„Adwokacki” zamach stanu?
„Najwyższy Czas!” • 25 sierpnia 2026; Stanisław Michalkiewicz michalkiewicz
„Ci nigdy nie oszaleją. Świat się będzie już walił.
Wąż ognia równik oplecie i kontynenty zapali,
A oni, ironiści, mędrkowie wykrętów chytrych
Wyciągną z teczki paragraf i rozprostują na wytrych”.
Wygląda na to, że w dniach ostatnich (najwyraźniej zbliżają się zapowiadane „dni ostatnie”) Naczelnik Państwa jakby stopniowo schodził z linii strzału, natomiast jego miejsce zajmuje pan prezydent Karol Nawrocki. Judenrat „Gazety Wyborczej”, piórem pani red. Agnieszki Kublik, jednej z najbardziej zasłużonych funkcjonariuszek Propaganda Abteilung, co to chyba „samego jeszcze znała Stalina” („stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina” – tłumaczył szefowi milicji Maczudze generał Tumor przed decydującym szturmem na kombinat w stanie wojennym) nazwał go bowiem przy okazji rocznicy zaprzysiężenia „uzurpatorem” – a uzurpatorom, jak wiadomo, robi się „no pasaran”, więc umieszczenie pana prezydenta Karola Nawrockiego na linii strzału zamiast Naczelnika Państwa jest w tej sytuacji oczywiste, zwłaszcza, że tenże Judenrat alarmuje Europę, że „Polska brunatnieje”.
Tedy obywatel Tusk Donald podobno (piszę to tuż przed zapowiedzianą na 15 sierpnia defiladą naszej niezwyciężonej armii) nie pojawi się na defiladzie u boku prezydenta, tylko będzie odbierał defiladę konkurencyjną, w wolnym mieście Gdańsku, żeby w ten oto sposób „uzurpatora” pogrążyć na oczach całej Europy, a nawet świata – bo przecież świat z zapartym tchem będzie śledził rozwój wypadków w naszym bantustanie, dzięki czemu – kto wie? – może znowu staniemy się „natchnieniem narodów”. Ale to są gesty w sferze pozorów, podczas gdy towarzyszą temu coraz bardziej uporczywe, fałszywe pogłoski, ze szykuje się operacja poważniejsza. „Podbiły ceny podmiejskie jatki i bębny biją dziś wszędzie. Boże, jeśli coś knują, jak chodziły gadki, dzisiejszej nocy to będzie” – przestrzega inny poeta. Chyba trochę przesadza, bo „dzisiejszej nocy” nic jeszcze nie będzie – za to w styczniu – aaa, to co innego!
Właśnie gruchnęła wieść, że „na własną prośbę” odszedł z vaginetu obywatela Tuska Donalda pan Maciej Berek, będący w vaginecie „prawą ręką” obywatela Tuska Donalda. Fałszywe pogłoski utrzymują, że jego decyzja podyktowana jest „koncepcją” przesunięcia go z odcinka władzy wykonawczej na odcinek władzy sądowniczej, a konkretnie – do Trybunału Konstytucyjnego. Dopiero w świetle tych fałszywych pogłosek lepiej rozumiemy zagadkowe zapowiedzi obywatela Żurka Waldemara, że już „wkrótce” właśnie na odcinku władzy sądowniczej rozpocznie się „przełom”. Chodzi o to, że we wrześniu, w Trybunale Konstytucyjnym, kończy się kadencja jednego z tak zwanych „sędziów-dublerów”, to znaczy – pana sędziego Justyna Piskorskiego, który zasiada tam od roku 2017. I właśnie pan Berek ma go w Trybunale zastąpić, przywracając w ten sposób w naszym sądownictwie konstytucyjnym socjalistyczną praworządność. Pewnej wiarygodności tym fałszywym pogłoskom przydają lamenty pana prof. Matczaka, który obawia się, że ostentacyjne przesunięcie pana Berka z władzy wykonawczej do władzy sądowniczej wywoła niesmak w środowisku płomiennych szermierzy praworządności, co to przecież z tego właśnie powodu daliby się za obywatela Tuska pokroić w talarki.
Moim zdaniem poczciwy pan pan prof. Matczak niepotrzebnie martwi się na zapas. W naszym fachu nie ma strachu. Dotychczasowe afery, czy to w Kotlinie Kłodzkiej, czy to w Szpitalu Południowym i w ogóle – w sektorze ochrony zdrowia, podobnie jak na odcinku powodziowym, spływają po Volksdeutsche Partei niczym woda po kaczce, potwierdzając trafność spostrzeżenia niemieckich „nazistów”, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty. Nawet przewielebni ojcowie jezuici twierdzili ponoć, że cel uświęca środki, a czy można wyobrazić sobie świętszy cel, jak przywrócenie socjalistycznej praworządności? Świętszego celu wyobrazić sobie niepodobna, a skoro tak, to – co, mówiąc nawiasem, przewidział Sławomir Mrożek w historii o niegrzecznym chłopczyku – z umiłowania praworządności można nawet łamać prawo – „bo dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. Wystarczy tedy, że Judenrat wyperswaduje mikrocefalom, że tak właśnie trzeba, że inaczej nie można – i wszystko będzie gites tenteges.
