I TY ZOSTANIESZ „SKRAJNĄ PRAWICĄ”

I TY ZOSTANIESZ „SKRAJNĄ PRAWICĄ”

Jacek Tomczak

konserwatyzm.pl/tomczak-i-ty-zostaniesz-skrajna-prawica/

Pojęcie „skrajnej prawicy” jest jednym z tych propagandowych znaków kwalifikująco-ostrzegawczych, nad którymi świeci się lampka alarmowa sugerująca, że mamy do czynienia z przypadkiem szczególnie niebezpiecznym. Jak wiele pojęć publicystycznych aspirujących do rangi określeń politologicznych tylko pozornie ma rzeczywistość opisywać, zaś faktycznie jego zadaniem jest wpływanie na myślenie ludzi. Charakterystyczną cechą takich pojęć jest ich znaczeniowe niedookreślenie, umożliwiające arbitralność w posługiwaniu się nimi.

Określenie „skrajna prawica” jest o tyle bardziej niebezpieczne od wielu innych, że sugeruje powierzchowne przynajmniej rozeznanie całości spektrum i – w oparciu o analizę – dokonanie takiej kwalifikacji. W palecie lewicowych słów-zaklęć i słów-znaków odróżnia się choćby od „faszysty” czy „populisty”.

PRAWICOWIEC JAKO „FASZYSTA”

„Faszysta” jest nie tylko skażony swoją genezą, czyli byciem wytworem komunistycznej propagandy, nakazującej każdego nie-komunistę tak właśnie określać, nie tylko skompromitowany nagminnością występowania w lewicowej publicystyce z takich choćby przyczyn, jak dostrzeżenie w przeciwniku patrioty czy zwolennika restrykcyjnej polityki migracyjnej. Jest  też absurdalny, zważywszy czym był „realny” faszyzm i że w Polce nigdy nie znalazł żyznej gleby, by się rozwijać – przypomnijmy ten choćby fakt, że przywódca jednej z bardziej radykalnych organizacji nacjonalistycznych w II RP, czyli Jan Mosdorf z Obozu Narodowo-Radykalnego zginął w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau ratując Żyda.

Absurdalności epitetu „faszysta” dopełnia włączanie w zbiór cech przypisywanych określanej nim osobie rasizmu, choć włoski faszyzm rasistowski nie był. Oczywiście, używaniu tego określenia towarzyszy mnóstwo manipulacji i przeinaczeń, które możemy uznać za drobne, jeśli weźmiemy pod uwagę rozmiar kłamliwości samego epitetu. Przykładowo, sugerowaniu faszyzmu towarzyszy przedstawianie osób o poglądach prawicowych jako piewców narodu w rozumieniu etnicznym, nawet jeśli wielu utożsamia się z koncepcją narodu kulturowego.  Służyć to ma najczęściej ukazaniu prawicowca czy narodowca jako ideowego pobratymca niemieckich narodowych socjalistów. Merytoryczne argumenty są bezbronne wobec propagandowego obrzucenia błotem – nie bezpodstawnie liczy się na to, że potępieńczo-moralistyczny tajfun zmiecie wszelkie rzeczowe próby tłumaczenia.

Kuriozalność bycia „faszystą” stała się na tyle oczywista, a ostrze tych, którzy taką stygmatyzacją się posługują na tyle stępione, że część przedstawicieli prawicy zaczęła sama się tak określać. Służy to kpinie z propagandowego odmieniania tego słowa przez wszystkie przypadki przez przeciwników i wynika ze świadomości, że przeszło ono drogę od bycia pojęciem o ściśle określonym znaczeniu do stania się jałowym i pustym sloganem. Rzecz jasna, ironiczna auto-dekonspiracja „faszysty” pomaga też wytrącić szabelkę z rąk części lewicowców, wszak skoro ktoś sam tytułuje się „faszystą” to trudno liczyć na zdeprecjonowanie go, nazywając w ten sposób.

W przypadku „faszysty” mamy do czynienia z trzema interesującymi skutkami używania tego określenia w sytuacjach zupełnie nieadekwatnych. Akurat w tej kwestii można dostrzec pewną analogię do konsekwencji nadużywania pojęcia „skrajna prawica”.

Po pierwsze, skutkiem dążenia do wywołania grozy poprzez nieustanne sięganie po pojęcia opisujące zjawiska budzące strach nie jest to, co intencjonalnie takim skutkiem ma być – czyli lęk odbiorcy. Jest dokładnie przeciwnie – nadużywanie pojęcia zdejmuje z niego odium grozy. Skoro faszyzm jest wszędzie i wcale się źle nie żyje, to czego tu się bać…

Po drugie, „faszystami” z nadania lewicy zostać mogą osoby głoszące całkowicie odmienne poglądy – od zwolenników wszechobecnego państwa po ludzi o przekonaniach bliskich libertarianizmowi, uznające państwo za zagrożenie, jak choćby Janusz Korwin-Mikke. Czyli – pojęcie to nie tylko nie ma wiele wspólnego z tym czym był faszyzm, lecz także nie pozostaje w związku z jakimkolwiek spójnym, zredefiniowanym w czasach współczesnych określeniem. Dość powiedzieć, że gdy jakiś lewicowy publicysta chce opisać kogoś w istocie odwołującego się do dziedzictwa Mussoliniego czy Hitlera, używa określenia „neofaszysta” – to samo w sobie podważa wiarygodność jego deklarowanej wiary w to, że jego oponenci polityczni w istocie są faszystami. Dokooptowywanie kolejnych właściwości do definicji „faszyzmu” faktycznie powinno mieć miejsce każdorazowo, po dostrzeżeniu przez bystre oko lewicowca niepokojącego go zjawiska.

Po trzecie, nadgorliwe tropienie faszyzmu kończy się najczęściej upodobnieniem do wyobrażonego przedmiotu swojego polowania. „Faszystą” zostaje się nie z powodu dokonania aktu przemocy, napisania projektu regulaminu ograniczającego określonym grupom etnicznym wstępu w niektóre miejsca czy sięgania po totalitarną symbolikę. „Faszystę” poznajemy po słowach, a właściwie po tym, jak zinterpretuje je nadgorliwy myśliwy – podstawowym zarzutem wobec „faszysty” jest to, że ma inne poglądy. Przecież tolerancja nie pozwala mieć innych poglądów – to, że ludzie mają odmienne poglądy prowadzi do faszyzmu. Albo jakoś podobnie.

Zawsze niedoścignionym wzorem faszystowskiego „antyfaszyzmu” była dla mnie tzw. Brunatna Księga magazynu „Nigdy Więcej”. Jej autorzy regularnie donoszą na ludzi, którzy mają inne od nich poglądy, nawet jeśli związek tych poglądów z faszyzmem (nawet przy utożsamieniu go z nazizmem czy rasizmem – co oczywiście jest błędem) jest taki, jak mieszkańca wioski, przez którą maszerowali żołnierze Wehrmachtu z hitleryzmem.

PRAWICOWIEC JAKO „POPULISTA”

Populizm definiowany był zasadniczo dwojako. Albo oznaczał odwoływanie się do woli ludu albo sięganie po proste hasła, którymi opisywano trudne problemy oraz proponowanie łatwych rozwiązań skomplikowanych spraw. Rzecz jasna, te definicje są dosyć mgliste, gdyż propozycje polityków siłą rzeczy skierowane są nie do ścian czy do drzew, a przekaz medialny musi być tak skonstruowany, by przekonywał, niekoniecznie szczególnie absorbując. Panowała jednak zgoda co do tego, że symptomatyczne dla populizmu jest diametralne poszerzanie obszarów pomocy socjalnej, zwane rozdawnictwem pieniędzy publicznych.

Dziś, gdy słyszymy słowo „populista”, najczęściej artykułują je ci sami ludzie, którzy kiedyś tropili „faszystów”, a przedmiotem opisu są mniej więcej ci, którzy niedawno byli „faszystami”. Oczywiście, dochodzi do ostatecznego wyprania „populisty” z i tak mglistej treści – bo skoro zapewne „populistami” mogą być choćby politycy jedynej postulującej redukcję pomocy socjalnej parlamentarnej partii, czyli Konfederacji to „i ty zostaniesz populistą”.

Jednocześnie populizm nie ma konotacji jednoznacznie negatywnych, a populistami niektórzy politycy tytułują się wcale nie z dozą kpiny. Ani historia pojęcia ani znaczenie ani etymologia nie czynią go najbardziej wygodnym narzędziem do uderzania w przeciwników. Interesujące jest to, że w ramach debaty, w której każdy obiera sobie za cel swoich westchnień „zwykłego człowieka” tak wielu chce czynić innym zarzut z tego, że wsłuchują się w „głos ludu”.

