Ks. prof. Bortkiewicz: Bez wiary i rozumu. Kondycja człowieka postmodernizmu.

Ks. prof. Bortkiewicz: Bez wiary i rozumu. Jaka jest kondycja człowieka postmodernizmu?

pch24.pl/ks-prof-bortkiewicz-bez-wiary-i-rozumu-kondycja-czlowieka-postmodernizmu


W znanej powieści Umberto Eco „Imię Róży” narracja kończy się dramatycznym pożarem klasztoru i biblioteki. Ta przejmująca scena może wywoływać wiele interpretacji. Jedną z nich, może nie najwłaściwszą, ale przecież w jakimś stopniu narzucającą się jest przeświadczenie, że ten pożar ilustruje kryzys współczesnej cywilizacji. Oto płonie klasztor i biblioteka, płonie wiara i rozum.

———————————————————–

Tekst ks. prof. Pawła Bortkiewicza jest wstępem do książkowej rozmowy Tomasza Kolanka z ks. prof. Piotrem Roszakiem Nowoczesne herezje. Jak ocalić duszę w XXI wieku?

Główny bohater powieści Wilhelm z Baskerville wyrusza przed siebie, ale nie jako pielgrzym czy wędrowiec, zmierzający do określonego celu, ale jako swoisty włóczęga, zadowalający się doznaniami chwili, epizodami emocji, wrażeń, poruszeniami zmysłów.

Ten obraz może ilustrować kondycję człowieka postmodernizmu, człowieka, który wyzbył się wiary i rozumu, rozumu i wiary. Tam, gdzie dokonuje się utrata tych wartości, tam dochodzi do kryzysu prawdy. Jest to kryzys o charakterze fundamentalnym. Świat postmodernistyczny to świat podważania pewników, to świat podważania  znaczenia i wartości prawdy. To świat, w którym prawda jest pozorem, a droga do prawdy prowadzi poprzez kłamstwo. W takiej perspektywie  ludzki wysiłek intelektualny powinien dążyć do afirmacji pozoru i nietożsamości jako prawd paradoksalnych.

Wspomniany klimat postmodernizmu nie jest oczywiście jedyną cechą współczesnej epoki. Nie jest to też klimat zupełnie nowy. Jak bardzo słusznie zauważa ksiądz Piotr Roszak „na początku XX wieku europejskie społeczeństwa charakteryzował podobny do obecnego klimat intelektualny. To nastrój dekadentyzmu, apatii i wszechobecnej nudy. Ludzie po prostu twierdzili, że są znudzeni światem, który – niby dzięki osiągnięciom nauki – poznali do końca.

Mało kto jednak zwracał uwagę, że było to myślenie życzeniowe, bo z biegiem lat się okazało, ile jeszcze nie wiemy; i że to świat pozbawiony Boga oraz wartości, które wskazywały na to, co jest po życiu doczesnym, nadając sens decyzjom i wysiłkom podejmowanym każdego dnia.

Ale to, co działo się ponad 100 lat temu, przez lata aż po dzień dzisiejszy, niestety mutowało. Nihilizm zapoczątkowany przez Nietzschego – który twierdził, że człowiek jest twórcą wartości, a nie kimś, kto je odczytuje – był w rzeczywistości ideologią proponującą inżynierię nowego świata, np. budowanego w oparciu o siłę czy prawo silniejszego – stąd „wola mocy”, którą promował niemiecki filozof”.

Jednak to właśnie ten klimat postmodernizmu, wyrastający z nastroju dekadentyzmu, odrzucenia wartości rozumu, to właśnie ten klimat unoszący się nad zgliszczami klasztoru i biblioteki – wiary i rozumu, to właśnie ten klimat zdaje się usprawiedliwiać tytuł wielowątkowej rozmowy redaktora Tomasza Kolanka z ks. profesorem Piotrem Roszakiem Nowoczesne herezje. Jak ocalić duszę  w XXI wieku?

