Zarządzają strachem

Zarządzają strachem

prof. Anna Raźny

Ci z nas, którzy pamiętają epokę PRL i jej zdeterminowanie przez totalitaryzm komunistyczny – bądź ci młodsi, którzy zdobyli sporą wiedzę na ten temat – rozumieją czym jest strach jako instrument nie tylko dyscyplinowania społeczeństwa, ale również kształtowania nowego człowieka – homo sovieticusa.

W pracach poświęconych antropologii tej utopii społeczno-politycznej powtarza się określenie okresu jej realizacji – trwającego od rewolucji bolszewickiej do rozpadu Związku Radzieckiego – epoką wielkiego strachu. I nie był to strach metafizyczny, wywołany czynnikami od ludzkiej woli i ludzkiego statusu ontycznego niezależnymi – takimi jak skończoność istnienia i nieuchronność śmierci, niezawinione cierpienie i wina, kataklizmy w przyrodzie etc. To był strach zdeterminowany geopolitycznie, społecznie, ekonomicznie, cywilizacyjnie. Strach przed władzą i ideologami realizowanej utopii, wobec których sprzeciw groził represjami – od więzienia i utraty pracy po wyrok śmierci.

Przemoc i kłamstwo były podstawowymi instrumentami wywoływania w społeczeństwie strachu, którego celem było nade wszystko paraliżowanie woli i myśli zarówno pojedynczego człowieka, jak i całej wspólnoty. Ten mechanizm dławienia wolności przedstawił na przykładzie środowiska literacko-artystycznego Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle. Autor nie zdobył się w nim jednak na klarowną konkluzję, iż poprzez zniewalanie umysłu władza komunistyczna dążyła do ukształtowania nowego człowieka, będącego celem przyjętej przez nią utopijnej antropologii.

Nowa epoka strachu

Trwająca dziesięcioleciami dyskredytacja komunizmu jako dehumanizującej utopii oraz totalitaryzmu jako sposobu sprawowanej w jej imię władzy została oficjalnie przypieczętowana pieriestrojką Michaiła Gorbaczowa, wyzwalającą społeczeństwa bloku socjalistycznego ze strachu i kłamstwa ideologiczno-politycznego. Hasło napisanego w 1974 roku przez Aleksandra Sołżenicyna manifestu Nie żyć w kłamstwie stało się rzeczywistością. W jej wywalczeniu miał duży udział polski naród, organizując się w pokojową armię wielomilionowej Solidarności, która miała odwagę zakwestionować uzurpację komunistycznej władzy do rządu naszych dusz.

Będąc uczestnikami tych przemian, Polacy byli przekonani, że „wybiliśmy się na niepodległość” – wyzwolenie nie tylko spod politycznego jarzma Jałty, ale również od istotnych dla naszej tożsamości narodowej i cywilizacyjno-kulturowej obciążeń komunizmu: kłamstwa ideologiczno-politycznego oraz strachu jako instrumentu sprawowania władzy. Byliśmy przekonani, że stając się częścią kolektywnego Zachodu – pod szyldem NATO, UE i USA jako światowego hegemona – osiągniemy nie tylko dobrobyt jego społeczeństw i poczucie bezpieczeństwa – wraz z gwarancją pokoju – ale również wolność od niegdysiejszego strachu przed władzą. Strachu przed władzą oderwaną od narodu, który zmuszany był przez komunistyczną propagandę przypisywać jej atrybuty tajemnicy, cudu i autorytetu – jak trafnie ujął jej wizerunek Michaił Heller w książce Maszyna i śrubki. Jak hartował się człowiek radziecki.

Wybierane w demokratycznych wyborach władze III RP miały być zaprzeczeniem komunistycznego modelu, wcieleniem sługi narodu – tylko polskiego, żadnego innego. Decyzje w sprawach Polaków i Polski miały być racjonalne, klarowne, skoncentrowane na naszym interesie narodowym. Taki był etap oczekiwań na wcielenie w struktury zachodnie, któremu towarzyszyła powszechna westernizacja społeczna i cywilizacyjno-kulturowa. Gdy staliśmy się członkami NATO i UE oraz „sojusznikami” –wasalami  USA,  powinniśmy poczuć ulgę, odnieść satysfakcję z odniesionego sukcesu politycznego i czerpać z niego korzyści – bo jakieś niewątpliwie można wyliczyć.

