Polskie borówki przegrywają z importem.
Sieci stawiają na owoce z Peru i Zimbabwe
portalspozywczy/polskie-borowki-przegrywaja-z-importem-sieci-stawiaja-na-owoce-z-peru-i-zimbabwe
W szczycie krajowych zbiorów na półkach wciąż pojawiają się borówki sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki. Importowane owoce trafiają często do promocji, wywierając presję na ceny oferowane polskim producentom. Eksperci przekonują jednak, że niższa cena może oznaczać dłuższy transport, słabszą świeżość i większy ślad środowiskowy.

- Importowane borówki pojawiają się w promocjach również w szczycie polskiego sezonu, co – zdaniem ekspertów – wywiera presję cenową na krajowych producentów;
- Polskie owoce mogą trafić do sklepów nawet w ciągu doby od zbioru, podczas gdy importowane spędzają w transporcie nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt dni;
- Eksperci przekonują, że krajowi plantatorzy są dziś w stanie zapewnić dużym sieciom regularne dostawy przez cały sezon;
- Wybór lokalnych borówek oznacza krótszy transport, mniejszy ślad węglowy i wsparcie dla polskiej gospodarki.
Importowane borówki trafiają do promocji
Letnie miesiące to najważniejszy okres dla polskich producentów borówki. Krajowe zbiory są wtedy największe, a plantatorzy mogą dostarczać świeże owoce do sklepów praktycznie bezpośrednio po zbiorze. Mimo to na półkach wielu sieci handlowych nadal pojawiają się owoce sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki.
Sama obecność importu poza sezonem nie budzi kontrowersji. Problem pojawia się wtedy, gdy zagraniczne owoce trafiają do sprzedaży właśnie w okresie największej podaży krajowej produkcji. Zdaniem przedstawicieli branży taki model zwiększa konkurencję cenową i wzmacnia pozycję negocjacyjną sieci wobec polskich dostawców.
– Duże sieci supermarketów w szczycie produkcji w Polsce importują borówki z dalekich krajów, takich jak Peru czy Zimbabwe. W ten sposób wywierają presję cenową na polskich producentów i handlowców. Z reguły produkty importowane trafiają na tzw. promocje, ale często są niższej jakości, ponieważ w przypadku owoców im krótsza droga od pola do stołu, tym lepsza pozostają ich jakość i smak – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia AGROEKOTON i manager Klastra Ogrodnictwo Przyszłości.
W praktyce oznacza to, że klient widzi przede wszystkim atrakcyjną cenę. Nie ma jednak możliwości ocenić, ile czasu owoce spędziły w transporcie lub chłodniach oraz kiedy zostały zebrane.
Polska borówka może trafić do sklepu w ciągu doby
Polska należy do największych producentów borówki w Europie, a krajowe plantacje od lat należą również do czołowych eksporterów tych owoców na świecie. Największą przewagą krajowej produkcji pozostaje jednak nie skala, lecz czas dostawy.
Świeżość jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o jakości borówki. Owoce nie dojrzewają po zbiorze tak jak banany czy awokado, dlatego moment zerwania ma ogromne znaczenie dla ich smaku i trwałości. W przypadku polskich plantacji od zbioru do sklepu często mija zaledwie kilkanaście godzin.
– Polskie borówki zbierane rano mogą trafić na sklepowe półki tego samego lub następnego dnia. Są pełne witamin, antyoksydantów i naturalnego smaku. Owoce z Zimbabwe, RPA czy Peru bywają zrywane wiele dni lub tygodni wcześniej, dojrzewają podczas transportu i w chłodniach, przez co mogą tracić część swoich najważniejszych walorów – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.
Podobnie sytuację ocenia Dominika Kozarzewska z Grupy Producentów Owoców „Polskie Jagody”.
– Polska borówka ma jedną kluczową przewagę: czas. Zamiast spędzać kilkanaście lub kilkadziesiąt dni w ładowniach statków, samolotach i chłodniach, może trafić do sklepu nawet w dobę po zerwaniu z krzewu. Dzięki temu plantatorzy zbierają owoce wtedy, gdy są odpowiednio dojrzałe, słodkie i pełne smaku – mówi ekspertka.
Cena na półce to niejedyny koszt
Niższa cena importowanych borówek nie zawsze wynika wyłącznie z większej efektywności produkcji. Na konkurencyjność wpływają również niższe koszty pracy oraz odmienne wymagania środowiskowe i produkcyjne obowiązujące poza Unią Europejską.