Tytuł może wydawać się z kilku względów prowokacyjny. Czym bowiem jest herezja? Św. Tomasz z Akwinu (1225–1274) wyjaśniał, że herezja polega na odrzuceniu w mniejszej lub większej części depozytu wiary – nauki Kościoła na temat wiary i moralności. Oczywiście definicję tę Tomasz sformułował w odniesieniu do Kościoła katolickiego, jednak pozostałe wyznania chrześcijańskie ujmują istotę herezji w sposób bardzo podobny.

W tym miejscu może rodzić się pytanie, czy prezentowana książka nie ma charakteru wyłącznie konfesyjnego, czy nie jest adresowana do bardzo wąskiej grupy czytelników? Trzeba jednak zauważyć, że jeśli przyjmiemy, iż wiara i moralność chrześcijańska, tak jak chrześcijaństwo w ogólności, stanowią jeden z fundamentów cywilizacji zachodniej, w takim razie zagrożenia dotykające chrześcijaństwa rzutują na całość naszej cywilizacji. Inaczej ujmując dekonstrukcja wiary i moralności chrześcijańskiej staje się dekonstrukcją cywilizacyjną. [Należy wspomnieć, że prof. Feliks Koneczny pięknie zdefiniował cywilizację łacińską md]

Doskonale widać to było w rewolucji 1968 r., kiedy w paryskich strajkach pojawiły się dwa znamienne hasła „nie ma już nauczyciela ani Boga – ty sam jesteś bogiem” oraz drugie – „zabrania się zabraniać”. Pierwsze stanowiło o odrzuceniu Boga i autorytetu tradycyjnie – w różnym stopniu i z pomocą różnego uzasadnienia – ale osadzonego w autorytecie boskim. Odrzucenie autorytetu Boga oznaczało w konsekwencji dewastację autorytetu rozumu, uniwersytetu, rodziny instytucji, zwłaszcza państwa. To tak, jakby na naszych oczach dokonywało się uwiarygodnienie prawdy wyrażonej przez Sobór Watykański II, a przypominanej przez św. Jana Pawła II w Polsce, w 1991 r.: „stworzenie bez Stworzyciela zanika. Bez Boga pozostają ruiny moralności”.

Odrzucenie autorytetu Boga prowadziło do swoistej anihilacji. Widać to było w rozpadzie małżeństwa, odrzuceniu miłości małżeńskiej i rodziny a posunęło się ostatecznie do dewastacji tożsamości osobowej. Wartość została wyparta przez nicość.

Hasło „zabrania się zabraniać” pozornie niewiele znaczące, takie na wskroś młodzieżowe, miało jednak ogromne konsekwencje. Przecież to właśnie na zakazach zbudowana jest znaczna część Dekalogu. To właśnie zakazy dotyczą regulacji norm wyrastających z prawa naturalnego.  Odrzucenie zakazywania, zabraniania było w istocie wyrzuceniem prawa naturalnego na śmietnik współczesności. A to z kolei przyniosło ogromne konsekwencje  w zakresie prawa stanowionego, czyli takiego, które było i jest proklamowane mocą stanowienia prawodawcy, ale dokonuje się to w oparciu o wolę silniejszego.

Stąd proklamowanie praw, które są de facto bezprawiem – prawa do zabijania nienarodzonych w akcie aborcji, prawo do manipulowania człowiekiem w procesie sztucznej reprodukcji, prawo do równania instytucjonalnego małżeństwa – wspólnoty jako wspólnoty miłości otwartej na życie, ze związkami seksualnymi, jako związkami zaspokajającymi hedonistyczne i egoistyczne pożądanie.

Każda z tych przemian kulturowych jest wyrazem odstępstwa od prawdy. Owszem jest wyrazem odstępstwa od wiary i moralności wypowiadanej w Kościele katolickim. Ale  wiara i moralność głoszone w Kościele katolickim znajdują swoje ewidentne potwierdzenie w rozumie – darze Boga otwartym na poznawanie prawdy.