Niepokoi jednak stan umysłów polskiego społeczeństwa, zdeterminowany strachem przed Rosją i grożącej nam z nią wojną. I nie jest to tylko reakcja Polaków na toczącą się na Ukrainie wojnę. Należymy przecież do sytego i bezpiecznego – w ramach natowskich gwarancji – Zachodu, do którego wyniszczana przez wojnę Ukraina dopiero aspiruje. Dlaczego więc Polacy boją się i Rosji i wojny z nią? Odpowiedź jest prosta: bo ich strach podsyca władza oraz powiązane z nimi środowiska opiniotwórcze i media. Straszą nas, bo przestraszonymi łatwiej rządzić i bez skrupułów wydawać ich podatki na nieprzemyślane zbrojenia. Nieustannie więc słyszymy o atakujących nas ze strony Rosji dronach, rakietach, podpalających nasz kraj dywersantach, planowanych akcjach terroru i oczywiście niemal codziennych cyberatakach. Wszystkie te  wrogie działanie przedstawiane są jako rosyjskie, nawet wtedy, gdy są dowody na ich ukraińskie pochodzenie. Mamy więc do czynienia z nową wersją komunistycznej propagandy, opartej na kłamstwie i instrumencie strachu. Ta nowa wersja dyscyplinującej społeczeństwo propagandy nie jest jednak polskim wymysłem.

Geopolityczny terror

Polscy decydenci stali się jedynie sługami geopolitycznych liderów Zachodu z każdym prezydentem USA na czele. Specjalnością tych drugich jest bowiem sianie strachu globalnego przed ich hegemoniczną rolą i ”nieprzezwyciężoną potęgą”, których świadectwem miały być amerykańskie działania wojenne na Bliskim Wschodzie oraz wsparcie dla Ukrainy. I w jednym i drugim przypadku „nieprzezwyciężona potęga” wspiera reżimy nazistowskie: ukraiński neo-banderyzm oraz izraelski syjonizm. Czy dlatego Ameryka patronowała narodzinom rusofobii – największej w Polsce – aby Zachód uwierzył w zagrożenie większe od tych dwóch nazistowskich reżimów? Polityka Waszyngtonu ostatnich lat na to właśnie wskazuje. Zgodnie z jej opcją zagrożeniem dla Europy i świata jest Rosja. Nie są nim rosnące coraz bardziej w siłę – wspierane przez USA – wymienione nazizmy. Mamy się bać Rosji i zbroić do wojny z nią, natomiast nazizmy wspierać.

Nie bez znaczenia jest w tym wypadku wsparcie dla Ukrainy i Izraela, jakie okazują panującym w nich reżimom Niemcy, gdzie słyszymy już pogłos nazistowski w wypowiedziach niektórych polityków AFD.  Władze niemieckie wzięły do serca amerykańskie wezwania – i niestety, polskie – do zwiększenia nakładów na zbrojenia i postanowiły uczynić swoją armię największą potęgą w Europie. Jeśli więc reżim ukraiński przetrwa, a Niemcy osiągną zamierzony cel – realnym zagrożeniem dla Polski będzie  nie Rosja, lecz sojusz ukraińsko-niemiecki, budowany na programie  technofaszystów z Palantir Technologies – największej z istniejących cyfrowej korporacji. Jej szefowie – Alex Karp i Peter Thiel (na zdjęciu) głoszą otwarcie budowę nowego porządku świata w oparciu o sztuczną inteligencję i siłę militarną. Jednocześnie wzywają, aby przezwyciężyć „przymusowy pacyfizm” Niemiec i Japonii narzucony im jako przegranym w II wojnie światowej. Jakby tego było mało amerykański prezydent hasłu swej obecnej kadencji America First usiłuje nadawać metafizyczny wymiar, mówiąc o jej globalnej misji i wybraniu przez Opatrzność.

