Czego media NIE analizują w kontekście afery Epsteina. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Czego media NIE analizują w kontekście afery Epsteina

Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Agnieszka Piwar 2026-02-08 piwar/czego-media-nie-analizuja-w-kontekscie-afery-epsteina

Kilka dni temu na kanale YouTube Double Down News udostępniono dwugodzinny fragment wcześniej niepublikowanego wywiadu Stevena Bannona z Jeffreyem Epsteinem. Rozmowa z kontrowersyjnym finansistą została zarejestrowana w 2019 roku, kilka miesięcy przed jego ponownym aresztowaniem i śmiercią, oficjalnie uznaną za samobójstwo. Prześledziłam ten wywiad z uwagą i uważam, że nie był to czas stracony.

Treść nagrania prowokuje szereg pytań, których próżno szukać w przestrzeni publicznej, nawet tej oficjalnie niezależnej.

Dlaczego dopiero teraz wywiad został opublikowany? Dlaczego żadne media nie skupiają się na sprawie kluczowej? Dlaczego opublikowano zaledwie dwie godziny rozmowy z piętnastu zarejestrowanych? Co zawiera pozostałe trzynaście godzin? Dlaczego z tych dwóch dostępnych dziennikarze – także niezależni – nie wyciągają najważniejszego wniosku?

Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że wywiad doczekał się publikacji z uwagi na fakt, że dwa dni wcześniej Departament Sprawiedliwości USA udostępnił trzy miliony stron dokumentów, w tym zdjęcia i nagrania wideo, dotyczące tzw. afery Epsteina, gdzie Bannon był wyraźnie wspomniany.

Dla przykładu portalPolitico przeanalizował ten wątek następująco: „Związek Epsteina z Bannonem, konserwatywnym strategiem politycznym, jest już dobrze udokumentowany, ale nowe dokumenty wskazują, że relacje między tymi dwoma mężczyznami były głębsze, bardziej przyjacielskie i bardziej rozległe, niż wcześniej sądzono”.

Steve Bannon to amerykański polityk i strateg medialny, były doradca prezydenta Donalda Trumpa, znany z populistycznej i nacjonalistycznej ideologii oraz działalności w mediach konserwatywnych. Powiązanie jego nazwiska z owianym złą sławą Epsteinem w takim kontekście to czarna plama na wizerunku.

Tymczasem zaskoczyło mnie, że w wywiadzie Bannon wielokrotnie konfrontował Epsteina z jego przestępstwami, prowokował do refleksji nad sobą, a na końcu wywiadu porównał go nawet do samego diabła. Być może wszystko to było wyreżyserowaną grą, niemniej jednak warte analizy, gdyż mowa o człowieku, który z racji przynależności do Komisji Trójstronnej – na zaproszenie samego Davida Rockefellera – należał do ścisłego grona osób trzymających świat w garści.

SEKSUALNY DRAPIEŻCA

Media grzeją aferę Epsteina głównie przez pryzmat przestępstw seksualnych, w tym pedofilskich, do jakich dochodziło na jego wyspie, w czym obok niego brali udział inni bogaci, sławni i wpływowi. To oczywiście ważne tło – wymagające stanowczego potępienia i rozliczenia – ale nie kluczowe. Przypuszczam, że celowo skupia się uwagę publiczną na tej sprawie, bagatelizując inne. Niemniej, w mojej publikacji poświęcę temu akapit, choć w innym aspekcie niż robią to pozostali komentatorzy.

Wspomniany wywiad dotyczył głównie systemu finansowego – w czym Epstein był (jest?) wybitnym ekspertem. Bannon wielokrotnie podkreślał jego geniusz w kwestiach ekonomii, nie szczędząc obok pochwał ostrych uwag wobec przestępstw seksualnych. Odniosłam wrażenie, że w trakcie rozmowy próbował wywołać u swojego rozmówcy poczucie winy, wstydu i żalu za popełnione czyny, konfrontując go z rzeczywistością, której Epstein najwyraźniej starał się unikać.

Gdy Bannon pytał, czy kiedykolwiek zastanawiał się, jak znalazł się w więzieniu (w nawiązaniu do skazania z 2008 roku), Epstein odpowiadał wymijająco, unikając odpowiedzialności i refleksji nad własnymi czynami. Na ponowione pytanie zareagował krótko, stwierdzając, że było to dla niego „dziwne” – odnosząc się do samego faktu pobytu w więzieniu, który jawił mu się jako coś nienaturalnego. Rozmowa ujawniała brak autorefleksji oraz niechęć do konfrontacji z moralnymi konsekwencjami własnych działań.