Pewien paradoks tkwi w fakcie, że użytkownicy cepa „populizmu” wskazują jako jedną z jego cech charakterystycznych przeciwstawianie ludu elitom, czyli afirmowanie „zwykłych ludzi” i pomstowanie na „sprzedajne” elity – a jednocześnie, być może nieświadomie, samym swoim istnieniem dowodzą istnienia sytuacji dokładnie odwrotnej, czyli niechęci elit (albo po prostu tych, którzy przywykli odwoływać się do wyższego statusu społecznego czy poziomu wykształcenia) do każdego kto patrzy na nie z krytycyzmem (przez co zostaje – z ich nadania – „populistą”).

Z perspektywy niniejszych rozważań należy sformułować krótką konkluzję – obydwa cepy, czyli „faszysta” oraz „populista” są nieszczególnie groźne, choć z innych, w pewnym sensie nawet przeciwstawnych przyczyn.

Siła rażenia pierwszego przypomina moc rewolweru przyniesionego na zawody łucznicze – z tym zastrzeżeniem, że rewolwer jest plastikowy.

Drugi cep przyrównać można do mężczyzny, który porusza się po robotniczej dzielnicy w garniturze i wypomina wszystkim dookoła niedostatecznie elegancki ubiór – ci zaś patrzą na niego z pomieszaniem zdziwienia z niechęcią. Pierwszy cep jest słaby swoją siłą nadętą do granic absurdu, zaś drugi jest słaby, ponieważ trafia w pancerz ochronny.

NIE „SKRAJNA” CZY NIE „PRAWICA”? RADYKALIZM A FUNDAMENTALIZM

A „skrajna prawica”? Ta zbitka wyrazowa pozornie opisuje, a faktycznie naznacza, symuluje precyzję, będąc przepełnioną niedookreśleniami, sugeruje swoją genezę w obrębie politologii, służąc za narzędzie propagandy.

Zaznaczmy, że nie chodzi tu o sofistykę, gierki semantyczne czy łamigłówki logiczne – słowa nie tylko opisują rzeczywistość, ale też wpływają na jej kształtowanie.

Już na pierwszy rzut oka „skrajną prawicę”, zakładając wzajemną zależność składających się na to pojęcie słów, można zdefiniować na dwa sposoby – przy czym jedna definicja uniemożliwia oskarżanie o skrajność, natomiast druga nie pozwala sytuować opisywanych na prawicy. Czyli – albo „skrajna prawica” nie jest skrajna albo nie jest prawicą.

W pierwszym ujęciu „skrajna prawica” to formacja realizująca wszystkie paradygmaty prawicowego myślenia, utożsamiająca się z każdym elementem prawicowego światopoglądu. Jeśli mamy do czynienia z człowiekiem, który poświęca się dla bliźnich, nigdy nie oszukał, zawsze pomagał, gdy ktoś zwrócił się do niego z prośbą, nie określamy go „skrajnie dobrym” człowiekiem. Konsekwentnie realizujący swój program prawicowy polityk nie powinien być opisywany tym przymiotnikiem, tak jak wyrażający wsparcie dla wszystkich prawicowych postulatów publicysta nie jest „skrajny” – chyba, że do tego skraju prowadzi konsekwencja czy wierność wartościom.

Znacznie bardziej logicznym wnioskiem z pogranicza politologii i semantyki byłoby po prostu opisywanie polityków i formacji znajdujących się na lewo od wyżej opisanej prawicy określeniem „centro-prawicowy”, w dodatku bez pozostawania obydwu składowych w relacji zależności, lecz jako niezależnych od siebie.

Wspomnijmy etymologię słowa „radykalizm” – pochodzi ono od łacińskiego słowa radix oznaczającego korzeń. Czyli – poglądy radykalne moglibyśmy opisywać jako silnie zakorzenione. Jeśli weźmiemy pod uwagę samą etymologię słowa, radykalizm jest czymś pokrewnym fundamentalizmowi. Historia polityczna wprowadziła trochę komplikacji, bowiem umożliwiła kojarzenie radykalizmu z działalnością wywrotową czy rewolucyjną. Problem w tym, że w wyniku ewolucji rozumienia słowa „radykalny” jego etymologiczne znaczenie wypełnia określenie „fundamentalistyczny”.

Czemu służą te uwagi z zakresu semantyki? Otóż, właściwe rozumienie pojęcia „skrajna prawica” powinno akcentować radykalizm w znaczeniu etymologicznym albo fundamentalizm. Taka prawica nie jest „skrajna” – jest po prostu prawicą.

Drugie ujęcie nakazuje opisać „skrajną prawicę” jako „bardziej niż prawicę”, zatem taka „prawica” jest skrajna, ale nie jest już prawicą. W praktyce „skrajna prawica” definiowana jest właśnie przez pryzmat radykalizmu w rozumieniu powszechnie występującym – nawet jeśli ten radykalizm nie współgra z jakimikolwiek elementami myślenia prawicowego.

Jednocześnie radykalizm ten może występować na poziomie treści, jak i na poziomie samej formy. Czyli – „skrajną prawicą” jest ktoś posługujący się określeniami typu „zdrajcy”, „sprzedawczyki”, „ustawić pod mur” albo ktoś zaczepiający Ukraińców na ulicy lub bazgrający po synagodze.

Dobrze – chciałoby się rzec – tylko z czego ma wynikać, że takie słowa i takie działania są rozwinięciem prawicowego światopoglądu? To słowa i działania skrajne, lecz wykraczające poza to co jakakolwiek prawica głosi. Jeśli mamy tu sięgać po dwa pojęcia składające się na omawianą zbitkę wyrazową, moglibyśmy co najwyżej użyć określenia „skrajni i prawicowi” – gdyby osoby posługujące się taką retoryką tudzież autorzy takich czynów, poza tą retoryką i tymi czynami odwoływali się do idei prawicowych.

Wyżej wspomniane osoby prędzej określić można by mianem „pseudo-prawicy” – tak, jak wszczynającego zamieszki uczestnika widowiska sportowego nie nazywamy „skrajnym kibicem”, gdyż nie uskrajnia, lecz wypacza on pojęcie kibicowania, tak poglądy stanowiące karykaturę przekonań prawicowych nie powinny być określane „skrajnie prawicowymi”.

Z jakiej logiki miałoby wynikać, że – przy założeniu, iż prawicę definiują choćby wartości patriotyczne – rasizm jest rozwinięciem patriotyzmu czy patriotyzmem doprowadzonym do skrajności?

Do takiego wniosku dojść można tylko przyjmując lewicową interpretację prawicowego myślenia – w jej ramach występuje utożsamianie wszystkich rodzajów poczucia przynależności do jakiejś grupy. Można też taką optykę przyjąć w wyniku oceny skutków pewnych poglądów, nie zaś ich genezy (często, rzecz jasna, mamy tu do czynienia po prostu z manipulacją) – przykładowo, faktycznie poglądy prawicowe skutkują restrykcyjną politykę w kwestii przyjmowania ludzi o czarnym kolorze skóry, tyle tylko, że nie powodem nie jest ten kolor skóry, ale zachowania tych, o których przyjmowaniu mowa.

Oczywiście, najczęściej występującym argumentem polemicznym z samym nominowaniem do bycia prawicą faszyzmu czy nazizmu jest antywolnościowy, antychrześcijański i fetyszyzujący państwo charakter tych ustrojów. Nie były one skutkiem doprowadzenia do jakkolwiek rozumianej skrajności prawicowego myślenia, czego dowodzi także ich rewolucyjna teoria i praktyka.

Jeśli ktoś bardzo chce znaleźć związek między przywiązaniem do tradycji a rasizmem, mógłby go poszukać u jednego z twórców ideologii rasizmu, czyli u Arthura de Gobineau. Tyle tylko, że ten „ślub tradycji z rasizmem” wynikał z resentymentu pozbawionego przywilejów francuskiego arystokraty, który szukał nowego uzasadnienia dla swojej szczególnej roli, nie zaś z dostrzeżenia zbieżności doktrynalnych między konserwatyzmem a pozytywistycznymi w gruncie rzeczy doktrynami.

CZY „SKRAJNOŚĆ” JEST OKREŚLANA PRZEZ POGLĄDY CZY PRZEZ NARRACJĘ?

