Od Homera do TikToka i z powrotem? Krótka rzecz o polskiej szkole
1 września 2026 Stanisław Bukłowicz pch24/od-homera-do-tiktoka-i-z-powrotem-krotka-rzecz-o-polskiej-szkole,

„Gdzie jest mądrość, którą utraciliśmy w wiedzy? Gdzie jest wiedza, którą utraciliśmy w informacji?” – pytał w 1934 roku T.S. Eliot.
1 września 2026 roku pierwsi uczniowie zaczęli się uczyć według nowej podstawy programowej. Czy jednak wyjdą ze szkoły mądrzejsi – albo choćby bardziej wykształceni?
„Reforma26. Kompas Jutra” obejmie klasy I i IV szkoły podstawowej, a w następnych latach – kolejne roczniki.
Nowa podstawa mocno akcentuje kompetencje językowe, matematyczne i cyfrowe, a także krytyczne myślenie, kreatywność i sprawczość. Wyodrębnia sześć interdyscyplinarnych modułów: bezpieczeństwo i obronę, media, filozofię, ekonomię i finanse, klimat oraz kulturę. W szkołach ma być również więcej projektów i doświadczeń edukacyjnych.
Zróbmy to razem!
- 25 zł
- 50 zł
- 100 zł
- 200 zł
- 500 zł
Zmiany te nie są jednak tak niewinne, jak mogłyby się z pozoru wydawać. Wystarczy tylko spojrzeć nieco głębiej.
Przykładem jest choćby uchwalona w maju 2026 roku ustawa o prawach i obowiązkach ucznia. Wcześniejsze zasady oceny zachowania odwoływały się do dobra społeczności szkolnej, honoru i tradycji szkoły, piękna mowy ojczystej, godnego zachowania czy szacunku dla innych. W ustawie znacznie większy nacisk położono choćby na przestrzeganie procedur i „ogólnie przyjętych norm społecznych”. Krytycy mówili w tym kontekście o „próżni aksjologicznej”. I trudno odmówić im słuszności.
Ustawa rozszerzała katalog praw ucznia i tworzyła system rzeczników praw uczniowskich na kilku szczeblach. Ostatecznie 2 lipca 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ją zawetował, wskazując między innymi na groźbę dalszej biurokratyzacji szkoły.
I dobrze, że tak się stało. Sam fakt uchwalenia podobnych rozwiązań pokazuje jednak, dokąd zmierza myślenie o szkole. Wychowanie ustępuje prawom, procedurom i skargom. Nauczyciel coraz mniej przypomina mistrza i wychowawcę, a coraz bardziej funkcjonariusza pilnującego regulaminu. Nietrudno dostrzec w tym drogę do dyktatu uczniowskich roszczeń i ich lewackich rzeczników. Drogę do świata, w którym już samo podjęcie kwestii wychowania może być traktowane z podejrzliwością.
Postępowe rozmiękczanie szkoły
Krytycy reformy oświaty słusznie zauważają więc, że nie chodzi tylko o kolejne przemeblowanie podstawy programowej. Spór dotyczy samego sensu szkoły.
W dokumentach reformy często przewijają się takie słowa jak sprawczość, dobrostan, inkluzja, kreatywność, współpraca, kompetencje przyszłości, uczenie się przez działanie. I właśnie to słownictwo wiele mówi o kierunku zmian. Coraz częściej pyta się o to, co uczeń powinien umieć zrobić, a coraz rzadziej — co powinien wiedzieć i rozumieć.
Problem rozmiękczania edukacji nie dotyczy tylko podstawówki. Widać go także w szkołach średnich i na uczelniach. W świecie, w którym rzetelne nauczanie i wychowywanie stają się passé, jedynie biurokracja trzyma system w ryzach. Szkoła jutra coraz bardziej przypomina dobrze naoliwioną maszynę: nauczyciele-trybiki stosują właściwe procedury w przepełnionych klasach, relacja mistrz–uczeń zanika, a po zajęciach pedagodzy toną w gąszczu coraz to nowych przepisów.
