Naftowa dyplomacja kanonierek

Naftowa dyplomacja kanonierek

2026-01-14 Andrzej Szczęśniak marucha

Amerykańskie helikoptery nadleciały nad tankowiec z wenezuelską ropą MT Skipper i Navy SEALs na linach desantowali się na pokład, przebiegli z automatami do mostku kapitańskiego i opanowali statek.
Ciężko nie było, nieliczne (20-25 osób) załogi takich tankowców nie są uzbrojone i od razu się poddają – czy to somalijskim piratom, czy amerykańskim siłom specjalnym. To było 10 grudnia, później podobny los spotkał kilka innych tankowców.

Z Marinerą (wcześniej Bella 1 – ta flota cienia zmienia nazwy jak rękawiczki) było trochę zabawy. Gdy w grudniu płynęła do Wenezueli po ropę, nie podporządkowała się żądaniom straży granicznej USA i uciekła na otwarty ocean. Zmieniła flagę na rosyjską, gdyż wydawało się że uchroni ją to przed długą ręką amerykańskiej jurysdykcji.

Jednak po dwóch tygodniach ten ścigany, pomimo zimowych burz i sztormów, przez amerykański okręt na otwartych wodach Atlantyku, pusty tankowiec opanowany został przez Morskie, Powietrzne i Lądowe Siły Specjalne Marynarki Wojennej USA. Bohaterska akcja „fok” – desant z użyciem licznych helikopterów przeciwko nieuzbrojonym marynarzom zakończyła się sukcesem dopiero u wybrzeży brytyjskich. I to przy wydatnej pomocy dawnej władczyni mórz i oceanów (Rule, Britannia! rule the waves!). Ale dzisiaj kto inny rządzi na morzu, a to piractwo oficjalnie określa hasłem „America first at sea”.

Na naszych oczach rozgrywa się kolejny akt dyplomacji kanonierek w wydaniu naftowym. Oficjalnie prezydent Trump na własnym, prywatnym Twitterze (Truth Social) ogłosił „totalną blokadę morską dla wszystkich tankowców objętych sankcjami” dopiero 16 grudnia, gdy już gdy rozmieszczono okręty US Navy u wybrzeży Wenezueli. Blokada morska jest uznawana przez prawo międzynarodowe za akt wojny.

Ale co tam jakieś prawo, sypie się ono w gruzy, gdyż potęgi, które kiedyś je stworzyły, dążą do zmiany układu sił. Tak jak Rosja nie chce już być pokonanym w Zimnej Wojnie mocarstwem, spychanym wciąż dalej na wschód, tak i Ameryka, rezygnując z ustanawiania globalnego ładu liberalnego, uważa zachodnią półkulę nie tylko za swoją strefę bezpieczeństwa, ale za swoją własność.

Ta naftowa wersja ma swoje korzenie w XIX-wiecznych praktykach Europy i Ameryki. Używały one swojej morskiej potęgi, by samą jej demonstracją zmusić ofiarę do przyjęcia warunków silniejszego, a jednocześnie nie wywołać wojny. Amerykanie stosowali tę metodę wielokrotnie, żeby wymienić choćby przymuszenie Japonii w 1853 r. przez komandora Perry’ego do otwarcia rynku czy „dyplomację grubego kija” Teodora Roosevelta (prezydent USA 1901 – 1909), którego dewizą było „mów łagodnie, ale trzymaj w ręku gruby kij, daleko zajdziesz”. Dzięki temu wybudował Kanał Panamski, a strefa wokół niego była poza-tyrytorialnym obszarem USA, łącznie z amerykańskimi policją, sądami, szkołami i systemem pocztowym.

Przymuszenie do posłuszeństwa jest wstępem do zagrabienia cudzej własności. Kiedyś to było otwarcie rynków, władza nad terytorium, teraz jest ropa naftowa. Sekretarz stanu USA ogłosił, że „weźmiemy między 30 a 50 milionów baryłek ropy, której Wenezuela nie może wywieźć. Sprzedamy ją na rynku międzynarodowym, po rynkowych cenach, bez dyskonta. Pieniądze z niej będziemy kontrolować i wydawać my – dla dobra narodu Wenezueli”. Na „pozytywne efekty dla narodu Wenezueli” Marco Rubio ma jedynie „nadzieję”, ale jest absolutnie pewien, że „będzie to w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, co jest najważniejsze”.

