Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 44 gości
S T A R T
Thursday 18 July 2019 11:50:12.27.
migawki

W młodzieżowych mistrzostwach … Europy - biegł Murzyn, Hassan, jako reprezentant kraiku azjatyckiego. Pewnie również wiek ma sfałszowany, ale to można by poznać po zębach, jak u konia.

                  21.07.19 Poznań, Zamość – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

21.07.19 Białystok – Pokutny Marsz Różańcowy „Marsz w obronie rodziny”

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
IŚCIE ZAGADKOWA ŚMIERĆ KAPŁANA Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
31.07.2007.

[długo szukałem świadków potwornej śmierci świątobliwego i odważnego Kapłana. W Nowym Sączu i diecezji natknąłem się na strach i milczenie... Omerta??. Dlatego publikuję tekst p. Koczwary. Proszę o wszelkie dane mogące wyświetlić tę zbrodnię. Poniżej tekstu p. Koczwary zamieszczam życiorys kapłana z Wikipedii    Bardzo proszę przeczytać!    MD]

IŚCIE ZAGADKOWA ŚMIERĆ KAPŁANA

 

Jak podaje Gazeta Krakowska oraz Regionalny Serwis Informacyjny z Nowego Sącza, w dn 15 czerwca w godzinach przedpołudniowych, z parafii św. Małgorzaty dotarła wiadomość o śmierci prepozyta kapituły nowosądeckiej i proboszcza tee parafii ks dr Waldemara Durdy. Okoliczności śmierci jak podają serwisy, wskazują na samobójczą śmierć przez powieszenie. Prokuratura i policja nie wypowiada się na temat zdarzenia a lokalna kuria metropolitalna informuje o rzekomej, trwającej od kilku tygodni depresji, lakonicznie stwierdza, że oficjalny komunikat bpa tarnowskiego będzie odczytany w niedzielę 17 VI, polecając duszę ks. Durdy modlitwie i Bożemu Miłosierdziu.

A jak wygląda prawda i jakie są reperkusje dotyczące powyższego? Otóż, ksiądz dr Waldemar Durda, ur. w 1959 r., wyświęcony na kapłana w 1984, to proboszcz 25-tysięcznej parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu, drugiej pod względem wielkości w diecezji tarnowskiej. Doktorat z teologii duchowości ukończył po studiach w Rzymie, kustosz sanktuarium Przemienienia Pańskiego, działacz społeczny i człowiek cieszący się nieposzlakowaną opinią wśród wiernych oraz duchownych, których tylko na samej plebanii parafii św. Małgorzaty mieszka 17-stu (!). Niestety, ów wielkiego serca i głębokiego patriotyzmu duchowny, od wielu lat skonfliktowany był z miejscowym ordynariuszem bp Wiktorem Skworcem który należy do tzw biskupów liberałów, trudniących się rozbijaniem Kościoła i eliminacją co szlachetniejszych duchownych. To ów Skworc swego czasu zabronił księdzu profesorowi Jerzemu Bajdzie wykładów w miejscowym seminarium duchownym - mszcząc się za jego artykuły w "Naszym Dzienniku". To ów Skworc od wielu lat blokuje budowę pomnika Chrystusa Króla, a należy pamiętać, że śp. ks. dr Waldemar Durda wchodził w skład komitetu budowy tegoż pomnika. Z wiarygodnych źródeł, pochodzących od kapłanów współmieszkańców wiadomo, że na kilka dni przed śmiercią, ks. Durda otrzymał nakaz od bp Wiktora Skworca, aby w ciągu trzech dni opuścił parafię, nie podając przyczyny i uzasadnienia takiej decyzji. Czy w takim razie kapłan zagroził odmową i ewentualnym procesem w Rzymie, jak w przypadku innego duchownego, wykładowcy KUL-u, który po odebraniu misji kanonicznej przez miejscowego abpzefa Życińskiego, nota bene poprzednika Skworca w Tarnowie, procesuje się z metropolitą i w sądach kanonicznych w Watykanie, i w cywilnych w Polsce, tego nie da się jednoznacznie, przynajmniej na razie, stwierdzić. Jedno jest pewne, od początku lat 90, kiedy to diecezją zawiadywał Życiński, to już bodajże siódma, rzekomo samobójcza śmierć kapłana (przez powieszenie) w diecezji tarnowskiej. I jakoś tak się dziwnie składa, że zdarzenia dotyczyły tych kapłanów, którzy byli w ostrej opozycji do biskupów agentów, jak Życiński i Skworc.

