Encyklika Leona XIV jako argument dla rewolucji
15 czerwca 2026 Paweł Chmielewski pch24/encyklika-leona-xiv-jako-argument-dla-rewolucji

Encyklika „Magnifica humanitas” papieża Leona XIV jest tekstem szeroko komentowanym w całym katolickim świecie. Dokument może zostać interpretacyjnie zawłaszczony przez środowiska rewolucyjne, które widzą w nim wygodne narzędzie do forsowania własnej agendy.
Hermeneutyka zmiany
Habent sua fata libelli, powiadali Rzymianie. Mają swoje losy i papieskie dokumenty. Franciszkowa Amoris laetitia o pięknie miłości małżeńskiej przeszła do historii z powodu kilku zdań dotyczących roli ludzkiego sumienia i Komunii świętej dla rozwodników. W przypadku adhortacji Jorge Mario Bergoglia nie ma większych wątpliwości, że taki los był autorowi dzieła miły – długaśne passusy papieskiego tekstu tylko otaczały faktycznie istotne zdania. Opinia publiczna i teologiczna po prostu trafnie je wydobyła.
Nie wiem, jaki był papieski zamiar względem encykliki Magnifica humanitas. Pozostaje jednak faktem, że obszerny tekst Leona XIV, który co do zasady poświęcony jest kwestii sztucznej inteligencji, opinia publiczna recypuje głównie za sprawą problematyki niewolnictwa. Papieskie przestrogi przed ludzką pychą i nieledwie ludobójczym potencjałem źle wykorzystanej AI giną wśród komentarzy, zdominowanych przede wszystkim przez jedno: przeprosiny za stanowisko Kościoła wobec fenomenu niewolnictwa.
Nie chcę tu wchodzić w dyskusję o naturze tego stanowiska. Na polskim gruncie rzecz drobiazgowo omówił Grzegorz Kulik w monumentalnej pracy „Katolickie zasady niewolnictwa w nauczaniu teologów XVI i XVII wieku”. Nieco wbrew tytułowi, autor omawia problem w szerszej perspektywie historycznej, pokazując, z czego wynikało kościelne akceptowanie instytucji niewolnictwa. Kościół ją przecież zastał jako fundament społeczny Imperium Romanum, przeniesiony przez wiatr historii aż do średniowiecza i nowożytności. Nie wzywając do społecznej rewolucji w tym zakresie, Kościół starał się prezentować sposoby na chrześcijańskie przeżywanie tej rzeczywistości w duchu miłosierdzia. To się oczywiście nie zawsze udawało, ale nie sposób odmówić Kościołowi intencji cywilizowania niewolnictwa.
„Wzrastanie Kościoła w rozumieniu prawd”
Leon XIV zresztą o tym napisał, ale nie te jego słowa znalazły się w soczewce komentarzy. Kluczową rolę przypisano następującym zdaniom:
O ile bowiem w starożytności i w średniowieczu wiele osób i instytucji kościelnych posiadało niewolników, to już w epoce nowożytnej rzymska Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, wielokrotnie interweniowała, by regulować i uprawomocniać sposoby podporządkowania, a w niektórych przypadkach także zniewolenia „niewiernych”. Trzeba było czekać aż do XIX w., aby pojawiło się formalne, absolutne i powszechne potępienie niewolnictwa, zwłaszcza przez Leona XIII. Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże. [P]rzez osiemnaście wieków nie zdołano oficjalnie wyrazić całkowitej niezgodności tego faktu z niewolnictwem. Jest to rana w pamięci chrześcijańskiej i nie możemy uważać, że nas to nie dotyczy. Nie sposób nie odczuwać głębokiego bólu, gdy rozważamy ogromne cierpienie i upokorzenie, jakie niewolnictwo oznaczało dla tak wielu osób, w sprzeczności z ich nieograniczoną godnością, nieskończenie umiłowaną przez Pana. Dlatego w imieniu Kościoła szczerze proszę o przebaczenie.
Ten passus można odczytywać w różnych perspektywach. Chcę skupić się na jednej, to znaczy wewnątrzkościelnej. Co oznaczają słowa Leona XIV dla wielkich dyskusji o przyszłości nauczania Kościoła katolickiego? W tym kluczu za najważniejsze można uznać zdanie:
„Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże”.
Czytając katolicką prasę liberalną już szereg razy spotkałem się z odwołaniem do tych właśnie zdań. Katoliccy reformiści uważają, że Leon XIV, przepraszając za niewolnictwo i uznając, że nauczanie Kościoła katolickiego może „wzrastać w rozumieniu odwiecznych prawd”, otworzył drogę do zmian doktrynalnych również w innych kwestiach.
Kolejne zmiany?
Zwrócił na to uwagę między innymi dr Stefan Orth, redaktor naczelny prominentnej niemieckiej Herder Korrespondenz. W artykule opublikowanym gościnnie na łamach Katolisch.de napisał: „Puentą u Leona jest jego definicja możliwości dalszego rozwoju katolickiej nauki. […] Oczywiście także w przypadku Objawienia chodzi o «wieczne prawdy». Jednak najwyraźniej muszą one niekiedy dopiero zostać odkryte w całej ich pełni, nie mogąc być po prostu odczytane z Ewangelii i Tradycji. Przychodzą na myśl również inne tematy, które w związku z równą godnością katoliczek i katolików mogłyby zostać odczytane w takim duchu. Leon XIV dał tu znaczący impuls dla nadchodzących dyskusji”.
