Stanisław Michalkiewicz:
Przez żołądek do głowy
23.09.2026 Stanisław Michalkiewicz prawy/przez-zoladek-do-glowy
Jak w swoim czasie zauważył Stefan Kisielewski, socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju. Jedną ze zdobyczy socjalizmu jest przymusowe i powszechne nauczanie. Jest to przedstawiane, jako wielka zdobycz ludu pracującego, podobnie, jak powszechne i przymusowe ubezpieczenia społeczne. Tymczasem powszechne i przymusowe ubezpieczenia społeczne, obok – jak powiedziałby Kukuniek – plusów dodatnich, mają też liczne plusy ujemne.
Jednym z nich jest przymusowy charakter tych ubezpieczeń. Jeśli są one takie dobre, to dlaczego są przymusowe? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, wyobraźmy sobie, że powszechne ubezpieczenia społeczne nie są przymusowe. Jak wtedy wyglądałyby negocjacje między ubezpieczalnią, a kandydatem na klienta? Ubezpieczalnia poinformowałaby klienta, że będzie musiał oddawać jej połowę dochodu. – No dobrze – odpowiedziałby klient – ale co ja z tego będę miał? Zakładając, że rozmowy przebiegałyby uczciwie, ubezpieczalnia oświadczyłaby: kiedyś coś ci damy. Kiedyś – bo Sejm może przecież w każdej chwili zmienić wiek emerytalny – nie tak dawno zresztą zrobił to dwukrotnie – no i może zmienić sposób naliczania emerytur i rent, więc „kiedyś coś”.
Obawiam się, że żaden przytomny człowiek takiej umowy by nie podpisał – i dlatego ubezpieczenia społeczne są przymusowe – podobnie jak edukacja na poziomie podstawowym. Innym plusem ujemnym powszechnych ubezpieczeń jest to, że są one główną przyczyną kryzysu demograficznego. Opisał to w swoim czasie laureat Nagrody Nobla z ekonomii w roku 1992, Amerykanin Gary Stanley Becker. Według niego ubezpieczenia społeczne pozornie rozrywają związek między sytuacją ludzi starszych, a posiadaniem dzieci, w związku z tym ludzie przestają traktować dzieci jako inwestycję, a zaczynają traktować je jako obciążenie, od którego instynktownie uciekają. Becker bowiem dostał Nobla za udokumentowanie twierdzenia, że ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali. Skoro tedy uważają, że dzieci są obciążeniem, to od niego uciekają, a państwo – zainteresowane tym, by do systemu ubezpieczeniowego napływało jak najwięcej pieniędzy, jeszcze ich do tego zachęca, legalizując aborcję i propagując antykoncepcję.
Ale wskutek tego, po 50 latach narasta w społeczeństwie odsetek ludzi starych i w rezultacie – o ile np. w latach 60-tych na jednego beneficjenta systemu, tzn. emeryta, czy rencistę, przypadało siedmiu wpłacających, to teraz – niecałych dwóch. Żeby stworzyć wrażenie, jakoby wszystko było w jak najlepszym porządku, rządy zadłużają państwa, to znaczy – nie tyle „państwa” – co obywateli – wpychając ich w coraz głębszą niewolę lichwiarskiej międzynarodówki. Dług publiczny trzeba bowiem „obsługiwać” to znaczy – płacić lichwiarzom coraz wyższe procenty, czyli – obywatele muszą oddawać im coraz większą część bogactwa, wytwarzanego własną pracą. Nazywa się to uczenie „bezwzględnym zubożeniem”.
Tymczasem te wszystkie plagi przedstawiane są jako rodzaj dopustu Bożego, na który – jak wiadomo – nic poradzić nie można. Dzięki temu, w ramach przymusowej edukacji, dzieci od samego początku są duraczone socjalistyczną propagandą, jakoby te wszystkie wynalazki były szalenie pożyteczne. W rezultacie bardzo trudno później przekonać kogokolwiek, że jest inaczej i dlatego nie więcej, jak 25 procent obywateli zaczyna powątpiewać w socjalizm, podczas gdy cała reszta – wierzy weń bez zastrzeżeń, dzięki czemu Umiłowani Przywódcy mogą ich eksploatować przez całe dziesięciolecia.
