Zełenski postawił Białorusi tygodniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji. Zrozpaczony pajac?

Zełenski stawia Białorusi 7-dniowe ultimatum w nieoczekiwanej sytuacji

Symplicjusz 20 czerwca 2026 r. simplicius76/zelensky-gives-belarus-7-day-ultimatum

Coraz więcej osób potwierdza, że ​​Zełenski prowadzi przyspieszoną kampanię operacji psychologicznych, polegającą na pustych uderzeniach, aby ukryć pogłębiający się kryzys w swoim kraju. Dziś mieliśmy okazję obejrzeć materiał filmowy, który ujawnił, jak działają jego najnowsze sztuczki salonowe.

Okazuje się, że wczorajsze masowe strajki w Moskwie, które miały się zbiec ze szczytem Rady Europy, były po prostu hollywoodzkim spektaklem: drony zostały wypełnione mieszankami nafty w taki sam sposób, w jaki Hollywood inscenizuje eksplozje samochodów, aby wyglądały bardziej „dramatycznie”, wytwarzając gęste kłęby oleistego dymu.

Na poniższym filmie widać zestrzelonego drona, który pozbywa się swojego specjalnego pakietu efektów specjalnych: [Could not load video.]

Czego się spodziewałeś po kartelu Kvartal 95 ? Dym i lustra – i lateks – to ich specjalność.

Teraz całkowicie zrozumiałe jest, w jaki sposób Ukrainie udało się stworzyć tak przyciągającą wzrok scenerię, skoro każdy zestrzelony dron pozostawiał na horyzoncie smugę gotową do PR-u:

Rzeczywiste szkody w samej rafinerii okazały się rozczarowujące, gdyż zniszczeniu uległo jedynie kilka zbiorników na ropę:

W rzeczywistości wiele z ostatnich narracji ukraińskich gwałtownie się rozpada. Krymska „izolacja” okazała się całkowitą klapą, ponieważ nawet czołowe ukraińskie media opisywały kroki, jakie Rosja szybko podjęła, aby rozwiązać wszelkie problemy, jakie ukraińskie ataki dronów zdołały tymczasowo spowodować.

Na przykład wszystkie mosty wychodzące z Krymu zostały wzmocnione, a ruch wrócił do normy, jak ubolewa następujące konto pro-UA:

Rosji udało się szybko zbudować ziemne wały na kanale, widoczne na nowych zdjęciach satelitarnych:

Nawet sam most ucierpiał w niewielkim stopniu — powstały jedynie dziury — co można zobaczyć na środkowym zdjęciu. Na moście nadal odbywał się ruch jednopasmowy.

Teraz pojawiają się doniesienia, że ​​rosyjskie mobilne grupy ogniowe eskortują cysterny z paliwem wzdłuż korytarzy krymskich, a Ukraińcy wciąż narzekają, że ich drony „Hornet” odnoszą coraz mniejsze sukcesy, ponieważ niedobory paliwa na Krymie zniknęły.

Następnie Zełenski nieświadomie ujawnił swój prawdziwy plan gry, który jest zgodny z ideą, którą omawialiśmy poprzednio: długoterminowe finansowanie i perspektywy Ukrainy topnieją, a Zełenski pilnie potrzebuje chwilowego wzmocnienia wizerunku, aby utrzymać na powierzchni cały swój reżim.

Spotkanie Rady Euro nie tylko wywarło dodatkową presję na Rosję, by zmusiła Putina do „dyplomacji”, ale Zełenski ujawnił nową desperację, by zakończyć wojnę jeszcze tej zimy. Powód? Otwarcie stwierdza, że ​​po zatwierdzeniu przez Europejczyków ogromnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro Ukraina będzie pilnie potrzebować nowego pakietu finansowego, jeśli wojna nie zostanie do tego czasu skutecznie zakończona.

90 mld euro na pewno nie wystarczy na tak długo jak kiedyś!

Ukraina i Stany Zjednoczone rozmawiają o zamrożeniu wojny na linii frontu, donosi The Economist, powołując się na źródła.

Obie strony utrzymują ze sobą codzienny kontakt. Wznowiono również nieformalne rozmowy z Rosją.

„Jednym z omawianych pomysłów jest dwuetapowe zawieszenie broni: najpierw ograniczyłoby ono działania wojenne do strefy 50–70 km po obu stronach linii frontu, a następnie nastąpiłoby szersze porozumienie” – czytamy w raporcie.

Ukraina spodziewa się zakończyć wojnę przed nadejściem zimy— Zełenski na spotkaniu Rady Europejskiej

🔴 Showman, aktor, prezenter telewizyjny, komik i prezydent kraju z prawdziwymi obywatelami po raz kolejny mówi o potrzebie zwiększenia presji na Rosję ze strony UE.

🤔 Stwierdził również, że jeśli działania wojenne będą kontynuowane przez kolejną zimę, Ukraina będzie potrzebowała oddzielnego pakietu wsparcia.

🔴 Mówimy o dostawach gazu, oleju napędowego, sprzętu energetycznego i pocisków do obrony powietrznej.

🔴 I po raz kolejny w niegrzeczny sposób wezwał do pokoju.

Ale najbardziej niepokojącym dowodem desperacji Zełenskiego była bezpośrednia groźba skierowana przeciwko Białorusi, jaką po raz pierwszy wysunął mały Zielony Człowiek.

Wyjaśnił, że Białoruś buduje wieże przekaźnikowe, aby pomóc rosyjskim dronom – o czym pisaliśmy już kilka tygodni temu – i że daje Łukaszence tygodniowe ultimatum, aby je zniszczył, albo Ukraina „zrobi to za nich”.

Tutaj powtarza groźbę zawartą na swoim oficjalnym koncie, ale dodaje jeszcze bardziej niepokojący zwrot akcji:

Widzicie, Zełenski nie tylko grozi teraz, że prawdopodobnie przeprowadzi pierwsze ataki na Białoruś, w efekcie rozszerzając konflikt i zmuszając Białoruś do przystąpienia do wojny, ale w swojej desperacji wydaje się zagrażać także białoruskiemu sektorowi naftowemu.

Intencja jest jasna:

  1. Zełenski zdaje sobie sprawę, że jego kampania przeciwko rosyjskim rafineriom nie powiodła się, a próba spowolnienia rosyjskiej gospodarki zakończyła się fiaskiem. Oznacza to, że Ukraina nadal balansuje na krawędzi załamania, nie mając żadnej odpowiedzi.
  2. Zełenski pilnie potrzebuje rozszerzenia wojny i objęcia nią jak największej liczby krajów, aby zmienić deterministyczne kalkulacje, które doprowadzą do upadku Ukrainy.
  3. =========================

Wciągając Białoruś do konfliktu, Zełenski i jego europejscy kuratorzy mogą rozpętać nową kampanię propagandową, aby zmobilizować cały zachodni „sojusz” do powstrzymania tego nowego zagrożenia – co, jak zawsze, obejmowałoby ponowną militaryzację, znaczne zwiększenie finansowania itd. Operacja prawdopodobnie obejmowałaby działania pod fałszywą flagą, takie jak „atak Białorusi na Polskę” i inne tego typu działania, mające na celu wzmocnienie efektu.

Istnieje wiele innych teorii:

Drugim powodem jest to, że rosyjskie możliwości w zakresie stacji przekaźnikowych dają Rosji możliwość przeciwdziałania ukraińskiej przewadze Starlink, umożliwiając jej kontrolowanie zasobów powietrznych na duże odległości. Zełenski wie, że Starlink był ostatnią istniejącą przewagą Ukrainy i że zniweczenie go przez Rosję za pomocą własnego, asymetrycznie porównywalnego systemu poważnie osłabiłoby Ukrainę, szczególnie w tym korytarzu na zachód od Kijowa, gdzie Rosja zaczęła powielać własne, głębokie ataki na tyły, skierowane przeciwko drogowcom i przewoźnikom paliwa.

A tak przy okazji: Hipokryzja gróźb Zełenskiego polega na tym, że Ukraina chełpliwie wykorzystuje wszelkiego rodzaju infrastrukturę sojuszniczą poza granicami kraju. Zachodnie samoloty patrolują granice Rosji, wysyłając ukraińskie drony z korektą celu, nie wspominając o satelitach i wszystkim innym, co stanowi ukraińskie „zaplecze” istniejące poza samą Ukrainą. Ale z jakiegoś powodu, kiedy Rosja wykorzystuje infrastrukturę sojuszniczą do pomocy, poważnie to uraża wojenną wrażliwość etyczną kijowskiego krasnoludka.

InformNapalm@ InformNapalmInformNapalm

Pas dronów wzdłuż granicy z #Białoruś : #Rosja opracowuje infrastrukturę do startu, śledzenia i przekazywania uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych informnapalm.org/pl/drone-bel…

13:41 · 17 czerwca 2026 · 12,3 tys. wyświetleń Views


———————————

W świetle ujawnionej desperacji, łatwo zrozumieć, dlaczego fałszywy hollywoodzki show o moskiewskiej rafinerii był tak bardzo potrzebny w tym momencie. Ukraina ewidentnie radzi sobie znacznie gorzej, niż daje po sobie poznać, zwłaszcza teraz, gdy wojska rosyjskie ponownie zaczęły nacierać w szybszym tempie w zeszłym tygodniu. Upadek Konstantinowki i Lymana zburzy narrację ostatnich miesięcy, że Ukraina „zamroziła linię frontu”, że wojna osiągnęła „impas”, albo że Ukraina całkowicie odwróciła losy i teraz naciera na Rosję, odzyskując terytorium.

Gdy te miasta padną, nie będzie sposobu, by ukryć sztucznie sfabrykowaną operację psychologiczną „zwycięstwa” Ukrainy – a Zełenski kipi z rozpaczy, zastanawiając się, jak dalej tłumić rosyjskie zwycięstwa. Konstruując nowy punkt zapalny przeciwko Białorusi, Zełenski może po raz kolejny sprytnie odwrócić uwagę mediów od załamującej się ukraińskiej linii frontu i skupić ją na nowym punkcie. Taki jest plan. Plan ten jednak przynosi coraz mniejsze efekty, ponieważ wymaga nowej, sfabrykowanej kampanii dosłownie co tydzień; w tym tygodniu jest to Hollywood Kerosene Theatre w Moskwie, w przyszłym Belarus Roadshow, a w kolejnym trzeba będzie wymyślić nową sztuczkę. Życie oligarchicznego oszusta-transwestyty podszywającego się pod „demokratycznego przywódcę” nie jest łatwe.

A po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego sytuacja Ukrainy nadal się pogarsza:

Bloomberg podaje, że Rosja radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-06-16/rosyjski-eksport-ropy-blisko-rekordowego-tempa-ponieważ-ukraińskie-drony-biorą-na-cel-w-swoje-rafinerie

Jak myślisz, czy Zełenski w akcie desperacji faktycznie spróbuje rozszerzyć wojnę, czy też są to tylko puste groźby?

Zwracają te miliardy ! MEM-y VI.

———————————

——————————

—————-

——————————————

——————————

——————————

————————-

——————————-

——————————–

—————————

Książka „Kłopot z Zełenskim”

Prawda o Zełenskim

„Kłopot z Zełenskim”.

Inauguracja sprzedaży tej książki nie mogła trafić na lepszy moment. Skandal jaki wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA” zbiegł się z promocją książki pod tytułem, „Kłopot z Zełenskim”.

Już sam tytuł jest intrygujący. Lektura zaś nie przynosi rozczarowania, wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni wielbiciele ukraińskiego polityka będą skonfudowani, choć przecież sam autor na koniec nie kryje pewnej nutki podziwu dla bohatera swojej książki, uznając jego wręcz nadzwyczajne zdolności do przetrwania.

Zbigniew Parafianowicz zebrał mnóstwo anonimowych opinii na temat Zełenskiego, tak polskich, jak ukraińskich. Nie poznamy tu z nazwiska żadnego z autorów tych opinii, być może dlatego są tak odważne. Zacytujmy opinie ukraińskich współpracowników Zełenskiego.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Żeleńskiego: „Pracując dla Żeleńskiego, dziwiłam się, że zagraniczni dziennikarze wierzą mu na słowo i niczego nie sprawdzają. Panowało przekonanie, że ukraiński prezydent reprezentuje siły dobra i przecież nie może kłamać albo manipulować. To fascynujące doświadczenie, jak masa doświadczonych dziennikarzy z wielkich redakcji przyjmowała bezkrytycznie wszystko, co powiedział nasz prezydent. To wielki sukces Zełenskiego. Przekonanie świata do swoich racji i uniknięcie zadawania dodatkowych pytań. Rzadko się zdarza taki komfort. Nawet Obama nie miał tak lekko. Wszędzie, gdzie wchodziliśmy, Zełenski był witany jak Bóg. Momentami czułam się wręcz zażenowana. Czerwone dywany i kwiaty jak w Korei Północnej podczas wywiadów w państwach zachodnich.

Dopiero gdy władzę w USA objęli Trump i Vance – ludzie w oczywisty sposób niechętni Zełenskiemu – zaczęły się problemy. Prezydent nie był przygotowany na takie traktowanie. Do tej pory wszyscy go uwielbiali, a teraz na niego ktoś krzyczał albo zadawał mu niewygodne pytania na konferencji prasowej. Do tej pory każde słowo Zełenskiego przyjmowano jak prawdę objawioną. Pociski firmy związanej z jego ludźmi – Fire Point – były najdoskonalszą bronią na świecie, mimo że brakowało potwierdzenia na ich skuteczność. Drony produkowane przez Ukrainę zawsze trafiały w cel i cały świat o nich marzył albo ustawiał się w kolejce, by je kupić. Który polityk miał taki komfort prowadzenia polityki informacyjnej? Za jakiś czas, gdy na prezydenturę Zełenskiego popatrzymy z większym dystansem, wielu dziennikarzy będzie się wstydziło swoich peanów na jego cześć”.

