Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 8 gości
S T A R T
Thursday 15 November 2018 04:05:05.26.
migawki

Bóg, honor, Ojczyzna. BUFETOWA przeciw.

My chcemy BOGA.      BUFETOWA przeciw.

A propagandówka „partii i rządu”, z premierem, w 56 -58 sekundzie pokazuje pierwsze Hasło – ale też bez BOGAA Orzeł ma obciętą głowę - bo w oryginale na niej jest KORONA z Krzyżem. https://twitter.com/PremierRP/status/1060426237968035840

=====================

Maski spadają [ciągle...]: Z przerażającym cynizmem - siły prowadzące „władzę”, przy użyciu TV itp., stwarzają Iluzję Rzeczywistości. Prostactwo TVKury [i tylu innych] temu nie przeszkadza. Ludzie na Iluzję patrzą -i wierzą że widzą real, a nawet sztucznie „dzielą się”. Relacje prawdziwe – już tylko w zakamarkach internetu. Ale Kłamstw jest wiele. Prawda Chrystusowa jest jedna.

=============================

16.11.18 – Gdańsk Osowa – Msza Święta i Różaniec święty za Ojczyznę

18.11.18 Poznań i Zamość – comiesięczna Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
Dokumenty dowodzą współpracy Drukuj Email
Wpisał: z Rzepy   
06.07.2007.

EWA K. CZACZKOWSKA, ma.s., Rzeczpospolita 6 lipca

 Dokumenty dowodzą współpracy


Janusz Kurtyka przyznał, że w IPN znaleziono nowe dokumenty, które potwierdzają współpracę abp. Stanisława Wielgusa ze Służbą Bezpieczeństwa

kraj_a_2-1.F.jpg
Tuż przed rozpoczęciem ingresu 7 stycznia poinformowano, że Benedykt XVI przyjął rezygnację abp. Stanisława Wielgusa
JERZY DUDEK

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej poinformował o tym 5 lipca rzecznika praw obywatelskich dr. Janusza Kochanowskiego. Była to jego odpowiedź na list rzecznika z poprzedniego dnia.

Kochanowski napisał do szefa IPN w związku z cyklem publikacji "Naszego Dziennika" podważających ustalenia Kościelnej Komisji Historycznej i osób, które on powołał do sprawdzenia sprawy arcybiskupa Wielgusa. Rzecznik pytał szefa IPN, czy pojawiły się nowe dokumenty, które upoważniają do twierdzenia, że sprawa abp. Wielgusa była mistyfikacją.

Długa kwerenda

Z listu prezesa wynika, że kwerenda w archiwach IPN była prowadzona od stycznia do maja. Kurtyka napisał, że nowe dokumenty nie podważają opinii tzw. komisji rzecznika praw obywatelskich. Komisja ta, przypomnijmy, potwierdziła, że ks. Wielgus współpracował ze służbami specjalnymi PRL.

- Wina ks. Wielgusa była bezsporna i wskazywała na współpracę arcybiskupa -mówi historyk prof. Andrzej Paczkowski, który tej komisji szefował.

Również powołana przez episkopat Kościelna Komisja Historyczna stwierdziła w styczniu, że ks. Wielgus podjął współpracę.

Teczka pracy odtwarzana

Co jest w nowych dokumentach odnalezionych w IPN? Nikt, niestety, nie chce tego ujawnić. Prezes IPN był wczoraj nieuchwytny.

- Nie będę niczego komentował - taką odpowiedź za pośrednictwem rzecznika Stanisława Wileńskiego przekazał natomiast Janusz Kochanowski.

Z nieoficjalnych informacji, które pojawiały się w mediach już wcześniej, wynika, że dokumenty dotyczą lat 60., czyli tego okresu kontaktów ks. Wielgusa z SB, o którym wspominano w materiałach odnalezionych wcześniej.Teczka pracy ks. Wielgusa, jak wiadomo, została zniszczona. Jednak w wyniku kwerendy można ją przynajmniej częściowo odtworzyć.

- Jeśli była rejestracja, to przy szeroko prowadzonej kwerendzie kolejne dokumenty muszą się odnaleźć, nawet w teczkach dotyczących zupełnie innych spraw -mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który był przekonany, że pojawią się kolejne dokumenty.

