Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 59 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Igrzyska (bez chleba) arrow Dwa oblicza futbolu: szmal i pseudo-religia a prawdziwy patriotyzm
Friday 22 November 2019 17:27:11.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Dwa oblicza futbolu: szmal i pseudo-religia a prawdziwy patriotyzm Drukuj Email
Wpisał: Marcin Jendrzejczak   
18.08.2012.

Dwa oblicza futbolu: szmal i pseudo-religia a prawdziwy patriotyzm

 

Marcin Jendrzejczak 2012-08-16 http://www.pch24.pl/dwa-oblicza-futbolu,5071,i.html#ixzz23sr5YbGd

 

Start nowego sezonu piłkarskiego sprzyja refleksjom dotyczącym natury współczesnego sportu. Cokolwiek by o nim powiedzieć, nie polega on już wyłącznie na czystej, sportowej właśnie rywalizacji pomiędzy przeciwnikami. Duże, ogromne wręcz pieniądze wchodzące w grę sprawiają, że sport jest dziś biznesem jak każdy inny. W dodatku wyjątkowo dochodowym.

Mimo swojego biznesowego charakteru, sport zawodowy jest dla mas źródłem przeżyć prawdziwie pseudo-religijnych. Kibice świadomie, bądź nie przymykają oczy na przyziemne aspekty sportu i pragną dostrzegać w nim rzeczywistość transcendentną. Kluby piłkarskie stają się tu kościołami, gwiazdorzy - świętymi, a kibice poszkodowani przez wrogich fanów - męczennikami.

Z kolei drużyna przeciwnika jawi się jako ucieleśnienie zła. Jak pisał na łamach „Przewodnika Katolickiego” Ryszard Gromadzki, (…) stopniowe nabieranie cech religijnych przez futbol zbiegło się z odwracaniem się zachodnich społeczeństw od religii chrześcijańskiej. Kościoły na zachodzie Europy (…) w większości są opustoszałe, w tym samym czasie rozgrywki piłkarskie w Niemczech, Holandii czy Anglii cieszą się znakomitą frekwencją. Obserwując mecze piłkarskie i towarzyszącą im coraz bogatszą obrzędowość, trudno oprzeć się wrażeniu, że ta rozbudowana oprawa służy tworzeniu ekwiwalentnej religii.

 Niekiedy futbolowa religia przybiera groteskową postać, taką jak liczący ok. 100 tysięcy wyznawców „kościół” Diego Maradony. Patrząc na śmiertelną powagę, z jaką zarówno zwykli ludzie, jak i głowy państw podchodziły do meczów Euro 2012 wydaje się, że to, co pierwotnie miało być jedynie grą sportową, staje się obecnie, ni mniej ni więcej, tylko przeżyciem quasi-sakralnym.

Religijne akcenty futbolu uwidaczniają się w różny sposób. Pompatyczne ceremonie otwarcia mistrzostw i wręczania trofeów nasuwać mogą na myśl obrzędy liturgiczne. Niekiedy też uczestnictwo w piłkarskich wydarzeniach zastępuje udział w niedzielnej liturgii. Arcybiskup Neapolu, kardynał Michele Giordano przestrzegał przed tym w jednej ze swoich wypowiedzi. Ubolewał nad desakralizacją niedzieli, podczas której odbywa się znaczna część ligowych meczów. Co więcej, ostrzegał przed traktowaniem piłki nożnej jako swego rodzaju opium dla ludu, mającego przesłonić realne problemy społeczne.

 Podobnych wypowiedzi brakowało w Polsce, podczas gdy Euro 2012 było wykorzystywane do zbicia kapitału politycznego przez rząd Donalda Tuska.