Polityk Sługi Narodu: „Propaganda i media służyły Żeleńskiemu też do dyscyplinowania krajowej polityki. Gdy Rada Najwyższa zaczęła kwestionować jego decyzje, zarzucał jej, że jest leniwa. Gdy Sługa Narodu (partia proprezydencka w Radzie Najwyższej – przyp. Z.P.) zaczął się dzielić, Zełenski groził deputowanym, że pośle ich w kamasze. Nie zawahał się nawet zagrozić wyborami, gdy parlament przestał spełniać jego wymagania.

Tak, dobrze pan słyszy, wyborami, które dla niego samego przez wiele miesięcy były przecież nielegalne, bo trwa wojna. Jeśli trzeba było tupnąć, sięgnął nawet i po ten argument. Wielu polityków Sługi Narodu już od dawna wiedziało, z kim ma do czynienia”.

Współpracowniczka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego: „Z łatwością przyklejamy etykietkę populisty Trumpowi albo skrajnym politykom na zachodzie Europy. Prawda jest jednak taka, że Zełenski jest liberalnym populistą. Fasadowe popiera demokrację liberalną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty za fasadą wojownika o wolność Zachodu. Nie było tak bardzo uzależnionego parlamentu od Bankowej, jak wojenna Rada Najwyższa. Nie było takiej skali koncentracji władzy, jak za czasów Zełeńskiego. Żaden prezydent nie skonsolidował tak dużej władzy w jednym ręku. Stało się to za zasłoną jedności narodowej wokół wojny. Polityka zniknęła. Rywalizacja zniknęła. A Zełenski to wykorzystał do maksimum. Przejął państwo”.

Ale najciekawsze w tej książce jest dociekanie przez Autora jakie są  motywy polskiej polityki wobec Ukrainy. Twierdzi on, że polscy politycy mają świadomość kim jest Zełenski i jak propagandowy obraz Ukrainy odbiega od rzeczywistości. Ponoć z pogardą do Ukrainy odnosi się sam Donald Tusk. Skąd zatem taka polityka Polski? I tu oddajmy głos Parafianowiczowi:

„Skoro zarówno w polityce Tuska, jak i Nawrockiego wobec Ukrainy więcej było gry niż treści, jaki był właściwie jej cel? Żaden dyplomata ani polityk nie przyzna tego wprost, jednak w warunkach niesterowalnego Trumpa i coraz skuteczniej wychodzącego z izolacji Putina – głównym celem Polski było to, by Ukraina walczyła jak najdłużej. Kluczowe dla władz w Warszawie było jak najdłuższe wiązanie sił rosyjskich na wschodzie i południu Ukrainy. Zupełnie na dziesiątym, jeśli nie na setnym planie były kwestie dotyczące integracji tego państwa z Unią. Nieważne było to, czy Trump lubi Zełenskiego, czy nie. Czy uważa, że prezydent Ukrainy wmieszał się w wybory w USA oraz czy sprzeda Ameryce złoża minerałów lub czy pozwoli je rozkraść lokalnym oligarchom.

W gruncie rzeczy nieważna była nawet mityczna odbudowa Ukrainy, bo – bądźmy szczerzy – niewielu polityków wierzyło w jej powodzenie w przyszłości. Ważna była wojna. I jej trwanie. Nie dlatego że Polska i jej elity były podżegaczami wojennymi, jak chciała to widzieć rosyjska propaganda. Chodziło o czas. Dofinansowując „mięsne szturmy” na Donbasie za unijne pieniądze, Polska mogła kupić jeszcze kilka lat spokoju. To dlatego rząd pod koniec 2025 roku poparł pakiet pomocowy Unii Europejskiej dla Ukrainy wart dziewięćdziesiąt miliardów euro. I to dlatego Pałac Prezydencki – już z Karolem Nawrockim – nigdy nie zakwestionował jednoznacznie tego (w sumie ogromnego) zobowiązania finansowego. Te pieniądze w rachubach władz w Warszawie zapewniały Ukrainie trwanie przez kolejne dwa lata. Umożliwiały sfinansowanie wojny, która dawała Polsce i reszcie wschodniej flanki NATO możliwość przemyślenia tego, jak żyć z Rosją, która za chwilę legalnie dokona rozbioru Ukrainy. Zełenski nie bił się za nas, tylko za siebie. Ale dopóki się bił, korzystaliśmy z tego”.

Brzmi to skrajnie cynicznie. I tak chyba jest w istocie. Kiedyś Andrzej Duda „wygadał” się w jednym z wywiadów i powiedział, że chodzi o to, żeby ginęli Ukraińcy a nie Amerykanie. Chyba to samo myśli się w przypadku Polski – nich giną Ukraińcy, którzy dają nam czas. Tylko, że ta cała konstrukcja oparta jest na całkowicie fałszywym założeniu, że jak „padnie” Ukraina, to Putin ruszy na Europę. Nigdy nie było ze strony Rosji żadnych planów „Marszu na Zachód”. To jest umysłowa aberracja polskich elit, wynikająca z obsesji historycznej i histerii propagandowej Partii Wojny. Co więcej, stawia to sprawę polskiej pomocy dla Ukrainy w dwuznacznie moralnym świetle, tym bardziej, że Zełenski i jego otocznie wiedzą o co Polsce chodzi.

Jan Engelgard

Zbigniew Parafianowicz, „Kłopot z Zełenskim”. Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2026, ss. 262.

Zełenski: „Niech spierdalają! I Polska, i Polacy!”

Zelenski:

„Niech spier… i Polska, i Polacy!”

Kulisy polsko-ukraińskiego sporu

21.06.2026 nczas/zelenski-niech-spier-i-polska-i-polacy

NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski. Foto: PAP/EPA

Relacje polsko-ukraińskie znalazły się w głębokim kryzysie, którego źródeł nie sposób sprowadzić wyłącznie do sporów historycznych wokół zbrodni wołyńskich czy symboliki UPA. Kluczową rolę odgrywa postawa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego, który zamiast dążyć do porozumienia z polskim prezydentem Karolem Nawrockim, ignoruje próby dialogu i odmawia jakichkolwiek gestów dobrej woli. Prawdziwy obraz sytuacji, ukazujący zarówno arogancję ukraińskiej władzy wobec sojusznika, jak i poważne problemy wewnętrzne Kijowa utrudniające konstruktywną współpracę, wyłania się z doniesień medialnych oraz krytycznych analiz pochodzących z samej Ukrainy.

Polska wyszła z propozycjami porozumienia. Zelenski milczał

Jak pisze Zbigniew Parafianowicz dla portalu WP.pl, prezydent Nawrocki udzielił ukraińskiej stronie dodatkowego czasu na reakcję po kontrowersyjnej decyzji Zelenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „bohaterów UPA”. Planowana była rozmowa telefoniczna, podczas której Ukraina miała zobowiązać się do otwarcia znacznej liczby miejsc dla polskich ekip ekshumacyjnych ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Zelenski jednak nie zadzwonił ani nie podjął żadnych działań.

Po wyjeździe z Warszawy szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa sprawy utknęły w martwym punkcie. Polska strona zaproponowała kompromisowe rozwiązania, takie jak przeniesienie jednostki pod skrzydła HUR lub SBU albo wspólną deklarację historyczną wzorowaną na polsko-izraelskiej z 2018 roku, jednak ukraińska władza nie wykazała zainteresowania.

Szanse na porozumienie malały, Zelenski czuje się silny dzięki postępom w integracji z UE, atakom na Moskwę oraz udziałowi w szczytach G7, ignorując potrzeby polskiego partnera. Polska wywiązała się ze swoich zobowiązań, dając czas na namysł, podczas gdy strona ukraińska grała na zwłokę.

Tak językiem dyplomacji sprawę opisał szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz.

„Strona ukraińska miała pełną świadomość tego, że próby gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA spotkają się z adekwatną reakcją strony polskiej. Prezydent Wołodymyr Zełenski miał pełnię możliwości wycofania się ze swojej złej decyzji. W ostatnich tygodniach prowadzony był aktywny dialog z Kijowem. O taki dialog i czas wnosiła strona ukraińska. Spotkało się to z naszą otwartością. Niestety, nie przyniósł on zmiany podejścia władz Ukrainy do kwestii nazwania jednej z jednostek wojskowych imieniem tzw. „bohaterów” UPA. Dialog w dyplomacji ma sens, ale tylko wtedy, gdy ma prowadzić do pozytywnych rezultatów i tylko wtedy, gdy dwie strony są tym zainteresowane. Dialog jako gra na czas powinien zostać ukrócony. I tak też było w tym przypadku. Polska nie będzie zamykać oczu na gloryfikację zbrodniczej organizacji. Tysiące niewinnych ofiar ludobójstwa wołyńskiego nie zostaną nigdy zapomniane. Nigdy też nie będzie zgody na gloryfikację ideologów i wykonawców tego ludobójstwa.”

„Niech spier… i Polska, i Polacy”

Były deputowany Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk, cytowany na portalu X przez ukraińskiego blogera Myroslava Oleshko, ujawnił, że podczas narady w gabinecie prezydenckim Zelenski miał powiedzieć dosłownie: „Niech spier… i Polska, i Polacy”. Miało to nastąpić w kontekście odmowy rozwiązania sporu o pamięć historyczną poprzez dialog między polskimi i ukraińskimi historykami. Zelenski kategorycznie odrzucił taką propozycję, mimo że ukraińscy historycy sami ją sugerowali.

Tak opisuje to Mosijczuk: „Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zelenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zelenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…”

Mosijczuk przypomniał także sprawę ukraińskiego zboża, które przez miało jechać tranzytem przez Polskę. „Ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy” – mówił Mosijczuk. Zelenski wiedział o tym procederze, ale nie zareagował.

Korupcyjny system władzy ZelenskiegoZelenski i jego ekipa rozwinęli korupcję na niespotykaną skalę, ignorując ostrzeżenia przed inwazją Rosji i podejmując decyzje, które kosztowały życie wielu Ukraińców. Podczas gdy Polska pomagała Ukrainie, w tym finansując Starlinki, lojaliści władzy budowali sobie ogromne pałace pod Kijowem. Na Ukrainie panuje system represji: opozycjoniści i krytycy siedzą w więzieniach za samą krytykę Zelenskiego, a nawet samotne matki otrzymują wyroki za posty w internecie. Zelenski odwołał wybory, stworzył system fikcyjnych rezerwacji dla lojalistów, podczas gdy zwykli mężczyźni są łapani na ulicach przez struktury TCK i rzucani na front bez przeszkolenia.

Ukraina pod obecnymi rządami ma według krytyków gorszy poziom wolności niż Rosja w wielu aspektach. Zelenski wykorzystuje tematy historyczne wyłącznie do przykrywania własnych przestępstw korupcyjnych i wojennych. Pogorszenie relacji z Polską, która dała schronienie setkom tysięcy Ukraińców i wspierała militarnie, leży wyłącznie w interesie ukraińskiej elity władzy, a nie narodu ukraińskiego. Prawdziwe partnerstwo jest niemożliwe, dopóki Ukrainą rządzi system oparty na strachu, korupcji i arogancji wobec najbliższego sojusznika.

O radości z mniejszego zła

O radości z mniejszego zła

Olaf Swolkień myslpolska/o-radosci-z-mniejszego-zla

Prezydent Polski Karol Nawrocki zadecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu orderu Orła Białego.

Z jednej strony fragment uzasadnienia mówiący o niezmienności rzekomo zgodnego z polskim interesem sojuszu polsko – ukraińskiego skierowanego przeciw Rosji, ocierające się o fantazję opowieści o hetmanie Filipie Orliku i tradycyjna mantra o odwiecznym rosyjskim imperializmie od razu powinny studzić wzruszenia i entuzjazm, jaki na pewno wielu polskim widzom się udzielił, bo przemówienie było dobrze napisane i były w nim akcenty miłe dla jakże głodnego jakiegokolwiek przejawu narodowej dumy polskiego ucha.

W obszarze tradycyjnej, obsesyjnie antyrosyjskiej geopolityki prezydent Nawrocki w całości pozostał jednak w dotychczasowym paradygmacie „flanki”, „przedmurza”, „odwiecznego wroga i zagrożenia”, a na dodatek znieważył po raz kolejny przywódcę graniczącego z Polską jednego z trzech wielkich mocarstw dysponującego największym na świecie arsenałem głowic jądrowych. Czy rzucanie takich zniewag służy polskiemu interesowi narodowemu, czy jest oznaką siły czy bezsiły i kompleksu niech każdy odpowie sobie sam. Być może była to też forma swego rodzaju usprawiedliwienia dla skądinąd odważnej decyzji Karola Nawrockiego. Jednak z drugiej strony jest to gest ważny, bo gesty mają w polityce znaczenie.

Chociaż Zełenski z pewnością ma polski order w tak zwanym głębokim poważaniu, to jednak znając butę i bezczelność Ukraińców takie publiczne poniżenie było nie było twarzy ukraińskiego państwa stwarza prawdopodobieństwo eskalacji z ich strony, (na razie przybiera to formę zwracania kolejnych odznaczeń przez stronę ukraińską, ale kto wie, być może w ten wyścig włączy się np. Tomasz Sakiewicz) co może z kolei jeszcze bardziej jak mówią „otworzyć oczy” polskiej opinii publicznej i doprowadzić do jej tzw. przebudzenia w kwestii tego jaką cywilizację i jaki stosunek do Polski i Polaków reprezentują nasi rzekomi sojusznicy w walce z „rosyjskim zagrożeniem”.

W takiej sytuacji forsowanie przekazania Ukrainie kolejnych miliardów z polskiego budżetu będzie trudniejsze, bo na pewno nie będzie warto się tym chwalić np. mając na uwadze najbliższe wybory. Ważne były też inne słowa mówiące o polskim sprzeciwie wobec europejskich aspiracji mającej takich a nie innych idoli Ukrainy,  jak również wezwanie do wykluczenia z polskiej debaty publicznej głosów porównujących banderowskich zbrodniarzy do polskiej Armii Krajowej czy żołnierzy niezłomnych. Można je bowiem zastosować np. do prezesa Związku Ukraińców w Polsce czy takich indywiduów jak objawiający się niedawno szerszej publiczności niejaki Kazimierz Wóycicki.

Jest oczywiście jeszcze trzecia strona medalu dotycząca walk w obozie POPiSu.