Owa „misja” budzi jednak niedowierzanie i osłabia budzony przez Amerykę strach przed Rosją. Irańska wersja owej „misji” uświadamia nam, że wprawdzie normalizacja – legalizacja – kłamstwa propagandowego osiągnęła na Zachodzie apogeum, nie zdelegalizowała jednak prawdy, która zawsze znajdzie swych obrońców. Misyjny wizerunek USA, które – jak zapowiadał prezydent Trump – miały zetrzeć z powierzchni ziemi Iran w imię zaprowadzenia „sprawiedliwości” na Bliskim Wschodzie – legł w gruzach. Iran nie przestraszył się tej dziejowej misji Ameryki i stawił jej opór, dając przykład jak walczyć nie tylko z  jej przewagą militarną, ale również kłamstwem propagandowy. Strachy na Iran okazały się straszydłami.

Strach, jakim Trump chciał złamać ten starożytny naród, nie jest bowiem strachem  metafizycznym, opisanym m.in. przez Sorena Kierkegaarda w traktacie Choroba na śmierć czy w pracy Maxa Schelera  Cierpienie. śmierć, dalsze życie. Taki strach zmusza bowiem do refleksji nad statusem naszego istnienia, nad naszymi powiązaniami ze źródłem wszelkiego bytu; pozwala zrozumieć istotę naszej ograniczoności, kruszy wszelkie samoubóstwienie.  Takim strachem, na szczęście, nie jest w stanie zarządzać żadna władza, żadne służby specjalne, żadna propaganda ani żaden Palantir. .

Ten strach, którym zarządzają atlantyści i globaliści kolektywnego Zachodu to w rzeczywistości strach nie o nas,  lecz o ich „tu i teraz’. O utrzymanie ich władzy nad nami i płynące z niej ich partykularne korzyści. To strach o zachowanie dobrze prosperującego ich feudalizmu intelektualnego, polegającego na utrzymywaniu naszych umysłów w zniewoleniu kłamstwami proamerykańskiej, probanderowskiej czy proizraelskiej propagandy, a jednocześnie narzucającego nam dehumanizującą nas rusofobię, która przekształca się w formę kolektywnego zachodniego nazizmu.

Cel zastraszania

Ideologowie i politycy kolektywnego Zachodu – atlantyści i globaliści z szyldem liberalizmu – poprzez zastraszanie społeczeństw osiągają cele nie tylko geopolityczne, ale również cywilizacyjno-kulturowe. Strach obywateli państw zachodnich stał się skutecznym środkiem ich ubezwłasnowolnienia w sferze idei i wartości. Przestraszeni ludzie widmem wojny z Rosją nie weryfikują narzucanych im przez propagandę scenariuszy tej wojny i godzą się na niespotykany w historii wyścig zbrojeń z ich podatków. Nie biorą odpowiedzialności ani za te scenariusze, ani za ten wyścig. Obywatele Zachodu przekształceni zostali bowiem przez instrument strachu w infantylne osoby, za których los odpowiedzialność biorą władze realizujące plany dyskredytującego się na naszych oczach trans-atlantyzmu i globalnego liberalizmu.

Te władze zapominają o jednym: człowiek zdolny jest nie tylko do przezwyciężenia strachu w aktach odwagi, ale również do heroizmu, w którym swoje „tu i teraz” poświęca w imię tego, co je przewyższa.  Zapominają, że zawsze wśród nas – śmiertelników – znajdą się ci, których niezwykle trudno przestraszyć. W każdym pokoleniu i w każdym czasie pojawiają się nieustraszeni, którzy nie tylko obnażają prawdę o istocie zastraszającego nas mechanizmu, ale  również potrafią wskazać sposoby przeciwdziałania tym, którzy nim zarządzają – politykom, finansjerze, mediom.

Antropologia komunistyczna miała wybitnie negatywny i zarazem utopijny charakter. Wysunęła koncepcję człowieka odciętego od Transcendencji, jednowymiarowego, słabego, niezdolnego do przekraczania swych ograniczeń i do takiej wolności, której nieodłącznym atrybutem jest odpowiedzialność. Wysunęła koncepcję włączającą w jego ukształtowanie instrument strachu. Ten eksperyment antropologiczny nie powiódł się.

