Odpryskowe furie psychiatryczne

michalkiewicz

Odpryskowe furie psychiatryczne

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    15 marca 2026

Epicka furia już dziesiąty dzień przewala się nad Bliskim Wschodem, a końca nie widać. Nawet najtwardsi amerykańscy twardziele chyba zaczynają odczuwać jaskółczy niepokój, bo właśnie zapytali prezydenta Donald Trumpa, kiedy skończy się wojna. Prezydent Trump, zamiast odpowiedzieć im wymijająco, że żadnej wojny nie ma – co wyjaśnił już ponad wszelką wątpliwość amerykański sekretarz do spraw wojny – że USA „nie są w stanie wojny z Iranem” – a „Epicka furia” jest jedną z form walki o pokój, która – jak wiadomo – nie skończy się nigdy – w niepojętym przypływie szczerości powiedział, że musi najpierw zasięgnąć opinii premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, Beniamina Netanjahu. I słusznie – bo skoro Beniamin Netanjahu z zagadkowych przyczyn nie tylko tę „Epicką furię” rozpętał, ale w dodatku nakazał prezydentu Trumpu wziąć na siebie główny ciężar furii – no to jasne jest, że tylko on wie, kiedy skończy.

Warto w związku z tym przypomnieć, że w bezcennym Izraelu w październiku mają odbyć się wybory do Knesetu, w których premier Beniamin Netanahu „wystartuje i je wygra”. Nie tylko wygra – bo jego popularność wśród Żydów jest podobna do popularności Adolfa Hitlera wśród Niemców po pokonaniu Francji w 1940 roku, a nawet większa – bo uporczywie krążą fałszywe pogłoski, jakoby Chabad Lubawicz miała go obwołać Mesjaszem – co szalenie skomplikowałoby dialog z judaszyzmem – więc „Epicka furia” powinna utrzymać się aż do tego czasu – a potem się zobaczy. Co prawda w USA w listopadzie też są uzupełniające wybory do Kongresu – ale jestem pewien, że prezydent Trump w sprawie zakończenia „Epickiej furii” będzie słuchał rozkazów Beniamina Netanjahu, bo w przeciwnym razie mógłby mieć piekło w Białym Domu – co, jak wiadomo, gorsze jest od śmierci.

Ponieważ dwukrotnie wydymani przez Amerykanów Kurdowie nie chcieli się dać wydymać po raz trzeci, prezydent Trump rozmyśla o wysłaniu do Iranu komandosów, a jak to nie wystarczy – to i regularnych wojsk. Jak tam będzie – tak tam będzie – bo przecież i prezydent Trump nie wie, co postanowi Beniamin Netanjahu ze swoimi kolaborantami – więc na wszelki wypadek przedstawia Amerykanom rozmaite „koncepcje” – jak powiedziałby Kukuniek.

A skoro już o Kukuńku mowa, to pora wrócić na teren naszego nieszczęśliwego kraju. Przez ostatni tydzień nie tylko cały nasz nieszczęśliwy kraj, ale i połowa miłującego pokój świata, wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na ogłoszenie przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego swojego faworyta na przyszłego premiera. Pojawiały się rozmaite „koncepcje” – ale w ubiegłą sobotę, 7 marca wszystko się wyjaśniło. Kandydatem Naczelnika Państwa na przyszłego premiera jest pan prof. Przemysław Czarnek, reprezentujący w PiS frakcję „maślarzy”. W jaki sposób zostanie on tym przyszłym premierem – tego na razie nie wiadomo, bo notowania PiS szorują na poziomie 22 procent, a w dodatku Mateusz Morawiecki przebąkuje o jakimści „stowarzyszeniu”, do którego wyprowadziłby z PiS swoich „harcerzy”, a wreszcie zdolność koalicyjna PiS jest znacznie mniejsza od zdolności koalicyjnej PSL, które ma zdolność stuprocentową, a w patriotycznych porywach – nawet większą.

Tymczasem ambasador USA w Warszawie, pan Tomasz Róża już po raz kolejny przestrzegł Naczelnika Państwa i jego wyznawców przed Grzegorzem Braunem. Jak pamiętamy, po raz pierwszy pan Róża powiedział, że każdy rząd w Polsce z udziałem Grzegorza Brauna byłby dla USA „problemem” – ale to jeszcze nic w porównaniu do jego reakcji na wizytę prezesa Konfederacji Korony Polskiej w ambasadzie Iranu w Warszawie. Powiedział pan Róża, że ani prezydent Trump, ani też on, Braunowi tego nie zapomni.