Premier Donald Tusk będzie musiał odmówić lub zgodzić się na kontrasygnatę decyzji prezydenta, a każdy wybór narazi go na silną krytykę jednego lub drugiego skrzydła gnębiącej Polskę dwugłowej hydry, natomiast żaden nie przyniesie pochwał.

Prezydent Nawrocki zyska natomiast mocny atut w walce o prawicowy elektorat. A jaka płynie stąd nauka dla takich jak niżej podpisany wieczny wyborca mniejszego zła? Że w obecnej rzeczywistości nie ma innej drogi. Chyba, że ktoś wierzy, że im gorzej tym lepiej albo, że decyzji o odebraniu orderu można by oczekiwać od Rafała Trzaskowskiego.

Olaf Swolkień

Zełenski bez Orderu Orła Białego

Zełenski bez Orderu Orła Białego. Prezydent zdecydował 

19 czerwca 2026 pch/zelenski-bez-orderu-orla-bialego-prezydent-zdecydowal

[Jest to sprawa istotna, więc umieszczam drugą relację. md]

W odpowiedzi na skandaliczną decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu jednostki wojsk specjalnych na cześć stojącej za ludobójstwem Polaków UPA, Karol Nawrocki pozbawił go Orderu Orła Białego. – Polska żyje, gdy naród pamięta – mówił prezydent. 

W piątek 19 czerwca Karol Nawrocki podjął długo wyczekiwaną decyzję w sprawie odebrania głowie ukraińskiego państwa ważnego polskiego odznaczenia. 

– My Polacy pamiętamy o swoich. Nie porzucamy ich i zawsze się o nich upominamy. Szacunek dla przodków i uczciwość wobec historii są obowiązkiem nas wszystkich. Naród, który traci pamięć, traci część swojej duszy – mówił w czasie wystąpienia towarzyszącemu informacji o odebraniu Zełenskiemu orderu. – Pamięć o ofiarach jest moralnym obowiązkiem państwa polskiego – podkreślił prezydent.

Szanowni Państwo, nie możemy zapomnieć o naszej historii, nie możemy porzucić naszej pamięci, nie możemy oddać godności naszych ofiar. Tak rozumiemy obowiązek wobec tych, którzy nie mogą już mówić własnym głosem. Tak rozumiemy znaczenie Orderu Orła Białego. Polska żyje, gdy naród pamięta. Niech żyje Polska! dodawał Karol Nawrocki.  

O możliwości odebrania Orderu Orła BIałego ukraińskiemu prezydentowi mówiono od dawna, gdy oburzenie i wściekłość wśród Polaków wywołały doniesienia o nadaniu przez niego jednostce wojsk specjalnych imienia “Bohaterów UPA”.

Prezydent Nawrocki odebrał order Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu

Prez. Nawrocki podjął decyzję ws. Orderu Zełenskiego. Opublikowano nagranie prezydenta Polski [VIDEO]

19.06.2026 nczas/prezyudent-nawrocki-podjal-decyzje-ws-orderu-zelenskiego

===========================================================

Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki
NCZAS.INFO | Wołodymyr Zełenski oraz Karol Nawrocki. / foto: PAP

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w piątek, że wobec zgody prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych nazwy „Bohaterów UPA”, po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego podjął decyzję o odebraniu tego odznaczenia Zełenskiemu.

O odebraniu Orderu Nawrocki poinformował w nagraniu zamieszczonym na platformie X.

– Prezydent Rzeczypospolitej jest wielkim mistrzem Orderu Orła Białego i ma obowiązek stać na straży honoru, tego najwyższego odznaczenia państwowego. Obowiązek ten spoczywa również na Kapitule Orderu Orła Białego. Dlatego wobec zgody prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy Bohaterów UPA po konsultacji z Kapitułą podjąłem decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy – powiedział Nawrocki.

Prezydent podkreślił, że ta decyzja „nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu” i „nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa”. Dodał, że „nic się nie zmieniło” w kwestii wsparcia Ukrainy w walce z Rosją.

https://twitter.com/prezydentpl/status/2068027427788333081/video/1

==============

POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem

Waćkowski: POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem 

Kamil Waćkowski myslpolska/wackowski-popisowy-teatrzyk-walki-z-banderyzmem

Naród polski od wielu lat tkwi w anomii społecznej. Oddawanie hołdu banderowcom i melnykowcom przez kijowski reżim obudziło trochę moich rodaków. 

Słuszne oburzenie Polaków ma swój wydźwięk w wydarzeniach politycznych. Niestety jesteśmy świadkami kolejnego teatrzyku w wykonaniu POPiS i przystawek, mającego uśpić czujność Polaków.

Order zdewaluowany 

Nadanie jednostce sił zbrojnych Ukrainy imienia bohaterów UPA, a także ponowny pogrzeb nazistowskiego kolaboranta Andrija Melnyka, wywołały reakcje szkolonego przez Jankesów prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Nawrocki zapowiedział, że rozważy odebranie Orderu Orła Białego byłemu prezydentowi Ukrainy Władimirowi Zełenskiemu. Czas mija, póki co nie podjął decyzji, pewnie czeka co mu powie jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump  (los orderu komika z Krzywego Rogu zależy od tego, czy przed rozmową Nawrockim jankeski prezydent porozmawia na temat orderu z kimś związanym z Marco Rubio, sekretarzem Stanu, zwolennikiem wspierania kijowskiego reżimu, czy z J.D. Vance’m – wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, politykiem mniej skłonnym do wspierania kijowskiego reżimu). Warto zwrócić uwagę, że Order Orła Białego ma wiele antypolskich kreatur. Ma go także przyjaciel „wielkiego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a mianowicie Wiktor Juszczenko, neobanderowiec, były prezydent Ukrainy. Juszczenko klęczał na ponownym pogrzebie Melnyka. Order Orła Białego ma też właściciel Banderomobilu, neobanderowski oligarcha, były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Ma go także Valdas Adamkus (w młodości nazistowski kolaborant, obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki i były prezydent Litwy). Warto zwrócić uwagę, że na Adamkusa nie głosowali praktycznie w ogóle Polacy na Litwie. Order Orła Białego posiada także Dalia Grybauskaitė, była prezydent Litwy popierana przez Związek Ojczyzny – najbardziej antypolską partię na Litwie. Jakoś tym ludziom Nawrocki nie zamierza zabierać odznaczenia. 

Wizytacja Budanowa 

Parę dni po burzy związanej z deklaracją Nawrockiego przybył do Warszawy Kiriłł Budanow. Budanow, podobnie jak Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, był szkolony przez Jankesów. To zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta, zbrodniarz, od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 szef Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia 2026 roku szef gabinetu Zełenskiego. Budanow spotkał z Marcinem Przydaczem. Przydacz to atlantycki prymus, związany z różnymi atlantyckimi ośrodkami. Pełnił różne funkcje w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Przydacza, jak widać Nawrocki dostał w spadku po Dudzie. Pełni funkcję szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. Budanow spotkał się także z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem. Szef PSL co prawda nie należy do PO czy PiS, jednak de facto działa jakby był członkiem obydwu tych partii naraz. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku PSL wziął na listy partię Polska 2050 (aczkolwiek prawidłowa nazwa tej partii powinna brzmieć „Wukraina 2050”). Polska 2050 jest najbardziej proukraińską partią, nawet bardziej niż POPiS. W Polska 2050 byli ludzie z Atlantic Council. PSL jest rozpatrywany w rożnych wariant koalicyjnych zadowalających Stany Zjednoczone Ameryki i namiestnika Thomasa Rose’a. Politycy PSL już latem ubiegłego roku byli namawiani na wejście w koalicję z PiS i częścią Konfederacji Wolność i Niepodległość. PSL wspiera program SAFE, na mocy którego Polacy będą spłacać kredyt, który będzie dozbrajał kijowski neobanderowski, neonazistowski reżim.

Jest opozycja niebanderowska 

Gdyby Nawrocki chciał na poważnie realizować interesy Polaków, to mógłby na przykład napisać, że z chęcią przeczyta planowaną książkę Julii Mendel, byłej rzecznik Zełenskiego. Karol Nawrocki mógłby się spotkać z politykami ukraińskimi, którzy są przeciwnikami Zełenskiego, a jednocześnie nie są neobanderowcami. Takim politykiem jest na przykład Dmytro Razumkow. Jego ojciec Ołeksandr Razumkow, był doradcą prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, a także założył ośrodek badania opinii publicznej. Razumkow był członkiem Partii Regionów, należał do jej liberalnej, prounijnej frakcji. Razumkow-junior został liderem partii Sługa Ludu. Od 29 sierpnia 2019 roku do 7 października 2021 roku był przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy (Razumkow został odsunięty, gdy sprzeciwił się represjom wymierzonym w Wiktora Miedwiedczuka i innych polityków Opozycyjnej Platformy za Życiem). Razumkow nie jest neobanderowcem, nie ma też związków z Moskwą, ma poparcie społeczne. Gdyby Nawrocki był człowiekiem o wysokich horyzontach lub otaczał się ludźmi myślącymi po polsku, a nie różnymi nudziarzami z atlantyckich ośrodków, to by wiedział jak wywrzeć wpływ na kijowski reżim. 

Obóz bezkrytyczny

W naszej ojczyźnie nikt nie podważa legalności Zełenskiego, nie mówi się o aferach jego i jego otoczenia. Poza państwami bałtyckimi, obłąkańcami ze Skandynawii, Holandią, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem republiki federalnej i byłem menadżerem funduszu inwestycyjnego BlackRock Friedrichem Merzem, nikt już nie chce finansować kijowskiego, skorumpowanego, neobanderowskiego, neonazistowskiego reżimu. Do grona państw nie wspierających wysiłku militarnego Kijowa w ostatnich dniach dołączyła Bułgaria. W naszej ojczyźnie POPiS i przystawki nie mówią nic o wstrzymaniu wsparcia dla Kijowa.

Nie dajmy się nabrać

Możemy w dalszym ciągu spodziewać się teatrzyku robionego przez POPiS i przystawki. Nawrocki będzie prężył muskuły, Tusk – kolega Nawrockiego ze szkoleń w Stanach Zjednoczonych Ameryki, będzie robił pokazowe deportacje mężczyzn z obywatelstwem Ukrainy za sikanie pod płotem (kijowski reżim w końcu ma braki kadrowe, a Tusk może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu). Zełenski z racji tego, że jakikolwiek rozejm / pokój /zawieszenie broni oznacza dla niego rozliczenia, będzie prowadził wojnę cały czas. Dla niego najważniejsze są pieniądze (to wnuk żołnierza Armii Czerwonej; były prezydent Ukrainy jest rosyjskojęzycznym Żydem). Dla podtrzymania władzy będzie w coraz większym stopniu szedł w stronę oficjalnego neo-banderyzmu. Z drugiej strony Zełenski nie ma innego wyjścia, bowiem służby, wojsko są przesiąknięte neo-banderyzmem. Przy okazji ostatnich wydarzeń żaden z nadwiślańskich politykierów z POPiS i przystawek nie poszedł po rozum do głowy i nawet między wierszami nie powiedział, żeby wykonać może telefon do Moskwy. Patrzmy na ręce nadwiślańskim politykierom i nie dajmy się nabrać na tanie gesty. 

Kamil Waćkowski 

Pozoranci

Joanna Zinkiewicz: Pozoranci

Marek Hłasko w swym opowiadaniu Drugie zabicie psa („Kultura „, nr 1-2 1965, Paryż) pisze: „i nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmieli się przy tym i dowcipkowali”

Natomiast Janina Popiel wspomina jak na krótko przed Powstaniem słyszała jak jeden z żołdaków ukraińskich mówił, że oddział ich przybył do Warszawy, aby „Lachiw rizaty” (Losy Polaków i Ukraińców, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, Londyn 19.09.1966).

Rodzinne wspomnienia

Tak się akurat składa, że jestem córką Powstańców Warszawskich. Rodzice często wspominali życie w międzywojennej Polsce. Czasy niemieckiej okupacji. Mój ojciec Antoni Wójcikiewicz, we wrześniu 1939 roku, jako żołnierz Wojska Polskiego bronił w Gdyni polskiego wybrzeża. Po zwolnieniu z niewoli, wrócił do swojego rodzinnego miasta, Warszawy. Wstąpił do Armii Krajowej, zajmował się produkcją piorunianu rtęci na potrzeby AK. Działał też w wywiadzie AK.

Misja Rumla

Ojciec wspominał Zygmunta Rumla z którym był spokrewniony. Przebywając w Warszawie, Rumel prowadził wraz z bratem Stanisławem i żoną Anną z Wójcikiewiczów (poślubioną w 1941) sklep z naczyniami kuchennymi. Na początku lipca 1943 roku wydano mu rozkaz przeprowadzenia rozmów z miejscowym dowództwem UPA na Wołyniu. Rumel stanął na czele delegacji wysłanej przez Kazimierza Banacha, pełnomocnika Rządu RP, mającej na celu zahamowanie rzezi wołyńskiej i uzgodnienie wspólnej z Ukraińcami walki z Niemcami. Zygmunt Rumel udał się 10 lipca 1943 do kwatery lokalnego dowództwa SB OUN. Wraz z dwoma innymi delegatami zostali tam aresztowani i zabici. Mord odbył się przez rozerwanie końmi.

Aresztowani za Kutscherę 

Natomiast brat mojego Ojca, a mój wujek, dr Jan Wójcikiewicz był polskim lekarzem, uczestnikiem konspiracji niepodległościowej, przed Powstaniem Warszawskim pracował jako lekarz dyżurny w Szpitalu Wolskim w Warszawie przy ul. Płockiej 26. Szpital Wolski aktywnie współpracował z konspiracją. Po zamachu na Franza Kutscherę przyjął do szpitala rannych zamachowców. W wyniku niemieckiego śledztwa dotyczącego ukrywania rannych, dr Wójcikiewicz wraz z dr. Ropkiem i dr Misiewicz zostali aresztowani przez Gestapo.

