Trudny dialog. Sprawa „Starszego Brata” [Część 3]

Trudny dialog. Sprawa „Starszego Brata” [Część 3]

Zofia Michałowicz https://pch24.pl/trudny-dialog-sprawa-starszego-brata-czesc-3/

(Oprac. GS/PCh24.pl) 

Pan Jezus był Żydem, podobnie Matka Boża i święty Józef, Apostołowie i wielu pierwszych wyznawców Jezusa wywodziło się z tego narodu. Jako katolicy zdajemy sobie sprawę, jakie znaczenie dla chrześcijaństwa ma opisana w Starym Testamencie religia ludu Izraela. Mimo istnienia punktów wspólnych obydwa wyznania dzieli bardzo wiele – od ponad dwóch tysięcy lat są względem siebie w pewnym sensie „antagonistyczne”. Jednak po Soborze Watykańskim II postawa Kościoła Katolickiego uległa również w tej sferze diametralnej zmianie. Głównym orędownikiem nowego podejścia był Jan Paweł II, który kilkukrotnie nazwał przedstawicieli judaizmu „naszymi starszymi braćmi”, a swoim postępowaniem i otwartością wobec żydów zwracał uwagę na wspólne korzenie religijne.

„Verus Israel”

Jednym z problemów dialogu jest obecny zwykle w debacie publicznej temat prześladowań, których mieli dopuszczać się wobec Żydów chrześcijanie. Okazuje się jednak, że problem jest obustronny, a geneza zjawiska nie potwierdza dominującej narracji. Ks. prof. Mirosław Wróbel w publikacji „Motywy i formy żydowskich prześladowań pierwotnego Kościoła (I – II w. po Chr.)” pisze: „Kształtowanie się chrześcijaństwa i judaizmu rabinicznego na gruzach judaizmu świątynnego było procesem złożonym i naznaczonym polemiką. Zmaganie się obu religii o status verus Israeloraz o utrwalenie własnej tożsamości doprowadziło w konsekwencji do całkowitego rozdziału między Synagogą i Kościołem. Mistrz z Nazaretu, który sam doświadczał prześladowania ze strony przywódców żydowskich i zginął śmiercią męczeńską, jasno w swoim nauczaniu zapowiadał przyszły los uczniów: Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować (J 15,20). Narracja o męczeńskiej śmierci św. Szczepana (Dz 6,8 – 8,3) może świadczyć o niechęci i wrogości, jakie budził wśród żydowskich przeciwników pierwotny kerygmat chrześcijański. Wśród uczonych zajmujących się tym zagadnieniem wciąż nie ma zgody co do jednoznacznego ustalenia źródeł tej wrogości, form prześladowań i tych treści chrześcijańskiego orędzia, które wzbudzały gwałtowną reakcję ze strony judaizmu”.

Przypisywanie chrześcijaństwu genezy antysemityzmu czy jakichkolwiek uprzedzeń wobec Żydów jest nieprawdziwe historycznie (akty wrogości względem tego narodu miały miejsce zanim chrześcijaństwo się narodziło), zaś teologicznie jest absurdalne – słowo Boże głoszone było wszystkim ludom, było wolne od jakichkolwiek uprzedzeń rasowych, a pierwszymi, którzy je przyjmowali, byli właśnie Żydzi. W późniejszych wiekach także przedstawiciele tego narodu przyjmowali katolicką wiarę – Żydami byli między innymi: jeden z generałów zakonu jezuitów oraz słynny inkwizytor Torquemada. Chrześcijanie szanują religię, w której Bóg objawił swe imię i wskazał Dekalog. Jednak judaizm świątynny już nie istnieje. Judaizm talmudyczny jest zaś naturalnie antychrześcijański. Poza wiarą w jednego Boga nie podziela chrześcijańskich prawd wiary. To po prostu inna religia, z którą dialog jest utrudniony z powodów teologicznych i historycznych.