Dlatego analiza i refleksja na temat herezji naszej współczesności może i powinna zainteresować każdego człowieka wrażliwego na kondycję kultury, na budowanie cywilizacji humanistycznej. Dlatego trzeba z wielką wdzięcznością przyjąć prezentowaną książkę. Jest ona rozmową dwóch intelektualistów – wybitnego dziennikarza Tomasza Kolanka i wybitnego teologia – Piotra Roszaka. Dziennikarz o jasno ustalonych poglądach z jednej strony, ale z drugiej strony – swoiście niecierpliwy w rozpoznawaniu prawdy, dociekliwie drążący niepopularne tematy, stający często w roli adwokata diabła.  Tomasz Kolanek potrafi nie tylko przytakiwać, ale prowokować. Potrafi dociekliwie wchodzić w sfery nie zawsze wygodne i niełatwe do prostych odpowiedzi.

Ks. profesor Piotr Roszak jest z kolei wybitnym teologiem, głęboko zapoznanym ze współczesnymi prądami intelektualnymi, ze ścieraniem się nauki i wiary, z postaciami współczesnego ateizmu. A zarazem jest człowiekiem niezwykle ceniącym tradycję tomistyczną, propagującym świętego Tomasza, ceniącym tego myśliciela za naukę i precyzję myśli. Z tego spotkania i z tych dialogów powstała ta książka.

Jest ona prawdziwą przygodą intelektualną. Pozwala wędrować meandrami współczesnego świata, zastanawiając się nad naiwnością kultu postępu, który nie zawsze oznacza rozwój. Podejmuje debatę nad herezją współczesnego scjentyzmu i relatywizmu moralnego – a więc nad naiwnością zadufanego w wiedzę empiryczną człowieka stającego niejednokrotnie w zagubieniu na bezdrożach świata i decyzji moralnych. Ta rozmowa przynosi także pytania o niebezpieczeństwa zagrażające współczesnemu katolikowi w Kościele. Są to pytania związane z dążeniem do dostosowania Kościoła do wymogów i mentalności współczesnego świata.

Pytania w tej książce są niekiedy bardzo proste, wręcz lapidarne, ale niekiedy też rozbudowane, przywołujące znaczące poglądy wybitnych autorytetów. Często pojawia się w tym kontekście nazwisko i myśli arcybiskup Fultona Sheena – kaznodziei, myśliciela, człowieka naznaczonego niewątpliwie profetyzmem. Pytania często są prowokacyjne. Odpowiedzi stają się mini wykładami spraw ważnych i istotnych, wykładami nie przeciążonymi erudycją, ale odsłaniającymi istotę prezentowanych zagadnień.

Warto zwrócić że uwagę na to, że książka – wywiad rozpoczyna się bardzo mocnym, może nawet wręcz szokującym akcentem – pytaniami o ateizm i satanizm. To tematy  niewątpliwie dzisiaj nie popularne. Wielką zasługą mistrza „metafizyki niebytu” jak o szatanie pisał Bradstaetter jest traktowanie go jako nieistniejącego, pozbawionego znaczenia, postać urojoną, nie realną. Powoduje to niejednokrotnie banalizację tematyki związanej z szatanem i satanizmem. Niedawne wydarzenia w Polsce, w stolicy Polski, które stały się manifestacją zorganizowanej grupy satanistycznej pokazały, że nie godzi się banalizować zła. Dziś coraz mocniej, z przekonaniem i w sposób uzasadniony mówimy o związkach Karola Marksa z satanizmem. Mówimy  o związkach, które mogą tłumaczyć jego wręcz perwersyjną alergię na chrześcijaństwo.

Ateizm, satanizm wydobyte na początku katalogu niniejszych herezji XXI wieku pokazują w sposób naoczny z jak bardzo poważną rzeczywistością musimy się zmierzyć. Ale całość wywiadu nie jest jedynie demaskacją zła. Jest także praktycznym przewodnikiem jak to zło zwyciężać.