Śmierć najbliższych 

Po stronie mojej Mamy, Haliny Wójcikiewicz z domu Lewicka, jej ojciec, kapitan Marynarki Wojennej Bolesław Lewicki w 1939 roku, walcząc z hitlerowską nawałnicą, dostał się do niemieckiej niewoli. Kuzyn mojej Mamy, Cezary Lewicki, pilot RAF z dywizjonu 301, w trakcie wykonywania zadań bojowych zginął 22 lipca 1942 roku. W dzieciństwie poznałam mamę Cezarego Lewickiego. Mieszkała w Warszawie, przy ul. Czerwonego Krzyża. Bywając od czasu do czasu w Warszawie z rodzicami, odwiedzałam ją. Pomimo utraty jedynego dziecka, syna Cezarego, była przemiłą, uroczą osobą. Pamiętam jej ciekawe baśnie, które opowiadała mi jako dziecku przed snem.

Wątpliwy order, wątpliwy odznaczony

Przez Polskę przetacza się dyskusja czy odebrać komikowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Inicjatywę w tej sprawie ogłosił w maju 2026 roku prezydent Karol Nawrocki. Odebranie komikowi z Ukrainy najwyższego współczesnego polskiego odznaczenia nie budzi we mnie emocji, zważywszy, że to odznaczenie ma fatalny kontekst historyczny. Aczkolwiek większość komentatorów tego medialnego wydarzenia komentuje to w tak dramatyczny i emocjonalny sposób, jak gdyby nagle dowiedzieli się, że ich siostra jest tanią prostytutką.

O pejoratywnym kontekście historycznym tego odznaczenia: wyjaśniam, że za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego Order Orła Białego nadawano na rozkaz cesarzowej Katarzyny II jej niemieckim i rosyjskim faworytom z Grigorijem Potiomkinem na czele. Między innymi otrzymał go hetman Iwan Mazepa, znacząca postać historyczna w dziejach trzech narodów. Mazepa po bitwie pod Połtawą (8 lipca 1709 roku) zakończonej wielką klęską wojsk szwedzkich wraz z Karolem XII schronił się na terytorium Imperium Osmańskiego. Na marginesie dodam, że Order Orła Białego w latach 1831–1917 był nadawany przez carów Rosji. [Byli jednak formalnymi królami Polski. md]

List do Nawrockiego

Dobrze się stało, że Mateusz Piskorski, napisał list otwarty do prezydenta Karola Nawrockiego. Czytamy w nim między innymi: „Kult morderców Polaków jest rozpowszechniany nad Dnieprem oficjalnie od 2014 roku, po zbrojnym przejęciu władzy przez prozachodnich oligarchów wysługujących się neo-banderowcami. Między innymi za naświetlanie tych faktów Służba Bezpieczeństwa Ukrainy napisała dla polskich organów ścigania przeciwko mnie akt oskarżenia „o szpiegostwo”, aby mój przypadek był przestrogą dla osób gotowych głosić prawdę na ten temat. 3 lata spędzone w areszcie „tymczasowym” na życzenie SBU i etykieta „oskarżonego o szpiegostwo” mają zadawać śmierć cywilną. Dziś jednak pokazują co najwyżej skalę penetracji struktur państwa polskiego przez obce służby, a jest to zapewne tylko wierzchołek góry lodowej, na którą Polska gnała rozpędzona pod hasłami „to nasza wojna” czy „oni walczą za nas”. Oni nie walczą za nas, oni walczą za Banderę – dziś wie to już każde dziecko w Polsce”.

Sprawdzić Kowala!

Dziękuje za te słowa kierowane do prezydenta RP, ponieważ obecnie próbuje się relatywizować banderowskie zbrodnie. Nie dość tego! Z trybuny sejmowej Roman Fritz wystąpił z wnioskiem do ABW, aby sprawdzić agenturalność Pawła Kowala: „Ostatnio dowiedzieliśmy się z ust samego byłego premiera Rzeczpospolitej Leszka Millera, że w Polsce istnieje piąta kolumna, banderowska piąta kolumna. A na jej czele stoi Paweł Kowal. Czy pan Leszek się myli? Jeżeli mówi prawdę, natychmiast tą sprawą powinna się zająć ABW. A jeżeli nie, spodziewajmy się spektakularnego procesu z udziałem pana Leszka Millera i pozywającym będzie oczywiście pan poseł Paweł Kowal”.

Na to prowadzący obrady marszałek Sejmu RP, Włodzimierz Czarzasty (nota bene, będąc w bieżącym roku na Ukrainie, swoje wystąpienie przed Wierchowną Radą zakończył słowami „Sława Ukrainie!”), godząc w powagę sprawowanego urzędu, prześmiewczo zwrócił się do posła Romana Fritza: „nie zrozumiałem, panie pośle, jednej rzeczy, czy to chodzi o zdradę Millera, czy Kowala?”. Szanowny panie marszałku Czarzasty, szydząc w ten sposób i w tym miejscu (Sejm RP), wpisuje się pan w narrację ukraińską. 

Przypadek Wóycickiego 

Kazimierz Wóycicki w TVP Info przekonywał, że „AK i UPA to są dwie narodowowyzwoleńcze armie”. Stwierdził także: „Polacy też nabijali na widły, właśnie na tym Wołyniu”. W piątek (12 czerwca) w TVP Info miała miejsce wypowiedź Kazimierza Wóycickiego, historyka i publicysty, w przeszłości związanego m.in. ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego oraz z Instytutem Pamięci Narodowej. Słowa padły podczas dyskusji o wypowiedzi wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego Andrzeja Szeptyckiego, który porównał UPA do Żołnierzy Wyklętych. Wóycicki, występujący w programie jako ekspert, nie tylko bronił tej wypowiedzi, ale poszedł dalej, zestawiając UPA z Armią Krajową.

Urodziny zamiast pamięci o polskich więźniach 

W niedzielę 14 czerwca przypada kolejna, 86. rocznica pierwszego transportu Polaków 728 polskich więźniów politycznych do budowanego dla nich przez Niemców Konzentrationslager Auschwitz. Co roku odbywają się tam uroczystości rocznicowe, 14 czerwca jest uznanym oficjalnie przez Sejm RP dniem pamięci o polskich ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych i terroru skierowanego przeciwko narodowi polskiemu. W tym roku uroczystość ta ma patronat prezydenta Karola Nawrockiego. Natomiast sam prezydent nie pojawił się na uroczystości, pomimo że był o to proszony przez środowiska byłych więźniów i ich rodziny. Ponieważ obecność prezydenta RP byłaby podniesieniem rangi tego wydarzenia i zrównaniem z tym, co dzieje się każdego roku 27 stycznia, gdy cały wysiłek organizacyjny, polityczny ciężar, prestiż i splendor muzeum (KL Auschwitz) jest angażowany na dzień 27 stycznia. Natomiast ten 14 czerwca przebiega jako taki dzień zwykły i tylko jakaś grupa „natrętów” z biało-czerwonymi flagami i z wieńcami próbuje pojawić się tam i oddać hołd polskim bohaterom, patriotom. Była nadzieja, że prezydent Nawrocki się pojawi, ale poleciał na spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem, który w dniu 14 czerwca obchodzi szumnie swoje urodziny.

Joanna Zinkiewicz

Już można to ujawnić?

Już można to ujawnić?

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    14 czerwca 2026

8 czerwca w godzinach przedpołudniowych, miała zebrać się Kapituła Orderu Orła Białego i m.in. wydać opinię, czy godzi się odebrać ten order ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu, czy przeciwnie – się nie godzi. Na pomysł odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego wpadł pan prezydent Nawrocki zaraz, jak tylko prezydent Zełeński nadał pewnej jednostce ukraińskiej niezwyciężonej armii imię „Bohaterów UPA”.

W tak zwanym międzyczasie jednak rozpoczęły się rozhowory, czy odbierając ukraińskiemu prezydentowi order Polska przypadkiem nie wyleje dziecka z kąpielą i w ogóle. Poza tym do Polski przybył ukraiński generał Kyryło Budanow, były szef wywiadu, a obecnie – szef Biura Prezydenta Ukrainy. Odbył on bliskie spotkania III stopnia z rozmaitymi tubylczymi osobistościami, a teraz ukraińskie media piszą, że „udało się uniknąć najgorszego”. Co to może znaczyć? Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja obywatela Tuska Donalda, żeby obydwaj prezydenci odbyli bezpośrednią rozmowę.

Warto zwrócić uwagę, że obywatel Tusk Donald, który musiałby złożyć pod decyzją prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu swoją kontrasygnatę, przeżywa silny dysonans poznawczy. Najpierw był na „nie” – bo wystarczy, że pomysł wyszedł od prezydenta Nawrockiego. Potem jednak zaczął się wahać, bo w Polsce górę wzięły nieżyczliwe wobec Ukraińców nastroje, aż nawet Episkopat wezwał parafian, by przestali przeciwko Ukraińcom „szemrać”. Widocznie jednak Niemcy, którzy w kwietniu proklamowali swoje „strategiczne partnerstwo” z Ukrainą obywatelu Tusku dali do zrozumienia, by kontrasygnaty nie składał, bo wtedy oni przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi.

Toteż nie tylko obywatel Tusk, ale i Książę-Małżonek wyraża nadzieję, że prezydent Zełeński, który „walczy z Putinem” orderu nie straci, bo ma go nawet były niemiecki kanclerz Schroeder, który z Putinem współpracuje.

Do Kapituły orderu wchodzi pan prezydent Nawrocki. Michał Kleiber, Zofia Romaszewska, Adam Bujak, Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein. Ale Kapituła tylko wydaje opinię, podczas gdy dla ważności decyzji prezydenta wymagana jest kontrasygnata, na którą chyba się nie zanosi.

Jeśli tak, to byłby to nieomylny znak, że w na stwarzane przez Ukrainę fakty dokonane w sferze polityki realnej i symbolicznej, Polsce nie wolno nawet zareagować w sferze pozorów. Bo wygląda na to, że ukraiński prezydent nie zamierza ustępować, a gwoli zaznaczenia niezależności od Polski, do Londynu nie wyleciał, – jak zwykle – z Jasionki w Rzeszowie, tylko z lotniska w Mołdawii.

Tymczasem ni z gruchy, ni z pietruchy odezwał się pan Tomasz Siemoniak, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda na fuchę ministra-koordynatora służb specjalnych. Obawiam się, że nazwa tej funkcji jest na wyrost i to znacznie – bo chyba pan minister Siemoniak niczego nie koordynuje.

Jest raczej odwrotnie – że to bezpieka, która – podobnie jak za pierwszej komuny – nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu, ręcznie steruje w naszym nieszczęśliwym kraju nie tylko całym życiem państwowym, ale całym życiem publicznym – oczywiście z uwzględnieniem zagranicznych central wywiadowczych, którym się wysługuje.

Ale incipiam.

Żeby dać odpór podejrzeniom, że dwaj ukraińscy gangsterzy, bracia Rysicz, którzy na Podkarpaciu założyli sieć burdeli zwanych „agencjami towarzyskimi”, z których korzystały osobistości z pierwszych stron gazet i cieszyli się nadzwyczajną pobłażliwością ze strony policji, ze strony niezależnej prokuratury oraz niezawisłych sądów, to nie dlatego, że korumpowali policjantów, prokuratorów i niezawisłych sędziów, tylko dlatego, że bracia Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie byli konfidentami polskich służb.

Czy tak było naprawdę – tego ma się rozumieć, nie wiemy – ale tę wersję właśnie oficjalnie potwierdził pan Tomasz Siemoniak, minister-koordynator bezpieki w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Więc jeśli tak było naprawdę, to znaczy – że bracia Rysiczowie mogli rozpocząć na terenie Podkarpacia swoją sutenerską działalność, ponieważ wcześniej zobowiązali się do tajnej współpracy z tubylczą bezpieką. Czy bezpieka pomagała im finansowo w rozwijaniu przedsięwzięcia i czy partycypowała w zyskach z podkarpackich burdeli – wydaje się to bardzo prawdopodobne, bo nawet Pismo Święte powiada, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu” – a cóż dopiero, gdy „wół młócący” ma do dyspozycji zarówno policję, niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy?

Dlatego właśnie braciom Rysiczom nikt na Podkarpaciu nie podskakiwał, a kiedy bokser Kossecki zaczął podskakiwać, to powiesił się w więziennej celi, więc chyba policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy stały – jak to się mówi – na świecy – żeby było dobrze. Pewnie dlatego burdele braci Rysiczów uchodziły za przybytki bezpieczne, dzięki czemu cieszyły się zainteresowaniem osobistości z pierwszych stron gazet. Tak naprawdę bezpiecznie jednak nie było, bo szefowie burdeli wszystko nagrywali.

Czy tylko na rzecz polskiej bezpieki? Tej pewności też nie ma, bo mogli być tubylczym bezpieczniakom podstawieni przez ukraińską SBU, która przecież hula po Polsce bez żadnych przeszkód, m.in. dlatego, że do polskiej policji przeniknęło sporo Ukraińców. Oni – podobnie jak bracia Rysiczowie – mają obywatelstwo polskie, ale przecież Ukraińcami być nie przestali. Podobnie jak bracia Rysiczowie, którzy Polskę opuścili, podobno wyjeżdżając na Ukrainę – być może nawet ze wszystkimi nagraniami. Czy Kyryło Budanow, którego prezydent Zełeński mianował w roku 2020 szefem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, podczas swojego pobytu w Polsce i rozmów z tubylczymi dygnitarzami, mógł dać im do zrozumienia, że jak będą Ukrainie podskakiwać, nawet w sferze pozorów, to przestanie być bezpiecznie? Czy przypadkiem nie z tego właśnie powodu odruch oburzenia nie ustępuje miejsca refleksji i chłodnej rozwadze?

Czy w rezultacie sprawa odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu nie rozejdzie się przypadkiem po kościach, podobnie jak właśnie rozchodzi się po kościach sprawa publikacji „Aneksu”, którą z takim przytupem zapowiadał pan prezydent Karol Nawrocki?

