Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 60 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Sarwa arrow Okrągły Stół i Czerwone Bractwo
Wednesday 20 November 2019 20:39:08.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Okrągły Stół i Czerwone Bractwo Drukuj Email
Wpisał: Andrzej Juliusz Sarwa   
14.07.2018.

Okrągły Stół i Czerwone Bractwo


[z książki, powieści Cmentarz Świętego Medarda, Andrzej Sarwa, Sandomierz 2018 ]


Król August II, któremu Niemcy nadali przydomek der Starke, a Polacy Mocny, może był i mocny, bo i podkowę w rękach złamał i niejedną tęgą zda się pijacką głowę przetrzymał i nie padł nieprzytomny pierwej, nim już wszyscy inni nie popadali. I w rozpuście prym wiódł. I to nie lada jaki, bo przypisywano mu spłodzenie coś koło trzystu dzieci (chociaż się do tyłu nigdy nie chciał przyznać), ale ilu mu się nie dało przypisać? Może drugich trzystu? Tego nikt nie wiedział.

Zatem ów mocny król schodził wygodnymi schodami, z komnat zamkowych drezdeńskiego zamku ku wykwintnie urządzonym pomieszczeniom piwnicznym. Gdzie od 1708 roku regularnie zbierało się przy Confidenztafel, przy „zaufanym” Okrągłym Stole, nader doborowe towarzystwo noszące nazwę Bractwa Wrogów Wstrzemięźliwości, będące po części lożą różokrzyżowo- masońską i stowarzyszeniem „przyrodników” oraz „filozofów”, po części zaś zgrają niegodziwców, hultai, pijakółw, plugawych łajdaków oraz wysoko urodzonych ladacznic i wywłok, ale nigdy podczas zaufanych i tajnych zebrań nie przekraczających liczby dwunastu, w proporcjach ośmiu mężczyzn na cztery niewiasty. [ Kazimierz Marian Morawski, Bractwo wrogów wstrzemięźliwości. Studium historyczne z czasów Augusta II, s. 12-13, Sandomierz 2018. ]


To zapewne tu, wiosną roku 1709, poważnie radzono nad unicestwieniem Rzeczypospolitej, nad rozbiorami Polski, bo pomysł ów, który po raz pierwszy przyszedł Augustowi II do głowy już w roku 1703, kiedy to proponował go w Berlinie Fryderykowi I pruskiemu i Karolowi XII szwedzkiemu, już go nigdy nie opuszczał.

To tu zajmowano się czarami i alchemią i to tu odbywano orgie pijackie i seksualne, na ogół zresztą ze sobą połączone. A nie było żadnej, najbardziej nawet wyuzdanej rozpusty, której by tu się nie oddawano, której by tu nie uprawiano, której by tu się nie dopuszczano...

Contubernium, czyli stowarzyszenie owo złożone w swym wyższym, bo „oświeconym” stopniu wtajemniczenia, a nie w swej najniższej pijacko—łajdackiej warstwie, zajmowało się zagadnieniami filozoficznymi, przyrodniczymi i duchowymi, czyli magią (a jakże), geomancją, kabalistyką, alchemią i astrologia I to wszystko sub rosa [w tajemnicy].

Dzięki temu, iż przy Auguście kręciły się nieliche umysły ówczesnej doby, takie jak „przyrodnicy i filozofowie”, a w rzeczywistości przede wszystkim alchemicy i okultyści Pauli Tschrinhaus czy Leibniz, Mocny, dzięki opiniom, jakie na jego temat ów ostatni rozgłaszał, uchodził w Europie za tęgą i wyjątkowo oświeconą głowę. A to, co się w podziemiach zamkowych drezdeńskiego zamku działo po uczonych dysputach i magicznych obrzędach, nie było w ogóle brane pod uwagę. Wszak tak spracowanemu politycznie, umysłowo i twórczo monarsze należało się też i trochę rozrywki i odprężenia...