Bannon nie ograniczał się do subtelnych sugestii. Konfrontował Epsteina wprost z jego przestępstwami seksualnymi i pytał, czy zdaje sobie sprawę ze swojej moralnej odpowiedzialności. Epstein nie uchylał się od przyznania, że jest przestępcą seksualnym, choć próbował minimalizować ciężar swoich czynów, klasyfikując je jako „Tier 1” – najniższy poziom.

Wymiana zdań sprawiała wrażenie, jakby Bannon chciał, aby jego rozmówca jasno skonfrontował się ze swoim postępowaniem, podczas gdy Epstein starał się zdystansować od pełnych konsekwencji własnych działań. Zwracam na to uwagę nieprzypadkowo – mamy bowiem do czynienia z wyznawcą wartości, które nie uznają ani skruchy, ani szczerego żalu za grzechy, co jest całkowicie obce cywilizacji chrześcijańskiej.

Kiedy Bannon zapytał Epsteina wprost, czy jest diabłem, ten odpowiedział żartobliwie („mam dobre lustro”) i unikał jednoznacznej odpowiedzi przy powtórnej konfrontacji. Jednak jego mowa ciała – między innymi drapanie w lewe ucho na słowo „diabeł” – oraz nagłe zakończenie rozmowy w niewygodnym momencie pokazywały, że znalazł się w kłopotliwej sytuacji. O ile nie była to jedynie wyreżyserowana scena.

CZAS APOKALIPSY

W pewnym sensie potraktowałam osłuchanie tego wywiadu jako wykład o finansach, na których kompletnie się nie znam, więc dowiedziałam się czegoś nowego. Sam Epstein przyznał zresztą, że większość ludzi na świecie – w tym politycy i światowi przywódcy – nie ma pojęcia, jak działa system finansowy, co wielokrotnie podkreślał, ze szczególnym naciskiem właśnie na przywódców.

O finansach opowiadał dość ciekawie. Wyjaśniając złożone mechanizmy, porównał system finansowy do organizmu człowieka, a nie do maszyny, jak robią to najczęściej inni. Kryzys z 2008 roku przyrównał do udaru lub zawału – człowiek nie jest bowiem w stanie przewidzieć, że nazajutrz go dopadnie. Epstein sugerował, że na podobnej zasadzie nie dało się przewidzieć ogromnego tąpnięcia na giełdach całego świata.

Jeszcze bardziej zaciekawił mnie finansowany przez Epsteina Instytut Santa Fe (SFI), którego zadaniem jest badanie zjawisk trudnych do jednoznacznego wyjaśnienia. Doczytałam, że instytut analizuje chaos jako właściwość złożonych systemów, starając się zrozumieć, dlaczego porządek i katastrofa często wyrastają z tych samych, prostych reguł. Badania SFI obejmują również rynki finansowe jako systemy złożone i adaptacyjne, w których interakcje wielu agentów prowadzą do powstawania skomplikowanych wzorców, nieprzewidywalnych zachowań oraz kryzysów.

I tutaj zaczyna się najmocniejsze. Z rozmowy można było odnieść wrażenie, że wąska grupa rządząca światem – którą Epstein niejako reprezentował w tym wywiadzie – doszła do wniosku, iż nauka ma swoje granice i nie wyjaśnia wszystkiego. Co więcej, w nawiązaniu do sztucznej inteligencji Epstein niejako przyznał, że przestali nad nią panować.

Zobrazował to takimi słowami: „Czy możesz pokazać mi obliczenia? – Nie. Nie wiemy, jak to, co zaprojektowaliśmy, w ogóle znalazło tę odpowiedź.”

Dalej stwierdził: „Wygląda na to, że komputer uczy się lepiej niż jakikolwiek człowiek w historii, przewyższa każdego człowieka w historii. Ale gdy zapytasz projektanta, jak to zrobił, nikt nie odpowie. Po prostu się to zrobiło. Zrobiliśmy pierwszy krok, doprowadziliśmy do punktu, w którym tego nie rozumiemy – i to budujemy.”

Szczególnie niepokoi puenta, jaka wyłania się pod koniec rozmowy. Skoro za pomocą nauki możemy dojść jedynie do pewnego punktu zrozumienia, to co dalej? W kontekście wywiadu Bannona z Epsteinem można wywnioskować, że żyjemy w czasach ogromnego przełomu w postrzeganiu świata, porównywalnego do odkryć Newtona – z tą różnicą, że dziś obserwujemy odwrót: koniec świata matematycznego, obliczalnego i logicznego.

