Macron ostrzega Francuzów przed niedoborami energii. Kryzys to skutek jego własnej polityki

Macron ostrzega Francuzów przed niedoborami energii. Kryzys to skutek jego własnej polityki

Źródło: AI Generated

zmianynaziemi./macron-ostrzega-francuzow-przed-niedoborami-energii-kryzys-skutek-jego-wlasnej-polityki

Emmanuel Macron właśnie wszedł w tryb pełnego zarządzania kryzysowego. Prezydent Francji ostrzega rodaków, by przygotowali się na sytuację, której „nigdy nie wyobrażali sobie jako realnej”: niedobory energii. Diesel bije rekordy powyżej 2,39 euro za litr, na 11–15 proc. stacji brakuje paliwa, a rząd zwołuje sztaby kryzysowe i szczyt G7. Macron powtarza mantrę, że to nie wina jego decyzji, lecz „geopolityki” i wojen. To klasyczna ucieczka od odpowiedzialności. Kryzys, który dziś uderza w Francuzów, jest logiczną konsekwencją wieloletniej, ideologicznej polityki Unii Europejskiej – Zielonego Ładu i ostentacyjnego odcięcia się od taniej rosyjskiej ropy oraz gazu.

Przed 2022 rokiem Europa, w tym Francja, korzystała z relatywnie taniego gazu rurociągowego z Rosji. Był to pragmatyczny wybór: blisko, dużo, tanio. Po inwazji na Ukrainę Bruksela i Paryż uznały, że suwerenność energetyczna polega na moralnym geście. REPowerEU i kolejne sankcje miały „ukarać Putina”. 

Efekt? Udział rosyjskiego gazu w imporcie UE spadł z 45 proc. do około 12 proc., ale Europa nie stała się niezależna. Zastąpiła jedną zależność drugą – droższym LNG ze Stanów Zjednoczonych, Kataru i innych dostawców, których ceny dyktuje globalny rynek i napięcia na Morzu Czerwonym oraz w Cieśninie Ormuz. Francja, mimo atomu, wciąż czerpie około 60 proc. energii finalnej z importowanych paliw kopalnych. 

Transport, ogrzewanie i przemysł nie żyją z reaktorów. Gdy wybuchł konflikt na Bliskim Wschodzie, ceny eksplodowały, a łańcuchy dostaw się zacięły. Macron nagle odkrywa, że trzeba „zabezpieczać dostawy” i uzupełniać zapasy. To nie jest nagły zwrot w historii. To skutek decyzji podjętych lata wcześniej.

Zielony Ład pogłębił problem. Unia narzuciła ambitne cele dekarbonizacji, wycofywanie węgla, ograniczenia dla gazu i ropy, presję na elektromobilność i pompy ciepła – wszystko w tempie oderwanym od rzeczywistości technicznej i gospodarczej. Francja ogłosiła fazę wyjścia z ropy do 2045 roku i gazu do 2050. Brzmi szlachetnie, dopóki nie spojrzy się na rachunki. 

Odnawialne źródła są niestabilne, sieć wymaga miliardów inwestycji, a atom – choć niskoemisyjny – nie rozwiązał problemu ciepła i transportu. Latem 2026 upały ograniczały pracę elektrowni jądrowych, bo rzeki były za ciepłe do chłodzenia. Kraj, który chełpił się eksportem prądu, musiał sięgać po gaz. 

Jednocześnie Bruksela przyspieszała odejście od rosyjskich węglowodorów, nie budując wystarczająco szybko realnych, tanich zamienników. Efekt jest podwójny: wyższe koszty energii dla gospodarstw i firm oraz większa podatność na każdy konflikt w regionach wydobycia. Macron teraz mówi Francuzom, że „trzeba powiedzieć prawdę o niestabilności geopolitycznej”. Prawda jest prostsza: polityka klimatyczna i sankcyjna sama stworzyła tę niestabilność w europejskim systemie energetycznym.

Video URL

https://zmianynaziemi.pl/media/oembed?url=https%3A//www.youtube.com/watch%3Fv%3Dn1tWRaszKsw&max_width=800&max_height=600&hash=dmJq8lRbj6bEvct2zn6-N7uvi0w-Nl5QBXIazstqaMk

Hipokryzja dopełnia obrazu. Francja przez pewien czas była jednym z największych unijnych importerów rosyjskiego LNG. TotalEnergies i inni gracze dalej handlowali, a Uran z rosyjskiej strefy wpływu zasilał francuski atom. Moralne gesty wobec Moskwy nie przeszkadzały w utrzymywaniu wybranych kanałów. 

Jednocześnie Paryż i Bruksela przedstawiały odcięcie od rosyjskich surowców jako sukces suwerenności. Sukces wygląda dziś tak: rekordowe ceny na stacjach, lokalne braki paliwa, presja na budżet już i tak zadłużonego państwa oraz prezydent, który zwołuje G7, by rozmawiać o uwolnieniu rezerw strategicznych. To nie strategia. To gaszenie pożaru, który sam podłożono.

Video URL

https://zmianynaziemi.pl/media/oembed?url=https%3A//www.youtube.com/watch%3Fv%3DEPEBQ6nJHWk&max_width=800&max_height=600&hash=DHDxlNek78u7aIOJNQnPcaqMmKmykIJ2OwnTlEMWUXA

Macron próbuje oddzielić wzrost cen od „decyzji rządu”. To nieuczciwe. To jego administracja i Komisja Europejska przez lata forsowały model, w którym tani gaz z Rosji stał się politycznie nieakceptowalny, a paliwa kopalne – moralnie podejrzane, zanim pojawiły się realne, skalowalne alternatywy. Efekt uboczny ideologii klimatycznej i geopolitycznej pychy ponoszą teraz zwykli Francuzi: rolnicy, kierowcy, przedsiębiorstwa i rodziny, które nie mogą sobie pozwolić na 2,40 euro za litr diesla. 

Ostrzeżenie o niedoborach energii nie jest aktem odwagi przywódczej. Jest przyznaniem, że wieloletni kurs okazał się kosztowną iluzją. Europa nie uniezależniła się od tyranów. Zmieniła tylko dostawców i podniosła rachunki. Zielony Ład i odcięcie od rosyjskich surowców miały uczynić kontynent czystszym i bezpieczniejszym. Na razie uczyniły go droższym i bardziej kruchym. Macron może zwoływać kolejne szczyty. Nie zmieni to faktu, że kryzys, przed którym dziś ostrzega, jest w dużej mierze dziełem polityki, którą sam wspierał.

Źródła:

https://www.prensa-latina.cu/2026/09/18/macron-la-situaci…

https://www.france24.com/en/video/20260918-macron-address…

https://www.newsbreak.com/fmm-f24-video-372401319/4893987…

https://spanish.news-pravda.com/world/2026/09/18/1133357….

Do 2050 roku rdzenni Francuzi staną się mniejszością w swoim kraju

Śmierć Zachodu. Do 2050 roku rdzenni Francuzi staną się mniejszością w swoim kraju

20.09.2026 nczas/smierc-zachodu-do-2050-roku-rdzenni-francuzi-stana-sie-mniejszoscia-w-swoim-kraju

NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
NCZAS.INFO | Imigranci we Francji.

Badanie przeprowadzone przez Obserwatorium Imigracji i Demografii mierzy możliwą ewolucję populacji francuskiej w ramach trzech polityk migracyjnych. W dwóch scenariuszach osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się mniejszością między 2050 a 2060 rokiem.

Badanie ujawnia, że niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, ​​do 2050 roku nastąpią poważne zmiany demograficzne. Jak będzie więc wyglądać Francja w 2050 roku? Pytanie nie dotyczy już tylko liczebności populacji, starzenia się społeczeństwa czy finansowania emerytur. Teraz chodzi o sam skład populacji.

Badanie przeprowadzone przez Obserwatorium Imigracji i Demografii dla magazynu „Le Figaro” , zostało oparte na danych publicznych z INSEE i INED i próbuje zmierzyć transformacje, jakie zachodzą w tym kraju na przestrzeni stulecia. Redakcja zaznacza, że jest to bo badanie „politycznie i statystycznie delikatne”.

OID nie rości sobie prawa do przewidywania przyszłości. Wybiera trzy warianty trajektorii migracyjnych, aby ocenić ich konsekwencje demograficzne. Ma to pozwolić zaobserwować trend, z którym francuska debata publiczna wciąż się zmaga. Do 2024 roku ponad 30% dzieci urodzonych we Francji miało już co najmniej jednego rodzica urodzonego poza Unią Europejską. W badaniu uwzględnia się pochodzenie na przestrzeni trzech pokoleń.

Transformacja demograficzna napędzana jest zarówno ciągłymi przepływami migracyjnymi , jak i dysproporcjami w płodności między różnymi populacjami. Pierwszy scenariusz rozszerza obecne trendy migracyjne. Zakłada on 350 000 stałych wjazdów rocznie. OID uważa ten poziom za zgodny z liczbą około 500 000 wjazdów migrantów na terytorium, o których mówiło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w 2024 roku, zakładając, że około dwie trzecie tych przyjazdów miało charakter stały.

W tym scenariuszu dzieci pochodzenia pozaeuropejskiego w ciągu trzech pokoleń będą stanowiły większość narodzin po 2040 roku. Ich udział osiągnie około 65% około 2070 roku. Transformacja całej populacji przebiegałaby naturalnie wolniej. Osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się mniejszością około 2050 roku. Francuzi z pozaeuropejskim pochodzeniem w ciągu trzech pokoleń przekroczyliby jednak 50% całkowitej populacji i to do połowy lat 70. XXI wieku.

Scenariusz pośredni zakłada 250 000 stałych przyjazdów rocznie, co stanowi umiarkowaną redukcję. Ten sam trend utrzymałby się, ale z opóźnieniem o jedno pokolenie. Odsetek narodzin osób pochodzenia pozaeuropejskiego stanowiłby większość zaraz po 2050 roku, a następnie ustabilizowałby się na poziomie około 55% do 2080 roku. Odsetek osób bez pochodzenia migracyjnego spadłby poniżej 50% około 2060 roku. Większość osób pochodzenia pozaeuropejskiego w populacji ogólnej wystąpiłaby dopiero w latach 90. XXI wieku.

W obu przypadkach Francja w drugiej połowie stulecia stałaby się krajem, w którym większość mieszkańców miałaby w różnym stopniu, historię rodzinną związaną z niedawną imigracją .

Trzeci scenariusz pokazuje, że trend ten może być odwracalny, ale ze znacznym wpływem migracji. OID przewiduje tu czterokrotny spadek imigracji spoza Europy w porównaniu ze scenariuszem pośrednim. Wymagałoby to radykalnych decyzji politycznych, w szczególności dotyczących azylu, łączenia rodzin oraz przepisów unijnych, a nawet zmian konstytucyjnych.

W tym scenariuszu odsetek osób pochodzenia pozaeuropejskiego także będzie rósł przez kolejne dekady, napędzany obecnymi przepływami migracyjnymi i kontynuacją demograficzną. Około 2050 roku osiągnie prawie 35% wszystkich urodzeń, po czym zacznie jednak spadać. W całej populacji ustabilizuje się na poziomie około 30% od lat 70. XXI wieku, nigdy nie osiągając poziomu większości.

Pod koniec XXI stulecia różnica między scenariuszem wysokim a restrykcyjnym wyniosłaby zatem około trzydziestu punktów procentowych. Ta różnica stanowi główny wniosek polityczny badania i zakłada, że wzrost populacji nie zależałby od całkowicie niekontrolowanego mechanizmu, ale również od decyzji podejmowanych obecnie.

Prognozy tego typu są mocno hipotetyczne. Nie da się precyzyjnie określić, jak będą się kształtować wskaźniki dzietności, ani przyszłe przepływy migracyjne. Wybrana granica trzech pokoleń też nie jest dokładna i oznacza, że od czwartego pokolenia potomek imigrantów zalicza się do kategorii osób „bez przeszłości migracyjnej”.

Kandydat lewicy na prezydenta, Jean-Luc Mélenchon przewiduje, że do 2050 roku Francja i tak będzie w 50% „rasowo mieszana”. Prawica twierdzi, że kontrola nad imigracją może te trendy odwrócić. Demografia stopniowo wychodzi poza sferę abstrakcji i staje się przedmiotem debaty wyborczej. Na razie w tym temacie nic się nie zmienia.

Inne badanie przeprowadzone przez Hexagone Institute wykazało, że NGO-sy zajmujące się wspieraniem imigracji, procesów otrzymania azylu i integracji stanowią największą pozycję (23 miliardy euro rocznie) w wydatkach państwa na wsparcie stowarzyszeń… Podział środków państwowych pozwala na lepsze zrozumienie realizowanych we Francji priorytetów.