Do tego dochodzi zachwyt reformatorów nad „uczeniem przez działanie”. Projekty, praca zespołowa i praktyczne zadania mogą oczywiście mieć sens. Gorzej, jeśli zastępują mozolne zdobywanie wiedzy. Wtedy edukacja zaczyna przypominać szkolenie przyszłego pracownika: znajdź informację, rozwiąż problem, pokaż wynik, dogadaj się z zespołem.
Tyle że człowieka nie da się sprowadzić do zestawu kompetencji. Nie istnieje krytyczne myślenie bez wiedzy. Bez niej łatwo zamienia się ono w próżne mędrkowanie i pychę intelektualną – przekonanie, że gładką mową można przykryć nieznajomość rzeczy. Grecy dobrze znali niebezpieczeństwo takiego przekraczania własnej miary. Nazywali je hybris.
Szczególnie złudne jest hasło, że szkołę trzeba nieustannie dostosowywać do „świata przyszłości”. Brzmi efektownie. Tyle że przyszłości nie znamy. Wiemy natomiast, że przez stulecia człowiek potrzebował umiejętności jasnego wyrażania myśli, dobrej pamięci, dyscypliny, charakteru i znajomości własnej kultury. Będzie ich potrzebował również wtedy, gdy dzisiejsze kompetencje przyszłości staną się czymś przestarzałym.
Na tym polega paradoks całej tej reformacyjnej gorączki. Szkoła, obsesyjnie przygotowująca ucznia do przyszłości, może odebrać mu właśnie to, co pozwoliłoby mu zachować niezależność.
Humanistyczne antidotum na kryzys edukacji
Wobec kultu praktyczności i odchodzenia od tradycyjnego kanonu lektur warto zaproponować zupełnie inny ideał. Oparty na humanistyce — rozumianej nie jako kilka przedmiotów dla przyszłych filologów, lecz jako całościowe kształcenie i wychowywanie człowieka przez literaturę, filozofię, historię, języki, muzykę i sztukę.
Ale samo pokazanie alternatywy nie wystarczy, aby odciągnąć ucznia od TikToka. Trzeba dać mu coś więcej. Coś, przy czym TikTok okaże się po prostu mały.
Oto jak mógłby wyglądać taki projekt w idealnej, inspirującej postaci.
Wzorem mogłyby być programy oparte na idei Great Books of the Western World, oczywiście poszerzone o polską klasykę i dopasowane do wieku uczniów. Nie chodzi oczywiście o to, by dziesięciolatek czytał Kanta albo przedzierał się przez tysiąc stron Dostojewskiego. Ale warto go stopniowo w ten świat wdrażać.
W podstawówce można więc zacząć od dobrze opowiedzianych mitów greckich, opowieści biblijnych jako jednego z podstawowych kodów naszej kultury, a także legend, baśni, klasycznej literatury dziecięcej i historii. Potem przyszedłby czas na Homera, tragedię grecką, Szekspira czy polskich klasyków. W szkole średniej można by sięgać po trudniejsze teksty filozoficzne, polityczne i religijne. Studia zaś powinny ten proces rozwijać, a nie zaczynać go od zera.
I nie chodzi przy tym o kolejną listę książek do „przerobienia”. Chodzi o stopniowe zapoznawanie młodego człowieka z najważniejszymi dla naszej cywilizacji dziełami. A warto, bo lektura wielkich powieści pozwala zanurzyć się w innych światach i przeżyć życie bohaterów — często ciekawsze i zawsze inne od naszego. Trudno o lepszą naukę patrzenia na rzeczywistość cudzymi oczami.
Nie są to czcze słowa. Badanie Davida Kidda i Emanuele Castano z 2013 roku wykazało, że po lekturze ambitnej literatury pięknej badani lepiej radzili sobie z zadaniami wymagającymi rozpoznawania stanów psychicznych innych ludzi. Z kolei metaanaliza opublikowana w 2024 roku w „Journal of Experimental Psychology: General” wykazała niewielki, ale istotny pozytywny wpływ czytania fikcji na empatię i zdolność rozumienia stanów psychicznych innych ludzi.
