Na etapie surowości
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 25 lipca 2026 michalkiewicz
Ach, co za zawód, w dodatku – miłosny! Nic więc dziwnego, że Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna jest nieutulona w żalu, a z kolei obywatel Tusk Donald nie ukrywa irytacji. Chodzi oczywiście o zawetowanie przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o „statusie osoby najbliższej”, będącej wstępem do legalizacji tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych. Sodomczykowie i gomorytki już od dawna próbowały mobilizować tak zwaną postępową półinteligencję w tym kierunku, podając pozory uzasadnienia, nie tylko logicznego, ale i sentymentalnego.
Pozór uzasadnienia natury logicznej jest taki, że bez odrębnej ustawy sodomczykowie i gomoryki nie mogłyby po sobie dziedziczyć, ani uzyskiwać informacji medycznych w szpitalach. Kiedy jeszcze byłem prezesem UPR, przekonywałem działacza sodomczykowskiego stowarzyszenia „Lambda”, że to nieprawda. – Jak to „nie możecie” dziedziczyć, kiedy przecież możecie? Jeśli zapiszecie sobie nawzajem majątki w testamencie, to nikt tego przecież nie podważy, podobnie, jak pełnomocnictwa do uzyskiwania informacji medycznej. – No tak – powiedział ów działacz – ale wtedy musielibyśmy płacić wyższy podatek spadkowy.
– Tak mi pan mów – ja na to. – UPR jest za zniesieniem podatku od spadków i darowizn, więc możecie śmiało na nas głosować.
Pozór argumentacji sentymentalnej jest taki, że sodomczykowie i gomorytki nie mogą się „kochać”. Pierwsze słyszę, żeby ludzie, wszystko jedno; sodomczykowie, czy normalni, nie mogli się kochać bez ustawy. Chyba, że brak ustawy powoduje zaburzenia erekcji u mężczyzn, albo anorgazmię u kobiet – ale medycyna na ten temat milczy. Zatem mamy do czynienia z pozorami uzasadnień logicznych, a nawet – sentymentalnych, więc nie ulega wątpliwości – jak mawiała stara niania – że chodzi o legalizację tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych – a pan prezydent Karol Nawrocki jeszcze podczas kampanii zapowiadał, że do tego nie dopuści. I nie dopuścił.
Co będzie dalej – to zależy od tego, w jakim kierunku będzie popychać nasz nieszczęśliwy kraj pani mecenas Sylwia Gregorczyk- Abram, którą koalicja 13 grudnia właśnie wybrała na Rzecznika Praw Obywatelskich. Ten urząd ma wprawdzie charakter operetkowy, bo taki Rzecznik w gruncie rzeczy może wysyłać pisma do różnych instytucji – a to przecież wolno robić każdemu obywatelowi – ale każde wystąpienie operetkowego rzecznika ma oczywiście swój propagandowy ciężar gatunkowy, którego zwłaszcza w demokracji podszytej bezpieczniakami – a z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju, w dodatku popychanym w tym właśnie kierunku przez biurokratyczne gangi brukselskie i luksemburskich przebierańców.
Dodajmy do tego, że pani mecenas Sylwia Gregorczyk-Abram jest – być może zadaniowaną przez stare kiejkuty – osobą, która dla nieubłaganego postępu gotowa jest na wszystko. Tak właśnie uważa „minister-koordynator” bezpieczniaków w vaginecie obywatela Tuska Donalda, wielce Czcigodny Siemoniak Tomasz, więc jest oczywiste, że niczego dobrego po pani mecenas spodziewać się nie powinniśmy.
Tak się akurat złożyło, że tego samego dnia w Zamościu przypadkowo („a czy w ogóle są przypadki? – pyta poeta) przez tamtejszą niezawisłą sędzię, madame Dagmarę Grzyb, 21-letnia Oliwia Olejniczak została skazana na grzywnę w wysokości 3 tys złotych za to, że – jak relacjonuje na łamach pisma „Fakt” funkcjonariuszka Propaganda Abteilung Piechota Karolina – „bredziła” o „przepędzeniu z Polski murzyństwa”.
Najwyraźniej wytyczne Propaganda Abteilung nakazują traktować postulaty w sprawie „murzyństwa”, jako „bredzenie”. Rzeczywiście, kto to widział, żeby sekować „murzyństwo” kiedy przecież jest rozkaz, by traktować je, jako sól ziemi – koniecznie czarnej? Toteż pani sędzia Grzyb, podobnie jak w swoim czasie pan sędzia Michnik, czy pan sędzia Widaj, powinność swej służby w lot zrozumiała, a w dodatku – zakadziła smrodem dydaktycznym, że deklaracje Oliwii Olejniczak miały na celu „wzbudzenie strachu, lęku, głębokiej wrogości wobec migrantów”. Słowem – napiętnowała ją przykładnie, niczym pani sędzia Maria Gurowska (nee Sand) generała Emila Fieldorfa.
Ten przypadek („a czy w ogóle są przypadki?”) pokazuje, że wchodzimy w etap surowości, w dodatku zgodnie z wytycznymi wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. W „Rozmowach przy stole” dowodził on, że „nasz dzisiejszy wymiar sprawiedliwości już dawno doprowadziłby Rzeszę do rozpadu, gdybym nie stworzył korekty w postaci samopomocy państwowej. Oficer i sędzia – to dwaj nosiciele światopoglądu, a to oznacza władzę.”
Wprawdzie Hitler nie precyzuje o jakiego oficera tu chodzi, ale i bez tego rozumiemy, że chodzi o oficera prowadzącego, których przecież i u nas nie brakuje zwłaszcza gdy w roku 1990, kiedy tylko rozwiązała się PZPR, będąca transmisją bezpieki do środowiska sędziowskiego, zaraz utworzone zostało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, a wkrótce potem – stowarzyszenie „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, którą prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim.
Nawiasem mówiąc, w III Rzeszy zdarzali się sędziowie z prawdziwego zdarzenia, o czym świadczy sprawa generała Hoepnera. Ponieważ Hitler nie był zadowolony ze sposobu, w jaki ten generał w roku 1942 dowodził swoją armią, nie tylko pozbawił go dowództwa, ale w ogóle usunął z wojska. Generał, który był w wieku emerytalnym, odwołał się do sądu i powołując się na „prawa nabyte”, proces wygrał ku wściekłości Fuhrera. U nas nic takiego chyba by się nie zdarzyło, zwłaszcza pod dyrekcją obywatela Żurka Waldemara, który prowadzi nas świetlistym szlakiem ku Generalnej Guberni, w której już żadnych niespodzianek nie będzie.
Nie tylko zresztą u nas. Oto w słodkiej Francji Zgromadzenie Narodowe zalegalizowało eutanazję. Co prawda ograniczyło ją tylko do obywateli Republiki Francuskiej, co oznacza, że tego radosnego przywileju zostało pozbawione „murzyństwo” oraz pozostałe bicoty i meteki – ale jestem pewien, że tamtejsza pani Sylwia Gregorek-Abram naprawi to niedopatrzenie i wkrótce nie tylko obywatele Republiki Francuskiej, ale również „murzyństwo” oraz inne bicoty i meteki będą mogly korzystać z przywileju „dobrej śmierci”. Oczywiście to dopiero pierwszy krok na drodze nieubłaganego postępu, na której końcu każdy będzie musiał zrobić ten ostateczny krok – a jeśli Państwo mu w tym dopomoże, to choćby z tego powodu będzie szczęśliwy, niezależnie od tego, czy pójdzie do Nieba, czy nie.
Stanisław Michalkiewicz