Ale sprawiedliwie nadmienić należy, iż mieszkając w roku 1702 w Sandomierzu i mając u swego boku Tschrinhausa, snuł wespół z nim chwalebne plany utworzenia Akademii Umiejętności, ale saskiej, nie zaś polskiej bynajmniej. Jednakowoż, na planach się tylko skończyło. I tak się jedno z drugim, a drugie z trzecim przeplatało…

Król, wszedłszy do tajemnej komnaty, tej z okrągłym stołem na dwanaście osób, a nie tej gdzie się upijano i oddawano wszelkim możliwym do wyobrażenia cielesnym rozkoszom, ani nie tej, do której wynoszono pijanych do nieprzytomności mężczyzn i kobiety, ze zdumieniem zauważył, iż nie jest sam, chociaż wybrał się tu, będąc pewnym, że pomieszczenia są puste, bo chciał nieco odpocząć i przemyśleć kilka ważnych kwestii w cichości, oto bowiem ujrzał siedzącego tam markiza Balletti, hrabiego de Montferrat, hrabiego Bellamarre, hrabiego de Saint-Germain i diabli wiedzą, jak on się tam jeszcze nazywał - August skrzywił się na jego widok, jakby octu się napił.

Czy nie ma przed tobą, hrabio, żadnych zamknięć, zamków żadnych?

Jak widzisz... Auguście.

Jakeś mnie nazwał? Warto by cię wybatożyć! - monarcha był wyraźnie wściekły.

Spróbuj

Król się zamachnął na przybyłego, ale ów siedział, nie drgnąwszy nawet, nie mrugnąwszy powieką, pięść zaś Sasa jakby powstrzymana jakąś niewidzialną mocą zawisła unieruchomiona jakby ściśnięta w potężnym imadle, tuż nad głową Ballettiego, na którą, gdyby spadła, roztrzaskałaby ją bez wątpienia jak pustą skorupę orzecha.

Ten ostatni zmienił się na twarzy, która upodobniła się w pewnej mierze do wężowej maski, z prostopadłymi źrenicami i zasyczał: Ty śmieciu, ty grudko psiego łajna, wyniosłem cię na tron, to i strącić z niego mogę...

Ty ty?... August odzyskał mowę, lecz wciąż nie mógł się poruszyć. Kimże więc jesteś pytał teraz już wyraźnie wylękniony, ale jednocześnie wciąż jeszcze bezczelny - czyż nie zaledwie jednym z braci? Bracia mnie na tron wynieśli, a nie ty... szlachetko!

Markiz nie zareagował na obelgę.

Jednym z braci? A cóż oni dzisiaj mogą? Może za jakiś czas... jeszcze lata muszą upłynąć... całe dekady... Ale kimże są ci bracia beze mnie? Takim samym psim łajnem, jako i ty.

Król bacznie wpatrywał się w zmienioną twarz i przerażające oczy markiza.

Ty jesteś... diabłem...

Ale Balletti nic na to nie odrzekł, uniósł tylko prawą dłoń i wykonał gest mano cornuta [Dłoń rogata (Wł.), diabelskie rogi, gest wykonywany na cześć szatana przez jego wyznawców, dziś bezmyślnie (albo i nie) demonstrowany, szczególnie przez młode osoby i osoby życia publicznego, prezydentów, papieży, co tłumaczy się tym, że znak ten w angielskim języku migowym oznacza również „kocham cię”, zaznaczyć jednak trzeba, iż osoba, która go wprowadziła do użycia, Hellen Keller, była socjalistką i znajdowała się pod znaczącym wpływem swedenborgiańskiego okultyzmu. * ]

- a król natychmiast zwiotczał.

Siadaj pan! polecił Augustowi markiz.

August posłusznie usiadł.

