Ruch charyzmatyczny jako odrodzenie średniowiecznej herezji Joachima z Fiore

Ruch charyzmatyczny jako odrodzenie średniowiecznej herezji Joachima z Fiore

Michał Krajski 4.07.2018. [z mojego Archiwum MD]

Jacek Schmidt, uczestnik i późniejszy historyk i krytyk „odnowy charyzmatycznej” w Polsce, zauważa, że prowadzi ona do tworzenia Kościoła Ducha, nowego uniwersalnego „kościoła” ponad wyznaniami i denominacjami, który będąc traktowany jako duchowy ekumenizm, jest tak naprawdę nawiązaniem do herezji Joachima z Fiore[1].

Jest to niezwykle interesująca uwaga, tym bardziej, że pochodzi od osoby, która była wcześniej zaangażowana w ten ruch. Joachim z Fiore był cysterskim mnichem, który żył w XII w. Jego nauki zostały potępione i przyczyniły się do powstania gnostyckich sekt XIII w. do których nawiązywali protestanccy reformatorzy.

Najsłynniejszą ideą Joachima był trójpodział dziejów na okres Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. W ramach tej historiozofii wyjaśniał, że w okresie Boga Ojca, który trwał od Abrahama do Odkupienia, obowiązywało prawo, Stary Testament, służba i wiedza, a lud wybrany skupiony był na synagodze. Następnie nastał okres Syna Bożego, który był czasem Ewangelii, Nowego Testamentu, łaski, wiary i mądrości. Miał trwać 42 pokolenia (tyle samo, co od Abraham do Chrystusa), a lud wybrany zgromadził się w Kościele.

Następnie miał przyjść okres Ducha Świętego, który miał się rozpocząć jeszcze za czasów Joachima. Czas ten miał się charakteryzować pełną wolnością, kiedy wybrani będą żyć tylko potrzebami ducha, zniknie obecny Kościół wraz z klerykalnymi instytucjami i sakramentalnymi formami i zapanuje kościół duchowy, złożony z ludzi duchowych, świętych, którzy zastąpią biskupów, obecne obrzędy nie będą już potrzebne, nastanie swoboda kultu, a człowiekowi zostanie objawiona Ewangelia Wieczna, niespisana, która ma charakter duchowy i zostanie wyryta w ludzkich sercach.

Znamienne, że w XX w. studia nad myślą Joachima niezwykle się rozwinęły. W 1982 r. powstało Międzynarodowe Centrum Studiów nad Joachimem z Fiore (Centro Intemazionale di Studi Gioachimiti) z siedzibę w San Giovanni in Fiore (Kalabria). Co pięć lat organizowane są Międzynarodowe Kongresy poświęcone jego myśli. Instytuty badawcze z całej Europy organizują w różnych krajach specjalistyczne seminaria (w 1990 w Berlinie, w 1991 w Bad Homburg, w 1992 w San Giovanni in Fiore, w 1993 w Pradze, w 1996 po raz drugi w San Giovanni in Fiore i w 1998 w Paryżu).

Słusznie Jan Grzeszczak zauważa: „Wydaje się, że właściwym kluczem do zrozumienia zjawiska wzrostu zainteresowania opatem z Fiore, jest uświadomienie sobie przez środowiska naukowe istotnego wpływu Joachima na europejską kulturę. Ten proces, zainicjowany na początku XX wieku przez autorów takich jak H. Grundmann, doprowadził dzisiaj do powstania swego rodzaju wspólnoty kompetentnych badaczy i miłośników Joachima z Fiore, którzy poprzez prowadzone badania, często o charakterze interdyscyplinarnym, i uczestnictwo w zakrojonych na szeroką skalę projektach, przyczyniają się do prowadzonej w fachowy sposób popularyzacji duchowego dziedzictwa tego odległego czasowo, ale bliskiego nam kulturowo autora”[2].

Jan Grzeszczak zwrócił także uwagę na to, że Johann Valentin Andrea, a więc postać kojarzona z powstaniem Różokrzyża, powoływał się na Joahima z Fiore[3].