Muszę się przyznać, że i mną targają tak zwane „mieszane uczucia”. Z jednej bowiem strony nie jest przyjemnie uzyskać potwierdzenie podejrzeń, że nasz nieszczęśliwy kraj jest igraszką w rękach bezpieki i to nawet nie tubylczej, tylko ukraińskiej – ale z drugiej odczuwam coś w rodzaju przyjemności z powodu tak oficjalnego i autorytatywnego potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej, według której najtwardszym jądrem systemu – podobnie jak za pierwszej komuny – pozostaje bezpieka – a ci wszyscy dygnitarze, prezydenci, ministrowie, posłowie, senatorowie – a być może również pretendenci do sprawowania nad nami przywództwa moralnego – to tylko taka dekoracja, takie przedstawienie, żeby było ładniej, żeby nie było nam przykro, że za nasze podatki dostajemy pozór państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Autorytaryzm Zełenskiego kontra absolutna władza Zachodu: Kto rządzi na Ukrainie?

Autorytaryzm Zełenskiego kontra

absolutna władza Zachodu:

Kto rządzi na Ukrainie?

Paweł Kucharkin o tym, dlaczego nie da się już dłużej ukrywać dyktatorskiego stylu namiestnika w Kijowie

tass-ru/opinions

Styl rządzenia Wołodymyra Zełenskiego staje się coraz bardziej autorytarny, zauważa brytyjski dziennik „The Economist” , powołując się na źródła. Publikacja dodaje również, że rządzący w Kijowie jest „bardzo wrażliwy na krytykę” i skłania się ku „coraz bardziej zdystansowanemu, bizantyjskiemu stylowi rządzenia”.

Czy to staje się oczywiste dopiero teraz? Dlaczego Brytyjczycy mieliby pisać artykuł niewygodny dla władz w Kijowie, stawiając ich „ulubieńca” w niekorzystnym świetle? 

Żadnych złudzeń

Prasa zachodnia zawsze służy jako papierek lakmusowy dla nastrojów elit, a mit jej niezależności jest tworzony dla zwykłego człowieka. Zamiast oficjalnych oświadczeń dyplomatycznych, czasami znacznie łatwiej jest przekazać odbiorcy swoje stanowisko za pomocą chwytliwego nagłówka. Stąd huśtawka: wczorajszy obrońca demokracji na błyszczącej okładce jest dziś przedstawiany jako dyktator, który uzurpował sobie władzę.

Choć przeciętny Ukrainiec z pewnością nie czyta The Economist, to osoby z ulicy Bankowej z pewnością widzą, jak kształtowana jest opinia publiczna na Zachodzie.

Źródło problemu

Wszystkie działania Europy mają na celu utrzymanie Ukrainy jako narzędzia, państwa marionetkowego w geopolitycznych rozgrywkach. Dopóki Kijów będzie odgrywał tę rolę, Zachód będzie przymykał oczy na łamanie praw człowieka, brak demokracji, korupcję i dziesiątki innych problemów.

Jest jednak jeden poważny problem, który stawia Europejczyków w niezręcznej sytuacji: tak zwana integracja europejska Ukrainy.

Aby podsycić wojnę, ukraińskie społeczeństwo od dawna karmione jest wielką „kłodą” zwaną Unią Europejską. Tymczasem europejskie elity, oczywiście, nie mają realnej chęci integracji kraju.

Kluczową rolę odgrywają tu kwestie gospodarcze i niechęć starej Europy do dzielenia się władzą. O ile Węgry od dawna głośno [jedynie.. ] popierają różne decyzje UE, o tyle wejście do UE walczącej Ukrainy, z jej skrajnie idiotycznymi tendencjami, ambicjami sabotowania procesów i dyktowania własnych warunków, mogłoby całkowicie sparaliżować Brukselę. Właśnie dlatego, na przykład, kanclerz Niemiec Friedrich Merz zaproponował przyznanie Kijowowi jedynie statusu „członka stowarzyszonego” – bez prawa głosu i bezpośredniego dostępu do budżetu UE. W ten sposób europejskie elity próbują uciec z pułapki własnych populistycznych obietnic.

Dla Zełenskiego taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania, gdyż rozpaczliwie potrzebuje on zrekompensowania swojej porażki na polu bitwy, a pełne członkostwo w UE jest dla niego właśnie takim „zwycięstwem”.  

Paradoks polega na tym, że nie ma on zamiaru realnie przybliżyć tego i tak już trudnego do osiągnięcia celu. Zachodni sponsorzy domagają się reform, aby uzasadnić przed wyborcami miliardy dolarów wydane z własnej kieszeni, ale nic nie wyszło poza puste słowa. Oczywiście, Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) prowadzą śledztwa, ale czy ktokolwiek został faktycznie ukarany? I ten trend nie pochodzi z Kijowa, lecz z jego własnego serca.

Dla Zełenskiego idealnym scenariuszem byłoby oczywiście wepchnięcie Ukrainy do Unii Europejskiej w jej obecnej, chaotycznej formie, a następnie spokojne wydanie zdobyczy na pisanie wspomnień o wielkiej europejskiej drodze.  

Zyskowny styl

Ekipa Zełenskiego, dla osobistych korzyści, wciągnęła Ukrainę w otwarty konflikt z Rosją, czerpiąc zyski z działań Zachodu. Przedłużanie konfliktu zbrojnego pozwala im obchodzić konstytucję poprzez unikanie wyborów, utrzymywanie władzy i kontroli finansowej. Zachód przytaknął i nikt w kraju nie jest w stanie im się przeciwstawić.

Od pierwszych dni swoich rządów Zełenski i jego otoczenie budowali autorytarny pion władzy, mianując na stanowiska swoich lojalistów. Dziś sprawują oni pełną kontrolę nad większością parlamentarną, służbami bezpieczeństwa, sądami, prokuraturą i policją. Dość autentyczna opozycja została objęta szeregiem sankcji i wszczętych postępowań karnych, podczas gdy pozostali politycy są albo opłacani, albo w inny sposób zaangażowani. Podjęto nawet próbę odwołania Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), ale zakończyło się to międzynarodowym skandalem i niepowodzeniem.

Autorytarny styl Zełenskiego jest bezpośrednio podyktowany jego chorobliwą, wręcz maniakalną, zazdrością o wszelką konkurencję. Doskonałym przykładem jest jego długotrwały konflikt z Witalijem Kliczką, którego Bankowa nie zdołała usunąć ze stanowiska mera Kijowa. Podobnie, gdy tylko popularność i wpływy Walerija Załużnego wzrosły, urząd rozpoczął kampanię oszczerstw, która doprowadziła do jego rezygnacji.

Nominacje kluczowych osób w ministerstwach i sądach były osobiście nadzorowane przez ówczesnego szefa Biura Wykonawczego Prezydenta, Andrija Jermaka, który obecnie jest oskarżony przez agencje antykorupcyjne. Zełenski osobiście nęka liderów frakcji na spotkaniach, a w momentach krytycznych, takich jak próba ograniczenia uprawnień Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO), odwiedza Radę Najwyższą, aby wywierać presję na deputowanych.

„Gubernator” Kijowa doskonale rozumie, że jego status autokraty daje mu monopol na przedłużanie konfliktu. To z kolei zapewnia mu pozycję polityczną w oczach Zachodu. 

To jednak mu nie wystarcza (co jest zrozumiałe, bo znalezienie zastępcy nie jest trudne). Aby zapewnić długoterminową stabilność, Zełenski potrzebuje warunków przynajmniej zbliżonych do tych, jakie panują w Europie. Integracja europejska mogłaby to zapewnić. Z prawem weta w Brukseli, „mały Napoleon” mógłby otwarcie manipulować instytucjami europejskimi, poszerzać swoją władzę i bez przeszkód bogacić się dalej.

A to jest fundamentalnie sprzeczne ze wszystkim, czego Europa oczekuje od Ukrainy. Nie potrzebuje ona niepokornego gracza przy swoim stole.

Żądania i sztuczki

Źródła donoszą, że Zachód domaga się od Kijowa zakończenia śledztwa w sprawie korupcji na wysokim szczeblu, co bezpośrednio wiąże się z możliwością integracji europejskiej. Wymaga to przyjęcia ustaw, które rozszerzyłyby uprawnienia Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO), skutecznie odbierając Zełenskiemu kontrolę nad siłami bezpieczeństwa i wymiarem sprawiedliwości.

U podstaw tej presji leży tzw. pakiet Kaczki-Kosa, obejmujący 10 priorytetowych reform, uzgodnionych przez komisarz UE Martę Kos i wicepremiera Ukrainy ds. integracji europejskiej Tarasa Kaczkę. Wszystkie te postanowienia mają na celu oddanie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania pod zewnętrzne zarządzanie.

Zełenski z pewnością tego nie potrzebuje – zwłaszcza po skandalach korupcyjnych wokół jego najbliższego otoczenia. Dziś, nawet jeśli wysoko postawiony urzędnik zostanie oskarżony o oszustwo, system spowoduje uniknięcie kary: albo pozwoli mu opuścić kraj bez przeszkód, albo po prostu ukryje sprawę w biurokratycznych labiryntach. To ugruntowana praktyka bezkarności, której jesteśmy świadkami.

Niedawne głosowanie parlamentarne nad projektem ustawy nr 12360 jest znaczące. Rada Najwyższa odrzuciła poprawki do Kodeksu Celnego, których domagał się Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w celu rozszerzenia bazy podatkowej. Głosowanie nad przyznaniem Kijowowi dostępu do europejskiej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro zakończyło się jednak sukcesem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę pełną kontrolę urzędu prezydenta nad parlamentem. Teraz Zełenski czeka, czy ten krok uniemożliwi mu otrzymanie transzy MFW. Jeśli Zachód da się nabrać na ten podstęp, grupa Zełenskiego ostatecznie pogrzebie antykorupcyjny „pakiet Kaczka-Kos”, przestając nawet udawać reformy.

Brytania i jej ślad

Londyn korzysta na naciskaniu na Ukrainę w kierunku integracji europejskiej, ponieważ po Brexicie Wielka Brytania nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Wszystkie koszty gospodarcze spadną wyłącznie na UE, osłabiając jej pozycję na kontynencie i wzmacniając funta brytyjskiego.

Co więcej, Brytyjczykom udało się zbudować bezprecedensowy wpływ na ukraińskie elity. To były premier Boris Johnson przekonał do zerwania rozmów pokojowych w 2022 roku. Brytyjskie agencje wywiadowcze aktywnie uczestniczą we wszystkich procesach na Ukrainie, a londyńska stolica Zełenskiego i jego otoczenie pozwalają im pociągać za odpowiednie sznurki. Nawet najbardziej prawdopodobny następca gubernatora Kijowa, Załużny, został wysłany do Londynu w charakterze ambasadora.

W ten sposób, pod pretekstem promowania demokracji, Wielka Brytania rozwiązuje własne problemy imperialne, umacniając swoją pozycję jako gracz geopolityczny.

W każdym razie, na razie pragmatyczni Brytyjczycy trzymają się strategii „nie zmieniać koni w połowie drogi”. Stąd ich obrona działań Kijowa. Ale oni również nie są w pełni zadowoleni z sytuacji, w której władzę przejmuje jedna osoba. Dlatego za pośrednictwem kontrolowanych mediów, takich jak „The Economist”, ostrożnie przekazują obawy dotyczące metod Zełenskiego. Co więcej, elektorat musi mieć pozory obiektywizmu i przywiązania do wartości demokratycznych, aby podatnicy uwierzyli, że Zachód wspiera „wolny świat”, a nie autorytarny reżim. Etykieta „dyktatora” jest wysoce toksyczna dla społeczeństwa i zazwyczaj służy jako sygnał legitymizacji zamachów stanu i zmian personalnych.

Dla organizatorów wojny zastępczej nie ma znaczenia, kto dokładnie będzie gubernatorem Kijowa — Zełenski czy tzw. „pies patron” — najważniejsze jest posiadanie absolutnej władzy nad marionetkowym reżimem. 

Jarmaki wychodzą z paki

Jarmaki wychodzą z paki

korup

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 30 maja, wpis nr 1410

Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.

Jermak jako egzemplum

Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.

Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków?
Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.

Krótka historia wschodniej oligarchii

Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.

Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.

Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.

Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.

Nieodrodni dziedzice

Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.

To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.

Dodatkowe źródło łupania

Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.

Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.

Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.

Turanie kontra łacińczycy

Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.

Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.

Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?

No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.

Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.

Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.

Pierwsze wkurzenie

Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.

Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:

 1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej

Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:

  • NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne): USA nakazały zwiększenie liczby etatów dla detektywów o dodatkowe 300 osób oraz zapewnienie NABU prawa do samodzielnego podsłuchu (wcześniej biuro musiało korzystać z infrastruktury SBU, co prowadziło do wycieków informacji o śledztwach).
  • SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna): Zażądano pełnego wyodrębnienia SAP ze struktur Prokuratury Generalnej, nadania jej statusu oddzielnej osoby prawnej oraz zmiany procedury wyboru jej szefa, tak aby decydujący głos mieli eksperci międzynarodowi, a nie nominaci polityczni.
  • WAKS (Wyższy Sąd Antykorupcyjny): Amerykanie nakazali zwiększenie liczby sędziów oraz zapewnienie im lepszej ochrony fizycznej i niezależności operacyjnej, by wyroki skazujące polityków zapadały szybciej.

To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.

2. Przywrócenie jawności majątkowej (e-Deklaracje)

Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:

  • Natychmiastowego wznowienia działania rejestru e-deklaracji.
  • Przywrócenia publicznego dostępu do tych danych, aby dziennikarze śledczy i obywatele mogli kontrolować, czy urzędnicy nie bogacą się w czasie wojny.
  • Wdrożenia automatycznego systemu weryfikacji tych oświadczeń przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK).

3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)

USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.

  • Zalecenie: SBU ma zajmować się wyłącznie kontrwywiadem, walką z terroryzmem i cyberbezpieczeństwem. Departamenty „gospodarcze” miały zostać całkowicie zlikwidowane.

4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie

W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:

  • Reforma ProZorro: Nakazano, aby wszystkie zamówienia publiczne (poza absolutnie tajnymi technologiami wojskowymi) przechodziły przez transparentny, elektroniczny system przetargowy ProZorro.
  • Nadzór nad Ministerstwem Obrony: Wdrożenie wewnętrznych, zachodnich standardów audytu w logistyce wojskowej (reforma ta przyspieszyła po skandalach z zawyżaniem cen żywności i kurtek dla armii).

