Na niemieckim celowniku

Na niemieckim celowniku

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    22 marca 2026 michalkiewicz

Po zawetowaniu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o SAFE, obywatel Tusk Donald oskarżył go o „zdradę”, której „historia” mu nie zapomni – a niezależnie od tego, na pana prezydenta runęła lawina gorzkich słów krytyki, których nie szczędzi mu nie tylko środowisko związane bezpośrednio z vaginetem obywatela Tuska Donalda, ale również – mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, a dla których krynicą mądrości etapu jest oczywiście Judenrat „Gazety Wyborczej”, będący – wprawdzie niekonstytucyjnym, ale bardzo wpływowym ośrodkiem władzy w naszym bantustanie – a także wyższe kręgi naszej niezwyciężonej armii, która najwyraźniej już otrząsnęła z siebie odium po stanie wojennym z 1981 roku i szykuje się do nowego zadania – trzymania za twarz mniej wartościowego narodu tubylczego, tym razem nie w ramach PRL-u, a w ramach Generalnego Gubernatorstwa – bo taki mniej więcej status przewidują dla Naszego nieszczęśliwego kraju Niemcy w IV Rzeszy.

Klangor podnoszony przez wspomniane środowiska został uzupełniony deklaracją rzecznika Komisji Europejskiej Tomasza Regniera. Przypomniał on, że plan udzielenia Polsce pożyczki SAFE został przez Komisję Europejską zatwierdzony w iście stachanowskim tempie – chociaż taktownie już powstrzymał się od wychlapania, że najpierw został przez nią zasuflowany vaginetowi w Warszawie – no a teraz – powiada – „musimy go zrealizować”, żeby tam nie wiem co.

Toteż vaginet obywatela Tuska Donalda błyskawicznie podjął uchwałę w postaci tzw. „Planu B”, przewidującego, iż Polska tak czy owak pożyczkę weźmie – również bez ustawowego upoważnienia. Wprawdzie pan prof. Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego ostrzega, iż byłoby to złamanie konstytucji – ale kto by się w vaginecie przejmował takimi drobiazgami, skoro rozkaz przyjęcia pożyczki wyszedł od samej Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która musiała i Donaldu Tusku i Księciu-Małżonku zagrozić, że jeśli będą się wahać („Pan się waha” – jak powiedział pijak do przypadkowo napotkanego w parku wisielca), to ona przypomni, skąd wyrastają im nogi.

Tedy niezależnie od jazgotu w niezależnych mediach głównego nurtu, z których prawie nie wychodzi Wielce Czcigodny Krzysztof Gawkowski, mający w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra od cyfryzacji, a z którym kojarzy mi się fragment „Refleksji z nieudanych rekolekcji paryskich” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego („A w tłumie wciąż te same twarze – oszusta i potępionego”) – w ostatnią niedzielę wyciągnięty przez BND z naftaliny Komitet Obrony Demokracji skrzyknął na protestacyjną demonstrację przez Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie podobno aż 10 tys. osób.

Ciekawe ilu uczestników tej demonstracji jest konfidentami, jak nie starych kiejkutów, to bezpośrednio – niemieckiej BND, ilu emerytowanymi i czynnymi bezpieczniakami, którzy dostali służbowe polecenia, a ilu – durniami, którzy myślą, że to wszystko naprawdę?. Nie jest też jasne, kto personalnie w imieniu KOD firmował tę demonstrację – bo media nie wspomniały, by pojawił się tam pan Mateusz Kijowski – w swoim czasie idol tubylczej demokracji, ale w międzyczasie trochę zaśmierdziały.

Okazało się poza tym, że Judenrat „Gazety Wyborczej”, jak to się mówi – „dotarł” – do informacji, że ta cała pożyczka SAFE, to tylko taki początek, rodzaj fundamentu, na bazie którego nasz nieszczęśliwy kraj w ciągu najbliższych 10 lat będzie musiał dodatkowo pożyczyć na udelektowanie naszej niezwyciężonej armii jeszcze co najmniej 800 miliardów złotych. Razem ze 180 miliardami, przewidzianymi w ramach SAFE byłby to już okrągły bilion, czyli tysiąc miliardów. Nieomylny to znak, że pomysłodawcy tej operacji musieli uznać, iż Generalna Gubernia, przynajmniej pod pewnym względem, powinna przypominać Prusy.

W XVIII wieku mawiano bowiem, że wszystkie państwa mają armie, a tylko Prusy są wyjątkiem – bo tam armia ma państwo. Ponieważ nasz nieszczęśliwy kraj wprawdzie coraz bardziej upodabnia się do Rzeczypospolitej sprzed III rozbioru, ale Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie zamierza tylko na tym poprzestać i robi wszystko, by Generalna Gubernia przynajmniej pod tym względem dostąpiła germanizacji, to znaczy – upodobniła się do Prus. Naszej niezwyciężonej armii tylko w to graj – bo wiadomo, że najważniejszą rzeczą jest dosłużyć do emerytury, na której dopiero zaczyna się prawdziwe życie – a komu się służy, to rzecz wtórna, bo tak czy owak komuś służyć trzeba.

Uskrzydlony tak szerokim poparciem zarówno płomiennych obrońców demokracji, jak i mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, Judenratu i wierchuszki naszej niezwyciężonej, obywatel Tusk eskalował swoje zarzuty. Stwierdził mianowicie, że cała awantura z wetem pana prezydenta Nawrockiego jest wstępem do „polexitu”, w związku z czym, on „zrobi wszystko” żeby do tego nie dopuścić. Z obfitości serca usta mówią, więc w końcu dowiedzieliśmy się, o co chodzi naprawdę. Bo naprawdę chodzi o to, by Polska przepoczwarzyła się w Generalną Gubernię i to na wieki, a przynajmniej – aż do końca istnienia IV Rzeszy. Zadłużanie państwa, jak nie pod takim, to pod owakim pozorem, jest znakomitą metodą osiągnięcia tego celu.

Przykładem niemieckich wysiłków do podporządkowania sobie Europy Środkowej, jest nie tylko Polska – ale ostatnio – również Węgry. W pierwszej połowie kwietnia mają odbyć się tam wybory, które – wszystko na to wskazuje – przybiorą postać plebiscytu między premierem Wiktorem Orbanem, a jego konkurentem Piotrem Magyarem, ongiś współpracownikiem Orbana, ale teraz – prawdopodobnie obarczonym przez Niemcy zadaniem przejęcia steru państwa węgierskiego, by również z Węgier uczynić Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy. Tedy w ostatnią niedzielę (”ta ostatnia niedziela…”) odbył się w Budapeszcie pojedynek na demonstracje. Wiktor Orban twierdzi, że demonstracja jego zwolenników była liczniejsza, podczas gdy Piotr Magyar twierdzi, że było odwrotnie. Widać, że – podobnie jak to się dzieje z naszym nieszczęśliwym krajem – z jednej strony duszą Niemcy, a z drugiej – Ukraina, której prezydent niedawno pogroził Wiktorowi Orbanowi, że poda jego adres ukraińskim rezunom.

Tymczasem obywatel Żurek Waldemar postawił prezydentowi Nawrockiemu „ultimatum”, że jeśli nie odbierze ślubowania od wybranych niedawno przez Sejm sześciu kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to on zastosuje „Plan B”. Ponieważ do zrealizowania pogróżek postawienia prezydenta Nawrockiego przed Trybunałem Stanu, obywatelu Tusku Donaldu brakuje co najmniej 30 głosów członków Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu razem wziętych, to obywatel Żurek Waldemar najwyraźniej zamierza powtórzyć metodę „na rympał”, której użył w przypadku Prokuratury Krajowej.