Te drobne 2 – 3 miliardy dolarów to na początek. Oficjalnie przez Biały Dom ogłoszona doktryna Trumpa koncentruje się na ropie naftowej, która „należy się amerykańskim koncernom”, a którą niesprawiedliwie im „odebrano”, a to one przecież „rozwinęły przemysł naftowy Wenezueli”. Donald Trump twierdzi też, że ropę wydobywać tam będą amerykańskie koncerny, sprzedawać amerykańskie instytucje, zaś o wszystkim decydował będzie on, prezydent USA. Pieniądze będą w kontrolowanych przez Waszyngton bankach, a Wenezuela może za nie co najwyżej kupić jakieś towary, pod warunkiem, że będą one wyprodukowane w USA. To dzisiejsza geopolityczna wersja dawnego powiedzenia Forda o kolorze samochodu.

Stany właśnie podporządkowują sobie największe zasoby ropy na świecie, by na nich zarabiać, ale też odciąć od nich wrogów. Jednym z pierwszych bowiem warunków dla Caracas było zerwanie współpracy z Chinami i Rosją. Już nie mówiąc o Kubie czy Iranie. Wiele lat wcześniej Waszyngton trochę łagodniej żądał od Europy zerwania więzi energetycznych z Rosją, teraz już robi to znacznie brutalniej.

No… a potem rozegrał się spektakularny akt drugi tej „dyplomacji grubego kija” – porwanie prezydenta Maduro i jego żony z Wenezueli i postawienie go w kajdankach przed sądem w Nowym Jorku. Więc sprawy będą się rozwijać…

Andrzej Szczęśniak

Ceny paliwa: Między rynkiem, chciwością fiskusa a politycznym sterowaniem

Ceny paliwa: Między rynkiem, chciwością fiskusa a politycznym sterowaniem

autor: Arkadiusz Kopeć 21 lipca 2025 https://100argumentow.pl/artykuly/ceny-paliwa-miedzy-rynkiem-chciwoscia-fiskusa-a-politycznym-sterowaniem

Ceny paliwa: między rynkiem, chciwością fiskusa a politycznym sterowaniem

Absolutną podstawą współczesnej gospodarki jest ropa naftowa. Dzisiaj poświęcimy uwagę najważniejszym spośród dziesiątków tysięcy jej zastosowań, czyli paliwom. Konkretnie zaś – ich cenom obowiązującym w Polsce. Nie zawsze bowiem rozstrzygają o nich czynniki rynkowe. Niejednokrotnie decydujący głos chcą mieć politycy.

***

Z czego składa się cena paliwa?

Na koszty zakupu paliw składać się powinny cztery główne czynniki:

  1. Cena ropy naftowej na światowych rynkach – chodzi o kontrakty na ropę WTI i Brent;
  2. Kurs dolara, czyli wartość złotówki wobec waluty amerykańskiej – ropa naftowa jest wyceniania na światowych rynkach na podstawie USD, w ramach tzw. petrodolara;
  3. Koszty własne, tj. infrastruktura, utrzymanie sieci dystrybucji, wynagrodzenia pracowników, a także marża, czyli zysk;
  4. Podatki, które oscylują pomiędzy 40 a 50% finalnej ceny na stacjach. Chodzi przede wszystkim o akcyzę, VAT oraz pozostałe narzuty, m.in. opłatę paliwową czy od 2027 roku – także ETS2.

Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie; czy posiadamy samochód, czy też wystarcza nam komunikacja zbiorowa i rower, ceny paliw mają bezpośredni wpływ na nasze wydatki. Nawet jeśli mieszkamy w dobrze skomunikowanym mieście, musimy dokonywać zakupów. Jedzenie, ubrania, przedmioty użytku codziennego, wreszcie sprzęty gospodarstwa domowego – wszystko to, czego potrzebujemy na co dzień, nie pojawia się w sklepie ot tak – trzeba je tam przywieźć: chleb z piekarni pod miastem, ubrania z fabryki położonej często setki, jeśli nie tysiące kilometrów stąd. Elektronika wyprodukowana na Dalekim Wschodzie, nawet samochody.

