Takie będą Rzeczypospolite…

Takie będą Rzeczypospolite

Izabela BRODACKA

Lewica ustami pani minister oświaty oprócz nieustannych czczych obietnic podwyższenia płac nauczycieli wprowadza wiele kolejnych zmian w systemie oświatowym. Zaczęło się od likwidacji prac domowych. Ta zasada wpisuje się w trwający od wielu lat program kokietowania nieletnich. W niższych klasach od dawna zamiast ocen rysowało się uśmiechnięte lub smutne buźki, wiele szkól wprowadziło samoocenę uczniów nie rozumiejąc że realizują w ten sposób koncepcje wychowawcze niejakiego Makarenki.

Zapominając również o tym, że dzieci podobnie jak sportowcy chcą być oceniane. Niedawno zwolniono uczniów od prac domowych czyli od pracy własnej. Oczywiście projektodawcy zaplanowali obciążenie nauczycieli dodatkową pracą z uczniami w szkole. Jako wieloletni belfer z całą odpowiedzialnością stwierdzam – zadawanie prac domowych jest koniecznością, bo niezbędna jest praca własna uczniów. Moim uczniom zawsze tłumaczyłam.

Przeczytaj sobie podręcznik konnej jazdy, wszystko jest zrozumiałe, więc siądź na konia i wygraj Wielką Pardubicką albo nawet zwykłą gonitwę na Służewcu. Bez treningu nawet podczas przejażdżki rekreacyjnej w lesie spadniesz ze spokojnego konia na pierwszym zakręcie. Albo przeczytaj podręcznik narciarstwa – wszystko wydaje ci się jasne więc zjedź z Kasprowego. Albo przeczytaj podręcznik żeglarski i weź rumpel do ręki przy silnym wietrze. Prawie pewne, że wywrócisz łódkę. Teoria teorią ale operowanie łódką, samochodem czy skuteczne jeżdżenie konno lub na nartach wymaga wielu godzin własnej pracy, wielu godzin treningu. Specyficzna pamięć mięśniowa umożliwia unikanie przy uprawianiu tych dyscyplin podstawowych i groźnych w skutkach błędów.

Podobny efekt istnieje przy praktykowaniu na przykład matematyki. Zrozumienie tematu nie daje sprawności rachunkowej. Obecnie uczniowie, a nawet studenci, mają problemy z przekształcaniem wzorów, robią błędy przy sprowadzaniu wyrażeń wymiernych do wspólnego mianownika, mają kłopoty z jednostkami. Co gorsza w czasie lekcji nauczyciel najczęściej sam rozwiązuje zadania na tablicy, więc bez rozwiązywania zadań w domu uczeń nie ma szans na nabranie niezbędnej sprawności rachunkowej. Nauczyciele sami rozwiązują zadania przede wszystkim ze względu na przeładowanie programu. Wzywając do tablicy kolejnych słabych rachunkowo uczniów, oraz tracąc czas na komentowanie podstawowych błędów, które oni popełniają nauczyciel traci szanse na rozwiązanie wszystkich zadań, których rozwiązanie jest konieczne z punktu widzenia wymagań komisji egzaminacyjnej.

Oczywiście sama organizacja współczesnej szkoły pozostawia wiele do życzenia. Wśród uczniów popularne jest bliskie prawdy stwierdzenie: „kiepska szkoła nie uczy i nie wymaga, dobra szkoła nie uczy ale wymaga”. Stąd rozwinięty rynek korepetycyjny. Powszechny jest pogląd, że za większe pieniądze nauczyciele prywatnie uczą skutecznie dzieci i młodzież tego czego nie są w stanie czy nie chcą nauczyć ich w szkole. Stąd mylne przeświadczenie, że wystarczy nauczycielom dobrze zapłacić aby poziom szkoły poszybował w górę. Mylne, gdyż za czasów realnego socjalizmu nauczyciele byli jedną z najgorzej uposażonych grup społecznych, a poziom oświaty był relatywnie wyższy. Mówię tu o przedmiotach przyrodniczych i matematyce. Historia była oczywiście zakłamywana a literatura kastrowana.

Pisałam o tym wielokrotnie i wiem, że się powtarzam, ale to ważne. Jak pisałam w kilku poprzednich tekstach większość zadań ze zbioru zadań do matematyki dla klasy V-VI szkoły podstawowej Tadeusz Korczyca i Jerzy Nowakowskiego zdecydowanie przerasta możliwości maturzysty wybierającego obecnie maturę na poziomie podstawowym. Należy zadać sobie pytanie jak to się stało, że w ciągu ostatnich lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL? Za PRL istniał wśród uczniów kult olimpiad fizycznych i matematycznych.

Większość nazwisk wybitnych obecnie naukowców można odnaleźć na listach nagrodzonych w tych olimpiadach. Często byli to ludzie z małych ośrodków, którzy swój sukces zawdzięczali prawdziwemu talentowi i uczciwej pracy. Nauczyciele z oddaniem przygotowywali swoich uczniów do olimpiad. W liceum Żmichowskiej znanym, świetnym nauczycielem fizyki był pan Piotr Halfter organizator olimpiad fizycznych. Halfter- jak głosiła wieść gminna- nie był wcale fizykiem lecz matrosem. Nie wiem czy to prawda. Jego żona uczyła rosyjskiego. Nie bardzo się lubiliśmy bo były to zaciekłe komuchy, ale uczyli świetnie. Nasi przeciętni uczniowie, którzy wyjeżdżali za granicę, byli tam uważni niemal za geniuszy.

Poziom nauczania w Polsce był o wiele wyższy niż w szkołach publicznych we Francji czy w Stanach pomimo niskich zarobków nauczycieli. Nie oznacza to bynajmniej, że nie należy nauczycielom dobrze płacić. Oznacza tylko, że nie ma korelacji dodatniej pomiędzy wysokością pensji nauczyciela a poziomem oświaty. To jeden z tych mitów, podobnie fałszywych jak mit bonu oświatowego, który miał wprowadzić polską szkołę na wyżyny. Płacić trzeba dobrze, bon oświatowy można stosować, lecz wysoki poziom nauczania może zapewnić wyłącznie wysoki etos zawodowy nauczyciela i wytężona praca własna ucznia. Rezygnując z pracy własnej ucznia będziemy kształcić zbieraczy szparagów w Niemczech czy borówek w Norwegii.

Kolejne zarządzenia minister oświaty, która jak pamiętamy nie wie nawet kto budował obozy zagłady w Polsce, są zdecydowanie ideologiczne. Jest to ograniczenie wymiaru lekcji religii czy filozofii do jednej godziny tygodniowo oraz wprowadzenie przymusowej edukacji zdrowotnej w szkołach ponadpodstawowych oraz podstawowych od czwartej klasy.

Podobno obecnie w ONZ forsowany jest traktat, który miałby uznawać obronę życia, rodziny czy prawdy biologicznej za „ zbrodnię przeciwko ludzkości”. Nasza łacińska cywilizacja po prostu upada. [to nie ONA upada, to zbrodniarze chcą ją zabić. md]

Jak to pisał Verlaine:

„Jam Cesarstwo u schyłku wielkiego konania,
Które, patrząc, jak idą Barbarzyńce białe,
Układa akrostychy wytworne, niedbałe…

Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! — Cóż dalej?”