„Konieczność” dialogu

Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate, powstała w wyniku prac Soboru Watykańskiego II, niejako zmusza katolików do zaprzeczenia tym konstatacjom, które przez wieki były dla nich oczywiste. Narzuca konieczność podjęcia dialogu, w ramach którego nie wolno przypisywać Żydom winy za zabicie Pana Jezusa, nie wolno też podejmować prób ich nawracania (wygląda na to, że sam Pan Jezus, święty Paweł i inni Apostołowie, kierując swoje nauczanie najpierw do Żydów, czynili wbrew wspomnianej deklaracji. Paweł Lisicki w artykule „Dziwaczna opowieść o soborowym ekspercie” opisującym drogę życiową jednego z ojców Nostra aetate, Gregorego Bauma, pisze, iż według niego „problemem nie jest interpretacja niektórych tekstów z Nowego Testamentu, ale w ogóle wiara chrześcijańska jako taka. Kto wierzy w to, że Jezus jest Chrystusem, ten potępia tych, którzy owej wiary nie przyjęli, tym samym zaś odrzuca Żydów. Przyjęcie chrześcijaństwa kwestionuje tożsamość żydowską, zatem wszelkie próby konwersji powinny zostać odrzucone. Po Holocauście dążenie do nawracania Żydów stawało się przejawem antysemityzmu”. Odpowiedzią na pytanie o przyczynę, dla której Żydzi tak bardzo obawiają się prozelityzmu ze strony chrześcijan, może być więc kwestia obecnego u tych pierwszych niezwykle silnego związku narodowości z religią. Dotkliwa strata wywołana zagładą z czasów II wojny światowej wywołuje u nich lęk, że porzucenie judaizmu spowoduje „wymazanie” społeczności kultywującej obyczaje i kulturę, a więc niejako „dopełni” Holocaust w sensie kulturowo-duchowym. Kościół wydaje się chcieć ten punkt widzenia zrozumieć i dlatego postępuje wobec Żydów z dużą dozą delikatności i tolerancji. Pozostaje jednak pytanie, do czego Kościół został powołany? Czy jego zadaniem jest umacnianie judaizmu i kultury żydowskiej, czy raczej jego rolą jest głoszenie Ewangelii „wszystkim narodom”?

„Mówcie prawdę”

Formą pogłębiania relacji jest m.in. działalność Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, która powstała w 1989 r. aby przyczynić się do wzajemnego poznania i zrozumienia, przełamania stereotypów. Zawartość strony internetowej tej organizacji ukazuje, że Rada ma między innymi na swoim koncie publikację „Kościół katolicki o swoich żydowskich korzeniach”, inicjatywę Wspólna Radość Tory, Komponent „Oblicza różnorodności” realizowany w ramach projektu Muzeum POLIN „Żydowskie dziedzictwo kulturowe”, Marsz modlitwy Szlakiem Pomników Getta Warszawskiego, itp. Ciekawym wydarzeniem była niewątpliwie konferencja na temat żydowskiej deklaracji o chrześcijaństwie Dabru Emet („Mówcie prawdę”) z 2000 r. Dokument podpisało ok. 200 myślicieli i rabinów, (głównie przedstawicieli judaizmu reformowanego), zaś z uwagi na pełną autonomię gmin i brak istnienia jednolitej organizacji religijnej judaizmu Dabru emet odzwierciedla stanowisko jedynie pewnej części środowisk żydowskich. Deklaracja ta była odpowiedzią Żydów na zainicjowany dialog, lecz trudno odnieść wrażenie, aby ułatwiała porozumienie, zwłaszcza, że potwierdzała stare uprzedzenia. W dokumencie znajduje się bowiem na przykład stwierdzenie: „Nazizm nie był fenomenem chrześcijańskim. Bez długiej historii chrześcijańskiego antyjudaizmu i chrześcijańskiej przemocy przeciwko Żydom ideologia hitlerowska nie mogłaby zdobyć poparcia ani być wprowadzona w życie. Zbyt wielu chrześcijan uczestniczyło w nazistowskich zbrodniach na Żydach lub im sprzyjało. Inni chrześcijanie nie dość protestowali. Jednak nazizm nie był nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa. (…) z uznaniem odnosimy się do tych, którzy odrzucili nauczanie pogardy i nie winimy ich za grzechy popełnione przez ich przodków”.