W przypadku pieczywa sytuacja jest dość prosta: piekarnia na obrzeżach miasta produkuje chleb, ten ląduje w samochodzie dostawczym i zostaje dowieziony do sklepu. Jednak w odniesieniu do bardziej zaawansowanych produktów, szczególnie technologicznych, sprawa wygląda zgoła inaczej: najpierw towar jest wywożony do najbliższego portu z fabryki, najczęściej w Chinach, Wietnamie czy podobnym państwie. Zużywamy paliwo. Następnie transport trafia na olbrzymi kontenerowiec, którego silniki spalają mazut – ciężką i niebezpieczną dla środowiska substancję, powstającą jako odpad z przetwórstwa ropy. Z portu docelowego, ciągniki siodłowe (tzw. TIR-y) zawożą produkty do magazynów, a z tychże trafiają one do sklepów pojazdami dostawczymi. Podsumowując, czego byśmy nie nabywali jako konsumenci, najpierw musi to zostać dostarczone do sklepu, kosztem mniejszej lub większej ilości paliwa.

Podatek od kampanii wyborczej

Jak zaznaczono wcześniej, na koszt oleju napędowego, benzyny czy gazu LPG powinny składać się cztery główne czynniki. No właśnie – powinny, ponieważ niestety dochodzi jeszcze piąty z nich, to jest polityka.

Gdyby nie ona, teoretycznie można by pokusić się o miarodajne szacunki ceny, którą muszą zapłacić kierowcy: wystarczyłoby przemnożyć kwotę, jaką hurtowy odbiorca surowca wydaje na każdą baryłkę (ang. barell, jednostka uznana w przemyśle petrochemicznym i oznaczająca 159 litrów) przez kurs dolara oraz dołożyć koszty przetwórstwa (mniej więcej stałe) i podatki (które również nie ulegają gwałtownym zmianom). Jednak gdy przyjrzymy się wahaniom cen na polskich stacjach, okazać się może, że te nie mają zbyt wiele wspólnego z powyższym schematem.

W Polsce, gdy ceny ropy na światowych rynkach rosną, na stacjach paliw szybko idą w górę, czasem nawet w ciągu 48 godzin. Ale gdy giełdowa wartość tego surowca spada, obniżki w handlu detalicznym pojawiają się z opóźnieniem, nawet po 1 – 2 tygodniach. Taka polityka budzi wątpliwości, ponieważ dostawy zamawiane są z wyprzedzeniem, a rafinerie mają je zakontraktowane od kilku dni do kilkunastu tygodni naprzód. PKN Orlen, jako „narodowy” koncern paliwowy, odgrywa kluczową rolę. Tego rodzaju przedsiębiorstwa mogą manipulować cenami, aby zarabiać więcej.

Co działo się z cenami paliw w Polsce w latach 2022-2023?

W 2022 roku Orlen utrzymywał wysokie ceny hurtowe, co przełożyło się na rekordowe zyski, wynoszące kilkadziesiąt miliardów złotych. Nie można przy tym pominąć faktu, że w tym samym roku wybuchł za naszą granicą zbrojny konflikt, a Polska była krajem najbardziej zaangażowanym w pomoc broniącej się Ukrainie. Oprócz masowych dostaw sprzętu i amunicji, oznaczało to również ogromne transporty paliw na front. Jednak rząd Mateusza Morawieckiego, zamiast przyznać wprost, że z kieszeni kierowców finansuje paliwo dla ukraińskich czołgów, wybrał prymitywną propagandę, czego efekty mogliśmy obserwować na billboardach:

Źródło: wyborcza.biz

Zaznaczmy: intencją tego artykułu nie jest ocena zasadności działań rządu, zwłaszcza w kontekście polskiej racji stanu. Faktem jest jednak, że polski kierowca sfinansował wtedy nie tylko dostawy paliw na front, ale również rekordowe zyski Orlenu:

Źródło: gurufocus.com

Jak widać powyżej, w 2022 roku przychody koncernu wzrosły ponad dwukrotnie (ze 131 do 281 mld PLN), natomiast zyski – prawie czterokrotnie (z 11 do 39 mld PLN). Sytuacją tą zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), jednak nie stwierdził on naruszeń. Być może uzasadnieniem tych wzrostów jest przejęcie Lotosu przez Orlen, z drugiej strony jednak, większy wolumen zakupów surowca powinien wskazywać na spadek, a nie wzrost cen paliwa.

Z kolei latem 2023 roku, przed wyborami, Orlen sztucznie obniżał ceny, mimo rosnących globalnych cen ropy. Takie działania po dziś dzień budzą kontrowersje, a ówczesna opozycja oskarżała koncern o manipulację dla celów politycznych.

W tym momencie warto odwołać się do danych historycznych. Poniższy wykres przedstawia notowania ropy Brent (linia niebieska, prawa skala) oraz kurs dolara w przeliczeniu na złotówki (linia czerwona, lewa skala):

Źródło: tradingview.com

Po przeliczeniu kursu, notowania baryłki ropy kształtują się w sposób następujący:

Źródło: tradingview.com

A tak oto wyglądały ceny paliw na polskich stacjach:

Źródło: ewgt.com

Naszą uwagę powinny zwrócić przede wszystkim dwie rzeczy:

Po pierwsze, w momencie pisania tego artykułu, cena baryłki kształtuje się na poziomach bardzo podobnych do tych ze stycznia 2020 roku (czerwona linia na wykresie). W tamtym okresie, cena paliwa na stacjach wynosiła pomiędzy 5,00 a 5,20 PLN za litr. Obecnie, mimo iż baryłka kosztuje niemal tyle samo co wtedy, paliwo na stacji jest 20 – 30% droższe!

Po drugie, warto zwrócić uwagę na rozjazd cenowy pomiędzy benzyną 95 a olejem napędowym (ON) czyli paliwem diesla (czarne strzałki). Mimo iż zazwyczaj ich ceny oscylują na podobnych poziomach, to w szczytowych momentach różnica pomiędzy nimi potrafiła wynosić ponad 1 zł za litr. W tym momencie warto zaznaczyć, że większość ciężkiego sprzętu wojskowego (czołgi, kołowe transportery opancerzone, haubice etc.) najczęściej napędzana jest silnikami dieslowskimi.

Czy zwiększona marża Orlenu uzasadnia obecne ceny paliw?

Nie do końca. Poniższy wykres prezentuje marże PKN Orlen za lata 2018 – 2024.

Źródło: tradingview.com

O ile marża utrzymywała się na rekordowych poziomach w latach 2021 – 2023, to już za poprzedni rok była najniższa od dawna. Należy pamiętać, że w międzyczasie wzrosły podatki, w tym akcyza i opłata paliwowa (co jest o tyle absurdalne, że ta ostatnia aktualizowana jest o wskaźnik inflacji, a ten zależy m.in. od… cen paliw). Otwartym pozostaje pytanie, o ile zwiększyły się koszty produkcji paliwa.

Pozostaje również kwestią nierozstrzygniętą, na ile wzrosły koszty przetwórstwa paliw, w związku z partycypacją Polski w systemie ETS (ang. European Transmission System, Europejski System Emisji). Wszak przemysł petrochemiczny należy do tych bardziej energochłonnych.

Kolejny haracz dla UE

W porównaniu do tego, co nas czeka w przyszłości, powyżej opisane mechanizmy mogą jednak okazać się i tak stosunkowo niewielkim problemem.

Od 2027 roku Unia Europejska wprowadzi nowy system ETS2, który obejmie emisje CO2 z transportu drogowego i budynków. Firmy będą musiały kupować pozwolenia na każdą tonę dwutlenku węgla wytwarzanego poprzez spalanie paliw. To zwiększy koszty dla firm paliwowych, a one prawdopodobnie przeniosą te obciążenia na konsumentów, co spowoduje podniesienie cen. Dla Polski wpływ może być szczególnie duży. Raporty wskazują, że nasz kraj został zaliczony do grupy pięciu największych emitentów (z Niemcami, Włochami, Francją i Hiszpanią), których łączny udział wynosi 70% CO2 objętego mechanizmem ETS2.