Jeszcze jedna uwaga. Skoro niniejszy wstęp został rozpoczęty od obrazu Umberto Eco przedstawiającego głównego bohatera „Imienia Róży” ruszającego na włóczęgę, bez poczucia celu i sensu warto zamknąć tę refleksję odwołaniem  do temat El Camino – drogi świętego Jakuba. Ks. prof. Piotr Roszak jest najwybitniejszym w Polsce znawcą wiedzy na temat El Camino. Jest także wytrwałym pielgrzymem na tej drodze i wybitnym przewodnikiem.

W drodze do Santiago towarzyszy pielgrzymowi zazwyczaj zawołanie „Buen Camino”, które wyraża życzenie dobrej drogi – dobrej a więc prowadzącej do celu, bo tylko taka droga ma sens. Ale od czasów średniowiecza funkcjonowało na tej drodze zawołanie dzisiaj mniej cytowane i powtarzane – Ultreia  et Suseia- idź dalej i wyżej.

Przewodnik po herezjach w XXI wieku jest przewodnikiem, który sprowadza z bezdroży włóczęgostwa na drogę pielgrzymowania.

Pokazuje, że ta droga w Kościele katolickim, dzięki Jezusowi Chrystusowi ma wciąż nieprzemijająco ważny cel, że jest wezwaniem do rozwoju człowieka, który zostaje zobowiązany na tej drodze, by iść dalej i wyżej.

Paweł Bortkiewicz TChr

24 czerwca 2025, uroczystość narodzenia Świętego Jana Chrzciciela

====================================================

Nowoczesne herezje. Jak ocalić duszę w XXI wieku?

Ks. Piotr Roszak, Tomasz Kolanek 

Religia NWO: Jak „przebudzona” postmodernistyczna „wiara” gloryfikuje zło

Religia NWO: jak przebudzona postmodernistyczna „wiara” gloryfikuje zło

Autor: AlterCabrio , 21 kwietnia 2025

Oczywiście, PRAWDZIWY Bóg ma moc tworzenia, a to jest coś, czego przebudzeni wyznawcy nie są w stanie zrobić. Wiedzą, jak kraść, kopiować, zmieniać przeznaczenie i burzyć, ale nigdy nie będą mieli zdolności tworzenia czegokolwiek nowego. Są bogami tylko w swoich małych umysłach, ale reszta z nas musi cierpieć z powodu ich urojeń.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Religia NWO: Jak Przebudzona Postmodernistyczna „Wiara” gloryfikuje zło

Nie jest tak, jakoby kiedykolwiek było to tajemnicą: samo sedno ruchu przebudzonych [woke] jest fundamentalnie zakorzenione w złu. Ogólna definicja „zła” to świadomy akt oszustwa i zniszczenia, celowe prześladowanie innych dla osobistej władzy, przyjemności i zysku. Kiedy próbuję wyobrazić sobie, jak mogłaby wyglądać religia zła, stale wracam do skrajnie lewicowego ruchu przebudzonych wraz z jego wściekłymi mantrami, programami i samo-uwielbiającym się narcyzmem.

Większość ludzi ma wrodzone poczucie dobra i zła. Często odnosimy się do tego stanu jako do sumienia lub moralnego kompasu. Intuicyjny wewnętrzny głos, który nas prowadzi i ostrzega, gdy zbaczamy na „ciemną stronę”, jest produktem archetypowej wiedzy – tego, co psycholog Carl Jung opisał jako zestaw wrodzonych kompleksów lub symboli, które odwołują się do naszych najgłębszych emocji i poczucia tożsamości. Wszystkie nasze interakcje społeczne są w jakiś sposób dotknięte tymi archetypami.