I jak tu nie być fatalistą..?

Źródło: Le Figaro/ Valeurs

Tragedia Haiti; voodoo. Wynik paktu z diabłem.

[Tragedia Haiti; voodoo, „Southern Decadence”]
Oczy i uszy mocno zamknięte

[Przypominam analizę sprzed 14 lat. Ciągle aktualna M. Dakowski

Najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej.

           29 sierpnia 2005 w Nowy Orlean uderzył jeden z najsilniejszych w historii Stanów Zjednoczonych huraganów – Huragan Katrina. Po przejściu przez Zatokę Meksykańską nabrał impetu, który w całości wyładował na mieście, którego 80% zostało zalane. Zginęło ponad 2500 osób a populacja tego półmilionowego miasta spadła do 273 tysięcy.
            Dziś obserwujemy jeszcze bardziej przerażające skutki trzęsienia ziemi na nieodległej Haiti. Zniszczenia są ogromne, w gruzach leży pałac prezydencki, liczby ofiar wciąż nie sposób oszacować, ale coraz częściej mówi się o 200 tysiącach. Skutkami trzęsienia może być dotkniętych aż 3 miliony ludzi, czyli jedna trzecia całkowitej populacji. Na ulicach zapanował chaos i anarchia.
            Niektórzy dziennikarze zadają pytanie „Gdzie w tym całym piekle jest Bóg?” Nie odpowiem na to pytanie, bo jest ono retoryczne i najczęściej stawiane w prowokacyjnych celach, ale gdyby je postawić inaczej „Gdzie w tym wszystkim nie ma Boga?” znalazłoby się sporo osób mówiących, że właśnie w Nowym Orleanie i na Haiti. [w 2024 doszła Francja MD]
            Po pamiętnej tragedii sprzed 5 lat, sporo takich głosów odezwało się w Stanach Zjednoczonych. Wskazywano na zbieżność huraganu z corocznym festiwalem homoseksualnym pod wyzywającą nazwą „Southern Decadence”, co można przetłumaczyć, jako „Południowy Upadek„. Nie inaczej jest i teraz.
            Znany amerykański duchowny Pat Robertson, który kiedyś zasugerował, że huragan Katrina był dla Amerykanów karą zesłaną na nich przez samego Boga, powiedział, że tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti to wynik „paktu z diabłem” – poinformował serwis CNN.
            Można dyskutować z radykalizmem i pewnością siebie pastora, zwłaszcza że mówi o rzeczach, które trudno by mu było udowodnić w racjonalny sposób. Także koncepcja bezwzględnie karzącego Boga, jakoś tak bliżej ma do judaizmu niż chrześcijaństwa. W chrześcijaństwie, to co często nazywamy „Karą Bożą”, jest po prostu skutkiem wolnego wyboru człowieka, efektem odrzucenia Boga i wyboru innej drogi, która tylko w naszym zadufaniu wydaje się być niezależną, w istocie nią nie jest.
            Dlaczego o tym piszę? Dlaczego poruszam tak delikatne tematy, które łatwo ktoś może nazwać profanacją ofiar i przejawem bezduszności wobec cierpienia ludzi, którzy przeżyli kataklizmy?
            Od chwili, gdy dotarły pierwsze informacje o trzęsieniu ziemi na Haiti, nieodparcie przychodzi mi na myśl pewien ścisły związek między tymi miejscami. Związek tak ścisły, że wbrew logice każe mi się zastanawiać nad definicją słowa „przypadek„.
            Otóż zarówno Nowy Orlean jak i Haiti są największymi w regionie, jeśli nie na świecie skupiskami wyznawców voodoo – okultystycznego kultu przez wielu nazywanego kultem demonów.
            Voodoo to synkretyczny kult, bo trudno go nazwać religią, łączący elementy wierzeń afrykańskich, animizmu, spirytyzmu i słabo przyswojonego chrześcijaństwa. Mimo iż uznaje on istnienie jednego Boga (Bon Dieu) to w rzeczywistości czczone są inne duchowe istoty-duchy (loa).
            Podstawą kultu są „rytuały opętania„, podczas których w rytmie bębnów uczestnicy zapadają w trans i zapraszają „istoty duchowe” do swego wnętrza. Do tego jeszcze dochodzi wiara w możliwość wskrzeszania zmarłych i wykorzystywania ich w pracy jako zombie, oraz wszechobecna magia ze znanymi wszystkim „laleczkami voodoo” na czele.
            W Nowym Orleanie wciąż istnieją setki sklepów gdzie można się zaopatrzyć w przedmioty magiczne oraz drużyna futbolowa New Orlean VooDoo.

            Na Haiti wśród wyznawców kultu byli najwyżsi urzędnicy państwowi w tym Emile Jonassaint czy Jean-Bertrand Aristid, który w 2003 podniósł ten kult do rangi religii państwowej.
Mimo iż oficjalnie jego wyznawcami jest tylko kilka procent mieszkańców wyspy, to jego wpływy są szerokie. Wielu Haitańczyków uznawanych za katolików praktykuje magię, nosi amulety voodoo czy uczestniczy w ceremoniach, które z nazwy są chrześcijańskie a w istocie odnoszą się do „bóstw voodoo”.
            Tak jest w przypadku corocznej pielgrzymki do wodospadu Saut d’Eau (Wodny Skok). Gdzie pielgrzymi obnażeni do połowy dokonują rytualnego obmycia, wierząc że z wodami wodospadu zstępuje na nich „bogini wody” Erzulie (przy okazji patronka czarownic, prostytutek i wyznawczyń 'voodoo).
            Czy zatem należy wyśmiać i zakrzyczeć tych wszystkich, którzy próbują w tych wydarzeniach dopatrzeć się czegoś więcej niż tylko kataklizmów i straszliwych ludzkich tragedii?
Może czasem wypada spojrzeć na wydarzenia dziejące się w świecie z trochę innej niż racjonalistyczna perspektywy i uświadomić sobie, ze nic nie dzieje się przypadkiem. W każdym wydarzeniu, nawet tym najbardziej tragicznym, można odnaleźć przesłanie skierowane do tych co ocaleli.
To nasz wybór czy tego chcemy, czy zamkniemy uszy i oczy.
            konserwa

Głębsze spojrzenie na nowych konwertytów katolickich we Francji

Głębsze spojrzenie na nowych konwertytów katolickich we Francji

28 lipca 2026 tfp.org/a-deeper-look-at-the-new-catholic-converts-in-france

Stały wzrost liczby dorosłych konwertytów katolickich na Zachodzie w ciągu ostatnich pięciu lat trafił na pierwsze strony gazet i dał nadzieję wiernym. Nigdzie nie wywołało to większego poruszenia niż we Francji, najstarszej córce Kościoła. Naturalnie, największa uwaga skupia się na liczbach. Według Konferencji Biskupów Francji liczba dorosłych i nastoletnich konwertytów na katolicyzm utrzymywała się na stałym poziomie 4–5 tys. rocznie od początku XXI wieku. Krótko po pandemii COVID liczby te zaczęły systematycznie rosnąć: 5825 w 2022 r., 8416 w 2023 r., 12 340 w 2024 r., 17 788 w 2025 r., a wreszcie 21 386 na Wielkanoc 2026 r. — imponujący wzrost o 400%.

Chociaż liczby te robią wrażenie, konwertyci nadal są przytłoczeni ogromną liczbą osób odchodzących od Kościoła. Odsetek Francuzów identyfikujących się jako katolicy spadł z ponad 90% w latach 60. do zaledwie 30% dziś. W latach 70. ponad trzy czwarte francuskich niemowląt było chrzczonych w Kościele katolickim, w porównaniu do 50% w 1996 r. i zaledwie 25% w 2024 r. Podobne spadki dotyczą innych sakramentów, takich jak małżeństwo, bierzmowanie czy pierwsza Komunia Święta.Niemniej jednak ta fala konwersji jest niewątpliwie jednym z najbardziej niezwykłych trendów religijnych naszych czasów, a nawet wszech czasów. Nie jest przesadą nazywanie jej cudowną — wyraźnym znakiem łaski Bożej działającej w Jego Kościele w czasach bezprecedensowego kryzysu. Zgodnie z logiką nowoczesności po prostu „nie powinno” się to dziać.

Gdy przyjrzymy się głębiej motywacjom i duchowości tych konwersji, trend staje się jeszcze ciekawszy. Na początku tego roku Konferencja Biskupów Francji opublikowała ankietę wśród 1450 katechumenów z 60 (na 100) diecezji francuskich. Wynika z niej, że 58% konwertytów z 2026 r. to kobiety, a 42% mężczyźni. Są oni również bardzo młodzi — 80% poniżej 40. roku życia — i rozproszeni dość równomiernie po całym kraju, zarówno na obszarach wiejskich, jak i w dużych miastach. Wszystkie klasy społeczne są reprezentowane w miarę równomiernie, od klasy robotniczej po zawodową klasę średnią i wyższą.

Ankieta zadała pytanie: „Jaki był główny powód, dla którego poprosiłeś o chrzest?”. Najpopularniejsza odpowiedź (40%) brzmiała: „Doświadczyłem trudności (choroba, pogrzeb itp.), co rozpoczęło poszukiwanie sensu”. Kolejne miejsca zajęły: „Zacząłem zadawać pytania o religię katolicką” (34%), „Miałem silne doświadczenie duchowe” (32%) oraz „Odwiedziłem miejsce religijne i poruszyło mnie jego piękno” (23%).

Zaskakująco nisko na liście znalazła się bezpośrednia apostolska rola innej osoby, np. „świadectwo chrześcijańskie przyjaciela lub członka rodziny” (19%), „Ktoś bliski poprosił mnie o chrzest” (16%) czy „Śledziłem influencerów w mediach społecznościowych” (11%). Każda konwersja wymaga przede wszystkim łaski Ducha Świętego. Jednak konwersje na wiarę katolicką — zwłaszcza na dużą skalę — prawie zawsze dokonywały się za pośrednictwem ludzkich środków, np. misjonarzy kapłanów prowadzących bezpośrednią apostolską działalność wśród ludzi.

Fala konwersji nastąpiła praktycznie bez bezpośredniego udziału francuskiego kleru. Wydaje się, że Duch Święty działa w duszach poza tradycyjnymi ludzkimi kanałami. Kler ze swojej strony szybko przyznał, że miał bardzo mało wspólnego z przyciąganiem tych konwertytów. Autor raportu, arcybiskup Lyonu Olivier de Germay, wyjaśnił: „To zjawisko nadal nas zadziwia, ponieważ nie pretendujemy do posiadania jednej odpowiedzi, która by je wyjaśniła… Wielu młodych ludzi mówi mi, że odczuli ‘wewnętrzne powołanie’ lub mieli potężne ‘doświadczenie duchowe’, niespodziewane ‘spotkanie z Bogiem’. To tak, jakby postęp technologiczny nie spełnił swoich obietnic. Tworzy on wewnętrzną pustkę i prowadzi do wielkiego niezadowolenia”.

Głębokie niezadowolenie z fałszywych obietnic nowoczesności jest wspólnym wątkiem tych konwersji. Katechumeni odczuwają duchowe pragnienie katolicyzmu, ponieważ wiara katolicka nie jest już tak tabu jak kiedyś. Młodzi ludzie wychowani bez żadnego wychowania religijnego pukają do drzwi plebanii z otwartym umysłem i bez uprzedzeń. Arcybiskup uważa, że szukają „tożsamości, która nie jest identyfikacyjna” i widzą Kościół jako „solidną instytucję z głębokimi korzeniami, na której można polegać”. Wielu opisuje ten trend jako poszukiwanie sensu wśród młodzieży całkowicie oderwanej od korzeni. Pokolenie Z, z wysokim odsetkiem depresji i lęku, jest szczególnie przyciągane 2000-letnią historią, tradycjami i doktrynami Kościoła katolickiego.

Arcybiskup Reims Eric de Moulins-Beaufort zaobserwował, że „katechumeni opisują swoje poprzednie życie jako wypełnione smutkiem, poczuciem pustki i duszącym lękiem. Gdy spotkali Jezusa, odkryli nieskończoną miłość, którą byli kochani… odkrywają głęboki wewnętrzny pokój, który godzi ich z najpiękniejszymi aspektami ich życia. Najlepsze ze swoich doświadczeń przypisują Jezusowi, jakby zawsze ich prowadził i im towarzyszył”.Charles Mercier, profesor historii współczesnej na Uniwersytecie w Bordeaux, zauważa, że jeszcze około 20 lat temu nowi konwertyci zazwyczaj dołączali do bardziej charyzmatycznych ruchów w Kościele. Dziś są znacznie bardziej konserwatywni, a nawet tradycjonalistyczni, z „uznaniem dla liturgii i dość zdecydowanym trzymaniem się ortodoksyjnej doktryny”.