Wprawdzie dzieci w ramach przymusowej edukacji uczone są sztuki pisania i czytania – ale cóż mogą przeczytać? Ano – na przykład – że klimat się ociepla z przyczyn antropogenicznych, to znaczy – za przyczyną ludzkiej działalności. Klimat rzeczywiście się zmienia, raz się ociepla, a innym razem – oziębia – ale przyczyną tych zmian są zjawiska kosmiczne, jak kąt nachylenia osi ziemskiej do płaszczyzny ekliptyki, który sprawia, że zmieniają się pory roku – jak precesja, czyli zakreślanie przez ziemską oś kręgów wokół bieguna niebieskiego, Zakreślenie jednego takiego kręgu trwa 26 tys. lat i nazywane jest „rokiem platońskim”. Wreszcie – „rok galaktyczny” trwający 250 mln lat. Układ Słoneczny, wraz z Ziemią, pędzi z ogromną prędkością wokół centrum galaktyki – ale ona też jest ogromna; jej średnica liczy ok. 100 tys. lat świetlnych, więc mimo ogromnej prędkości jedno okrążenie trwa właśnie 250 mln lat.
W trakcie tego lotu Układ Słoneczny przez kilkadziesiąt mln lat przelatuje przez obszar czystej próżni, gdzie nic nie przesłania Ziemi promieni słonecznych, w związku z czym może się ona ogrzać. Ale potem wlatuje w obszar trochę zanieczyszczony pyłami i gazami, wskutek czego część promieniowania Słońca już do ziemi nie dociera, wskutek czego planeta nasza zdąży się ochłodzić.
Na przykład w epoce kredy, kiedy ludzi na Ziemi, a zatem i przemysłu jeszcze nie było, poziom mórz był wyższy od obecnego o 250 m, bo na Ziemi w ogóle nie było lodu, nawet na biegunach. Ale potem dlaczegoś się ochłodziło; mnóstwo wody zostało uwięzionych w lodowcach biegunowych, w lodowcach górskich i wiecznych śniegach, wskutek czego poziom mórz obniżył się mniej więcej do obecnego – ale specjaliści powiadają, że klimat znowu się ociepla.
I pewnie tak jest rzeczywiście, tyle, że amatorzy tresowania ludzi do zachowań stadnych, zwęszyli okazję, by wykorzystać ocieplenie klimatu do tresury. W tym celu lansowana jest opinia, że ocieplenie klimatu dokonuje się z przyczyn antropogenicznych, to znaczy – spowodowanych działalnością człowieka. Następstwem tej propagandy są wszystkie „zielone wały”, czy opłaty z tytułu emisji zbrodniczego dwutlenku węgla – a w duraczeniu ludzi brało do niedawna udział towarzystwo dramatycznie nazywane „Ostatnim Pokoleniem – dopóki Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie cofnęła mu subwencji i nie nakazała zaprzestania happeningów.
Możliwe, że dlatego, iż vaginessy z vaginetu obywatela Tuska Donalda wpadły na pomysł tresowania dzieci do walki ze złowrogim klimatem przy pomocy szkolnych stołówek. One też są uważane za wielkie dobrodziejstwo, ale kiedy uświadomimy sobie, że najpierw vaginet musi odebrać rodzicom tych dzieci część dochodu, by potem sfinansować szkole stołówki, to nasz entuzjazm do tego wynalazku już słabnie. Tym bardziej, że przy okazji dożywiania dzieci za pieniądze odebrane wcześniej m.in. ich rodzicom, vaginessy z vaginetu obywatela Tuska Donalda tresują biedne dzieci do walki z klimatem poprzez tak zwane „menu planetarne”.
Pulchna pani Katarzyna Lubnauer twierdzi, jakoby posiłki wegetariańskie było zdrowsze, ale już sama nazwa tej diety zdradza prawdziwe intencje tego wynalazku. Nie chodzi o to, czy zdrowsza, tylko chodzi o to, że słuszna, a być może nawet – jedynie słuszna. Tresura zaczyna się od dzieci – ale te dzieci kiedyś przecież dorosną, a od małego będą przyzwyczajone do tego, że o tym, co mają jeść, a czego lepiej nie jeść, decydują dobre panie z rządu. I o to naprawdę chodzi.
Stanisław Michalkiewicz