Jak pamiętamy, grupa „silnych ludzi” wprowadziła faworytów obywatela Żurka Waldemara do gmachu Prokuratury Krajowej, skąd pozostałych prokuratorów wyrzuciła. W rezultacie podczas kolejnej odsłony procesu Grzegorza Brauna, prokurator zażądał wyłączenia jawności rozprawy pod kuriozalnym pretekstem, że jest ona „relacjonowana”. Jest to kolejny dowód, że walka o praworządność, która zatacza coraz szersze kręgi, siłą rzeczy wkroczyła już w rejony psychiatryczne – ale stachanowskie tempo, w jakim ten proces się odbywa pokazuje, iż obywatel Żurek dostał zadanie, by scenę polityczną naszego bantustanu przed nadchodzącymi w przyszłym roku wyborami uporządkować – oczywiście na swoim odcinku.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

SAFE jako „wilczy dół”

SAFE jako „wilczy dół”

Jarosław Warzecha salon24/jaroslawwarzecha/safe-jako-wilczy-dol

Od kiedy zostały uchylone, ciągle nader skromnie, kulisy unijnego programu SAFE, uczciwi ekonomiści – nie propagandziści rządowi ale niezależni ekonomiści – nie mają wątpliwości, że ten program ma zmusić Polskę do rezygnacji z polskiego złotego i przyjęcia waluty euro.

 To nie niewinna pułapka, ale tak zwany „wilczy dół” jak mawiają myśliwi, z którego już nie będzie wyjścia. Wilczy dół dla suwerenności Państwa Polskiego i złoty deszcz dla Niemiec.

 Bo głównie Berlin skorzysta na niewolniczym uzależnieniu i polskiej gospodarki i polskiej polityki zagranicznej i wreszcie na powolnej ale jednak nieuniknionej likwidacji polskiej tożsamości. Pacyfikacja kraju montowni, która od jakiegoś czasu znacznie przyśpieszyła, zostanie z sukcesem dokończona.

 Ciekawostką jest to, że nawet profesor Marek Belka, bynajmniej z prawicą nie mający nic wspólnego, człowiek od zawsze mocno związany z nurtem postkomunistycznym, powiedział  6 marca 2026 roku na antenie TVN24 w programie „Bez Kitu”, że konsekwencją SAFE będzie przyjęcie przez Polskę euro. Albo się pomylił, bo nie posądzam profesora o sprzyjanie opozycji, albo uznał sprawę za tak oczywistą, że nie mógł powiedzieć nic innego.

 W polityce, gdy chodzi o sprawy poważne jak ów „wilczy dół”, nic nie pozostawia się przypadkowi. Wszystko jest przygotowane wcześniej i zaklepane. I nie przypadkiem był też na sejmowej galerii ambasador Niemiec akurat tego dnia, gdy sprawa SAFE była w Sejmie głosowana. Patrzył „by nikt piasku w tryby nie rzucał”.

 Cała nadzieja w tym, że znajdzie się tego piasku dostatecznie dużo by wilczy dół zakopać. Jeżeli nie, to euro mamy w perspektywie najbliższych pięciu lat. A drugi 11 listopada 1918 roku może się nie powtórzyć za następne 123 lata, albo już nigdy.

Gen. D. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

17.03.2026 tysol/gen-wronski-unijny-safe-to-parszywy-i-falszywy-projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” – ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE - zdjęcie ilustracyjne

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE – zdjęcie ilustracyjne / Bundeswehr/Facebook

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia. To nie jest kredyt, to nie jest pożyczka – mówię tutaj o brukselskiej – to jest wyciągnięcie z kieszeni podatnika środków na finansowanie przemysłu obcego oraz państwa ukraińskiego”

– powiedział gen. Wroński.

Przyznał jednocześnie, że wojsko potrzebuje bardzo dużo sprzętu: systemów uzbrojenia, wyposażenia i wszystkiego od ubioru żołnierza, poprzez kamizelki kuloodporne, poprzez wyposażenie do przetrwania na polu walki, a skończywszy na uzbrojeniu, na amunicji i całym systemie logistycznego zabezpieczenia operacji, jakakolwiek by ona nie była. Czy to będzie operacja obronna, czy działanie, które ma za zadanie obezwładnić przeciwnika, odeprzeć go i wykluczyć z terenu naszego kraju.

Wysokie noty prezydenckiego projektu

„Projekt, który został przedłożony przez pana prezydenta oraz prezesa Glapińskiego, jest nie tylko godzien pochwały, ale i wielkiego zauważenia oraz docenienia, że oto znalazł się sposób na procedurę finansowania całego zabezpieczenia, które pozwoli nam unowocześnić, zmodernizować i wyposażyć naszą armię. To jest rzecz bez precedensu, ponieważ mieliśmy zupełnie inną sytuację wtedy, gdy zarzucano poprzedniemu rządowi, że można było wziąć kredyt na podobnych warunkach. To nijak się ma z sytuacją, kiedy wówczas Polska zdobywała środki finansowe na realizację podobnego przedsięwzięcia. Dlatego nie wolno łączyć tych dwóch procedur”

– stwierdził były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych.

10 priorytetów modernizacji

Gen. Dariusz Wroński zasugerował dziesięć priorytetów modernizacji, które decydują o przeżyciu w sytuacji kryzysu czy agresji z zewnątrz. W jego ocenie doskonale może je wypełnić projekt prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Glapińskiego.

„To są przede wszystkim te rzeczy, które dają gotowość bojową i odporność”

– powiedział.

Amunicja i zapasy wojenne

Jako pierwsze gen. Wroński wymienił amunicję i zapasy wojenne, „bo bez tego nie ma możliwości walczenia dłużej niż kilka, kilkanaście dni, maksymalnie”.

„Nadwyrężone zapasy i magazyny w tej chwili w całej Europie powodują, że walka bez wsparcia amerykańskiego nie zakończy się wygraną. W sytuacji agresji na Polskę cała Europa i USA musieliby zrzucić się na pomoc. Chodzi tutaj o amunicję 155 i 120 mm, amunicję do PPK, przeciwlotniczą. Zapasy plus moce produkcyjne plus łańcuch dostaw. Poważnych dostaw, bo nie mówię o dostawach niemieckich, francuskich, których do tej pory świat doświadczał, a szczególnie właśnie Ukraina. Te śmieszne dostawy, które wręcz kpiły z żołnierza ukraińskiego broniącego się przed rosyjskim żołnierzem. A teraz ktoś nam mówi, że mamy mieć gwarancje od naszych zachodnich sąsiadów, kiedy Polska będzie potrzebowała pomocy”

– przypomniał Wroński.

Walka powietrzna

Jako drugie w kolejności gen. Wroński wymienił systemy związane z walką powietrzną, z wszelkimi środkami napadu powietrznego, bezpilotowcami, rakietami, które będą atakowały obszary poza naszą granicą czyli systemy antydronowe bardzo krótkiego, krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

„Mówię tutaj o tych szczeblach, które będą tworzyły warstwową strefę obrony i ochrony przed środkami napadu powietrznego”

– doprecyzował.

Walka elektroniczna

Trzecia priorytetowa to w ocenie gen. Wrońskiego walka elektroniczna, która będzie powodowała zakłócenia sprzętu oraz systemów przeciwnika.

„Z całą pewnością te systemy, które zakłócą łączność, które zakłócą nawigację i w ogóle wszelkiego rodzaju systemy nie tylko naprowadzania przeciwnika”

– wyliczał.