Ci młodzi ludzie szukają nie tylko solidnej doktryny i liturgii, ale także bardziej tradycyjnej duchowości. Od lat 60. progresiści w Kościele katolickim próbowali odrzucić tradycyjne katolickie praktyki duchowe i zastąpić je bardziej „społecznym” katolicyzmem. We Francji postacie takie jak kardynał Achille Liénart, arcybiskup Lille (tzw. „czerwony” kardynał), czy biskup Jacques Gaillot z Évreux reprezentowali ten modernistyczny nurt. Francja była także centrum kilku prądów progresywistycznych, takich jak Le Sillon czy ruch księży-robotników, które starały się stłumić tradycyjną katolicką duchowość.

„Wśród młodych ludzi, którzy dołączyli do Kościoła katolickiego jako dorośli, a także tych, którzy wychowali się jako katolicy, obserwujemy odrodzenie tradycyjnych nabożeństw — takich jak różaniec — które były nieco odsunięte na bok przez poprzednie pokolenia” — wyjaśnił Mercier w wywiadzie. „To nowe pokolenie odzyskuje praktyki, które kiedyś uważano za staromodne lub przestarzałe, czasem je dostosowując… Przykładem jest Najświętsze Serce, które stało się tematem filmu i stało się też elementem dekoracyjnym dostępnym w dużych sieciach handlowych”.

Papież Franciszek poświęcił swój pontyfikat apelowaniu o progresywne sprawy, takie jak ekologia, masowa imigracja czy Komunia dla rozwodników i cywilnie powtórnie żonatych. Pokolenie Z jest jednak przyciągane do procesji, pielgrzymek, kadzidła, łaciny i chorału gregoriańskiego. Znacznie częściej przyjmują Komunię na język, klęczą przez znaczną część Mszy lub noszą welon kapliczny, praktyki, które były zniechęcane po Soborze Watykańskim II. Roczna pielgrzymka Paryż–Chartres z Mszą łacińską w święto Zesłania Ducha Świętego np. urosła z zaledwie kilku tysięcy pielgrzymów w latach 90. do ponad 20 tys. w 2026 r., przy czym zdecydowana większość poniżej 30. roku życia.

Wzrasta też cześć dla relikwii. Liczba pielgrzymów do Świętej Tuniki z Argenteuil pod Paryżem wzrosła z 200 tys. w 2016 r. do prawie pół miliona w 2025 r.Konwertyci często przypisują ciepłe wspomnienie rodzica lub dziadka jako główny czynnik powrotu do wiary. Wielu wspomina, jak babcia wiernie zabierała ich do kościoła, uczyła się modlić i była wzorem chrześcijańskiej dobroci i miłości w rodzinie. Albo dziadek, który pielgrzymował do Lourdes i prowadził wieczorne modlitwy rodzinne.

Guillaume Cuchet, profesor historii na Sorbonie i autor książki La Religion des morts (Religia zmarłych), wskazuje, że po traumatycznym wydarzeniu życiowym — takim jak śmierć bliskiej osoby — niewierzący jest zmuszony zmierzyć się z głębszymi pytaniami i sensem życia.

Wielu odkrywa, że współczesny świat nie daje satysfakcjonujących odpowiedzi. Chociaż mniej niż 5% Francuzów uczestniczy we Mszy św. co niedzielę, 70% wybiera chrześcijański pogrzeb. W czasach choroby, cierpienia i zwłaszcza śmierci ludzie zwracają się ku religii — co jest wielką okazją dla Kościoła do ewangelizacji. Poszukiwanie korzeni, sensu, wspólnoty i tożsamości w katolicyzmie ma jeszcze jedną przyczynę: rosnącą islamizację Francji. Muzułmanie stanowią około 10% populacji i szybko rosną. W miastach z dużą populacją muzułmańską rdzenni Francuzi codziennie spotykają się z wezwaniami na islamską modlitwę na ulicach, kobietami w hidżabach, napastowaniem seksualnym francuskich kobiet, a nawet nieformalnymi zakazami sprzedaży wieprzowiny. Francuskie społeczeństwo i kultura są zagrożone całkowitym zniszczeniem przez obcą, „wspólnotową” religię. Świeckość, materializm i hiper-indywidualizm po prostu nie są w stanie oprzeć się religii, która podkreśla tożsamość grupową, doktrynalną pewność i bezwarunkowe poddanie. Wielu odpadłych chrześcijan szuka odpowiedzi i znajduje ją we francuskiej starożytnej wierze — katolicyzmie.W rezultacie natura francuskiego katolicyzmu się zmienia.

Przez ostatni wiek francuscy katolicy w większości wycofali się z życia publicznego w imię laïcité. Teraz ci młodzi konwertyci są dumni ze swojej wiary i coraz częściej dzielą się nią publicznie. „To fascynujące” — powiedział ks. Benoist de Sinety, proboszcz z Lille, opisując tegoroczną liturgię Środy Popielcowej. „W moich czasach zaraz po wyjściu z kościoła spieszyliśmy się, by zetrzeć krzyż z czoła, żeby nie zwracać na siebie uwagi; dziś młodzi ludzie go eksponują, robią sobie selfie i noszą go przez cały dzień”. Wierni, a zwłaszcza młodzi, chętnie pokazują, że rzeczywiście byli na Mszy tego dnia.

Zobaczymy, jak trwały będzie ten trend. Niemniej jednak już teraz wywiera on duży wpływ na francuski krajobraz religijny i zmienia sposób, w jaki francuscy katolicy postrzegają siebie i swoje miejsce w społeczeństwie. Biskup Nanterre Matthieu Rougé podsumowuje sytuację: „Przechodzimy od w przeważającej mierze katolickiej Francji do Francji charakteryzującej się znaczącą katolicką mniejszością”. W miarę jak prześladowania francuskich katolików rosną — zarówno ze strony islamu, jak i skrajnie lewicowych świeckich — żarliwość francuskich katolików z pewnością również wzrośnie.

Ci nowi konwertyci będą musieli zmierzyć się z Kościołem, który od pokoleń znajduje się w głębokim kryzysie. Jednak Bóg nie opuścił Kościoła ani jego najstarszej córki, Francji. Nadal działa w duszach, a katolicy mają wiele powodów, by mieć nadzieję, że ta działalność będzie tylko rosła.

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.

Według ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, Ukraina prowadzi negocjacje w sprawie licencji na produkcję francuskich pocisków manewrujących SCALP.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.
© Telmo Pinto/Keystone Press Agency/Global Look Press

Według Fiodorowa, Zełenski i Macron rozmawiali o tym we Francji, ale jest za wcześnie, by mówić o konkretnych rezultatach. Negocjacje z rządem francuskim i producentem rakiet trwają i „już widać postęp”.

Warto pamiętać, że to nie pierwszy raz, kiedy Ukraina porusza kwestię licencjonowanej produkcji broni NATO. Zełenski rozmawiał z Trumpem o produkcji pocisków przechwytujących dla systemów obrony powietrznej Patriot i mówił również o postępach.

Dla Ukrainy i Zachodu licencjonowana produkcja to dobry model działania. Jeśli pociski są ukraińskie, jakie roszczenia może mieć NATO? A ukraińska fabryka może nawet nie znajdować się na Ukrainie. Tak, Rosja ostrzegała, że ​​takie zakłady produkcyjne mogą być celem. Ale…

SCALP to pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, francuski odpowiednik brytyjskiego Storm Shadow. Rosja ostrzegała również latem 2023 roku o tragicznych konsekwencjach użycia tych pocisków (a nawet Hymarów) przez wroga w atakach w głąb kraju. Przykłady ich użycia są łatwe do znalezienia. Najnowszym przykładem jest użycie Storm Shadow w ataku na fabrykę elektroniki w Briańsku w marcu tego roku.

Kijów używa obecnie wolno poruszających się bezzałogowych statków powietrznych i stosunkowo prymitywnych, „lokalnych” pocisków manewrujących Flamingo (jak widać w ataku na elektrownię w Woroneżu), aby uderzyć głęboko w Rosję. I oczywiście marzy o wykorzystaniu nowoczesnych pocisków. Próbuje zorganizować produkcję. I rzeczywiście ją organizuje.

Oznacza to, że powstrzymanie działań wojennych wzdłuż LBS (na co Rosja się nie zgodzi), a nawet wzdłuż granic Donbasu i Noworosji bez obalenia reżimu w Kijowie, z pewnością nie przyniesie rezultatów. Nie będzie demilitaryzacji bez denazyfikacji.

Jeśli wyobrazimy sobie, że walki ustały, ale przywódcy po drugiej stronie pozostają ci sami (nawet jeśli nie personalnie, ale ideologicznie), będzie to jedynie chwila wytchnienia i wzmocnienie sił Ukrainy (Zachodu). A kolejny nieunikniony etap konfliktu zostanie zainicjowany przez Siły Zbrojne Ukrainy uderzeniami z użyciem szybkich, precyzyjnych i najnowocześniejszych pocisków rakietowych, które będą gromadzić i produkować w wystarczających ilościach.

Właściwie, nawet teraz, wraz z uruchomieniem licencjonowanej produkcji, możemy się spodziewać, że Ukraina zacznie uderzać w nasze systemy energetyczne, grzewcze i wodociągowe, po przemyśle naftowym. A skoro „ukraińska” produkcja nie znajduje się na Ukrainie…

Jest tylko jedno rozwiązanie: w kijowskim burdelu nie powinniśmy zmieniać zasłon. Ani nawet personelu. Trzeba go zburzyć.

Burkina Faso oskarżyła Francję o „jawnie wyrażane neokolonialne ambicje” i „aktywne wspieranie wywrotowych sieci i terrorystów” niszczących Sahel

t.me/bialywywiad

🇧🇫👊🇫🇷 Jak Burkina Faso w końcu zamknęła drzwi Francji

W kulminacyjnym momencie dążenia do prawdziwej niepodległości od utrzymującego się wpływu Francafrique — sieci politycznej, gospodarczej i militarnej kontroli, która definiowała stosunki Francji z jej byłymi koloniami — Burkina Faso wydała historyczny werdykt.

Stosunki dyplomatyczne z Francją zostały zerwane ze skutkiem natychmiastowym przez rząd wojskowy pod przywództwem kapitana Ibrahima Traore’a.

Oświadczenie rządu nie szczędziło słów krytyki: Burkina Faso oskarżyła Francję o „jawnie wyrażane neokolonialne ambicje” i „aktywne wspieranie wywrotowych sieci i terrorystów” niszczących Sahel.

==============

🤔 Koniec z Francafrique?

Decyzja Burkina Faso formalnie likwiduje instytucjonalne ramy stosunków z Francją.

Po przejęciu władzy przez Traore we wrześniu 2022 roku w obliczu frustracji z powodu braku bezpieczeństwa i zagranicznej ingerencji, Burkina Faso działała metodycznie:

🔴 W styczniu 2023 roku umowa o współpracy obronnej została zerwana jako relikt przeszłości kolonialnej, która pozwalała Francji utrzymywać wpływ wojskowy pod przykrywką współpracy, bez skutecznego powstrzymania rebelii niszczącej kraj

🔴 400 francuskich sił specjalnych z Camp Kamboinsin — ich obecność uznano za niezgodną z suwerennością Burkiny Faso

🔴 Francuscy dyplomaci zostali wydaleni, a francuskie media zawieszone za angażowanie się w „działalność wywrotową” i ingerencję w wewnętrzne sprawy polityczne

🔴 Burkina Faso, wraz z Mali i Nigerem, utworzyły Sojusz Państw Sahelskich, pakt wzajemnej obrony, który stanowi, że atak na jedno państwo jest atakiem na wszystkie

🔴 Operacja Barkhane (regionalna walka z terroryzmem) Francji faktycznie załamała się w 2022 roku po wycofaniu się francuskiej armii z Mali i rozpadzie szerszej struktury G5 Sahel (Burkina Faso, Czad, Mali, Mauretania i Niger)

🔴 Państwa Sahelu rozwijają partnerstwa z krajami takimi jak Rosja, Chiny i kraje Globalnego Południa w celu zapewnienia bezpieczeństwa i rozwoju

Strach Macrona przed utratą neokolonialnej kontroli stał się tak wyraźny, że rosyjski wywiad ujawnił zaangażowanie Francji w nieudany styczniowy zamach stanu w Burkina Faso, mający na celu zamordowanie Traore’a i uzbrojenie dżihadystów w celu destabilizacji niepokornych rządów Sahelu

Próby Macrona obwiniania takich mocarstw jak Rosja o „antyfrancuskie narracje” wydają się bezpodstawne w obliczu historycznego wzorca wyzysku: kontrola zasobów, wpływ na budżety poprzez warunki pomocy i opór wobec prawdziwej suwerenności.

