Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 15 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Iza Brodacka 17 arrow Czy syn prezesa Kaczyńskiego lubiłby makaron?
Friday 30 October 2020 03:09:21.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Czy syn prezesa Kaczyńskiego lubiłby makaron? Drukuj Email
Wpisał: Izabela BRODACKA   
15.07.2017.

Czy syn prezesa Kaczyńskiego lubiłby makaron?


Izabela BRODACKA


Młody Żyd przed pierwszym spotkaniem z kandydatką na żonę udaje się do rabina po poradę. „ Powiedz mi rebe o czym mam z nią w ogóle mówić”- prosi zdenerwowany.  „Najpierw zapytaj o upodobania, potem może być pytanie o rodzinę, a wreszcie jakiś problem filozoficzny  i na pierwsze spotkanie wystarczy”- radzi rabin.

Dochodzi do spotkania. Młody człowiek po chwili kłopotliwego milczenia pyta:  „Czy pani lubi makaron?”. „Nie”- odpowiada zdumiona dziewczyna. „ A czy pani ma brata?” – pada następne pytanie. „ Nie”- odpowiada kandydatka na żonę.   „A czy gdyby miała pani brata to lubiłby on makaron?”- wydusza z siebie pytanie filozoficzne speszony kandydat na męża.

Ta urocza anegdota, będąca esencją żydowskiej mądrości przypomniała mi się gdy usłyszałam, że w „ Loży prasowej” na antenie TVN 24 pani Renata Grochal z „Newsweeka” raczyła oznajmić, że gdyby Kaczyński miał syna, ten pracowałby w Spółce Skarbu Państwa”.

 I dodajmy, że z całą pewnością lubiłby makaron.

Żarty żartami jednak problem jest poważniejszy niż się wydaje. Pani Grochal zaprezentowała najgłębsze przeświadczenie, że tak zwana etyka Kalego rządzi wszystkimi bez wyjątku ludźmi i środowiskami. Jest przekonana, że prezes Kaczyński wsadziłby przez protekcję  swego syna, gdyby go miał, do Spółki Skarbu Państwa załatwiwszy mu wysokie pobory i z góry go za to potępia.  Jej etyczna wrażliwość –podobnie jak większości dziennikarzy o odpowiednio sformatowanych mózgach- ogranicza się jednak do nepotyzmu, łapówek i naruszania praw autorskich. Nie są oni w stanie zrozumieć, że nepotyzm jest niczym wobec zabicia zdolnego do życia płodu czyli żywego dziecka co w mniemaniu postępowców jest prostym zabiegiem higienicznym, takim  jak usunięcie pryszcza na nosie czy kurzajki oraz oczywiście niezbywalnym prawem człowieka i obywatela. Nie rozumieją, że zwykłego jak ja człowieka nic nie obchodzi ile razy właściciel kawiarni czy fryzjer odtworzył  w swoim zakładzie piosenkę disco polo, pozbawiając przez to jej twórcę cząstki należnych tantiem. Nie obchodzi mnie również fakt, że profesor X odpisał od profesora Y dwa zdania bez cudzysłowu pozbawiając w ten sposób profesora Y należnej chwały. Nie są to dla mnie żadne problemy moralne. Tymczasem w naszych szalonych czasach usiłuje się nam wmówić, że najwyższe standardy moralne dotyczą płacenia w terminie abonamentu telewizyjnego oraz umieszczania stosownych cudzysłowów i odnośników przy przepisywaniu cudzych tekstów. Samo przepisywanie  nie jest (paradoksalnie) uważane za rzecz naganną, wręcz przeciwnie. Wzorcowa praca dyplomowa to zbiór cytatów zaopatrzonych cudzysłowami i odnośnikami. Esej na zadany temat zawierający wyłącznie własne przemyślenia magistranta , niezależnie od  poziomu tego eseju, nie zostałby przez promotora w ogóle przyjęty.  Niewiele różnią się od tego wzorca prace naukowe. Nic dziwnego, że miarą klasy naukowca jest indeks Hirsha ( h- index). Indeks Hirsha jest to liczba publikacji cytowanych nie mniej niż h razy. Jeżeli jakiś naukowiec ma indeks Hirsha 10 oznacza to, że ma 10 publikacji cytowanych co najmniej 10 razy.

Ciekawe jak obliczono by h-index dla niejakiego Jean-Jacques Rousseau. Liczba jego cytowań  sięga chyba milionów, natomiast  publikacji ma zdecydowanie mniej. Rousseau zadebiutował rozprawką napisaną na konkurs ogłoszony przez Akademię w Dijon: „Czy odnowienie sztuk i nauk przyczyniło się do odnowienia obyczajów?” która  uzyskała pierwszą nagrodę.  Rozprawka według obecnych kryteriów byłaby  mało naukowa gdyż nie zawierała żadnych cytatów. Rousseau był samoukiem i nie mógł wylegitymować się również formalnym wykształceniem. Dziś nie miałby prawa głosu. Dzięki wygraniu konkursu Rousseau zawarł korzystne znajomości, miedzy innymi z baronową de Warens, której kochankiem i utrzymankiem był przez kilkanaście lat . Po rozstaniu z baronową przez kilka lat musiał pracować zarobkowo dlatego uznał, że świat jest bardzo niesprawiedliwy. Był utrzymankiem wielu innych kobiet miedzy innymi Louise d’Epinay. Swoich pięcioro dzieci zrodzonych w związku z Teresą Levasseur  bez skrupułów oddał do przytułku nie znając nawet ich imion. Nie był to miły ani dobry człowiek pomimo, że uważał się i przedstawiał jako „ szlachetny dzikus ” ,a źródło wszelkiego  zła widział w cywilizacji. Pomijając wielokrotnie wytykaną mu hipokryzję i okrucieństwo wobec własnych dzieci, które -jak twierdził- oddał do przytułku dla ich własnego dobra, możemy mieć zastrzeżenia wobec wkładu Rousseau w myśl ludzkości . Rousseau odkrywając formułę: „ dla ich własnego dobra” stał się prekursorem tej etyki, która eutanazję każe widzieć jako dobrodziejstwo zabijanego człowieka, aborcję jako sposób na oszczędzenie dziecku niegodnych warunków życia, na przykład bez wody w domu albo bez  komputera, a sąd uprawnia do decydowania o życiu i śmierci dziecka wbrew woli jego rodziców.

Tak było w przypadku Terri Schiavo, którą sąd skazał na okrutną śmierć z głodu i pragnienia. Rodzice walczyli o prawo do życia córki i ofiarowywali jej pełną opiekę. O zabicie Terii walczył natomiast  jej mąż, który chciał ślubu z kochanką. Ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok śmierci na 10 miesięcznego Charliego Garda. Dziecko cierpi na chorobę genetyczną, która prowadzi do zaniku mięśni. Szpital w Londynie zalecił odłączenie go od aparatury ratującej życie.  Odmówił również transportu dziecka na leczenie do USA, a nawet oddania go do domu. Wyczerpawszy w obronie dziecka wszelkie instancje krajowe rodzice  zwrócili się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale przegrali. Karolek został skazany na śmierć, a rodziców pozbawiono prawa do decydowania o losie ich własnego dziecka. W obronę dziecka zaangażowali się papież Franciszek i prezydent Trump. Karol zostanie poddany drogiej kuracji.

Walka o życie Karolka to prawdziwe wyzwanie moralne. Natomiast to czy syn prezesa Kaczyńskiego, gdyby go tylko miał, pracowałby w Spółce Skarbu Państwa i czy lubiłby makaron jest mi zupełnie obojętne.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

Zmieniony ( 15.07.2017. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.