Co więcej, wspomniana deklaracja podkreśla, że różnice między żydami i chrześcijanami nie będą rozstrzygnięte dopóki Bóg nie zbawi świata, zaś nowa relacja obydwu wyznań nie osłabi praktyki judaizmu. Wartością deklaracji jest powiedzenie wprost, iż istnieją różnice między naszymi religiami, i są to różnice właściwie trudne do pogodzenia, niemożliwe do przezwyciężenia „siłami ludzkimi”. Ks. Waldemar Chrostowski w publikacji „Żydowskie oświadczenie Dabru Emet na temat chrześcijan i chrześcijaństwa (10 września 2000) z perspektywy katolickiej i polskiej” pisze: „trzeba powiedzieć, że w chrześcijańskim nastawieniu wobec Żydów i judaizmu zmieniło się w ostatnich dekadach na korzyść znacznie więcej niż w żydowskim nastawieniu wobec chrześcijaństwa i Kościoła. Niezbędnym warunkiem każdego dialogu międzyreligijnego jest wzajemność. (…) Nie powinno się twierdzić, że strona chrześcijańska musi zrzucić cały balast przeszłości w patrzeniu na Żydów i judaizm, podczas gdy strona żydowska rzekomo takiego balastu nie ma. Wśród Żydów, zarówno wyznawców judaizmu jak i pozostałych, istniały i nadal istnieją silne uprzedzenia antychrześcijańskie, zwłaszcza antykatolickie i antykościelne, których bolesnych skutków wielokrotnie doświadczyliśmy. W naszej sytuacji ma to jeszcze jeden wymiar, wynikający z silnie antypolskiego podejścia, któremu hołduje większość środowisk żydowskich”. Notabene, „radykalna i narastająca” zmiana w relacjach między chrześcijanami a żydami w wyniku prowadzonego latami dialogu jest tak subtelna, że jeden z autorów wspomnianej deklaracji, rabin David Novak nazwał ją „jednym z najlepiej zachowanych sekretów drugiej połowy XX wieku”.

Dzień Judaizmu

Konferencja Episkopatu Polski w ramach Rady ds. Dialogu Religijnego powołała Komitet ds. Dialogu z Judaizmem. Gremium to zajmuje się przypominaniem o „wspólnym dziedzictwie” katolików i wyznawców judaizmu. Kardynał Grzegorz Ryś, przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem twierdzi, że „w dialogu międzyreligijnym chodzi o to, żeby każdy z uczestników pogłębiał się w swojej własnej tożsamości religijnej”. Nazwał też zmiany wynikające z wdrażania zaleceń Nostra aetate „przewrotem kopernikańskim”, którego trzy filary to: 1. Przekreślenie tak zwanej teologii zastępstwa, według której Bóg odrzucił Izrael i zastąpił go nowym Ludem Bożym, jakim jest Kościół, co oznacza, że lud Izraela nadal jest narodem wybranym; 2. Zaniechanie obarczania Żydów winą za śmierć Chrystusa; 3. Potępienie każdej postaci antysemityzmu. Komitet przeprowadził reorientację oficjalnego nauczania po Soborze Watykańskim II w kwestii stosunku do judaizmu, ponadto podejmował kwestie związane z historią Żydów w Polsce, a także ustanowił ponad 25 lat temu „Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim” obchodzony co roku 17 stycznia. (Tematem wyznaczonym na 2024 rok będzie „SZALOM / Pokój – Dar Boga”.)