Te idee są uniwersalne, obecne w niemal każdej kulturze, w każdej części świata, w każdym momencie na świecie. Społeczeństwa z zerową interakcją społeczną i oddzielone tysiącami lat i tysiącami mil mają te symbole i zasady obecne w ich mitologii, środowisku akademickim czy ideologiach. Podstawowe elementy wszystkiego, od języka, przez matematykę, po religię i moralność, są pod wpływem wrodzonych psychologicznych odcisków obecnych w naszych umysłach od momentu narodzin.

Od 2006 roku pisałem dużo o tych wrodzonych cechach, ponieważ ich istnienie jest fascynującym oknem na ludzką duszę. Wielu filozofów, antropologów i naukowców zajmujących się umysłem poświęciło swoje kariery na badanie archetypów i ich znaczeń.

Niektórzy ludzie (w tym ja) widzą archetypy jako naukowy dowód kreatywnego projektowania. Dowód na istnienie Boga. Inni idą jeszcze dalej i twierdzą, że są one rodzajem genetycznego „wstępnego programowania” lub boskiego oprogramowania, które kontroluje wszystko, co myślimy i robimy. Jednakże, ponieważ archetypy dzielą podwójną tożsamość i konkurujące koncepcje, oznacza to, że niekoniecznie jesteśmy „zaprogramowani” jak roboty. Raczej otrzymujemy zdolność wyboru, a wraz z wyborem pojawia się wolna wola czynienia dobra lub zła.

Dla niektórych ludzi (globalistów, lewaków i zwykłych psychopatów) wolna wola oznacza możliwość wyboru, by nie wierzyć w archetypy, moralność, a nawet obiektywną prawdę. Wybierają nihilizm, ale to tylko część problemu. Sprzeciw wobec prawdy wykracza poza błędne próby uwolnienia się od osądu społecznego.

Zamiast tego źli ludzie definiują wolność bez odpowiedzialności jako ostateczny stan bytu – innymi słowy, postrzegają zdolność do zadawania cierpienia i niszczenia bez zważania na cokolwiek, jako ewolucyjną zaletę. Uważają, że ich brak człowieczeństwa czyni ich nadludźmi.

Nie jest błędem, że lewicowcy i przebudzeni aktywiści są zafascynowani dynamiką władzy. Ich nowa religia upewnia ich, że ​​nie mogą postrzegać świata w żaden inny sposób. Dla przebudzonych ideologów wszystko kręci się wokół tego, które grupy mają władzę i jak mogą ją przejąć dla siebie. Dlatego kwestie dobra i zła nigdy nie wchodzą w grę. Władza jest celem, który uświęca wszystkie środki.

Postrzegają porządek moralny jako sztuczną konstrukcję, która ich uciska (ponieważ chcą czynić zło bez konsekwencji). Relatywizm moralny w swej istocie wymaga represjonowania innych jako formy buntu przeciwko porządkowi. Oczywiście, niesprawiedliwość tej mentalności raczej trudno zlekceważyć, ale lewacy mają sposób na obejście tego.

Nie brakuje przebudzonych aktywistów, którzy okazują pogardę dla prawa i moralności, gdy są osądzani, ale z radością akceptują moralność i prawo, gdy pomyślą, że te rzeczy mogą być użyte przeciwko ich wrogom. Pełni obłudy, lewacy lubią ideę zasad, ale tylko dla innych ludzi. Zasady są tarczą, która zapobiega zemście ze strony ludzi, których skrzywdzili. To jedyny zamiar, kiedy zasady służą przebudzonym.

Podsumowując, lewacy są CAŁKOWITYMI relatywistami. Zasady ich nie dotyczą. Prawo ich nie dotyczy. Moralność ich nie dotyczy. Sumienie dla nich nie istnieje (lub istnieje, ale wytrenowali swoje umysły, aby je ignorowały). Biologiczna rzeczywistość ich nie dotyczy. Uważają, że są wyjątkowi i że granice powinny istnieć tylko dla ludzi, których nie lubią.