Badania na ten temat podjęli zarówno katoliccy jak i protestanccy teolodzy. Przykładowo po stronie katolickiej byli to Henry de Lubac i Hans Urs von Balthasar, a po stronie protestanckiej Jürgen Moltmann, który tę myśl przejął i rozwijał. Lubac napisał na temat tego średniowiecznego autora opracowanie złożone z dwóch tomów. Chociaż krytykował go, to jednak był pod jego wielkim wrażeniem, skoro napisał: „Stopniowo odkrywałem jednak wielkość jego wpływu i dziwiłem się tym bardziej temu, że historycy teologii przywiązywali do niego tak niewiele uwagi”[4].

Lubac ma rację, kiedy twierdzi, że myśl Joachima legła u podstaw wielkiego procesu sekularyzacji chrześcijaństwa, gdzie punktem kulminacyjnym był Hegel, niemiecki romantyzm oraz utopijne i rewolucyjne mesjanizmy. Trzeba tylko dodać, że chodzi tu więc o protestanckie, a tak naprawdę różokrzyżowe i masońskie poglądy[5].

Warto wiedzieć, że podobne poglądy do Joachima z Fiore głosiło wielu innych fałszywych mistyków w XIII i XIV w. Na początku XIII w. działali choćby Amalryk z Bène i Ortlieb ze Strasburga, którzy wprost opowiadali się za panteizmem. W tym czasie powstało bądź rozwinęło się także wiele gnostyckich sekt takich, jak sekta katarów, albigensów, waldensów, begardów i beginek (choć ci ostatni tylko częściowo ulegli herezji i jako ruch zostali później zrehabilitowani). Sobór w Vienne w dekrecie Ad nostrum z 1312 r. potępił je wszystkie pod wspólną nazwą „herezji wolnego Ducha”. Pojawiły się w nim wręcz słowa, że istnieje coś takiego, jak „Bractwo Wolnego Ducha”, groźna sekta walcząca z Kościołem katolickim.

Historycy mają wątpliwości, czy działała taka zorganizowana grupa. Nie ma to jednak znaczenia, bo ważniejsze jest to, że w tym czasie pojawili się w chrześcijańskiej Europie panteiści, a więc poganie, działający w pojedynkę lub w małych kręgach, którzy twierdzili, że są prawdziwymi chrześcijanami. To ich postulaty podjął Jan Wiklef a następnie Jan Hus, Luter, Kalwin i inni.

Analizując fenomen pentekostalizmu widać, że w jego ramach głosi się to samo, czego nauczał Joachim i mu podobni. Pentekostalizm, a później „katolicki ruch charyzmatyczny” wiązał się z przebudzeniem mistycznym, które miało miejsce w Kościele także w XIII i XIV w. (jak wiemy skończyło się to tragicznie – reformacją i utratą wiary katolickiej przez całe narody). Początek tego ruchu datuje się na 31 grudnia 1901 r., kiedy to pastor metodystyczny Charles F. Parham modlił się z grupą ludzi w prowadzonej przez siebie szkole biblijnej Bethel Bible w Topeka. Wówczas Agnes Ozman, jedna z uczennic, po modlitwie z włożeniem rąk zaczęła mówić innymi językami. Ważną datą jest także 6 kwietnia 1906 r., kiedy to przy Azusa Street 312, w Los Angeles, miało dojść do Nowej Pięćdziesiątnicy, kiedy to uczestnicy przeżyli „chrzest w Duchu”. Tam z kolei działał Wiliam Joseph Seymour, uczeń Parhama, założyciel wspólnoty charyzmatycznej, która stała się tak sławna, że Seymour zyskał przydomek „ojca ruchu zielonoświątkowego”.