Ks. Waldemar Chrostowski, niezwykle zasłużony dla tego dialogu, twierdził z entuzjazmem w 2018 roku: „Nie potrafię wskazać drugiego kraju, a w nim Kościoła, który w ciągu ostatnich dziesięcioleci zrobiłby dzięki zaangażowaniu się w dialog tak wiele dla umocnienia judaizmu. Polska stanowi absolutny wyjątek”. Niestety, 3 lata później przyznał: „Z Dnia Judaizmu zrobiono wydarzenie kulturalno-społeczne i polityczne, wskutek czego zabrakło miejsca, albo jest go stanowczo za mało, dla wymiaru religijnego i teologicznego, a to przecież stanowi jego sedno. Kiedy go brakuje, dialog traci to, co najważniejsze. Nie jest normalne ani do zaakceptowania, że w dniu obchodów usuwa się ołtarz z kościoła, w którym są one urządzane, albo zasłania krzyże tak, aby nie było ich widać”.

Dialog ubogacający

Kardynał Grzegorz Ryś w rozmowie opublikowanej 17 stycznia 2022 r. na portalu historycznym Dzieje.pl stwierdził:  Jeśli ktoś ma tożsamość religijną ugruntowaną, nie będzie się bał dialogu. Jego tożsamość poprzez ten dialog tylko się wzmocni; Nikt nie broni katolikowi w rozmowie z żydem dawać świadectwa o własnej wierze. Natomiast w dialogu – każdym, czy to międzywyznaniowym, czy międzyreligijnym – chodzi o to, żeby każdy z uczestników tego dialogu pogłębiał się w swojej własnej tożsamości religijnej; Niech się żyd nawraca w ramach swojej własnej religii, a ja będę się nawracał w swojej. Wtedy będzie nam bliżej do siebie nawzajem.

Odczytywane dosłownie stwierdzenie Kardynała sugeruje, że żyd w swojej religii (judaizmie?) może się nawrócić – czy chodzi tu o Zbawienie, czy tylko o przemianę duchową, czy też o pogłębienie dotychczasowej wiary?

Szukając wyjaśnienia trafiłam na stronę internetową „Laboratorium wolności religijnej”, na której napisano, iż obecnie Magisterium Kościoła katolickiego i większość teologów katolickich uznaje dialog międzyreligijny jako jeden z wymiarów misji ewangelizacyjnej Kościoła. W definicji dialogu napisano: „Pomimo sprzeciwu niektórych środowisk fundamentalistycznych dialog międzyreligijny postrzegany jest w Kościele katolickim (jak i wśród wielu wyznawców innych religii) jako jedyna właściwa droga w budowaniu pokoju i braterstwa na świecie”. U podstaw tej strategii leży założenie, że wszystkie narody stanowią jedną społeczność i dlatego muszą wspólnie dążyć do budowania współpracy i dialogu. Nauczanie takie pojawia się od czasu Soboru Watykańskiego II, a wspólnym punktem odniesienia dla związanych z nim dokumentów jest wspomniana deklaracja Nostra aetate. Na stronie Laboratorium czytamy, że istnieją trzy główne podejścia do dialogu międzyreligijnego: „Pierwsze określić można jako religijną tolerancję w duchu paradygmatu ekskluzywistycznego. Religie niechrześcijańskie, choć same w sobie fałszywe, należy tolerować z racji większego dobra, jakim jest pokój na świecie. Nie powinno się jednak wchodzić z nimi w dialog, zwłaszcza dialog wymiany teologicznej i dialog doświadczenia duchowego, gdyż nie zawierają one elementów dobra i łaski. Stanowisko takie reprezentuje m.in. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X”. (…) „Drugie podejście do dialogu międzyreligijnego można scharakteryzować jako wzajemne ubogacanie się w ramach paradygmatu inkluzywistycznego, czyli w przekonaniu, że choć Bóg ostatecznie i w pełni objawił się w jednej religii, w innych religiach również istnieją pozytywne wartości”.

