Bombardowanie opactwa na Montecassino: „Tragiczna pomyłka” aliantów

Date: 12 febbraio 2026 Uczta Baltazara
babylonianempire/bombardowanie-opactwa-na-montecassino-tragiczna-„pomylka”-aliantow
FOTO: Ruiny opactwa na Montecassino po bombardowaniach alianckich w 1944 roku
Bombowiec numer «666»
Odtwórzmy historię, która ma wiele podobieństw do współczesnych wojen i operacji wojskowych, zaczynając od 15 lutego 1944 roku, kiedy to o godz. 9:24 rano, opactwem Montecassino wstrząsnęła potężna eksplozja, przerywając modlitwę niewielkiej grupy benedyktynów w klasztorze, którzy wzywali pomocy Matki Boskiej i recytowali „et pro nobis Christum exora”.
Wśród nich był osiemdziesięcioletni opat Gregorio Diamare i jego sekretarz Martino Matronola, który później opublikował dziennik, niezbędny do odtworzenia owych dramatycznych dni. Na ich głowy oraz głowy setek uchodźców przebywających w klasztorze spadła właśnie seria bomb o wadze 250 kg każda, zrzuconych przez strategiczny bombowiec nr 666, pilotowany przez majora Bradforda Evansa, który mając tak niepokojący numer kodowy prowadzi pierwszą z czterech formacji B-17, tj. amerykańskich “latających fortec”, które otrzymały rozkaz zniszczenia tysiącletniego klasztoru położonego na wzgórzu.
Za latającymi fortecami podążają kolejne cztery fale średnich bombowców. O 13:33 wszystko się kończy, mnisi są cali i zdrowi, ale kilkaset osób, które znalazły schronienie w klasztorze, ginie pod bombami i również po wojnie trudno będzie wydobyć ich ciała i nadać imiona nagrobkom.
FOTO: Amerykańska „latająca forteca” przelatuje nad opactwem, 15 lutego 1944 r.
Zmiana sceny: Waszyngton, godzina 16 tego samego dnia (we Włoszech jest godzina 22). Około dwanaście godzin po rozpoczęciu bombardowania prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt otwiera konferencję prasową następującymi słowami: „W popołudniowych gazetach przeczytałem o zbombardowaniu opactwa Montecassino przez nasze fortece. W korespondencji wyjaśniono bardzo jasno, że powodem bombardowania było to, że Niemcy wykorzystywali je do bombardowania nas. Była to niemiecka twierdza, wyposażona w artylerię i wszystko, co niezbędne”.
Prezydent Stanów Zjednoczonych wydaje się być pewny siebie, podobnie jak angloamerykańskie gazety: „Siły powietrzne uderzają na nazistów w Montecassino” – głosi tytuł New York Times’a tamtego dnia. Roosevelt być może nie wie, że historia spektakularnie zaprzeczy jego słowom, ale nie może nie dostrzegać, że w tej sprawie jest coś dziwnego. Mimo że świat od lat pogrążony jest w wojnie, a śmierć i zniszczenie są na porządku dziennym; bo przecież nigdy wcześniej bombowce strategiczne nie miały za główny cel zabytku, który ponadto znajduje się na terenie neutralnym, jest własnością Stolicy Apostolskiej – znanego w całym chrześcijańskim świecie klasztoru, miejsca, w którym przechowywane są bezcenne zabytki historyczne i artystyczne.
Ponadto, dysproporcjonalny jest rozmiar użytych sił: 453 tony bomb zrzuconych w ośmiu falach przez 239 bombowców. To była ogromna liczba.
Jak zareagują na to amerykańscy katolicy, którzy za kilka miesięcy będą głosować w wyborach prezydenckich? – Przecież „najbardziej rozreklamowane bombardowanie pojedynczego celu w historii” – jak określił to Newsweek – było owego dnia tematem przewodnim gazet na całym świecie.
Jakie będą konsekwencje polityczne, kto wygra bitwę propagandową? – Roosevelt rozdał nawet dziennikarzom tajny do tamtej chwili okólnik naczelnego dowódcy sił zbrojnych aliantów w Europie, Dwighta D. Eisenhowera, w którym wyjaśniano, że gdyby w trakcie natarcia trzeba było „wybrać między zniszczeniem słynnego zabytku a poświęceniem naszych żołnierzy, to życie żołnierzy będzie miało nieskończenie większą wartość”. Jednak, jak wyjaśniał «Ike» (przydomek Eisenhowera), wybór nie był łatwy. Ponieważ za wyrażeniem „konieczność militarna” nie powinny kryć się ani osobiste korzyści, ani wygodnictwo lub obojętność. Było to jednak zbyt mało, aby powstrzymać negatywny odbiór opinii publicznej w Europie.