Prezes Kurtyka poinformował rzecznika praw obywatelskich, że przekazał je Kościelnej Komisji Historycznej.

Episkopat już wie

- Potwierdzam, komisja otrzymała nowe dokumenty w sprawie abp. Stanisława Wielgusa - mówi rzecznik episkopatu i komisji ks. Józef Kloch. - Komisja przeanalizowała je, sporządziła aneks do swojego pierwszego sprawozdania ze stycznia tego roku i za pośrednictwem abp. Sławoja Leszka Głodzia przekazała PrezydiumKonferencji Episkopatu Polski i abp. Wielgusowi.

Niestety, komisja nie opublikuje treści aneksu. -Komisja nie ma takiego obowiązku -mówi ks. Kloch. Wiadomo jednak, o czym poinformował też prezes Kurtyka, że w IPN przygotowywana jest naukowo opracowana edycja wszystkich materiałów związanych ze sprawą ks. Wielgusa. Dokumenty te IPN przekazał także do Sądu Okręgowego w Lublinie, w którym toczyć się będzie proces autolustracyjny arcybiskupa.

Niedźwiedzia przysługa

"Nasz Dziennik" od wielu dni próbuje przekonać, że ustąpienie abp. Stanisława Wielgusa było wynikiem spisku i mistyfikacji. Nie podaje przy tym na to żadnych dowodów. - "Nasz Dziennik" oddaje arcybiskupowi niedźwiedzią przysługę - ocenia takie zachowanie ks. Isakowicz-Zaleski. -Wyciąga sprawę na światło dzienne, zamiast dać czas na refleksję - dodaje.


 
Kowal zawinił, Cygana powiesili Drukuj Email
Wpisał: ks. Isakowicz Zaleski   
04.07.2007.
[umieszczam artykuł ze strony Ks. Zaleskiego (są też linki) , bo ważny i chcemy, by trafił do różnych czytelników]
ks. Isakowicz Zaleski
Kowal zawinił, Cygana powiesili (3 lipca 2007)
     źle się dzieje w prowincji południowej ojców jezuitów. Karne represje nadal bowiem dotykają dwóch współbraci. Co więcej, jeden z nich, diakon Andrzej Miszk, przebywający w zakonie od 11 lat, będzie najprawdopodobniej z niego relegowany (pisała o tym wczorajsza „Rzeczpospolita”). Aby zrozumieć zaistniały problem trzeba sięgnąć do jego początków.
     W ubiegłym roku, w czasie kwerendy. prowadzonej na potrzeby projektu badawczego pt. „Działalność antykościelna Wydziału IV Służby Bezpieczeństwa w Krakowie”, natknąłem się na akta kilku jezuitów krakowskich, będących tajnymi współpracownikami komunistycznej bezpieki. Dostęp do tych akt był zgodny z zakresem wspomnianego projektu. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że większości tych akt przede mną nikt z zakonu jezuitów nie badał, o czym łatwo się można było przekonać po wpisach do kart kontrolnych. Chodziło o teczki tajnych współpracowników o pseudonimach „Jackowski”, „Stefan”, „Anteusz”, „Kazek” i „Janiszewski”: Wszyscy z nich pełnili ważne funkcje w prowincji: dwóch pierwszych było prowincjałami, trzeci profesorem i wpływową „szarą eminencją” zakonu, czwarty wieloletnim prefektem bazyliki jezuickiej przy ul Kopernika, piąty pracownikiem sekcji polskiej Radia Watykańskiego w Rzymie. Oprócz tego znalazłem informacje o tajnych agentach działających w prowincji północnej oraz o kolejnych w Radiu Watykańskim. O swoim znaleziskach powiadomiłem w sierpniu ubr. swoich przełożonych, których na bieżąco informowałem także o wszystkich innych sprawach. A w tym czasie krakowska komisja historyczna, powołana na początku roku, siedziała nadal z założonymi rękami. Władze kościelne trzymały ode mnie również kopie listów wysłanych do „Kazka” i „Janiszewskiego” („Anteusz” i „Jackowski” już nie żyją, a „Stefan” przebywa aż w Australii). 
     Wspomniane znaleziska konsultowałem się ze swoim przyjacielem, ojcem Krzysztofem Mądelem, który gorliwie bronił mnie w czasie pierwszego zakneblowania, a który nikomu nazwisk tajnych współpracowników nie ujawnił. We wrześniu z kolei udzieliłem wywiadu diakonowi Andrzejowi Miszkowi, który wywiad ten zamieścił na stronie internetowej www.tezeusz.pl Również i tutaj żadne nazwiska nie padły. Nie padły one również w czasie październikowego sympozjum w Kolegium Jezuitów w Warszawie, na które zaproszony zostałem tak przez Klub Inteligencji Katolickiej, jak i przez redakcję jezuickiego „Przeglądu Powszechnego”. 
     Jednak byli tajni współpracownicy w zakonie jezuitów poczuli się ogromnie zagrożeni i rozpoczęli frontalny atak. W wyniku tego usunięto gwałtownie z Krakowa ojca Mądela i diakona Miszka, zsyłając ich Wrocławia i Kłodzka. W krótkim czasie, zaledwie w tydzień pod oddaniu książki do druku, zostałem 17 października – m.in. pod naciskami jednego z przełożonych jezuickich - zakneblowany po raz drugi. Co więcej, kanclerz Kurii Krakowskiej, jak na ironię, doktor prawa, złamał wszelkie możliwe zasady, wydając, bez prawa do jakiekolwiek obrony, wyrok „śmieci cywilnej”. Podobnie uczynił też prowincjał jezuitów, poniżając publicznie swoich podwładnych przez publiczne podanie nieprawdziwych informacji na ich temat. 
     Ojciec Krzysztof i ja raczej to przetrzymamy, choć byli tajni współpracownicy SB o pseudonimach „Szerszeń’, „Orkan”, „Słowak”, „Przybysz” czy „Tomasz”, nadal świetnie prosperujący w Krakowie, oraz powiązani z nimi ich byli oficerowie prowadzący jeszcze nieraz wywrą nacisk na władze kościelne. Szkoda natomiast diakona Andrzeja, bo przechodzi obecnie absolutną gehennę. Jednak słuszność jest po jego stronie, a nie po stronie tych, którzy – akceptując zasadę „Kowal zawinił, Cygana powiesili” – przyłożyli rękę do niesprawiedliwości. W Polsce powołań kapłańskich jest dużo, więc jedno mniej czy jedno więcej powołanie nikomu nie robi różnicy. Dlatego też należy się spodziewać, że wspomniana zasada, w obronie dobrego samopoczucia byłych tajnych współpracowników, jeszcze nie raz zostanie zastosowana. 
Ks. TZ
 