To czyste zło. Nie ma innego racjonalnego sposobu, aby na to spojrzeć.

Ale skąd bierze się ten demoniczny system wierzeń? Cóż, istnieje wiele teorii. Termin „postmodernizm” pojawia się często i jest filozofią z drugiej połowy XX wieku, która odrzuca idee obiektywnej i uniwersalnej prawdy. Postmodernizm jest cytowany jako ideologiczne potomstwo marksizmu. Zadufana zmiana nazwy socjalistycznego programu na potrzeby konsumpcji przez elitę akademicką.

Innym źródłem, które omawiałem przez lata, jest „futuryzm”, który był prekursorem reżimów socjalistycznych w Europie w XX wieku. Futuryści uważają, że wszystkie stare idee są gorsze i muszą być stale zastępowane nowymi, aby społeczeństwo mogło się rozwijać. Podkreśla on odwrócenie konserwatyzmu. Wojnę z osiągnięciami i konstrukcjami poprzednich pokoleń. Innymi słowy, przeszłość nie ma dla nich żadnej wartości, ponieważ przeszkadza w osiągnięciu nowego porządku, którego pragną.

Wierzą, że społeczeństwo musi istnieć jako stale kipiąca rewolucja przeciwko tradycji, zasadom i rozumowi. Chaos jest tego wynikiem. W wielu aspektach nawet go czczą. Gdybym miał zdefiniować postmodernizm i futuryzm w praktycznych kategoriach, oba reprezentują psychopatyczny romans z chaosem. Ponieważ bez obiektywnej prawdy nie może być porządku, a bez porządku panuje zło.

Należy zauważyć, że zarówno postmodernizm, jak i futuryzm zaczęły się jako ruchy artystyczne w elitarnym gronie. Oba zapoczątkowane jako gry umysłowe dekonstruujące archetypy, a następnie zaadaptowane przez środowisko akademickie i ideologicznych fanatyków do sfery polityki. Jeśli wrodzone znaczenie archetypów można zdekonstruować, to i wszystkie zasady naszej cywilizacji też można zdekonstruować.

Wielokrotnie przytaczałem ten cytat i przytoczę go tutaj ponownie, ponieważ doskonale oddaje on problem stawiany przez relatywistów – jak stwierdza Charlie Sheen pod koniec filmu Pluton:

„Ktoś kiedyś napisał: ‘Piekło to niemożność rozumu.’ Tak właśnie czuje się to miejsce. Piekło…”

To jest świat, który lewacy i globaliści próbują teraz zbudować: piekło na Ziemi. Świat bez rozumu. Ale co motywowałoby ludzi do przyjęcia tak potwornej inwersji społecznej? Tu właśnie wkracza lucyferianizm. Lucyferianizm jest częściowo religią. Ideologią samouwielbienia, która czci dumę i wierzy, że NIEKTÓRZY ludzie są bogami uwięzionymi przez opresyjne granice natury i społeczeństwa. To wspólna cecha wśród narkopatów [narcyzystycznych socjopatów] i psychopatów. Wewnętrzna żądza boskości to opowieść tak stara jak Biblia.

Lucyfer (Szatan) był służebną istotą, która pragnęła przewyższyć Boga i rządzić wszechświatem według własnych standardów. Ogród Eden opiera się na idei ludzkości pożądającej mocy wiedzy bez odpowiedzialności i tracącej szacunek dla stworzenia. Wieża Babel to opowieść o głupim pragnieniu człowieka, by scentralizować i kontrolować stworzenie, budując wielkie pomniki dla siebie w daremnym wysiłku, by osiągnąć boskość.

Temat ten pojawia się raz po raz, nie tylko w chrześcijaństwie, ale także w mitologii świeckiej. Pomysł, że nie powinniśmy „bawić się w Boga”, jest obecny w popularnych mediach od czasów ‘Frankensteina’ Mary Shelley. Lucyferianie twierdzą coś przeciwnego: mówią, że tak, będą bawić się w Boga, a każdy, kto próbuje im w tym przeszkodzić, jest „gorszy” i zasługuje na eliminację.