Trzecie podejście jest „komplementarne w ramach paradygmatu pluralistycznego” – oznacza to, że żadna religia nie posiada pełni objawienia Boga, który w niektórych religiach jest bezosobową siłą, a w innych Bogiem osobowym. W centrum zainteresowania dialogu w tym ujęciu powinna znajdować się nie teologia, lecz kwestie praktyczne, np. ekologia. Jeden ze zwolenników „zielonego dialogu międzyreligijnego” Paul Knitter twierdzi: „Nasze umysły i serca tak bardzo będą przeniknięte cierpieniami ziemi i potrzebą ochrony naszej matki, że tradycyjne nauczanie o mojej religii, która ma pełnię objawienia i posiada jedynego zbawiciela, czy też ostatniego proroka, nie będzie po prostu się liczyło. Nie będziemy mieli czasu ani sił na takie kwestie”. Większość teologów chrześcijańskich, w tym, o ile poprawnie zrozumiałam wypowiedź kardynała Rysia – katolickich, przyjmuje drugi sposób podejścia do dialogu międzyreligijnego. Powinniśmy zatem być gotowi przejmować pozytywne wartości tradycji innych religii, ubogacać się przez dialog. Poprzedni przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, biskup Rafał Markowski w publikacji „Dialog Kościoła z judaizmem nie jest czystym dialogiem międzyreligijnym” dla portalu Dzieje.pl wyjaśniał założenia dialogu z judaizmem podejmowanego przez Kościół: „(dialog) zakłada wzajemny szacunek, empatię i pokorę, czyli brak jakiejkolwiek agresji”; „Żeby zrozumieć drugą osobę trzeba najpierw poznać jej sposób myślenia, wartościowania, przyjętą filozofię życia, stąd tak ważne jest przygotowanie do dialogu”; „Obie religie pokazują Boga, który miłuje człowieka, jest wierny; Boga, który jest źródłem każdego życia i godności człowieka”. Biskup napisał także, że zachowanie wiary i ufności Bogu przez Żydów, po doświadczeniu Shoah, jest imponujące i może stanowić źródło inspiracji dla chrześcijan. Dialog z tą właśnie religią jest jednak trudny, ponieważ nie można dojść do kwestii teologicznych nie dotykając najpierw spraw trudnych, kwestii historycznych. Duchowny dodał, że chrześcijaństwo wyrasta z judaizmu: „młode chrześcijaństwo czuło swoją tożsamość i głęboki związek ze światem judaizmu. Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, że judaizm odmówił wtedy przynależności chrześcijaństwu do religii biblijnej, powołując się na rzekomą kolizję z prawem judaistycznym”.

Dla rozważenia zasadności, celu i trudności dialogu z judaizmem warto przytoczyć uwagę ks. Chrostowskiego: „Po stronie katolickiej od II Soboru Watykańskiego istnieje swoisty obowiązek dialogu z Żydami i judaizmem. Czegoś takiego nie ma po stronie żydowskiej. Udział w spotkaniach między-religijnych biorą konkretni rabini, co wcale nie oznacza zaangażowania religii żydowskiej jako takiej. Zatem i wypowiadając się na te tematy, rabini czynią to prywatnie, zaś ich stanowisko może być przyjęte lub odrzucone przez resztę współwyznawców”.