Rozpoznanie

Jako czwarty priorytet wymienił rozpoznanie i wskazywanie celów, czyli drony, radary pola walki, rozpoznanie radioelektroniczne.

„To są kwestie, które powinniśmy mieć na najwyższym poziomie. Na najwyższym poziomie musimy mieć obronę powietrzną, tak jak już wstępnie powiedziałem, ale to jest piąty element czyli obrona powietrzna i przeciwrakietowa. W logice ochrony wojsk i infrastruktury krytycznej jest ekonomia rażenia. Nie możemy strzelać pociskiem ze złota do celu za 500 dolarów”

– zauważył.

Inżynieria pola walki

Na szóstym miejscu gen. Wroński wymienił inżynierię pola walki, czyli zapory, umocnienia, środki maskowania, środki i systemy mylące, kamuflażowe.

„Mamy to w Polsce w szczątkowej ilości. To są rzeczy, które już od czasów II wojny światowej odgrywały ogromną rolę, a w tej chwili są kompletnie zaniedbane. Do tej inżynierii pola walki oczywiście musimy dołożyć Tarczę Wschód – ma być zdolnością do obrony, a nie tylko hasłem, bo póki co to ta tarcza jest jeszcze w powijakach i nie spełnia w zasadzie swojej roli, no i wymagania, aby uniemożliwić przeciwnikowi przedostanie się na nasze terytorium”

– uświadamiał gen. Wroński.

Logistyka i naprawy

Na siódmym miejscu gen. Wroński wymienił logistykę i remont.

„Części zapasowe, warsztaty, środki ewakuacji czyli wszystkie pojazdy ewakuacyjne, pojazdy z możliwością naprawy w polu, ściągające sprzęt z pola walki, lub z miejsc, w których zostały uszkodzone, czy zneutralizowane”

– wyliczał.

„Bez tego sprzęt bojowy staje się tylko statystyką”

Szkolenia i procedury

Gen. Wroński zwrócił również uwagę na szkolenia i procedury.

„Musimy kontynuować, a nie nabywać od zera sprawność posługiwania się sprzętem, językiem, instrukcjami obsługi, które mogłyby się pojawić, a które do tej pory nie były zakupywane przez Polskę. Nagle Unia Europejska nakazuje Polsce zakup takiego sprzętu, którego my do tej pory nie mieliśmy. Samo wyszkolenie załóg i posiadanie kolejnych, kolejnych, i jeszcze raz kolejnych do różnego rodzaju sprzętu będzie tworzyło taką armię patchworkową, czyli ogromna ilość różnorodności sprzętu będzie w zasadzie powodowała tylko chaos i nie będzie żadnej interoperacyjnej możliwości współpracy i walki”

– wskazywał.

Medycyna pola walki i ewakuacja

Jako dziewiąty obszar priorytetowy gen. Wroński wskazał medycynę pola walki i ewakuację, czyli medavaci, stabilizacje, te wszystkie procedury związane z przeżywalnością i zdolnością utrzymania tempa zarówno obrony, jak i tempa walki.

„Prestiżowe i te o wiele większe projekty typu Patrioty, F-35 i systemy, które są niezwykle drogie, kosztowne, one będą w drugiej kolejności wchodziły do walki, a nie – wbrew pozorom – w pierwszych godzinach czy pierwszych dniach konfliktu”

– wyjaśniał.

Unijny SAFE to pułapka

W jego ocenie tego typu zakupy są możliwe do pozyskania w ramach projektu prezydenckiego w ciągu dosłownie roku – Amerykanie są skłonni kontynuować te projekty, które zostały rozpoczęte. Natomiast w przypadku unijnego SAFE musimy wszystko negocjować.

„O ile w ramach prezydenckiego polskiego SAFE 0 proc. sprzęt możemy dostać w ciągu dwóch lat, o tyle w przypadku unijnego SAFE – w ciągu dziesięciu lat, albo na tzw. nigdy, bo przecież Grecja już przeszła przez ten fałszywy dar od Niemiec. Na twardych dokumentach podpisywali, że terminy od dwóch lat do pięciu, a niektóre systemy do tej pory nie dotarły. Natomiast prawie wszystkie pozostałe podlegały wieloletnim przesunięciom”

– alarmował.

Co umożliwia prezydencki projekt?

Gen. Dariusz Wroński podkreśla, że prezydencki projekt daje zdolność bojową już teraz, a nie za dekadę.

„Model SAFE 0% pozwala podpisywać kontrakty natychmiast, bez wielomiesięcznych negocjacji między państwami UE i bez warunkowości przemysłowej. Efekt? Zdolności bojowe mogą pojawić się 2-4 lata szybciej, co w obecnej sytuacji bezpieczeństwa jest kluczowe”

– wyjaśnił.

Kolejny atut tego projektu to suwerenność decyzji – „Warszawa decyduje, co kupuje”.

„W SAFE 0% Polska sama określa:

  • priorytety zakupów
  • kierunki współpracy przemysłowej
  • tempo modernizacji”

– wyliczał.

Zauważył, że nie ma przy tym konieczności uzgadniania systemów uzbrojenia z partnerami UE.

„W efekcie armia rozwija się według polskiej doktryny operacyjnej, a nie kompromisów politycznych. SAFE 0% pozwala ponadto konsekwentnie rozwijać jeden system dowodzenia, kompatybilną logistykę i jednolitą architekturę uzbrojenia. Wskutek tego armia jest łatwiejsza do utrzymania, szybsza w działaniu i bardziej interoperacyjna z NATO”

„SAFE 0% daje Polsce trzy rzeczy, których nie zapewnia SAFE UE: czas, pełną kontrolę decyzji i spójną architekturę armii”

Pusta propaganda

„Kto w to wierzy jeszcze, że Unia Europejska i europejskie firmy militarne czy zbrojeniowe, które dzisiaj szorują po dnie, które mają gigantyczne problemy, będą nam na pniu, teraz, poza wszelką kolejką dostarczały uzbrojenie?” – pytał gen. Wroński.

Podkreślał, iż to jest fałszywa narracja, którą można podawać ludziom nieposiadającym pojęcia na temat zakupów, na temat tworzenia dodatkowych hal produkcyjnych, dodatkowych ścieżek montażowych itd.

„To jest coś niebywałego, że ktoś mówi, że 'już, natychmiast macie wydać pieniądze na coś, czego możecie nigdy nie dostać”.

Zdaniem byłego dowódcy 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, gdyby nie było ani jednego, ani drugiego projektu, to nic wielkiego ani nic strasznego by się nie wydarzyło.

„Jak grom z jasnego nieba spadł ten program unijnego SAFE i oto nagle trzeba się bać, oto musimy wszyscy Polacy martwić się o to, że nie będzie pieniędzy z UE i nic tylko się poddać i przegrać jakiekolwiek zagrożenie, które nas może spotkać. Nic podobnego. Gdyby nie było tych projektów – ani jednego, ani drugiego – to Polska i tak by miała środki na zakup sprzętu. Przez ostatnie lata wielkie środki były, potrafiliśmy je znaleźć i odpowiednio zagospodarować. Nie było takiej potrzeby, żeby Polska zaabsorbowała i wchłonęła 44 mld euro dodatkowo jeszcze ponad to, co przeznaczaliśmy do roku 2035, bo przecież takie projekty były. Nagle skądś się pojawiły jakieś pieniądze i te pieniądze spowodowały, że zaczęto pompować narrację o wielkim zagrożeniu, o utracie bezpieczeństwa itd. To jest po prostu spekulacja, manipulacja i coś niepoważnego w wykonaniu ludzi, którzy chlubią się działaniami demokratycznymi czy jakimiś uczciwymi”.