Szansa na ocalenie - Intronizacja Drukuj Email
Wpisał: ks. Tadeusz Kiersztyn   
03.07.2007.

Adm.: W związku z brutalnym atakiem części hierarchii (pocz. lipca 2007) na Intronizację Chrystusa Króla Polski umieszczam artykuł ks. Kiersztyna [z Nowego Przeglądu Wszechpolskiego 3-4 , 2005] wyjaśniający sprawę. Proszę koniecznie wejść na stronę Rozalii, jest w moich link'ach. KAP?AN przed plutonem egzekucyjnym: Tam nazwiska, dokumenty!

Tadeusz Kiersztyn

O.P. "Polska Bogiem Silna"

Szansa na ocalenie

NPW 3-4, 2005

Dziękuję Stronnictwu Polska Racja Stanu, reprezentowanemu na tej sali przez pana prezesa Józefa Kureckiego, pana profesora Andrzeja Flagę oraz pana profesora Stanisława Kasprzyka, za zaproszenie mnie w celu przedstawienia Państwu tematu, który jest polską racją stanu tak ważną, że od niej zależy los naszego Narodu i wszystkich narodów świata. Chodzi o Intronizację Jezusa Króla Polski, do dokonania której jako Naród zostaliśmy wezwani przez Boga za pośrednictwem Sługi Bożej Rozalii Celakówny.

