Trujące grzybki postępu

Izabela Brodacka

Zwolennicy postępu uważają, że rozwoju technologii oraz zmian generowanych przez ten rozwój w żaden sposób nie da się zatrzymać. Nie pomogą tu żadne argumenty społeczne ani moralne. Jeżeli udało się na przykład sklonować owcę nieuchronny jest dalszy rozwój prac w tej dziedzinie prowadzący do klonowania człowieka. Jeżeli powstała broń jądrowa nie ma sensu zabiegać o likwidację arsenałów tej broni i przeciwstawiać się jej użyciu choć powszechnie znana jest jej niszczycielska potęga realnie zagrażająca istnieniu ludzkości i naszej błękitnej planety. Faktycznie nic nie było w stanie powstrzymać rewolucji przemysłowej choć zmieniła ona radykalnie stosunki społeczne i zabrała pracę milionom ludzi. Nie powstrzymali jej luddyści niszczący krosna w Nottingham, Yorkshire czy Manchesterze ani nie powstrzymał bunt łódzkich tkaczy w 1861 roku. 

Współczesny neoluddyzm przejawia się niechęcią wobec eksplozji  techniki informatycznej. Nie ma jednak potrzeby karania przeciwników postępu informatycznego jak kiedyś luddystów, są nieliczni i wykruszają się sami. 

Jak donoszą agencje informacyjne (podaję za https://mlodytechnik.pl/technika/29551) – tysiące Szwedów wszczepiło sobie w ręce mikroczipy firmy BioHax wielkości ziarenka ryżu, które przechowują kody dostępu do różnych obiektów i pozwalają  na zakup biletów komunikacyjnych. Konduktorzy skanują ręce pasażerów po dokonaniu przez nich rezerwacji biletów online. Implanty te wykorzystują technologię Near Field Communication, stosowaną również w kartach kredytowych. Są „pasywne”, co oznacza, że przechowują dane, które mogą być odczytywane przez inne urządzenia, ale same nie mogą odczytywać informacji. Żaden ze stosowanych obecnie implantów przeznaczonych dla ludzi nie zawiera urządzeń namierzających, ale nie jest to przecież wykluczone w przyszłości. Dane umieszczone w nośnikach można bez trudu wykraść, skopiować  czy nawet zmodyfikować. Dlatego zdaniem ekspertów na wszczepianie do ciała ludzkiego chipów jest jeszcze za wcześnie. „Uprzedzenia” są zbyt silne, a obawy uzasadnione. 

Pierwszą osobą, której wszczepiono pod skórę chip RFID był w 1998 roku Kevin Warwick, profesor cybernetyki Uniwersytetu w Reading. Dzięki implantowi mógł swobodnie poruszać się po budynku instytutu.  

W 2004 klienci hiszpańskiej dyskoteki, mogli dzięki czipom bezgotówkowo płacić w barze. W 2015 roku szwedzka spółka Epicenter, jako pierwsza wszczepiła swoim pracownikom chipy RFID. Rok później argentyński klub piłkarski Atlerico Tigre wprowadził tzw. „Passion Ticket”. Był to bilet umieszczony w chipie wszczepianym pod skórę kibiców, dzięki czemu nie musieli oni nosić dokumentów oraz papierowych biletów. Rok temu, belgijska spółka Newfusion przeprowadziła akcję chipowania swoich pracowników, którzy nagminnie gubili elektroniczne karty dostępu do zakładu. 

Dzięki mikroczipom wszczepianym sportowcom można by bez kosztownych badań kontrolować i zwalczać użycie substancji dopingujących. Użyteczne mogłyby być również czujniki medyczne, na przykład badające poziom cukru we krwi pacjenta czy sygnalizujące niebezpieczeństwo zawału oraz udaru. Zgoda pacjentów na wszczepianie im mikroczipów odgrywa tu rolę przysłowiowej stopy  w drzwiach. 

Podobnie było przecież z wymuszeniem powszechnego gromadzenia pieniędzy na kontach bankowych. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia pracując jako redaktor i tłumacz stacji Planete odbierałam honoraria w kasie w budynku Canal Plus. Pewnego dnia kasa została zlikwidowana, a pieniądze można było otrzymać wyłącznie przelewem na konto. Chcą nie chcąc założyłam konto w banku.

Renty i emerytury też przynosili kiedyś do domu listonosze co było bardzo wygodne dla starszych osób a  bezpowrotnie zostało  zlikwidowane. Nachalne reklamowanie w mediach płacenia telefonem czy zegarkiem (rzeczywiście bardzo wygodne na nartach czy na plaży) oznacza, że definitywnie kończy się era pieniądza papierowego i metalowego.

