Wpływ „Epickiej furii” na życie duchowe

Stanisław Michalkiewicz wpływ.michalkiewicz

Jak wiadomo, pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda. Toteż kiedy za sprawą premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, który zadzwonił do amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa i przekonał go, by niezwłocznie rozkazał amerykańskim lotniskowcom i innym siłom zbrojnym wykonać „miażdżące” uderzenie na złowrogi Iran, wydawało się, iż na Bliskim Wschodzie wybuchła kolejna wojna.

Wydawało się też, że prawda przestała już obowiązywać, a nawet – że w ogóle przestała się liczyć – bo jej miejsce zajęła propaganda wojenna, która rządzi się zupełnie innymi prawami. Wkrótce jednak się wyjaśniło, że żadnej wojny nie ma. Wprawdzie „ponaddźwiękowe dzidy”, zarówno amerykańskie i izraelskie, a także irańskie zaczęły latać tu i tam, a nawet spadać, a potem wybuchać, siejąc wokół śmierć i zniszczenie – ale okazało się, że nasze zaniepokojenie o losy prawdy było całkowicie nieuzasadnione. I to nawet nie dlatego, że jeszcze za głębokiej komuny Radio Erewań wyjaśniło ponad wszelką wątpliwość, że żadnych wojen już nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu, ale z całkiem innego powodu. Jak bowiem wkrótce wyjaśnił amerykański sekretarz wojny Peter Hegseth, to, co naiwnie mogliśmy uważać za kolejną wojnę, żadną wojną nie jest, Okazało się, że Stany Zjednoczone „nie są w stanie wojny” ze złowrogim Iranem, a to, co wydawało nam się „wojną”, to tylko Epicka furia”.

Świat odetchnął z ulgą, bo chociaż ponaddźwiękowe dzidy nadal latały tu i tam i wybuchały, to tylko z powodu wspomnianej „furii”, która w dodatku została opatrzona przymiotnikiem „epicka”. I całe szczęście – bo gdyby nie to, moglibyśmy sobie pomyśleć, że mamy do czynienia z furią psychiatryczną, a tak, to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Niejasne jest w tym wszystkim tylko to, co konkretnie takiego powiedział amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu.

Oficjalna wersja głosi, że powiedział mu, iż nadarza się okazja, by przy pomocy jednej ponaddźwiękowej dzidy zabić jeśli nawet nie wszystkich, to większość członków najwyższych władz złowrogiego Iranu, którzy zebrali się w Teheranie, by się namawiać, jakie stanowisko zająć podczas kolejnej tury trwających właśnie negocjacji pokojowych ze Stanami Zjednoczonymi. Wprawdzie mordowanie negocjatorów nie jest specjalnie ładne, ale cóż znaczy estetyka w porównaniu z okazją, która raz stracona, może być stracona na zawsze?

Takiej okazji nie przepuściłby zwłaszcza uważny czytelnik dzieła Mikołaja Machiavellego „Książę”, w której autor przypomina, że „Rzymianie nie pozwalali dojrzewać niebezpieczeństwom przez uchylanie się od wojny.” Któż bowiem nie chciałby, by spadł na niego chociaż niewielki ułamek chwały starożytnych Rzymian? Nikogo takiego ani w Ameryce, ani u nas, na szczęście nie ma, więc dzięki temu lepiej rozumiemy skwapliwość prezydenta Trumpa, by z takiej wyjątkowej okazji skorzystać.

Inna sprawa, że na tym świecie pełnym złości zaraz pojawi się jakaś Schwein, jakiś „cham i łyk”, o którym w nieśmiertelnym poemacieCaryca i zwierciadłopisze Janusz Szpotański: „Gdy car prorocze ma widzenia,

zawsze je spłyci cham i łyk.

Dlatego muszą być więzienia,

zsyłka i łagier, kat i stryk”.

