Religia w szkole – tak, ale jaka?
Walka o przywrócenie drugiej lekcji
to za mało
31 sierpnia 2026 Adrian Fyda pch24/religia-w-szkole-tak-ale-jaka-walka-o-przywrocenie-drugiej-lekcji-to-za-malo

Dwie godziny religii tygodniowo? Owszem, ale trzeba sobie zadać pytanie, co właściwie ma się podczas nich dziać. Sama walka o przywrócenie drugiej lekcji nie wystarczy, jeśli katecheza ma sprowadzać się do oglądania filmów zamiast do rzeczywistego pogłębiania wiary i lektury Katechizmu.
Ciekaw jestem, ilu Czytelników tego artykułu rzeczywiście pogłębiło swoją wiarę na lekcjach religii. Mam szczerą nadzieję, że większość. Nie wszyscy mieli jednak taką szansę. Należy bowiem zwrócić uwagę na przypadki, w których religia w szkole sprowadzała się do… oglądania filmów religijnych. A przecież nie o to chodzi.
Na duszpasterzach spoczywa obowiązek edukacji religijnej swoich parafian – szczególnie młodego pokolenia, które dopiero uczy się wiary. Zwykle taka katechizacja odbywa się w salkach parafialnych. W Polsce otrzymaliśmy jednak, wydawałoby się, ogromną szansę: zgodnie z postanowieniami Konkordatu nauka religii stała się przedmiotem szkolnym! Dzieci nie muszą już przychodzić do salek parafialnych po lekcjach czy w sobotę – mogą poznawać prawdy wiary w szkole, obok innych ważnych przedmiotów.
I dlatego w sytuacji, w której katecheta – czy to duchowny czy świecki – traci lekcje religii na oglądanie filmów religijnych, „bo młodych trzeba zaciekawić”, nie tylko marnuje ogromną szansę, lecz wręcz sprzeniewierza się misji otrzymanej od Kościoła. Bo przecież, aby mógł uczyć religii w danej szkole, musi zostać do tej posługi posłany przez biskupa diecezjalnego.
Po trzydziestu latach obecności religii w szkole pojawiają się coraz większe obawy, że możemy ją stracić. Resort oświaty wprowadził już ograniczenia polegające m.in. na zmniejszeniu wymiaru nauczania religii do jednej godziny tygodniowo, umieszczaniu jej wyłącznie na początku lub końcu zajęć danego dnia, łączeniu małych klas w większe grupy czy niewliczaniu oceny z religii do średniej.
Bez wątpienia należy podjąć starania o zachowanie religii w szkole i wycofanie przez MEN wprowadzonych ograniczeń. Sama walka jednak nie wystarczy. Trzeba również postawić sobie pytanie, jak religia w szkole powinna wyglądać.
Po pierwsze katecheza
Już samo określenie nauczyciela religii – katecheta – powinno dawać do myślenia, że lekcja religii to przede wszystkim lekcja katechezy. Ta zaś jest niczym innym jak nauką prawd wiary: że jest jeden Bóg w trzech Osobach, że Chrystus jest jednocześnie Bogiem i Człowiekiem, że ustanowił sakramenty, przez które udziela nam swojej łaski itd. Nie chodzi oczywiście wyłącznie o sztywne „wkuwanie” regułek (choć i te są potrzebne, szczególnie w przypadku młodszych dzieci), lecz o coraz lepsze rozumienie wiary katolickiej. Oczywiście przekazywane treści muszą być dostosowane do wieku uczniów – inaczej wygląda nauka w pierwszych klasach szkoły podstawowej, a inaczej w liceum.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ilość treści katechetycznych na lekcjach religii zmniejsza się wraz z kolejnymi etapami edukacji – a przecież powinno być zupełnie odwrotnie! Do trzeciej klasy szkoły podstawowej nauka religii w szkole działa raczej dobrze. Dzieci przygotowują się wówczas do Pierwszej Komunii Świętej, co wymaga odpowiedniego przygotowania. Uczą się więc podstawowych prawd wiary, zapamiętują pewne regułki, a przede wszystkim coraz lepiej poznają Tego, którego niebawem przyjmą do swojego serca.