Siła Prawdy

Myślę, że katolicy nie boją się dialogu z żadną religią, ponieważ to oni przemawiają z pozycji Prawdy. Dialog chrześcijaństwa z judaizmem jest jednak trudny, ponieważ nie jest naturalny, lecz narzucony sztucznie religiom, które znacznie się różnią, co miało swoje odzwierciedlenie w historii. Te różnice są fundamentalne, dotyczą m.in. Zbawiciela, kwestii obciążenia grzechem pierworodnym, odkupienia za grzechy, formy zmartwychwstania, pojęcia duszy, stosunku do praktyk magicznych i oczywiście Jezusa Chrystusa oraz Trójcy Świętej. Na te problemy nakładają się jeszcze różnice między odłamami judaizmu i różnice między odłamami chrześcijaństwa („dialog” między judaizmem a chrześcijaństwem najskuteczniej, zdaje się, wychodzi protestantom, którzy z nawracania nie zrezygnowali). Przeszkodą w przezwyciężeniu wzajemnych uprzedzeń jest niewątpliwie fakt, że Kościół katolicki oskarżany był przez Żydów o przygotowanie „podglebia pod zagładę”. Nieustannie też Żydzi dysponują artylerią w postaci oskarżeń o antysemityzm lub „zaprzeczanie Holocaustowi”. Pod ciężarem takich absurdalnych zarzutów, szczególnie trudnych dla polskich katolików, Kościół rezygnuje z obowiązku głoszenia Ewangelii Żydom, mimo że w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Chrystus po swoim zmartwychwstaniu posłał Apostołów, by w Jego imię głosili nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom (Łk 24, 47)”. W nauczaniu Kościoła pojawiły się niejednoznaczne, mogące wprowadzić wiernych w konsternację teorie na temat alternatywnej „judaistycznej” drogi do Zbawienia, które w myśl dawnego nauczania katolickiego mogło nastąpić tylko „przez Chrystusa”. Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: co mogłoby skłonić młodego człowieka do podążania trudną drogą katolicyzmu, jeśli Zbawienie mógłby znaleźć także poza nią, na ścieżkach łatwiejszych, oferujących mniej moralnych nakazów i zakazów np. w kwestii antykoncepcji, rozwodów, małżeństwa, procedur in vitro, itp.?

Przede wszystkim jednak Kościół swoją postawą wobec judaizmu zaprzecza Prawdzie, którą otrzymał od Pana Jezusa, jako najcenniejszy depozyt, aby ją przechowywać i głosić wszystkim narodom – „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). To właśnie zaniechanie głoszenia tej Prawdy Żydom byłoby przejawem dyskryminacji i działania na ich szkodę. Skoro naród żydowski miał być „wyłączony” z nauczania Jezusa, dlaczego Zbawiciel narodził się w Betlejem, żył w Nazarecie a później działał w Galilei, Judei i Jerozolimie, które to miejsca były zasiedlone właśnie przez Żydów?

Dialog z judaizmem, choć usilnie podejmowany przez katolików, utrudniony jest z powodu postawy Żydów, którzy unikają konfrontacji na gruncie teologicznym, próby polemiki odpierając bronią antysemityzmu, jednocześnie promując swój punkt widzenia. Z kolei Nostra aetate niejako zmusza katolików do odwracania wzroku od zapisanych w Ewangelii wersów, mówiących wprost: „Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca”. (1J, 2, 22) – zwróćmy uwagę na słowo „każdy”, które jednoznacznie dowodzi braku jakiejkolwiek antyjudaistycznej intencji. Innym wersem, o którym w imię dialogu międzyreligijnego powinniśmy zapomnieć, to cytat z Ewangelii wg św. Mateusza: „Cały lud zawołał: Krew jego na nas i na dzieci nasze” (Mt, 27,25). W komentarzu do tego wersu w Biblii Tysiąclecia czytamy: „Przez to lud bierze na siebie odpowiedzialność za zbrodnię, której się domaga”. Dla chrześcijan oczywisty jest fakt, że nie wszyscy Żydzi prześladowali Pana Jezusa – niektórzy z tych, którzy tego nie robili, zostali nawet pierwszymi chrześcijanami. Byli jednak tacy Żydzi, którzy Jezusa prześladowali i doprowadzili do Jego śmierci – jest to fakt, który opisuje Święta Księga naszej wiary. Dialog zatem wygląda tak: wszyscy wiemy jak Ewangelia ukazuje zabiegi Sanhedrynu podejmowane w celu wyeliminowania Jezusa z powodów religijnych i politycznych i znamy deklarację ludu żydowskiego, że przyjmuje on do wiadomości, iż lud (wtedy obecni) i jego dzieci (następne pokolenia) będą mieć tę krew na rękach, ale jeśli ktoś ten tekst zacytuje lub posłuży się zaczerpniętą z niego wiedzą, zostanie nazwany antysemitą lub popełni „grzech antyjudaizmu”, a słowa dezaprobaty spłyną na niego także ze strony… hierarchów Kościoła Katolickiego.

Chrześcijaństwo – „antyjudaistyczna” religia?

