Polska potrzebuje trupów
Autorstwo: Daniel Tokar 29.05.2026 wolnemedia.net/polska-potrzebuje-trupow
Kiedy Rosja ostrzegła ambasadorów przed pozostaniem w Kijowie, Radek Sikorski oczywiście dumnie oświadczył, że każdy przypadek uderzenia w polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne Polska potraktuje jako celowy i zamierzony.
Wydaje się więc temu panu, że autorytet państwa, które niestety obdarowało go fotelem wicepremiera i ministra jest tak wielki, że ze strachu przed konsekwencjami ze strony tego państwa Federacja Rosyjska podkuli ogon i podda się bezzwłocznie. Otóż tak nie będzie.
Będzie za to polski trup, bo Radek Ciężki Przypadek nie wycofa personelu ambasady w tej nadziei, że rosyjska bomba spadnie tam i zabije jakiegoś pracownika, a najlepiej wszystkich. Bo to da pretekst do krzyków o zbrodniczej działalności Putina i napompuje martyrologię narodu polskiego, która przez stulecia napęczniała do rozmiarów wszechświata, ale idiotom z szabelkami i to za mało.
Rozsądne rządy ewakuują personel ze strefy działań wojennych, szczególnie po usłyszeniu ostrzeżenia z ust napastnika. Oznacza to bowiem, że będzie gorzej niż było dotąd.
Ale nie z nami takie numery, Putin.
My potrzebujemy świeżych, polskich trupów. Oczywiście poległych z ręki znienawidzonego Moskala. Zabici w Przewodowie nie mieszczą się w tym zbiorze i nie mogli być powodem do wypowiedzenia wojny. Chyba, że Ukrainie, ale przecież ona walczy, żebyśmy my nie musieli, więc jak tu się czepiać o ten niezamierzony, właściwie to całkiem niewinny przypadek śmierci. Zdarza się.
I chociaż wysyłamy zasoby Zełenskiemu, żebyśmy my nie musieli, to my, dokładnie to nasze rządy, bardzo chcą. A jak naród nie chce, ale „elyta” chce, to trzeba nieuświadomiony politycznie naród przekonać. A cóż lepiej przekona ludzi kierujących się emocyjkami prosto z serca dumnego jak dzięcielina, co panieńskim rumieńcem pała, a nie rozumem, że zbombardowanie polskiej ambasady to hańba, która krwi wymaga.
I hajda na Moskwę, śladem Słomki Adama, który co prawda najdalej dotarł bodajże do Lublina, ale zamiary się liczą, a nie czyny.
Gdy zaś już opadnie bitewny kurz, na Wielkiej Emigracji gdzieś w Londynie czy innym Nowym Jorku łkać będą nad Polską nasi politycy, którzy, co za przypadek, zdążyli uciec.
I znowu będzie polska Chrystusem narodów, a racja moralna będzie nasza, choć terytorium napromieniowane. Za to w podręcznikach do historii będzie o głupcach o szlachetnym sercu, którzy zginęli, by Zachód mógł robić interesy.
Autorstwo: Daniel Tokar
Źródło: Strajk.eu