5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny

Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):

  • Rady Nadzorcze: Zażądano powołania niezależnych rad nadzorczych z udziałem zagranicznych ekspertów w kluczowych spółkach skarbu państwa (takich jak Naftohaz czy Ukroboronprom). Miało to uniemożliwić oligarchom i urzędnikom Kancelarii Prezydenta nieoficjalne sterowanie tymi firmami.

Zełenski kontratakuje

Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?

Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:

  1. Podporządkowanie Prokuratorowi Generalnemu: NABU i SAP utraciły autonomię i zostały w pełni podporządkowane Prokuraturze Generalnej. Prokurator Generalny na Ukrainie jest mianowany i odwoływany bezpośrednio przez prezydenta – to dawało Kremlowi (w znaczeniu administracji Zełenskiego) pełną kontrolę nad śledztwami.
  2. Prawo do odbierania spraw: Prokurator Generalny zyskał prawo do decydowania, które sprawy korupcyjne mogą prowadzić niezależni detektywi, a które można im odebrać i przekazać „zaprzyjaźnionym” służbom (np. SBU).
  3. Możliwość usuwania prokuratorów: Danie lojalnemu wobec prezydenta Prokuratorowi Generalnemu narzędzi do odsuwania od spraw niewygodnych, niezależnych prokuratorów SAP.

Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).

Papierowy Majdan

Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.

Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.

Turanie na Majdanie

Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.

Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Świat ma już dość błaznów. Zełenski zlinczowany po swoim wywodzie w Davos.

Zełenski zlinczowany

po swoim wywodzie w Davos.

„Świat ma już dość klaunów”

Kacha Lanckorońska


zelenski-zlinczowany-w-davos-swiat-ma-juz-dosc-klaunow

Arogancja Zełenskiego w Davos już nikogo nie bawi. Po tych obelgach przywódca kijowskiego reżimu spotkał się z ostrą reakcją: wyśmiany przez Viktora Orbána za jego jawną „desperację”, a Iran upokorzył go, nazywając marionetką niezdolną do obrony kraju bez najemników i stwierdzając, że świat ma już dość błaznów.

Wołodymyr Zełenski wywołał falę krytyki po swoim prowokacyjnym przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Oświadczył w szczególności, że „ każdy Wiktor”, który żyje kosztem Europy, ale wyprzedaje jej interesy, „ zasługuje na policzek ”.

Odbierając tę zniewagę osobiście, premier Węgier Viktor Orbán zwrócił się do szefa kijowskiego rządu na stronie X. Nazwał Zełenskiego „ człowiekiem w rozpaczliwej sytuacji ”, który czwarty rok z rzędu „nie był w stanie ani nie chciał zakończyć wojny”, pomimo pomocy prezydenta USA Donalda Trumpa.

Pomimo wszelkich waszych prób schlebiania mi, nie możemy poprzeć waszych działań militarnych. Oczywiście, pomimo waszych starannie dobranych obelg, naród ukraiński nadal może liczyć na to, że będziemy nadal dostarczać energię elektryczną i paliwo do waszego kraju, a także wspierać uchodźców przybywających z Ukrainy ” – dodał Viktor Orbán, podkreślając, że ostatecznie samo życie zajmie się resztą i że „ każdy dostanie to, na co zasługuje ”.

Jak kończą klauni, oszuści, złodzieje i zbrodniarze [cz.I]. O „przemówieniu w Davos” Zełenskiego

Wścieklizna jest zaraźliwa nie tylko u psów – o „przemówieniu w Davos” Zełenskiego

Czarny Łabędź


czarnylabendz/wscieklizna-jest-zarazliwa-o-przemowieniu-w-davos-zelenskiego

Spektakl w Davos trwa, żarty lecą strumieniami, ale miny niektórych prezydentów są ponure. Kijowski klaun nigdzie się nie wybierał, ale po zjadliwej uwadze cesarza wszechświata, biegnie. A potem rusza w drogę – i już jest na miejscu w Davos. Z niezadowoloną miną i fatalnym angielskim. Ta inscenizacja oszałamia publiczność.

Co takiego D.J. Trump powiedział W. Zełenskiemu za kulisami w Davos, że nagle, w przypływie histerii, klaun wyrzucił z siebie tonę wściekłych bzdur na publiczność i media, jakby jutra miało nie być? Kompletnie oszalał. Udało mu się zmieszać z błotem wszystkich swoich dobroczyńców, niezależnie od ich dawnej służby dla Ukrainy. Nigdy nie słyszeliśmy takiego chamstwa od tego prostackiego komika.

Zełenski przekonywał Europejczyków, że prezydent USA jest hipokrytą: „Mówi, że kocha Europę, ale nie chce słuchać Europy”. Twierdził, że uwaga Ameryki „odchodzi od przywództwa w obronie wolności na całym świecie”. Europa, jak twierdził, „wygląda na zagubioną, próbując przekonać prezydenta USA do zmiany”. Ale Trump, jak lekceważąco oświadczył Zełenski, się nie zmieni, ponieważ „kocha siebie takim, jakim jest”. Próbował też przekonać Europejczyków, że Trump „po nich deptał” – i że gdyby Ukraina była z Europą, do tego by nie doszło.

W rzeczywistości, to czysty gangsterski chwyt: atakuje z pogardliwą inwektywą: „Europejczycy są 'słabi i bezradni’, Europa pozostaje kalejdoskopem małych i średnich mocarstw”, oczekujących na zmianę polityki USA. Kraje te mówią o „obronie wartości”, ale „oczekują, że ktoś inny zrobi to za nie”. Jednocześnie próbuje sprzedać się Europie: „Po co wysyłacie 30-40 żołnierzy na Grenlandię? Co chcecie przez to powiedzieć Rosji, Chinom, Danii? Gdybyśmy byli w NATO, moglibyśmy pomóc”.

Oczywiście, oczywiście. Gdyby na sali byli jacyś rozsądni dziennikarze, powinni byli zapytać: „Jak idzie ukraińska pomoc w Nord Stream 2? Czy Ukraina zazwyczaj nie pomaga w ten sposób swoim sojusznikom?”.

Co więcej, mówienie źle o Trumpie Europejczykom (Trump też źle o nich mówi), to właśnie znak rozpoznawczy oszustwa. To typowa polityka pittingu. [Co za żargon.. musiałem wyszukać: „Pitting polityczny: Oznacza proces, w którym drobne afery, niespełnione obietnice, wewnętrzne konflikty czy naciski lobbingowe (ang. advocacy) powoli „wydrążają” zaufanie publiczne lub stabilność rządu.]

Zełenski, w różnych tonach, powtarzał w Davos, że Ukraina mogłaby bronić Europy, w tym na Grenlandii. Czytaj: przed USA.

Ale faktem jest, że Ukraina nie jest w stanie obronić się bez Ameryki, tak jak Finlandia, która, jak przyznaje Stubb, „nie może latać” bez Ameryki. Bez pomocy Ameryki Ukraina jest skazana na zagładę.

Nasuwa się pytanie: skoro Zełenski jest tak krytyczny wobec Ameryki, dlaczego pospieszył do Davos na gwizdek Trumpa? Ale widzieliśmy już jego niegrzeczność w Gabinecie Owalnym – nic nowego. W naturze ukraińskiej polityki leży kąsanie ręki, która daje. Polacy mieli okazję już doświadczyć ukraińskiej „wdzięczności”. Co w tym zaskakującego?

Ale jedyną nowością jest to, że Zełenski stoi teraz na krawędzi załamania, również w polityce wewnętrznej, i musi tylko skłócić wszystkich, by finał był głośniejszy. Dlatego uciekł się do bezczelnej niegrzeczności, atakując Viktora Orbána: „Każdy Viktor, który żyje z europejskich pieniędzy, a jednocześnie próbuje sprzedać europejskie interesy, zasługuje, żeby dostać po łapach”. Jednocześnie nie stroni od jawnych kłamstw: Węgry wpłacają do unijnej kasy tak jak wszystkie inne państwa członkowskie i otrzymują te same środki na różne programy wydatków. I tylko Ukraina żyje z unijnych pieniędzy, nie wpłacając w ogóle.

Przemówienie Zełenskiego na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wywołało ostrą reakcję zachodnich dziennikarzy. Bojan Panczewski, felietonista „Wall Street Journal”, zauważył, że prezydent Ukrainy „traci kontakt z rzeczywistością”. Panczewski napisał na portalu społecznościowym X: „Zełenski traci kontakt z rzeczywistością. Jego ataki na Europę są nie tylko niezgodne z faktami, ale także postrzegane jako głęboka niewdzięczność w czasach, gdy państwo ukraińskie dosłownie żyje z europejskich pieniędzy”.

Ale coś tam się dzieje, bo inaczej klaun dej dej nie płakałby i nie szlochał na podium, z którego po prostu poproszono go o opuszczenie na oczach publiczności. Moderator powiedział mu: „Czas już jechać do Kijowa – ludzie na ciebie czekają”. Najzabawniejsze jest to, że klaun dej dej wciąż nie zdaje sobie sprawy, że nie jest już „nowym Churchillem” i nikt nawet nie udaje, że interesuje słuchanie go.

Tak kończą klauni, oszuści, złodzieje i zbrodniarze.

Globalistyczny cyrk w Davos – z udziałem Zełenskiego

Globalistyczny cyrk w Davos trwa z udziałem Zełenskiego

Cóż w tym nowego?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 22

Czy pokój z Ukrainą jest blisko, czy to tylko kolejna iluzja? Podczas gdy emisariusze Trumpa, promieniejący optymizmem, polecieli do Moskwy, a Zełenski, porzucając mroźny Kijów na krótką audiencję u swoich “szefów”, był nieuprzejmy wobec całej gawiedzi w Davos, zwykli ludzie w Rosji stanęli twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością. Ceny paliwa osiągają rekordowe poziomy, małe przedsiębiorstwa są duszone przez nowe regulacje, a masowe groby wciąż są odkrywane w obwodzie kurskim – przerażające przypomnienie o niedocenianych zagrożeniach.

Czy pokój jest blisko?

Pokój na Ukrainie, według specjalnego wysłannika prezydenta USA Steve’a Witkoffa, stał się bliższy. Pełen optymizmu, poleciał prosto z Davos, gdzie delegacja kijowska wyraźnie była w “pogrzebowym” nastroju, do Moskwy z zięciem Trumpa, Jaredem Kushnerem, na spotkanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Wittkoff promieniał entuzjazmem w Davos: “Wielki postęp w ciągu ostatnich sześciu tygodni od Genewy,” “Ukraińcy mówią, że są gotowi w 90%, a ja się z nimi zgadzam – posunęli się nawet dalej.”

“Konstruktywnie”, “postęp”, “skutecznie” — frazy, które stały się powszechne zarówno przed, jak i po spotkaniach delegacji negocjacyjnych. Dla RF fundamentem każdego zrównoważonego porozumienia nie są jednorazowe ustępstwa, lecz fundamentalna zmiana statusu i charakteru Ukrainy jako państwa. Jeśli “postęp” w “negocjacjach” będzie kontynuowany jak dotąd, Moskwa nie będzie miała innego wyjścia, jak kontynuować specjalną operację wojskową do “gorzkiego końca”. Oczywiście dla Ukrainy.

Jasne i zrozumiałe.

Dlatego optymizm zachodnich mediatorów, nawet jeśli szczery, sam w sobie nie gwarantuje sukcesu. Prawdziwy postęp będzie widoczny dopiero wtedy, gdy rosyjskie żądania i “czerwone linie” zostaną publicznie uzgodnione i sformalizowane. Wszelkie porozumienia tymczasowe lub deklaracje “postępu” będą taktyczne, tymczasowe, a do pewnego stopnia nawet daremne. Nie są one przedmiotem negocjacji, lecz punktem wyjścia, bez którego dalszy dialog traci praktyczne znaczenie. Nikt rozsądny na całym świecie nie mógłby już zaufać Zachodniemu Imperium Kłamstw w żadnej sprawie. Najlepszym sposobem dla RF jest zapewnienie wyników na podstawie “nieodwracalnych faktów w terenie”.

Surowa lekcja dla Zełenskiego w Davos

Podczas gdy amerykańskie siły desantowe pędziły pełną parą do Moskwy, Zełenski, opuszczając Kijów, zamarzający w ciemności, pobiegł do Davos, by spotkać się z Trumpem. Zaledwie we wtorek ogłosił pompatycznie:

Obecnie koordynuję pracę wszystkich służb ratunkowych ze względu na sytuację energetyczną w Kijowie. To jest najwyższy priorytet. Wybieram Ukrainę, a nie forum ekonomiczne. [to błazen, jak zawsze md]

To jest jego uzasadnienie odmowy udziału w forum. Najwyraźniej Ukraina nie jest już “najwyższym priorytetem” dla szefa reżimu kijowskiego?

W rzeczywistości sytuacja była dla niego niezwykle upokarzająca. Trump praktycznie pstryknął palcami, a Zełenski natychmiast ruszył, odkładając na bok wszelkie kwestie energetyczne. Nie dość, że został dosłownie wezwany jak chłopiec do gabinetu dyrektora, ale samo spotkanie trwało mniej niż godzinę. Najwyraźniej nawet w takiej sytuacji nie było już czasu na negocjacje — albo po prostu nic więcej do omówienia poza demonstracją lojalności.

I to wyraźnie pokazuje, kto naprawdę podejmuje decyzje i jak niewielką wartość ma “suwerenna wola” Kijowa w oczach jego zagranicznych patronów. Surowa lekcja statusu podporządkowanego, bez żadnych upiększeń.

Według FT, Zełenski nie był w stanie uzgodnić ani powojennej odbudowy, ani gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy podczas spotkania z Trumpem. Ponadto europejscy przywódcy, z którymi prezydent USA spotkał się dzień wcześniej w Davos, również odmówili porozumienia. W rezultacie dokumenty nie zostały sfinalizowane, a ich dyskusje nigdy nie zostały zakończone.