Na wstępie muszę dodać, że czuję się bardzo zaszczycony przemawiając do tak szanownego audytorium. Stanowicie bowiem tę cząstkę naszego Narodu, która nie uległa śmiertelnemu skażeniu liberalizmem, kosmopolityzmem oraz egoistycznym materializmem. Reprezentujecie Polskę praojców – katolicką i patriotyczną, i choć Wasze Stronnictwo w rankingach partii politycznych liczy się tyle, ile za czasów Chrystusa liczył się Nazaret – pogardzany przez ówczesnych przywódców, to wierzę, że zwycięstwo prawdy, sprawiedliwości i niepodległości przyjdzie do Polski przez Was. Polska Racja Stanu jako pierwsza zrozumiała doniosłość wezwania do Intronizacji i z tym wezwaniem związała swój dalszy byt i swój polityczny program. Drodzy Bracia i Siostry, z wielkim szacunkiem chylę przed Wami swe czoło.

Dziesięć lat temu Pan Bóg obarczył mnie niezwykłą misją, polegającą na podjęciu starań o wyniesienie na ołtarze Rozalii Celakówny, pielęgniarki pracującej przez swe całe dorosłe życie w Szpitalu św. ?azarza w Krakowie na oddziale skórno-wenerycznym, a także na głoszeniu Polsce jej posłannictwa – Intronizacji Jezusa Króla Polski. Wraz z tą misją Pan Bóg obarczył mnie wielkim krzyżem, który dzięki bohaterskiej pomocy wielu osób świeckich jakoś dźwigam dla dobra naszej Ojczyzny. Zyskując w Was nowych sprzymierzeńców w dziele Intronizacji, będzie mi o wiele raźniej.

W dniu 5 listopada 1996 r. doszło do otwarcia procesu kanonizacyjnego Sługi Bożej Rozalii Celakówny, a wkrótce potem do ujawnienia jej misji związanej z Intronizacją. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły i z coraz to większą mocą wstrząsają elitami duchowymi i politycznymi naszego kraju, zmuszając je do wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw Jezusowi Królowi Polski. W misji Rozalii jest bowiem wezwanie do dokonania Intronizacji (uznania Jezusa Królem Polski), skierowane zarówno do władz kościelnych, jak i świeckich: Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Pisma). To żądanie Pana Jezusa, by Aktu Intronizacji w imieniu naszego Narodu dokonały razem i jednomyślnie władze kościelne (episkopat) i władze świeckie (prezydent z parlamentem i rządem), stanowi istotę posłannictwa Rozalii i w dziejach chrześcijaństwa jest absolutną nowością. Szczególnie zaskakuje fakt konieczności udziału w Intronizacji władz świeckich. Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii, że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady. Widzimy więc, że w tych postanowieniach Bożych Polska odgrywa doniosłą i bardzo odpowiedzialną rolę wobec całej ludzkości.

W obecnym wystąpieniu chciałbym się głównie skupić na tym najbardziej niezwykłym wymiarze posłannictwa Rozalii, dotyczącym udziału w czysto religijnym akcie, jakim jest Intronizacja, władz świeckich. Trzeba dodać, że dla Intronizacji głoszonej przez Rozalię udział władz świeckich jest warunkiem sine qua non. Innymi słowy Intronizacja nie będzie ważna bez udziału w niej władz świeckich. Zastanówmy się, dlaczego pojawił się tak niecodzienny warunek, i to dopiero po upływie dwóch tysięcy lat działalności Kościoła.

Już przy pierwszej pobieżnej refleksji nad tym zagadnieniem można stwierdzić, że wezwanie do Intronizacji prowadzi do jawnej konfrontacji wiary z niewiarą, uległości z buntem, chrześcijaństwa z pogaństwem. Jednakże korzenie tej obecnej konfrontacji sięgają o wiele Sługi Bożej Rozalii, musimy w naszych rozważaniach cofnąć się do czasów bardzo odległych, do początków narodzin Królestwa Bożego w narodach pogańskich.


 

Zmieniony ( 13.10.2007. )
Czytaj całość…
 
Porozmawiajmy o cenzurze w IV RP Drukuj Email
Wpisał: Jerzy Przystawa   
02.07.2007.

Jerzy Przystawa

Porozmawiajmy o cenzurze w IV RP

W Rumunii, największym po Polsce nowoprzyjętym państwie Unii Europejskiej, doszło w ostatnich miesiącach do niebywałych wydarzeń: impeachmentu prezydenta państwa, jego zawieszenia przez Parlament, licznych masowych demonstracji Rumunów w samej Rumunii i na świecie, ogólnonarodowego referendum w tej sprawie i triumfalnego powrotu Traiana Basescu na odebrany mu urząd. Prezydent Rumunii ogłosił swoje priorytety programowe, w których na pierwszym miejscu postawił nowe wybory z nową ordynacją wyborczą i wyborami w jednomandatowych okręgach wyborczych. Rumunia była obecna w światowych mediach, wywiady z prezydentem Basescu zamieszczały najważniejsze gazety, z londyńskim „The Times” na czele.