John L. Sherrill, słynny pisarz amerykański, którego opracowania są zaliczane do klasyki ruchu charyzmatycznego, w sposób niezwykle znamienny opisał ten ruch. Przywołał bowiem słowa dr. Henrego Pitneya van Dusena, ówczesnego prezydenta Union Theological Seminary w Nowym Yorku, który powiedział: „Czuję, że ruch zielonoświątkowy z tym wielkim naciskiem na Ducha Świętego nie jest zaledwie kolejnym ożywieniem religijnym. Jest to rewolucja, którą można porównać do powstania pierwotnego Kościoła apostolskiego i do reformacji protestanckiej[6].

Następnie Sherril podkreślił, że Dusen sądził nawet, że nie można porównywać tego ruchu do głównych wyznań protestanckich, jak prezbiterianizm czy metodyzm. Jest to bowiem coś więcej, co zestawić można najwyżej z katolicyzmem i prawosławiem[7].

Nie są to wcale uwagi „na wyrost”, głoszone przez entuzjastę nowych idei. Żeby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na historię protestantyzmu. Od czasów reformacji przybierał on przeróżne formy. Od początku podzielił się na dwie wielkie gałęzie luteranizmu i kalwinizmu, z których następnie wykluwało się wiele odłamów i sekt. Liczba protestanckich zborów rosła w tempie niespotykanym. Liczyć je należy w dziesiątkach tysięcy, choć oczywiście wśród nich wymienia się kilka głównych gałęzi. Oceniając pentekostalizm trudno jednak widzieć w nim tylko jeszcze jedną z wielu sekt czy denominacji.

Ze względu na problem zaklasyfikowania go do jakiejkolwiek istniejącej gałęzi, mówi się o nim jako o nowym ruchu protestanckim, który sam skupia tysiące zborów. Do pewnego czasu można go było zresztą tak postrzegać. Przez lata zielonoświątkowcy byli bowiem nieakceptowani przez innych protestantów i traktowani jako przedstawiciele nowej sekty. Nie chciano z nimi rozmawiać, ani tym bardziej się nimi inspirować. Kiedy tylko pojawiał się ktoś, w łonie jakiegoś zboru, kto mówił o charyzmatach, wyrzucano go. Zielonoświątkowcy w reakcji na to, zakładali własne zbory i stanowili faktycznie kolejną, wyizolowaną gałąź, jak luteranie i kalwini (nawet wtedy jednak traktowali swoje wspólnoty raczej jako „parafie” światowego kościoła, niż odrębne „kościoły”).

Kiedy zauważono jednak, że tradycyjne denominacje w bardzo szybkim tempie tracą wyznawców, a pentekostalizm przeciwnie, zyskuje błyskawicznie zwolenników, doszło do zjawiska, które Sherrill nazwał „padaniem murów”. Polegało ono na tym, że coraz więcej klasycznych zborów protestanckich otwierało się na duchowość właściwą zielonoświątkowcom. W ten sposób następowała pentekostalizacja większości odłamów protestanckich. Zaczęło się to w latach 50-tych i było związane z tzw. II falą pentekostalizmu, którą wyróżniało jeszcze większe kładzenie nacisku na nadprzyrodzone dary i modlitwy o uzdrowienie[8].

Nie sposób dojrzeć podobnego zjawiska „luteranizacji”, czy „kalwinizacji”. Wynika to zaś z tego, że od początku zielonoświątkowcy nie traktowali siebie jako oddzielnej denominacji, ale jako ruch ponad denominacyjny. Na ich spotkaniach nie tylko mile widziani byli przedstawiciele wszystkich historycznych zborów protestanckich, ale co więcej nie starano się ich nawet nawracać. Chodziło bowiem jedynie o wspólne doświadczenie Ducha Świętego[9].

Uwaga Dusena, że pentekostalizm można zestawić najwyżej z katolicyzmem czy prawosławiem może wprowadzać w błąd, bo sugeruje, że jest to jedno z kilku wyznań chrześcijańskich, w jakiś sposób opozycyjne wobec nich. Tymczasem na spotkaniach Ruchu pojawiali się już na początku XX w. katolicy i prawosławni, których również nie namawiano na zmianę wyznania[10].