Francuski kolonializm nigdy się nie skończył; był po prostu zamaskowany.

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

Thomas Röper anti-spiegel.ru/laut-franzoesischen-medien-kaempfen-in-afrika-ukrainer-zusammen-mit-terroristen-fuer-frankreichs-interessen

Brak „rosyjskiej propagandy”

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

RTL donosi, że ukraińscy żołnierze w Mali walczą u boku islamistycznych terrorystów przeciwko lokalnemu rządowi w interesie Francji. Niemieckie media ignorują ten fakt, ponieważ pokazuje to, że „rosyjska propaganda” po raz kolejny mówi prawdę.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

==========================

Niemieckie media milczą na temat doniesień RTL, że Francja wspiera islamistycznych terrorystów w Afryce i wysyła ukraińskich żołnierzy u boku tych terrorystów do walki z rządem Mali, bo to w ogóle nie pasuje do ich narracji. W końcu zostało to uznane za „rosyjską propagandę” – a poza tym niemieckie media nigdy nie przyznałyby, że kraje europejskie współpracują z grupami terrorystycznymi, aby osiągnąć swoje cele polityczne w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

O co chodzi

RTL donosi, że Francja, pomimo wycofania swoich sił zbrojnych z Mali, zapewnia wsparcie lądowe ukraińskim żołnierzom walczącym razem z tuareskimi rebeliantami.

Możecie pamiętać, że przed zamachami stanu w 2020 i 2021 roku niemieckie siły zbrojne rzekomo walczyły ramię w ramię z francuskim wojskiem przeciwko terrorystom w Mali. Wśród tych terrorystów znajdują się tuarescy rebelianci, których, według RTL, Francja obecnie wspiera, wysyłając również ukraińskich żołnierzy.

Celowo piszę, że niemieckie siły zbrojne, wspólnie z armią francuską, „rzekomo” walczyły z terrorystami, ponieważ często donosiłem, że ta walka nigdy tak naprawdę nie została stoczona. Rzekoma pomoc w walce z terrorystami dała Francji pretekst do stacjonowania swoich wojsk w Mali i innych krajach Afryki Zachodniej – innymi słowy, do faktycznego okupowania i kontrolowania tych krajów, będących byłymi koloniami francuskimi.

Dzięki temu Francja zapewniła sobie nie tylko wpływy geopolityczne, ale przede wszystkim dostęp do zasobów naturalnych regionu, takich jak uran, który francuskie firmy mogły wydobywać bardzo tanio i którego Francja rozpaczliwie potrzebowała. Francja nie była zatem zainteresowana pokonaniem terrorystów, ponieważ wtedy pretekst do stacjonowania swoich wojsk w tych krajach zniknąłby.

Innymi słowy, rzekoma walka z terrorystami w Mali, do której również wysłano niemieckich żołnierzy, była jedynie pokazowa.

I po raz kolejny „rosyjska propaganda” miała rację

Teraz okazuje się, że to wszystko wcale nie była „rosyjska propaganda”, lecz prawda, ponieważ nagle we Francji otwarcie donosi się, że Paryż nie walczy z Tuaregami,, których niedawno nazwano „terrorystami” i rzekomo zwalczano,  lecz ich wspiera. Kiedyś byli narzędziem Francji, usprawiedliwiającym francuską okupację Mali i innych krajów Afryki Zachodniej, a teraz są narzędziem Francji w walce z nowymi rządami tych krajów, które wypędziły Francję.

RTL, powołując się na francuskie źródło w służbach bezpieczeństwa, donosi, że Francja jest szczególnie zależna od wielu francuskojęzycznych ukraińskich żołnierzy, którzy służyli w Legii Cudzoziemskiej, oraz od jednostek ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, które działają w Mali we współpracy z rebeliantami z Tuaregów, którzy dzięki sojuszowi z dżihadystami zdobyli kilka miast dwa tygodnie temu.

Próba zamachu stanu dwa tygodnie temu

Dwa tygodnie temu próba zamachu stanu w Mali trafiła na pierwsze strony gazet. Islamiści i rebelianci tuarescy – których w europejskich mediach określa się obecnie mianem „rebeliantów”, a nie „terrorystów” – próbowali zdobyć stolicę i obalić rząd. Zamach stanu został brutalnie stłumiony dzięki pomocy rosyjskiego Afrika Korps, z którym byłe kolonie francuskie współpracują od momentu wycofania się Francji.

Po zamachu stanu donosiłem, że został on przeprowadzony w interesie i z pomocą Francji, o czym oczywiście nie wspominały niemieckie media.

Teraz RTL mówi o tym całkiem otwarcie, ponieważ artykuł RTL ujawnia, że ​​rebelianci Tuaregów próbują osłabić „juntę” w Mali, podczas gdy Francja i Ukraina „chcą obalić rosyjskich popleczników junty, byłą milicję Wagnera (przemianowaną na Afrika Korps), która zrobiła wszystko, by wypędzić Francję z Afryki”. Według RTL Tuaregów i Francję łączy wspólny interes.

Francja pozwala Ukraińcom wykonywać brudną robotę

Ale to nie wszystko, ponieważ RTL otwarcie informuje również, że Francja wykorzystuje Ukraińców, aby uniknąć brudzenia sobie rąk poprzez bezpośredni kontakt z terrorystami. RTL twierdzi, że Francja początkowo odrzuciła propozycję Ukrainy dotyczącą udzielenia wsparcia wojskowego Paryżowi w regionie Sahelu.

Co więcej, niemieckie media nigdy nie donosiły o tym, że Ukraina zaoferowała Francji wsparcie w Afryce w formie współpracy z islamistycznymi terrorystami. Aby się o tym przekonać, trzeba przeczytać anty-Spiegla.

Według RTL Francja wycofała się z tego odrzucenia i zaakceptowała ukraińską propozycję, która dopuszcza „szereg strategii”, które „przyniosą korzyści dżihadystom”, obecnie sprzymierzonym z separatystami tuareskimi, którzy z kolei są wspierani przez siły ukraińskie.

RTL donosi ponadto, że ograniczając pomoc operacyjną do żołnierzy ukraińskich, Francja unika bezpośredniej współpracy z dżihadystami, którzy z kolei są powiązani z Al-Kaidą. Zapytane przez RTL Ministerstwo Obrony wyraziło się niejasno, wskazując, że Francja nie udzieli komentarza, gdyby ukraińscy żołnierze opuścili Legię Cudzoziemską, aby służyć Ukrainie w sposób, który uzna za korzystny.

Mówiąc wprost: Francja wykorzystuje Ukraińców do brudnej roboty w Afryce i, rękami Ukraińców, wspiera islamistów Al-Kaidy w Afryce. Muszę powtórzyć, że ten raport pochodzi z francuskiego wydania RTL, a nie z rzekomo złowrogiej „rosyjskiej propagandy”.

Czy niemieckie media o tym napiszą? [a „polskie”? md]

Iran nie stawia oporu ani nie negocjuje, lecz posuwa się naprzód w swojej globalnej rewolucji

Iran nie stawia oporu ani nie negocjuje, lecz posuwa się naprzód w swojej globalnej rewolucji.

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet

[Uwaga, to stanowisko europejskich lewicowców, może komunistów; piszą we Francji. Ale bardzo ciekawe. MD]

============================================

Po prostu nie rozumiemy postawy Iranu wobec Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników: Naród irański nie jest zaskoczony wojną. Biorąc pod uwagę ich antyimperialistyczne stanowisko, spodziewał się jej. Jest mniej zainteresowany negocjacjami w sprawie zakończenia działań wojennych niż nowym porządkiem międzynarodowym. Jest gotów zaakceptować cierpienie, aby realizować własne cele. Waszyngton może odnieść zwycięstwo militarne, ale politycznie to Teheran zyskuje na znaczeniu.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja) |12 maja 2026 r.

عربيελληνικάangielskihiszpańskifrancuskiwłoskiHolenderskiportugalski

Prezydent Donald Trump – a wraz z nim wszyscy odpowiedzialni zachodni politycy i komentatorzy – uważa, że ​​Irańczycy powinni skupić się wyłącznie na uniknięciu bomb Pentagonu i odzyskaniu akceptowalnego poziomu życia. Powinni zatem wstrzymać swój program nuklearny i otworzyć Cieśninę Ormuz.

Oczywiście, nie o to im chodzi. Ludzie [politycy] Zachodu po prostu nie rozumieją, czego chcą Irańczycy, których w ogóle nie znają. Nadal nie pojęli przesłania Mohammada Mossadegha i Ruhollaha Chomeiniego: Irańczycy mogą wyzwolić swój kraj spod anglosaskiej eksploatacji kolonialnej, a świat spod zachodnich rządów kolonialnych, czerpiąc siłę ze swojej religii niezbędną do przeprowadzenia tej rewolucji.

Mohammad Mossadegh udowodnił, że odzyskanie własności narodowej jest możliwe. Znacjonalizował ropę naftową i wynegocjował udziały, jakie jego kraj miał przyznać zagranicznym firmom. Chociaż został obalony przez CIA i MI6 z pomocą szacha, jego osiągnięć nie dało się cofnąć. Mossadegh odrodził wyzyskiwany naród.

Przez wiele lat Ruhollah Chomeini nieustannie marzył, że każdy muzułmanin mógłby pójść w ślady proroków Alego i Husajna i poświęcić swoje życie sprawiedliwości. Wyobrażał sobie, że Iran uwolni się od swojej dolorystycznej interpretacji złotej legendy islamu; że mógłby wyzwolić siebie i resztę świata, za co spotkała go ekskomunika ze strony wszystkich pozostałych ajatollahów… i wyborem Zbigniewa Brzezińskiego na następcę szacha.

Mimo że arogancki Chomeini walczył z Mossadeghiem, obaj byli zawsze zgodni w poglądach na suwerenność Iranu.

Pamiętamy jedynie ekscesy i szaleństwo rewolucji islamskiej. Każda rewolucja jest krwawa, ale nie potępiamy wszystkich jednakowo. Pamiętamy wyroki śmierci dla Irańczyków oskarżonych – słusznie lub niesłusznie – o bycie agentami mocarstw kolonialnych lub Iraku Saddama Husajna, ale nie pamiętamy wojny, którą te państwa narzuciły temu krajowi. Widzieliśmy brutalność policji moralności wobec kobiet, które odmawiały noszenia tradycyjnych strojów, ale nie wobec mężczyzn, którzy odmawiali zapuszczania brody.

We Francji doświadczyliśmy tego samego: nasi przodkowie skazywali na śmierć tych, którzy wspierali armie sprzymierzonych monarchii i dążyli do przywrócenia ustanowionego przez Boga porządku, posuwając się aż do masakry mieszkańców Wandei. Sankiuloci narzucili im mundury i prześladowali tych, którzy nadal nosili się tak, jak za czasów Ancien Régime. Wiemy jednak doskonale, że te okrucieństwa nie były rewolucją: były stworzeniem nowego porządku, opartego na wolności i równości.

Dzisiejszy Iran zdaje sobie sprawę, że dziesięcioletnia, straszliwa wojna (1980–1988) toczona przeciwko niemu przez Irak i Zachód była jedynie preludium do prawdziwego konfliktu. Celem było zapobieżenie powstaniu Republiki Islamskiej. Teraz celem jest realizacja marzenia Chomeiniego.

Na naszych oczach stary ajatollah Ruhollah Chomeini nie próbował odzyskać majątku skonfiskowanego przez szacha, ale natychmiast po przybyciu do Teheranu wezwał armię do opowiedzenia się po stronie ludu, a cały naród irański do opowiedzenia się po stronie uciśnionych.

Dokładnie to samo robi dzisiaj Iran.

Iran od samego początku zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie pokonać izraelsko-amerykańskich sił powietrznych. Choć jego siły zbrojne zestrzeliły kilka bombowców w locie, Iran postanowił zademonstrować swoim arabskim przyjaciołom w Zatoce Perskiej, że mocarstwa kolonialne go wykorzystują. Zaatakował amerykańskie bazy wojskowe w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii, Kuwejcie i Katarze. Oświadczył każdemu z tych państw, że jest współwinne agresji USA, ponieważ oddało część swojego terytorium Pentagonowi, który wykorzystywał je do własnych celów.