Z jakiegoś tajemniczego powodu o wszystkich tych niezwykłych i niecodziennych wydarzeniach zabrakło w polskich mediach jakiejkolwiek informacji, zupełnie tak, jakby Rumunia była krajem za jakąś informatyczną żelazną kurtyną. Mojego artykułu w tej materii, Tak w Rumunii, a Jak w Polsce? nie przyjęła do druku żadna licząca się gazeta czy pismo. Zbulwersowany tą sytuacją poseł II Kadencji, dr Wojciech Błasiak, wystosował list otwarty do prezesa TVP, pod którym podpisało się wielu ludzi. List pozostał bez odpowiedzi, a cisza wokół wydarzeń w Rumunii pozostała niezakłócona.

W sobotę, 30 czerwca, w samo południe, III Program Polskiego Radia przeprowadził półgodzinną rozmowę z red. Bogumiłem Luftem, byłym ambasadorem Rzeczypospolitej w Rumunii, wybitnym polskim specjalistą od spraw rumuńskich, dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, „Więzi” i czego tam jeszcze. Jego Ekscelencja, w zgrabnych słowach, opisał wielkie przemiany, jakie dokonują się w Rumunii, dynamiczny rozwój gospodarczy i kulturalny, a także problemy, z jakimi boryka się społeczeństwo rumuńskie. Opowiedział i o Traianie Basescu, byłym kapitanie Żeglugi Wielkiej, potem ministrze transportu i merze Bukaresztu, powiedział o jego impeachmencie i powrocie do władzy. Długo rozwodził się nad trapiącym Rumunię problemem korupcji i co na ten temat Unia Europejska. Z jakiegoś jednak powodu ani się nie zająknął o tym, jak Basescu ma zamiar rozprawić się z tą korupcją, nie wspomniał o punkcie Numer Jeden jego prezydenckiego programu: o postulacie jednomandatowych okręgów wyborczych. Także prowadzący rozmowę dziennikarz Polskiego Radia, taktownie, tej przykrej sprawy nie poruszył.

Już przed wielu laty doszedłem do niesłusznego przekonania, że na słowa jednomandatowe okręgi wyborcze istnieje w polskich mediach jakiś zapis, a przywilej ich wymieniania zastrzeżony jest tylko dla szefów najważniejszych partii politycznych. Kiedy kilka tygodni temu, przy okazji burzy wokół ustawy lustracyjnej, zaprosił mnie do rozmowy radiowej red. Egon Janke, to od razu się zastrzegł, że – tym razem! – o moich ulubionych okręgach jednomandatowych rozmawiać nie będziemy (aczkolwiek, moim zdaniem, temat ten wiąże się z lustracją jak najbardziej). Dzięki temu słuchacze mogli się chociaż dowiedzieć, że jest w Polsce taki nieszkodliwy staruszek, którego idee fixe stanowią inkryminowane JOW. Z rozmowy z Bogumiłem Luftem polscy radiosłuchacze nie dowiedzieli się – na szczęście – że podobnego bzika ma Prezydent Republiki Rumuńskiej.

Istnieje w Polsce sławne i wielkie Stowarzyszenie Wolnego Słowa, a w nim pełno gwiazd polskiego dziennikarstwa. Na czele polskich mediów, publicznych i niepublicznych, stoją znani bohaterowie podziemnych i naziemnych walk o wolność słowa: Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański, Jerzy Targalski,. Bronisław Wildstein, Adam Michnik i inni, których pominę. Jako przyrodnika ciekawi mnie ten fenomen przyrodniczy: w jaki sposób zapewniają oni, że to, co jest najbardziej niewygodne dla władzy będzie zawsze pomijane i nikt o tym niczego sensownego nie powie? To naprawdę ciekawe! Nie ma przecież żadnego urzędu cenzury i kontroli prasy i mediów?