Polscy plantatorzy funkcjonują w znacznie bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym. Muszą spełniać wymagania dotyczące bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska, identyfikowalności produktów czy stosowania środków ochrony roślin.
– Nasi polscy i unijni producenci muszą spełniać bardzo rygorystyczne standardy. Importowany owoc może być tańszy w produkcji, ale przewaga cenowa nie zawsze wynika z większej efektywności. Często oznacza również inne koszty społeczne i środowiskowe – ocenia dr inż. Mirosław Korzeniowski.
Z ekonomicznego punktu widzenia większa podaż importowanych owoców zwiększa konkurencję na rynku. Dla sieci handlowych oznacza to większe możliwości negocjowania cen, natomiast dla plantatorów – mniejsze marże właśnie w okresie największych zbiorów.
Czy polscy producenci mogą obsłużyć duże sieci?
Argumentem przemawiającym za importem bywa potrzeba zapewnienia dużych i regularnych dostaw. Zdaniem producentów ten problem przestał jednak istnieć.
W ostatnich latach polskie gospodarstwa intensywnie inwestowały w nowe odmiany, chłodnie, sortownie oraz linie pakujące. Dzięki temu są przygotowane do obsługi dużych kontraktów przez cały sezon.
– Warto obalić mit, że lokalni dostawcy nie są w stanie sprostać dużym zamówieniom. Polskie gospodarstwa dysponują odpowiednim zapleczem logistycznym i mogą zabezpieczyć dostawy dla dużych sieci od lipca aż do jesieni – mówi Dominika Kozarzewska.
Daleki transport a deklaracje o ekologii
Coraz więcej sieci handlowych deklaruje ograniczanie emisji CO₂ oraz rozwój lokalnych łańcuchów dostaw. Z tego powodu sprowadzanie owoców z odległych kontynentów w środku polskiego sezonu budzi pytania o spójność tych deklaracji.
Transport z Ameryki Południowej lub Afryki oznacza nie tylko pokonanie kilkunastu tysięcy kilometrów, lecz także konieczność utrzymania nieprzerwanego chłodzenia przez cały łańcuch logistyczny.
– Sprowadzanie owoców z innych kontynentów w momencie, gdy rodzime owoce mamy na wyciągnięcie ręki, trudno pogodzić z deklaracjami o zielonej transformacji. Transport generuje ogromny ślad węglowy i wymaga utrzymywania kosztownego łańcucha chłodniczego – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.
Na ten sam aspekt zwraca uwagę Dominika Kozarzewska.
– Wybór polskiej borówki podczas krajowych zbiorów oznacza skrócenie łańcucha dostaw i realne ograniczenie śladu węglowego. To rozwiązanie spójne z deklaracjami sieci handlowych dotyczącymi ochrony środowiska – mówi.
Import nie dominuje, ale jest coraz bardziej widoczny
Eksperci podkreślają, że importowane borówki nie zdominowały jeszcze rynku podczas krajowego sezonu. Problem polega jednak na tym, że ich obecność na sklepowych półkach z roku na rok staje się coraz większa.
– Borówki z odległych regionów świata nie dominują jeszcze w sklepach podczas polskiego sezonu, ale z roku na rok jest ich coraz więcej. Import poza sezonem jest czymś naturalnym. Wątpliwości budzi natomiast uzupełnianie nim oferty latem – mówi Dominika Kozarzewska.
Rosnąca skala importu może w dłuższej perspektywie ograniczać opłacalność krajowej produkcji i zniechęcać plantatorów do kolejnych inwestycji.
Konsument może zdecydować
Ostateczny wybór należy do klientów. Coraz więcej osób zwraca uwagę nie tylko na cenę, lecz także na kraj pochodzenia oraz świeżość produktów.
– Konsumenci mogą głosować portfelem. Warto czytać etykiety i wybierać polskie owoce. Wspieramy w ten sposób nie tylko plantatorów, ale także transport, opakowania, przetwórstwo i całą krajową gospodarkę – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski.
Podobnego zdania jest Dominika Kozarzewska.
– Postawienie na polską borówkę podczas letnich miesięcy jest rozsądnym wyborem zarówno z punktu widzenia jakości, jak i gospodarki. Korzystają na tym konsumenci, sklepy i cały łańcuch dostaw związany z rodzimą produkcją owoców – podsumowuje.