Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 21 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Obrona Terytorialna arrow Szykujmy Gwardię Narodową
Saturday 21 September 2019 11:40:39.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Szykujmy Gwardię Narodową Drukuj Email
Wpisał: Andrzej Rafał Potocki   
04.11.2014.

Szykujmy Gwardię Narodową

 

Andrzej Rafał Potocki, W Sieci nr. 45 2014r

 

Już kilka miesięcy temu polityczni ko­mentatorzy bez owijania w bawełnę twierdzili, że jeżeli Zachód na czele z USA nie przeciwstawią się szybko i zde­cydowanie aneksji Krymu, to tylko ośmieli Putina do dalszej eskalacji zbrojnej, aż do wojny o Donbas i wschodnie rubieże Ukrainy. Właśnie jesteśmy świadkami tego, jak osa­motniony Kijów traci swoje graniczące z Rosją prowincje. Moskwa atakuje i grozi. Ostatnio zrobił to już nie kremlowski pajac Władimir Żyrinowski, ale osobiście Putin. W rozmowie z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką miał oświadczyć, że gdyby chciał, to w ciągu dwóch dni rosyjskie wojska mogłyby się zna­leźć nie tylko w Kijowie, lecz także w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie czy Bukareszcie. Niestety nie jest to scenariusz filmowego po­litical fiction, ale realna groźba.

Amerykańscy doradcy rządowi co rusz ostrzegają Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę przed niebezpiecznym rozwojem sytua­cji. Podobnego zdania są niektórzy polscy dowódcy mający odwagę przestrzec spo­łeczeństwo przed zagrożeniem. Rosyjscy turyści z okręgu królewieckiego, odwie­dzający masowo w weekendy trójmiejskie supermarkety, zachowują się coraz bardziej wyzywająco. Demonstracyjnie paradują po sklepach z czarno-pomarańczowymi wstąż­kami wpiętymi w klapy marynarek na znak solidarności z donbaskimi separatystami. W rozmowach z Polakami mówią bez ogró­dek, że już niedługo nie będą musieli tu nic kupować, bo "wjadą" i sami sobie wezmą. Ich postawa przypomina żywo agresywne zachowania turystów niemieckich przed wybuchem II wojny światowej. Co z tego wynika? Ano to, że Rosjanie są przygotowani na militarną konfrontację z Zachodem. A czy my jesteśmy przygotowani na ewentualny konflikt z Rosją?

 

Polityka odstraszania

Kilkoro dzieci moich znajomych, które przekroczyły już wiek poborowy, pyta: - Co mamy robić w przypadku ataku Rosjan? Na­wet nie potrafimy się posługiwać bronią.

Czują zagrożenie, dowodem na to jest szybko wzrastający odsetek młodzieży, który chce powrotu poboru do wojska. Tak w każdym razie wykazały ostatnie badania CBOS. To naturalna reakcja obronna każdego normalnego człowieka w sytuacji, kiedy dostrzega zbliżające się niebezpieczeństwo. Co im mogę odpowiedzieć? Że platformer­ski rząd i parlamentarna większość, mimo  wyraźnych sugestii NATO. aby podwyższyć budżetowe wydatki na zbrojenie z 1,95 na 2 proc., odpowiedzieli: nie!

Nie zapominajmy jednak, że w tej nowej sytuacji mieliśmy wręcz niewiarygodne szczęście. Sekwencja wydarzeń na Majdanie przyspieszyła reakcję Kremla. Putin ruszył na Ukrainę, ale daleko mu było jeszcze do peł­nego przygotowania do wojny z Zachodem. Konflikt na razie przygasł, ale to tylko antrakt w tym spektaklu. Wojenna logika została już uruchomiona. Znajdujemy się w sytuacji po­litycznej przypominającej rok 1939. Jesteśmy w sojuszu z mocnymi tego świata, ale brakuje nam stuprocentowej gwarancji. że w razie ro­syjskiej agresji przyjdą nam z pomocą. A jeśli nawet wywiążą się ze swoich zobowiązań. czy zrobią to na czas?