Tu dochodzimy do używania określenia „skrajna prawica” – przy założeniu, że posługujący się nim w istocie chce dokonać opisu rzeczywistości – wobec niektórych partii prawicowych. Otóż – jak zostało wspomniane – o ile sam radykalizm przyjętych środków wyrazu wystarczy, by stać się „skrajną prawicą”, o tyle umiarkowanie w doborze środków wyrazu nie sprawia, że się nią nie jest.

Tym co charakteryzuje medialny przekaz Konfederacji – co ciekawe, konkurować z nią w tym aspekcie może chyba jedynie Razem – jest duża częstotliwość występowania „tak, ale”. Innymi słowy, przedstawiciele tej partii, oceniając wydarzenia na polskiej scenie politycznej zazwyczaj wolni są od spojrzenia „totalnego”, w ramach którego część aktorów życia publicznego jest zawsze dobra, a druga część zawsze zła – to spojrzenie rodem z TVN bądź TV Republika. Rzec wręcz można, że jeśli chodzi o sposób budowania przekazu (ale też organizacji wewnętrznego funkcjonowania) Konfederacja jest najbardziej demokratyczną (proszę wybaczyć użycie kolejnego terminu, który na łańcuch wzięły dziś wszystkie możliwe propagandy) partią parlamentarną.

Oczywiście, umiar i dystans nie dotyczą kwestii wartości, bo w tej – co zrozumiałe – miejsca na kompromis nie ma.  Kluczem do takiego patrzenia na scenę polityczną jest postrzeganie polityki przez pryzmat (pisząc górnolotnie) wartości właśnie czy (pisząc zupełnie nie górnolotnie) zadań do wykonania, nie zaś personalnych sporów czy środowiskowej lojalności.

Na tym tle skrajne wydaje się sam utożsamienie zwolenników dwóch głównych partii z absolutnym dobrem i – przede wszystkim – ich przeciwników z absolutnym złem, co spycha na zgoła manichejskie tory życie w państwie „neutralnym światopoglądowo”, w którym jednak dokonało się „upartyjnienie dobra i zła”. Jednym z symptomatycznych przejawów takiego myślenia jest używanie pojęcia „symetryzm” w odniesieniu do tych wszystkich, którzy mają czelność krytykować „swoich” i dostrzegać zalety „wroga”. Przecież takie określenie jest adekwatne jedynie przy „totalizacji” myślenia politycznego, czyli uskrajnienia właśnie.

KONTEKSTUALNOŚĆ „PRAWICY” I „UNIWERSALNOŚĆ” „SKRAJNEJ PRAWICY”

„Skrajna prawica” to określenie, któremu można nadać całkowicie arbitralnie wiele różnych znaczeń także z uwagi na jego kontekstualność.

Poczynię tu uwagę, że w debacie publicznej często zamiennie używa się trzech pojęć: faktu, prawdy i obiektywizmu. Tymczasem kilka faktów może tworzyć kłamstwo – wystarczy, że kilka innych faktów się pominie. Obiektywizm natomiast to pojęcie odróżniające się – wbrew pozorom albo i nie – od dwóch pozostałych jedną zasadniczą cechą: jest zależne od okoliczności.

„Prawica” oznacza co innego tak w wymiarze wertykalnym, jak i horyzontalnym – czym innym jest na przestrzeni lat, czym innym także w różnych przestrzeniach kulturowych. Oczywiście, w różnych krajach pojęcie „prawicy” doznaje obiektywizacji, jednak w skali globalnej ma charakter relatywny – bycie prawicą nie wynika ze spełniania poszczególnych kryteriów ideowych, lecz raczej z bycia najbardziej na prawo w dyskursie. Przy czym – bycie najbardziej na prawo w dyskursie wewnątrz jednego kraju, mogłoby sytuować w centrum bądź nawet po lewej stronie gdzie indziej.

Nawiasem pisząc, interesujące wydaje się zbadanie zmian w wyborczych decyzjach ludzi po przeprowadzce do innego kraju – takiego, w którym dyskurs wygląda inaczej. Pomijając możliwe zrewidowanie spojrzenia na rzeczywistość wynikające ze znalezienia się w odmiennym kręgu kulturowym, warto zastanowić się czy ludzie dopasowują poglądy do programu partii, która jest im najbliższa czy też wspierają formację, która znajduje się w tym samym miejscu dyskursu co partia, na którą głosowali w kraju urodzenia. Jeśli druga odpowiedź jest prawdziwa, mogłoby się okazać, że wyborca staje się znacznie bardziej lewicowy w wyniku samego tylko wyjazdu z Polski (chyba, że wyjeżdża np. do Iranu).

We Francji Front Narodowy, kwalifikowany przecież jako „skrajna prawica” właśnie współpracuje z niektórymi ruchami spod znaku LGBT, a podstawowym znakiem rozpoznawczym tej partii stała się anty-islamskość, przy czym krytyka fundamentalizmu religijnego nakazuje sięgać po argumenty używane dotychczas przez lewicę. Podobnych przykładów jest całe mnóstwo – dość powiedzieć, że w Niemczech to chadecja doprowadziła do zalegalizowania tzw. związków partnerskich.

Jednocześnie – równolegle do oswajania się prawicy z lewicowymi postulatami – w wielu krajach mamy do czynienia z przepływem wyborców centrowych do elektoratu partii „skrajnie prawicowych”. Wynika to z faktu, iż wiele postulatów partii lewicowych uznają oni za tak bardzo ekstremalne, że zwyczajnie nie chcą się z nimi utożsamiać.

Pisząc nieco przewrotnie, można sobie swobodnie wszem i wobec eksponować swoją otwartość na imigrantów czy fetyszyzować multikulturową mozaikę, dopóki własne dzieci nie czują się realnie zagrożone przemocą z ich strony. Można uznawać legalizację związku dwóch mężczyzn, jednak jeśli jeden z nich żąda, by opisywano go jako „ono” w oficjalnych dokumentach, wówczas nawet w odbiorze ludzi o poglądach centrowych mamy do czynienia z tym, co kolokwialnie określamy jako przegięcie.

Wiarygodną analizę motywacji przyświecających centrowym wyborcom, pisząc o problemach z imigrantami, przedstawił Łukasz Sakowski na łamach lewicowego „Nowego Obywatela” (tekst: „Gdy lewica odchodzi od materii, budzą się demony” w numerze 46(97) „Nowego Obywatela”): „Gdy zwykły obywatel Francji, Polski, Włoch czy Niemiec chce bronić się przed tym problemem w sposób bezpośredni, może nie tylko być nazywany ‘islamofobem’ i ‘faszystą’, ale, choćby w Niemczech, może mieć problemy z prawem. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak zrezygnować z głosowania na partie socjaldemokratyczne, ekologiczne czy chadeckie, które w ostatniej dekadzie stały się bardzo liberalne, a zacząć popierać lewicę i antysystemowców. Głosować na AfD, Braci Włochów, Szwedzkich Demokratów, Konfederację czy Zjednoczenie Narodowe. Nie dlatego, że jest przeciwko integracji unijnej ani dlatego, że podoba mu się ogólny klimat panujący na prawicy czy jej postulaty”. Czyli – lewica nie proponuje nic, poza nazwaniem cię „skrajną prawicą”, jak ją krytykujesz. Masz poświęcić bezpieczeństwo swoich dzieci w imię „tolerancji”, bo inaczej staniesz się „faszystą”.

Autor tekstu dodaje: „To działania mainstreamowych partii liberalnych i lewicowych m.in. w kwestiach kultury woke doprowadzają ‘normalsów’ do desperacji, w wyniku której wstrzymują się od głosu lub wybierają prawicę czy populistów”.

„SKRAJNA PRAWICA” CZAI SIĘ WSZĘDZIE – „SKRAJNEJ LEWICY” NIE MA

Symptomatyczna wydaje się całkowita niemal rezygnacja z używania pojęcia „skrajna lewica” przez te same osoby, które z takim zacięciem tropią „skrajną prawicę”.. Dzieje się tak, mimo że ewidentnie to środowiska lewicowe głoszą coraz to bardziej „oryginalne”, zaskakujące i odsuwające się od potocznie rozumianej normalności postulaty.

Rzecz jasna, takiego zachowania nie tłumaczy inna diagnoza stanu faktycznego, lecz sam cel, w jakim używa się pojęcia „skrajna prawica”. Uczciwe intencje zwyczajnie sprzyjałyby problemom w stworzeniu jasnej definicji tego określenia – skoro mamy wątpliwości co jest a co nie jest prawicą, stają się tym większe, gdy rozważamy co jest a co nie jest „skrajną prawicą” (czyli – uskrajnienie jak rozumianej prawicy stanowi „skrajna prawica”).