Porażka medialna
Propaganda nazistowska zamierzała wykorzystać wiadomość o bombardowaniu na swoją korzyść. W Europie pod panowaniem nazistów, w dniach następujących po bombardowaniu, Angloamerykanie zostali przedstawieni jako nowi barbarzyńcy, którzy chcą systematycznie wymazać wszelkie ślady „wyższej cywilizacji europejskiej”.
Opactwo Montecassino, które w przeszłości zostało trzykrotnie zniszczone przez barbarzyńców, Saracenów i trzęsienie ziemi, teraz zostało zrównane z ziemią „przez Żydów i filo-bolszewików z Moskwy, Londynu i Waszyngtonu”. Ale to nie wszystko, ponieważ nazistowski wywiad – który według raportów brytyjskiego ambasadora w Watykanie – D’Arcy’ego Osborne’a już od dłuższego czasu rozpowszechniał informacje o obecności swoich żołnierzy w opactwie, aby sprowokować bombardowanie aliantów – miał również łatwe zadanie, wybierając Niemców na obrońców cywilizacji: bo to właśnie dywizja Hermanna Göringa w grudniu 1943 r. przetransportowała do Watykanu wszystkie dzieła sztuki z opactwa, które nadawały się do przewozu, wraz z ogromną biblioteką zawierającą bezcenne rękopisy.
Na tęże prewencyjną operację ratunkową wpływ miała przede wszystkim szczególna troska generała Frido von Sengera – dowódcy XVI Korpusu Pancernego – o benedyktynów i zabytkowy obiekt. Senger – katolik, od wielu lat związany z Zakonem św. Benedykta, należał do niewielkiej grupy południowoniemieckiej arystokracji sprzeciwiającej się nazistom, ale posłusznej rozkazom. Senger, który dowodził całą linią Gustawa, zasadniczo szanował neutralność tego miejsca i nie pozwalał swoim żołnierzom, rozrzuconym po całej górze, zajmować pozycji w obrębie pasa o szerokości 300 metrów otaczającego mury opactwa i wyznaczającego strefę neutralną.
Kwestionowanie „niepodważalnych dowodów”
Roosevelt, podobnie jak Winston Churchill w Londynie, po bombardowaniu postanawia bronić słuszności decyzji dowództwa aliantów w regionie Morza Śródziemnego. Nie tylko dlatego, że sytuacja związana z natarciem na Rzym była bardzo delikatna (oddziały alianckie w dolinie Liri zostały zablokowane, a w rejonie Anzio groziło im nawet wyparcie z powrotem do morza), ale także dlatego, że brytyjski generał Henry Maitland Wilson, naczelny dowódca sił alianckich na Morzu Śródziemnym, twierdził, że posiada „niepodważalne dowody” obecności wroga w opactwie przed bombardowaniem. A kiedy 9 marca, brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poprosiło Wilsona o przedstawienie Watykanowi popartego faktami wyjaśnienia, dlaczego klasztor został zniszczony – pomimo rozległych gwarancji udzielonych Stolicy Apostolskiej dotyczących poszanowania opactwa, Wilson potwierdził, że ma aż dwanaście „niepodważalnych dowodów” na wykorzystanie klasztoru przez Niemców do celów wojskowych, ale zasugerował również, aby zachować je w tajemnicy, aby uniemożliwić Niemcom stworzenie fałszywych kontrdowodów.
Obiecano, że dowody zostaną przekazane Watykanowi we właściwym czasie. Czas ten nigdy nie nadszedł, tak że również po zakończeniu wojny konieczne było przeprowadzenie dochodzeń i kontrowersyjnych badań historycznych nad dokumentami z archiwów wojskowych, aby stwierdzić, że była to pomyłka.
