodni depresji, lakonicznie stwierdza, że oficjalny komunikat bpa tarnowskiego będzie odczytany w niedzielę 17 VI, polecając duszę ks. Durdy modlitwie i Bożemu Miłosierdziu.

A jak wygląda prawda i jakie są reperkusje dotyczące powyższego? Otóż, ksiądz dr Waldemar Durda, ur. w 1959 r., wyświęcony na kapłana w 1984, to proboszcz 25-tysięcznej parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu, drugiej pod względem wielkości w diecezji tarnowskiej. Doktorat z teologii duchowości ukończył po studiach w Rzymie, kustosz sanktuarium Przemienienia Pańskiego, działacz społeczny i człowiek cieszący się nieposzlakowaną opinią wśród wiernych oraz duchownych, których tylko na samej plebanii parafii św. Małgorzaty mieszka 17-stu (!). Niestety, ów wielkiego serca i głębokiego patriotyzmu duchowny, od wielu lat skonfliktowany był z miejscowym ordynariuszem bp Wiktorem Skworcem który należy do tzw biskupów liberałów, trudniących się rozbijaniem Kościoła i eliminacją co szlachetniejszych duchownych. To ów Skworc swego czasu zabronił księdzu profesorowi Jerzemu Bajdzie wykładów w miejscowym seminarium duchownym - mszcząc się za jego artykuły w "Naszym Dzienniku". To ów Skworc od wielu lat blokuje budowę pomnika Chrystusa Króla, a należy pamiętać, że śp. ks. dr Waldemar Durda wchodził w skład komitetu budowy tegoż pomnika. Z wiarygodnych źródeł, pochodzących od kapłanów współmieszkańców wiadomo, że na kilka dni przed śmiercią, ks. Durda otrzymał nakaz od bp Wiktora Skworca, aby w ciągu trzech dni opuścił parafię, nie podając przyczyny i uzasadnienia takiej decyzji. Czy w takim razie kapłan zagroził odmową i ewentualnym procesem w Rzymie, jak w przypadku innego duchownego, wykładowcy KUL-u, który po odebraniu misji kanonicznej przez miejscowego abpzefa Życińskiego, nota bene poprzednika Skworca w Tarnowie, procesuje się z metropolitą i w sądach kanonicznych w Watykanie, i w cywilnych w Polsce, tego nie da się jednoznacznie, przynajmniej na razie, stwierdzić. Jedno jest pewne, od początku lat 90, kiedy to diecezją zawiadywał Życiński, to już bodajże siódma, rzekomo samobójcza śmierć kapłana (przez powieszenie) w diecezji tarnowskiej. I jakoś tak się dziwnie składa, że zdarzenia dotyczyły tych kapłanów, którzy byli w ostrej opozycji do biskupów agentów, jak Życiński i Skworc.

Dziwne i zastanawiające jest również to że media zupełnie milczą w tej sprawie. Oprócz lokalnych, niskonakładowych pism, nikt nie zamieszcza choćby jakiejkolwiek wzmianki na temat śmierci bardzo znanego, popularnego i niezwykle cenionego kapłana w diecezji tarnowskiej, a szczególnie poważanego w Nowym Sączu.

Kuria metropolitalna nie chciała nawet udzielić informacji o uroczystościach pogrzebowych a wszystko otoczone jest niemae masońską woalką tajemniczości. Sama forma śmierci księdza dr Durdy i jego poprzedników (powieszenie) też jakoś wymownie świadczy i przemawia bardziej za rytualnym mordem niż zbiegiem okoliczności. Kto, jak kto, ale ksiądz katolicki nie tylko raczej daleki jest od samobójczych zapędów, co już na pewno od haniebnej formy judaszowskiego samozatracenia, w przeciwieństwie do tych, którym zależąc na śmierci duchownego, może zależeć i na pohańbieniu, i profanacji, a bardziej jeszcze na zastraszeniu pozostałych niepokornych. [W diecezji lubelskiej, za czasu "panowania" Życińskiego było już cztery przypadki samobójczej śmierci księży].

Czy gdyby jakakolwiek śmierć samobójcza miała miejsce np. w siedzibie Radia Maryja w Toruniu, media też tak solidarnie by milczały? Obawiam się, że byłaby to wiadomość, która przez kilka dni nie schodziłaby z pierwszych stron gazet zarówno w kraju, jak i za granicą. A komentarzom nie byłoby końca.

A zatem, kto naprawdę stoi za śmiercią kapłana i kim jest bp Wiktor Skworc, który w latach 70, będąc alumnem seminarium duchownego był na szkoleniu w NRD !!!

[tu usunąłem część nie mającą związku  ze śmiercią Ks. Durdy - Adm.]

Krzysztof Koczwara

 

Waldemar Durda (ur. 3 września 1959 w Durdach koło Woli Barańskiej14 czerwca 2007) – polski duchowny katolicki, proboszcz i kustosz Bazyliki Kolegiackiej św. Małgorzaty w Nowym Sączu, społecznik.

