Dziwna historia
policjanta w cywilnym ubraniu,
który rzucił granatem w Reims

Date: 21 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/dziwna-historia-policjanta-w-cywilnym-ubraniu-ktory-rzucil-granatem-w-reims/
Był ubrany jak demonstranci, miał zakrytą twarz i nie nosił żadnej odznaki. Pewien eurodeputowany sfilmował go i ruszył w pościg za nim. Prokurator najpierw zaprzeczył, że coś takiego mogło mieć miejsce, a potem zapewnił, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
Paryż – W niedzielę 4 października, prokurator okręgowy z Reims, François Schneider, potwierdził, że mężczyzna sfilmowany dwa dni wcześniej, gdy znajdując się wśród licealistów demonstrujących w mieście, rzucał ładunek wybuchowy, był funkcjonariuszem BAC, czyli brygady antykryminalnej – jednostki francuskiej policji krajowej działającej w cywilnych ubraniach.
Na nagraniu, nakręconym w pobliżu dworca, przed przystankiem autobusowym, widać dorosłego mężczyznę z częściowo zakrytą twarzą, ubranego tak samo jak otaczająca go młodzież, który rzuca czymś i szybko się oddala, gdy zdaje sobie sprawę, że jest filmowany. Osobą, która go sfilmowała i ścigała z telefonem, był Anthony Smith, eurodeputowany z partii „France insoumise”, który wkrótce potem opublikował te nagrania, mówiąc o „przemocy i prowokacjach ze strony policji”.
[filmik jest na końcu md]
Schneider wyjaśnił, że funkcjonariusz rzucał granat dymny podczas operacji mającej na celu utrzymanie porządku publicznego – „w kontekście całkowicie zgodnym z prawem”, biorąc pod uwagę agresję osób rzucających kamieniami w funkcjonariuszy i używających petard. Oświadczenie kończyło się zdaniem nietypowym dla sędziego: „Nie ma więc żadnego problemu i pełne poparcie dla sił porządkowych”.
Dwa dni wcześniej ten sam Schneider twierdził dokładnie coś przeciwnego. 2 października, zapytany o doniesienia dotyczące obecności policjantów w cywilnych ubraniach, którzy mieli rzucać przedmiotami podczas blokad liceów, odpowiedział: „Nie wierzę ani przez chwilę w obecność policjantów w cywilnych ubraniach, którzy mieliby coś rzucać”. Sprzeczności dotyczą również charakteru tego ładunku. Według prokuratora był to dymniak, mimo że nie przeprowadzono żadnej analizy tego przedmiotu. Prefektura departamentu Marne zidentyfikowała go natomiast jako granat łzawiący, twierdząc, że został on rzucony w kierunku grupy demonstrantów. Jednak również ta wersja wydarzeń budzi wątpliwości: ładunek został rzucony w kierunku funkcjonariuszy policji, a nie demonstrantów.
Na zdjęciach funkcjonariusz nie nosi opaski z napisem „Policja” ani nie eksponuje numeru identyfikacyjnego (RIO), który francuscy policjanci mają obowiązek nosić w widocznym miejscu. We Francji sprawy nie mają się zresztą tak jak we Włoszech, gdzie policjanci na służbie mogą pozostać anonimowi i uniknąć kary. Olivier Cahn, profesor prawa karnego na Uniwersytecie Paris-Nanterre, wyjaśnił, że policjant działający pod przykrywką w tłumie demonstrantów może pozostawać w cywilnym ubraniu, tak długo jak jedynie obserwuje; w momencie, gdy interweniuje w celu utrzymania porządku – a rzucenie granatu jest właśnie taką interwencją – musi się ujawnić, albo poprzez elementy munduru, albo przynajmniej poprzez opaskę na ramię. Prokurator natomiast nadal bronił tego, czego nie da się obronić.
Dla osób znajdujących się w samym środku protestu kwestia ta ma charakter praktyczny. Zamaskowany mężczyzna, ubrany tak jak wszyscy, który rzuca ładunek wybuchowy w stronę tłumu, nie różni się niczym od agresywnego demonstranta: młodzież stojąca obok niego nie wie, czy uciekać, czy się od niego oddalić, czy też spodziewać się szarży. Kto ogląda nagranie zrobione pod innym kątem, widzi jedynie młodego mężczyznę w kapturze, który coś rzuca. Dopóki Smith nie śledził go telefonem, dla każdego, kto nie znał jego tożsamości, ten funkcjonariusz był jednym z agresywnych uczestników, którzy według władz przynależeli do ruchu. (…)
Film z Reims nie jest jedynym nagraniem z 2 października. W Aubervilliers, na północ od Paryża, grupa studentów schroniła się w restauracji sieci Chicken Street po interwencji policji; na nagraniach zarejestrowanych między innymi przez dziennikarza Rémy’ego Buisine’a widać mężczyznę w cywilnym ubraniu, stojącego obok funkcjonariuszy w strojach do tłumienia zamieszek, który kilkakrotnie uderza pałką w witrynę lokalu. Szkło wytrzymuje, a funkcjonariusze odchodzą.
Funkcjonariusze w cywilnych ubraniach na demonstracjach nie są niczym nowym, podobnie jak zaprzeczenia, które potem są wycofywane. W październiku 2010 roku, podczas protestów przeciwko reformie emerytalnej Nicolasa Sarkozy’ego, Jean-Luc Mélenchon poinformował o obecności infiltratorów, którzy rzucali kamieniami, rozbijali witryny, a potem okazywali policyjne opaski. Lider związku zawodowego policji Alliance nazwał to fantazją; prefekt departamentu Rodan, Jacques Gérault, przyznał, że niektórzy funkcjonariusze wmieszali się w tłum demonstrantów z odznakami CGT i określił tę praktykę jako „zwyczaj” policji. W marcu 2016 roku przed liceum Bergson w Paryżu sfilmowano funkcjonariusza w cywilnym ubraniu, z twarzą zakrytą szalikiem i kapturem, który uderzał uczniów pałką. IGPN napisała następnie w swoim raporcie, że sytuacja wokół niego „wydawała się bardzo spokojna” i że ze strony młodzieży nie dochodziło do żadnych przejawów wrogości. (…)
W sobotę 17 października, w krajowym dniu mobilizacji przeciwko drożyźnie, paryska prefektura policji przypisała odpowiedzialność za starcia setkom osób „głównie ze skrajnej lewicy”, oskarżonych o bezpośredni atak na funkcjonariuszy. Tego samego wieczoru prokuratura w Paryżu wszczęła dochodzenie, powierzone IGPN, w sprawie obrażeń głowy jednego z demonstrantów w pobliżu Gare du Nord.
Jeśli chodzi natomiast o funkcjonariusza z Reims, po dwóch tygodniach od opublikowania nagrania nie wszczęto żadnego śledztwa. I właśnie w tym miejscu wyraźnie ujawnia się problem konfliktu interesów oraz tragedia prokuratury, która wydaje się bardziej troszczyć o ochronę interesów państwa niż o ustalenie prawdy.
INFO: silerenonpossum.com/it/poliziotto-borghese-granata-reims
facebook.com/groups/SoutiensDeCampagneInsoumise