Widzę, iżeś zapomniał, skąd ci nogi wyrastają. Czyżbyś naprawdę zapomniał naszej nocnej rozmowy w tym po trzykroć przeklętym Sandomierzu, w tym najbardziej polskim z polskich miast? A może ją zlekceważyłeś? Więc ci i to już po raz ostatni przypominam po to żeś podstępem przywdział polską koronę, iżby państwo to zniszczyć, a nie roić swoje idiotyczne. plany Za mało przesz ku temu, co ci wyznaczono, co dla cię zaplanowano Zrozumiałeś?

Sas bezwolnie skinął głową.

Markiz ciągnął więc dalej. Niby jesteś adeptem... niby... ale nie patrzysz szerzej, zajmujesz się błahostkami...

Jeśli ja się zajmuję błahostkami, to co, panie markizie jest tak naprawdę ważne? Wszak przed chwilą twierdziłeś, że unicestwienie Polski... bo jej, choć naiwna, to przecie szczera wiara stoi nam na przeszkodzie... tyle że ja nie bardzo wiem do czego

Taaak unicestwienie... ale to tylko jeden ze środków do celu... a co naprawdę jest ważne i jaki to cel?

Przemiana człowieka Cóż to znaczy? Na czym ma polegać?

Na oświeceniu go chyba?... Czyż nie? I czyż nie o to zabiegam... zabiegamy? poprawił się czym prędzej.

- Na oświeceniu... żałosne... Musimy stworzyć człowieka nowego i doskonałego... taaak... a właściwie to człowieka—nie— człowieka... istotę, która by w sobie łączyła cechy różnych bytów by łączyła w sobie przeciwieństwa... Czyli ma to być i człowiek i zwierzę i byt anielski zespolone w jednej istocie. Ma to być kobieta, mężczyzna i jednocześnie istota zdolna do amagogenezym [Rozmnażanie bezpłciowe organizmów żywych] , mieszcząca w sobie wszystkie możliwe i niemożliwe do wyobrażenia płcie, ma w niej tkwić jednocześnie ciemność i światłość, ale ma też tryskać i błękitnym płomieniem symbolizującym nieskończoność i wieczność, rozpacz i cierpienie, i bezmiar światłości zarazem - wykwitającym z ciernienia wybrańców, z którego trzeba wreszcie zdjąć kipę [mycka] , by od owego płomyka zgorzał cały świat, a z jego popiołów zrodził się świat nowy. Ma to być istota łącząca to, co niskie, z tym, co wysokie, ma to być istota, która ma moc solve - et coagala rozwiązywania i związywania, rozpuszczania i ścinania...

Wreszcie osoba ma się przemienić w osobnika, w bezwolnego, bo stanowiącego tylko część roju. Właśnie tak... nie społeczności, a roju...

August pokręcił przecząco głową.

To jest niewykonalne.

I owszem, jest. Najpierw uderzyliśmy w rozum, przyjdzie czas, że uderzymy w wolę, a na samym końcu w uczucia. Toż to nadludzkie przedsięwzięcie.

Jak tego dokonać? skąd ten pomysł, że ma być ono ludzkie?

Ty zniszcz Rzeczpospolitą, a my zdziałamy resztę... Bo teraz, jak już wcześniej rzekłem, tylko ten kraj stoi nam na przeszkodzie... Gdyby nie twój przygłupi, nierozumny poprzednik... Sobieski... tam... pod Wiedniem... już by Znienawidzony otrzymał srogi cios w samym sercu oddającej Mu cześć papistowskiej części Europy Ale stało się... chociaż... chociaż... tamten plan tylko odwlecze się w czasie... tylko odwlecze... on nie umarł ani nie został poniechany, lecz jedynie odłożony na przyszłość... a my, choć czasu mamy niewiele]”, to względem was, dwunożnych bydląt i tak aż nadto... To tyle. Przypomniałem ci się.