Ks. Morawski pisze: „Bóg, chcąc zrobić jeden lud filarem i piastunem prawdziwej religii objawionej wśród pogaństwa, wybrał za podmiot tego wysokiego przeznaczenia plemię bogato z natury uzdolnione. Żyd jest w ogóle obdarzony niemałą dozą energii i woli, wytrwałością w dążeniu do powziętych celów, śmiałością więcej niż odwagą”. Żydzi w oczach Polaków to zatem lud zdolny do rzeczy wielkich, wybrany przez Boga do wyjątkowego celu i bogato przez Boga obdarowany. Choć trudno w to uwierzyć, powyższy cytat oraz następujące po nim stwierdzenie o Żydach jako o narodzie, zostałyby zapewne (w myśl wskazówek zawartych w broszurze firmowanej przez instytut Yad Vashem pod tytułem „Omawianie zagadnienia antysemityzmu: cele i sposoby Przewodnik dla nauczycieli”) zakwalifikowane jako przejaw antysemityzmu. W tym sposobie myślenia każde bowiem uogólnienie prowadzi do stereotypu, a ten, nawet jeśli buduje pozytywny obraz Żyda, jest już formą antysemityzmu. We wspomnianej broszurze czytamy: „Niektórzy ludzie posługują się stereotypami w dobrej wierze, bez pobudek antysemickich, starając się zamiast tego w romantyczny sposób ożywić obrazy np. Skrzypka na dachu i Wschodnioeuropejskiego Żyda. W tym kontekście istotne jest zrozumienie, że historia antysemickiej propagandy, której celem jest tworzenie i wzmacnianie stereotypów, może spowodować, że każde takie odniesienie będzie obraźliwe dla niektórych Żydów. Dla części osób, z pozoru nieszkodliwe obrazy symbolizują cały arsenał i setki lat uogólniającego i często także poniżającego obrazowania”. Stwierdzenie, że Żydzi zabili Jezusa, jest oczywiście w tym sposobie rozumowania przejawem klasycznego antysemityzmu. Zatem głoszenie naszej, katolickiej wiary zgodnie z Ewangelią może być przez Żydów odbierane jako antysemickie. Czy można takie myślenie zmienić poprzez wzajemny dialog?

Polscy „kato-talibowie” ratowali Żydów!

Polacy szanują Żydów jako naród. To w naszym kraju Żydzi wypędzani z wielu innych państw znaleźli schronienie i dom. To na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich w czasie II wojny światowej za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a jednak wielu naszych rodaków ryzykowało życie swoje i swoich rodzin, aby im pomóc. Dlaczego? Bo byli wychowani w wierze katolickiej, która taką pełną miłości postawę wpajała. Czy fakt, że Zofia Kossak-Szczucka i Witold Pilecki, niezwykle zasłużeni w ukazaniu światu prawdy o zagładzie Żydów, byli założycielami organizacji katolickich (dziś powiedzielibyśmy „ultrakatolickich”), jest powszechnie znany? Czy wiedza o tym, jak św. Maksymilian Kolbe ratował Żydów w czasie wojny, dawał im schronienie i utrzymanie, oraz duchowe wsparcie przebija się do powszechnej świadomości? Katolicka postawa wobec Żydów to nie mroczny antyjudaizm jak chcą to widzieć niektóre środowiska. Przeciwnie, to postawa pełna miłości wypływającej z naszej religii, czego wypełnieniem były losy rodziny Ulmów. To także wielowiekowa tradycja tolerancji wobec narodu, który często prezentował postawy, z historycznego punktu widzenia, jednoznacznie antypolskie i antychrześcijańskie. „Kochani Żydzi, nie rozmawiajcie z nami z pozycji narodu wyniesionego ponad wszystkie inne i nie stawiajcie nam warunków niemożliwych do wypełnienia. Siostry karmelitanki, mieszkające obok obozu w Oświęcimiu, chciały i chcą być znakiem tej ludzkiej solidarności, która obejmie żywych i umarłych. Czyż, Szanowni Żydzi, nie widzicie, że wystąpienie przeciw nim narusza uczucia wszystkich Polaków, naszą suwerenność z takim trudem zdobywaną? Waszą potęgą są środki społecznego przekazu, będące w wielu krajach do waszej dyspozycji. Niech one nie służą rozniecaniu antypolonizmu” – powiedział prymas Józef Glemp w 1989 roku, po napaści Żydów na klasztor karmelitanek w Oświęcimiu.