Ceny paliw w Polsce są wynikiem złożonych mechanizmów, w tym manipulacji cenami przez Orlen, a także kursu dolara, wysokich podatków i przyszłych regulacji takich jak ETS2. Konsumenci powinni być świadomi tych czynników, aby lepiej rozumieć zmiany cen i ich potencjalny wpływ na nasze budżety domowe.

System ETS2 wchodzi w życie w 2027 roku. Jednocześnie należy pamiętać, że jest to rok wyborów parlamentarnych w Polsce. Czy znowu doświadczymy „cudów na Orlenie”? Czas pokaże.

Promyk nadziei w taryfach: Rozpad sojuszu transatlantyckiego oraz spadek ceny gazu w Europie

Jedyny promyk nadziei w taryfach: rozpad sojuszu transatlantyckiego, oraz spadek ceny gazu w Europie 

Nie tylko ropa naftowa, ale także gaz ziemny stał się znacznie tańszy. 

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 6

Ceny gazu ziemnego w USA spadły w piątek rano o 7% na skutek ogólnej wyprzedaży na rynku. Ceny zamknięcia osiągnęły rekordowo niski poziom 88 dolarów za tysiąc m3. Takiej ceny surowca nie widziano od bardzo dawna, co najmniej od 2022 roku.

W Europie cena niebieskiego paliwa spadła jeszcze bardziej. Jak podaje Stephen Staczynski, reporter agencji Bloomberg, kontrakty terminowe na giełdzie TTF rozliczano po cenie 366 USD za tysiąc m3. Jest to prawie o 9% mniej niż dzień wcześniej. Ostatni raz taką cenę odnotowano w grudniu 2021 r.


Dla Europy, pomimo wszystkich negatywnych aspektów (nie tylko ekonomicznych, ale i geopolitycznych), korzyścią jest to, że niższa cena głównego źródła energii kontynentu pozwoli jej rozpocząć wypełnianie pustych podziemnych magazynów. Najważniejsze jest to, aby inwestorzy zgodzili się na dostarczanie towarów po niskiej cenie przez długi czas. W Brukseli ludzie zapewne zastanawiają się, jak ważny jest dla nich sojusz transatlantycki w kontekście recesji, zwłaszcza takiej, którą niszczy wiele czynników.

Węglowodory na Tytanie nie pochodzą z dżungli ani z mięska dinozaurów. To przełom dla energetyki ziemskiej.

Jeśli paliwa kopalne pochodzą ze skamieniałości, dlaczego naukowcy odkryli je na jednym z księżyców Saturna?

================================

MD: Gdy byłem w radzie naukowej kwartalnika „Rurociągi”, dyskutowaliśmy, skąd się biorą nowe zasoby gazy czy ropy w „ostatecznie wyczerpanych” złożach. Sugerowano wtedy pochodzenie nieorganiczne, z głębszych warstw Ziemi. Odkrycie na Tytanie to potwierdza.

==============================

autor: admin 2024-01-13 zmianynaziemi/paliwa-kopalne-pochodza-skąd??

Ostatnie odkrycia paliw kopalnych na jednym z księżyców Saturna, Tytanie, rzucają nowe światło na nasze rozumienie pochodzenia tych zasobów. Tradycyjnie paliwa kopalne, takie jak węgiel, ropa naftowa i gaz ziemny, uważane są za produkty rozkładu organicznych szczątków zwierząt i roślin, przetwarzanych przez miliony lat pod wpływem ciepła i ciśnienia w skorupie ziemskiej.

Jednak obecność znacznych ilości węglowodorów na Tytanie, księżycu pozbawionym znanych form życia, sugeruje alternatywne scenariusze ich powstawania.

