Ultimatum i devotio moderna
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 29 marca 2026 michalkiewicz
Świat już wstrzymywał oddech przez upływem ultimatum, jakie amerykański prezydent Donald Trump przekazał był złowrogiemu Iranowi, że jeśli do północy z poniedziałku na wtorek, czyli z 23 na 24 marca, cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana dla żeglugi, to USA uderzą z mocą wielką i majestatem na irańskie elektrownie, zaczynając od największej.
Złowrogi Iran odpowiedział, że w takim razie on zaatakuje z mocą wielką nie tylko elektrownie w państwach rejonu Zatoki Perskiej, ale i odsalarnie wody, co byłoby katastrofalne zwłaszcza dla Dubaju i Kataru.
Aliści już w poniedziałek 23 marca rano prezydent Trump oświadczył, że przeprowadził ze złowrogim Iranem niezwykle owocne rozmowy, w związku z czym – no właśnie – nie wiemy, czy ultimatum zostało cofnięte, czy nie. Chodzi o to, że złowrogi Iran oświadczył, iż żadnych rozmów z Amerykanami nie prowadził. To może być prawda, bo dotychczasowe doświadczenia pokazują, iż wszyscy ci, co prowadzili z Ameryką jakieś rozmowy, zostali wkrótce potem pozabijani przez bezcenny Izrael przy pomocy niezwykle inteligentnych rakiet, co to nawet w tłumie potrafią rozróżnić uczciwego obywatela od ukrytego antysemitnika, którego czeka zasłużony zgon. Z kolei, gdy amerykański prezydent, nasz Najważniejszy Sojusznik, twierdzi, że przeprowadził ze złowrogim Iranem niezwykle owocne rozmowy, to nie wypada zaprzeczać. Pewne światło rzuca na tę sprawę okoliczność, że prezydent Trump poinformował o tych rozmowach 23 marca rano. Możliwe tedy jest, że przeprowadził je przez sen – dlatego okazały się takie owocne – i rano jeszcze był pod ich wrażeniem – no a potem już nie wypadało się z tych rewelacji wycofywać.
W tej sytuacji nie mamy wyjścia, jak odwołać się do odkrycia uczonych radzieckich co do przewidywania przyszłości – że wystarczy trochę poczekać – i już w najbliższy wtorek będziemy mogli zorientować się, jak jest i jak będzie – nawet bez pomocy pana generała Marka Dukaczewskiego, którego w takich sytuacjach zawsze wzywa na przesłuchanie do TVN resortowa „Stokrotka”.
Tymczasem pan prezydent Karol Nawrocki do listy swoich sprośnych błędów Niebu obrzydłych, które nieubłaganym palcem wytykają mu, wraz z zarzutami „zdrady”, funkcjonariusze i sympatykowie Volksdeutsche Partei, dołożył jeszcze jedną myślozbrodnię w postaci wizyty w Budapeszcie pod pretekstem przyjaźni polsko-węgierskiej. Jakby nie wiedział, że nasz nieszczęśliwy kraj – owszem – może przyjaźnić się nawet z Węgrami, ale – po pierwsze – jeśli uzyska od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje stosowne pozwolenie, po drugie – gdy na czele rządu węgierskiego nie będzie stał znienawidzony Wiktor Orban, tylko zatwierdzony przez BND Piotr Magyar, a po trzecie – że rząd węgierski nie tylko nie będzie korzystał z ruskiej ropy, ale i nie będzie blokował w Brukseli forsy dla ukraińskich oligarchów.
Żaden z tych warunków nie został spełniony, toteż funkcjonariusze Volksdeutsche Partei, na czele z Księciem-Małżonkiem, który zazdrośnie pilnuje swojego monopolu na komentowanie spraw zagranicznych, nie szczędzą panu prezydentowi Nawrockiemu gorzkich wyrzutów tym bardziej, że na Węgrzech wkrótce odbędą się wybory, które Wiktor Orban ma przegrać – a w każdym razie – taki jest rozkaz Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która właśnie postanowiła ukrywać przed węgierskim premierem wszystko, nad czym namawiają się w Brukseli unijni ważniakowie – bo ktoś puścił bąka, że węgierski minister spraw zagranicznych o wszystkim raportował swemu ruskiemu koledze. W związku z tym nasi funkcjonariusze Propaganda Abteilung radują się, że Wiktor Orban się „doigrał”. Zapominają wszelako, że jak tylko traktat lizboński zostanie znowelizowany – na co wyraził zgodę Parlament Europejski – to i nasz nieszczęśliwy kraj będzie dowiadywał się z gazet, co tam starsi i mądrzejsi postanowili w naszych sprawach – zgodnie z wytycznymi Adolfa Hitlera, który jeszcze w 1943 roku wyjaśniał, iż „małe państwa” w zjednoczonej Europie nie mają racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią prawidłowo Europę zorganizować. Tedy – jak mawiał książę Salina z powieści „Lampart” , „wiele musi się zmienić, by wszystko pozostało po staremu”, to znaczy – byśmy znowu stali się Generalną Gubernią.