Dziwne i zastanawiające jest również to że media zupełnie milczą w tej sprawie. Oprócz lokalnych, niskonakładowych pism, nikt nie zamieszcza choćby jakiejkolwiek wzmianki na temat śmierci bardzo znanego, popularnego i niezwykle cenionego kapłana w diecezji tarnowskiej, a szczególnie poważanego w Nowym Sączu.

Kuria metropolitalna nie chciała nawet udzielić informacji o uroczystościach pogrzebowych a wszystko otoczone jest niemae masońską woalką tajemniczości. Sama forma śmierci księdza dr Durdy i jego poprzedników (powieszenie) też jakoś wymownie świadczy i przemawia bardziej za rytualnym mordem niż zbiegiem okoliczności. Kto, jak kto, ale ksiądz katolicki nie tylko raczej daleki jest od samobójczych zapędów, co już na pewno od haniebnej formy judaszowskiego samozatracenia, w przeciwieństwie do tych, którym zależąc na śmierci duchownego, może zależeć i na pohańbieniu, i profanacji, a bardziej jeszcze na zastraszeniu pozostałych niepokornych. [W diecezji lubelskiej, za czasu "panowania" Życińskiego było już cztery przypadki samobójczej śmierci księży].

Czy gdyby jakakolwiek śmierć samobójcza miała miejsce np. w siedzibie Radia Maryja w Toruniu, media też tak solidarnie by milczały? Obawiam się, że byłaby to wiadomość, która przez kilka dni nie schodziłaby z pierwszych stron gazet zarówno w kraju, jak i za granicą. A komentarzom nie byłoby końca.

A zatem, kto naprawdę stoi za śmiercią kapłana i kim jest bp Wiktor Skworc, który w latach 70, będąc alumnem seminarium duchownego był na szkoleniu w NRD !!!

[tu usunąłem część nie mającą związku  ze śmiercią Ks. Durdy - Adm.]

Krzysztof Koczwara

 

Waldemar Durda (ur. 3 września 1959 w Durdach koło Woli Barańskiej14 czerwca 2007) – polski duchowny katolicki, proboszcz i kustosz Bazyliki Kolegiackiej św. Małgorzaty w Nowym Sączu, społecznik.

Uczęszczał do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, a w 1984 r., odebrał święcenia kapłańskie. Pracę duszpasterską jako wikary wykonywał kolejno w Wierzchołowicach i tarnowskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, w tym okresie biorąc udział w utworzeniu Tarnowskiej Fundacji Ludziom Szczególnej Troski, oraz jako diecezjalny duszpasterz osób niepełnosprawnych, zainicjował powstanie Domu Dziennego i Okresowego Pobytu dla Niepełnosprawnych.

Ks. Durda kontynuował naukę w ramach studiów zaocznych w Salezjańskim Instytucie Nauk Wychowania Chrześcijańskiego w Warszawie, a następnie Instytucie Teologii Duchowości Katolickiej KUL, gdzie w 1997 r., obronił pracę doktorską pod tytułem „Chrześcijańska postawa wobec cierpienia”. Przez dziewięć miesięcy przebywał w Rzymie w ramach stypendium naukowego.

Po powrocie do ojczyzny, utworzył Katolicki Ośrodek Studiów Społecznych w Lipnicy Murowanej. W 1998 r., podjął prace w Kurii Tarnowskiej, a w 2000 r., objął probostwo Bazyliki Kolegiackiej św. Małgorzaty w Nowym Sączu, drugiej co do wielkości pod względem wiernych w diecezji tarnowskiej. Był działaczem na rzecz budowy pomnika, papieża Jana Pawła II na rynku przed ratuszem w Nowym Sączu. Aktywnie uczestniczył w budowie kaplicy dla wspólnoty z Bairo Novo (Nowego Osiedla), misji w Ourolania w Brazylii, którą poświecił jako delegat Biskupa Tarnowskiego, przekazują również w darze kopię obrazu Chrystusa Przemienionego.