Problem pojawia się w kolejnych latach nauki. Warto postawić pytanie, jak wyglądają lekcje religii w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz w szkole średniej, skoro tak wielu nastolatków wykazuje znaczące braki w znajomości własnej wiary.
Problem niskiego poziomu wiedzy religijnej wśród młodzieży zauważył już w swoim artykule z 2017 r. bp Wojciech Osial, ówczesny biskup pomocniczy diecezji łowickiej:
Jesteśmy świadkami wysokiego poziomu ignorancji religijnej, zarówno wśród osób dorosłych jak i ludzi młodych. Wierni ukazują poważne braki wiedzy na temat Credo, rozumienia celebracji mszy św., znajomości podstawowych modlitw czy wiedzy na temat elementarnych zasad moralności chrześcijańskiej. Świadectwem analfabetyzmu wśród młodzieży mogą być ciekawe refleksje zawarte przed dwu laty w jednym z numerów „Katechety”. Stwierdza się w nich m.in., że „wiedza religijna gimnazjalistów jest na poziomie klas dzieci pierwszokomunijnych”, natomiast uczniowie szkół ponadgimnazjalnych nie potrafią wymienić poprawnie wszystkich sakramentów świętych czy też imion ewangelistów[1] – zaznaczył biskup.
Z pewnością temat ignorancji religijnej jest złożony i uwarunkowany wieloma czynnikami, chociażby wspomnianymi przemianami kulturowymi i religijnymi naszych czasów, ale nie można wykluczyć czynnika katechetycznego. Sytuacja dużej ignorancji religijnej nie może pominąć pytania o skuteczność lekcji religii[2]– kontynuował hierarcha.
Jak to się stało, że wiedza religijna ówczesnych gimnazjalistów była na poziomie dziewięciolatków, a wiedza uczniów szkół średnich przedstawiała się równie tragicznie? Być może na lekcjach religii, na które uczęszczali, brakowało systematycznego poznawania treści zawartych w Katechizmie? I nie chodzi mi tu o podręczniki do religii, które popularnie nazywamy „katechizmami”, ale o Katechizm Kościoła Katolickiego – oficjalną wykładnię doktryny wiary i zasad moralności Kościoła. To na nim powinna bazować zarówno podstawa programowa, jak i podręczniki do religii, tak, by uczniowie mogli zgłębiać jego treść stosownie do swojego wieku.
W szczególności należy postawić poważne pytanie o przygotowanie kandydatów do sakramentu bierzmowania. Jest to przecież sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, a zatem osoby go przyjmujące powinny znać prawdy wiary na poziomie odpowiadającym dojrzałemu katolikowi.
Najgorszym jednak z punktu widzenia nauczania religii okresem zdaje się być szkoła średnia. Uczniowie są już po bierzmowaniu, a niejednokrotnie przytłacza ich nauka i przygotowania do matury. Katecheci mogą więc ulec pokusie, by uczynić ten przedmiot „łatwym i przyjemnym”, np. zastępując naukę treści katechizmowych oglądaniem filmów religijnych. A piątka z religii jest niejednokrotnie niemal gwarantowana, szczególnie jeśli ktoś jest członkiem jakiejś grupy parafialnej.
Czy w tym wszystkim ktoś pomyślał jednak o nastolatkach, którzy pragną pogłębiać swoją wiarę – szczególnie o tych, którzy przychodzą na religię nie tylko z obowiązku? Zostają oni pozbawieni tego, do czego mają prawo – dobrej katechizacji, o którą duszpasterze mają obowiązek się zatroszczyć.
Podręczniki do religii i podstawa programowa
Problem nie ogranicza się jednak wyłącznie do luźnego podejścia do przedmiotu przez część katechetów. Uwagi wymagają zarówno podręczniki do religii, jak i podstawa programowa tego przedmiotu.
Przejrzałem spis treści przykładowego podręcznika dla klasy VIII szkoły podstawowej, czyli dla uczniów mających niebawem przyjąć sakrament bierzmowania. Wygląda on na zbiór różnych tematów związanych z wiarą katolicką – jednych ważnych, innych mniej – natomiast zdecydowanie brakuje w nim systematycznego przekazu prawd wiary.