Otóż „chamy i łyki” twierdzą, że premier rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu powiedział prze telefon prezydentu Donaldu Trumpu coś zupełnie innego: wiecie, rozumiecie, Trump. Wydajcie natychmiast lotniskowcom rozkaz uderzenia na złowrogi Iran, bo inaczej opublikujemy nagrania, jak na wyspie Epsteina bzykacie panienki i będziecie mieli piekło w domu. Oczywiście nie ma w tym ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony, czy mamy zawdzięczać tylko przypadkowi fakt, że akurat wtedy Pierwsza Dama USA, po raz pierwszy w historii świata zasiadła w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w charakterze przewodniczącej amerykańskiej delegacji? Z podobnym precedensem mieliśmy do czynienia w XIX-wiecznej Francji za cesarza Napoleona III, który też nie folgował sobie z panienkami. Cesarzowa Eugenia jednej takiej nawet zrobiła wygowor: „mademoiselle, zabijasz cesarza” – ale przy okazji wymusiła na cesarskim małżonku zgodę, by mogła przewodniczyć obradom Rady Ministrów. Żeby uniknąć piekła w domu, to znaczy – w pałacu – Napoleon III dla świętego spokoju się zgodził.

Jak tam było w Waszyngtonie, tak tam było; zawsze jakoś było – ale nie to jest takie znowu ważne, tylko co innego – jak mianowicie wojna, a nawet nie wojna, tylko zwyczajna „Epicka furia”, wpływa nie tylko na nasz stosunek do prawdy, ale i na całe nasze życie duchowe. Weźmy takiego pana generała Romana Polko, który na szczęście niczym już nie dowodzi. Na wieść o tym, że złowrogi Iran, zamiast potulnie podkulić ogon pod siebie i złożyć na klęczkach hołd bezcennemu Izraelowi – żeby już nic nie zakłócało realizacji idei Wielkiego Izraela, z którą Beniamin Netanjahu „czuje się związany” – wystrzeliwuje w jego kierunku swoje „ponaddźwiękowe dzidy” – pan generał porównał Iran do szczura zagonionego w pułapkę.

Jestem pewien, że nawet gdyby takie porównanie przyszło mu do głowy w stosunku do ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, to w tej samej chwili splamiłby mundur i to od środka. A dlaczego? A dlatego, że zgodnie z rewolucyjną teorią, wojna która prowadzi prezydent Zełeński jest „sprawiedliwa”, podczas gdy ta, którą prowadzi złowrogi Iran, jest „niesprawiedliwa”. Co prawda, skoro USA nie prowadzą przeciwko Iranowi żadnej „wojny”, to i Iran przeciwko Ameryce i Izraelowi też – ale z drugiej strony ludowe przysłowie powiada: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. I jak w tym zamieszaniu szukać prawdy? Nie tylko „jak” – ale i po co?

Weźmy takiego premiera Hiszpanii. Skrytykował prezydenta Trumpa, że złamał prawo międzynarodowe, w związku z czym Hiszpania odmówiła amerykańskim samolotom możliwości korzystania z baz na terenie tego kraju.

W odpowiedzi prezydent Trump, rozmawiając z potulnym niemieckim kanclerzem Fryderykiem Merzem, zapowiedział zerwanie z Hiszpanią stosunków handlowych i oświadczył, że w ogóle nie chce z nią mieć nic wspólnego. Czy ktokolwiek może sobie wyobrazić sytuację, w której prezydent Trump w ten sposób podsumowałby pana prezydenta Karola Nawrockiego, albo Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje – obywatela Donalda Tuska? Jeśli nawet ani jeden, ani drugi nie umarłby natychmiast na zawał serca gorejącego, to resztę życia spędziłby na pokucie w nadziei na odpuszczenie grzechu.

Podobnie ze środowiskiem pretendującym do sprawowania rządu dusz w naszym nieszczęśliwym kraju. Żaden z przedstawicieli tego środowiska nawet nie ośmieli się zająknąć na temat roli bezcennego Izraela w tej całej „Epickiej furii” – dlaczego premier rządu jedności narodowej tego kraju „czuje się związany” z ideą „Wielkiego Izraela” i czy przypadkiem próby realizacji tej idei nie doprowadzą do podpalenia świata? Nie tylko zresztą o podpalenie świata tu chodzi – bo pojawiły się fałszywe pogłoski, że jak tylko dojdzie do zmłotowania złowrogiego Iranu, to ścisłe kierownictwo Chabad Lubawicz zamierza („W londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”) obwołać Beniamina Netanjahu Mesjaszem. I jak wtedy będzie wyglądał nasz dialog z judaszyzmem?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Przewielebni wyznawcy judaszyzmu, owsiki, przewerbowania.