Orth zwrócił uwagę na perspektywę ludzkiej godności, bo Leon XIV w Magnifica humanitas właśnie z tej godności wyprowadza kościelne potępienie niewolnictwa. Kościelni reformiści uważają, że rozpoznanie prawdziwej natury tej godności powinno mieć jednak również inne implikacje. W obecnej dyskusji dotyczy to przede wszystkim dwóch spraw: homoseksualizmu oraz roli kobiet w Kościele.
Homoseksualizm i rola kobiet
Otóż twierdzi się, że właśnie ze względu na równą godność wszystkich ludzi, skłonności homoseksualne powinny zostać w Kościele całkowicie zaakceptowane, a co za tym idzie – aktywność intymną w związkach jednopłciowych należy uznać za moralnie dopuszczalną. Stoi za tym przekonanie, że homoseksualizm jest wrodzony albo przynajmniej zależny od czynników, na które jednostka nie ma żadnego wpływu – a jako taki, musi zostać uznany za „dany” człowiekowi przez Boga. Na takiej koncepcji ufundowana jest działalność również polskiego ruchu na rzecz normalizacji homoseksualizmu w Kościele. Magnifica humanitas – niezależnie od intencji papieskiego autora – rzeczywiście może stać się bardzo poręcznym argumentem na rzecz zmiany w tym obszarze.
Podobnie jest w przypadku roli kobiet w Kościele. Środowiska reformistyczne uważają, że równa godność mężczyzn i kobiet wyklucza ograniczenie kapłaństwa do jednej płci. W ich ocenie wszelkie argumenty biblijne albo historyczne przeciwko kapłaństwu kobiet tracą swoją decydującą moc w obliczu aktualnego rozpoznania charakteru tej godności. W efekcie postulują dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, bez żadnych ograniczeń: od sakramentalnego diakonatu, poprzez prezbiterat, aż po episkopat. Reformiści twierdzą, że Kościół katolicki w swoim podejściu do roli kobiet był na przestrzeni wieków ściśle zależny od zastałych uwarunkowań społecznych – dokładnie tak, jak w przypadku niewolnictwa. Skoro sytuacja społeczna gruntownie się zmieniła i kobietom przyznaje się dziś dokładnie te same prawa, co mężczyznom, powinno to, argumentują, znaleźć odzwierciedlenie również w Kościele w kwestii kapłaństwa. Powiedziałbym, że w tej sprawie „Magnifica humanitas” może być wykorzystywana na rzecz reformy z jeszcze większą siłą, niż w przypadku rewaluacji homoseksualizmu.
Bitwa dwóch hermeneutyk
Podkreślę raz jeszcze, że nie znam intencji Leona XIV w kwestii losów, jakie spotykają jego encyklikę. Nie wiem też, co papież zamierza względem oceny homoseksualizmu albo roli kobiet. Inaczej niż Jorge Mario Bergoglio, Robert Prevost dość oszczędnie gospodaruje słowem, kiedy przychodzi mu określić własne zapatrywania. Dlatego wysiłki środowisk reformistycznych mogą rozbić się o skałę papieskiej woli, nieskorej do zmiany nauczania Kościoła w obu obszarach.
Reformiści wiedzą jednak, że – jak powiadali ci sami Rzymianie – kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Prowadzona przez lata agitacja na rzecz głębokich przeobrażeń życia kościelnego może odnieść w dalekiej przyszłości swój skutek, zwłaszcza, jeżeli zostanie poparta sprytną hermeneutyką papieskich encyklik.
Tym bardziej potrzebny jest wysiłek konserwatywnych środowisk katolickich, nakierowany na ukazanie obu problemów w perspektywie zgodnej z Tradycją. Nie chodzi o to, by tylko powtarzać przeszłe orzeczenia kościelnego autorytetu, bo taka archaizująca, papuzia teologia nie może przekonywać. Rzecz w tym, wydobyć z tych orzeczeń niezmienną istotę, odnieść ją do Pisma Świętego i samej natury rzeczy, pokazując, dlaczego nauczanie Kościoła nie powinno albo po prostu nie może się w tych sprawach zmienić. Jeżeli ten wysiłek zostanie podjęty, to Kościołowi może zostać oszczędzone wiele niepotrzebnego fermentu.
Zakładając, że w obu kwestiach nauczanie nie może ulec zmianie, nie musimy obawiać się o finalny wynik całego sporu; ale powinniśmy troszczyć się o poglądy współczesnych, tak, by zachowywać jedność Kościoła, a nie pozwalać milcząco na jego rozbijanie poprzez błędy feminizmu albo permisywizmu moralnego. Dlatego rewolucyjnej interpretacji „Magnifica humanitas” powinna towarzyszyć równoległa interpretacja tradycyjna. Historia ostatnich dekad w Kościele pokazała dobitnie, że sporów nie wygrywa litera kościelnych dokumentów, ale hermeneutyka – a raczej siła stronnictwa, które stoi za daną linią hermeneutyczną.
Paweł Chmielewski