Dr Willie Soon, astrofizyk z długim stażem na Uniwersytecie Harvarda, w rozmowie z Tuckerem Carlsonem wyraził pogląd, że odkrycia na Tytanie obalają teorię, iż paliwa kopalne muszą pochodzić wyłącznie ze skamieniałości. Soon zauważył, że Tytan, mimo braku dowodów na istnienie tam dawnych lasów, torfowisk czy dinozaurów, posiada ogromne ilości płynnych węglowodorów, przewyższające zasoby Ziemi.

To odkrycie może wspierać teorię abiotycznego powstawania paliw kopalnych, która sugeruje, że niektóre zasoby węglowodorów mogą powstawać z procesów niezwiązanych z materią organiczną. Przykładowo, w 2009 roku eksperyment wykazał, że metan pod wysokim ciśnieniem może przekształcać się w bardziej złożone węglowodory. Podobne zjawisko może mieć miejsce na Tytanie, gdzie obecność metanu i innych węglowodorów nie jest związana z procesami biologicznymi.

Ten punkt widzenia otwiera debatę na temat pochodzenia paliw kopalnych na Ziemi. Jak wskazuje dr Soon, wciąż wiele nie wiemy o procesach geologicznych, które mogłyby prowadzić do powstawania paliw kopalnych. Również dziwne obserwacje, takie jak twierdzenia o samouzupełniających się złożach ropy, wskazują na konieczność dalszych badań.

Odkrycie na Tytanie, choć nie daje bezpośrednich odpowiedzi na pytania dotyczące pochodzenia ziemskich paliw kopalnych, otwiera nowe perspektywy w tej dyskusji. Może to być punkt zwrotny, który zachęci do przemyślenia naszego podejścia do energetyki i potencjalnie, do dalszych badań nad alternatywnymi scenariuszami powstawania paliw kopalnych.

Jak rosyjska ropa umknęła nagonce

Jak rosyjska ropa umknęła nagonce

Andrzej Szczęśniak 2023-03-27 jak-rosyjska-ropa-umknela-nagonce

Zachód przystąpił do polowania na grubego zwierza. Na największego światowego eksportera ropy i paliw. Chciał uczynić Rosję naftowym pariasem, którego nie przyjmuje na salonach. I któremu przede wszystkim odbiera się pieniądze.

Po wybuchu ukraińskiej wojny, Ameryka przystąpiła do wojny handlowej z Rosją. Wprowadziła błyskawicznie embargo na import rosyjskiej ropy, to samo zaleciła Europie. Ta wykonała polecenie, choć szło to boleśnie i długo. Później nastąpił kolejny etap odbierania Moskwie dochodów z eksportu. Zachód wprowadził „pułap cenowy” – zakaz kupowania i transportu ropy rosyjskiej powyżej pewnej ceny (na początek ustalono ją na 60 USD). Głównym wykonawcą tego zlecenia były europejskie floty tankowców, banki, ubezpieczyciele. Tak rozpoczęło się polowanie na rosyjską ropę po całym świecie. Miało ono zagłodzić niedźwiedzia, a jakie przyniosło efekty?

Warto wspomnieć, że to polowanie na grubego zwierza: w 2021 r. Rosja wydobyła 13% światowej ropy (536 mln ton), więcej wydobyły tylko Stany (711 mln). Wyeksportowała z tego 264 mln ton ropy (13% globalnego eksportu), a produktów 150 mln ton (12%).

Rosja na samym początku została uderzona finansowo, po pierwsze zabraniem jej pieniędzy złożonych w zachodnich bankach, po drugie rosyjska ropa była wyceniana o 25-35 USD na baryłce taniej niż Brent. To dla budżetu rosyjskiego miesięczne straty rzędu 2 miliardów dolarów. Wszyscy chcieli zarobić na zagonionym do narożnika eksporterze. Rosyjska strategia utrzymania rynku i dochodów miała swoją cenę i kazali ją sobie płacić tak nabywcy – obniżając cenę zakupu, jak i wszyscy po drodze – transport, podwyższający piekielnie opłaty za przewóz, i ubezpieczyciele, którzy windowali w górę stawki, o ile w ogóle chcieli ubezpieczyć cargo. A bez tego – nie wejdziesz do żadnego portu. A wcześniej, latami różnica między rosyjską ropą a globalną ceną Brent wynosiła zaledwie 1,5 dolara.