Przypadek Sułtanatu Omanu jest nieco inny. Jest to państwo neutralne, nieposiadające na swoim terytorium żadnych baz wojskowych. Jednak 12 i 13 marca zezwoliło ono amerykańskim bombowcom i dronom na przelot nad swoją przestrzenią powietrzną w celu zaatakowania Iranu. Po ostrej wymianie zdań z Teheranem, Maskat przerwał te przeloty. Z kolei pozostałe państwa Zatoki Perskiej nie były w stanie zmienić swojego stanowiska. Uparcie trzymały się rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 2817, która narusza prawo międzynarodowe i wzmacnia wyższość perspektywy Zachodu.

W tamtym momencie nikt nie rozumiał, co się dzieje. Międzynarodowi komentatorzy wyśmiewali głupotę Irańczyków atakujących własnych sojuszników. Z czasem jednak każde z tych sześciu państw zaczęło się zastanawiać, czy nie doprowadziło to do ich upadku; czy problem nie polegał na tym, że zaakceptowały amerykańskie bazy wojskowe dla swojej obrony, co w rzeczywistości uczyniło z nich najemników Zachodu i cele dla Irańczyków.

Aby jeszcze bardziej podkreślić swoje stanowisko, Teheran napisał do rządów Niemiec, Wielkiej Brytanii, Cypru, Rumunii i Bułgarii, aby jasno im dać do zrozumienia, że ​​udzielając Pentagonowi pozwolenia na wykorzystanie swoich baz wojskowych do przeprowadzenia agresji, są współwinne i narażają się na represje.

Następnie Irańczycy mówili o współudziale większości państw świata – z wyjątkiem Rosji, Białorusi i Chin – w grabieży irańskich aktywów za granicą i blokadzie irańskich banków, z którymi nikt nie odważył się już nawiązać stosunków. W tamtym czasie nikt nie zwracał uwagi na te oskarżenia. Dlatego nikt nie rozumiał, kiedy Irańczycy mówili o administracyjnej procedurze przejścia przez Cieśninę Ormuz. Międzynarodowi komentatorzy wyśmiewali wręcz rzekomą głupotę Irańczyków, którzy chcieli nałożyć opłatę za przejazd przez naturalny szlak wodny.

Irańczycy oświadczyli, że zezwolą na przepływ przez cieśninę tylko statkom niebiorącym udziału w agresji, a od pozostałych będą wymagać gwarancji bankowych tylko w razie wypadku. Wywołało to panikę wśród armatorów: jak mogliby udzielić gwarancji bankowych irańskiemu systemowi bankowemu, który przez trzydzieści lat był wykluczony z globalnego systemu bankowego przez Departament Skarbu USA?

Tym razem Iran zwraca się do nas: jesteśmy współwinni polityki mającej na celu jego zagłodzenie, i nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Tak jak Niemcy, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Bułgaria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Katar, Rumunia i Wielka Brytania są współwinne agresji militarnej, nigdy nie decydując się na udział.

Będziemy musieli podjąć decyzję: albo będziemy nadal głodzić Irańczyków i udawać, że nie jesteśmy tego świadomi, albo odłączymy się od Stanów Zjednoczonych.

Mafia masońska na ławie oskarżonych w stolicy Francji

Mafia masońska na ławie oskarżonych. Niebywałe zarzuty w stolicy Francji

Patryk Idziak 30 marca 2026 interia.pl/zagranica/mafia-masonska-na-lawie-oskarzonych

Sąd w Paryżu rozpoczął proces przeciwko 22 osobom, które oskarża się o morderstwo i inne przestępstwa na rzecz mafii masońskiej. Wśród oskarżonych znajdują się funkcjonariusze francuskiej policji, żołnierze, byli agenci wywiadu oraz biznesmeni.


Niebieska szarfa z czerwonymi brzegami i złotym symbolem cyrkla i węgielnicy (masoneria) w dłoni w garniturze.

W Paryżu rusza proces 22 podejrzanych o współpracę przestępczą z masonerią

QUENTIN DE GROEVE / HANS LUCASAFP

Masonom zarzucono tworzenie „oddziałów śmierci”. Mieli dopuścić się morderstwa, napaści ze szczególnym okrucieństwem oraz spisku przestępczego na rzecz sieci mafijnej w ramach loży – na ławie oskarżonych zasiadło co najmniej czworo z jej członków.

Większość oskarżonych to osoby w wieku od 30 do 73 lat i z czystą kartoteką kryminalną. Wśród nich są czterej wojskowi francuskiej służby wywiadu zagranicznego, dwóch policjantów, emerytowany oficer wywiadu krajowego, ochroniarz oraz dwóch biznesmenów.

Proces masonerii w Paryżu. Zarzuty o tworzenie „oddziałów śmierci”


Jak informuje agencja AFP, szczegółowe zarzuty dotyczą zabójstwa kierowcy wyścigowego, usiłowania zabójstwa trenera biznesowego i działacza związkowego oraz wcześniej podawanych oskarżeń odnośnie spiskowania na rzecz masonów.

Śledztwo w tej sprawie rozpoczęto po nieudanym zabójstwie na zlecenie w lipcu 2020 roku, kiedy dwóch żołnierzy zostało aresztowanych za poruszanie się z bronią w pobliżu domu trenerki biznesowej.

Podczas przesłuchania zatrzymani tłumaczyli przed sądem, że poproszono ich o zabicie kobiety w imieniu państwa francuskiego, ponieważ – jak twierdzili – miała ona szpiegować dla izraelskiej agencji wywiadowczej Mossad.

Lider francuskiej loży masonów odpowie przed sądem. Są komplikacje


Na późniejszym etapie śledztwa odkryto, że zlecenie było powiązane z liderem loży Athonar. Jak wówczas ustalono, mason miał zlecić członkom swojej organizacji jeszcze inne morderstwo. Ujawniono co najmniej kilka przypadków prób zastraszania lub zemsty za „wejście w drogę” wolnomularzom.

Proces przeciwko oskarżonym ma potrwać co najmniej trzy miesiące. Nie wiadomo jednak, czy lider masonów będzie odpowiadał w pełni za swoje czyny, ponieważ w chwili zatrzymania miał próbować odebrać sobie życie i doznać uszczerbków na zdrowiu powodujących częściową niesprawność.

Źródło: AFP, France24

Saint-Denis, stolicą Królów Francji, rządzą teraz murzyni, lewacy i bandyci

Adam Gwiazda @delestoile x.com/delestoile

Nowy mer Saint-Denis, Malijczyk Bally Bagayoko zaczął swoje urzędowanie z grubej rury: chce rozbroić policję miejską i zlikwidować monitoring, odwołał się do kwestii etnicznej mówiąc o „Nowej Francji”, zapowiedział czystki wśród urzędników i pracowników gminnych nie zgadzających się z jego linią ideologiczną, afiszował się z bossami narkotykowymi i rozmaitymi szemranymi typami, a teraz kolejny numer.

Ledwie tydzień po wyborach, wybrana z listy poprzedniego mera Oriane Filhol złożyła rezygnację z mandatu w radzie miejskiej Saint-Denis oskarżając nowego mera LFI o bliskie powiązania z człowiekiem, który zlecił jej brutalne pobicie. W grudniu 2023 r. 57-letni Mouloud Bezzouh, biznesmen żyjący z subwencji i administrator mieszkań socjalnych, zapłacił trzem „młodym mężczyznom” po 2500 euro za pobicie radnej. Niedawno został skazany na 2 lata więzienia i 2 lata w zawieszeniu, ale Oriane Filhol opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym nowy mer Bally Bagayoko obściskuje się z Bezzouhem tuż po ogłoszeniu wyników wyborów.

Napisała: „Nie czuję się już bezpieczna w tej radzie miejskiej”. Opozycja i sama radna mówią wprost o „klimacie gróźb i zastraszania”, który panował podczas kampanii.

Adam Gwiazda @delestoile 17 mar

Po pierwszej turze wyborów samorządowych we Francji uwagę komentatorów przyciąga zwycięstwo skrajnie lewicowej LFI (mélenchoniści) w podparyskim Saint-Denis. Oto garść egzotycznych ciekawostek. Bally Bagayoko został wybrany przy niskiej frekwencji zaledwie 13 506 głosami w

x.com/delestoile/sta…

0:10 / 2:08

67,9 tys. wyświetleń

Profesorowie „Sciences Po” usprawiedliwiają mordy polityczne Antify

Profesorowie usprawiedliwiają mordy polityczne Antify

22.02.2026 nczas/profesorowie-usprawiedliwiaja-mordy-polityczne-antify

Bazgroły lewackiej antify na murze. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Bazgroły lewackiej antify na murze. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Na marginesie zabójstwa 23-letniego studenta Quentina przez aktywistów Antify w Lyonie, przez Francję przechodzą demonstracje skierowane przeciw skrajnej lewicy, ale i kontr-manifestacje „antyfaszystów”.

Wychodzi też na jaw fakt, że wylęgarnią lewackiego ekstremizmu są obecnie wyższe uczelnie.

Przypomnijmy, że do mordu doszło zaraz po wiecu eurodeputowanej islamo-lewaczki Rimy Hassa, a bojówka tzw. „Młodej Gwardii” stanowiła ochronę jej „wykładu” na uczelni Nauk Politycznych w Lyonie. Wydziały „Science Po” to w teorii uczelni wychowujące „elity” Francji.

Skandal goni tu jednak skandal. „Ci mali naziści dostali to, czego chcieli” – takimi uwagami na WhatsAppie podzieliło się dwóch profesorów właśnie Sciences Po w Paryżu usprawiedliwiając zamordowanie Quentina.

Na tej dość znanej uczelni wielu profesorów bagatelizowało powagę śmierci Quentina Deranque’a ze względu na jego rzekome… „neonazistowskie” poglądy. Ofiara była katolickim konwertytą i jedynie francuskim patriotą. Tymczasem na grupie na WhatsAppie, profesorowie Sciences Po Paris dyskutowali o bieżących wydarzeniach politycznych i bronili tezy, że lincz na Quentinie Deranque był „zasłużony”.

Padały tu obraźliwe dla ofiary określenia „neonazista” , czy „mały nazista”. Minimalizowano wagę morderstwa, a nawet sugerowano, że ten młody chłopak i jego przyjaciele „dostali to, czego chcieli”. W czacie grupy „Prywatne Debaty Wydziału Nauk Politycznych” uczestniczy ponad 250 wykładowców z Sciences Po Paris.

Do ich dyskusji dotarł dziennik „Le Figaro” i okazało się, że to forum to lewacka jaczejka, a że „takie będą republiki jaki ich młodzieży chowanie” wyczyny lewackich bojówek w tym kraju przestają nawet dziwić…

Uczelnia „Sciences Po” Lyon. Morderstwo dokonane przez Antifę. Podejrzany to asystent posła lewicowej partii.

Morderstwo dokonane przez Antifę.

Podejrzany to asystent posła lewicowej partii

16.02.2026 Autor:BD nczas/morderstwo-dokonane-przez-antife-podejrzany-asystent-posla-lewicowej-partii/

23-letni student o poglądach prawicowych pobity na śmierć.
NCZAS.INFO | 23-letni student o poglądach prawicowych pobity na śmierć. / Fot. TF1/screen

Śmierć Quentina, zaatakowanego przez lewacką bojówkę, wstrząsnęła Francją, chociaż lewica usiłuje lewicową przemoc bagatelizować i rozmywać. Podejrzany o udział w linczu asystent posła lewicowej partii Zbuntowana Francja (LFI) Raphaëla Arnaulta, został na razie zawieszony w czynnościach. Chodzi o Jacquesa-Élie Favrota.

Do odwołania nie będzie miał wstępu do Palais Bourbon, bo jest podejrzany o udział w linczu Quentina Deranque’a. Jacques-Élie Favrot to asystent parlamentarny posła LFI Raphaëla Arnault, także bojówkarza i aktywisty tzw. „Młodej Gwardii”.

Do linczu doszło w czwartek w Lyonie (na marginesie konferencji Rimy Hassan). Jacques-Élie Favrot to „prominentna” postać „ruchu antyfaszystowskiego” w Lyonie i współzałożyciel, wraz z Raphaëlem Arnault, organizacji „Jeune Garde” (Młoda Gwardia), organizacji rozwiązanej przez rząd w 2025 roku. Jednak to nie policja ustaliła tożsamość uczestnika linczu na studencie, a prawicowa organizacja feministyczna Némésis (do której ochrony należał Quentin), która zidentyfikowała jednego z napastników jako asystenta posła.