Więc we wrześniu pana „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego zastąpi znany z nieskazitelnego charakteru pan Maciej Berek – ale na tym nie koniec podchodów pod Trybunał Konstytucyjny, bo w styczniu przyszłego roku kończy się kadencja drugiego „sędziego-dublera”, pana Jarosława Wyrembaka, który jest ostatnim w „sędziów-dublerów”. Jestem pewien, że będzie zastąpiony kandydatem, który zadowoli nie tylko Judenrat, nie tylko stare kiejkuty, ale nawet samą Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, która z okazji udanej operacji może obywatelu Tusku Donaldu nadać nawet Order Krzyża Zbolałego. W ten bowiem sposób w Trybunale Konstytucyjnym będzie już 9 sędziów z prawdziwego zdarzenia, cieszących się zaufaniem Judenratu, starych kiejkutów, no i oczywiście – Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje. Ta dziewiątka zdominuje pozostałą resztę spośród 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego – no a wtedy będą mogły wreszcie posypać się piękne wyroki, które vaginet obywatela Tuska Donalda w podskokach będzie publikował w „Gazecie Wyborczej” i innych dziennikach urzędowych naszego bantustanu.
W ten sposób może zostać rozwiązany problem Konfederacji Korony Polskiej, a być może również jej lustrzanego odbicia w postaci drugiej Konfederacji. I jedna i druga może zostać w tak zwanym „majestacie prawa” zdelegalizowana, bo jużci – „brunatnienie Polski” musi mieć jakieś przyczyny, a gdzie mamy szukać przyczyn, jak nie w Konfederacjach obydwu obrządków?
„Nie brak świadków na tym świecie” – mawiał Rejent Milczek, więc jestem pewien, że zarówno Żydowie, którzy swoją sprawność w werbowaniu świadków wykazali już podczas procesu Jezusa z Nazaretu, jak i stare kiejkuty, co to naocznych świadków mogą wyprodukować każdą ilość, dostarczą niezawisłym sędziom materiał dowodowy w takiej obfitości, że będzie można w nim wybierać-przebierać – ku chwale socjalistycznej praworządności. W dodatku niezawisły sąd rejestrowy dostanie instrukcję: wiecie, rozumiecie niezawisły sędzio. Wy prowadźcie postępowanie rejestracyjne porządnie, znaczy się – skrupulatnie, tak, żeby żadna następczyni, ani jednej, ani drugiej konfederacji nie została zarejestrowana aż do dnia wyborów – bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa. A jeśli jeszcze w tak zwanym międzyczasie złowrogi Grzegorz Braun znajdzie się w lochu, to chyba jasne, że nie tylko praworządność, ale i demokracja zostanie uratowana. Co na ten temat mówił klasyk demokracji Józef Stalin – że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przygotowanie suwerenom prawidłowej alternatywy wyborczej.
Jak wiadomo, alternatywa wtedy jest prawidłowa, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane. Rozumie to nawet zimny ruski czekista Putin, który w tym celu przy pomocy niezawisłego sądu właśnie wymanewrował partię „Jabłoko” – a przecież nasi szermierze demokracji też sroce spod ogona nie wypadli.
Ale Konfederacje – to jedna sprawa, a sprawa druga i nawet ważniejsza, to „uzurpator”, czyli pan prezydent Karol Nawrocki, piętrzący przed vaginetem obywatela Tuska Donalda przeszkody w rządach nienagannie sprawowanych. Tedy po prawidłowym obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego zaufanymi sędziami, można będzie przeprowadzić procedurę opisaną w art. 131 konstytucji, kiedy to prezydent „nie może” sprawować swego urzędu. Co wtedy robi? Ano – zawiadamia o tym marszałka Sejmu, który przejmuje obowiązki prezydenta. Ale może zdarzyć się i tak, że prezydent nie może zawiadomić marszałka Sejmu, ze „przejściowo” nie może pełnić swoich obowiązków, na przykład z tej przyczyny, że nic o tym nie wie. Co się wtedy dzieje? Wtedy właśnie wkracza na polityczną scenę prawidłowo obsadzony Trybunał Konstytucyjny, który „rozstrzyga o przeszkodzie” i powierza prezydenckie obowiązki marszałkowi Sejmu. Jak widzimy, konstrukcja jest prosta, jak budowa cepa, więc przy odpowiednim obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego pozbycie się „uzurpatora” może okazać się łatwiejsze, niż myślimy.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.