W ludziach dawnego bloku socjalistycznego zwyciężyła tęsknota za Transcendencją, pragnienie wolności i wola ponoszenia za jej skutki odpowiedzialności. Takie są bowiem atrybuty naszego człowieczeństwa. Taką lekcję antropologii przechodziliśmy w niedawnej przeszłości. Płynie z niej jeden prawidłowy wniosek: wszelkie próby ponowienia we współczesnej wersji koncepcji nowego człowieka – z wykorzystaniem instrumentu strachu i pomocą najnowszych technologii, sztucznej inteligencji i wszelkich służb – skazane są również na fiasko.

prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Przemysł strachu. „Ósmego, o 9-25 wybuchnie WOJNA”!

Przemysł strachu

Aktualnie straszy się wojną z Rosją. Do wojny tej dąży za wszelką cenę Zachód. Najchętniej rękoma żołnierzy z krajów sąsiadujących z Rosją.

Ostrzeszów 1.4.2024 r.

Prezydent i premier Polski postanowili rozpocząć proces wystąpienia Polski z NATO! Taka rewelacja doskonale współgra z dzisiejszą primaaprilisową datą. Pomarzyć wolno każdemu.

Czy Wam też się kojarzy z pewnym włoskim dyktatorem z ubiegłego wieku?

Produkcja strachu na skalę przemysłową – z tym mamy od kilku lat do czynienia. Czym można nas straszyć, to wiemy. Może to być groźba nadejścia epoki lodowcowej, by pół wieku później grozić wysokimi temperaturami, które nas usmażą na Ziemi jak na patelni. Można straszyć wirusem, pomimo że nigdy nie przedstawiono dowodów na istnienie takowych pół żywych pół martwych związków chemicznych. Aktualnie modna jest wojna nuklearna – kolejny produkt z fabryki strachu.

Dlaczego nie pozwalam zastraszyć się mediom? Ponieważ mam dobrą pamięć.

1960 – za 10 lat skończą się zasoby ropy!
1970 – za dziesięć lat zapanuje na Ziemi epoka lodowcowa.
1980 – za 10 lat wszystkie plony na Ziemi zostaną zniszczone przez kwaśne deszcze.
1990 – za 10 lat przestanie istnieć ochronna strefa ozonowa!
2000 – koniec z czapami polarnymi za 10 lat.
2001 – terroryści zabiją nas wszystkich!
2002 – wirus zachodniego Nilu zabije nas wszystkich!
2003 – SARS zabije nas wszystkich!
2004 – zginiemy wszyscy z powodu tsunami!
2005 – ptasia grypa zabije nas wszystkich!
2006 – E. Coli zabije nas wszystkich!
2008 – zabije nas kryzys finansowy!
2009 – zabije nas świńska grypa!
2010 – ropa w morzu nas zabije!
2011 – wszyscy zginiemy przez EHEC (znowu Escherichia coli)!
2012 – koniec kalendarza Majów – wszyscy zginiemy!
2013 – Północna Korea rozpęta trzecią wojnę światową!
2014 – Ebola zabije nas wszystkich!
2015 – ISIS zabije nas wszystkich!
2016 – Zika zabije nas wszystkich!
2017 – Donald Trump rozpęta trzecią wojnę światową!
2018 – ocieplenie Ziemi zabije nas wszystkich!
2019 – CO2 zabije nas wszystkich!
2020 – Corona zabije nas wszystkich!
2021 – mutanty wirusa nas wszystkich zabiją!
2022 – Zmiany klimatu zabiją nas wszystkich!
2023 – Putin zabije nas wszystkich!
2024 – choroba X nas wszystkich zabije!