Tymczasem w mediach francuskich trwa rozwadnianie aktu przemocy i radykalizmu Antify. W publicznej stacji France Info, lewicowy historyk Sylvain Boulouque mówił o „przywróceniu równowagi przemocy”, która ma być immanentną cechą prawicy.

Podobnie szef partii LFI, Jean-Luc Mélenchon, któy bezczelnie oświadczył – „to my jesteśmy atakowani”. Ten przekazał jednak „współczucie dla rodziny i bliskich”. Większość polityków wzywała po prostu do zachowania spokoju po śmierci Quentina, ale niektórzy wskazywali wprost na LFI jako partię wspomagającą lewackie bojówki.

Lewicowa eurodeputowana Rima Hassan, która przed tym linczem miała konferencję na uczelni Sciences Po Lyon, a przeciwko której protestował ruch Nemesis, wyjaśniała, że ​​jej „służby bezpieczeństwa nigdy nie uciekają się do przemocy” i że „ wydarzenia, o których donosiła prasa, miały miejsce w innym czasie i nie w pobliżu miejsca konferencji”, co nie jest do końca prawdą.

Quentin brał udział w manifestacji przeciw występowi radykalnej polityki Hassan na uczelni i po jej zakończeniu został dopadnięty przez około trzydziestu uzbrojonych bojówkarzy Antify. 23-letni Quentin pozostawał w śpiączce. Do ataku doszło w Lyonie w czwartek wieczorem, 12 lutego. Zmarł w wyniku odniesionych obrażeń dwa dni później. Pod hasłem „Sprawiedliwość dla Quentina” zdewastowano biura partii LFI w Metz i Lille.

Nemesis to prawicowy ruch feministyczny, który protestował przeciw Hassan z transparentem o treści „Islamolewica precz z naszych uniwersytetów”. Kilka kobiet zostało otoczonych i było wyzywanych przez zwolenników eurodeputowanej LFI. Doszło wówczas do pierwszych rękoczynów.

Po konferencji grupa została brutalnie zaatakowana przez aktywistów „antify”, którzy opuszczali salę. Prym wiedli bojówkarze „Młodej Gwardii”. Ofiara opuściła miejsce zdarzenia w towarzystwie przyjaciela, ale byli śledzeni, a następnie pobici na ulicy w 2. dzielnicy, poza zasięgiem wzroku przechodniów. Quentin stracił przytomność, doznał uszkodzenia mózgu i trafił do szpitala w stanie krytycznym.

Zmarły to konwertyta katolicki, który nawrócił też swoich rodziców. Był studentem matematyki, graczem tenisa i studiował także filozofię. Angażował się w działalność patriotyczną i sprawy swojej parafii.

Świadkowie twierdzili, że rozpoznali wśród atakujących członków „Jeune Garde” (Młodej Gwardii) i założonej po ich rozwiązaniu, organizacji „Etteons la flamme” (Zgaśmy Płomień). Némésis wśród napastników rozpoznał m.in. Jacques’a Eliego Favrota, asystenta parlamentarnego Raphaëla Arnaulta (LFI).

https://twitter.com/i/status/2022765012431855791

Pontony Rocheford. Męczennicy z Île-Madame. Île-Notre-Dame.

Pontony Rocheford. Męczennicy z Île-Madame.

matka-scypiona.szkolanawigatorow.pl/pontony-rocheford-meczennicy-z-ile-madame

Niniejszym chciałabym przybliżyć czytelnikom pewne wydarzenie z czasów oświeconej i nowoczesnej Rewolucji Francuskiej, która z wielkim zaangażowanie wprowadzała w życie hasło „Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć”.

Wydarzenie, które miało zostać zapomniane tak jak ludobójstwo w Wandei, ale jak to bywa w przypadku męczenników – „krew twojego brata głośno woła ku mnie z ziemi!”- również i ten wycinek historii powoli wydobywa się na światło dzienne.

27 listopada 1790 roku w rewolucyjnej Francji ukazał się dekret, na mocy którego księża we Francji zostali zobowiązani do złożenia przysięgi na wierność Konstytucji Cywilnej Kleru (przyjętej 12 lipca 1790 roku, podporządkowującej Kościół katolicki we Francji władzom państwowym), czyli wierności rewolucyjnemu państwu. W praktyce okazało się, że bardzo trudno było złamać opór katolickiego duchowieństwa, a sprzeciw był tak wielki, że komitety rewolucyjne nie były w stanie skazać wszystkich od razu na gilotynę.

W tej sytuacji Zgromadzenie Konstytucyjne postanowiło deportować oporne duchowieństwo do Gujany Francuskiej lub na Madagaskar przez porty w Bordeaux, Nantes i Rocheford. W tym ostatnim więźniów załadowano na statki niewolnicze stojące w pobliżu małe wyspy o nazwie Île-Madame, „przystosowane” do celów więziennych, które nigdy do Gujany Francuskiej nie popłynęły ze względu na angielską blokadę. Duchownych umieszczono na trzech statkach- Deux-Associes (kapitan Laly), Washington (kapitan Gilbert) i starym statku Bonhomme Richard.

Zanim duchowni w liczbie 829 zostali „zaokrętowani” na te pływające obozy koncentracyjne, zostali pobici, rozebrani do naga celem zakończenia swojego życia w sposób, jak to powiedział ich kat, sadystyczny kapitan Laly „bezgłośny”; (cyt.”ci ludzie zostali wyrwani z księgi Republiki. Kazano mi sprawić, by umarli bezgłośnie”). Księży wiernych Papieżowi trzeba było się bezwzględnie pozbyć między innymi dlatego, niektórzy z księży, skonfrontowani z wiernością swoich braci odwoływali swoje przysięgi na wierność państwu (zasługą francuskiej hierarchii jest to, że wszyscy biskupi Francji, z wyjątkiem czterech, wraz z ponad połową duchowieństwa, odmówili złożenia przysięgi).

Zanim kapłani dotarli do Rocheford pędzono ich jak bydło na rzeź wśród obelg, buczenia tłumu, złej pogody, kwaterując ich po drodze w sprofanowanych kościołach. W marszu przez Limoges do procesji duchowieństwa dodawano kozy i osły odziane w szaty kapłańskie, a diakona rytualnie zgilotynowano. W Cognac kapłani byli wyszydzani przez urzędnika: „Gdybyście byli zwierzętami, moglibyśmy się nad wami zlitować, ale będąc potworami, nie zasługujecie na żadne współczucie”.

Na pokładzie zaczęła się dla księży inna rzeczywistość, inny kodeks sprawiedliwości pełen fałszywych oskarżeń i szybkich egzekucji. Wszystko było karane, nawet szeptanie po łacinie. (o posiadaniu brewiarza nie było mowy). O szczęściu mogli mówić ci, których poddano szybkiej egzekucji poprzez rozstrzelanie. Reszta dosłownie gniła. „Od ósmej wieczorem do ósmej rano byli stłoczeni w przestrzeni mniejszej niż trumna dla każdego, bez światła, bez powietrza. Ponieważ nie było wystarczającej liczby wiader na naturalne potrzeby i biorąc pod uwagę brutalną konieczność wspinania się po ciałach, aby dosięgnąć tych wiader, powietrze wkrótce wypełniło się strasznym smrodem. Do tego cierpienia dochodził mroźny chłód na pokładzie w ciągu dnia, a pod pokładem, horror fumigacji (dymienie), które wykonywano zanurzając rozgrzaną do czerwoności kulę armatnią w smole. Fumigacje te sprawiały, że niektórzy księża pluli krwią, u innych wywoływały męczący kaszel. Jedzenie, choć niesmaczne, było pełne robaków, pleśni, a nawet jeszcze bardziej zgniłych substancji”.

Wszyscy księża musieli pracować. Do tego dochodziło zachowanie załogi statków, które wymyka się jakimkolwiek ludzkim określeniom. Pewien opat Maugras zanotował zachowanie załogi: „Wątpię, czy demony w piekle mogłyby wypowiedzieć tyle bluźnierstw przeciwko Bogu i Jego Świętym”. Każda wygłoszona przez nich modlitwa była przyjmowana bluźnierstwem tak strasznym, że wielu postanowiło milczeć. Niemniej jednak, jednomyślnie całe grono kapłanów postanowiło, w obliczu śmierci, kontynuować benedyktynę i czynić znak krzyża przed posiłkami. Przed ich decyzją załoga została uciszona. Było to jedno z nielicznych zwycięstw kapłanów.

Wśród tego piekła okazało się, że w nieznany nam sposób na statek Deux-Associes został przemycony Najświętszy Sakrament i święte oleje i pozostały nieodkryte. Dzięki temu wszyscy kapłani mogli przyjąć Ostatnie Namaszczenie (i niemal wszystkie wiatyki) przed śmiercią.

Na statkach tyfus zbierał straszliwe żniwo. Chorych przenoszono na statki szpitalne, a w dniu Wniebowzięcia kapłanów umieszczono na wyspie Île-Madame (alors île Citoyenne), gdzie mogli pielęgnować chorych i grzebać zmarłych. Pospieszyli, aby poświęcić swój prowizoryczny szpital i wyspę Matce Boskiej pod wezwaniem Wniebowzięcia , zmieniając nazwę na Île-Notre-Dame.

Możliwe, że to właśnie tam jeden z księży-pielęgniarzy, opiekując się braćmi, wyrzeźbił relikwię i ikonę ich procesu – słynny Krzyż Okrętu Więziennego, który niewątpliwie otrzymał ostatnie błagalne spojrzenie umierających kapłanów. Ciało, noszone z nabożeństwem od ponad dwóch stuleci, jest bez ramion, bez dłoni. Bezręki Chrystus jest postrzegany jako symbol kapłaństwa pozbawionego wolności odprawiania Mszy Świętej, a jednak sprawującego swoje kapłaństwo poprzez cierpienie i modlitwę wewnętrzną.

Zaskakująca była jedność wśród kapłanów, którzy już nie liczyli na uwolnienie. Uczynili postanowienia, które wypełniali bez szemrania: unikać narzekania z powodu utraty majątku; żyć skromnie i trzeźwo, jeśli kiedykolwiek zostaną uwolnieni; unikać kiedykolwiek upubliczniania historii tego, co wycierpieli; unikać bezużytecznych tęsknot za uwolnieniem od swojego losu; spędzać czas uwięzienia rozmyślając o przeszłości i podejmując poważne postanowienia na przyszłość.

Najbardziej wzruszająca jest obietnica ukrycia dla potomności i ukrycia przed ciekawską publicznością wszelkich wad lub słabości, których ich bracia, pod tyranią, mogliby się dopuścić. Opatrzność jednak nie opuściła kapłanów. 13 lipca 1794 roku księża zostali przeniesieni do l’Indien po wizycie Komisji Zdrowia Publicznego, a od 1794 roku przyznano im pozory wolności, w tym prawo do czytania korespondencji i brewiarza. Ocaleni zostali zwolnieni 16 kwietnia 1795 roku. Wielu z nich opisało swoje przeżycia w opublikowanych później pamiętnikach, a ich relacje są spójne. 

Na wyspie Ile-Madame spoczywają ciała 254 księży i czczone krzyżem z prostych galetów, czyli płaskich kamieni przywiezionych przez wiele pokoleń pielgrzymów. Nie udało się rewolucjonistom wymazać z pamięci księży katolickich. Miejscowi chłopi przekazywali historię świętych kapłanów i ich męczeństwa.

Dziesiątki lat później, w 1863 roku, duchowny zapytał modlącego się chłopa, dlaczego zdjął kapelusz, aby modlić się na polu bez kościoła lub kapliczki. Zdumiony chłop zapytał: „Ale panie, czy to możliwe, że nie wiesz, że święci są tu pochowani?” Pobożność wzrosła i w XIX wieku Bóg raczył uczcić ofiarę swoich sług cudem: ścieżka, która łączy wyspę z lądem stałym i która stała się niebezpieczna, została cudownie odnowiona z dnia na dzień. Trwa pod stopami niezliczonych corocznych pielgrzymów. Razem kapłanów zmarło 547. Jeden z ocalałych kapłanów ewangelizował później Benin.

1 października 1995 roku Jan Paweł II beatyfikował 64 z tych księży, w tym Jean-Baptiste Souzy a ich święto liturgiczne obchodzimy 18 sierpnia.

Jest jeszcze coś w tej historii, co trzeba dodać. Chodzi o kapitana Laly`ego. Nic mu nie dało wysługiwanie się rewolucyjnemu reżimowi. Skończył jako zubożały człowiek nie mający celu w życiu. Pewnego dnia wszedł do jego domu gość. Ku swemu przerażeniu, Laly rozpoznał w nim jednego z kapłanów, którego torturował. Kapłan zostawił na stole sakiewkę z pieniędzmi. „Tak właśnie kapłan odpuszcza” – zauważył. Straszliwy Laly później zmarł skruszony i nawrócony.