Pytam o to, jako człowiek z głębokiej prowincji, dla którego sekrety politycznych salonów warszawskich są niedostępne. Ale może chociaż w Internecie znajdą się dziennikarskie zuchy, które bodaj pod jakimś nowym nikiem powiedzą parę słów prawdy o tym, jak to się dzieje? Przecież trudno wątpić, że im ten kaganiec doskwiera niemniej niż ich czytelnikom, pomimo że im za pisanie płacą, a nam za czytanie jakoś nie?

Wrocław, 1 lipca 2007

 

 
Rospuda i okolice Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmann   
29.06.2007.

Izabela Falzmann

Rospuda i okolice

 W latach 60-tych kulturalni ludzie uważali za swój obowiązek gorąco protestować przeciwko planom kanalizacji Kazimierza Dolnego. Widok okutanych bab dźwigających na koromysłach wiadra z wodą, szczególnie uroczy gdy w mroźny dzień patrzyło się na rynek z okien Domu Pracy Twórczej Architekta (zaopatrzonego oczywiście we wszystkie urządzenia cywilizacyjne) był dla nich niezbywalną częścią tego unikalnego, wpisanego do rejestrów UNESCO krajobrazu. Pojawił się nawet pomysł, aby tubylców uparcie domagających się kanalizacji przymusowo przesiedlić do bloków w Puławach, a ich domy rozdać artystom na letniska i pracownie malarskie.

Kiedy w Ochotnicy asfaltowano boczne drogi prowadzące do wysoko położonych przysiółków: pod Lubań, na przełęcz Młynne czy wzdłuż Rolnickiego potoku, miłośnicy Gorców pisali protesty do ministrów i donosy do międzynarodowych organizacji. Zupełnie nie interesował ich los dzieci wędrujących wiosną do szkoły po kolana w błocie, ani cierpienia chorych znoszonych kamienistymi drogami do parkującej przy głównej szosie karetki.

Znany pisarz Kazimierz Orłoś opublikował swego czasu w Rzeczpospolitej artykuł wyrażający głębokie zniecierpliwienie, że mazurskiej ludności tubylczej nie wystarcza rola flory i fauny okolic rezerwatu, w pobliżu którego raczył urządzić sobie daczę i że cywilizacyjne aspiracje tej ludności przeszkadzają mu w nieskrępowanych kontaktach z dziką przyrodą.

Flora i fauna- tak właśnie postrzega lokalne społeczności oświecona warszawska czy krakowska elita. Zdumienie, że mieszkańcy okolic Rospudy mogą mieć jakieś potrzeby, żądania czy oczekiwania, a co gorsza ośmielają się je artykułować przypomina zdumienie człowieka, do którego przemówiła krowa albo wierzba.  Jednak dla oświeconych miłośników przyrody nawet krowa i wierzba mają większe prawa niż człowiek. Obrońcy doliny Rospudy, usiłują więc z pobłażliwością wytłumaczyć nierozumnym tubylcom, że choć w oczach przyjezdnych należą do flory i fauny, w hierarchii jej ochrony zajmują ostatnie miejsce po żabach, ptaszkach ślimakach i storczykach.

Do grona obrońców Rospudy dołączyła ostatnio decydującym głosem Komisja Europejska. Można by pomyśleć, że kraje europejskie, które kosztem przyrody osiągnęły wysoki poziom rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego chcą teraz (podobnie jak warszawscy miłośnicy Kazimierza) chronić tę przyrodę w krajach rozwijających, zmuszając ich mieszkańców do życia w skansenie. Założę się jednak, że większość europejskich decydentów zna krajobraz doliny Rospudy wyłącznie z mapy i tak naprawdę niewiele ich jej losy obchodzą. Spór o Rospudę to gra w „moje na wierzchu”, to próba sił.

 Hasło: „ Myśl globalnie działaj lokalnie”, które swego czasu propagowały organizacje ekologiczne należałoby obecnie rozumieć tak: „Myśl sobie biedaku co chcesz, ale szybko się przekonasz, że nic od ciebie nie zależy i nawet we własnych sprawach nie masz nic do powiedzenia”.

 

[To przykłady, a w dziale JOW podajemy najprostszy za sposobów, by ICH ucywilizować – Adm.]

 

Zmieniony ( 03.08.2007. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 401 - 450 z 519
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.