SAFE – czym jest?

Instrument SAFE to program, który oficjalnie ma na celu wzmocnienie obronności państw członkowskich UE. Przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia w postaci m.in. nisko oprocentowanych pożyczek, przede wszystkim na zakupy sprzętu wojskowego, zwłaszcza produkowanego w Europie. Pod koniec stycznia Komisja Europejska zaakceptowała polski plan w ramach SAFE. Polska wnioskowała o dofinansowanie 139 projektów na kwotę 43,7 mld euro.

SAFE ma wspierać państwa UE we wzmacnianiu ich potencjału obronnego. Został ustanowiony w 2025 r. w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji oraz niepewności wokół dalszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie. Celem programu jest też zmniejszenie uzależnienia od uzbrojenia z USA i wzmocnienie przemysłów obronnych państw unijnych. Z tego powodu SAFE dopuszcza możliwość zakupów w krajach trzecich tylko w ograniczonym zakresie. Koszt komponentów wyprodukowanych w państwach zaangażowanych w SAFE musi wynieść co najmniej 65 proc.

Krytycy programu SAFE mówią o zagrożeniach

Krytycy programu twierdzą, że SAFE skazywałby Polskę na gorszej jakości sprzęt niemiecki czy francuski, niekoniecznie kompatybilny z posiadanym przez nas sprzętem amerykańskim i koreańskim. Krytycy obawiają się także zaciągniętej w euro pożyczki o zmiennej stopie procentowej. Ich zdaniem może ona zagrozić wypłacalności państwa polskiego. SAFE jest ponadto obarczony mechanizmem warunkowości, co oznacza, że KE mogłaby zablokować Polsce te fundusze.

PDT straszy nieuniknionym Polexitem. [BRAWO !!]

PDT straszy

Jarosław Warzecha salon24/jaroslawwarzecha/pdt-straszy

W kontrataku za zanegowanie przez PKN [to Prezydent md] fatalnego dla naszej suwerenności, niepodległości i przyszłości gospodarczej SAFE, PDT [a to premier md] leje łzy nad przyszłym nieuniknionym Polexitem.

 Tymczasem wykluczenie Polski z europejskiego obszaru gospodarczego w razie opuszczenia Unii jest przede wszystkim dużym ciosem dla gospodarki niemieckiej. I z tego prostego powodu wyjście Polski z Unii wcale nie oznaczałoby wykluczenia z jej obszaru gospodarczego.

  Oznacza za to przywrócenie suwerenności w obszarach, które już dziś przekroczyły czerwoną linię faktycznej utraty niepodległości. Jak choćby w obszarze decyzji o dysponowaniu polskimi siłami zbrojnymi jeżeli chodzi o uzbrojenie.

 I już tylko krok do decyzji poza polską suwerennością o niezgodnym z polskim interesem narodowym użyciu Wojska Polskiego. Do tego przecież prowadzą co i raz rzucane pomysły o tzw. ”europejskich siłach zbrojnych”, czy jakkolwiek by się nazywały.

  Kto by nimi dowodził? Bo bardzo trudno przypuścić, że nie niemieckie dowództwo. Wystarczy obserwować poza unijno-traktatowe rozpychanie się Niemców w UE. A jak mówi historia właśnie takie rozpychanie się Niemców w Europie, zawsze kończyło się źle i dla Europy i dla świata.

 Możemy tylko mieć nadzieję, że znajdzie się wreszcie w Polsce przywódca polityczny, który zamiast jęczeć o tzw. „reformie Unii”, co jest kiepską bajką dla najmłodszych, oświadczy o opuszczeniu tego gremium coraz bardziej szkodliwego dla naszego bytu jako niepodległego i suwerennego państwa. [A o Grzegorzu Braunie sz. pan jakoś nie słyszał? md] .

 W historii politycznej nie tylko Europy, ale przede wszystkim właśnie Europy, wola polityczna zawsze okazywała się bardziej sprawcza niż domaganie się zasad od zagranicznych partnerów politycznego porozumienia.

 I na koniec myśl której użył za Aleksandrem Dumasem Rafał Ziemkiewicz – „Dalsze tkwienie Polski w Unii to jak zaszywanie się w worku z trupem” . Czy będziemy czekać aż ten trup zacznie nieznośnie cuchnąć? Bo pięknie pachnieć przestał już dawno. 

============================================

Prawy Kontestator 15 marca 2026, 16:51

„Idea europejska jest szeroko rozpowszechniona wśród narodu polskiego. Dotychczas jednak Polacy obawiali się stale, że nie będzie dla nich miejsca w tej zjednoczonej Europie. Jeśli teraz damy im nadzieję, że w tej nowej Europie będą mogli prowadzić i rozwijać życie zgodnie ze swym charakterem i kulturą, to właśnie obecnie w Generalnej Guberni przeważająca większość narodu polskiego przyjmie tę politykę niemiecką z największym zrozumieniem. Z biegiem czasu będzie się też stawało sprawą coraz bardziej oczywistą, że w interesie Zachodu Rzesza niemiecka musi być politycznym, gospodarczym, duchowym i kulturalnym ośrodkiem tej przyszłej Europy”. „Raporty Ludwiga Fischera Gubernatora Dystryktu Warszawskiego 1939-1944″, Warszawa 1987, s. 842

Nie ma się zatem co dziwić, że w Polsce został zainstalowany D.T., który ma za zadanie omamić Polaków (także tzw. SAFE).

Jarosław Warzecha15 marca 2026, @Prawy Kontestator

Nie znałem tego, ale cytat znakomity. Tę samą rolę wyznaczał Polsce Friedrich Naumann, autor dzieła Mitteleuropa. Napisane w 1915 roku i wtedy wydane. Polski jeszcze nie było na mapie, ale Naumann już tam ją umieścił jako kraj służebny w stosunku do Niemiec. Warto dodać, że dzisiaj Naumann i jego dzieło to obowiązkowy punkt programu na Niemieckich uniwersytetach. Gdyby przeanalizować posunięcia ostatnich lat Unii w stosunku do Polski, to dzieło Naumanna jest adekwatne w działaniach Komisji Europejskiej. O wiele bardziej niż Manifest z Ventotene, który stanowi tylko wygodny kamuflaż w budowaniu niemieckiej Europy.

SAFE… MEM-y

——————————-

[jakież to prze-mądre..]

—————————————————-

———————————–

———————————————————

—————————————————————–

——————————–

Po co nam SAFE? Powinniśmy zadać sobie kilka pytań (najlepiej w referendum)

Po co nam SAFE?

tatemorro


salon24.pl/u/tatemorro/po-co-nam-safe

Prezydent zawetował SAFE. To chyba dobrze. Narażę się pewnie wielu moim „malkontenctwem”, ale powinniśmy zadać sobie kilka pytań (najlepiej w referendum) co do przyszłości naszego Kraju, na przykład, czy chcemy dalej uczestniczyć w projekcie pod nazwą EU? Przy wyniku potwierdzającym naszą przynależność do przyszłego państwa europejskiego (skoro Bruksela dąży tak wytrwale do utworzenia jednego państwa) pojawiają się następne pytania, na które powinniśmy znaleźć odpowiedź,  dlaczego mielibyśmy za własne pieniądze tworzyć część przyszłej armii UE? Niech inne państwa też wezmą dług na takich „paskarskich” zasadach na tworzenie przyszłej armii europejskiej! Jak tworzyć armię unijną – to tworzyć wspólnie! (Solidarnie -:) 

Druga kwestia : politycy przekonują nas, że przestaliśmy rozmnażać się (pewnie tak jest) starzejemy się, że wkrótce znikniemy, przestaniemy istnieć jako Polacy. Dlatego równocześnie przekonuje się nas, jakobyśmy musieli (?!) przyjmować imigrantów w dużej ilości, którzy rzekomo mieliby pracować na nasze emerytury…

Przy okazji tej nieszczęsnej pożyczki SAFE straszy się nas jakimiś domniemanymi atakami (w domyśle chyba Rosji, czyli najazdem Rosjan) W tym miejscu stawiam pytanie : po co nam tworzyć armię za tak ciężkie pieniądze, zapożyczać się, skoro armia polska wkrótce nie będzie miała kogo bronić?!