Zmarł 14 czerwca 2007 r. Według komunikatu, ks. Jerzego Zońa - rzecznika prasowego biskupa tarnowskiego, duchowny prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Działanie osób trzecich wstępnie wykluczyła prokuratura. W ostatnich dniach przed śmiercią, duchowny miał się leczyć na depresję.

[????????????????????!! Adm.] 

 

 

Zmieniony ( 26.12.2009. )
 
O zamordowaniu posła Adwenta Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
28.07.2007.

Przemówienie na pogrzebie Posła Filipa Adwenta i Rodziny, 30 czerwiec 2005

Na rodzinie Posła Adwenta wykonano wyjątkowo brutalną egzekucję. Człowieka, który od lat walczył o dobro Polski, należało "wyciąć z korzeniem". Przed laty najpierw grożono egzekucją, a potem ją wykonano na Michale Falzmannie - odkrywcy rabunku poprzez FOZZ. Potem - na trzech obrońcach Stoczni Gdańskiej z kpt. Bolesławem Hutyrą na czele. Kpt. Hutyra rozmawiał przez telefon komórkowy z Warszawą z miejsca wypadku, mimo, że wg. prokuratury zginął na miejscu natychmiast - roztrzaskanie głowy. Od siedmiu lat nie rozwiązano formalnie sprawy morderstwa komendanta policji Marka Papały, mimo, że znani są tak mordercy, jak i ich zleceniodawcy. Ostatnio prokurator Olejnik wyszedł na własnych nogach z wypadku spowodowanego "zablokowaniem hamulców" w odpowiednim miejscu - dopiero potem mu się bardzo pogorszyło. To tylko parę przykładów.

            Wygląda na to, że w Polsce realne rządy sprawują bezkarni mordercy na usługach silnych i brutalnych mafii. Część z tych zleceniodawców to istoty subtelne i kulturalne, z ustami pełnymi pięknych sloganów. Strach i przerażenie ludzi spowodowały, że urzędnicy boją się ujawniać kolejne rabunki, np. w wykonaniu oficerów FOZZ w Powsinie, czy zbliżone na Służewcu. Czy terror mafijnych bossów musi rządzić otępiałą Polską i zastraszonymi Polakami?

Filip Adwent nie tolerował rabunku polskiej ziemi, nie tolerowal rabunku polskiej energetyki. Był groźny - bo ujawniał dokumenty rabunków bezprawnych czy wykonywanych pod pozorami zachowania spreparowanych "przepisów". Dlatego zapadła decyzja o wymordowaniu całej jego Rodziny. Zabić Go - i zastraszyć innych. Drżyjcie jednak mordercy - on też profesjonalnie gromadził i umiejętnie chował te dokumenty. One się pojawią.

Czy damy się zastraszyć? Od tego zależy los Ojczyzny.

Pamiętajmy, że Dobry Bóg nie jest tolerancyjny. Jest sprawiedliwy i miłosierny. On nie musi - nie może tolerować złego. Tylko ludzie, słabi i tchórzliwi ludzie tłumaczą się, że muszą tolerować. Obyśmy swym zachowaniem, swą odwagą i determinacją dali możność, by Chrystus, realny Król Polski, miał podstawy, by interweniować, by w widoczny sposób bronić Swój naród, Swoje Królestwo od brutalnej - a często jeszcze groźniej - subtelnej, kulturalnej agresji zła, złego.

Pozwólmy Chrystusowi działać !!   Chryste, bądź miłosierny, przyjdź !!!

------------------------------ 

Również o tej sprawie w dziale Inne Polityczne, pod Mów do słupa,  w artykule O FOZZ do min.sprawiedliwości

Zmieniony ( 18.09.2007. )
 
Co dalej z lustracją i autolustracją w Kościele? Drukuj Email
Wpisał: ks. T.Isakowicz   
27.07.2007.
 