Również analiza najnowszej „Podstawy programowej nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce”, przyjętej przez Konferencję Episkopatu Polski w 2025 roku, pozostawia nieco do życzenia. Choć znajdują się w niej treści katechizmowe, w mojej ocenie jest ich zbyt mało, a ponadto ponownie brakuje tu odpowiedniej systematyczności. Co więcej, znalazły się tam również tematy, których słuszności nauczania na lekcjach religii zupełnie nie rozumiem – jak choćby „rozwijanie wrażliwości ekologicznej” czy „znaczenie sztuki baroku”…
Może w przypadku starszych uczniów lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu wzięcie do ręki Katechizmu i omówienie zawartych w nim treści? Przede wszystkim katecheci powinni wraz z uczniami dokładnie omówić Credo – wyznanie wiary, które przecież młody człowiek każdej niedzieli wypowiada w kościele. Dojrzałemu katolikowi nie wystarczy już bezmyślne powtarzanie tych słów. Powinien także rozumieć ich znaczenie – na przykład co oznacza, że Syn jest „współistotny Ojcu”, albo co znaczy, że „począł się z Ducha Świętego i narodził się z Maryi Panny”. Nie chodzi tu o wykładanie skomplikowanej teologii, lecz o troskę o jak najlepsze zrozumienie tych słów przez młodych ludzi.
Podobnie ma się rzecz z Dziesięcioma Przykazaniami czy sakramentami. Znajomość tych podstaw wiary przez nastolatków nie powinna ograniczać się wyłącznie do ich wymienienia. Rozdział Katechizmu poświęcony sakramentom zawiera aż 481 punktów (!). Wszystko to Kościół uznał za treści, które każdy katolik powinien znać.
List do biskupów
W 2024 r. grupa świeckich katolików zatroskanych o stan wiary wśród młodych Polaków – w tym członkowie Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi – wystosowała list otwarty do polskich biskupów, z apelem o „podjęcie wspólnej refleksji dotyczącej sposobu i poziomu nauczania religii”.
Świat zmienia się w niespotykanym w dziejach tempie, a Chrystus i Jego Nauka pozostają takie same – należy jednak przedstawiać Go uczniom w sposób przystępny, atrakcyjny, kompetentny ani joty nie tracąc z tego, czego od pokoleń uczyli się katolicy. (…) Młodzi ludzie lubią jasny i klarowny język, rozumieją, gdy tłumaczy im się dlaczego coś jest dobre a dlaczego coś innego jest złe. Warto, by katecheci wyposażeni byli w pogłębioną wiedzę na temat przerażających współczesnych zagrożeń i aby potrafili przestrzegać przed nimi posiadając kompetencje komunikacyjne umożliwiające dotarcie do młodych serc i dusz – czytamy w jego treści.
Religioznawstwo?
Wreszcie pojawiają się opinie, że nauka religii powinna być nauką o różnych religiach. To oczywiście niedorzeczność. Osoby głoszące taki pogląd zapominają, że Konstytucja RP nie mówi o nauce religii jako przedmiocie abstrakcyjnym, lecz konkretnie o nauce „religii kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej” (art. 53 ust. 4). Jest ona zatem ściśle związana z religią wyznawaną przez danego ucznia.
Większość polskich uczniów to katolicy, dlatego uczą się religii katolickiej. Jeśli jednak w danej szkole znajduje się grupa uczniów innego wyznania, możliwe jest zorganizowanie osobnych lekcji religii dla nich. W praktyce takie sytuacje są stosunkowo rzadkie, ponieważ mniejszości religijne stanowią niewielki odsetek polskiego społeczeństwa.
Jednocześnie nauka o innych religiach mogłaby znaleźć swoje miejsce na szkolnej katechezie, pod warunkiem że byłaby prowadzona z perspektywy apologetycznej – czyli jeśli polegałaby na wyjaśnieniu dlaczego to właśnie katolicyzm jest prawdziwą religią, a inne wierzenia nie zawierają pełni prawdy objawionej przez Boga.
Jednak aby być dobrym apologetą, potrzeba najpierw solidnie znać prawdy wyznawanej przez siebie wiary. A tego wśród nastolatków – jak widać – wciąż brakuje.
Adrian Fyda
[1] Osial W., bp, Katechizm narzędziem katechezy – bogactwo Tradycji wobec wyzwań współczesności, „Collectanea Theologica” 87(2017) nr 2, str. 108.
[2] Ibid.