Tata Łukaszka przejeżdżał koło stacji paliw Deutschlen (dawniej Orlen)

Marcin B. Brixen

Tata Łukaszka wracał samochodem na osiedle, na którym mieszkali Hiobowscy. Kiedy przejeżdżał koło stacji paliw Deutschlen (dawniej Orlen) zobaczył, że litr paliwa kosztuje jedno euro i uznał, że mu się przywidziało.

https://www.salon24.pl/u/brixen/1355233,jedna-konkretna-decyzja-i-litr-paliwa-za-1-euro

Tata Łukaszka wracał samochodem na osiedle, na którym mieszkali Hiobowscy. Kiedy przejeżdżał koło stacji paliw Deutschlen (dawniej Orlen) zobaczył, że litr paliwa kosztuje jedno euro i uznał, że mu się przywidziało.
Była to pierwsza z serii niespodzianek jakie na niego czekały.
Na wszelki jednak wypadek zawrócił na rondzie Ofiar Karosława-Jaczyńskiego i przejechał znów koło stacji. Tak! Nie mylił się! Cena paliwa rzeczywiście wynosiła jedno euro za litr!
Tata Łukaszka zawrócił z piskiem opon i wjechał na stację. Ku jego zdumieniu nie było tam żadnych aut. Jakoś nikt nie rzucił się tankować tego taniego paliwa. Jedynie między dystrybutorami przechadzał się samotny pompiarz.
– Jest paliwo?! – zawołał tata Łukaszka.
– Co ma nie być? Jest – odparł smętnie pompiarz.
– W tej cenie?
– Tak.
– Rząd dotrzymał obietnicy wyborczej sprzed pięciu lat?!
– Ano jak pan widzi.
– Niech mi pan powie jedną rzecz, dlaczego nikt inny tego nie tankuje?
Pan pompiarz rozłożył bezradnie ręce.
Tata Łukaszka zmrużył oczy i sięgnął po wąż. Na wyświetlaczu dystrybutora pojawiła się cena: jedno euro za jeden litr.
Wsunął pistolet do baku i nacisnął spust. Po kilku minutach odwiesił pistolet, spojrzał na wyświetlaczy dystrybutora i przeżył drugi tego wieczora szok. Kwota za całe paliwo była taka sama jaką płacił jeszcze niedawno gdy tankował po dwa euro za litr! Zagadka wyjaśniła się w kolejnym okienku. Zatankował dwa razy więcej paliwa!
Poirytowany tata Łukaszka wszedł do sklepu stacyjnego. Przy ladzie przeżył kolejny szok, stał tam pan Sitko, trzymał w ręce butelkę wódki i patrzył na nią jakby ją widział pierwszy raz w życiu.
– Co pan, alkohol na stacji paliw pan kupuje? – zdziwił się tata Łukaszka. – Przecież tu najdrożej.
– Koledzy mówili, że na stacji litr potaniał – wymamrotał pan Sitko marszcząc czoło i patrząc na ceny na półkach.
– Potaniał – przytaknął skwapliwie sprzedawca, młody człowiek z niebieską grzywką, tunelami w uszach, i kolczykach w tylu miejscach, że łatwiej by było wymienić gdzie ich nie miał. – Ale tylko litr paliwa. Inne nie.
– Jak potaniał, jak zatankowanie baku kosztuje tyle samo?! – eksplodował tata Łukaszka. – I jak to jest możliwe, że nagle do baku weszło mi dwa razy więcej paliwa?
– Tak to możliwe proszę pana, że wczoraj rano ministra fizyki zmieniła definicję litra paliwa.
Tata Łukaszka osłupiał. Panu Sitko butelka zaczęła skakać w ręku.
– Tylko litra paliwa – uściślił sprzedawca patrząc na ból malujący się na twarzy pana Sitko. – Litr wódki pozostał bez zmian. Kupuje pan?
– Nie – wymamrotał pan Sitko.
– To niech pan postawi wódkę z łaski swojej do lodówki tu za mną.
– A pan nie może sam? – zapytał pan Sitko.
Sprzedawca pokręcił przecząco głową.
– W drzwiach jest magnes. Kiedyś jak mnie przyciągnęło to musiałem czekać dwie godziny na kolegę z nocnej zmiany, żeby mnie uwolnił. Płaci pan? – skierował pytani do taty Łukaszka.
– Tak, oczywiście. le niech mi pan powie, bo widzę, że pan wie więcej, jak to jest możliwe, żeby minister…
– Ministra.
– …tak sobie zmienił…
– Zmieniła.
– …definicję litra paliwa i nikt nie protestuje? Kar nie nakłada? Niemcy się nie burzą? Unia też nie? TSUE nie wydaje wyroków?
– Może wystarczy mieć rząd, który żyje ze wszystkimi w zgodzie? – uśmiechnął się sprzedawca dzwoniąc kolczykami.
– A jak oni, panie, tego, zmienili tę definicję? – dociekał pan Sitko.
– Jak to jak? Jak zawsze. Uchwałą Sejmu.