W ten sposób tercet zła łączy się, tworząc religię Nowego Porządku Świata. Postmodernizm to wojna z obiektywną prawdą, zwłaszcza w odniesieniu do społeczności ludzkiej. Futuryzm to wojna z przeszłością, dziedzictwem kulturowym i zachowaniem tradycyjnych wartości i struktur. Lucyferianizm to wojna z Bogiem. Zaprzeczanie prawu naturalnemu i odmowa zaakceptowania, że ​​istnieją granice ludzkiego zrozumienia i kontroli.

Gdy ktoś przyjmuje wszystkie te wierzenia razem, jest zdolny do każdej możliwej do wyobrażenia zbrodni. Nie ma niczego, czego by nie zrobił, aby zniszczyć samą tkankę naszej obecnej cywilizacji. Nie ma zbrodni, której by nie zracjonalizował. Nie ma makabrycznego czynu, którego by nie usprawiedliwił. W końcu są „bogami”, ale bogami nihilizmu i śmierci.

Oczywiście, PRAWDZIWY Bóg ma moc tworzenia, a to jest coś, czego przebudzeni wyznawcy nie są w stanie zrobić. Wiedzą, jak kraść, kopiować, zmieniać przeznaczenie i burzyć, ale nigdy nie będą mieli zdolności tworzenia czegokolwiek nowego. Są bogami tylko w swoich małych umysłach, ale reszta z nas musi cierpieć z powodu ich urojeń.

Wojna z prawdą i rozumem jest strategią odwrócenia naturalnego porządku. Oddaje władzę w ręce moralnych relatywistów, ponieważ społeczeństwo, które faworyzuje relatywizm, automatycznie będzie faworyzować ludzi bez moralnych ograniczeń. Im bardziej jesteś okrutny i drapieżny, tym łatwiej będzie ci się wybić. Dzisiaj możemy jeszcze próbować zniechęcać lub karać za takie zachowanie, ale z czasem staje się ono coraz bardziej normalne.

Tą szczególną rzeczą, którą źli ludzie wybitnie desperacko chcą udowodnić, jest to, że wszyscy inni są tacy jak oni, jeśli tylko znajdą się w odpowiednich okolicznościach. Zmień codzienne życie w piekło, a wszelka moralność pójdzie w zapomnienie, przynajmniej w teorii.

Musimy zapytać, co się dzieje, gdy zło staje się akceptowalne, a dobro jest passe? Na końcu pojawia się czarna pustka rozpaczy i brak kierunku lub celu. Wyobraź sobie przyszłość, w której twoje zasady i sumienie są używane przeciwko tobie, ograniczając cię, podczas gdy ludzie, którzy nie mają żadnych zasad, otrzymują wszystkie nagrody życia. Walutą twojego społeczeństwa staje się psychopatia, a wariaci kierują tym psychiatrykiem.

A co naprawdę przerażające, to fakt, że nie daleko nam do tego orwellowskiego koszmaru. W pewnym sensie już nas dopadł. To jest zamierzona religia przyszłości – „wiara” zbudowana na nienawiści do całego stworzenia, w której samouwielbienie jest boskie, a rozum jest uważany za karalną herezję.

_______________

The NWO Religion: How The Woke Postmodern “Faith” Glorifies Evil, Brandon Smith, April 17, 2025

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

komentarz

  1. AlterCabrio 21 kwietnia 2025
  2. Warto porównać:O filozofii i ataku na rzeczywistość – ks. prof. Tadeusz Guz
    Nic, żadne procesy w Europie czy na świecie nie dzieją się przypadkowo. Wszystko jest zaprogramowane z najgłębszą precyzją. I neomarksizm tym się różni od marksizmu-leninizmu, że neomarksizm poddaje pod negację[…]