W zasadzie powinienem to przedstawić w formie cytatu, gdyż są to nagłówki artykułów z mainstreamowej prasy. Nie bałem się jako dziecko, że zabraknie ropy, gdyż była dla mnie zbyt abstrakcyjnym pojęciem. Epoka lodowcowa to przecież fascynująca przygoda! Te zabawy na śniegu i lodzie! Nie znalazłem wśród tych straszaków niczego, co mogłoby być naprawdę groźne. Tu pewnie oburzą się kowidowcy: przecież były śmiertelne przypadki. Owszem, ale grypa zabijała także w poprzednich latach i nie tworzono masowej histerii.

Aktualnie straszy się wojną z Rosją. Do wojny tej dąży za wszelką cenę Zachód. Najchętniej rękoma żołnierzy z krajów sąsiadujących z Rosją. Skoro ta wojna nie leży w interesie Rosji, bombarduje się nas propagandą wojenną, zrzucając przy tym winę na Putina. Wystarczy jakaś prowokacja w stylu napadu na radiostację w Gliwicach i wojna będzie. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Wojna jest najgorszą opcją w stosunkach między narodami. Także wtedy, gdy telewizja trąbi o rosyjskich „zbrodniach” na Ukrainie.

Autor artykułu Marek Wójcik
Opublikowany 1.4.2024 r. na world-scam.com

Zadziwiające niepowodzenia arktycznych proroctw Ala Gore’a

Źródło: https://cornwallalliance.org/2018/08/the-astonishing-failures-of-al-gores-arctic-prophecies/

W swoim  przemówieniu z okazji wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku  Al Gore  stwierdził  , że „istnieje 75% szans, że cała polarna czapa lodowa stopi się latem w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat”.

Cóż, minęło jedenaście lat, a lód Arktyki ma się dobrze.

Dlaczego politycy tacy jak Gore formułują rażąco fałszywe twierdzenia?

Pokrywa lodowa Arktyki stała się przedmiotem debaty na temat zmian klimatycznych. Do tego stopnia, że ​​zarówno alarmiści, jak i sceptycy zmian klimatycznych często mylili się, opierając się wyłącznie na Arktyce w swojej ocenie zmian klimatycznych.

Tak, Arktyka jest ważnym wskaźnikiem zachowania globalnego klimatu. Ale to tylko część większej i znacznie bardziej złożonej układanki klimatycznej. Klimat jest zależny od wielu czynników, z których każdy ma różny wpływ i reakcję ze strony systemu klimatycznego Ziemi.

Żaden czołowy klimatolog (z wyjątkiem samotnego  głosu Wiesława Masłowskiego ) nie odważył się wysunąć w swoich czasopismach akademickich tych samych dziwacznych twierdzeń, co Gore w swoim przemówieniu noblowskim, przynajmniej nie w oparciu o dostępne wówczas dane dotyczące objętości lodu Arktyki. I dobrze, że tak się nie stało.

Twierdzenia Gore’a okazały się  błędne w tym samym roku, w którym je sformułował : lód Arktyki wzrósł do najwyższego poziomu od dwóch lat. W roku 2014, będącym faktycznym rokiem zagłady przepowiedzianym przez Ala Gore’a, jego twierdzenia  ponownie okazały się fałszywe .

Dziesięć lat później jego twierdzenia są nadal błędne. Rzeczywiście, coroczne  dane dotyczące  masy lodu w Arktyce pokazują, że pokrywa lodowa w Arktyce nie zmniejsza się w tempie, o jakim twierdził Gore lub inni alarmiści klimatyczni.

W zeszłym tygodniu objętość lodu w Arktyce osiągnęła trzeci najwyższy poziom od 16 lat, poprzednio w latach 2004 i 2014. Dokładniejsza  analiza danych  dotyczących objętości lodu w Arktyce w ciągu tych 16 lat nie wskazuje na gwałtowny spadek. Raczej wykazuje cykliczny wzór zmian.

Oscylacyjna cykliczna zmiana objętości lodu Arktyki pomimo stałego wzrostu poziomu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze sugeruje, że poziom stężenia dwutlenku węgla w naszej atmosferze nie wpływa bezpośrednio na objętość lodu Arktyki.

