Dwie inwazje

Dwie inwazje

Jestem endekiem. Moje stanowisko względem masowej emigracji nie zmieniło się od 30 lat. Mój naród i moje państwo są dla mnie ważniejsze, niż różnorakie zrodzone w jawnych i tajnych koteriach „prawa”. Bezpieczeństwo i pomyślność Polaków są dla mnie priorytetem. Nie mam w sobie imperatywu nakazującego mi zbawiać cały świat.

Nigdy mnie nie przerażała konieczność posiadania paszportu i przejścia odprawy paszportowej, gdy wyjeżdżałem poza Polskę. Nawet dzisiaj, gdy mogę liczne granice przekraczać z dowodem osobistym zdecydowanie wolę paszport. Uważam, że ludzie przyjeżdżający do Polski powinni go również posiadać. Jestem kartoflany, pszenny i buraczany – mogę wyjechać na wakacje, ale nie potrafię mieszkać poza Polską. Taka przypadłość – można się przyzwyczaić.

Nie przekonuje mnie argumentacja, że Polacy też mieszkają poza Polską. Zazwyczaj ciężko pracowali na swoja pozycję, i mieszkają w danym kraju legalnie. Jeśli przebywają w jakimś państwie nielegalnie należy ich deportować. Zresztą niezwykle głupie są władze krajów, które na to pozwalają.

Ale ogarnia mnie pusty śmiech, gdy politycy i dziennikarze głównego nurtu w Polsce rwą włosy z głowy, bo na teren Hiszpanii szturmem dostało się 60 000 migrantów z Afryki. Czemu oczywiście jestem temu przeciwny. Idzie mi o to, że oburzenie wyrażają ludzie, którzy z radością opowiadali się za wpuszczeniem po 2022 roku do Polski nie 60 000 a wszystkich obcokrajowców zza wschodniej granicy.

Czy naprawdę główno-nurtowcy wierzą w to, że na Ukrainie jest niebezpiecznej i biedniej, niż w znacznej części Afryki?

łj