Jeden z “niepodważalnych dowodów” Wilsona został ujawniony po wojnie przez jednego z głównych uczestników wydarzeń – kapitana Davida Hunta, adiutanta brytyjskiego feldmarszałka Harolda Alexandra, głównodowodzącego armii alianckich we Włoszech. Hunt opowiedział, jak wkrótce po rozpoczęciu bombardowania przekazano mu tłumaczenie przechwyconej wiadomości do nazistów, która brzmiała: „Ist Abt noch im Kloester?” (“Czy Abt jest jeszcze w klasztorze?”), [ a Abt to Opat !! md\ a odpowiedź brzmiała „Ja” (“Tak”). “Abt” zostało przetłumaczone jako skrót od „oddział wojskowy”, więc zdanie miało brzmieć: „Czy oddział jest w klasztorze?”. „Tak”.
Również Huntowi wydawało się to potwierdzeniem ich podejrzeń, tj. klasycznym „dymiącym pistoletem”, jak nazwalibyśmy to dzisiaj. Ale „Abt” oznacza również opata. Hunt opowiada, że wystarczyło mu przeczytać dalszą część przechwyconej wiadomości, aby zrozumieć, że Niemcy mówili o mnichach w klasztorze, a nie o swoich żołnierzach. Jednak, jak stwierdził Hunt, było już za późno, aby zatrzymać lecące samoloty.
Czy możliwy jest błąd tego kalibru? – Należy również wziąć pod uwagę, że służby wywiadowcze bardzo często widzą i słyszą to, co ich zdaniem spodoba się dowództwu. Tak było również w tym przypadku. Warto wspomnieć, że po rozpoczęciu bombardowania, porucznik Herbert Marks z kontrwywiadu alianckiego, który obserwował klasztor przez lunetę, mimo że nie było tam Niemców, stwierdził, że widział około siedemdziesięciu z nich biegnących od bramy opactwa na dziedziniec. A depesza V Armii z godziny 11, po pierwszej fali B-17, informowała: „Dwustu Niemców ucieka z klasztoru wzdłuż drogi”.
Rozkaz, do którego nikt nigdy nie przyznał się
Ale kto zdecydował, że Montecassino musi zostać zniszczone? – W książce „Montecassino” autorstwa Davida Hapgooda i Davida Richardsona, będącej wynikiem długich badań przeprowadzonych w archiwach wojskowych, stwierdza się, że nie ma dowodów na to, że decyzja została podjęta na szczeblu wyższym niż generał Wilson i generał Alexander. Faktem jest, że żadna osoba w hierarchii – począwszy od przywódców politycznych aliantów, poprzez sztaby generalne, a skończywszy na dowódcach na polu bitwy – nigdy nie przypisała sobie finałowej decyzji o zbombardowaniu opactwa.
Tylko jeden generał przeszedł do historii jako przekonany zwolennik konieczności zniszczenia Montecassino: był nim Bernard Freyberg. Dowódca kontyngentu nowozelandzkiego, który od początku lutego zajmował wraz ze swoimi ludźmi pozycje w dolinie Liri, był bardzo znany w Nowej Zelandii, ale nawet ci, którzy podziwiali jego odwagę, przyznawali, że ciężko mu było wymyślić strategię bardziej złożoną niż ta, którą stosował pędzący byk.
W ten sposób, niemal natychmiast uzgodnił ze swoim przełożonym Markiem Clarkiem plan szturmu na wzgórze Montecassino, mimo że już od tygodni plan ten przynosił jedynie ogromne straty. Co więcej, od pierwszych dni, Freyberg obarczał opactwo winą za niepowodzenie przełamania linii niemieckich, ponieważ jego zdaniem Niemcy kierowali stamtąd ostrzałem artyleryjskim.
Nadszedł 12 luty, dzień, w którym Freyberg, ze względu na „konieczność militarną”, stanowczo zażądał zbombardowania klasztoru, grożąc nawet wycofaniem swoich oddziałów, jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione. Clark nie zgadzał się z tym zarówno z powodów politycznych, jak i militarnych, ale znajdował się w słabej pozycji. Jego reputacja była wciąż obciążona porażką dywizji Texas, poniesioną 20 stycznia. Jego rozkaz przekroczenia rzeki Rapido zakończył się bezsensowną ofiarą prawie dwóch tysięcy żołnierzy, a wiadomość o porażce obiegła cały świat.
Ponadto, jak napisał Clark w swojej książce wspomnieniowej „Wojna z Alexandrem”, w hierarchii nad nim znajdowało się dwóch brytyjskich generałów, a sam Alexander powiedział mu w sprawie bombardowania: „Freyberg jest postacią bardzo znaną w Commonwealth. Obchodzimy się z nim wyjątkowo delikatnie i ty musisz zrobić to samo”.
