Czy w Polsce gromimy Ukraińców?
08/09/2026 Konrad Rękas a/nie/mowilem.pl

No przecież wiadomo, że nie. Jako Polacy mamy zwyczajnie dość ukraińskiej niewdzięczności.
Oczywiście nikt z milionów Polaków, którzy po lutym 2022 r. rzucili się do spontanicznej pomocy na rzecz przybyszów nie robił tego dla nagród czy podziękowań, jednak poziom ukraińskiej arogancji zaskoczył chyba najbardziej nawet życzliwych wobec wlewającej przez Bug masy.
Ukraińscy nachodźcy w Europie, w tym w Polsce, popełniają śmiertelny błąd zawierzania i naśladowania kijowskiej propagandzie, ciągle grzejącej absurdalne motywy „Ukraińcom się należy!”, „To Europa powinna być wdzięczna Ukrainie, a nie odwrotnie!” oraz zwłaszcza „Ukraina walczy za was!”. Te idiotyczne hasła słychać nawet, gdy kolejna bezczelna imigrantka domaga się, by przypadkowy Polak zapłacił w sklepie za jej zakupy!
Junta Zełeńskiego nie tylko zatem wysyła Ukraińców na niepotrzebną śmierć, ale też odbiera całej reszcie tego narodu zdolność logicznego myślenia i rozumienia własnej sytuacji międzynarodowej, w tym także położenia imigrantów. To ukraińska bezczelność prowokuje spontaniczne akty sprzeciwu, którym jednak daleko jest do jakiejś zorganizowanej akcji. Żadna siła polityczna w Polsce nie nawołuje do pogromów, to wymysły głównonurtowych mediów.
Nawet remigracja, postulat w istocie umiarkowany, oparty o rosnące koszty pobytu… gości i oczywiste możliwości ich bezpiecznego rozlokowania na większości terenów ukraińskich nieobjętych działaniami wojennymi – pozostaje jednak postulatem opozycji, przede wszystkim Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Nakręcanie spirali „źli Polacy biją ukraińskie dzieci” to nie tylko alibi dla dalszego finansowania Kijowa przez władze w Warszawie. To także element coraz wyraźniejszej na Ukrainie propagandy rewanżystowskiej, ukierunkowanej na znalezienie kolejnego wroga po przegranej wojnie z Rosją. W Kijowie wciąż wierzą, że Specoperacja nie osiągnie wszystkich swoich celów, a zatem, że kontrola nad znaczącą ukraińskiego terytorium pozostanie w rękach oligarchów i nazistów chronionych przez Anglosasów.
Taki nazistowski nowotwór z terytorium tzw. Hałyczyny, czy też Ukrainy Zachodniej, czyli w istocie części dawnych polskich Kresów Wschodnich – w oczywisty sposób parłby do konfrontacji z sąsiadami, pod pretekstem „obrony ukraińskiej mniejszości i imigrantów” na terytorium Polski, Węgier, Rumunii, Naddniestrza i Białorusi. W ten właśnie scenariusz wpisuje się propaganda, z którą mamy obecnie do czynienia w III RP, do znudzenia czyniąca z ukraińskich chuliganów i wyłudzaczy zasiłków niewinne ofiary polskiego nacjonalizmu.
To strategia do złudzenia przypominające lamenty Goebbelsa przez napaścią na Polskę we wrześniu 1939 r., jak i współczesne wypieranie przez banderowców odpowiedzialności za ludobójstwo dokonane ze szczególnym okrucieństwem na Polakach z Wołynia, Małopolski Wschodnie, Lubelszczyzny i Podkarpacia w okresie II wojny światowej i bezpośrednio po niej. Gdy przyjdą po nas z siekierami w rękach – i z bronią otrzymaną m.in. z Warszawy – też będą płakać, że są tacy biedni i to nie żadna rzeź, tylko od taki sobie „konflikt etniczny”, oczywiście wcale przez nich samych nie zawiniony.
Niestety i na nieszczęście przede wszystkim dla siebie samych – Ukraińcy nigdy nie dojrzeją i nie staną się poważnym narodem, jeśli nie odrzucą tych wszystkich fałszów historycznych i politycznych, nie przestaną się uważać za starożytny pępek świata, na który powinny spływać darmo wszystkie luksusy, słowem – jeśli nie dorosną. Bo na razie Ukraina i Ukraińcy są postrzegani i przez pryzmat swego p.o. prezydenta, klauna, narkomana i aroganckiego żebraka, i jako zbiór rozwydrzonych wyrostków rozrabiających w autobusach i drogich klubach, co jest przecież z wyraźną krzywdą dla tych, którzy chcą po prostu uczciwie żyć i pracować w pokoju.
Najlepiej we własnym, bezpiecznym kraju, wolnym od złodziej, nazistów i zachodnich nadzorców – czego przecież szczerze i na drogę Ukraińcom życzymy.
Konrad Rękas