Jeśli uważasz, że 16 lat to za mało, aby ocenić topnienie Arktyki, zdziwisz się, widząc długoterminowy trend.

Objętość lodu Arktyki jest obecnie najwyższa  od 11 700 lat , z wyjątkiem małej epoki lodowcowej (w XVI i XVII w.), w której ilość lodu była znacznie większa.

We wszystkich pozostałych stuleciach objętość lodu Arktyki była mniejsza. Dzieje się tak pomimo faktu, że od XVIII wieku znajdujemy się w fazie ocieplenia, a od zakończenia małej epoki lodowcowej lody Arktyki nadal topnieją.

Ale dlaczego Gore wysuwał tak nierealistyczne twierdzenia na swoim najlepszym etapie?

Po pierwsze, jest politykiem, a nie naukowcem. Nie oznacza to, że nie może formułować słusznych twierdzeń na temat stanu Arktyki, ale oznacza, że ​​jest podatny na błędy. Po drugie, w swoim przypadku wysunął manipulacyjne twierdzenia na temat Arktyki w oparciu o jedną probabilistyczną teorię prognozy  zamaskowaną jako prawda naukowa .

Było oczywiste, że Gore wyolbrzymił istniejące zjawisko naturalne (nieznaczny wzrost globalnych temperatur), aby postawić hipotezę, która pasowałaby i wspierała jego narrację o alarmizmie klimatycznym.

Dodaj do tego mieszankę fałszywych liczb na temat śmierci niedźwiedzi polarnych i wody morskiej zalewającej nadmorskie miasta, a otrzymasz doskonały przepis na alarm klimatyczny.

 Jak widać w ostatnim czasie,  wyolbrzymianie  topniejącej Arktyki może wywołać strach  w umysłach opinii publicznej. Ta panika związana z upadającym światem daje panikarsom takim jak Gore doskonałą platformę do narzucenia restrykcyjnej polityki energetycznej, która ogranicza działanie tradycyjnych  źródeł energii emitujących dwutlenek węgla,  takich jak węgiel i ropa naftowa – i faworyzuje niskoemisyjne technologie „odnawialne”, w które Gore poczynił duże inwestycje jak słońce i wiatr.

Wygląda więc na to, że program Gore’a w rzeczywistości dotyczy wojny z przemysłem węglowym i naftowym, który konkuruje z jego przemysłem, a nie ratowania Arktyki przed jej wyimaginowanym topnieniem.

W swoim filmie z 2007 roku Gore przewidział także upadek populacji niedźwiedzi polarnych w Arktyce. Obalenie tego twierdzenia nie zajęło ekspertom zbyt wiele czasu  . Jak wynika z licznych badań przeprowadzonych w tym regionie, populacja niedźwiedzia polarnego w regionach arktycznych utrzymuje się na stabilnym poziomie   .

W ostatnich czasach Gore trzymał się z daleka od swoich przepowiedni dotyczących topnienia lodu i wyludnienia niedźwiedzi polarnych, ponieważ były to stare sztuczki, a próba czasu udowodniła, że ​​były błędne.

W rezultacie w jego najnowszym filmie An Inconvenient Sequel: Truth to Power, którego premiera miała miejsce w 2017 roku,  nie było zbyt wielu twierdzeń na temat niedźwiedzi polarnych i arktycznych . Film jednak  pozostał wierny swojej reputacji dzięki rozpowszechnianiu kolejnych fałszywych twierdzeń  na temat stanu naszej planety i jej ekosystemu.

Jako sceptyk czekam na kolejne proroctwo Gore’a. Może o pingwinach? Tylko prorok wie! Tymczasem naprawdę cieszę się ze stanu zdrowia Arktyki.

Artykuł pierwotnie opublikowany na Barbwire.com.

Wyróżnione zdjęcie dzięki uprzejmości (CC) JD Lasica, socialmedia.biz.

Komentarz: Gore to bezczelny mizantrop, marzący o depopulacji i o zamianie ludzi w niewolników pod pretekstem ratowania planety. Jego brednie wspaniale wpisują się w tezy raportu z Żelaznej Góry o zarządzaniu strachem.