Oczywiście, można tą frywolność w nominowaniu do bycia „skrajną prawicą” zrzucić na karb faktu, że publicystyka czy polityka to nie nauka i odchodzi się w nich od ścisłego definiowania pojęć. Tyle tylko, że obserwacja przypadków, w których ktoś zostaje „skrajną prawicą” skłania do innych wniosków.

Po pierwsze, raczej nie używa się tego określenia w odniesieniu do monarchistów czy tradycjonalistów, a jeśli już się ich tak klasyfikuje to nie dlatego, że domagają się powrotu panowania króla czy państwa wyznaniowego, lecz z okazji – przykładowo – użycia określenia „przedsiębiorstwo Holocaust” (stworzonego zresztą przez Żyda) przez któregoś z nich. A przecież, jeśli już mielibyśmy kogoś określić mianem „skrajnej prawicy”, byliby to właśnie monarchiści czy tradycjonaliści, a nie narodowi socjaliści.

Po drugie, nawet zakładając wspomnianą frywolność w definiowaniu pojęć używanych w debacie publicznej, opisywany człowiek lub zjawisko zwykle musi spełnić kilka kryteriów i od kilku innych być daleki, by zostać w określony sposób nazwany.

A „skrajna prawica”? By nią zostać trzeba – tak to ujmijmy – zapalić kilka lampek ostrzegawczych, na które szczególnie wyczulony jest wzrok lewicowca czy po prostu hunwejbina „poprawności politycznej”. Spokojnie można by użyć algorytmów do eksploracji „skrajnej prawicy” – przy czym słowa-klucze to: „żydowskie wpływy”, „spisek finansjery”, „masoneria”, „więcej pedofili wśród homoseksualistów”, „więcej gwałcicieli wśród imigrantów”, „za duży socjal Ukraińców”. Można jedynie odtwarzać poglądy innej osoby, można we wszystkich pozostałych poglądach nie mieć nic wspólnego z prawicą. Już my wiemy, kim jesteś. A jak zaprzeczasz, to znaczy, że dobrze się ukrywasz.

Klasyk mówił, że kłamstwo uznane zostaje za prawdę, gdy mówi je osoba uznawana za autorytet. Propaganda zostaje uznana za prawdę, gdy udaje naukę.

Jacek Tomczak (Prawa strona Warszawy)

z USA: Nigdy Lewica nie była tak niepopularna ani Prawica tak nieokreślona

Nigdy Lewica nie była tak niepopularna ani Prawica tak nieokreślona

[Synkowie, to głos zza Oceanu. Katolik, a mało wie o Europie św. Benedykta. Nic nie wie o Cywilizacji Łacińskiej, wyodrębnionej genialnie przez Feliksa Konecznego. Nie zdołaliśmy Jego syntez i analiz upowszechnić wśród intelektualistów anglo-języcznych. Mimo ogromnych wysiłków, głównie Jędrzeja Giertycha.

A 'prawica” i „lewica” to głupawe wymysły krwawych masonów i rewolucjonistów z Wielkiej Rewolucji anty- Francuskiej. Trzeba zmienić slogany. Czas. Mirosław Dakowski]

Nigdy Lewica nie była tak niepopularna ani Prawica tak nieokreślona

John Horvat II | 09/09/2025 https://polskakatolicka.org/pl/artykuly/nigdy-lewica-nie-byla-tak-niepopularna-ani-prawica-tak-nieokreslona

Żyjemy w osobliwym zmierzchu ery powojennej. Współczesne narracje się rozpadają. Paradoksy mnożą się tam, gdzie niegdyś panowały pewne przekonania.

Liberałowie często twierdzili, że historia nieuchronnie przesuwa się w lewo. Dziś jednak lewica chyli się ku upadkowi na całym świecie i czeka ją ponura przyszłość. Inni twierdzili, że tradycyjne sposoby i pewniki skazane są na zapomnienie. Tymczasem konserwatyzm zyskuje na znaczeniu, a idee uznawane za „przemijające” cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Doszliśmy do zdumiewającej sytuacji, w której nastąpiło odwrócenie biegunów politycznych. Ugrupowania prawicowe stają się partiami konserwatywnych ludzi pracy, podczas gdy lewica rozpieszcza bogate pseudo elity i środowisko akademickie.

Jak do tego doszło

Być może jeszcze bardziej zagadkowe jest to, jak znaleźliśmy się w tym punkcie. Każda ze stron obrała inną strategię.

Lewica znalazła się w fatalnej sytuacji, ponieważ jej aktywiści popełnili błąd, stawiając na niepopularne agendy „woke”, czym zrazili wyborców. Lewica traci poparcie właśnie dlatego, że uparcie obstaje przy „byciu sobą”.

Prawica zyskała na znaczeniu, atakując absurdalne programy lewicy z dużym powodzeniem. Jednak sama popełniła błąd, porzucając wiele ze swoich zasadniczych zasad. Termin „konserwatyzm” może dziś oznaczać bardzo wiele. Prawica naraża się na ryzyko, upierając się przy odejściu od swoich zasad.

W rezultacie mamy do czynienia z osobliwym zmaganiem, typowym dla naszej ponowoczesności, którą były prezydent Czech Václav Havel scharakteryzował jako sytuację, w której „wszystko jest możliwe, a nic nie jest pewne”.

Lewica w kryzysie

Rzeczywiście, to co pozornie niemożliwe wydarzyło się w 2024 roku. Wszystko przesuwa się w prawo. Dzieje się to wszędzie — na każdym kontynencie i w większości dużych państw. Partie lewicowe ponoszą sromotne porażki w kolejnych wyborach.

Nowe trendy łamią wieloletnie wzorce głosowania na lewicę na całym świecie. Obszerna analiza w brytyjskim „The Telegraph” bada wyniki wyborów na całym świecie. Wnioskuje ona, że partie lewicowe są „bardziej niepopularne teraz niż kiedykolwiek od końca zimnej wojny”.

Ogólnie rzecz biorąc, ugrupowania prawicowe wyszły zwycięsko, zdobywając rekordową średnią 54,6% głosów w 73 demokratycznych państwach w 2024 roku.

Przegląd kryzysu

Tendencja ta jest szczególnie widoczna w Stanach Zjednoczonych, Unii Europejskiej i Europie Wschodniej. Niedawne ponowne zwycięstwo prezydenta Donalda Trumpa zwieńczyło falę konserwatywnych triumfów.

W 2024 roku wiele państw poszło w ślady USA, odrzucając narzuconą im przez gorliwych lewicowców różnorodność, ekologię i  „woke’istyczne” nakazy narzucane im przez gorliwych lewicowców.

„The Telegraph” donosi, że nawet Ameryka Łacińska dryfuje w stronę prawej strony sceny politycznej, czego przykładem jest zwycięstwo Javiera Mileia w Argentynie. Choć lewica nadal prowadziła w liczbach bezwzględnych, jej przewaga w Ameryce Łacińskiej była najmniejsza od ponad trzydziestu lat. Podobne tendencje pojawiły się w Afryce, gdzie Afrykański Kongres Narodowy (ANC) w RPA po raz pierwszy od 1994 roku utracił większość parlamentarną.

Wyczerpana ideologia

Raport pokazuje, że lewica nie inspiruje już ani nie jednoczy wyborców, takich jak klasa robotnicza, którą zawsze uważała za swoją własność. Jej aktywiści skupieni są wokół wyczerpanej ideologii, pozbawionej przywództwa i dynamizmu.

Zakotwiczona w starych schematach lewica spotyka się z gniewem wyborców, którzy mają dość kolejnych rewolucyjnych zmian wprowadzanych zbyt szybko i zbyt daleko. „Wokizm”, aktywizm transpłciowy i ekologiczne szaleństwa sprowokowały wyborców do buntu.

Upadek lewicy jest więc łatwy do prześledzenia. Sytuacja prawicy nie jest jednak tak jednoznaczna. W rzeczywistości porażka lewicy jest o wiele wyraźniejsza niż zwycięstwa prawicy. Można powiedzieć, że nigdy lewica nie była tak niepopularna, ani prawica tak nieokreślona.

Stracone szanse prawicy

Prawica wykorzystała słabości lewicy. Jednak nie przedstawiła spójnego programu w obronie spraw, które niegdyś ją definiowały. Jej przekaz jest pomieszany — łączy elementy populizmu, nacjonalizmu i innych modeli, które koncentrują się na gospodarce, a unikają drażliwych kwestii moralnych.