`Markiz, rzekłszy to, podniósł się zza stołu i niespiesznie skierował do innego z podziemnych pomieszczeń, gdzie nie było żadnych drzwi, ani żadnych okien. Król zaciekawiony po cóż gość tam zmierza, podążył za nim, ale kiedy wszedł do owego ślepego zakamarka, nikogo w nim nie było. Sas stanął jak wryty. Zdumienie, ale i lęk straszny jakiś go sparaliżowały. „Nie mógł inaczej stąd się wydostać, jak tylko przeniknąwszy przez ścianę” przeleciało mu przez głowę... zadrżał i cofnął się do pierwszej z komnat.

August II Mocny, po zniknięciu markiza usiadł przy stole, oparł głowę na pięści i się zamyślił... Czuł się po trosze skonfundowany, a po trosze upokorzony... słowa markiza nie do końca były dlań zrozumiałe. A może nawet całkiem niezrozumiałe?... Miał zamęt w głowie... Rzeczpospolita... on jej król, ale i nie-król zarazem. Podstępny oszust, który nie tylko zdradził (no, może nie tak do końca) swoją dotychczasową luterską wiarę, ale przy pomocy intryg, spisków i tajnych układów nałożył na swoje Skronie polską koronę, pierwej ją zrabowawszy, wdzierając się do skarbca koronnego przez dziurę wybitą w ścianie, początkowo nie chciał bynajmniej zniszczenia tego ogromnego państwa. Ostatecznie jednak jego niemiecki ciasny pragmatyzm skłonił go do tego, by bardziej zadbać o własne prywatne interesy w takim zakresie, w jakim jest to możliwe i osiągalne, niż o jakiekolwiek interesy kraju, który teoretycznie mógł doprowadzić do niewyobrażalnej wprost potęgi i być królem nad cesarzami...

I co mu teraz zostało?

Tajemniczy markiz uprzytomnił mu, że nie ma wyjścia, że musi płynąć z prądem rzeki, w którą go wrzucono... Co prawda obeznany we wszelkiego rodzaju wieszczbach, przepowiedniach, prognostykach, wróżbach, czy jak to tam zwać wiedział, że słowa proroctwa zapisane niegdyś przez saksońskiego profetę Grebnerusa [ Grebnerus Paul Grebner (1560-1590) autor słynnego proroctwa dotyczącego dziejów Europy. ] w Sericum Mundi filum, czyli Jedwabnej nici świata, nie muszą się odnosić bynajmniej do władców Brytanii, ani tym bardziej Szwecji, lecz do Augusta z rodu Wettinów... a on i do rodu tego przynależał i August mu było na imię.

Niestety teraz markiz ostatecznie już rozwiał jego nadzieje... Lata przemijały, niesnaski, niepokoje, wojny, spiski i konfederacje, szarpanie się z Leszczyńskim o koronę na podobieństwo psa, który drugiemu chce wyrwać z pyska smaczną kość szpikową I to ustawiczne uzależnienie od innych... od Rosjan, Szwedów, Turków, Żydów... od fochów polskich królewiątek - karmazynów.

I na diabła mu to wszystko było? Nie tylko, że zdradził Lutra, formalnie przechodząc na katolicyzm, chociaż tak naprawdę nigdy się katolikiem nie stał, ani tym bardziej nie czuł, ale jeszcze i Maryi, tej częstochowskiej Maryi w 1717 roku ufundował koronę... wchodząc tu w alians z papieżem... czy dla protestanta mogła być większa zbrodnia? Większy grzech? No i czy nie dlatego, że przeszedł na stronę papistów, wszystkie jego ambitne plany brały w łeb? Jeden po drugim? A jedyne co mu naprawdę perfekcyjnie wychodziło to opilstwo i rozpusta...


Jak to pisał Grebnerus? Król przywołał w pamięci jego złowieszczo brzmiące słowa: „O podziwu godne przemiany narodu polskiego, które nastąpią o ile Polska nie obierze sobie polskiego lub niemieckiego księcia, jakiego jej narzucą sąsiednie Prusy i Niemcy ewangelickie Polacy, wskutek niewczesnych rozruchów, utracą granice swoje od strony Inflant, Prus, aż po Kaszuby i Pomorze, po kresy Marchii brandenburskiej i po pola śląskie...”