Zdjęcia z miejsca męczeństwa można zobaczyć tu:

fr.wikipedia.org/wiki/Pontons_de_Rochefort

—————————————————-

——————————

————————————————-

————————–


We Francji, oficjalnie, więc z retuszem: Połowa kryminalistów to nachodźcy

Statystyka prawdę ci powie o skutkach imigracji

28.01.2026 nczas/statystyka-prawde-ci-powie-o-skutkach-imigracji

NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.

We francuskiej Żyrondzie „49% osób popełniających wykroczenia publiczne to cudzoziemcy”. Taka informację podał oficjalnie prefekt tego regionu 23 stycznia, przy okazji prezentacji raportu dotyczącego przestępczości w roku 2025.

Prefekt Żyrondy Étienne Guyot poruszył kwestię imigracji i ujawnił, że prawie połowa wszystkich przestępców w departamencie to obcokrajowcy. Imigracja i bezpieczeństwo to jeden z najważniejszych priorytetów Francuzów przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na marze tego roku.

Prefekt stwierdził, że ​​w 2025 roku w Żyrondzie „49% osób popełniających przestępstwa było cudzoziemcami”. Dodał, że ponad 1000 osób otrzymało nakazy deportacji i zadeklarował: „zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić, że osoby, którym wydano nakazy deportacji, wyjadą, ponieważ czasami dopuszczają się przestępstw”.

Étienne Guyot pochwalił jednak służby za to, że w porównaniu z rokiem poprzednim, „o 30% więcej cudzoziemców” z nakazem wyjazdu opuściło Francję. W 2025 roku władze zaostrzyły również kontrole.

Niektóre z nich wprowadzono na ruchliwych przejściach granicznych w ramach krajowej operacji zwalczania nielegalnej imigracji. „Napływa do nas wielu cudzoziemców, głównie z Półwyspu Iberyjskiego i tam przebywających legalnie”. Prefekt dodał, że pochodzą głównie z Afryki Północnej i Afryki Subsaharyjskiej.

Źródło: Europe1/ CNews

McDonald’s odstawia dzieci na bok. Happy Doggy.

McDonald’s odstawia dzieci na bok.

Sieć uruchomiła ofertę dla psów

Źródło: oprac. AK 21-01-2026, dlahandlu.pl/mcdonald-s-odstawia-dzieci-na-bok

McDonald’s po raz kolejny pokazuje, że uważnie czyta społeczne sygnały i potrafi przekuć je w produkt.

Tym razem marka sięga po temat, który szczególnie mocno rezonuje z młodszymi konsumentami: relację z pupilem traktowanym jak pełnoprawny członek rodziny. McDonald's odstawia dzieci na bok. Sieć uruchomiła ofertę dla psów

Pet parenting w handlu. McDonald’s uruchamia ofertę dla psów

  • McDonald’s we Francji wprowadził do oferty zestaw Happy Doggy, czyli pierwszą w historii sieci kolekcję zabawek zaprojektowanych specjalnie dla psów.
  • Oferta ma odpowiadać na zmianę kulturową i oczekiwania Gen Z, dla których pupil coraz częściej jest pełnoprawnym członkiem rodziny.
  • W zestawie są cztery gadżety inspirowane kultowymi pozycjami z McDonald’s.

Pies jak dziecko. Nowa oferta w McDonald’s

We Francji już co trzeci mieszkaniec tego kraju ma psa, jednak to pokolenie Gen Z najsilniej redefiniuje pojęcie „rodziny”. Z badań wynika, że niemal co drugi przedstawiciel tej grupy uznaje swojego pupila za najważniejszą istotę w życiu.

Dla McDonald’s to jasny sygnał: skoro marka od dekad buduje emocjonalne doświadczenia wokół rodzin i dzieci, dziś musi uwzględnić także  czworonożnych domowników.

Zestaw Happy Doggy w McDonald's fot. mat. pras.

Zestaw Happy Doggy w McDonald’s fot. mat. pras.

„Happy Doggy”, czyli McDonald’s w wersji pet

W odpowiedzi na ten trend francuski McDonald’s przygotował zestaw Happy Doggy – pierwszą w historii sieci fast food kolekcję zabawek zaprojektowanych specjalnie dla psów.

To cztery produkty inspirowane kultowymi elementami menu: Chauss’Pom, Fly’Bun, Sundae’Ball oraz Fun’Fries. Estetyka, nazewnictwo i forma są natychmiast rozpoznawalne i wprost przenoszą świat McDonald’s do psiego koszyka z zabawkami.

tiktokcdn-eu.com

Jak podkreśla Jean-Guillaume Bertola, CMO McDonald’s France, kluczowe było przeniesienie dobrze znanego rytuału – pierwszej zabawki z McDonald’s – na nowy obszar relacji człowiek–zwierzę. Nie chodzi więc wyłącznie o gadżet, ale o wspólne doświadczenie i emocję, którą można dzielić z pupilem.

To podejście idealnie wpisuje się w strategię marek skierowanych do młodszych pokoleń: mniej „sprzedawania”, a więcej symbolicznych gestów i mikromomentów, które wzmacniają więź z brandem.

Źródło: lbbonline.com

Marsylia: Pracownicy Orange w kamizelkach kuloodpornych? Wojna gangów.

Francja: Pracownicy Orange w kamizelkach kuloodpornych?

2026-01-22 : europe1.fr/societe/marseille-face-a-la-situation-orange-va-demenager-une-grande-partie-de-ses-employes-du-site-de-saint-mauront

Szok w Marsylii. Pracownicy w kamizelkach kuloodpornych obsługują klientów w salonach Orange. Firma montuje pancerne szyby. Czy to stan wojny? Sprawdź szczegóły.

Gdy wielka korporacja technologiczna musi wycofać swoich ludzi z nowoczesnego biurowca, bo na ulicy rządzą karabiny maszynowe, wiesz, że sytuacja jest krytyczna. W Marsylii bezpieczeństwo przegrało z przestępczością. Ewakuacja pracowników Orange z dzielnicy Saint-Mauront stała się faktem, kończąc tym samym głośną debatę o kamizelkach kuloodpornych dla informatyków.

Biurowiec na linii ognia

Jeszcze do niedawna budynek w dzielnicy Saint-Mauront miał być symbolem rewitalizacji i nowoczesności. Jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Obiekt, w którym pracuje ponad tysiąc osób, znalazł się w samym centrum wojny gangów narkotykowych. Ewakuacja pracowników Orange nie jest decyzją pochopną, lecz skutkiem wielomiesięcznego terroru. Pracownicy techniczni i biurowi, zamiast skupiać się na cyfryzacji Francji, musieli uważać na zabłąkane kule. Pociski regularnie trafiały w elewację, a nawet wybijały szyby w oknach, co wywołało paraliżujący strach wśród załogi.

Kamizelki kuloodporne? Pomysł z bezsilności

Zanim zapadła decyzja o wyprowadzce, pojawił się pomysł, który wstrząsnął francuską opinią publiczną. Ponieważ zagrożenie życia było realne, rozważano wyposażenie pracowników w kamizelki kuloodporne. Chociaż brzmi to jak absurd, dla ludzi przebywających w „witrynie Babel” (tak nazywa się budynek) była to ponura codzienność. Związki zawodowe i media szybko nagłośniły sprawę, pytając retorycznie, czy tak ma wyglądać praca w biurze w XXI wieku. W rezultacie zarząd firmy zrozumiał, że pancerz nie jest rozwiązaniem problemu systemowego braku bezpieczeństwa.

Decyzja o ucieczce: 300 osób zmienia lokalizację

Firma powiedziała ostatecznie „dość”. Dlatego kierownictwo Orange ogłosiło plan relokacji. Jak podaje stacja Europe 1, natychmiastowa przeprowadzka dotyczy około 300 pracowników. Są to osoby, które pracowały na parterze oraz w najbardziej eksponowanych częściach budynku, bezpośrednio narażonych na ostrzał z ulicy. Co więcej, pracownicy masowo korzystali z przysługującego im prawa do odmowy pracy w warunkach zagrożenia (tzw. droit de retrait), co w praktyce paraliżowało funkcjonowanie oddziału.

Porażka państwa w walce z narkobiznesem

To wydarzenie ma wymiar symboliczny. Zatem wycofanie się tak dużego gracza z dzielnicy jest jasnym sygnałem: państwo straciło kontrolę nad częścią swojego terytorium. 

Ewakuacja pracowników Orange to nie tylko logistyczna operacja przenoszenia biurek i komputerów.

To dowód na to, że w starciu z bezwzględnymi handlarzami narkotyków, legalny biznes musi ustąpić pola. Marsylia staje przed pytaniem, jak daleko posuną się strefy bezprawia, skoro nawet wielkie korporacje muszą uciekać, by chronić życie swoich ludzi.

Źródło: europe1.fr/societe/marseille-face-a-la-situation-orange-va-demenager-une-grande-partie-de-ses-employes-du-site-de-saint-mauront

Cóżeś ty Francji uczynił, Ludwiku?

Jerzy Wolak: Cóżeś ty Francji uczynił, Ludwiku?

(fot.Eric Pouhier/Own work/creative/commons)

cozes-ty-francji-uczynil-ludwiku

Degradacja pierwszej córy Kościoła do poziomu bezczelnie gwałcącej prawa Boże laickiej republiki to nie tylko skutek masońskiej rewolucji. Spora w tym również wina złego pasterza, który nie kiwnął palcem w celu ratowania naturalnego porządku i obrony powierzonej sobie trzody.

Rewolucja nazwała Ludwika XVI tyranem – trudno o większe kłamstwo! Czyż może być coś bardziej niedorzecznego niż słaby, nieudolny i naiwny tyran?! A taki właśnie był Ludwik – brakowało mu stanowczości i zdecydowania, „grzeszył” też nadmierną dobrocią i łagodnością. Czy tak się zachowuje tyran? Czy tyran może być orędownikiem swobód, czy może tolerować rozprzestrzenianie się rewolucyjnej propagandy, czy wreszcie zawaha się przed użyciem siły?

Portret Ludwika XVI malowany przez środowiska kontrrewolucyjne bywa nie mniej fałszywy – otacza go zazwyczaj nimb męczeństwa, nieledwie świętości. Owszem, zgilotynowany król Francji odznaczał się wielką pobożnością, ale świętym jest przede wszystkim ten, kto wypełnia do końca obowiązki względem Boga i ludzi. Na tym zaś polu Ludwik sromotnie zawiódł. Czyż bowiem obowiązkiem króla nie jest bronić poddanych i strzec Ładu, a wszelką ruchawkę stłumić w zarodku?!

Z rewolucyjną burdą lat 1789–1791 bez specjalnych trudności poradziłby sobie byle kapitan gwardii – gdyby tylko dostał taki rozkaz. Ludwik jednak takiego rozkazu nigdy nie wydał, gdyż z natury przeciwny rozwiązaniom gwałtownym nade wszystko pragnął zapobiec rozlewowi krwi swego ludu. Naiwnie wierząc w dobrą wolę rewolucjonistów szedł na wszelkie ustępstwa w nadziei pomyślnego zakończenia konfliktu. Nie przyjmował do wiadomości, że łagodność w pewnym momencie musi mieć swój kres, przecież sam Chrystus nie zawahał się chwycić za bat, uznawszy, iż miarka się przebrała.

Przy całej swej wrodzonej łagodności Ludwik nie był bynajmniej tchórzem – nie raz stawał oko w oko z rozjuszoną tłuszczą, wykazując spokój i siłę charakteru, które dziwiły nawet jego najzagorzalszych wrogów. W opacznym – bo nie katolickim, wszak zdrowy katolicki duch rozmył się w rozpanoszonej na salonach (również biskupich) mętnej pseudofilozofii „oświecenia” – pojmowaniu miłosierdzia, litując się nad kilkoma setkami mętów, zezwolił na straszną śmierć ponad dwóch milionów dobrych Francuzów.

PODCAST

A przecież kiedy 5 października 1789 roku tłumy paryskich ladacznic i drabów przebranych za kobiety przybyły do Wersalu, by go sprowadzić do Paryża, wystarczyło krzyknąć na straż szlachecką, która da się za niego porąbać, na pułki szwajcarskie, które uczynią wszystko, co każe: „Rozpędzić mi tę hałastrę!” Oto co powinien zrobić!