Obecna chwila zwycięstwa byłaby idealną okazją, aby ponownie nawiązać do głębokich chrześcijańskich korzeni konserwatyzmu, przyciągających duchowo wygłodniałe masy. To czas, by ponownie potwierdzić kwestie moralne, które wciąż cieszą się popularnością wśród osób dotkniętych niemoralnymi programami lewicy.

Zamiast tego część prawicy w sposób nieautentyczny prezentuje powierzchowne symbole i retorykę chrześcijańską, ale ma niewiele do zaoferowania pod względem merytorycznym.

Bezbożna krucjata

W swojej książce The Godless Crusade: Religion, Populism and Right-Wing Identity Politics in the West Tobias Cremer dochodzi do wniosku, że te nowe modele polityczne faworyzują „zsekularyzowanej idei „chrześcijaństwa”, która postrzega chrześcijaństwo jako „znak tożsamości kulturowej”, a nie wyznanie wiary czy praktykę moralnego kodeksu.

Niepokojące w tym rozwoju jest to, że pod chrześcijańską otoczką tej „krucjaty” kryją się ci, którzy twierdzą, że reprezentują sprawę chrześcijańską, a jednocześnie przyjmują pogańskie idee, ateistyczne postawy i dziwne filozofie. Wielu populistycznych kandydatów jest niereligijnych, liberalnych obyczajowo i przeciwnych chrześcijańskiemu kodeksowi moralnemu.

Zagrożenia miękkiej „twardej prawicy”

Lewica reaguje, głośno narzekając, że te nowe partie i kandydaci „skrajnej prawicy” narzucają społeczeństwu swoją chrześcijańską krucjatę. Jednak ta rzekoma chrześcijańska krucjata pozbawiona jest Chrystusa i Jego krzyża.

Tak więc owe „chrześcijańskie partie twardej prawicy” obejmują m.in. Zgromadzenie Narodowe Marine Le Pen, które niedawno przyczyniło się do wpisania aborcji do francuskiej konstytucji. Podobnie współprzewodnicząca niemieckiej „skrajnie prawicowej” Alternatywy dla Niemiec (AfD), homoseksualistka Alice Weidel (ona i jej partnerka Sarah Bossard pozostają w związku cywilnym i wychowują dwoje adoptowanych dzieci), daje przykład szokująco sprzeczny z tradycyjną moralnością chrześcijańską. Niektórzy konserwatyści uznają dziś za „chrześcijan kulturowych” takich ludzi jak Elon Musk czy nawet ateista Richard Dawkins, traktując ich jako przedstawicieli bliżej nieokreślonych wartości chrześcijańskich.

Wielu ulega złudzeniu, że wystarczy trzymać się chrześcijańskich zewnętrznych znaków bez autentycznego przyjęcia chrześcijańskiej moralności. Jednak to „odchudzone chrześcijaństwo” nie może przynieść głębokich przemian koniecznych do zmiany społeczeństwa.

Droga naprzód

W tym zmierzchu powojennej epoki ludzie potrzebują jasności. Lewica jasno ujawniła swój niepopularny program i poniosła tego konsekwencje.

Prawica musi nadal sprzeciwiać się tej agendzie i przedstawić jednolity, a zarazem popularny program oparty na tradycyjnych zasadach konserwatywnych i porządku chrześcijańskim. Prawica ma przewagę, ponieważ dysponuje atrakcyjnym modelem. Musi być autentyczna i odważnie proponować swoje zasady, a nie tylko niespójne zewnętrzne pozory. Nie może mieszać swego przekazu z obcymi elementami, które zaciemniają obraz.

Jeśli prawica zejdzie z tej drogi jasności, nie poradzi sobie lepiej niż niepopularna lewica, gdy nadejdzie dzień rozliczenia.

Źródło: tfp.org

=================================

MD: Może „konserwatyzm Chrystusowy” kontra „humanizm diabelski”? Dość dobre, ale za długie…

Murem za Srulem

Murem za Izraelem. CPAC i niebinarny konserwatyzm

25.06.2025 https://nczas.info/2025/06/25/murem-za-izraelem-cpac-i-niebinarny-konserwatyzm/

Rabin Shmuley Boteach z World Values Network na CPAC Polska 2025 w Centrum Kongresowo-Wystawienniczym w Jasionce.
Rabin Shmuley Boteach z World Values Network na CPAC Polska 2025 w Centrum Kongresowo-Wystawienniczym w Jasionce / Fot. PAP

Konferencje CPAC stwarzają „prawicowym liderom” z całego świata rzadką okazję do spotkań w szerszym gronie, lecz niestety za cenę jednoznacznego bezwarunkowego poparcia dla polityki Izraela.

W dniach 25–26 maja w podrzeszowskiej Jasionce zorganizowano pierwszą w Polsce konferencję CPAC (Conservative Political Action Conference), której oczywistym celem było wsparcie kandydatury Karola Nawrockiego przed drugą turą wyborów prezydenckich.

Woodstock prawicowców

Wśród najważniejszych gości, którzy pofatygowali się na Podkarpacie oprócz prezydenta Dudy była m.in. sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kirst Noem czy też George Simion, któremu nie udało się wygrać wyborów w Rumunii. Dużo więcej znanych osób przyciągnęło analogiczne wydarzenie zorganizowane kilka dni później w Budapeszcie.

Na CPAC Hungary specjalne przesłanie nagrał sam Donald Trump, a wśród mówców znaleźli się m.in. Wiktor Orban, Robert Fico, Andrej Babiš, Alice Weidel, Geert Wilders, Liz Truss czy też publicysta Ben Shapiro. Jak widać wyraźnie, węgierska konferencja CPAC cieszy się dużo większym prestiżem niż polska, na co wpływ ma choćby fakt, że nie była organizowana po raz pierwszy.

Nie powinniśmy jednak popadać z tego powodu w kompleksy, ponieważ konferencje CPAC można uznać co najmniej za kontrowersyjne. Teoretycznie przedstawiają się jako bardzo potrzebne zjazdy zwolenników polityki suwerennościowej, konserwatywnej i antyglobalistycznej. Uważne prześledzenie tego, co się na nich dzieje, skłania jednak ku przyjęciu zupełnie odmiennego wniosku.

Pierwsze spotkanie pod szyldem CPAC zorganizowano w 1974 r. w formie „Woodstocku dla prawicowców”. Współorganizatorami konferencji były Amerykańska Unia Konserwatywna (ACU) oraz Młodzi Amerykanie dla Wolności (YAF). Z czasem impreza zyskała rangę nie tylko spotkania dla młodych, lecz miejsca dla poważnych debat w łonie Partii Republikańskiej. To właśnie na CPAC swoje programowe mowy wygłaszali najpierw Ronald Reagan, a następnie Donald Trump.

Shabbat na CPAC

Czasami zwraca się uwagę na to, że CPAC przeżywał chwile kryzysu tożsamościowego w latach 2010, gdy do udziału w konferencji dopuszczono m.in. gejowską grupę GOProud. Ostry zwrot w lewo Partii Demokratycznej w następnych latach skutecznie wyleczył jednak organizatorów z podejmowania tego rodzaju inicjatyw. Prawdziwym pokazem mocy środowisk spotykających się co roku na amerykańskiej konferencji CPAC była edycja z lutego br., na której pojawili się nieskłóceni jeszcze wówczas Donald Trump, Elon Musk, a także J.D. Vance, Steve Bannon, Nigel Farage czy też Javier Milei.

W ostatnich latach CPAC stał się globalną marką prawicowych i centroprawicowych polityków, a konferencje organizowano m.in. w Brazylii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Kolumbii oraz… Izraelu.

Formalnie CPAC nie jest zaliczany do tzw. izraelskiego lobby, ale bezgraniczne poparcie dla żydowskiego państwa traktowane jest na organizowanych przez tę organizację konferencjach jako oczywista oczywistość. Od kilkunastu lat stałym bywalcem CPAC jest choćby rabbi Yitzchok Tendler, jedna z najważniejszych postaci w Amerykańskiej Unii Konserwatywnej (ACU). Za jego sprawą już od 2011 r. na amerykańskich konferencjach organizowane są specjalne sekcje nazywane Shabbat, dedykowane dla żydowskich konserwatystów.