Mroczne proroctwo już w roku 1582 wieszczyło upadek i rozbiór Polski, która to przecie była wówczas u szczytu swej potęgi i chwały... I August przypomniał sobie jeszcze jedną przepowiednię, przepowiednię króla Jana Kazimierza, który, zgorzkniały i opuszczony, takie wyrzekł słowa: „Bo to złe to jest rozbiór Polski coraz bardziej zagraża. Obym był fałszywym prorokiem ale to wam powiadam, że... pójdzie Polska na rozszarpanie narodów. Kozak i Moskal zagarną ludy językiem bliższe do siebie i nawet Wielkie Księstwo Litewskie sobie wezmą, Wielkopolskę i Prusy Brandenburczyk zajmie, a dom austriacki o Krakowie i Rusi pomyśli”

I August jeszcze bardziej posmutniał... Wiedział, że losu tego kraju skazanego na zagładę nie zmieni... więc przynajmniej go dobije, niczym dogorywającego tytana w akcie miłosierdzia, wbijając mu mizerykordię w gardło... choć marzyło mu się zostać królem papieży i cesarzy w królestwie mesjańskim, jakie miało nastać, gdy imperium tureckie runie, a żydzi do Ziemi Świętej powrócą i tam państwo swoje ustanowią... lecz to nie za jego czasów i nie za jego przyczyną miało nastać owo tysiącletnie królestwo, w którym będą wszelkie rozkosze dostępne... ale skoro nie tam, to tu i teraz będzie ich zażywał...

Tym bardziej że markiz swą wizytą i swoimi słowy tym razem już ostatecznie rzecz całą przypieczętował i sprawił, iż August wszelkie swoje wielkomonarsze ambicje porzucił, bo w końcu wreszcie pojął, iż nie takie zadanie mu wyznaczono i nie taką ani władzę, ani chwałę dlań przewidziano. A wręcz przeciwnie, żadnej władzy i żadnej chwały, a wyłącznie może i ważnego, może niezbędnego, niemniej tylko trybiku w machinie świat ten doczesny tworzącej i jego dzieje...

Choć jeszcze kilka miesięcy temu zdawało mu się, że tajny układ (o którym mu szpiedzy donieśli) zawarty, w minionym 1720 roku, w Poczdamie między Prusami a Rosją, iżby Polskę w stanie bezsilności utrzymać, pilnując, żeby nic się w jej ustroju nie zmieniło, ni obieralność monarchów, ni wszechwładza sejmów (o ile nie byłyby zrywane) i owo nieszczęsne liberum veto, to tylko jeden ze spisków, przeciw któremu można zawiązać kontr-spisek, to teraz zobaczył wszystko w zupełnie nowym świetle...

Rzeczpospolita gniła... I niechże zgnije... trzeba tylko dla nas co nieco z niej wyszarpać powiedział sam do siebie król.

Po czym podniósł się zza stołu i przeszedł do drugiej z komnat piwnicznych. Zbliżył się do kredensu z mahoniowego drewna inkrustowanego macicą perłową, otworzył drzwiczki, wyjął największy z pucharów, jakie tam stały, wydobył flaszę armaniaku i napełnił nim ów kielich. Wypił duszkiem. Napełnił kielich po raz drugi i znów wypił duszkiem. Armaniak palił go w gardło. Osunął się na zydel, ujął głowę w dłonie i czekał, aż lęk zmieszany z irytacją go opuszczą. Zdało mu się, że zbyt długo to trwa, więc po raz trzeci nalał po wręby trunku do kielicha i wlał go sobie do gardła. Minął niespełna kwadrans, gdy wreszcie poczuł miłe drętwienie mięśni twarzy, szmer w głowie i napływ pewności siebie i animuszu... Wstał gwałtownie, przez co zachwiał się lekko na nogach, ale złapawszy równowagę, ruszył w stronę swoich apartamentów.