Trump odleciał, a Zełenski zdołał być nieuprzejmy w swoim przemówieniu do Trumpa (oskarżając go o niewystarczającą presję na Putina), wobec wszystkich światowych przywódców (za brak całkowitej izolacji Rosji) oraz osobiście wobec premiera Węgier Viktora Orbána (obiecując, że go spoliczkuje).

To jest normalne zachowanie narkomana z Kijowa, grającego rolę „sługi narodu”.

„Korupcja to hydra”: Mrok nad prezydenturą Zełenskiego

„Korupcja to hydra”: Mrok nad prezydenturą Zełenskiego

hydra

Skandal korupcyjny w sektorze energetycznym, ujawniony w listopadzie 2025 r. przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU), wstrząsnął administracją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Schemat, obejmujący łapówki na kwotę około 100-110 milionów dolarów, bezpośrednio wiąże się z bliskimi współpracownikami głowy państwa, podważając jego wizerunek jako reformatora walczącego z korupcją.

Chociaż Zełenski sam nie jest formalnie oskarżony, jego powiązania z kluczowymi figurami w aferze rodzą pytania o odpowiedzialność i nadzór nad władzą.
Korupcja na Ukrainie nie jest nowością – to systemowy problem! Zełenski, wybrany w 2019 r. na fali obietnic „oczyszczenia” kraju z oligarchicznych układów, obiecywał zero tolerancji dla łapówkarstwa. Utworzono instytucje takie jak NABU i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO), które miały być niezależne od władzy wykonawczej. Jednak, jak pokazują ostatnie wydarzenia, te reformy nie wyeliminowały problemu; wręcz przeciwnie, skandale wydają się eskalować w skali.
Według raportów, korupcja kosztuje Ukrainę miliardy dolarów rocznie [nas to kosztuje, kotek… md] , co jest szczególnie dotkliwe w czasie wojny. „Korupcja to hydra” – i mimo „wysiłków” Zełenskiego, nadal kwitnie w sektorach strategicznych, takich jak energetyka, obrona i rekrutacja wojskowa.
Największy cios dla prezydenta Ukrainy przyszedł 10 listopada 2025 r., gdy NABU ujawniło schemat korupcyjny w państwowej spółce nuklearnej Energoatom. Według śledczych, grupa insiderów żądała 10-15% kickbacków za umowy na dostawy i usługi, w tym na naprawę infrastruktury energetycznej. Łącznie wyprowadzono około 100 milionów dolarów.
Środki te były przeznaczone na kluczowe projekty, takie jak ochrona elektrowni atomowych, co czyni aferę nie tylko finansowym, ale i strategicznym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego.
Centralną postacią w skandalu jest Timur Mindich, wieloletni przyjaciel i były partner biznesowy Zełenskiego. NABU oskarża go o organizację schematu rabunku, w tym pranie pieniędzy. W odpowiedzi prezydent Ukrainy nałożył na Mindicha sankcje, odebrał mu obywatelstwo i „potępił korupcję”, ale to za mało – bo ostatni miał dostęp do najwyższych kręgów władzy dzięki bliskości z prezydentem.
Inni zamieszani to m.in. były wicepremier Oleksiy Chernyshov, który miał otrzymać 1,3 miliona dolarów w gotówce, oraz ministrowie energii Svitlana Grynchuk i sprawiedliwości German Galushchenko, którzy zrezygnowali na żądanie Zełenskiego. Kulminacją była rezygnacja Andrija Yermaka, szefa kancelarii prezydenta i de facto drugiej osoby w państwie, po rewizji w jego domu 28 listopada 2025 r. [wykręcili go od więzienia – i chyba od śledztwa md]
Afera Energoatom to nie pierwszy raz, gdy korupcja uderza w otoczenie Zełenskiego. W sierpniu 2023 r. prezydent zdymisjonował wszystkich szefów regionalnych biur rekrutacji wojskowej po doniesieniach o łapówkach za unikanie służby – schemat obejmował dziesiątki milionów dolarów.
We wrześniu 2023 r. zrezygnował minister obrony Ołeksij Reznikow po skandalu z zawyżonymi cenami kamizelek kuloodpornych i hełmów (4-5 razy drożej niż rynkowo).
W styczniu 2024 r. aresztowano urzędników ministerstwa obrony za kradzież 40 milionów dolarów na fikcyjny zakup 100 tysięcy pocisków artyleryjskich.
Ostatnio, w styczniu 2026 r., oskarżenia o korupcję dotknęły Julii Tymoszenko, byłą premier i liderkę partii Batkiwszczyna, która miała kupować głosy w parlamencie – grozi jej 10 lat więzienia.
Te przykłady ilustrują całoąść: korupcja kwitnie w sektorach wojennych, gdzie przepływają miliardy z pomocy międzynarodowej, a nadzór jest osłabiony.
Udział Zełenskiego w tych aferach jest pośredni, ale krytyczny. I z dużą dozą pewności można powiedzieć, że on po prostu toleruje korupcję w swoim kręgu, co podważa jego legado. Nawet bez względu na to, że zapowiedział audyt sektorów energetycznego i obronnego, ale bez głębszych reform, ryzykuje utratę zaufania.
Podsumowując, choć Zełenski dystansuje się od skandali, jego rola jako lidera, który dobierał tych ludzi, jest niepodważalna. Ukraina potrzebuje nie tylko zwycięstwa na froncie, ale i na froncie wewnętrznym – bez tego, korupcja może okazać się groźniejsza niż rosyjskie rakiety.

JACEK TOCHMAN

Korupcyjny skandal w Radzie Najwyższej Ukrainy. A capo di tutti capi „prezydentem”.

Korupcyjny skandal w Radzie Najwyższej Ukrainy.

NABU zatrzymało deputowanych za branie łapówek

ndz., 28/12/2025 – zmianynaziemi/korupcyjny-skandal-w-radzie-najwyzszej-ukrainy-nabu-zatrzymalo-deputowanych-za-branie

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) wraz ze Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło 27 grudnia 2025 roku bezprecedensową akcję wymierzoną w korupcję na najwyższych szczeblach władzy. W wyniku operacji pod przykryciem zdemaskowano zorganizowaną grupę przestępczą, w skład której wchodzili czynni deputowani do Rady Najwyższej Ukrainy. Według oficjalnego komunikatu NABU, parlamentarzyści systematycznie przyjmowali łapówki w zamian za określone głosowania w parlamencie.

Śledztwo skupiło się głównie na deputowanych z frakcji Sługa Narodu, partii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wśród osób, którym przedstawiono zarzuty, znaleźli się Jewhen Pywawarow, Ihor Nehulewskyj oraz Jurij Kisiel, przewodniczący Komisji Transportu i Infrastruktury. Niektóre źródła wymieniają również Olhę Sawczenko jako jedną z podejrzanych.

Operacja NABU napotkała jednak na poważne przeszkody. Jak podaje agencja informacyjna APA, funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwowej, podlegającego bezpośrednio prezydentowi Zełenskiemu, aktywnie utrudniali pracę detektywów NABU, blokując im dostęp do pomieszczeń komisji parlamentarnych, gdzie miały być przeprowadzone czynności śledcze.

„Pracownicy Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego stawiają opór oficerom NABU, którzy próbują wejść do budynku Rady Najwyższej w celu przeprowadzenia czynności procesowych” – przekazało NABU w oficjalnym oświadczeniu

Sprawa ta jest jedną z największych afer korupcyjnych ujawnionych na Ukrainie w ostatnich latach i budzi szczególne kontrowersje ze względu na fakt, że dotyczy przedstawicieli najwyższych władz w czasie, gdy kraj nadal zmaga się z rosyjską agresją. Według dostępnych informacji, deputowani mieli przyjmować korzyści majątkowe w zamian za głosowanie zgodne z interesami określonych grup biznesowych.

To nie pierwszy przypadek, gdy NABU i SAP demaskują korupcję na wysokim szczeblu. W sierpniu 2025 roku te same instytucje wykryły inny schemat korupcyjny, w który zamieszany był deputowany Ołeksij Kuzniecow. Jak podaje portal uk-winner.com, Kuzniecow wraz z innymi wysokimi urzędnikami państwowymi i wojskowymi zorganizował systematyczny proceder defraudacji środków budżetowych przeznaczonych na zakup sprzętu obronnego dla wojska, w tym dronów i systemów walki elektronicznej.

Eksperci podkreślają, że wyniki postępowań sądowych w tych sprawach będą miały kluczowe znaczenie nie tylko dla przyszłości osób zamieszanych w skandal, ale również dla skuteczności wysiłków antykorupcyjnych i jakości zdolności obronnych kraju.

Portal Transparency International Ukraine informuje, że 9 grudnia 2025 roku NABU i SAP ogłosiły nowe zawiadomienia o podejrzeniu w ramach innej sprawy, znanej jako operacja „Czyste Miasto”, co wskazuje na intensyfikację działań antykorupcyjnych w ostatnich miesiącach.

Oficjalna strona NABU donosi również o postępach w śledztwie dotyczącym korupcji gruntowej w Radzie Miasta Kijowa, gdzie 11 grudnia 2025 roku pojawiły się nowe osoby podejrzane. Wśród nich znajduje się trzech członków zorganizowanej grupy przestępczej.

Seria ujawnionych afer korupcyjnych stawia pod znakiem zapytania skuteczność reform antykorupcyjnych na Ukrainie, zwłaszcza w kontekście aspiracji tego kraju do członkostwa w Unii Europejskiej. Komisja Europejska wielokrotnie podkreślała, że walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków postępu w procesie integracji europejskiej.[hi, hi.. sami też złodzieje… md]

Szczegóły operacji, w tym dokładna liczba osób zaangażowanych w proceder, kwoty łapówek oraz materiał dowodowy, mają zostać ujawnione w najbliższym czasie. NABU zapowiada, że śledztwo jest w toku, a jego wyniki mogą doprowadzić do kolejnych zatrzymań i zarzutów.

Sprawa wywołała szerokie echo w mediach ukraińskich i międzynarodowych, stając się jednym z głównych tematów dyskusji publicznej na Ukrainie w ostatnich dniach 2025 roku.

Źródła:

https://hacc-decided.ti-ukraine.org/en/news/nabu-i-sap-po…

https://nabu.gov.ua/en

https://en.apa.az/europe/criminal-group-including-mps-exp…

https://en.iz.ru/en/2016568/2025-12-27/nabu-reported-obst…

https://eadaily.com/en/news/2025/12/27/the-state-guard-wh..

Skąd Zełeński weźmie szmalec?

Skąd Zełeński weźmie szmalec?

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia”   25 grudnia 2025 michalkiewicz

Przypadek zrządził, czy dobry los? Zaraz potem, gdy na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli „koalicja niechętnych” wzięła górę nad „koalicją chętnych”, tworzoną przez państwa, których przywódców podejrzewam o branie łapówek od ukraińskich parchów-oligarchów i w rezultacie nie doszło do porozumienia w sprawie przekazania ukraińskim parchom-oligarchom zamrożonych rosyjskich aktywów, żeby sobie pokradli, ewentualnie – podzielili się łupem z uczestnikami „koalicji chętnych” – w Warszawie ukraiński prezydent Zełeński spotkał się nie tylko z prezydentem Karolem Nawrockim, ale również z obywatelem Tuskiem Donaldem – a nawet z posągową Małgorzatą Kidawą-Błońską. Ciekaw jestem, co też posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała prezydentowi Zełeńskiemu, skoro nie było przy niej Wielce Czcigodnego posła Pupki, który – jak pamiętamy – scenicznym szeptem podpowiadał jej, co ma mówić, gdy kandydowała na prezydencicę naszego bantustanu.

Pan prezydent Nawrocki, który początkowo stwarzał wrażenie, że nie chce tradycyjnie kucać przez ukraińskim prezydentem – jak to robił pan Andrzej Duda – ostatecznie obiecał spełnić wszystkie ukraińskie oczekiwania w zamian za enigmatyczne zapewnienie, że Ukraina jest „gotowa” na wykopaliska dowodów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego.

Bowiem – w odróżnieniu od Krymu, na którym żadnych przedmiotów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego nie zdążono zakopać, jako że Krym został podarowany Ukraińskiej SSR przez Nikitę Chruszczowa dopiero w 1954 roku – na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej prastara ziemia skrywa mnóstwo reliktów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego.

W odróżnieniu od wykopków, które przeprowadził na Krymie zapakowany właśnie w Polsce do aresztu wydobywczego rosyjski archeolog z Ermitażu, który powykopywać musiał złoto i brylanty zakopane tam przez ukraińskich parchów-oligarchów, to na Wołyniu, czy w Małopolsce Wschodniej nikt nie może mieć wątpliwości, że jest to ukraińskie dziedzictwo kulturowe, jako że autorzy pomysłu zakopania reliktów ukraińskiego dziedzictwa kulturowego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, są na Ukrainie obiektem kultu. Ten kult Stefana Bandery i jego kolaborantów pochwala nawet Jabłoneczka – małżonka Księcia-Małżonka. Chodzi o to, że najwyraźniej Żydowie, solidarni z tamtejszymi parchami-oligarchami, dali rozkaz, że banderismus jest najważniejszym elementem ukraińskiej tożsamości narodowej, w związku z tym trzeba przejść do porządku nawet nad tym, że banderowcy również Żydom pociągali smykiem po gardłach. „Stąd dla żuka jest nauka”, że Żydowie kształtują swoją etykę pod kontem aktualnych preferencji kultu Złtego Cielca, który jest – jak wiadomo – najtwardszym jądrem judaizmu, z którym mamy prowadzić intensywny „dialog”.

Wracając do pana prezydenta Nawrockiego to – zastrzegając się, że decyzja do niego nie należy – zapewnił swojego gościa, że nie ma nic przeciwko przekazaniu Ukrainie myśliwców MiG 29 i nawet zauważył, że to nie jest dobra wiadomość dla Putina. O ile jednak Putinowi pewnie z powodu tych myśliwców nie pęknie serce, to z pewnością rozraduje mu się na wieść o przyjęciu w Brukseli „panu B” w miejsce „planu A”, który przewidywał przejęcie i przekazanie Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów, żeby tamtejsze parchy-oligarchy mogły sobie jeszcze trochę pokraść przez nastaniem sprawiedliwego pokoju – a może nawet, starym zwyczajem – podzielić się łupem z przedstawicielami „koalicji chętnych”.