Na CPAC Poland w Jasionce, tak jak na wcześniejszych amerykańskich edycjach konferencji, gościł także nieoceniony rabin Shmuley Boteach, autor takich prac, jak choćby: „Koszerny Sex”, „Koszerna Sutra”, czy też „Koszerne Pożądanie”. Znany z promowania i sprzedaży gadżetów seksualnych rabin zachęcał widownię ze sceny do tego, aby Polska stała się liderem Europy w miejsce Francji czy Niemiec, które pozwalają sobie na coraz większą krytykę Izraela. Boteach już od dłuższego czasu pielęgnuje znajomości z medialnym zapleczem Prawa Sprawiedliwości, a w Jasionce zdołał zaczepić nawet prezydenta Dudę oraz prezydenta-elekta Nawrockiego.

Murem za Izraelem

W Jasionce dużo mówiło się o walce z lewicą i jej pomysłami na urządzanie świata, ale w rytualny sposób potępiono także antysemityzm. Nie powinno to w ogóle dziwić, ponieważ szefem CPAC jest Matt Schlapp, który od lat twardo broni interesów żydowskich, nie zważając nawet na skandaliczne poczynania Izraela w Gazie. Na CPAC Poland oprócz polityków pojawiło się także wielu publicystów i działaczy znanych z jednoznacznie proizraelskich poglądów, takich jak choćby Jack Posobiec czy Matthew Tyrmand.

W czasach, gdy światowa lewica spotyka się nieustannie na różnego rodzaju szczytach klimatycznych czy spotkaniach Światowego Forum Ekonomicznego, z pewnością dobrze się dzieje, że prawica również próbuje się integrować i podejmować współdziałanie. Niestety jednak wspólnym mianownikiem dla integracji konserwatystów uczyniono niepostrzeżenie stanowisko jawnie proizraelskie.

Dla środowiska związanego z PiS taki stan rzeczy jest czymś normalnym, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego od lat wykazuje skrajną uległość względem środowisk żydowskich i nie raz pokazywała, że chętnie sięga po kartę „walki z antysemityzmem” w celu zwalczania wszystkich sił politycznych na prawo od siebie. W Jasionce pojawili się jednak także przedstawiciele Konfederacji, których dotąd latami stygmatyzowano jako „antysemitytów”.

Jeszcze dwa lata temu sędzia piłkarski Szymon Marciniak pod presją mediów odwołał swój udział w zorganizowanej przez Sławomira Mentzena imprezie „Everest”, gdyż chciał się oficjalnie odciąć od polityka znanego z rzekomej „nietolerancji”. Dziś praktycznie nikt już o tym nie pamięta, a liderzy Konfederacji zostali oficjalnie przyjęci do grona konserwatywnej międzynarodówki o syjonistycznym skrzywieniu.

Czymś oczywistym jest to, że europejski i światowy ruch konserwatywny nie powinien stawać się zakładnikiem polityki pro-izraelskiej, bo konserwatyzm nie ma z tą ideą absolutnie nic wspólnego. Szczególnie pilnym zadaniem wydaje się raczej doprowadzenie do możliwie jak najszybszego podjęcia współpracy przez wszystkich konserwatystów, którzy nie są ani proizraelscy, ani antyizraelscy. W odniesieniu do państwa Izrael warto być niebinarnym i nie stawać po żadnej ze stron obcego nam sporu.

Nawet jeśli na CPAC będą się spotykali regularnie tacy wpływowi politycy, jak Donald Trump, Wiktor Orban, Nigel Farage, Santiago Abascal, Javier Milei czy JD Vance, warto pozostawić ich we własnym gronie, w zamian organizując konferencję prawicy, która będzie broniła cywilizacji łacińskiej, a nie urojonej cywilizacji judeochrześcijańskiej.

Osoby NSDAP+ to nie ideologia, a ludzie

Osoby NSDAP+ to nie ideologia, a ludzie

Kategoria: Archiwum, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, Polska, Ważne, Własne recenzje

Autor: CzarnaLimuzyna

, 12 lutego 2024

Osoby NSDAP + to nie ideologia, a ludzie. Konkretne imiona, twarze, bliscy i przyjaciele. Wszystkie te osoby powinny usłyszeć słowo „przepraszam” właśnie z tego miejsca…

A kto to mówi?

Posłuchajmy co wygłosił Szeląg.

Wojciech Szeląg, którego skrajna prawica- skrajna inteligencja i skrajna moralność określiłyby… może nie oficerem, ale na pewno starszym szeregowym frontu ideologicznego w nowej TV KO.

W oryginale zabrzmiało to następująco:

Osoby LGBT+ to nie ideologia, a ludzie

———————————–

Plus oznacza dodatki. Na przykład NSDAP+G.

“LGBT z NSDAP”

Nazis Kurt Daluege, Heinrich Himmler, Ernst Röhm in 1933 via Wikimedia Commons/Bundesarchiv

“Dowódca Freikorps Gerhard Rossbach i dowódca SA Ernst Röhm byli homoseksualistami, a szef Hitlerjugend (zwanych czasem Homo Jugend) Baldur von Schirach był biseksualistą.

(…) homofobiczna retoryka Heinricha Himmlera była tylko zabiegiem populistycznym, adresowanym do wiernych tradycyjnym wartościom mas ludowych, natomiast ustawodawstwo piętnujące homoseksualizm obowiązywało jeszcze przed dojściem NSDAP do władzy i stanowiło dla Adolfa Hitlera (skrywającego swoje homoseksualne skłonności) wyłącznie dodatkowe narzędzie do represjonowania opozycji”.

– pisze Filip Memches w artykule LGBT z NSDAP w Rzeczpospolitej (2013)

Różowa swastyka. Homoseksualizm w partii nazistowskiej to książka, która po raz pierwszy opublikowana została w 1995 roku i do dzisiaj doczekała się aż pięciu uzupełnionych wznowień /Wydawnictwo Wektory/

To poparta rzetelnymi badaniami, nadzwyczaj interesująca i przyjemna w czytaniu książka obalająca “gejowski” mit, którego symbolem jest różowy trójkąt; mit głoszący, że naziści nienawidzili homoseksualistów. W błyskotliwy sposób ujawniono w niej, że w partii nazistowskiej homoseksualizm był głęboko zakorzeniony.

Autorami książki są:

Douglas Scott Lively – amerykański działacz, pisarz, adwokat i niezależny kandydat na gubernatora Massachusetts w wyborach w 2014 roku. Działacz amerykańskiego ruchu pro-life i organizacji występujących przeciwko gejowskiemu lobby.

Kevin Abrams – pisarz i żydowski tradycjonalista, który wyemigrował do Izraela. Założyciel organizacji The International Committee for Holocaust Truth. Autor artykułu: The other side of The Pink Swastika, który ukazał się w 1994 roku w biuletynie “Lambda Report” Petera LaBarbera i stał się przyczynkiem do napisania książki”.

Widoczny na zdjęciu Ernst Röhm był prawą ręką Hitlera na stanowisku szefa Sturmabteilung (SA, Brązowe Koszule), nazistowskiego skrzydła paramilitarnego.

Biada temu, który zdradza ideały rewolucji, wzniecając bunt. Biada temu, który niweczy starannie sporządzone plany führera; jest wrogiem rewolucji!

Tę sentencję wygłosił Rudolf Hess, przypieczętowując wyrok na Röhma.

Noc długich noży (niem. Nacht der langen Messer) – przeprowadzona w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 akcja schwytania i wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera, przede wszystkim wewnątrz ruchu narodowosocjalistycznego; tej nocy SS z pomocą wojska zajęły główną siedzibę dowództwa SA i aresztowały jego dowódcę Ernsta Röhma./Wikipedia/.

W przytoczonym przeze mnie cytacie jest neomarksistowska zbitka słowna “homofobia”, dlatego muszę po raz n-ty wyjaśnić, że zjawisko takie w naturze nie występuje, a jedynie w propagandzie lgbt-f+p, która nazywa dezaprobatę moralną, fobią. Gafę lub świadome przekręcenie popełnił pan Memches, którego cytowałem.

Odpowiadając na pytanie czy NSDAP to ludzie czy ideologia, odpowiem krótko: ideologia i ludzie. Fanatycy pogrążeni w lewicowej zbrodniczej ułudzie. Podobnie jest z lgbt.

“Gender” jest ostatnim elementem taktyki tej ideologii, której celem jest stworzenie zachodnioeuropejskiego państwa komunistycznego – Krzysztof Karoń.

Dodam do tego: nie wszyscy naziści i neonaziści są homoseksualistami. Komuniści i neokomuniści tak samo. Natomiast prawie wszyscy z nich: NSDAP i aktualna komuna wywijająca szyldem LGBT popierają wymienione ideologie.

Tagi:LGBT z NSDAP, NSDAP ideologia czy ludzie?