To na teraz tyle, a wieczorem będziemy ucztować... tak... wieczorem będziemy ucztować... i to jak!


Widzieliśmy już, jak ważne rzeczy działy się w Dreźnie i jakby momentami równolegle w Sandomierzu. Dziwnym by było, gdyby nie mniej ważne nie działy się w Warszawie. I oto nim rok 1721 dobiegł końca, w mieście tym zapalono światła pierwszej polskiej masońskiej loży, która, choć powiązana z lożami angielskimi przybrała nazwę francuską La Confrerie Rouge, co się wykłada jako Czerwone Bractwo, a która działała wedle siedmiostopniowego Rytu Różokrzyża. Poza karmazynami takimi jak Czartoryski czy Ossoliński, zasiadali w niej i pomniejsi magnaci, w tym również i niewiasty, co było osobliwe, albowiem do lóż angielskich ich nie dopuszczano, no, ale tu na razie jeszcze była Polska...

I tak oto nastawał ostatni już etap w dziejach wolnej Rzeczypospolitej etap jej unicestwiania, strącania najpotężniejszego europejskiego mocarstwa, najobszerniejszego i najzasobniejszego kraju przynależącego do cywilizacji Zachodu, w ognista przepaść, w której miała zgorzeć, a jej popioły kiedyś, het, w nieznane miał ponieść czarny rwący nurt podziemnej rzeki piekielnej, spadającej w bezdenną otchłań z hukiem potężnego, spienionego ludzką posoką wodospadu... I krew i łzy, rozpacz i ból i knut i kazamaty, i kibitki i niezmierzona głusza zmrożonej tajgi, i śmierć szczerząca się drwiąco wypróchniałymi zębami i robak—niszczyciel, który wgryzał się wq serca, dopadły Polaków...

Czerwone Bractwo przy Okrągłym Stole dopadło Polaków...

====================================

Wyd. Armoryka ,

27 600 Sandomierz, ul. Krucza 16

http://www.armoryka.pl/

cena 40 zł

[hurtownie książek jakoś nie palą się do przyjmowania i sprzedaży tej.. MD]

==========================

mail:

Książka jest już i w innych księgarniach:

W Polsce:
========================
Znak – cena: 25.19 - https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,119205,Cmentarz-sw-Medarda
========================
Czytam.pl – cena: 25.32 - https://czytam.pl/k,ks_747207,Cmentarz-sw.-Medarda-Sarwa-Andrzej-Juliusz.html
========================
Ravelo – cena: 26.52 - https://www.ravelo.pl/cmentarz-sw-medarda-andrzej-juliusz-sarwa,p100683936.html
========================
Legolas – cena: 27.82 - https://www.legolas.pl/9788380645189/Cmentarz-sw-Medarda.html
========================
Bonito – cena: 29.25 - https://bonito.pl/k-90673812-cmentarz-swietego-medarda
========================
Książnica Polska – cena: 37.05 zł - https://ksiaznica.pl/cmentarz-sw-medarda-p-40604.html
========================
Gandalf – cena: 31.51 - https://www.gandalf.com.pl/b/cmentarz-sw-medarda/
========================
Za granicą:
========================
Amazon.co.uk – cena: ₤ 8,14 - https://www.amazon.co.uk/Cmentarz-Swietego-Medarda-Andrzej-Juliusz/dp/1720763151
========================
Amazon.com – cena: $ 14,65 - https://www.amazon.com/Cmentarz-Swietego-Medarda-Andrzej-Juliusz/dp/1720763151/ref=sr_1_7?ie=UTF8&qid=1531645576&sr=8-7&keywords=sarwa

--

Zmieniony ( 15.07.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.