Z opowieści Sherrilla wynika, że już pierwsi zielonoświątkowcy traktowali swój ruch nawet jako ponad chrześcijański, który może przyjąć się w innych religiach. Widać to na przykładzie przywołanego przez niego Żyda, który przekonując się do pentekostalizmu, stwierdził: „Bóg przemówił do mnie jako do Żyda i jako do chrześcijanina. Nie ma różnicy. W Jezusie Chrystusie znikają wszelkie podziały”[11]. Dowodzi tego także przenikanie charyzmatyzmu do islamu, w którym powstaje coraz więcej grup podobnych do zielonoświątkowych.

Charakter ruchu zielonoświątkowego świadczy o tym, że ma on na celu przede wszystkim dokonanie rewolucji duchowej w chrześcijaństwie, we wszystkich denominacjach i wyznaniach. Jego rozwój prowadzi do ich upadku bądź całkowitej transformacji. Jest przy tym niezwykle skuteczny. Najliczniejszą grupą protestantów na świecie już dzisiaj są bowiem zielonoświątkowcy, chociaż istnieją zaledwie sto lat. Jest ich bowiem ok. 584 milionów[12], kiedy luteranów jest zaledwie ok. 70 milionów[13].

Jednocześnie postępuje proces „pentekostalizacji” Kościoła katolickiego, który najszybciej dokonuje się w Ameryce Południowej i w Afryce. Już teraz 71% katolików w Panamie deklaruje się jako „charyzmatyczni chrześcijanie”. W Brazylii jest to 58%, a w Hondurasie 55%[14].

Określenie „zielonoświątkowy” odnosi się do Pięćdziesiątnicy, do Zesłania Ducha Świętego. Zielonoświątkowcy uważają wprost, że tworzą Kościół Ducha. W ich pismach można znaleźć uwagi, że przez wieki chrześcijanie ignorowali obecność Ducha Świętego i dopiero oni odkryli Go na nowo. Po epoce Ojca i Syna nastał teraz czas Ducha Świętego.

Nie sposób nie widzieć tutaj koncepcji Joachima z Fiore. Trudno byłoby jednak przypuszczać, że amerykańscy kaznodzieje z XX w. znali myśl cysterskiego mnicha z XII w. Musieli ją od kogoś zapośredniczyć. Dokonać to się mogło dzięki różokrzyżowcom (masonom), którzy czerpiąc z gnozy Joachima, inspirowali protestantyzm, a następnie robili wszystko by stał się on jedynie etapem do stworzenia ezoterycznego chrześcijaństwa przyszłości.

W książce „Luter i różokrzyżowcy” w oparciu o wiele faktów pokazałem, że tak faktycznie było. Ruch Zielonoświątkowy jest właśnie realizacją ich zamierzeń, jest Kościołem Ducha, ezoterycznym chrześcijaństwem przyszłości.

[1] J. Schmidt poświęcił temu tematowi nawet cykl tekstów na blogu „Kościół Ducha – wprowadzenie, cechy odnowy charyzmatycznej”, źródło: http://www.fronda.pl/blogi/tylko-prawda-jest-ciekawa/kosciol-ducha-wprowadzenie-cechy-odnowy-charyzmatycznej,41299.html

[2] J. Grzeszczak, Współczesne badania nad Joachimem z Fiore, Poznańskie Studia Teologiczne, t. IX, 288.

[3] Tamże, 284.

[4] H. de Lubac, Mémoire sur l’occasion de mes écrits, Paris 1992, s. 159n.

[5] Ks. C. Naumowicz, Powab joachimizmu. Interpretacja myśli Joachima z Fiore we współczesnej teologii, Teologia w Polsce 3,2 (2009), 295-296.

[6] J. L. Sherrill, Oni mówią innymi językami, tł. B. Olechnowicz, Gorzów Wielkopolski 2015, 33.

[7] Tamże.

[8] Tamże, 55.

[9] Tamże, 33.

[10] Tamże.

[11] Tamże, 99.