Niestety od roku 1939 różni nas to, że wtedy mieliśmy siódmą co do wielkości armię na świecie, a dziś mamy ledwo 100 tys. zawodowych żołnierzy i bała­gan w strukturach dowodzenia. Lata resetu z Rosją rządów "ciepłej wody w kranie" doprowadziły do sytuacji, że 40-milionowy kraj w środku Europy może się bronić przed atakiem ze Wschodu zaledwie kilka dni. Doświadczenia kampanii wrześniowej po­kazują, że gdyby nie wkroczenie Sowietów, które spowodowało całkowite załamanie polskiej obrony, mogliśmy stawiać zorganizo­wany opór Niemcom jeszcze przez dobrych kilka tygodni. Hipotetycznie istniała szansa na to, że mimo wszystko Zachód ruszy się wreszcie zza Linii Maginota i w ten sposób zapobiegnie hekatombie II wojny światowej.

Dziś jest podobnie. USA i NATO silniej niż przed II wojną Francja oraz Anglia deklarują chęć obrony kresów wschodnich eurolandu, ale pewności nie mamy. Jedyne, co możemy zrobić, to przygotować się do maksymalnie długiej samotnej obrony, by dać sojuszni­kom czas na podjęcie działań militarnych przeciwko wspólnemu wrogowi. Po drugie, należy wreszcie poważnie zająć się polityką odstraszania przeciwnika, czyli wprowadzić w życie takie rozwiązania militarne, które uczynią z naszego kraju twardszy orzech do zgryzienia niż Krym czy Donbas. A warun­kiem skutecznego odstraszania jest zapew­nienie sobie takiego potencjału obronnego, by agresor musiał zadać sobie pytanie, czy konflikt z Polską mu się opłaca.

 

Przestarzała doktryna

 

Na czym stoimy? W wielkim skrócie. Jesz­cze w styczniu tego roku według doktryny obronnej ośrodka prezydenta III RP przez najbliższe ćwierćwiecze nie powinniśmy się spodziewać żadnych zagrożeń. Ta teo­ria runęła jak domek z kart w ciągu trzech tygodni. Konieczne są natychmiastowe zmiany, bo do tej pory polska doktryna wo­jenna nastawiona była głównie na wysyłanie wojsk (przede wszystkim sił specjalnych) na dalekie fronty, jako wsparcie działań USA i NATO na antypodach. Dobre i to. Przynaj­mniej dzięki temu mamy dobrze wyszkolone i ostrzelane (co najważniejsze) kadry, które mogą zostać wykorzystane przy niezbęd­nym zwiększeniu liczebności armii zawo­dowej. Ale zawodowa armia to nie wszystko. Nastawiając się na aktywność na odległych frontach, zaniedbano obronę terytorium własnego kraju.

Historia pokazuje, że mamy w praktyce dwa modele armii. Po pierwsze, masową, zawodowo-poborową, która według mnie jest dziś tworem archaicznym. Drugim roz­wiązaniem, bliższym realiom współczesnego pola walki, jest dobrze wyszkolona armia za­wodowa (w polskich realiach powinna być podwojona liczebnie) wsparta dobrze zor­ganizowaną tzw. Obroną Terytorialną (OT).

Model ten stosuje od zarania swoich dziejów najsilniejsze mocarstwo świata, współczesny Rzym, czyli Stany Zjednoczone, mimo że ob­szar USA nie jest bezpośrednio zagrożony najazdem obcych sił zbrojnych praktycznie od drugiej połowy XIX w. W amerykańskich realiach obrona terytorialna zwana Gwar­dią Narodową ma być gotowa nie tylko do odparcia armii zewnętrznego agresora, lecz także do ochrony ludności cywilnej zarówno przed zagrożeniami natury militarnej (np. atakami rakietowymi), jak i przed skutkami klęsk żywiołowych.