Z mojej perspektywy sprawy wyglądają tak: czy to nie wszystko jedno, czy Kraj oddamy imigrantom, czy ewentualnie Rosjanom? Już oczami wyobraźni widzę, jak imigranci, którzy pozostaną po nas, zechcą opierać się ewentualnym najeźdźcom (w domyśle chyba Rosjanom) 

Czy ktoś w ogóle pomyślał o takich zagadnieniach?

SAFE – ale po co? … I dla kogo?

SAFE – ale po co? …

Animela


salon24.pl/polityka-od-kuchni/safe-ale-po-co

Argumentów przeciwko gigantycznej pożyczce z UE jest multum: nie znamy wysokości oprocentowania, zarobią na niej głównie niemieckie banki, powizję weźmie zarówno KE, jak Ukraina oraz polski BGK, narażamy się na ryzyko kursowe, nie mamy wpływu na zamówienia, nieprawdopodobny pośpiech wskazuje na ewidentny szwindel, z polskich firmy zarobią takie, jak Poncyliusza (związanego z KO), nie wiemy, co banki wezmą pod zastaw pożyczki, narażamy się na kaprysy unijnych urzędasów, którzy w każdej chwili mogą nam odciąć finansowanie, choć spłacać będziemy musieli nadal … 

Miało być tak pięknie: Tusk najpierw kłamał, jakie to góry piniąchów dostaniemy od dobrej cioci Unii, a teraz się okazuje, że jest to pożyczka nie wiadomo dokładnie skąd i na co (i to nie my będziemy decydentami), a spłacimy drugie tyle – nie dostając w zamian, być może, po prostu nic. No – interes życia; Niemiec płakał, jak pisał SAFE.

Jednym z gorszych aspektów tego kamienia u szyi, o którym wcześniej nie wspomniałam, jest to, że zamówienia mają być dokonane do roku 2030, pożyczkę zaś spłacać będziemy przez 45 lat. Oznacza to, że przez co najmniej 40 lat będziemy kompletnie BEZBRONNI, ponieważ postęp techniczny jest obecnie tak szybki, że w roku 2032 będziemy dysponować przestarzałymi łukami i strzałami w porównaniu do tego sprzętu, który w tym czasie wyprodukują Amerykanie, Chińczycy czy Koreańczycy.

Ale to jeszcze nie jest koniec nieszczęść związanych z tą nieszczęsną pożyczką: okazuje się, że KO już otwarcie mówi o przekazaniu polskiego wojska w unijne ręce.

Czyli: my weźmiemy 185 miliardów pożyczki na 45 lat (a spłacimy prawie 360 miliardów razem z odsetkami) na polskie wojsko, które te (…..) planują przekazać Unii Europejskiej …

Jeżeli to nie jest zdrada w czystej postaci, to ja bym bardzo chciała wiedzieć, co nią jest!

Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem. SAFE.

Profesor Marek Belka o SAFE

Jarosław Warzecha .salon24/jaroslawwarzecha/profesor-marek-belka-o-safe


 6 marca 2026 roku profesor Marek Belka gościł w programie „#BezKitu” na antenie TVN24.  Powiedział tam wprost, że spłata programu SAFE zmusi Polskę do przyjęcia Euro. Potwierdził tym samy opinię wielu innych ekonomistów.

 Można mieć szereg zastrzeżeń natury etycznej do osoby pana Marka Belki, ale znajomości mechanizmów ekonomicznych odmówić mu nie można.

 Nie ma wątpliwości, że poza wszystkimi ukrytymi mniej lub więcej klauzulami w SAFE, łącznie z całym mechanizmem warunkowości, czyli obrożą dla Państwa Polskiego natury politycznej, o czym już mieliśmy okazję się przekonać, nadrzędnym celem jest zmuszenie Polski do przyjęcia Euro.

 I nie pomogą tu zasoby polskiego złota, które pojedzie wtedy do Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem. I co równie ważne – nigdy stamtąd nie wróci. Także po rozpadzie Unii. A to jest możliwe prędzej niż niektórym się wydaje.

 To oczywista oczywistość, ale dla porządku dodam – przyjęcie przez Polskę Euro to koniec suwerenności. Tysiące razy ten temat był omawiany, więc nie ma go co rozwijać. Tak, państwo o potencjale Polski, które nie ma własnej waluty jest przedmiotem, a nie podmiotem na politycznej mapie świata, a tym bardziej Europy.

 W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że rząd już podjął jakieś zobowiązania i podpisał jakieś umowy dotyczące SAFE z niemieckim przemysłem, że podjął zobowiązania finansowania z SAFE dla potrzeb ukraińskich.

Mimo, że prezydent nie podjął jeszcze w sprawie ostatecznej decyzji. Nie wiem, czy to prawda. Jeżeli jednak, to jak takie działania nazwać? Bo może bezprawie to zbyt łagodnie?

 A tak na marginesie – ciągle mam w pamięci zdanie, które kiedyś upublicznił Rafał Ziemkiewicz, znakomity dziennikarz i człowiek dowcipny. Odwołując się do „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa powiedział : „Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem.”

 Tyle, że Dantes zaszył się w tym worku, aby odzyskać wolność. Wychodzi na to, że my zaszywamy się, by zostać pogrzebanym?

SAFE = powtórka z historii

SAFE = powtórka z historii

Jarosław Warzecha


salon24.pl/jaroslawwarzecha/safe-powtorka-z-historii

  W 1794 roku zadłużenie I Rzeczypospolitej wynosiło : w bankach holenderskich 7 milionów guldenów. Po drugim rozbiorze Polska utraciła w osiemdziesięciu procentach kontrolę nad swoim handlem zagranicznym. To uniemożliwiło – jak to się aktualnie określa – obsługę długu zagranicznego, czyli realną kontrolę nad nim. Państwo zadłużone w taki sposób traci suwerenność. Staje się przedmiotem gry politycznej.

 W traktacie rozbiorowym z 1795 roku Prusy, Austria i Rosja przyjęli na siebie obowiązek spłaty polskiego długu, proporcjonalnie do wartości przejętych polskich terytoriów.

 I w ten sposób 24 października 1795 r. – formalny dzień trzeciego rozbioru, stał się dniem końca istnienia I Rzeczypospolitej.

 Ten dług nie nazywał się oczywiście SAFE, choć sam mechanizm zadłużenia I Rzeczypospolitej aż się prosi o analogię.

  Grecja zadłużona ponad swoje możliwości musiała się pozbyć swoich wysp. Kto dzisiaj jest ich właścicielem? Kto zgadnie? Odpowiedź nie jest trudna.

 Najbardziej przewrotne, a może najbardziej cyniczne są zapewnienia, że 80% tej lichwiarskiej pożyczki (1. warunkowość 2. zmienna stopa procentowa!) zostanie w Polskim przemyśle. Niemiecki koncern Rheinmetall AG posiada obecnie jedną główną spółkę zależną, którą jest Rheinmetall Polska Sp. z o.o. 

