Już można to ujawnić?
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 14 czerwca 2026
8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.
W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.
Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.
Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.
Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.
Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.
Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.
Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.
Ale incipiam.
Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.
Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?
Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.
Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?
Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?
Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).