Ludwik się na to nie zdobył i nazajutrz jechał do Paryża z rodziną eskortowany przez kokoty, przekupki i różnych oberwańców, którzy nieśli przed nim na pikach ucięte głowy jego zamordowanych gwardzistów – pisze Teodor Jeske‑Choiński w Psychologii rewolucji francuskiej. Podobnie stało się podczas ucieczki do Varennes 21 czerwca 1791 roku – oddział rojalistyczny pojawił się tuż po zatrzymaniu królewskiej karety, lecz Ludwik nie pozwolił atakować tłumu.

Ostatnią szansę zaprzepaścił 10 sierpnia następnego roku podczas ataku na miejsce swego przymusowego pobytu – pałac tuileryjski. Kiedy wierna gwardia szwajcarska w obronie własnej dała morderczą salwę i już wsiadała na karki kłębiącego się motłochu, król nakazał złożenie broni. Szwajcarów zmasakrowano, Ludwika uwięziono. Za pół roku już nie żył.

Francja zaś z pierwszej córy Kościoła zamieniła się w rewolucyjną ladacznicę, kraj terroru, komunizmu i zadekretowanego ateizmu – rewolucyjnej zarazy, którą wojska obywatela Bonapartego rozniosły po całej Europie, by ją przenikała po dziś dzień…

Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia kilkunastoosobowa grupa krakowskiej młodzieży związanej z nieistniejącym już dziś, a podówczas całkiem aktywnie działającym Klubem Zachowawczo‑Monarchistycznym postanowiła uczcić dwieście którąś z kolei rocznicę królobójstwa w sposób dosyć nietypowy, a mianowicie: poprzez zapalenie zniczy żałobnych w intencji zamordowanej rodziny królewskiej, jak również setek tysięcy ofiar rewolucji, przed bramą konsulatu francuskiego przy ulicy Stolarskiej. Przybyli, zapalili, odmówili modlitwę i nieniepokojeni przez nikogo (dzień bowiem był sobotni, a czas, kiedy jeszcze po Stolarskiej nie przechadzali się rozkołysanym krokiem szeryfowie z glauberytami w olstrach) już mieli iść do domu, gdy drzwi konsulatu nieoczekiwanie otworzyły się ukazując mężczyznę w średnim wieku, który na widok płonących przed progiem świec zapytał:

– Mesdames et messieurs, ale o co chodzi?

Messieurs, niespodziewający się takiego obrotu rzeczy, nieco się stropili, na szczęście mieli u swego boku mesdames, a właściwie mesdemoiselles, które natychmiast ochoczo wyjaśniły panu konsulowi (tym bowiem okazał się ów Francuz, który nieoczekiwanie zaszczycił swą osobą monarchistyczny happening, wpadłszy pomimo soboty na chwilę do biura, gdyż w przeddzień zostawił tam spinki do mankietów), że właśnie przypada rocznica śmierci pod nożem gilotyny [wiekopomnego francuskiego wynalazku], arcy-francuskiego króla Ludwika XVI.

– Właśnie dzisiaj? – chciał wiedzieć konsul.

– Tak, stało się to 21 stycznia 1793 roku w godzinach porannych – wyjaśniły niestrudzone monarchistki, po czym krótko streściły ciąg wydarzeń prowadzący do tragedii na Placu Rewolucji, by zakończyć zwięzłym opisem wypływającego z niej ludobójstwa.

– Coś takiego, niesamowite… – wyglądało na to, że francuski dyplomata po raz pierwszy usłyszał o tych wydarzeniach. – I państwo o tym pamiętają, i specjalnie to celebrują. Jak to pięknie, jak pięknie… – przedstawiciel laickiej republiki był wyraźnie zachwycony lekcją ojczystej historii, usłyszaną w kraju, który zapewne do tej pory lokował nieporównanie dalej niż północ…

Paradoks? Z pewnością nie większy niż wyidealizowany posąg nieszczęsnego króla, bodaj najpiękniejszy ze wszystkich królewskich nagrobków pomieszczonych w bazylice Saint‑Denis.

Jerzy Wolak

Amerykańska analiza uwiądu Europy przestraszyła Francuzów?

Amerykańska analiza uwiądu Europy przestraszyła Francuzów?

Bogdan Dobosz pch24.pl/bogdan-dobosz-amerykanska-analiza-uwiadu-europy-przestraszyla-francuzow

(pixabay.com)

„Wymazywanie cywilizacji w Europie” – takie określenia padły w analizie „Atlantico” dla określenia tez nowej amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Stwierdzono, że to „druzgocąca diagnoza”, która opiera się na spadającym wskaźniku urodzeń, przyjmowaniu masowej imigracji i negowaniu cywilizacyjnych wartości i fundamentów. Biały Dom ocenia, że w ciągu dwudziestu lat Stary Kontynent zmieni się „nie do poznania”, jeśli… nic się nie zmieni. Europę może uratować jedynie ponowne nawiązanie kontaktu ze swoimi fundamentalnymi wartościami cywilizacyjnymi.

Opinie te podziela m.in. francuski politolog, dziennikarz i specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych Alexandre Del Valle, który rozmawiał na ten temat na łamach portalu „Atlantico” z antropologiem z CNRS Philippem d’Iribarne i Chantal Delsol, profesorem filozofii politycznej i historykiem idei.

W ramach Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych opublikowano tezy, których część jest poświęcona Europie i pozwala zrozumieć coraz bardziej lekceważący stosunek Waszyngtonu do uwzględniania w swoich grach strategicznych sojuszników zza Atlantyku. Analiza Amerykanów dotyczy także zagrożeń cywilizacyjnych, przed którymi stanie Europa w ciągu najbliższych 20 lat, a których w pełni nie dostrzega.

D’Iribarne twierdzi, że „Europa nie jest tu całkowicie ślepa” i wskazuje, że trzy z czterech najlepiej sprzedających się obecnie we Francji esejów politycznych to książki autorstwa szefa Zjednoczenia Narodowego Jordana Bardelli, założyciela prawicowej partii „Rekonkwista” Erica Zemmoura i byłego konserwatywnego polityka z Wandei – Philippe’a de Villiersa. Każdy z tych autorów porusza te same problemy, na które zwracają uwagę Amerykanie.

Jednak na lewicy nadal nie ma mowy o „zagrożeniu cywilizacyjnym”, imigracja jest dalej postrzegana jako czynnik „wzbogacenia kulturowego”, a tym, co należy zwalczać, dla tej strony pozostaje „zacofane”, „rasistowskie”, „ksenofobiczne” i „islamofobiczne” społeczeństwo.

Lewica nadal toczy walkę i „odrzuca dziedzictwa cywilizacji z jego wymiarem chrześcijańskim”, co jest „szczególnie widoczne w kraju takim jak Francja, gdzie rewolucja konstytuująca republikę miała wyjątkowo antyreligijny charakter”.

Chantal Delsol uważa, że chociaż „Amerykanie traktują nas z dużą pogardą i ciągle powtarzają, że stajemy się kalifatami”, to dodaje, że to już cząstkowa „prawda np. w przypadku Belgii”, chociaż nie jest to nieuniknione. Wskazuje tu na postkolonialne „poczucie winy” Zachodniej Europy i „brak moralnej siły” do odrzucenia tych oskarżeń, m. in. z powodu utraty, już dawno, wiary w swoją misję i prezentowane wartości.

Profesor wskazuje, że w przypadku imigracji, „gdyby chodziło po prostu o ubogich ludzi, którzy chcą tu pracować i korzystać z naszego dobrobytu to byłoby to normalne”, ale zjawisko takie przybrało formę inwazji i „w wielu przypadkach chodzi o całe grupy, które wyraźnie zamierzają nas zniszczyć”.

Philippe d’Iribarne twierdzi, że Europa sama wyprodukowała swoją bezradność, co zaczęło się w epoce Oświecenia, jako zasada „uniwersalizmu rozumu”, a dziś poszło dalej i przybrało formę „uniwersalizmu inkluzywnego społeczeństwa” wraz z odrzuceniem „ciemnych wieków” zacofania poprzednich epok.

Przypomniał tu scenę z otwarcia paryskiej olimpiady z 2024 roku, w której Maria Antonina ofiarowywała ludziom swoją odciętą głowę ociekającą krwią, jako symbol zerwania z przeszłością.

Chantal Delsol mówiła z kolei o nurtach ideologii, które pragną zapomnieć o fundamentach własnej cywilizacji i chcą wszystko zdekonstruować, ale twierdziła, że są one silne, nie tyle wsparciem społecznym, co „agresję i krzykiem”.

Philippe d’Iribarne wskazywał, że nawet brutalne i oczywiste realia nie zmieniają sposobu myślenia pewnych grup i elit, które tracą kontakt z rzeczywistością, ale jego zdaniem nie chodzi tu o cynizm, lecz o „trudności porzucenia swojego marzenia” o „nadejściu nowego typu braterstwa ludzkości”. Dodał, że nawet w Kościele katolickim tzw. „postępowe skrzydło” jest gotowe odrzucać wszystkie idee „cywilizacji chrześcijańskiej” na rzecz „przestrzegania rzekomo uniwersalnych ‘wartości’, wykraczających poza kultury i religie”. Naukowiec wskazał tu np. uporczywe twierdzenia niektórych duchownych, „wbrew wszelkim dowodom, że islam jest religią miłości i pokoju”.

Dla prof. Delsol upada właśnie ostatnia postmarksistowska utopia polityczna o „końcu historii”, która „rozpłynęła się w powietrzu i ostatecznie umarła wraz z wojną na Ukrainie. Europejczycy zaczynają rozumieć, że muszą przestać oddawać się utopiom, że życie międzynarodowe to nie spacer po parku i że powinni zacząć produkować broń zamiast kupować lody, jak to robili przez ostatnie 70 lat”.

Na pytanie, czy możemy uniknąć tego cywilizacyjnego upadku, Philippe d’Iribarne odpowiada, że Europa nie musi być skazana na los starożytnej Grecji i Cesarstwa Rzymskiego. Wymaga to jednak działania, a Chantal Delsol dodaje, że to także „kwestia odwagi”, bo „poza tym mamy wszystko, czego potrzebujemy, zasoby intelektualne i materialne”. „Myślę, że to realne zagrożenie nas obudzi. Nigdy nie widzieliśmy, żeby przyszła ofiara w obliczu wroga nadal prawiła morały o cnocie i pokoju. Wszyscy mamy ukryte zdolności, których łatwe życie nie pozwala nam wykorzystać” – kończy profesor i do końca nie wiadomo, czy to prognoza optymistyczna, czy też wezwanie do trwania w europejskich Okopach św. Trójcy? Wydaje się jednak, że amerykańska analiza Europy przynajmniej obudziła część elit Starego Kontynentu.

Bogdan Dobosz

Algierczycy okradli dom prezydenta Francji, Hollande

Algierczycy okradli dom prezydenta Francji

3.12.2025

Hollande z Obamami Fot. Wikipedia domena publiczna

Ofiarą włamania jest były prezydent Francji, socjalista François Hollande. W takich przypadkach służby są sprawne. Dwie osoby zostały już oskarżone i uwięzione. Są to dwaj obywatele Algierii urodzeni w grudniu 1994 i w lutym 1995 roku. Włamali się do paryskiego domu, w którym mieszka François Hollande i jego konkubina Julie Gayet. Do włamania doszło 22 listopada.

Natychmiast wszczęto śledztwo w sprawie „zorganizowanego rozboju”, które było prowadzone przez paryską policję. Jak donoszą teraz media, już tydzień później, 28 listopada zatrzymano dwie osoby, którym postawiono formalne zarzuty.

Algierczycy trafili do aresztu tymczasowego. Wybrali chyba zły obiekt… Swoją drogą, Hollande, który obecnie jest deputowanym, przez lata migrację wspierał. Karma wróciła?

Hollande jest uznawany za jednego z najgorszych prezydentów V Republiki. Był prezydentem w latach 2012-17, a także bohaterem kilku skandali obyczajowych. W 2024 powrócił do aktywności politycznej. W przedterminowych wyborach w tym samym roku z ramienia koalicji lewicy – Frontu Ludowego uzyskał mandat posła do Zgromadzenia Narodowego.

François Hollande przez około trzydzieści lat był związany z polityk PS Ségolène Royal, z którą ma czwórkę dzieci.

W październiku 2010 François Hollande ogłosił publicznie, że jest związany z Valérie Trierweiler, dziennikarką „Paris Match”.

W tym samym czasie, od 2013 pojawiły się pogłoski o związku François Hollande’a z aktorką Julie Gayet. François Hollande i Julie Gayet zawarli związek małżeński w 2022r.

Źródło: Le Figaro