Na czas jego trwania budowano mniej lub bardziej sztucznie atmosferę powszechnej radości, uniesień i tryumfalizmu. Przykładem jest tu wojna, jaką prezydent Sopotu wypowiedział żebrakom. Warto też zwrócić uwagę na quasi-religijny charakter wspólnoty, tworzony przez kibiców tej samej drużyny. Na co dzień dotyczy to kibiców klubów – można powiedzieć, że stanowią oni plemię, w ramach którego zanika indywidualny charakter człowieka. Ten trybalizm przejawia się także w walkach z kibicami przeciwnej drużyny; są oni postrzegani jako członkowie wrogiego plemienia, jako obcy, którym nie przysługuje status ludzi. W przypadku meczów międzynarodowych gra jawi się zaś jako odpowiednik wojny.

 Z innej jednak strony, nie można zaprzeczyć, że pod płaszczem tego trybalizmu czai się prawdziwy patriotyzm. Dochodzimy tutaj do drugiego oblicza kibicowania. Świat futbolowych fanów, jak również samych piłkarzy jest niekiedy obronnym wałem przeciwko płynącym z rewolucji kulturowej zagrożeniom cywilizacyjnym. Jeśli chodzi o piłkarzy, to najlepszym przykładem są Polacy, tacy jak Jakub Błaszczykowski, czy Przemysław Tytoń. Pierwszy z nich wziął nie tak dawno udział w akcji organizowanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi - „Nie wstydzę się Jezusa”. Błaszczykowski zachował wiarę, pomimo traumatycznych przeżyć rodzinnych, których doświadczył jako dziecko. Modlitwa bramkarza polskiej reprezentacji Przemysława Tytonia przed obroną rzutu karnego w meczu z Grecją była jeszcze większym przykładem odwagi w otwartym wyznawaniu wiary. Niezależnie od tego, czy Bóg rzeczywiście mu pomógł w obronieniu strzału czy nie, warto brać przykład z polskiego bramkarza. Nie każdy bowiem katolik ma dziś odwagę przyznać się do wiary w miejscu publicznym.

 Oczywiście, nie tylko polscy piłkarze są religijni. Odwoływanie się do Boga czy publiczne czynienie znaku krzyża jest znacznie bardziej powszechne np. w Ameryce Południowej. Wystarczy tu wspomnieć o Kolumbijczyku Radamelu Falcao, który po obydwu zdobywanych golach w meczu tegorocznego finału Ligi Europejskiej zdejmował koszulkę z napisem "Uwierz, a zobaczysz chwałę Boga".

Także kibice nie zawsze przedkładają futbol nad prawdziwą religię. Często mecze są dla nich okazją, by przekazać wartości religijno-patriotyczne. Flagi i symbole narodowe, hasła antykomunistyczne i anty-sodomickie na meczach są kamieniem obrazy dla krajowego lewactwa. Futbol sprzyja poczuciu więzi wśród kibiców i piłkarzy; budowaniu tożsamości lokalnej i narodowej. Ten pierwszy aspekt widać zwłaszcza podczas meczów ligowych, drugi zaś dostrzegalny jest w trakcie spotkań drużyn narodowych. Zresztą, jak pisze autor tekstu na portalu kibice.net, sportowi fani muszą być upolitycznieni, przy czym upolitycznienie to nie oznacza ślepego poparcia dla danej partii politycznej. Oznacza raczej trwanie przy niezmiennych wartościach – zwłaszcza tych religijnych i patriotycznych.

Wśród autorów niektórych tamtejszych tekstów przewija się poczucie misji. Zdają sobie oni sprawę z wpływu, jaki ma zaangażowanie w kibicowanie na charakter młodego człowieka. Wiedzą, że jeśli nie przekażą mu pewnych, instynktownie wyczuwanych wartości, to zrobi to MTV czy „Kuba” Wojewódzki. Jak pisze jeden z kibiców, (…) miłość do swojego domu, swojej małej ojczyzny to logika w czystej postaci. Jeśli więc stoi ona po naszej stronie, to dlaczego wciąż w oczach większości to my jesteśmy głupcami?

 Pozostaje mieć nadzieję, że to zdroworozsądkowe podejście zwycięży i futbol, zamiast być namiastką religii, będzie służyć Kościołowi i Polakom.

 Marcin Jendrzejczak

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.