O autorze: CzarnaLimuzyna Wpisy poważne i satyryczne

2 komentarze

jan 12 lutego 2024 godz. 23:51

I jeszcze jedno.Nie istnieje coś takiego jak skrajna prawica.To komunistyczny wymysł. Wogole prawica nie ma swych politycznych przedstawicieli na swiecie. Liderem prawicy jest Bog a On nie ma żadnej partii. Istnieja jednak skrajne lewice,faszyzm jest jedna z nich.Jesli by lewica chciala by komus przypaic latke skrajnej prawicy to mogl by byc to fundamentalizm religijny np w islamie

CzarnaLimuzyna 13 lutego 2024 godz. 00:04   – w odpowiedzi do: jan 23:51

Nie istnie cos takiego jak skrajna prawica. Właśnie to po raz setny napisałem, tym razem ujmując to w formie lapidarnej słownej prowokacji.W ogole prawica nie ma swych politycznych przedstawicieli na swiecie. Liderem prawicy jest Bog a On nie ma żadnej parti.

W pewnym sensie ma przedstawicieli, a są nimi ludzie prawi, przestrzegający dekalogu.

Kodeks prawicy. Konserwatywny realizm.

Wawel ekspedyt

WSTĘP

image

Wobec inwazji lewicowej mentalności (czyli przeciętności i bezmyślności sterowanych z tylnych siedzeń przez oligarchów okrzykiem “pust wsiegda budiet postęp“) konieczne jest odświeżanie znaczenia pojęcia PRAWICA (czyli prawicowej postawy, mentalności, myśli państwowotwórczej). Dawniej preferowano na rzecz opisu rzeczonej, prawicowej postawy termin “konserwatyzm”. Jednak niewidzialna ręka kreatorów tego, co ma myśleć społeczeństwo (vide: Bernays) wymusiła termin “prawica” kojarząc w tępych odbiorcach mediów konserwatyzm z zacofaniem. Tymczasem źródłowo konserwatyzm = mądrość. Poniższy tekst wraca do pierwotnych sensów podziałów na scenie politycznej.

KODEKS PRAWICY

   „Sprawiedliwośc jest czymś zupełnie innym niż równość i oznacza według słów Ulpiana „Suum cuique” (Każdemu co jego).”

1. Realizm kontra relatywizm. Konserwatyzm – bo takiego będę używać pojęcia w dalszej części artykułu zamiast niejasnego terminu “prawica” – utrzymuje, że istnieje  obiektywny porządek rzeczywistości, niezależny od naszych subiektywnych interpretacji. Jak pisze Jeffrey Burton Russell (1986) w swej analizie współczesnych koncepcji zła, zanik religijnej wersji realizmu przyczynił się do powstania pustki w tym stuleciu:

„Próżnia ta została do pewnego stopnia wypełniona przez marksizm (który sam jest odmianą religii) i liberalny progresywizm, wyznające wiarę, że ludzkość ma przed sobą postęp.(…) faustowska ufność w zdolność ludzkości do rozwiązywania swych problemów wraz z niczym nie uzasadnioną wiarą w dobroć ludzkiej natury, sprowadziła intuicje dobra i zła do wymiaru zjawisk psychologicznych, nie zakorzenionych w żadnej transcendentnej rzeczywistości i wytłumaczalnych w kategoriach fizycznych, mechanistycznych. Rezultatem jest mętny, lecz wszechogarniający relatywizm moralny. Żadne wartości nie są transcendentne; wszystkie są całkowicie względne i zależą od preferencji jednostek lub społeczeństw. Prawda również jest kwestią preferencji”.

Konserwatywny realizm, w przeciwieństwie do relatywizmu, stanowi współczesne ucieleśnienie tradycyjnej teorii prawa naturalnego. Jeżeli nie wierzy się w prawo naturalne, to nie może być zgody co do dobra i zła (albo prawdy i fałszu, rzeczywistości i fikcji). Prawo naturalne jest zespołem pewników (moralnych absolutów), bez których nie potrafilibyśmy uzgodnić między sobą, co jest dobre, a co jest złe. W polityce, prawo naturalne jest „luźnym zestawem reguł działania, narzuconych przez autorytet wyższy od państwa” (R.Kirk). Jeżeli, jak sądził Hobbes (i jak sądzi wielu liberałów), tego rodzaju autorytet nie istnieje, to państwo musi być omnipotentne.

„(…)Demokracja może się stać równie ciemiężycielska jak tyrania, jeżeli zaneguje prawo naturalne. (…) „lud może być równie niebezpieczny jak dyktator, kiedy popadnie w bałwochwalstwo, zapomina­jąc, że obowiązuje go prawo nie ustanowione przez człowieka.” “. H. Agar, A Declaration of Faith (1952)

2. Kapitalizm kontra kolektywizm. Wolność jest ścisle związana z własnością prywatną. Wolności politycznej muszą towarzyszyć indywidualne decyzje ekonomiczne oraz indywidualna własność. Własność prywatna jest jednym z nielicznych rzeczywistych naturalnych uprawnień. Ludzie mają fundamentalne prawo do zatrzymywania korzyści ze swej inteligencji, pracy i roztropności. Wolny rynek jest w równym stopniu imponującym motorem kreatywności co jarmarkiem prostactwa i tandety, ale mimo wszystko, pozostaje rynek najlepszym gwarantem wolności, gdyż ruchliwy pieniądz powoduje rozproszenie władzy. A zatem władza kapitalizmu, tak samo jak federalizmu [prawdziwego, nie “europejskiego”], powściąga władzę państwa. Im więcej człowiek bierze na siebie, tym jego życie jest pełniejsze.

3. Dobro wspólne kontra etatyzm i nepotyzm. Istnienie państwa i władzy jest po części skutkiem ludzkich słabości i niedoskonałości. Jego zadaniem jest obrona ludzi przed zbyt potężnym społeczeństwem, przed złymi jednostkami lub przed wrogiem zewnętrznym. Państwo jest kośćcem narodu. Prawomocność państwa spoczywa w pierwszym rzędzie na autorytecie ale także, wskutek niedoskonałej natury człowieka na sile. W sferze działania państwa winno być tak wiele wolności, jak to jest możliwe i tak wiele siły, ile jest konieczne. Wszystkie wolne narody są „autorytarne” w swojej polityce, a także w zyciu społecznym i rodzinnym. Państwo ma charakter „aneksjonistyczny”. Grozi mu ciągle niebezpieczeństwo chorobliwego rozrostu jego organów i uzurpowania sobie funkcji, które z natury rzeczy należą do jednostki, rodziny lub społeczeństwa. Cokolwiek może uczynić jednostka, winna to czynić; następnym krokiem jest zwrócenie się do rodziny, dalszym do wspólnoty lokalnej, a dopiero na samym końcu do państwa. Dlatego idealne państwo winno być państwem federalnym, złożonym z jednostek politycznych o szerokiej autonomii (states, Laender, regions, provinces, ziemie). Oczywiście nie ma tu żadnych analogii do pseudofederalnego projektu Unii Europejskiej. Regiony podobnie jak osoby mają swoją niepowtarzalną wartość, są wytworem organicznego wzrostu i maja o wiele bardziej wyraziste oblicze niż wielkie państwo. Rządzący powinni z powagą i rzetelnie przysłuchiwać się temu, czego pragną rządzeni. Przed biurokracją i technokracją jednak nie ma ucieczki. W epoce w której nauka i technika są tak silnie obecne, nieodzowna jest wysoko wykwalifikowana administracja, która cieszy się poważaniem obywateli i ma dochody zmniejszające do minimum pokusę korupcji.

 Dzieci są wychowywane przede wszystkim przez rodzinę. Jest rzeczą wielce szkodliwą przyjmowanie przez szkołę zadań i obowiązków, które spoczywają na rodzinie. W szkołach powinny panować: dyscyplina, pilność, pracowitość, cierpliwośc i wytrwałość. Państwo i społeczeństwo muszą unikać każdej polityki, która zagraża integralności i niezależności rodziny.

Mężczyzna i kobieta są duchowo równowartościowi, lecz mają różne powołania, zadania i role. Tradycyjna rola kobiety w naszej cywilizacji to: miłość, sympatia, dawanie życia, wychowanie dzieci. Są to rzeczy niesłychanie ważne, wprost bezcenne. Nikt nie potrafi zastąpić kobiety w tej roli. Nie oznacza to, że kobietom należy ustawowo zabraniać swobodnego wyboru zawodu, kariery i roli innej niż ta, dana jej przez naturę.