[12] 279 milionów „tradycyjnych” zielonoświątkowców i 305 milionów członków charyzmatycznych „kościołów”. Dane na 2011 r. wynikające z raportu PewResearchCenter, The Pew Forum On Religion & Public Life, Global Christianity, A Report on the Size and Distribution of the World’s Christian Population, źródło: http://www.pewforum.org/files/2011/12/Christianity-fullreport-web.pdf.

[13] Dane na 2005 r., źródło:

http://www.luteranie.pl/o_kosciele/informacje_o_kosciele/statystyka_luteranie_na_swiecie.html.

[14] Raport PewResearchCenter z 2014 r., źródło: http://www.pewforum.org/2014/11/13/chapter-4-pentecostalism/.

Przeciwko „ewolucji Kościoła”. W takiej wizji Bóg nie istnieje…

Przeciwko „ewolucji Kościoła”. W takiej wizji Bóg nie istnieje…

przeciwko-ewolucji-kosciola

Marcin Zieliński w emocjonalnym uniesieniu / Fot. YouTube

Wizja Kościoła jaką reprezentuje papież Franciszek, przedstawia nieustanny progres, swoistą ewolucję natury religii katolickiej. Franciszek w przesłaniu na Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie mówi, żeby być poetami, tworzyć coś nowego! „Bardzo piękna” interpretacja wiary, niestety nie jest ona katolicka. Papież wyraźnie pogardza tym, co stare w Kościele, a wywyższa to co nowe. W takiej wizji Bóg nie istnieje, ponieważ dopiero staje się i będzie istnieć za parę lat, być może po Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie.

Bóg „Jest tym, który jest”, to podstawowy przymiot Boga. Bóg po prostu jest! Kościół jest!

Te piękne prawdy podkreślają wartość bytu samego w sobie. Byt stoi nieskończenie wyżej od procesu, ponieważ proces nie może zaistnieć bez bytu, a byt istnieje bez procesu.

Te podstawy religijne, które jeszcze sto lat temu znały dzieci z podstawówki, umknęły całkowicie wielkim filozofom i teologom w Watykanie. Można by się z tego śmiać, gdyby nie było to straszne, ponieważ polityka papieża Franciszka prowadzi wprost do unicestwienia wiary katolickiej. Sakramenty i dogmaty nie mogą być płynne, ponieważ ich cechą nadaną przez Boga jest niezmienność. Papież i Kościół instytucjonalny istnieją w zasadzie tylko i wyłącznie po to, żeby bronić tych darów danych przez Pana Jezusa, o które ten się upomni na końcu czasów. Powoływanie się na posłuszeństwo nie za wiele pomoże, kiedy Bóg nie zastanie swojego Ciała na Mszy Świętej, a skaczących katolików na spotkaniu „ChwałuMu” z Marcinem Zielińskim. To nie są żarty. Nie należy obawiać się tej prawdy, ponieważ ta jest niezniszczalna.

Przyczyną herezji modernizmu, do której zalicza się ewolucjonizm, jest działalność wywrotowa zinfiltrowanego zakonu jezuitów, który kiedyś niósł sztandar Chrystusa w pierwszym szeregu. Człowiek może się zmienić, ale jego natura nie, ponieważ została ona nam dana z góry od Boga. Jak to możliwe? Nasza natura jest wolna, możemy zaprzeczyć samemu sobie i nie uznać swojej natury. Można ją odrzucić. Do tego namawia nas modernizm.

Odpowiedzią na to jest modlitwa, różaniec święty, dążenie do wewnętrznej doskonałości duchowej, spalenie swoich wad w blasku krzyża, nieustanna kontemplacja Boga, zdrowa mistyka katolicka. To są rzeczy w zasięgu ręku. Polecam wszystkim dzieło „Trzy okresy życia wewnętrznego” Reginalda Garrigou-Lagrange OP.

Odpowiedzią na pychę ewolucji jest pokora modlitwy. Reakcją na fałszywe posłuszeństwo jest święta prawda. Odpowiedzią na atak jest zaakceptowanie woli Boga, która daje nam wolność.