Święta i po świętach

Nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy obchodzili święta Bożego Narodzenia, bo maltańska durnica, wysunięta na stanowisko komisarza Unii Europejskiej, projekt jego likwidacji tylko „odłożyła”. Ponieważ natura nie znosi próżni, to tylko patrzeć, jak Unia Europejska przeforsuje uroczystości Dziadka Mroza, tak popularne w Rosji za pierwszej komuny. Niezależnie od tego już teraz w naszym nieszczęśliwym kraju utrwalana jest nowa świecka, to znaczy – niezupełnie świecka, bo w połowie religijna – tradycja uroczystości w postaci „Dnia Judaizmu”, który obchodzony jest w Kościele katolickim 17 stycznia. W ramach „Dnia Judaizmu” przewielebne duchowieństwo oddaje się judaszyzmowi, to znaczy – na gwałt podlizuje się „judaizmowi”, tłumacząc parafianom, że bez judaizmu to w ogóle nie mogą wytrzymać. W wielu przypadkach to pewnie prawda, ale charakterystyczne jest również to, że chociaż bez judaizmu wytrzymać nie można, to jednak przewielebne duchowieństwo nie decyduje się na przejście na judaizm. Dlaczego tak jest – tajemnica to wielka – chociaż pewne światło rzucił na tę sprawę pewien mój rozmówca, zwracając mi uwagę, że te wszystkie religie można porównać do dróg, które prowadzą na ten sam szczyt. Wszystko to oczywiście być może, chociaż niepodobna nie zauważyć, że w tej sytuacji o wyborze drogi decyduje tylko wygoda. Po co miałbym wspinać się na szczyt po urwistych skałach, ryzykując w każdej chwili złamanie karku, kiedy tuż obok na szczyt prowadzi asfaltowa droga, po której kursują klimatyzowane autokary? Nie jest zatem wykluczone, że przewielebni wyznawcy judaszyzmu przezornie starają się nie porzucać wytworzonej przez ostatnie 2 tysiące lat infrastruktury religijnej, co w przypadku przejścia na judaizm byłoby chyba konieczne?

Ale na Dniu Judaizmu styczniowe święta się nie kończą, bo oto nieubłaganie zbliża się 30 stycznia, kiedy w całym nieszczęśliwym kraju zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pana „Jurka” Owsiaka. Jestem pewien, że na obchody tego święta posłusznie zameldują się wszyscy przeciwnicy reżymu „dobrej zmiany”, być może nawet również pani Natalia Kukulska, która chyba właśnie w Dzień Judaizmu ogłosiła swoje wystąpienie z Kościoła katolickiego. Nie wiem, jak przeżyjemy tę stratę, ale mniejsza o to. Ważne, że uczestnictwo w uroczystościach i celebrach Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy ma charakter nobilitujący, więc nic dziwnego, że wszyscy ambicjonerzy starają się wtedy maksymalnie zbliżyć do „Jurka” Owsiaka, tak, aby to bliskie spotkanie III stopnia zostało zarejestrowane i zauważone, gdzie trzeba. Kiedyś taką przepustką do wielkiej kariery było uczestnictwo w Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, no ale teraz czasy się zmieniły; po pierwsze Związku Radzieckiego na razie nie ma, a po drugie – po tylu latach nauczyliśmy się śpiewać zupełnie inne piosenki. Po trzecie wreszcie – Rosja i rosyjskie piosenki nie mają teraz w modzie dobrej reputacji, bo skoro nawet Książę-Małżonek odgraża się zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi wymierzeniem kopniaka w krocze, to każdy już wie, z jakiego klucza wypada śpiewać.