Od kwestii „żydokomuny” po kwestię walki o krzyż na terenie obozu Auschwitz w naszej wspólnej polsko-żydowskiej historii jest mnóstwo pól minowych i punktów zapalnych, które wpływają na powodzenie dialogu z judaizmem. Większość z nich to sprawy z XX w., kiedy Polska była okupowana przez dwa totalitaryzmy, a potem zarządzana przez komunistyczny rząd z sowieckiego nadania, czego skutki ponosimy do dzisiaj. Żydzi latami zdawali się zapominać, że Polacy również byli poddani eksterminacji, i to nie tylko ze strony Niemców, ale także Rosjan. Nie pamiętali też, że to Polacy byli pierwszymi więźniami Auschwitz. Współcześnie wcale nie jest łatwiej. Znamy niedawną sprawę przekazywania przez Żydów własnej młodzieży przyjeżdżającej z Izraela na wycieczki do Polski zakłamanej historii i fałszywego wizerunku Polaków jako antysemitów, przez co wycieczki te były ochraniane przez uzbrojonych strażników. Martwią nas akty wrogości dokonywane obecnie przez ortodoksyjnych Żydów wobec chrześcijan w Ziemi Świętej. Zdumiewa nas traktowanie polskich dyplomatów w Izraelu. Bulwersują nas rasistowskie wypowiedzi polityków państwa Izrael o Polakach. Cierpliwie znosimy wciąż podnoszoną i rozpowszechnianą w świecie narrację o rzekomym antysemityzmie i formułowanie nieuzasadnionych moralnie ani prawnie roszczeń majątkowych. Te wszystkie działania wobec Polaków rodzą poczucie krzywdy, a przez to utrudniają dialog międzyreligijny, bo w przypadku obu narodów – polskiego i żydowskiego – religia silnie splata się z narodową tożsamością. Polskie władze Kościoła mają więc przed sobą naprawdę trudne zadanie. Polacy, jako szczególnie zasłużeni w ratowaniu Żydów przed zagładą, dają polskim hierarchom Kościoła legitymację do odważnego odpierania niesłusznych i krzywdzących oskarżeń o antysemityzm oraz śmiałego ukazywania jedynej drogi do Prawdy.

Katolicy szanują żydów jako wyznawców innej religii, jednak, jak wierzymy, tylko nasza wiara pochodzi wprost od Jezusa Chrystusa, tylko ona jest Prawdą, więc świadome jej odrzucenie jest grzechem. Tymczasem, jak uczy Ewangelia, każde nawrócenie oznacza wielką radość w niebie. Żydzi nawracają się na wyznania odwołujące się do chrześcijaństwa – świadczy o tym choćby ruch Żydów mesjanistycznych (synów Nowego Przymierza), który rozwinął się początkowo pod wpływem teologii protestanckiej. Dowodzi to możliwości dotarcia do Żydów także z niezafałszowaną nauką Pana Jezusa – może gdyby Kościół nie porzucił wobec nich chęci nawracania, mogliby oni znaleźć źródło prawdziwej wiary i czerpać siłę z sakramentów? Może jednak warto wobec „brata” wykorzystać Mateuszowe upomnienie braterskie? „Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18, 15); „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18, 17). Postawa tolerancji nie powinna przeradzać się w uległość, i nie mam tu na myśli tylko aspektu politycznego czy narodowego, lecz duchowy – dialog, będący sposobem ekspresji własnych przekonań religijnych, może stać się – zwłaszcza w formie rezygnującej z prozelityzmu – platformą szerzenia poglądów „fałszywych proroków”.

Zofia Michałowicz