ze strony ks. Isakowicza: (Isakowicz.pl)
Co dalej z lustracją i auto-lustracją w Kościele? (27 lipca 2007).
....  Na pytanie, czy w archidiecezji krakowskiej jest szansa na szybkie dokończenie lustracji, musiałem odpowiedzieć negatywnie. Najpierw starałem się wytłumaczyć dziennikarce, że nigdy nie chodziło mi o lustrację, ale o autolustrację środowiska duchownych. Te dwa pojęcia to nie jest grą słów, ale głęboką różnicą ideową. Lustracja jest bowiem robiona odgórnie, często w sposób urzędowy i obligatoryjny, natomiast autolustracja to działania oddolne, wynikające z troski samych wiernych o wiarygodność i przejrzystość Kościoła. A tej wiarygodności i przejrzystości duchownym i świeckim ogromnie potrzeba, zwłaszcza w dzisiejszym zlaicyzowanym i zakłamanym świecie. 

     Dlaczego na to pytanie odpowiedziałem negatywnie? Niestety w archidiecezji krakowskiej po homilii ks. kard. Stanisława Dziwisza w Wielki Czwartek, wygłoszonej w czasie tzw. mszy św. pojednania i krytykującej totalnie sprawę lustracji, oraz po opublikowaniu ostatniego dokumentu komisji „Pamięć i Troska” szans ani na lustrację, ani na autolustrację już nie ma. Nawiasem mówiąc, do dnia dzisiejszego nie rozumiem, dlaczego wspomnianą mszę św. nazwano „mszą św. pojednania”, bo ani w Wielki Czwartek, ani w jakikolwiek inny dzień żaden z tajnych współpracowników SB, nie powiedział jednego słowa przeproszenia. Poza tym, nie słyszałem, aby ktokolwiek z pokrzywdzonych został na to nabożeństwo zaproszony. Więc kto z kim miał się jednać?

     Poza tym, osoby mające bogatą, negatywną dokumentację w IPN nadal pełnią swoje funkcje, tak jakby się nic nie stało. W tym kontekście odwołanie w styczniu br., a więc tuż po wydarzeniach w katedrze warszawskiej, dwóch proboszczów (jednego z Wawelu, drugiego z Nowego Targu) uwikłanych w relację SB – nawiasem mówiąc, osób nie będących zbyt ważnymi i trudnymi przypadkami – okazało się być zwykłą zasłoną dymną, mająca uspokoić opinię publiczną. Jeżeli za tym nie poszły dalsze ruchu, dotyczące naprawdę groźnych agentów tajnych służb, to ci dwa proboszczowie mają słuszne powody uważać, że stali się jedynie „kozłami ofiarnymi”. 

     Co będzie dalej w archidiecezji krakowskiej? Przez kilka miesięcy, a może tylko tygodni, będzie błoga cisza, aż do momentu, gdy po ponownym otwarciu archiwów IPN, co „przepowiadam” jako uparta Kasandra, ujawnione zostaną kolejne materiały. Wtedy będą winni znowu wszyscy, a więc historycy, dziennikarze, Żydzi, Ormianie i oczywiście masońskie media. Wszyscy, tylko nie ludzie uwikłani w działanie tajnych służb i ci co ich kryją. Cała nadzieja w tym, że może w innych diecezjach będzie inaczej. Poza tym, niezależnie od prób blokowania lustracji i autolustracji zmiany w myśleniu członków Kościoła nastąpiły tak wielkie, że sprawy te, choć w wielkich bólach, dojdą do szczęśliwego finału. 
Ks. TZ
Zmieniony ( 27.07.2007. )
 
Obrona (tania) przed upałem Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
17.07.2007.

 [nowa, szersza wersja pod : Energetyka, Proste rozwiązania     Ale TO radzę przeczytać   Adm.]

Mirosław Dakowski

Obrona (tania) przed upałem.

  1. W mieszkaniu czy domu:

a)      Okna, na które pada słońce (poł.-wschód do połudn.-zachodu) zasłaniać na dzień białym materiałem (np. prześcieradło) na zewnątrz. Umocować (przycisnąć) przy zamykaniu okna. Nigdy wewnątrz, bo wtedy całe ciepło gromadzi się w mieszkaniu. W dzień wszystkie okna zamknięte (nie wchodzi upał).

b)       na noc (lub zawsze, gdy temperatura zewn. niższa od wewnętrznej) otwierać okna – wietrzyć. Chłodzić też strychy!

c)      pić dużo wody chłodnej (nie z lodówki, bo powoduje ból gardła).