Już padły ze strony rządowej słowa, że spółka ta została zaliczona do spółek polskich. Potraktowano nas, polskich obywateli jak zbiorowisko głupków. Może i takimi jesteśmy, kto wie? Tym niemniej gdyby Rheinmetall AG posiadał taką spółkę nie tylko w Polsce ale nawet w Pernambuko, to zyski idą do firmy niemieckiej, pracują na niemiecki dobrobyt i stan finansów.

  To mniej więcej to samo, co z tzw dotacjami unijnymi. Do niedawna szacowano, że z każdego Euro wraca do Niemiec 95 centów. Najnowsze dane mówią, że:według szacunków często przywoływanych przez ekspertów i polityków, z każdego 1 euro (100 centów) dotacji unijnej przyznanej Polsce, do Niemiec „wraca” około 85–86 centów. 

 Przyjęcie SAFE to pozbycie się resztek polskiej suwerenności. Początek powtórki z historii. Może w łagodniejszej formule, gdzie np. Sejm polski będzie mógł obradować nad wprowadzeniem kart rowerowych i tylko na podobne tematy. Ambasador niemiecki nie będzie już musiał z galerii nadzorować przyjęcia ustawy o SAFE. Czy koniecznie tego chcemy?

SAFE, czyli kasa obiecana

SAFE, czyli kasa obiecana

kelkeszos salon24.pl/safe-czyli-kasa-obiecana

Kapitał jest mój, bo jest u mnie!

Zaciekłość z jaką „dzisiejsze czasy” walczą z przeszłymi, najobfitsze źródło ma zapewne w chęci unieważnienia doświadczenia historycznego, jako podstawy oceny rzeczywistości. Człowiek rodzi się bez żadnych kompetencji i nababom różnych współczesnych kast zależy, aby takim pozostawał przez całe życie. Wtedy bowiem działa na podstawie instynktów i prostych impulsów, łatwych do zaprogramowania. Podobnie społeczeństwa odcięte od własnych doświadczeń stają się przedmiotem łatwej manipulacji, zwłaszcza gdy pobudza się w nich naturalny przecież instynkt ssania.

Jeszcze w czasach komunistycznych publiczność potrafiła w sobie wyrobić stosowny sceptycyzm wobec różnych fanfar ogłaszających zdobycze socjalizmu i wiedziała, że jeśli oficjalne media bez żadnej widocznej przyczyny ogłaszają, że kampania buraczana idzie dobrze jak nigdy, to znaczy, że należy zrobić obfite zapasy cukru. Teraz ta umiejętność przepadła, a obrobieni przez „marketingowców” ze szklanych wież konsumenci, dokonując niepotrzebnych zakupów, za równie zbędny kredyt, święcie wierzą, że robią świetny interes. 

I choć nasza literatura rzadko obierała sobie za przedmiot kwestie podstawowe, tonąc w powodzi zadęć i wołaczy, to i u nas trafiały się arcydzieła niosące w sobie kumulację doświadczeń, których właściwe zastosowanie, pozwalałoby na łatwe omijanie przynęt zawieszonych na haczykach wszystkich światowych wydrwigroszy. W zakresie opisu „dzikiego kapitalizmu” mamy trzy takie powieści – jedną dobrą, w postaci „Nafty” Ignacego „Sewera” Maciejowskiego i dwie genialne, czyli „Lalkę” i „Ziemię Obiecaną”. 

Skupmy się na dziele Reymonta, bo jest ono tak dobre, że nawet Andrzej Wajda nie mógł tu wiele popsuć, zatem stworzył film niewiele gorszy od książki, czyli też zostawiający „o wiorstę” z tyłu całą światową konkurencję. „Oskara” nie zdobył, a zapewne jedną z przyczyn była pod każdym względem genialna scena rozliczenia Moryca Welta z bankierem Grunspanem, chcącym odzyskać swój wkład we wspólny interes. Rzeczywiście gra aktorska Wojciecha Pszoniaka i Stanisława Igara bije tu na głowę wszystko co można obejrzeć współcześnie, a przy czym jest tak realistycznie sugestywna, że obnaża wszelkie ułomności ludzkiej natury. Szczególnie w przypadku bankiera Grunspana, który celem zwindykowania od „wspólnika” 30 tysięcy marek, używa wszelkich znanych dziś technik marketingowych. Z tym, że jeszcze „nieokrzesanych” przez dzisiejszych speców od wciskania kitu.

Mamy tu więc wszystko, od przymilnego „jak się kochany pan ma?” i „pan wiesz, że pańska matka była moją kuzynką?”, po obelżywe „ty złodzieju, ja cię każę zgnoić!”. Oczywiście są też formy pośrednie „no przecież do spółki?”, „wiele zarabiamy?” itp. Dowiadujemy się przy okazji, że dawanie pieniędzy „na dzieci” i trąbienie o tym w prasie, już w czasach pierwotnego kapitalizmu było środkiem łagodzenia wizerunku wielkich kanciarzy, trzymających rewolwer w szufladzie. Tu też bez zmian, tylko bardziej kolorowo. 

Wszystkie wysiłki prezesa Grunspana, w pewnym momencie nawet grożącego policją, Moryc kasuje jednym zdaniem „kapitał jest mój, bo jest u mnie!” i dlatego „ja zarabiam dość, ale on?”. Ta prosta zasada, poparta twardym „Cicho!”, po którym Grunspan kuli uszy i zamyka szufladę z rewolwerem, jakoś nie chce się przebić do głów przedstawicieli naszych elit. Trudno przy tym precyzyjnie wskazać, w którym ugrupowaniu jest więcej „zakutych łbów” jak to zgrabnie ujął Donald Tusk – czy w jego własnym, czy w głównym opozycyjnym. Jeśli bowiem chodzi o PiS, to najlepszą recenzją jego rozumienia rzeczywistości ( i to pod wodzą nowoczesnego bankiera ), było obwieszenie kraju plakatami o pieniądzach z KPO.

Wtedy zasada „kapitał jest mój, bo jest u mnie” zastosowana przez Komisję Europejską, wywróciła rządy partii Jarosława Kaczyńskiego. W przypadku zaś obecnie rządzących, a już najbardziej ich zwolenników, wierzących w uczciwość SAFE, zakucie łbów dopiero się objawi, o ile program zostanie uruchomiony. Zasada „kapitał jest mój, bo jest u mnie” nigdy się bowiem nie przedawnia i nawet herszt łódzkich „finansistów” musiał przed nią zgiąć kolana, zamknąć szufladę z rewolwerem i odwołać połączenie z policją.

Niestety, mając tak genialne zasoby, kompletnie nie umiemy z nich korzystać, a przecież w polskiej historii nie brak wybitnych postaci, doskonale wiedzących o co w tym wszystkim chodzi. Tyle, że u nas zawsze w cenie ci od dęcia w różne „złote rogi”, zazwyczaj zresztą na cudze zlecenie i za stosowne honorarium, niż ci wiedzący kto, dlaczego, po co i jak chce nas orżnąć. 

===================================================

markocz55 7 marca 2026,

Zapytałem kilku znajomych, będących zwolennikami KO, czy budując np swój dom zaciągnęliby kredyt na 40 lat w obcej walucie, gdzie kredytodawca określałby zasady zakupu materiałów budowlanych i mógł zgodnie ze swoim widzimisię wstrzymać finansowanie.

Nie znalazłem chętnych na tak „korzystną” pożyczkę.