Pojęcie obrony terytorialnej źle się ko­jarzy Polakom, którzy pamiętają czasy komuny. Była powszechnie wyśmiewana niczym Ochotnicza Rezerwa Milicji Oby­watelskiej, czyli ORMO. Kojarzono ją z przaśnymi, zakompleksionymi typami, którzy wśród uśmieszków uczniów pod­czas obowiązkowego w szkołach średnich przysposobienia obronnego opowiadali bajki o tym, jak się ustrzec przed skutkami amerykańskiego ataku atomowego. Czasy się jednak zmieniają i wobec nowych za­grożeń warto przełamać stare schematy myślenia. By zdjąć odium z wyśmiewanej w PRL i traktowanej obecnie z przymrużeniem oka Obrony Terytorialnej, najlepiej będzie przedstawić istotę systemu funkcjo­nowania OT USA, czyli tamtejszej Gwardii Narodowej (GN).

 

Zawsze gotowi

"Dobrze zorganizowana milicja (Obrona Terytorialna) jest niezbędna dla bezpie­czeństwa wolnego państwa" - zapisano w konstytucji Stanów Zjednoczonych Ame­ryki (II poprawka). Kiedy w drugiej połowie XVIII w. Stany Zjednoczone wybijały się na niepodległość, podstawową rolę w walce bezpośredniej odegrały lokalne milicje. Od tamtej pory stały się nieodłącznym czyn­nikiem sił zbrojnych USA. Podczas I wojny światowej oddziały Gwardii Narodowej sta­nowiły 40 proc. wszystkich walczących jed­nostek amerykańskich, natomiast w trakcie następnej gwardziści walczyli na wszystkich głównych teatrach wojny (np. 29. dywizja piechoty Gwardii Narodowej brała udział w lądowaniu w Normandii). Wojska Lądowe Gwardii Narodowej tworzyły ponad 50 proc. sił U.S. Army skierowanych do walki w czasie ostatniej wojny w Iraku. Służba w GN uwa­żana jest za honor i powód do dumy. Gwar­dzistami było 17 prezydentów USA, w tym Thomas Jefferson, Abraham Lincoln, Theo­dore Roosevelt czy George W. Bush.

Służba w GN jest ochotnicza i trwa w za­leżności od deklaracji trzy, sześć lub osiem lat. Podstawową siłą Gwardii Narodowej są jej żołnierze. Odpowiedni system szko­leń gwarantuje przestrzeganie dyscypliny, zasad życia koszarowego i w końcu walki. Nauka trwa dziesięć tygodni. Tyle potrzeba na przerobienie niezdyscyplinowanego re­kruta w twardego i skłonnego do poświęceń żołnierza obywatela. Za poziom wyszkole­nia odpowiadają doświadczeni instruktorzy. Po zakwalifikowaniu ochotnik przechodzi testy sprawności fizycznej oraz specjalny quiz, z którego przełożeni wyciągają wnio­ski, do jakiej służby najlepiej się nadaje. Po przejściu szkolenia podstawowego (u nas tzw. unitarki) kieruje się go w zależności od predyspozycji do: piechoty, lotnictwa, ciężkiej lub lekkiej artylerii, sił specjalnych albo do wywiadu wojskowego.

GN oferuje również miejsca w logistyce, łączności, woj­skach inżynieryjnych, w służbie medycznej, transporcie, przy konserwacji maszyn czy w końcu w administracji. W dyspozycji GN jest ok. 150 zawodów, które może wybrać kandydat, o ile spełni niezbędne wymaga­nia. Po przeszkoleniu gwardzista odbywa okresowe szkolenia, które prowadzone są w trybie weekendowym raz w miesiącu, w miejscu zamieszkania. Raz do roku, naj­częściej w lecie, organizowane są obowiąz­kowe szkolenia wyjazdowe, trwające dwa tygodnie. Wszystkie poważne opracowania fachowe, jak np. encyklopedia "Internatio­nal Military and Defense", definiują Obronę Terytorialną jako niezbędny czynnik nowo­czesnej struktury militarnej, którego po­wiązanie z systemem cywilnym skutecznie wpływa na jakość obrony narodowej. Hasło GN USA to "Always ready - always there" ("Zawsze gotowi - zawsze na miejscu"). Sy­stem ten w pełni realizuje ideał żołnierza obywatela (Citizen Soldier - civilian in peace, soldier in war).