2. siedzieć w domu (lub lesie, jeśli możliwe). Kto musi być na ulicy – unikać godzin południowych. Koniecznie kapelusz słomkowy (czyli jasny i przewiewny).

3. Na dalsza metę: Obsadzić ściany południowe domu pnączami (bluszcz, dzikie wino).  Przykład działania: Jeśli słońce ogrzewa goły mur do 40-60 st.C, to pod pnączami jest o 20 do 30 stopni C mniej!!

W moim domu utrzymuję temperaturę wnętrza (sposobami 1 ab, 3) o 10-12 st.C poniżej temperatury zewnętrznej.  A w szpitalu, którego dyrektor nie zdecydował się na tak proste rozwiązania, właśnie rośnie umieralność małych pacjentów: komplikacje po-operacyjne, zakażenia, serce... U innych, silniejszych rośnie znacznie czas zdrowienia, a więc też czas pobytu w szpitalu.

Nie wstydźmy się rozwiązań prostych!

Zmieniony ( 29.07.2008. )
 
Paść twarzą do wroga Drukuj Email
Wpisał: Jerzy Przystawa   
16.07.2007.

Jerzy Przystawa

Paść twarzą do wroga

Dulce, decorum est pro patria mori!

Ale też wszędzie, gdzie walczący pada

Twarzą do wroga  - jest pole Cecory.

I tam się Polska nad nim chyli, blada,

Choćby w swym boju sam jeden był całem

Wojskiem i sam był wojska generałem.

(Marian Hemar: „Odpowiedź”)

Michał Tadeusz Falzmann, którego 16 rocznica śmierci mija w tym tygodniu, nie wątpliwie „padł twarzą do wroga”. Poniedziałek 15 lipca 1991 cały dzień spędził na kontroli w NBP.  Nazajutrz wręczył dyrektorowi Oddziału Okręgowego NBP pismo:

„ Działając na podstawie upoważnienia nr 01321 z dnia 27 maja 1991 r. Najwyższej Izby Kontroli do przeprowadzenia kontroli w Narodowym Banku Polskim proszę o udostępnienie informacji, objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, Warszawa, ul. Miła 2.”

W kilka godzin po tym, jego bezpośredni przełożony, dyr. Anatol Lawina, okazał mu pismo Prezesa NIK, datowane tego samego dnia:

„ Nawiązując do mojego pisma z dnia 15 lipca br. Nr DP-85/91… niniejszym potwierdzam ustne polecenie odsunięcia Pana Michała Falzmanna od wszelkich czynności kontrolnych prowadzonych przez Zespół Analiz Systemowych…”

Michał Falzmann, po powrocie do domu poczuł się źle. Na stację Pogotowia Ratunkowego przy ul. Hożej odwoził go, przypadkowo obecny, bohater dzisiejszych dni, przywódca Solidarności Walczącej Kornel Morawiecki. Wg relacji Kornela Morawieckiego, zdając sobie sprawę, że z tego zawału żywy nie wyjdzie, Michał powtarzał kilkakrotnie: „Bank Handlowy jest bankrutem co najmniej od 1969 roku. Nie pozwólcie tego zatuszować.”

Do tej ostatniej tezy Michała Falzmanna nawiązywali kilkakrotnie Jarosław i Lech Kaczyńscy, zeznając, jako świadkowie na procesie, jaki autorom książki „Via bank i FOZZ” wytoczył niejaki Dariusz Tytus Przywieczerski i jego znakomita (kiedyś Nr Jeden w Polsce!) firma „Universal”. Jeśli bowiem Michał Falzmann miał rację, to fakt bankructwa BH w zupełnie innym świetle stawiał sprawę zadłużenia państwa polskiego. Z prawa bankowego wynika bowiem jednoznacznie, ze bankrutowi nie wolno pożyczać pieniędzy, a ten kto to robi – wiedząc, że ma do czynienia z bankrutem – popełnia przestępstwo.

Jak wiemy, Michał Falzmann nachodził kilkakrotnie dzisiejszą Głowę Państwa i Jego Brata, zanudzając ich ......

Zmieniony ( 11.04.2008. )
Czytaj całość…
 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 401 - 450 z 527
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.