Ma go zastąpić intuicja, inteligencja emocjonalna oraz obszary, których nauka nie jest w stanie w pełni objąć. Patrząc na te działania w szerszym kontekście, wyłania się obraz wpływów wykraczających poza samą ekonomię i naukę. Na podstawie obserwacji działań światowych elit i za pomocą dedukcji nasuwa się wniosek, że chodzi o ezoterykę i satanizm.

Nie sposób nie zauważyć, że proces ten trwa już od pewnego czasu: ludzie są systemowo odrywani od Boga; niszczone są rodzina, odpowiedzialność, ofiara i sens cierpienia; zło jest normalizowane, a dobro wyśmiewane; człowiek ma być albo konsumentem, albo narzędziem; pustka duchowa wypełniana jest ideologią, rozrywką, przemocą, pornografią, kultem „ja”.

Szatan już nie kryje się ze swoim panowaniem – działa coraz jawniej. Wystarczy spojrzeć na symbolikę podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich czy na bluźniercze występy w międzynarodowym konkursie „Eurowizja”, by dostrzec, jak wyraźnie manifestuje swoją obecność. Jego aktywność staje się coraz bardziej otwarta – dokumenty z akt Epsteina ujawniają szereg obrzydliwych przestępstw w sieci powiązań na najwyższych szczeblach, w tym seksualne wykorzystywanie nieletnich i handel ludźmi.

BEZINTERESOWNA NIENAWIŚĆ

Żeby dosadniej wyjaśnić moim Czytelnikom, z jakimi siłami mamy do czynienia, posłużę się książką „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata” (Wydawnictwo 3DOM). Autorem jest polski hrabia Emanuel Małyński (1875–1938), który odziedziczył ogromny majątek, dzięki czemu mógł podróżować po całym świecie i bywać na salonach światowej elity. Poznał najbardziej wpływowych ludzi swoich czasów i dysponował analitycznym umysłem, co pozwoliło mu zdemaskować motywacje osób rządzących światem – tych, które stworzyły system finansowy oraz inicjują rewolucje, przewroty i wojny.

Faktyczne motywacje wywrotowców Małyński wyprowadził za pomocą dedukcji. Zastanawiał się, dlaczego w pierwszej kolejności postanowili zniszczyć cywilizację chrześcijańską – zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy (rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka w Rosji i inne wydarzenia niszczące chrześcijańską niegdyś Europę).

I tutaj zmierzamy do przerażającego wniosku. Autor książki zauważył, że «aby nienawidzić danej wiary, nie wystarczy po prostu jej nie wyznawać; trzeba mieć raczej inną wiarę pozostającą w sprzeczności z tą pierwszą».

Małyński wydedukował, że skoro chrześcijaństwo opiera się na bezinteresownej miłości – czego przykład dał Chrystus, umierając za nas na Krzyżu – to wiara Jego przeciwników opiera się na bezinteresownej nienawiści. Sam Chrystus bowiem powiedział: «Nienawidzili Mnie bez powodu» (J 15, 26).

Dla takich ludzi jak Rockefeller czy Epstein pieniądze wcale nie są najważniejsze – to jedynie narzędzie do zdobycia władzy. Władza sama w sobie też nie jest celem; ma ich jedynie przybliżyć do osiągnięcia ostatecznego celu. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.

Chrystus z bezinteresownej miłości poświęcił się dla człowieka, aby go uratować i doprowadzić do Boga. Oni natomiast, kierując się bezinteresowną nienawiścią, są gotowi poświęcić nawet siebie – „rewolucja pożera własne dzieci” – by zniszczyć człowieka i doprowadzić go do szatana.

Jeffrey Epstein trafił za kratki, gdzie – według oficjalnej wersji – popełnił samobójstwo. Nawet jeśli była to jedynie mistyfikacja i, korzystając ze swoich wpływów oraz bogactwa, gdzieś wygodnie żyje, to i tak nigdy nie zazna spokoju. Szatan niszczy bowiem także tych, którymi się posługuje.

Pozostaje zadać pytanie: dlaczego właśnie teraz udostępniono miliony stron akt tzw. afery Epsteina, zawierających nazwiska jednych z najbardziej wpływowych osób świata? I wreszcie – kim są ci ludzie, znajdujący się jeszcze wyżej w hierarchii, którzy podjęli decyzję o odtajnieniu znacznej części akt? Z ujawnionych dokumentów na pewno się tego nie dowiemy.

Agnieszka Piwar

https://www.youtube.com/watch?v=d3QWWHFzfOI