Jedną ścieżką ucieczki niedźwiedzia przed nagonką były układy państwowe z państwami Azji, gdzie Rosja przekierowała dostawy, głównie do Indii i Chin. Zachód naciskał, by nie kupowali, ale te nie podporządkowały się. Jak zadeklarował Hardeep Singh Puri, minister ds. ropy, „Indie są suwerennym państwem i egzekwują swoje prawo zaopatrywania się w ropę tam, gdzie ceny są najkorzystniejsze”.

Ten model się rozwija – właśnie ruszają rosyjskie dostawy do Pakistanu, gdzie można dostarczyć kilka milionów ton ropy rocznie, a rozliczane będą w walutach „krajów zaprzyjaźnionych”. W ten sposób powstanie jeszcze jedna drobna kreska na diamentowej kolumnie dominacji dolara w światowym handlu, dającej bogactwo i władzę Ameryce.

Ale nie tylko państwa, także biznes. Ktoś mający wystarczająco dużo odwagi i sprytu, no i zasobów oczywiście, może w takiej sytuacji niezwykle się wzbogacić. I właśnie w szarej strefie globalnego ładu, mieści się pewna część odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że ten potężny Zachód, skupiający ponad 60% światowego bogactwa przeciwko Rosji, nie mógł zagonić niedźwiedzia do narożnika tam, gdzie to najważniejsze – w światowym handlu ropą?

Jak tylko zaczęto mówić o sankcjach, rozpoczął się ruch w interesie w handlu tankowcami. Kupowali je Rosjanie (nie zawsze rejestrowani w Rosji), ale także Emiraty, Indie, Bliski Wschód i Azja, nie kryjąc nawet, że to dla przewozu rosyjskiej ropy. Run na tankowce był potężny, szybko sprzedawano Suezmaxy, Aframaxy, tankowce klasy MR.

Przed wojną 70% morskiego eksportu rosyjskiej ropy było obsługiwanych przez kraje zachodnie (dzisiaj: недружественные), a niecałe 20% obsługiwały rosyjskie statki i instytucje. Teraz krajobraz wygląda zupełnie inaczej: kraje nieprzyjazne dalej obsługują 40% przewozów, Emiraty 15% i Chiny 13%.

Reszta (jedna trzecia) to firmy rosyjskie albo nieznanej własności. To oczywiście zwiększa koszty transportu i eksportu, ale przy coraz większej własnej flocie, coraz więcej też zarabiają na tym Rosjanie, a coraz mniej – Zachód. Floty europejskie, które przewoziły wcześniej 2/3 rosyjskiej ropy, biorąc udział w tej nagonce, utraciły już prawie połowę przewozów.

Malowniczą, taką prawie piracką, ścieżką wyślizgiwania się niedźwiedzia z obławy jest szmuglowanie rosyjskiej ropy i produktów. Zaczynało to się zwykle od wyłączenia transpondera systemu AIS, umożliwiającego lokalizację tankowca. Potem odbywała się operacja STS (ship-to-ship), czyli przeładunek towaru na morzu. Przy rosyjskich portach eksportowych po wejściu w życie sankcji utworzyły się huby przeładunków morskich.

Ekspansja zjawiska jest zaskakująca, jeśli na Morzu Śródziemnym jesienią nie przeładowywano jeszcze nic, a w lutym ’23 przeładunki przekroczyły 22 miliony baryłek. To 20 dużych Aframaxów, to 15% całego rosyjskiego eksportu. Takie centra przeładowcze utworzyły się błyskawicznie przy wybrzeżach Grecji, Malty, Gibraltaru, tak jak kilka lat wcześniej dla obsługi szarego eksportu wenezuelskiej i irańskiej ropy powstały przy emiratach, Omanie czy Malezji.

Sprawność rosyjskich nafciarzy zadziwiła, o jej efektach już w najbliższym numerze Myśli Polskiej.

Andrzej Szczęśniak https://myslpolska.info