Anatomia samozakłamania:
Dlaczego w Polsce prawda stała się wrogiem
Bogdan Morkisz myslpolska/anatomia-samozaklamania-dlaczego-w-polsce-prawda-stala-sie-wrogiem
„Ludzie zazwyczaj nie szukają prawdy, lecz potwierdzenia własnych iluzji” – Bertrand Russell
Żyjemy w kraju, który z fascynującą, choć bolesną precyzją, pielęgnuje swoje iluzje. To nie jest teza publicystycznej egzaltacji. To po prostu brutalna diagnoza codzienności. Widzimy, że choć wiedza o manipulacji jest powszechna, paradoksalnie największym wrogiem nie staje się nie pociągający za sznurki, lecz ten, który ośmiela się wskazać mechanizm ich działania.
„Prawda, tak jak złoto, daje się otrzymać nie przez powiększenie jej ilości, ale przez wypłukanie wszystkiego, co nią nie jest.”— Lew Tołstoj
Prawda w dyskursie przestała być wartością nadrzędną, a stała się towarem deficytowym, wręcz niebezpiecznym. Posiada ona bowiem jedną, niewybaczalną dla wielu cechę – nie daje świętego spokoju… Wymaga wysiłku intelektualnego i emocjonalnego, do którego wygodne przekonanie, że „jakoś to będzie”, skutecznie zniechęca. Łatwiej jest zadekretować wrogość do człowieka, który wyrywa nas z letargu, niż zmierzyć się z faktem, że nasze dotychczasowe kierunki rozmyślań były jedynie komfortowym kłamstwem. To psychologiczne zjawisko, w którym gniew przesuwa się z centrum manipulacji na posłańca złych wieści. Oplucie kogoś, kto ostrzega przed przepaścią, jest znacznie mniej wymagające niż zatrzymanie się i zmiana obranej ścieżki. Prawda psuje komfort samozakłamania, w którym tak wielu odnalazło swoją przystań.
„Nie można ukryć trzech rzeczy: słońca, księżyca i prawdy.” – Budda
W tym swoistym teatrze absurdu role zostały rozdzielone w sposób przewrotny. Kłamca, grający sprawnie na emocjach, awansuje do rangi autorytetu, stając się przewodnikiem dla zagubionych. Tymczasem osoba mówiąca prawdę jest spychana na margines, stając się wrogiem publicznym numer jeden. Nie pasuje do układu, nie dając się kupić komplementami ani groźbami, a co najważniejsze – burzy misternie budowaną fasadę wspólnego wyobrażenia o świecie. Warto jednak zauważyć, że ta niechęć do prawdy jest również dowodem na jej ogromną siłę. Skoro prawda budzi tak skrajne emocje, znaczy to, że wciąż potrafi poruszyć fundamenty, na których opiera się fałsz. Ludzie boją się prawdy nie dlatego, że jest ona słaba, ale dlatego, że jest ostateczna.
„W czasach powszechnego kłamstwa mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym.” – George Orwell
Czy skazani jesteśmy na wieczne trwanie w iluzji? Historia uczy, że nawet najsilniejszy gmach kłamstwa rozpada się pod wpływem konsekwentnego świadectwa. W krajach, gdzie prawda jest spychana do narożnika, każdy, kto decyduje się na jej głośne wypowiadanie, przestaje być tylko jednostką – staje się głosem sumienia. W świecie, który tak bardzo boi się lustra, autentyczność jest najbardziej radykalną formą buntu. Nie szukajmy w tym wszystkim nadziei na szybką zmianę, lecz na trwałe zasianie ziarna refleksji.
Nawet jeśli dziś prawdomówca jest intruzem, jutro może stać się jedynym punktem odniesienia w morzu chaosu. Prawda nie potrzebuje aplauzu; ona po prostu jest – i w odpowiednim momencie upomni się o swoje.
Bogdan Morkisz