Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 111 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Marcin B. Brixen arrow Test pani minister
Saturday 24 October 2020 22:13:33.30.
migawki
 

24.10.20 Bielsko-Biała Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy od 14-tej

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Test pani minister Drukuj Email
Wpisał: Marcin B. Brixen   
29.12.2014.

Test pani minister

 

Marcin B. Brixen - 28 Grudnia, 2014

http://niepoprawni.pl/blog/marcin-b-brixen/test-pani-minister

Rodzina Hiobowskich siedziała sobie spokojnie w domu, gdy nagle zadzwonił telefon Łukaszka. - Kto to dzwoni do ciebie? - zainteresowała się mama Łukaszka i zerknęła na wyświetlacz. - O! Coś takiego! Dyrektor szkoły do ciebie dzwoni! Łukaszek zręcznie przewinął się na kanapie i sięgnął po aparat. - Hiobowski, słucham... Tak, panie dyrektorze. Co?! O rany! Kto?! Ale jaja! Kiedy? Teraz! No jasne, już lecę!

- Dokąd ty chcesz lecieć? - zaniepokoił się tata Łukaszka. - Do szkoły - Łukaszek rozłączył telefon i energicznie zerwał się z kanapy. - I to już! tata Łukaszka zaofiarował się, że podwiezie syna. Ale tak naprawdę chodziło mu o zaspokojenie ciekawości. - ...bo tak naprawdę to szkoła powinna pełnić dyżur w te dni pomiędzy świętami - tłumaczył Łukaszek swojemu tacie. - A coś pamiętam. Premier o tym mówiła i ta minister... - Minister szkolnictwa. No. Ale myśmy się dogadali z dyrektorem i nauczycielami. - Kto: my? - No, uczniowie. I my nie chcieliśmy przychodzić do szkoły i nauczyciele też. Więc umówiliśmy się, że nie przychodzimy. Oficjalnie szkoła pełni dyżur, tyle, że nikogo nie ma. –

Ty tak nie kombinuj, co wolno posłowi to nie uczniowi! - przestrzegł go tata. - I co to teraz macie za akcję? - Dyrektor dostał cynk, że przyjeżdża ktoś na sprawdzenie tego dyżuru. Więc dzwoni po wszystkich i mamy pełnym gazem lecieć do szkoły i udawać ten dyżur. - A kto przyjedzie? - Nikt ważny. - Nie kręć mi tu! - No mówię, premier i minister. - E, to faktycznie nikt ważny... Tata Łukaszka wysadził Łukaszka przed szkoła i wrócił do domu.

Łukaszek wbiegł do budynku. Coraz więcej zjeżdżało się aut, wysiadali z nich uczniowie i nauczyciele i śladem Łukaszka podążali do szkoły. Do klasy, w której siedziała trzecia A wpadła pani od polskiego. - Co tak siedzicie!? Dalej, zapalać światła! Wszystkie! Udawajcie, że się uczymy! Oczywiście, zeszytów nie wzięliście! Dobra, zrobimy sobie temat: "Ustne omówienie kanonu lektur na następny semestr".

Dosłownie kwadrans później pod szkolę podjechał orszak limuzyn BORu. Wysiedli z nich pani premier, pani minister i funkcjonariusze BOR. W progach szkoły powitał je pan dyrektor. - Że też się paniom chciało... W taką pogodę... - Ech, co to są za zimy teraz! - machnęła ręką lekceważąco pani premier. - Kolej stoi - przypomniała jej ostrzegawczo minister edukacji. - Stoi, bo zima, ale kiedyś to był zimy! - Wtedy kolej nie stała - odezwała się pani minister.

Pani premier popatrzyła na nią ciężko i pani minister zamilkła. - Co ta ja... Acha. Wtedy to był zimy! Pamiętam jak dziś, ile to śniegu napadało, w samą wigilię, wracałam wtedy z opłatka w moim kole ZSL-u... - kontynuowała pani premier i urwała nagle. - Dokąd nas pan prowadzi? - Do auli. - Ależ co pan! Po co! Proszę sobie nie przeszkadzać! Nie chcemy dezorganizować pracy całej szkoły! Proszę tylko przyprowadzić którąś klasę! O, może tą! I pani premier otwarła drzwi obok nich i zapytała co to za klasa. - Trzecia A gimnazjum - odparła pani od polskiego. Pan dyrektor z rozpaczy zamknął oczy.

- Chodźcie do gabinetu lekarskiego - zaprosiła ich pani premier. Pan dyrektor z przerażenia otwarł oczy. Pani premier zaprowadziła wszystkich do gabinetu lekarskiego i oświadczyła: - Był, był już kiedyś taki minister rybołówstwa co ryb nie rozróżniał. Otóż moje ministerki są świetnymi fachowkami w swoich dziedzinach i znają się na wszystkim! O! A ministra edukacji zna się świetnie na edukacji. Aby jednak się edukować trzeba widzieć co się pisze i czyta. Dlatego tak ważny jest dobry wzrok. A w przypadku gdy ktoś słabo widzi, dobrać odpowiednie okulary korekcyjne. I dlatego pokażę wam teraz, że moja ministra, która dostrzega najdrobniejsze problemy edukacji dysponuje świetnym wzrokiem. Proszę bardzo! I pani minister stanęła pod ścianą i zasłoniła jedno oko. A pani pielęgniarka pospiesznie powiesiła na ścianie planszę i pokazała gdzieś w jej środku małą literkę "l". - Hm, hm... - rzekła pani minister po dłuższym namyśle. - Taki element długi, cienki i lekko zakrzywiony na końcu. Hm... Kabanos! Zgadłam?

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.