SAFE. O bajońskich sumach i berlińskich pożyczkach

SAFE. O bajońskich sumach i berlińskich pożyczkach

kelkeszos


safe-o-bajonskich-sumach-i-berlinskich-pozyczkach

Uznając z przekonaniem historię za nauczycielkę życia, starożytni nie mogli przewidzieć, że w przyszłości powstanie taki kraj jak Polska, starający się ze wszystkich sił tej zasadzie zaprzeczyć. W państwie szanującym własną przeszłość, o wyrobionej kulturze politycznej, dyskusja o SAFE, o ile w ogóle by się rozpoczęła, trwałaby kilka godzin. Naganiacze i lobbyści dostali by propozycję nie do odrzucenia, aby w podskokach zwijali swoje manele, a publiczność cieszyłaby się ze skuteczności okazanej przez własne służby i administrację.

Plastyczność języka pozostawiła nam w zasobach zwrot „sumy bajońskie”, choć co do zasady nierozpoznawalny w zakresie swojej treści, to jednoznacznie kojarzący się z kwotami monstrualnymi, nierealnymi w normalnym obrocie. I słusznie, bo „sumy bajońskie” tym właśnie były. Niemożliwym do spłacenia długiem obciążającym wiele pokoleń, „poczętym” w wyniku bezwzględnej polityki pruskiej, z jednoznacznym celem, w postaci wywłaszczenia polskości z jakiegokolwiek majątku.

Historia tych zobowiązań, choć powinna być centralnym punktem wykładu na wszystkich wydziałach kształcących narodowe elity, jest zupełnie nieznana nawet najbardziej utytułowanym historykom, prawnikom, politologom. Coś im się tam o uszy obiło, ale, żeby zrozumieli cały mechanizm i potrafili go przystępnie objaśnić – to nie. Polscy historycy wolą opowiadać o krzywiznach bagnetów, którymi walczyliśmy za wolność waszą, naszą i cudze interesy, o krągłościach menażek, z których jedli polscy bohaterowie, niż próbować objaśnić mechanizmy, mające największe i realne znaczenia dla zasobów narodowych.

W konsekwencji, gdy dochodzi do dyskusji o SAFE, czyli chytrym planie pozbawienia Polski niepodległości, nikt nie umie zdemaskować oszustwa, na podstawie doświadczeń, będących dojmującą raną naszej przeszłości, która tylko cudem nie okazała się śmiertelna.

W sprawie powstania „sum bajońskich” mamy wybitnego świadka, w postaci Fryderyka hrabiego Skarbka, nie tylko ojca chrzestnego Fryderyka Chopina, ale też polskiej ekonomii politycznej: „Przybyło do Warszawy i innych miast wielu ajentów, bądź banku berlińskiego, bądź prywatnych bankierów pruskich, którzy wchodzili w układy z nierozmyślnymi właścicielami względem summ, jakie oni na te dobra zaciągnąć chcieli, a ułatwiając im nabycie pieniędzy na własną zgubę, zbogacali się sami, wyłudzając od nich tak zwane dusery za trudy przy tych pośredniczych czynnościach podjęte”. 

Jedną z ofiar tych „finansistów” był ojciec Fryderyka, Kacper Skarbek, którego fortuna przepadła w gorączce kredytowej, a status rodziny ratował majątek matki, Ludwiki z Fengerów, spadkobierczyni bogatych toruńskich bankierów, do których należała m.in. Żelazowa Wola.

Mając takie świadectwo i znając dalsze losy owych zobowiązań, najpierw przejętych przez Napoleona, następnie odsprzedanych królowi saskiemu, właścicielowi Księstwa Warszawskiego, a potem zwróconych Hohenzollernom, powinniśmy obficie z tego doświadczenia korzystać. Niestety tak się nie dzieje, pewnie dlatego, że uratowanie polskich właścicieli przez księcia Druckiego – Lubeckiego w wyniku fenomenalnie przeprowadzonych negocjacji z Prusakami, nie pasuje do „ogólnej koncepcji” naszej wizji historii. W każdym razie, po kongresie wiedeńskim, średnie zadłużenie polskich majątków ziemskich, które znalazły się w granicach Królestwa Polskiego, a po trzecim rozbiorze należały do Prus, wynosiło 86,7% ich wartości.

Gdyby nie powstało Królestwo Polskie, a ziemie te znalazły by się w granicach państwa Hohenzollernów ( zgodnie z tzw. linią Knesebecka ), polscy ziemianie zostaliby zlicytowani i wyzuci ze swojego dziedzictwa. Tak się na szczęście nie stało, ratunek przyszedł najpierw w wyniku podpisanej w 1819r. konwencji likwidacyjnej z Prusami, a później dzięki powołaniu w Królestwie Polskim Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Ta instytucja trwała formalnie do 1950r. i pozostał po niej ślad w postaci ulicy Kredytowej w Warszawie, z dawną siedzibą, obecnie mieszczącą Muzeum Etnograficzne. Jeśli nie chcemy, aby polskość stała się takim muzealnym eksponatem, to musimy w końcu zacząć uczyć się historii realnej. O wekslach, listach zastawnych, szlakach handlowych, cłach i kredytach, a nie wyłącznie o tym, kto gdzie i po co szablą machał, z sensem, czy częściej bez sensu.

Oddłużanie majątków, których właściciele padli ofiarą pruskiej akcji kredytowej, trwało całe dziesięciolecia. Przystępujący do Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego dostawali ochronę przed wierzycielami i sensowne oprocentowanie, ale też świadomość, że spłata zobowiązań jest rozłożona na 48 lat. Ten stan rzeczy miał ogromne konsekwencje społeczne, bo uniemożliwiał prawidłową regulację stosunków ekonomicznych na wsi, wstrzymując oczynszowanie i uwłaszczenie chłopów. Miał też doniosłe skutki polityczne, bo Prusacy chcący wrócić do linii Knesebecka i odzyskać bezpośredni dostęp do ofiar, podsycali w Królestwie Polskim nastroje insurekcyjne.

Zresztą, w trakcie wojny 1831r. ośmieleni porażkami armii rosyjskiej, kilkakrotnie proponowali pomoc i podzielenie się Królestwem Polskim „po przyjacielsku”, czyli z zabraniem czterech po-pruskich województw: Kaliskiego, Mazowieckiego, Augustowskiego i Płockiego.

Dramatyczna historia „sum bajońskich” odświeżona całkiem niedawno przez pułapkę „kredytów frankowych” będących umową zakładu o nikłej szansie na wygraną, znów odżywa w formule SAFE. Wszystkim polskim patriotom pozostaje wiara, że Karol Nawrocki, bądź co bądź historyk z wykształcenia, sięgnie do odpowiednich lektur i przypomni sobie o sidłach jakie na nas nieodmiennie zastawiają „sojusznicy” z zachodu. I zareaguje odpowiednio. Oby.

SAFE. Poseł Płaczek: To jakieś szaleństwo!

Zapoznał się dokumentami dot. SAFE.

Poseł Płaczek: To jest jakieś szaleństwo!

fronda/Zapoznal-sie-dokumentami-dot-SAFE


„To nie jest zarządzanie państwem – to dryfowanie bez planu, bez odpowiedzialności i bez elementarnej logiki finansowej” – stwierdził poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek po zapoznaniu się z tajnymi dokumentami dot. programu SAFE.

Mimo ogromnych wątpliwości podnoszonych przez opozycję i prezydenta, rządzący dotychczas nie zdecydowali się ujawnić dokumentacji dot. programu SAFE. Tak więc nie wiadomo dokładnie, na co zaciągnięte zostaną pożyczki, które Polacy będą spłacać przez dziesięciolecia. Nie wiadomo też, czy środki te w ogóle trafią do Polski, czy zostaną zablokowane przez Komisję Europejską w ramach mechanizmu warunkowości.