Toteż nic dziwnego, że gdy Generalny Gubernator w osobie obywatela Tuska Donalda pojechał do Brukseli, żeby „walczyć” ze znienawidzonym ETS, czyli handlem emisjami złowrogiego dwutlenku węgla, Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wytłumaczyła mu, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku, bo ona zadba, żeby wszystkie co głupsze bantustany, dostały stosowną rekompensatę za poniesione straty. Toteż obywatel Tusk Donald już w samolocie wracającym do Warszawy tak pęczniał z dumy, że prawie orbitował w stanie nieważkości wokół własnej osi. ETS polega bowiem na tym, że poszczególne bantustany mają przydzielone limity emisji dwutlenku węgla, a jeśli je przekraczają, to muszą sobie je dokupić od lichwiarzy na giełdzie. Antysemitnikowie rozpuszczają tedy fałszywe pogłoski, że całym tym interesem kieruje stary Żyd w Jerozolimie, który na liczydłach wylicza wszystkie procenty, a Reichsfuhrerin oraz inni ważniakowie brukselscy się do tego akomodują.
A skorom już o antysemitnikach mowa, to burzę w szklance wody wywołał list Episkopatu Polski do parafian. Najwyraźniej jest on efektem ostatnich nominacji Jego Świątobliwości Leona XIV, który postawił J.Em. Grzegorza kardynała Rysia na posadzie ordynariusza Metropolii Krakowskiej, a J.Em. Konrada kardynała Krajewskiego na posadzie ordynariusza Metropolii Łódzkiej – żeby nas tresowali w nowoczesnej pobożności, która z łacińska nazywa się devotio moderna.
Według devotio moderna, Żydowie – jak gdyby nigdy nic – są nadal oczkiem w głowie Stwórcy Wszechświata, mają własną, szybką ścieżkę zbawienia, niezależną od żadnego Mesjasza, a w Królestwie Niebieskim, żeby nie musieli trefić się wskutek stykania z głupimi gojami, będą prawdopodobnie mieli luksusowo wyposażone getto. Tedy na wszelki wypadek obydwaj purpurates ostrzegli wszystkich parafian, że antisemitismus jest straszliwym grzechem, który nie będzie odpuszczony ani na tym świecie, ani – ma się rozumieć – również na tamtym. W Liście była też zachęta, by parafianie, wzorem Jana Pawła II, odwiedzili jakąś synagogę. Jak bowiem pamiętamy, Jan Paweł II bez synagogi nie mógł już wytrzymać.
List początkowo miał zostać odczytany we wszystkich kościołach w kraju, ale widocznie spotkał się z niechęcią przewielebnego duchowieństwa niższych szczebli eklezjastycznej hierarchii, który – będąc na styku z parafianami – lepiej wiedzą, co myślą oni o devotio moderna, więc na wszelki wypadek listu nie odczytywali. Zresztą zniknął on też i ze stron internetowych różnych diecezji – jakby padł ofiarą jakiegoś kościelnego Ministerstwa Prawdy. Myślę, ze niepotrzebnie – bo coraz mniej parafian przejmuje się dzisiaj herezjami, w jakie popadają wysoko postawieni hierarchowie, więc najwyżej część z nich zasiliłaby szeregi lefebrystów *), a reszta – wstrzymała finansowanie parafii do czasu wyjaśnienia, czy dialog z judaszyzmem doprowadzi do likwidacji chrześcijaństwa, czy też Żydowie pozwolą je pozostawić.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
================================================
*) mail:
a ja byłem w Palmową w kościele w Radości, Bractwa św. Piusa X,
Okazało się, że na placu przed kościołem postawili ogromny Namiot,
jakieś 25*50 metrów.
I był wypełniony ludźmi !! Z 500 wiernych chyba,
Ledwo znalazłem miejsce [dali..] na ławce BEZ oparcia, to się kiwałem.
Zimno, jak..
Ogromne wrażenie. 6 konfesjonałów, potem czterech księży rozdaje
Komunię ludziom klęczącym.
Jak za Bieruta, panie…