4. Sceptycyzm kontra progresywizm. Konserwatyzm różni się od liberalizmu w jednej absolutnie fundamentalnej sprawie:  w poglądzie na naturę ludzką. Mówiąc prościej: konserwatyści uważają, że człowieka trzeba hamować, liberałowie, że trzeba go wyzwolić. Konserwatyści muszą walczyć o utrzymanie tradycyjnych hamulców, którymi są rodzina, społeczność i religia, podczas gdy liberałowie często widzą w tych instytucjach „opresje”, które należy usunąć. Problem w tym, że kiedy znikną te „opresje”, rządzić będzie tylko tyrania. Wolność nie jest więc stanem natury, lecz owocem ewolucji politycznej. Wymaga prawa oraz możliwości do sprzeciwiania się panującej władzy czy opinii.

5. Ewolucjonizm kontra konstruktywizm. Konserwatyzm utrzymuje, że ewolucyjnie wykształcony porządek, ewolucyjnie wykształcone wskazania tradycji, czyli mądrość odziedziczoną, należy stawiać wyżej od porządku skonstruowanego. Konserwatyzm wykazuje nieufność do sofistów, obliczaczy i ekonomistów, którzy chcieliby zrekonstruować społeczeństwo na podstawie abstrakcyjnych projektów.

6. Teizm kontra sekularyzm. Konserwatywne pojęcie wiary pokrywa się ze zwykłym znaczeniem określenia „wiara religijna” i oznacza akceptację transcendentnych źródeł jednostkowego życia i społeczeństwa. Człowiek jest czymś więcej niż „tylko człowiekiem”. Jego egzystencja nie kończy się wraz ze śmiercią ciała. Życie człowieka jest w niezrozerwalny sposób związane z Bogiem, zwykle przez spajającą moc religii. Rozum, intuicja i łaska są drogami do niewidzialnego, ale niewątpliwie istotnego, wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga.

    Wiara religijna jest ważna z dwóch powodów: 1) religia jest prawdziwa, a jej prawdziwość nadaje znaczenie po prostu wszystkiemu (również sensu nicości nie można naprawdę poznać bez odniesienia do Boga); 2) religia daje (niektórzy uznają to za paradoks) jedyną pewną ochronę przed absolutyzmem – lewicowym czy prawicowym.

Rozdzielenie Kościoła i państwa w żadnej mierze nie oznacza, ze nie powinny one ze sobą współpracować. Taka współpraca istnieje w wielu krajach od pokoleń i była z pożytkiem dla obu stron.

Religia jest jedną z charakterystycznych cech człowieka odróżniających go od zwierząt. Etyka opiera się na pojęciach religijnych, dlatego pełne rozpoznanie „prawa naturalnego” jest możliwe tylko w swietle religii. Nie zaprzecza temu fakt, że istnieją ludzie niewierzący, którzy przestrzegają zasad moralnych lepiej niż niejeden wierzący. Ale dzieje się tak dlatego, że nieświadomie podążają oni za wskazaniami moralnymi zawartymi w religii. Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie widać, że wzrost przestępczości i rozpad rodziny są wynikiem osłabienia wiary. Rozmaite wyznania powinny ze soba współpracować akceptując to, co je łączy: wspólny duchowy i estetyczny fundament, na którym powinno opierać się państwo i społeczeństwo.

7. Elity autentyczne kontra uzurpatorskie koterie. Talent, rzeczywiste osiągnięcia, ofiarność, moralna dyscyplina, charakter muszą być szanowane i nagradzane. Zawiść, grupowa arogancja, mściwość, nienawiść, brak miłości bliźniego są nowotworem zżerającym społeczny organizm. Społeczeństwo bez elit, przywództwa i bez wzorów, które można naśladować, jest społeczeństwem chorym. Kiedy ich nie ma, lub są złe, narody popadają w dekadencję i upadają. Formowanie się elit przebiega w długim procesie krystalizacji i selekcji.

8. Patriotyzm kontra kosmopolityzm i wynaradawianie. Patriotyzm nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem (w jego wersjach anglosaskiej, germańskiej, rosyjskiej i żydowskiej) i rasizmem (pojęcie “nacjonalizm” trzeba jednak próbować zrehabilitować opierając się na dokonaniach polskiej myśli narodowej). Patriota przyjmuje „ponadnaturalny”, refleksyjny i etyczny a nie etniczny, punkt widzenia. Jest wierny i lojalny wobec kraju, w którym się urodził, kraju jego przodków lub też kraju, który wybrał jako swoją ojczyznę. Patriota dumny jest z różnorodności kultur, języków, instytucji, stanów, klas, warstw, tradycji i poglądów. Narodowość, obywatelstwo są istotnymi czynnikami i nie powinny być ignorowane. Narodowość wyodrębniana w pierwszym rzędzie, ale nie wyłącznie przez język posiada również swój wymiar kulturalny. Ale w pojęciu narodowości mieści się nie tylko język, ale również obyczaje, sposoby, zachowania, tradycje kulturalne. Narodowość zawiera w sobie wartości racjonalne i duchowe. Jest integralną częścią osobowości człowieka i z reguły może zostać zmieniona jedynie w dzieciństwie. Sztuczne „wynaradawianie” jest złem i sprzeczne jest z tradycją naszej cywilizacji.

Skutkiem niwelatorskiej działaności rządu ogólnoeuropejskiego byłaby cywilizacyjna martwota.

[Narodowość należy odróżnić od obywatelstwa, które jest stanem polityczno-prawnym i dlatego może zostać zmienione właściwie w każdej chwili. Jednakże również obywatelstwo wymaga lojalności i nie należy zmieniać go jak rękawiczek (stąd w niektórych krajach nowi obywatele składają przysięgę na wiernośc państwu, którego obywatelstwo otrzymują)].

Tradycje neutralne i „nieracjonalne” są też ważne i potrzebne, gdyż dają ludziom poczucie ładu i bezpieczeństwa. Tradycje należą do regulatorów społecznych. Zmiany są niekiedy konieczne, a więc także rewizje pewnych tradycji. Trzeba jednak przeciwstawić się zmianom dla samych zmian, gdyż wprowadzają do zycia chaos i niepewność. Nagłe zmiany mogą być dokonywane jedynie w sprawach mało istotnych, tam jednak gdzie chodzi o sprawy fundamentalne, tam obrona tradycji równoznacznej z trwałością warta jest poświęceń i ofiar.

9. Prawdziwa tolerancja kontra bezideowość i nihilizm. „Prawdziwą tolerancję mogą okazywać jedynie osoby posiadające ugruntowane przekonania. Dla takich ludzi tolerancja polega na tym, że potrafią „ścierpieć” (łac.tolerare) przekonania innych ludzi i uznaja ich prawo do wyznawania tych poglądów. Kto nie ma stałych i mocnych przekonań, kto grzeczne wątpienie, agnostycyzm, sceptycyzm lub nihilizm podnosi do rangi zasady, ten może być jedynie obojętnym, a nie tolerancyjnym.

10. Wyjątkowość kontra równość. Każdy jest niezbędny, każdy jest niezastąpiony. Choćby był nie wiadomo jak mały i cichy. Skutkiem tej wyjątkowości i niepowtarzalności jest różnorodność i nierówność. Jesteśmy różni pod każdym względem – fizycznym, moralnym i intelektualnym. Różnymi czynią nas nasze talenty, zdolności i wysiłki, nasza płeć i nasz wiek, nasza mądrość i nasze doświadczenie. U wszystkich ludzi występują te same cechy, ale nie w jednakowym stopniu. Konserwatyzm cechuje przychylny stosunek do różnorodności i tajem­nicy ludzkiego istnienia, w przeciwieństwie do ciasnej jednorod­ności, egalitaryzmu i utylitarnych celów większości radykalnych systemów.

Poniżające człowieka dążenie do równości i nienawiść do tego co odmienne charakteryzuje wszystkie formy lewicowości. Ponieważ jednak natura tworzy różnice, lewica może osiągnąć swe cele jedynie przy użyciu przemocy, poprzez urawniłowkę, przymusową asymilację, emigrację lub ludobójstwo. Wszystkie odmiany lewicy, które swą kulminację osiągnęły w rewolucjach: francuskiej, bolszewickiej i narodowo-socjalistycznej, poszły tą drogą.

[opracowano na podstawie:

Deklaracja Portlandzka (red.Erik von Kuehnelt-Leddihn)

Brad Miner – Zwięzła encyklopedia konserwatyzmu

Erik von Kuehnelt-Leddihn – Demokracja – opium dla ludu?]