Dostęp do dokumentów z klauzulą „zastrzeżone” mają parlamentarzyści. Swoimi wnioskami po lekturze dokumentów dot. SAFE podzielił się poseł Nowej Nadziei Grzegorz Płaczek.

– „Jestem na świeżo po szczegółowej analizie dokumentów oznaczonych klauzulą zastrzeżone, dotyczących wniosku Polski o pomoc finansową w ramach instrumentu SAFE. To jest jakieś szaleństwo!”

– pisze parlamentarzysta na X.com.

– „Chaos, uzależnienie się od Brukseli, brak długofalowej wizji i finansowanie polityki na kredyt – kosztem przyszłych pokoleń Polaków. Kolejne zobowiązania, kolejne miliardy długu, brak twardych priorytetów rozwojowych i realnej kalkulacji interesu narodowego, improwizacja, rozdawnictwo (głównie na rzecz Ukrainy) bez jasno określonych celów strategicznych”

Polityk przekonuje, że „to nie jest zarządzanie państwem – to dryfowanie bez planu, bez odpowiedzialności i bez elementarnej logiki finansowej!”.

– „To jest chore” – podsumowuje

Kilka słów o programie finansowym SAFE

Kilka słów o programie finansowym SAFE

Rumunia przynajmniej nie udaje, że „europejska solidarność” to coś więcej niż dobrze opakowany biznes. Bukareszt wyłożył kawę na ławę: oto 21 programów finansowanych z SAFE, oto kwoty, oto konkretne systemy. Bez mgły, bez marketingowej waty, bez patriotycznych uniesień przykrywających faktury wystawiane w euro.

A rachunek? Płacimy wspólnie. Zarabiają głównie Niemcy.

W domenie lądowej nie ma sentymentów – są twarde kontrakty. 139 transporterów Piranha V od General Dynamics European Land Systems za ponad 761 mln euro. Do tego 198 bojowych wozów piechoty nowej generacji za niemal 3 mld euro. Ponad 1370 ciężarówek logistycznych. Zintegrowane stanowiska dowodzenia OPL. Setki wyrzutni i prawie tysiąc pocisków do przenośnych zestawów przeciwlotniczych.

A wisienka na torcie? Systemy Rheinmetall: SKYNEX (476 mln euro) i Skyranger 35 (330 mln euro). Nowoczesne, skuteczne, drogie – i niemieckie.

To już nie jest tylko modernizacja armii. To jest transfer środków w ramach „europejskiego mechanizmu”, który w praktyce pompuje miliardy do przemysłu zbrojeniowego naszych zachodnich sąsiadów. I nie chodzi o to, że sprzęt jest zły. Chodzi o to, że ktoś na tym systemowo wygrywa.

W domenie morskiej – dwa kolejne systemy przeciwlotnicze bliskiego zasięgu Millennium od Rheinmetall, okręty patrolowe za 700 mln euro, jednostki do współpracy z nurkami. Znowu: konkret, liczby, producenci.

Powietrze? Potraktowane po macoszemu. Bo SAFE nie jest od budowania pełnoskalowych sił powietrznych. SAFE jest od tego, by europejski przemysł – głównie zachodni – miał zyski.

Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak coś innego.

Rumunia – drugi największy beneficjent SAFE (ok. 16 mld euro) – opublikowała listę projektów. 10 programów krajowych, 11 międzynarodowych. Wiemy, na co idą pieniądze. Wiemy, kto produkuje. Wiemy, kto zarobi.

A Polska? Cisza. Niedopowiedzenia. Ogólniki.

I tu jest sedno problemu.

Nie chodzi o to, że Rumunia kupuje niemieckie systemy. Każde państwo ma prawo kupować najlepsze dostępne rozwiązania. Chodzi o to, że mechanizm finansowy, który w założeniu miał wzmacniać wspólne bezpieczeństwo, w praktyce cementuje dominację kilku największych graczy przemysłowych.

SAFE staje się narzędziem redystrybucji środków z peryferii do centrum. Z podatników Europy Środkowo-Wschodniej do koncernów z Niemiec i kilku innych państw „starej Unii”.

Europejska solidarność czy europejski rachunek zysków?

Można oczywiście powiedzieć: takie są realia rynku. Niemcy mają rozwinięty przemysł, więc sprzedają. Ale jeśli wspólne kredyty mają finansować głównie zamówienia u największych, to przestajemy mówić o solidarności, a zaczynamy o strukturalnej przewadze.

Rumunia przynajmniej nie udaje, że jest inaczej. Pokazała liczby. Pokazała beneficjentów. Pokazała, że SAFE to nie abstrakcyjny „fundusz bezpieczeństwa”, tylko bardzo konkretne miliardy płynące do bardzo konkretnych firm.

I może właśnie dlatego ta transparentność boli bardziej niż same kontrakty.

Bo kiedy patrzymy na te 16 miliardów euro, widzimy coś więcej niż modernizację rumuńskiej armii. Widzimy mapę przepływu pieniędzy w Europie. I widzimy, kto w tej układance rozdaje karty.

I teraz najważniejsze pytanie, którego wielu woli nie zadawać:

Czy ktoś jeszcze naprawdę wierzy, że w Polsce będzie inaczej???

Bo spójrzmy uczciwie na mechanizm, a nie na hasła.

Jeśli SAFE działa według tej samej logiki w całej Unii – wspólny kredyt, wspólne ramy, preferencja dla projektów „europejskich”, czyli w praktyce realizowanych przez największe zachodnie koncerny – to dlaczego akurat w Warszawie miałby nagle nastąpić cud gospodarczy?

Czy nagle okaże się, że:

miliardy euro zostaną w polskim przemyśle?

polskie zakłady staną się głównym integratorem systemów?

technologie będą transferowane, a nie tylko montowane?

łańcuch dostaw przesunie się nad Wisłę?

Naprawdę?

Rumunia przynajmniej nie owija w bawełnę. Widzimy wprost: Rheinmetall, GDELS, zachodni dostawcy, zachodnie technologie, zachodnie marże. My też znamy ten schemat. Licencja, montownia, offset w folderze reklamowym i „strategiczne partnerstwo”, które kończy się na śrubokręcie.

Jeśli Polska wejdzie w SAFE na tych samych zasadach, to efekt będzie bardzo podobny. Duże zamówienia trafią tam, gdzie są gotowe produkty, certyfikacje, polityczne wpływy i kapitał. A kto to ma? Berlin, Paryż, Madryt – nie Radom, nie Stalowa Wola, nie Gliwice jako pełnoprawni właściciele technologii.

Oczywiście, ktoś powie: „ale przecież bezpieczeństwo nie ma ceny”. To prawda. Tyle że suwerenność przemysłowa też jej nie ma – a bez niej bezpieczeństwo zawsze będzie częściowo zależne od czyjejś fabryki, czyjejś decyzji eksportowej, czyjejś polityki.

SAFE w obecnym kształcie wygląda bardziej jak mechanizm stabilizacji zachodniego przemysłu obronnego niż realna próba wyrównania potencjałów w całej UE.

Więc jeszcze raz:

czy ktoś naprawdę sądzi, że w Polsce będzie inaczej?

Bo jeśli nie zmienią się zasady gry, zmienią się tylko numery kontraktów. Beneficjenci pozostaną ci sami.

Za stronę fb – Dariusza Piechaczka