Uczęszczał do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, a w 1984 r., odebrał święcenia kapłańskie. Pracę duszpasterską jako wikary wykonywał kolejno w Wierzchołowicach i tarnowskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, w tym okresie biorąc udział w utworzeniu Tarnowskiej Fundacji Ludziom Szczególnej Troski, oraz jako diecezjalny duszpasterz osób niepełnosprawnych, zainicjował powstanie Domu Dziennego i Okresowego Pobytu dla Niepełnosprawnych.

Ks. Durda kontynuował naukę w ramach studiów zaocznych w Salezjańskim Instytucie Nauk Wychowania Chrześcijańskiego w Warszawie, a następnie Instytucie Teologii Duchowości Katolickiej KUL, gdzie w 1997 r., obronił pracę doktorską pod tytułem „Chrześcijańska postawa wobec cierpienia”. Przez dziewięć miesięcy przebywał w Rzymie w ramach stypendium naukowego.

Po powrocie do ojczyzny, utworzył Katolicki Ośrodek Studiów Społecznych w Lipnicy Murowanej. W 1998 r., podjął prace w Kurii Tarnowskiej, a w 2000 r., objął probostwo Bazyliki Kolegiackiej św. Małgorzaty w Nowym Sączu, drugiej co do wielkości pod względem wiernych w diecezji tarnowskiej. Był działaczem na rzecz budowy pomnika, papieża Jana Pawła II na rynku przed ratuszem w Nowym Sączu. Aktywnie uczestniczył w budowie kaplicy dla wspólnoty z Bairo Novo (Nowego Osiedla), misji w Ourolania w Brazylii, którą poświecił jako delegat Biskupa Tarnowskiego, przekazują również w darze kopię obrazu Chrystusa Przemienionego.

Zmarł 14 czerwca 2007 r. Według komunikatu, ks. Jerzego Zońa - rzecznika prasowego biskupa tarnowskiego, duchowny prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Działanie osób trzecich wstępnie wykluczyła prokuratura. W ostatnich dniach przed śmiercią, duchowny miał się leczyć na depresję.

[????????????????????!! Adm.] 

 

 

Zmieniony ( 26.12.2009. )
 
O zamordowaniu posła Adwenta Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
28.07.2007.

Przemówienie na pogrzebie Posła Filipa Adwenta i Rodziny, 30 czerwiec 2005

Na rodzinie Posła Adwenta wykonano wyjątkowo brutalną egzekucję. Człowieka, który od lat walczył o dobro Polski, należało "wyciąć z korzeniem". Przed laty najpierw grożono egzekucją, a potem ją wykonano na Michale Falzmannie - odkrywcy rabunku poprzez FOZZ. Potem - na trzech obrońcach Stoczni Gdańskiej z kpt. Bolesławem Hutyrą na czele. Kpt. Hutyra rozmawiał przez telefon komórkowy z Warszawą z miejsca wypadku, mimo, że wg. prokuratury zginął na miejscu natychmiast - roztrzaskanie głowy. Od siedmiu lat nie rozwiązano formalnie sprawy morderstwa komendanta policji Marka Papały, mimo, że znani są tak mordercy, jak i ich zleceniodawcy. Ostatnio prokurator Olejnik wyszedł na własnych nogach z wypadku spowodowanego "zablokowaniem hamulców" w odpowiednim miejscu - dopiero potem mu się bardzo pogorszyło. To tylko parę przykładów.

            Wygląda na to, że w Polsce realne rządy sprawują bezkarni mordercy na usługach silnych i brutalnych mafii. Część z tych zleceniodawców to istoty subtelne i kulturalne, z ustami pełnymi pięknych sloganów. Strach i przerażenie ludzi spowodowały, że urzędnicy boją się ujawniać kolejne rabunki, np. w wykonaniu oficerów FOZZ w Powsinie, czy zbliżone na Służewcu. Czy terror mafijnych bossów musi rządzić otępiałą Polską i zastraszonymi Polakami?

Filip Adwent nie tolerował rabunku polskiej ziemi, nie tolerowal rabunku polskiej energetyki. Był groźny - bo ujawniał dokumenty rabunków bezprawnych czy wykonywanych pod pozorami zachowania spreparowanych "przepisów". Dlatego zapadła decyzja o wymordowaniu całej jego Rodziny. Zabić Go - i zastraszyć innych. Drżyjcie jednak mordercy - on też profesjonalnie gromadził i umiejętnie chował te dokumenty. One się pojawią.

Czy damy się zastraszyć? Od tego zależy los Ojczyzny.

Pamiętajmy, że Dobry Bóg nie jest tolerancyjny. Jest sprawiedliwy i miłosierny. On nie musi - nie może tolerować złego. Tylko ludzie, słabi i tchórzliwi ludzie tłumaczą się, że muszą tolerować. Obyśmy swym zachowaniem, swą odwagą i determinacją dali możność, by Chrystus, realny Król Polski, miał podstawy, by interweniować, by w widoczny sposób bronić Swój naród, Swoje Królestwo od brutalnej - a często jeszcze groźniej - subtelnej, kulturalnej agresji zła, złego.

Pozwólmy Chrystusowi działać !!   Chryste, bądź miłosierny, przyjdź !!!

------------------------------ 

Również o tej sprawie w dziale Inne Polityczne, pod Mów do słupa,  w artykule O FOZZ do min.sprawiedliwości

Zmieniony ( 18.09.2007. )
 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 401 - 450 z 530
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.