 

Zatrzymać zielonych ludzików

Dla określenia działań Rosjan na Krymie i Ukrainie ukuto nowy termin - wojna hy­brydowa. Nie jest to wbrew zaskoczeniu wielu polityków i komentatorów żadna no­wość. Dokładnie ten sam typ działań zbroj­nych prowadziła Rzeczpospolita w latach 1606-1613 podczas interwencji na terenie Moskwy. Najemne oddziały lisowczyków i Kozaków hetmana Sahajdacznego pu­stoszyły kraj, wprowadzając zamęt, a całe zastępy ochotników z Polski walczyły w zorganizowanych oddziałach zarówno po stronie carów Samozwańców, jak i tzw. legalnej władzy, wprowadzając dodatkowe zamieszanie.

Przez pierwsze lata konfliktu Rzeczpospolita oficjalnie nie angażowała się militarnie po żadnej ze stron, jednak dziwnym trafem cudzoziemscy "ochotnicy" (Polacy, Kozacy, Litwini) walczyli głównie tam, gdzie opłacało się to polskiemu kró­lowi. Teraz mamy sytuację odwrotną, tylko stroną rozgrywającą jest Kreml. Jeżeli grozi nam konflikt zbrojny ze wschodnim sąsia­dem, musimy się liczyć (szczególnie w jego wstępnej fazie) właśnie z tego typu dzia­łaniami. Narażone na ataki "zielonych lu­dzików" (prawidłowo: dywersantów) będą szlaki komunikacyjne, rafinerie, źródła energii - generalnie te miejsca, których za­kłócenie pracy może spowodować zamęt. Akcje mogą być wykonywane przez kilku­osobowe oddziały i zanim "szpica" czy nasze oddziały specjalne zdążą na miejsce, będzie już po wszystkim.

Najpoważniejszym prze­ciwnikiem grup dywersyjnych jest zawsze dobrze zorganizowana Obrona Terytorialna. "Narodowe Siły Rezerwowe (NSR) w żadnej mierze nie mogą być uważane za rodzimy odpowiednik Gwardii" - pisze w swojej pracy doktorskiej Anna Maria Siarkowska z Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej i Ruchu na rzecz Obrony Terytorialnej. "NSR nie tylko nie stanowią oddzielnego rodzaju sił zbroj­nych, lecz służą tylko i wyłącznie uzupełnia­niu wakatów w wojskowych siłach operacyj­nych. Używanie określenia polska Gwardia Narodowa w stosunku do Narodowych Sił

 Rezerwy to nadużycie, które wprowadza w błąd opinię publiczną. Polska nie posiada obecnie komponentu OT w ramach swoich sił zbrojnych, co budzi niepokój i zasadne pytania o zdolności obronne polskiego sy­stemu militarnego".

Potrzeba jak najszybszej odbudowy sił OT jest bezsporna. Tym bardziej że mamy potencjał - ochotników. Powstało już kilka poważnych opracowań, które przedstawiają koncepcję utworzenia nowoczesnej OT. Utworzono Ruch na rzecz Obrony Teryto­rialnej, w którego skład wchodzą fachowcy z Akademii Obrony Narodowej. To właś­nie z tego źródła wypłynęły myśl i hasło: "Odbudujmy Armię Krajową". Biznesmeni z Białegostoku dobrowolnie się opodatko­wali, by finansowo zasilić tworzone oddol­nie i spontanicznie organizacje samoobrony. Wielu młodych ludzi pyta: co mogę zrobić, gdy wejdą Rosjanie? Władza musi udzielić natychmiastowej odpowiedzi. Inaczej prze­gramy zyskany dzięki Ukrainie czas.  

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.