Jeżeli na to pozwolimy, jeżeli zgodzimy się, że nasz stan posiadania to tylko zapis cyfrowy na łatwym do zlikwidowania jednym ruchem koncie stracimy raz na zawsze kontrolę nad naszym stanem posiadania. Jak uczy historia można odebrać nam nieruchomości i ziemię jednym prawnym (a raczej bezprawnym) aktem jakim był choćby dekret Bieruta lecz jest to rezultat wojny, rewolucji, brutalnej zmiany stosunków społecznych i własnościowych. Można było oczywiście zrabować naszą biżuterię, złoto i  dzieła sztuki, można było karać za posiadanie obcych walut więzieniem i śmiercią lecz to wymagało czynnego, stale obecnego aparatu przemocy. Obecnie można pozbawić nas dostępu do naszych środków niespostrzeżenie dla nas samych, dla innych, dla kogokolwiek.

Niewielu z nas nie docenia pozytywnego znaczenia rozwoju technik informatycznych godząc się jednocześnie na niesione przez nie zagrożenia. Witana z wielkim entuzjazmem edukacja zdalna, której rozwój przyspieszyło pojawienie się pandemii przyniosła jako efekt uboczny atomizację społeczeństwa oraz falę samobójstw wśród dzieci i młodzieży, której nie zdoła zapewne zlikwidować zakładanie sieci szpitali psychiatrycznych przeznaczonych dla tej grupy wiekowej i nieuchronna medykalizacja dzieci czyli wciągnięcie ich na listę dożywotnich klientów firm farmaceutycznych.

Edukacja zdalna przyniosła również zapaść w poziomie nauczania, której jeszcze do końca nie dostrzegamy i nie doceniamy. W ciągu kilkudziesięciu lat belfrowania  tylko kilka  razy zdarzyło mi się tłumaczyć „na torcie” dorosłym ludziom dodawanie ułamków i zawsze byli to ludzie opóźnieni w rozwoju. Obecnie prawie co tydzień zmuszona jestem dyskretnie wziąć na stronę jakiegoś maturzystę żeby wytłumaczyć mu działania, które powinien zrozumieć w młodszych klasach szkoły podstawowej. Wielu problemów nawet jeszcze nie zarejestrowaliśmy.

 Zwolennicy nieuchronnego postępu, zwolennicy wcielania w życie wszelkich pomysłów ludzkości wydają się rozumować według schematu – jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba koniecznie  je zjeść bo szkoda byłoby chodzenia po lesie.

Sanitaryzm – współczesny totalitaryzm

Nasze demokratycznie wybrane władze podporządkowując się  światowym trendom chcą dać pracodawcom prawo do sprawdzania czy pracownik jest zaszczepiony, co praktycznie oznacza przymus szczepień.

To, że źle widziane jest nazywanie tego reżimu „sanitaryzmem” niewiele zmienia. Stalinizm przez całe lata traktowany był przecież jako wyzwolenie ludzkości a Stalin jako ojciec narodów. Gdyby ktoś nazwał publicznie Stalina zbrodniarzem  pożegnałby się zapewne z życiem. Jako dziecko byłam świadkiem panicznej ucieczki ludzi z tramwaju, w którym jakiś pijak głośno opowiedział antystalinowski dowcip. A jednak doczekaliśmy czasów gdy  zbrodniarzem nazywają Stalina nawet jego byli akolici. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że rozkwitający sanitaryzm też zostanie nazwany totalitaryzmem.  

Wysłuchałam  dzisiaj komentarza rzecznika rządu, który powiedział, że wobec trwającej pandemii  trzeba podjąć zdecydowany krok do przodu. Przypomniałam sobie natychmiast słynne sformułowanie Gomułki funkcjonujące potem przez całe lata w charakterze dowcipu: „Przed wojną nasz kraj stal na krawędzi przepaści…(…)..po wojnie, dzięki socjalizmowi zrobiliśmy wielki krok do przodu ” .

Rzecznik rządu to  człowiek bardzo młody. W tym przewaga nad nim takich jak ja starców, że zbyt dużo  widzieli aby dać się nabierać różnym ideologiom. Bo wszelkie ideologie, które obiecują powszechną sprawiedliwość, powszechny dobrobyt, powszechne zdrowie czy ochronę społeczeństwa przed niejasnymi zagrożeniami są ze swej natury fałszywe, są tylko sposobem zarządzania tym społeczeństwem.

Zdumiewa mnie przede wszystkim, że ludzie uczestniczący w propagandzie sanitaryzmu są tak kiepsko wykształceni. Przecież to wszystko co się obecnie dzieje opisał  bardzo wnikliwie Paul Michel Foucault, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia stał się niezwykle popularny w polskich snobistycznych kołach akademickich. W 1977 roku wydano w Polsce „ Archeologię wiedzy”( PIW) oraz w 1993  „Nadzorować i karać” ( Aletheia) . Foucault swoje zainteresowania badawcze skierował w stronę krytycznej analizy wszelkich instytucji społecznych, takich jak szkolnictwo, system penitencjarny, ochrona zdrowia, a w szczególności psychiatria. Analizował warunki historyczne, w jakich rozwija się wiedza oraz sposoby sprawowania władzy i egzekwowania przymusu.

