Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 75 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Agentura ma się nieźle... arrow Plamy na kitlach
Monday 14 October 2019 22:24:09.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. Hermeneutyka ciągłości ?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Plamy na kitlach Drukuj Email
Wpisał: Agnieszka Rybak   
08.11.2011.

Plamy na kitlach

 

„Niniejszym uprzejmie proszę o zatrudnienie mnie w charakterze lekarza – chirurga więzienia w Mokotowie" Kazimierz Jezierski

 

Agnieszka Rybak 05-11-2011  http://www.rp.pl/artykul/61991,747084-Kim-byli-lekarze-pracujacy-dla-stalinowskiej-bezpieki-.html

 

Kim byli lekarze pracujący dla stalinowskich organów bezpieczeństwa? Ludźmi niosącymi pomoc niezależnie od okoliczności czy wspólnikami oprawców? Środowisko medyczne nigdy nie odniosło się do ich dwuznacznej roli.

Widział, jak prowadzili Pileckiego pod ręce. Rotmistrz chciał iść sam. Poprosił, by na to pozwolili. Mały budynek, do którego zmierzali, stał za X Pawilonem. Weszli do środka, usłyszał jeden strzał. Potem zobaczył lekarza w wojskowym mundurze, który wszedł do budynku, by stwierdzić zgon. Tak po wielu latach Ryszard Mońko, zastępca naczelnika więzienia na Mokotowie, odtwarzał szczegóły egzekucji rotmistrza Pileckiego. Zapamiętany przez niego „lekarz w wojskowym mundurze" to Kazimierz Jezierski. Podpis porucznika doktora habilitowanego widnieje pod protokołem wykonania wyroku śmierci z 25 maja 1948 r.

Kiedy pod koniec lat 90. toczyła się w Polsce batalia o odebranie szczególnych uprawnień emerytalnych ludziom zatrudnionym w UB, pojawiały się przykłady sprzątaczek, które „tylko" ścierały krew. Jednak o lekarzach – którzy „tylko" doprowadzali ofiary przesłuchań do stanu umożliwiającego dalsze tortury – nikt nie wspominał.

Jak godzili przysięgę Hipokratesa z podpisywanym zobowiązaniem do utrzymania w ścisłej tajemnicy wszystkiego, cokolwiek było im wiadome z okresu pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego? Gdzie stawiali sobie granice kompromisu w relacjach z aparatem przemocy, który wykorzystywał ich umiejętności w procesie brutalnego niszczenia ludzi? Czy w ogóle sobie te granice stawiali? Środowisko medyczne do dwuznacznej roli kolegów zatrudnionych w Ministerstwie Bezpieczeństwa Wewnętrznego nigdy się nie odniosło. Zdarzały się za to przypadki spektakularnych karier naukowych osób, które w życiorysie miały bliską współpracę z aparatem bezpieczeństwa w czasach stalinizmu.

Usta bez uśmiechu

Kazimierz Jezierski, rocznik 1914, twarz owalna, włosy ciemny blond, oczy piwne, sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Na dołączonych do akt fotografiach uderza spokój i pewność siebie, choć usta nigdy się nie uśmiechają. Pochodził z lekarskiej rodziny. Ojciec, Zbigniew, jako trzydziestolatek przeszedł konwersję z wyznania mojżeszowego na katolicyzm. Młody Jezierski do żydowskich korzeni się już nie przyznawał.

Przed wojną uczęszcza do gimnazjum ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie, w 1932 r. zaczyna studia medyczne. Wydział lekarski ukończy we Lwowie już w roku 1940. Przebieg kariery zawodowej niezbyt oryginalny: 1940 – 1944 szpital św. Rocha w Warszawie, w tym samym czasie przychodnia w Babicach pod stolicą, od 1945 do 1947 r. asystent na oddziale chirurgicznym Szpitala Wolskiego. Nic, co by tłumaczyło napisane w czerwcu 1947 r. podanie: „Niniejszym uprzejmie proszę o zatrudnienie mnie w charakterze lekarza – chirurga więzienia w Mokotowie".

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.