Historia magistra vitae est
To samo dotyczy historii — zwłaszcza dziś. Nauka historii leczy nas z jednej z najczęstszych chorób współczesności: przekonania, że wszystko zaczęło się wczoraj. A przecież propaganda, wojny ideologiczne, kryzysy państw, konflikty pokoleń czy lęk przed zmianami technologicznymi pojawiały się już wcześniej, choć pod innymi nazwami.
Nauka historii Polski zakorzenia nas we wspólnocie narodowej i kształtuje świadomych obywateli. Nauka historii świata pozwala poznać inne perspektywy, ludzi z innych miejsc, epok i cywilizacji. Trudno o lepszą lekcję pokory.
Chcemy, by szkoła uczyła życia? Odsyłajmy uczniów do jego nauczycielki.
Czy piękno zbawi świat? Na pewno edukację
Pamiętajmy też, że homo sapiens to nie AI. Nie tylko myśli, lecz jest też istotą o bogatym życiu emocjonalnym i zmysłowym. Nie lekceważmy tego. A o to także powinna dbać szkoła – od najmłodszych lat.
Jak bowiem pisał C.S. Lewis, „zadaniem współczesnego wychowawcy nie jest wycinać dżungle, lecz nawadniać pustynie”. Dobra szkoła nie powinna więc jedynie ograniczać złych nawyków czy chronić ucznia przed kolejnymi zagrożeniami. Powinna przede wszystkim rozbudzać w nim to, co wartościowe: ciekawość, smak, wyobraźnię, zdolność zachwytu nad tym, co piękne oraz pragnienie poznawania rzeczy większych od niego samego.
Człowiek, który tak naprawdę nigdy nie słuchał Bacha, Mozarta czy Chopina ani nie zatrzymał się przed Rembrandtem, Caravaggiem czy Matejką, traci coś więcej niż kilka nazwisk z historii kultury. Traci okazję do kształtowania uwagi, wrażliwości i smaku.
Sztuka wymaga od nas czasu. Symfonii nie da się przewinąć jak trzydziestosekundowej rolki, jeśli chce się ją naprawdę usłyszeć. Obrazowi należy się przyjrzeć, a nie tylko rzucić na niego okiem. Powieść wymaga od nas wejścia w świat kogoś innego i pozostania w nim przez wiele godzin.
W tym sensie klasyczna kultura jest niemal idealnym przeciwieństwem TikToka. Uczy skupienia zamiast rozproszenia, cierpliwości zamiast natychmiastowej gratyfikacji, hierarchii zamiast strumienia równorzędnych bodźców.
W końcu naszym celem nie jest chyba wychowanie pokolenia cyborgów, sprawnie posługujących się internetem i AI, lecz ludzi zdolnych do empatii, samodzielnego myślenia, rozumienia świata i dokonywania własnych wyborów.
Przywróćmy zatem sztuce należne jej miejsce w edukacji!
A krytyczne myślenie? Uczmy dzieci i młodzież filozofii! To prawdziwa królowa nauk, która przecież od dwóch i pół tysiąca lat uczy pytać, odróżniać argumenty od sloganów, dostrzegać sprzeczności i sprawdzać, co naprawdę wynika z przyjętych założeń. Jeśli chcemy wychować ludzi odpornych na manipulację, Platon może się okazać skuteczniejszy niż niejeden kurs rozpoznawania fake newsów.
Kształtowanie człowieka – prawdziwe zadanie szkoły
Szkoły podstawowe, średnie i uczelnie nie nadążą za każdą zmianą na rynku pracy. I może nawet nie powinny próbować. Mogą za to dać coś znacznie trwalszego: wychować osobę wolną, rozumną i cnotliwą w najlepszym, klasycznym znaczeniu tych słów.
Technologie nadal będą się zmieniać. Jedne zawody znikną, inne powstaną. Dzisiejsze modne umiejętności ustąpią miejsca kolejnym. Pozostanie jednak pytanie, czy człowiek jeszcze potrafi myśleć, odróżniać rzeczy ważne od błahych, rozpoznawać dobro i zło, zachować własny osąd i nie zdawać się tylko na algorytm.
To właśnie taki rozwój człowieka jest najcenniejszą rzeczą, jaką może dać szkoła.
Stanisław Bukłowicz