Za to strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie funkcjonuje jak w zegarku. Niemcy nie tylko wstrzymały dostawy broni na Ukrainę, ale nawet nie pozwoliły brytyjskiemu samolotowi z ładunkiem broni przeciwpancernej dla Ukrainy przelecieć nad niemieckim terytorium. Skoro prezydent Zełeński pogodził się z tym, że przyszłość Ukrainy zostanie zdecydowana w „formacie normandzkim”, to znaczy – przy udziale Francji, Niemiec i Rosji, to po co wysyłać tam jakąś broń, czy nawet pozwalać brytyjskim samolotom na przeloty? Ciekawe co na to powie amerykański prezydent Józio Biden, którego podobno „zaniepokoiły” pogróżki zimnego ruskiego czekisty Putina, że jak tak dalej pójdzie, to rozmieści rosyjską broń w pobliżu Stanów Zjednoczonych? Dlatego minister spraw zagranicznych Rosji Sergiusz Ławrow oczekuje od NATO pisemnej odpowiedzi na ogłoszone rosyjskie warunki nowego porządku politycznego w Europie, a nie wymijającego „wymachiwania szabelką”.

Podczas gdy Stany Zjednoczone i Rosja robią wszystko, by utrzymać opinię publiczną w przekonaniu, że oto światu grozi nowa „zimna wojna”, dzięki czemu łatwiej im będzie później zaprezentować się zachwyconemu światu w postaci gołąbków pokoju, w Polsce „zimna wojna” rozwija się w tempie stachanowskim. Przychodzi to tym łatwiej, że w dniach ostatnich doszło do sojuszu pana prezesa NIK Mariana Banasia, który z reżymem „dobrej zmiany” walczy co najmniej od dwóch, czy nawet trzech lat, z nieprzejednaną opozycją. Dotychczas nieprzejednana opozycja w zasadzie ograniczała się do lamentów nad zepsuciem i totalniackimi skłonnościami reżymu, ewentualnie przyłączała się jak nie do KOD-u, to do „kobiet” i albo kicała za konstytucją, albo wraz z „kobietami” skandowała bojowe zawołanie pani Marty Lempart, to teraz nabrało to znamion działań bardziej skoordynowanych.

Po pierwsze – w Senacie powstała komisja do zbadania sprawy zbrodniczego Pegasusa. Nie ma ona wprawdzie uprawnień śledczych, ale dzięki udziałowi pana prezesa Mariana Banasia, nie ogranicza się już do propagandowego bicia piany, tylko przedstawia reżymowi konkretne zarzuty, a nawet – dokumenty. Wynika z nich, że Pegasus został zakupiony dla CBA w roku 2017 za 25 mln złotych, pochodzących z Funduszu Sprawiedliwości, a do trzech początkowych jego ofiar dołączają następne, m. in. były rzecznik PiS, pan Adam Hofman – w sumie co najmniej 40 „licencji”. Dodatkowej pikanterii całej sprawie dodaje okoliczność, że zbrodniczy Pegasus został w Izraelu zakupiony przez spółkę kontrolowaną – jak się okazało – przez byłych milicjantów i SB-ków. Czy przypadkiem aby nie tych, co w trakcie transformacji ustrojowej przewerbowali się do Mossadu?

Jeśli tak by było, to znaczy, że wprawdzie PiS nie lubi ubeków, jednak nie wszystkich. Tych, co przeszli na jasną stronę Mocy nie tylko lubi, ale nawet kręci z nimi lody. Stanowi to dodatkową poszlakę dla mojej ulubionej teorii spiskowej, według której – właśnie w rezultacie przewerbowań komunistycznych bezpieczniaków na służbę do naszych nowych sojuszników, Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie – obecnie w głębokiej defensywie, Pruskie, które po rozmowach prezydenta Józia Bidena z Naszą Złotą Panią w czerwcu ub. roku i powrotem Donalda Tuska na ojczyzny łono, nabrało otuchy i wreszcie – Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, które właśnie wchodzi w etap przebudowy, czego wyrazem jest deklaracja pana Szymona Hołowni, żeby 21 marca urządzić debatę czterech partii: Polska 2050, Platformy Obywatelskiej, Nowej Lewicy i PSL nad przyszłością Polski. Podobno Lewica i PSL są „zainteresowane”, podczas gdy Wielce Czcigodny poseł Pupka z PO ma wątpliwości. Najwyraźniej foksdojczom nie po drodze z Amerykanami, ale ważniejsze wydaje się to, że do udziału w debacie nie jest przewidziana Konfederacja, która przez dotychczasową „bandę czworga” to znaczy PO, PiS, Lewicę i PSL, jest uważana za wroga. Okazuje się, że nawet ewentualna podmianka PiS na Szymona Hołownię niczego by tu nie zmieniła.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5108

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).