Jeśli dodać do tego fakt, że niemal wszystkie brytyjskie i amerykańskie gazety od dawna prowadziły intensywną kampanię prasową, w której twierdzono, że ich żołnierze płacą życiem za wyrozumiałość dowództwa wojskowego wobec Kościoła Katolickiego i że „lepiej mieć zwycięstwo w kieszeni niż Michała Anioła na ścianie”; można zrozumieć, dlaczego Clark poddał się i dał zielone światło dla startu bombowców. Nie bez uprzedniego zrzucenia ulotek na klasztor, aby ostrzec mieszkańców, że są oni na celowniku. Dla uciekających była to zapowiedź wyroku śmierci, zarówno dlatego, że nikt do końca nie wierzył, że może dojść do czegoś takiego, jak i dlatego, że nie mieli możliwości ucieczki, będąc otoczeni przez wiele kilometrów przez dwie walczące z sobą armie.
Syn Freyberga został uratowany przez siostry zakonne
Jednym z tych nieprzewidywalnych paradoksów, jakimi obdarza nas historia, jest fakt, że właśnie Freyberg – który za wszelką cenę chciał zniszczyć jeden z najważniejszych monumentów chrześcijaństwa – zawdzięczał w tamtych dniach ocalenie swojego syna gościnności sióstr z klasztoru w Castel Gandolfo, które ukryły tegoż młodego porucznika piechoty po tym, jak uciekł z rąk Niemców, którzy pojmali go w Anzio.
Również Castel Gandolfo znalazło się wśród tych posiadłości Kościoła, które – mimo że znajdowały się na terenie neutralnym – zostały zbombardowane w owych miesiącach z tych samych powodów, które podano jako uzasadnienie zniszczenia opactwa na Montecassino: „konieczność militarną”. Prawdopodobnie także los syna nie zmieniłby zdania generała Bernarda Freyberga – który nie zrezygnował z bombardowania pomimo tego, że dzień przed startem samolotów zdał sobie sprawę, że jest ono bezużyteczne z militarnego punktu widzenia, ponieważ jego żołnierze, unieruchomieni przez niemieckie stanowiska, byli zbyt daleko od celu i nigdy nie zdołaliby zająć ruin opactwa zanim zrobiłby to wróg.
Dowództwo sił powietrznych odmówiło odroczenia bombardowania, ponieważ od 16 lutego samoloty miały wykonać misję w rejonie Anzio. Freyberg postanowił więc kontynuować operację, a jej skutki można znaleźć w podręcznikach historii, a także na licznych cmentarzach wojennych, które później powstały w tym regionie. Co więcej, Freyberg otrzymał do dyspozycji znacznie więcej bombowców niż zażądał, ponieważ lotnictwo amerykańskie skorzystało z okazji, aby rozstrzygnąć starą kwestię: czy skuteczniejsze są bombardowania dzienne, jak twierdzili Amerykanie, czy nocne, za którymi opowiadali się Brytyjczycy.
Niemcy, zgodnie z przewidywaniami dowódcy nowozelandzkiego, jako pierwsi zajęli ruiny, a walki w dolinie i na wzgórzach ponownie przybrały na sile. W kolejnych tygodniach, miasto Cassino było bombardowane do tego stopnia, że amerykańskie czołgi nie były w stanie kontynuować natarcia, unieruchomiane przez kratery wykopane przez bomby zrzucone przez własne samoloty i artylerię.
Koszty ekonomiczne były ogromne. Jedno ze wzgórz nazwano nawet „One-million hill”, ponieważ artylerzyści obliczyli, że zabicie każdego żołnierza wroga kosztowało 25 tysięcy dolarów w pociskach. Słynny korespondent wojenny Ernie Pyle napisał z goryczą: «Prawdopodobnie, prostszym rozwiązaniem byłoby, gdyby ową kwotę zaoferowano Niemcom w zamian za opuszczenie tych terenów».
INFO: 30giorni.it/articoli
babylonianempire.wordpress.com/polacy-a-wlosi-4-czerwiec-1944-niewiarygodne-ocalenie-rzymu
babylonianempire/uderzenie-w-nagasaki-bylo-wymierzone-takze-w-kosciol-katolicki