Uważał, że jedną z najważniejszych metod zarządzania społeczeństwem jest wykluczanie i represjonowanie pewnych grup, takich jak przestępcy, chorzy umysłowo, trędowaci czy zadżumieni, czyli  jest wskazywanie społeczeństwu tych, którzy są dla niego zagrożeniem i przez uzyskanie społecznej zgody na ich represjonowanie uzyskiwanie zgody na totalną kontrolę.

To Foucault  jest autorem neologizmu biopoliyka  oznaczającego sposób sprawowania władzy nad grupami społecznymi i jednostkami za pomocą biowładzy, a biowładza  sprawowana jest właśnie przez wykluczanie.  Modelowymi wykluczonymi byli w średniowieczu trędowaci. Wraz ze stopniowym zanikiem trądu, jego miejsce zajęli szaleńcy. Zarówno poemat satyryczny Sebastiana Branta „Statek szaleńców” jak i obraz Hieronima Boscha pod tym samym tytułem ilustrują jedną z praktyk wykluczania jaką było wysyłanie szaleńców w morze. W siedemnastowiecznej Europie, „pozbawieni rozumu” byli przymusowo separowani i dręczeni. W XVIII stuleciu zaczęto traktować szaleństwo jako przeciwieństwo rozsądku aby  ostatecznie, w XIX wieku,  zdefiniować je  jako chorobę psychiczną. Foucault dowodzi, że dziewiętnastowieczne metody leczenia były w istocie w równej mierze związane z kontrolą, wykluczeniem i prześladowaniem jak i poprzednie. Leczenie sprowadzało się do takich zabiegów jak zimne prysznice czy użycie kaftanów bezpieczeństwa, a chorzy byli przymusowo izolowani. 

Główną tezą Foucault jest związek wiedzy z władzą. Wszystkie okresy w historii posiadały w swej głębi specyficzne uwarunkowania tego co było akceptowalne jako wiedza, jako dyskurs naukowy. Foucault porównuje współczesne społeczeństwo do nigdy nie zrealizowanego projektu więzienia w układzie Panoptikonu autorstwa Jeremiego Benthama. W Panoptikonie, pojedynczy dozorca może pilnować wielu więźniów, natomiast sam pozostaje niewidoczny. Oprócz tego więźniowie kontrolują się nawzajem. Foucault uważał że władza i wiedza są tak ze sobą powiązane, że utworzył jeden termin „władza-wiedza”. Współczesna władza ma możliwość śledzenia jednostki we wszystkich aspektach jej życia przez różne instytucje.

„Więzienne kontinuum”, jak to nazwał Foucault, przeszywa współczesne społeczeństwo, począwszy od więzień o ostrym reżimie zabezpieczeń, poprzez izolowane miejsca pobytu takie jak domy opieki czy domy starców, do kontrolowania  przez pracowników społecznych, policję, czy nauczycieli codziennego życia obywatela w pracy,  w domu, w szkole. Wszystkich członków społeczności wiąże ze sobą nadzór, jedni ludzie nadzorują drugich. Faktycznie głupia baba z opieki społecznej może spowodować odebranie ci dziecka, albo umieszczenie cię w domu opieki, a zawistny kolega z izby lekarskiej odebranie ci prawa wykonywania zawodu. Foucault roztacza ponurą wizję współczesnego państwa przenikniętego siecią stosunków władzy.

Sama władza według Foucault jest ze swej natury polimorficzna. Nie przyjmuje ona nigdy jednego oblicza, jednego zakresu jawności. Wiedza zaś oznacza wszystko, co jest za wiedzę społecznie uznane, nie musi natomiast, choć się mieni prawdą, oznaczać prawdy. 

Foucault wiązany jest często ze strukturalizmem i postmodernizmem choć sam się od tych afiliacji odżegnywał. Brak jego popularności w środowiskach konserwatywnych jest zapewne związany z jego orientacją seksualną [był pedrylem. MD], krótką przynależnością do partii komunistycznej, eksperymentowaniem z LSD i śmiercią w paryskim szpitalu Salpêtrière (opisywanym w „Historii Szaleństwa”) w wyniku komplikacji związanych z AIDS. Nie da się jednak ukryć, że jego pesymistyczna wizja metod zarządzania społeczeństwem sprowadzających się do: „ nadzorować, wykluczać, karać” jest obecnie realizowana.

Izabela Brodacka