Nawiasem mówiąc, ja byłem pewien, że w Warszawie odkąd wybuchła „Epicka furia”, żadnej ambasady Iranu już nie ma, że budynek został wysadzony w powietrze, a personel wylądował w dole z wapnem – ale nie. Ambasada istnieje sobie jakby-nigdy-nic – bo przecież nie tylko Ameryka, ale i nasz nieszczęśliwy kraj nie jest w stanie wojny z Iranem – ale to jedna rzecz – a druga rzecz – że chociaż nie jesteśmy w stanie wojny, to do tej ambasady nie wolno chodzić pod rygorem strefienia. Toteż nic dziwnego, że pan Róża nie może ochłonąć ze zgrozy na widok strefionego Grzegorza Brauna, który w związku z tym ma przechlapane w ewentualnych kombinacjach na temat przyszłego rządu z premierem Czarnkiem na czele.

Nie wiadomo, czy Naczelnikowi Państwa wolno będzie zawrzeć koalicję i z Konfederacją – bo przecież Grzegorz Braun tam też był i nieźle musiał ją politycznie zakazić. W jaki zatem sposób pan prof. Przemysław Czarnek miałby zostać premierem – tajemnica to wielka, chyba, że stare kiejkuty dostaną od CIA rozkaz stworzenia kolejnej partii jednorazowego użytku – ale oczywiście większej od „Nowoczesnej” . PiS zawrze z nią koalicję i w ten sposób wybory zakończą się prawidłowo. Światło zostanie wyraźnie oddzielone od ciemności.

Tymczasem już 10 marca ma odbyć się u pana prezydenta Karola Nawrockiego spotkanie obywatela Tuska Donalda, obywatela Władysława Kosiniaka-Kamysza i prezesa NBP, Adama Glapińskiego w sprawie alternatywy dla SAFE. Stosowna ustawa została ostatecznie uchwalona przez Sejm 27 lutego i nie tylko vaginet obywatela Tuska Donalda, ale wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, a także prześwietna Generalicja naszej niezwyciężonej armii, zaczęli, jeden przez drugiego, nie tylko nawoływać pana prezydenta Nawrockiego do jej „niezwłocznego” podpisania, ale i grozić, że w przeciwnym razie, jako „zdrajca”, zostanie zaciągnięty przed Trybunał Stanu.

Kombinacja teoretycznie jest poprawna, bo w przypadku postawienia prezydenta przed Trybunałem, pełnienie przezeń urzędu zostaje „zawieszone”, a w tej sytuacji obowiązki prezydenta pełniłby Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz – ale w praktyce jest jeden point faible. Chodzi o to, że prezydenta przed Trybunałem Stanu może postawić dwie trzecie Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu – a nie wiadomo, czy obywatelu Tusku Donaldu udałoby się taką większość zmobilizować.

Na wszelki jednak wypadek pan prezydent uznał, że nie powinien ot tak, po prostu, ustawy o SAFE nie podpisać, tylko przedstawić korzystniejszą alternatywę. Rzecz w tym, że pożyczka SAFE jest oprocentowana „korzystnie”, niemniej jednak…. Po drugie – że jest obwarowana „mechanizmem warunkującym” co oznacza, że Komisja Europejska może pod byle pretekstem wstrzymać przekazywanie kolejnych transz pieniędzy i wreszcie po, trzecie, że – jak wychlapała pani Sobkowiak z vaginetu obywatela Tuska – cztery albo pięć procent kwoty 44 mld euro od razu zostanie przekazane Ukrainie. Obawiam się, że nie 5 a 15, a może nawet 50 procent trafiłoby na Ukrainę, gdzie oligarchowie zaczynają się już niecierpliwić.

Tymczasem pan prezydent wykombinował, że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych, NBP kupi te obligacje i będzie forsa na niezwyciężoną armię bez żadnego oprocentowania. Taka kombinacja jest konieczna ze względu na konstytucję, zakazującą finansowania deficytu budżetowego bezpośrednim kredytem NBP – ale ona jest już legalna. Forsa na wojsko zatem jest – ale obywatele Tusk i Kosiniak-Kamysz twierdzą, że jeśli nawet, to pożyczka SAFE MUSI być wzięta. Od razu widać, że nie chodzi o pieniądze, tylko o wkręcenie Polski w mechanizm przepoczwarzania jej w Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy.

Tymczasem 8 marca odbywały się w Polsce skromniutkie „manify” feministek domagających się realizacji „praw kobiet” Jedna z „ekspertek” powiedziała, że zaległości są tak wielkie iż na całkowite zrównanie w prawach musimy poczekać 266 lat.

O co tu chodzi? Wyjaśnia to Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” – „żeby Książę także zachodzić musiał w ciążę”. To rzeczywiście trudna sprawa, więc w tej sytuacji rozumiemy, iż musi to trochę potrwać.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).