Tymczasem „Plan B”, który wskutek sprzeciwu „koalicji niechętnych” trzeba było ogłosić za przyjęty, przewiduje zaciągnięcie przez Komisję Europejską długu w wysokości 90 mld euro i przekazanie tej forsy ukraińskim parchom-oligarchom. Ile z tego miałoby wrócić do administrujących poszczególnymi bantustanami biurokratycznych gangów – chyba nie ustalono, bo wygląda na to, że ten „plan B” to takie makagigi, zamarkowane po to, by Unia Europejska nie zbłaźniła się od razu. Rzecz bowiem z tym, że o ile przy przejęciu ruskich aktywów unijni kauzyperdowie twierdzili, że jednomyślność nie obowiązuje, to przy długu – już tak – a poza tym wstępną zgodę na zaciągnięcie długu trzeba uznać za pisaną widłami na wodzie, bo zatwierdzić by ją musiały parlamenty poszczególnych bantustanów.

W tej sytuacji wygląda na to, że wojna na Ukrainie zakończy się zamrożeniem konfliktu i to nawet nie ze względu na zaciekłość ruskiego czekisty Putina, tylko ze względu na brak zainteresowania jej kontynuowaniem ze strony parchów-oligarchów. Bo zainteresowanie wojną ze strony parchów-oligarchów utrzymywało się dopóty, dopóki napływał szmalec. Kiedy jednak źródła szmalcu najwyraźniej zaczęły wysychać, to parchy-oligarchy musiały dojść do wniosku, że trzeba pozbierać co się dotychczas uzbierało i udać sie w miejsce bezpieczne – najlepiej do Izraela, który – jak wiadomo – nie wydaje Żydów, zwłaszcza gdy przyjeżdżają z ukradzionymi milionami.

W tej sytuacji MiG-i z Polski na długo nie wystarczą, podobnie jak 100 milionów dolarów, które zaoferował Ukrainie Książę-Małżonek na wieść, że Timur Mindycz dokładnie tyle przytulił, zanim czmychnął do bezcennego Izraela Ciekawe skąd ten szmalec weźmie Książę-Małżonek? Chyba będzie musiał zmłotować pana ministra Domańskiego z vaginetu obywatela Tuska Donalda, żeby pożyczył u lichwiarzy – ale nie 100 mln dolarów – tylko trochę więcej, żeby wystarczyło na napiwki i dla vagineciarzy., którzy wprawdzie takich apetytów, jak ukraińskie parchy-oligarchy chyba nie mają, ale też przecież byle czego nie zjedzą. W tej sytuacji nie ma rady; prezydent Zełeński chyba nie będzie miał innego wyjścia, jak akomodować się do zbawiennego amerykańskiego planu i rozglądać się, gdzie by tu uratować skórę – no i oczywiście to, co dzięki wojnie udało się przytulić. Najlepszym miejsce wydaje się oczywiście Izrael, bo i tamtejszy premier rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu, przyjmie uchodźców z należytym zrozumieniem wspólnoty losów – bo na Ukrainie bezpiecznie chyba nie będzie i to nawet nie z powodu złego Putina, tylko na przykład – generała Załużnego, który może nie mieć dla prezydenta Zełeńskiego żadnej staroświeckiej rewerencji – nie mówiąc już o reszcie tamtejszego wojska, a nawet – chociaż tymi chyba się tam nikt specjalnie nie przejmuje – tamtejszych cywilów.

Pod tym względem nasz nieszczęśliwy kraj upodobnił się do Ukrainy – bo głupimi cywilami i u nas nikt się nie przejmuje. Bo i po co przejmować się jakimiś głupimi cywilami, kiedy nawet nasza niezwyciężona armia tylko się przygląda, jak Volksdeutsche Partei jeszcze przed zapędzaniem Polaków do Generalnej Guberni, zamierza poddać ich terrorowi, by umożliwić Żydom bezpieczne realizowanie roszczeń majątkowych, dotyczących tzw. własności bezdziedzicznej? Mam oczywiście na myśli projekt uchwały o walce z antysemityzmem i wspieraniu życia żydowskiego w naszym bantustanie.

Stanisław Michalkiewicz

Kim jest Timur Mindicz? 100 milionów dolarów łapówek i grupa przestępcza na szczytach władzy w Ukrainie. Tak działa[-ł?] „szlaban”

Na zdj. Timur Mindicz sfotografowany podczas rzekomej wizyty u Igora Kołomojskiego w 2019 roku. Fot. screenshot Schemes
Na zdj. Timur Mindicz sfotografowany podczas rzekomej wizyty u Igora Kołomojskiego w 2019 roku. Fot. screenshot Schemes

Kim jest Timur Mindicz? 100 milionów dolarów łapówek i grupa przestępcza na szczytach władzy w Ukrainie. Tak działał „szlaban”

Piotr Kaszuwara 2025-11-12 postpravda/pravda/raporty/timur-mindicz-afera-korupcyjna-ukraina

Główny podejrzewany – Timur Mindicz, były współpracownik prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego jeszcze z czasów telewizyjnych, zdołał wyjechać z Ukrainy zanim detektywi postawili mu zarzuty i przeszukali dom. Ślady śledztwa NABU i SAP prowadzą do najważniejszych osób w państwie. 10 listopada ujawnienie przez organy ścigania wielkiej afery korupcyjnej wstrząsnęło Ukrainą. Do tego stopnia, że ze  stanowisk mają odejść ministrowie sprawiedliwości i energetyki. Chodzi o przestępczy schemat, który pomagał grupie kilku osób, wyprowadzać ogromne kwoty z państwowej spółki Energoatom, która zarządza elektrowniami jądrowymi w kraju.

Dlatego NABU i SAP miały stracić niezależność

W poniedziałek rano NABU i SAP weszły do domów dwóch osób – obecnego ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenko (byłego szefa Ministerstwa Energetyki) oraz do domu Timura Mindicza, wpływowego i bliskiego prezydentowi Wołodymyrowi Zełeńskiemu współwłaściciela studia filmowego Kwartał 95.

Pierwsi poinformowali o tym deputowani Rady Najwyższej Ukrainy Jarosław Żelezniak i gazeta „Ukraińska Prawda”. Zarówno Hałuszczenko, jak i Mindicz, według źródeł BBC, są obwiniani w sprawie o korupcję w sektorze energetycznym i obronnym, ujawnioną przez funkcjonariuszy NABU i SAP. Przeszukania przeprowadzono również w państwowym koncernie „Energoatom”, gdzie rzekomo miały miejsce główne działania korupcyjne. NABU opublikowało trzy serie materiałów ze sprawy i fragmenty rozmów między podejrzewanymi, które ukraińskie media już nazwały „taśmami Mindicza”.

Timur Mindicz na kilka godzin przed tym, jak służby antykorupcyjne miały go zatrzymać zdołał wyjechać z kraju. Według Straży Granicznej posiadał on wszelkie niezbędne dokumenty do przekroczenia granicy, wyjechał legalnie, a służby nie miały informacji o tym, by go zatrzymać lub nie zezwalać na opuszczenie kraju. Oleksandr Abakumow, szef wydziału śledczego NABU twierdzi, że Mindicz jest w Izraelu i przebywa w Tel-Awiwie. Prowadzone są działania by sprowadzić go do kraju, ale ekstradycje obywateli Izraela do innych krajów są niezwykle rzadkie.

Timur Mindicz, nabu i sap
Na zdj. pieniądze znalezione podczas przeszukań. Fot. nabu.gov.ua

– Osoby należące do organizacji przestępczej bardzo umiejętnie wykorzystywały metody konspiracji i zmieniły wiele środków transportu, środków komunikacji itd. Jesteśmy bardzo niezadowoleni, że (Mindicz – red.) najprawdopodobniej dowiedział się, że jego dom zostanie przeszukany i dlatego wyjechał z Ukrainy. Zrobimy wszystko, aby spróbować go sprowadzić do kraju – powiedział Abakumow.

Ukraińskie media podają, że właśnie ta afera miała być głównym powodem zaproponowanych latem 2025 roku zmian w prawie, które miały ograniczyć niezależność NABU i SAP. Protesty społeczne oraz interwencja zachodnich partnerów Ukrainy sprawiły jednak, że politycy wycofali się z tej kontrowersyjnej reformy. Już wtedy docierały do dziennikarzy głosy, że ma chodzić o nagrane przez NABU i SAP rozmowy Timura Mindicza, z których miał wynikać korupcyjny schemat na szczytach władzy.

Kim jest Timur Mindicz?

Timur Mindicz to ukraiński przedsiębiorca z branży rozrywkowej, bliski przyjaciel Wołodymyra Zełeńskiego. Zanim obecny prezydent Ukrainy wygrał wybory Mindicz był dyrektorem finansowym i udziałowcem jego studia producenckiego Kwartał 95. Mindicz urodził się w Dniepropietrowsku, obecnie Dnipro, w którym istnieje potężna i wpływowa społeczność żydowska, do której należał Mindicz. Według niepotwierdzonych pogłosek to właśnie on miał zapoznać Zełeńskiego z innym wpływowym człowiekiem z Dnipra, biznesmenem i oligarchą żydowskiego pochodzenia Igorem Kołomojskim, przez niektórych uważanym za ojca sukcesu obecnego prezydenta Ukrainy. Igor Kołomojski od dwóch lat przebywa w areszcie.

Timur Mindicz oprócz tego, że jest współwłaścicielem studia Kwartał 95, jest także współudziałowcem cypryjskiej firmy Green Family Ltd, z którą Wołodymyr Zełeński związany jest od wielu lat. „To nic innego jak partnerstwo” – tak Igor Kołomojski charakteryzował stosunki między Mindiczem a Zełeńskim w maju 2019 roku. Podczas ówczesnej kampanii wyborczej kandydat na prezydenta jeździł samochodem zarejestrowanym na Timura Mindicza – co odnotowały ukraińskie media.

Odkąd Zełeński został prezydentem Ukrainy, Mindicz zaczął wygrywać intratne przetargi państwowe także we wrażliwych branżach dla kraju np. związane z produkcją dronów.

Timur Mindicz, nabu i sap
Na zdj. pieniądze znalezione podczas przeszukań. Fot. nabu.gov.ua

W sierpniu 2025 roku The Kyiv Independent informował, że NABU prowadzi dochodzenie w sprawie działań firmy Fire Point związanych z możliwym zawyżaniem cen dronów i wolumenów dostaw dla Ministerstwa Obrony. Dziennikarze zapewniają, że ich źródła potwierdziły związek przedstawicieli tej firmy z Timurem Mindiczem. Później jednak NABU zaprzeczyło, jakoby Narodowe Biuro Antykorupcyjne i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna prowadziły śledztwo w sprawie rakiet Flamingo.

Główny projektant Fire Point, Denis Shtilerman oświadczył w wywiadzie dla ZN, że Mindicz nie ma żadnego wpływu i nie jest współwłaścicielem firmy produkującej drony uderzeniowe FP-1 oraz rakiety Flamingo. Dodał jednak, że gdy firma wygrała testy dronów na poligonie, Mindicz przyszedł do nich i wyraził chęć znalezienia się na liście akcjonariuszy. „Ale nic z tego nie wyszło, bo odmówiliśmy. To było wiosną 2024 roku” – wyjaśnił główny inżynier Fire Point. Według Stillermana, później popadł on w konflikt z Mindiczem na tle osobistych kwestii, ale tylko dlatego, że „obaj jesteśmy Żydami, ale nie w kwestiach towarzyskich”. Sam Mindicz nie skomentował nigdy ani sytuacji z Flamingo i Fire Point, ani wizyt w izraelskim biurze Igora Kołomojskiego, ani innych wysuwanych w jego kierunku zarzutów.

NABU w sektorze energetycznym

Po południu 10 listopada NABU ogłosiło, że wspólnie z wyspecjalizowaną prokuraturą antykorupcyjną prowadzi operację Midas, zakrojoną na szeroką skalę, mającą na celu ujawnienie korupcji w sektorze energetycznym. Według śledczych mogło zostać skradzionych około 100 milionów dolarów. Część tych pieniędzy, według NABU, została przekazana Rosji.

„15 miesięcy pracy i 1000 godzin nagrań audio. Udokumentowano działalność wysoko postawionej organizacji przestępczej” – czytamy w raporcie NABU i SAP. Opublikowano także ponad 20-minutowy film opisujący schematy wpływu na strategiczne przedsiębiorstwa państwowe, w szczególności na spółkę Energoatom, która zarządza całym krajowym przemysłem energetyki jądrowej.

Prosimy o zaakceptowanie zgody na pliki cookie

Jak wynika z ustaleń śledztwa, uczestnicy procederu systematycznie otrzymywali „łapówki” od kontrahentów Energoatomu w wysokości od 10 do 15 procent wartości kontraktów.

Kontrahenci byli w rzeczywistości zmuszani do płacenia „łapówki”. Jeśli odmówili, zarządzający przestępczym procederem mogli zablokować płatności za wykonane usługi lub za dostarczone produkty (ściąganie należności od Energoatomu jest zabronione w stanie wojennym) lub po prostu zniknąć z list partnerów biznesowych Energoatomu.

Praktyka ta nazywana była „slagbaum”, jak twierdzą śledczy, czyli „szlabanem”. Energoatom potwierdził, że w biurze spółki trwały czynności śledcze prowadzone przez przedstawicieli NABU i SAPO i zapewnił, że spółka pomaga w prowadzeniu dochodzenia. „Energoatom w pełni współpracuje z organami, dostarcza wszelkie wymagane materiały i przyczynia się do obiektywnego i przejrzystego śledztwa. Spółka nie utrudnia prowadzenia czynności procesowych i jest zainteresowana kompleksowym wyjaśnieniem wszystkich okoliczności” – oświadczył Energoatom.

Czytaj także: Korupcja w Ukrainie zatrzymuje pomoc humanitarną. Gdzie ginie najwięcej sprzętu

Kogo zatrzymali NABU i SAP?

We wtorek 11 listopada NABU zatrzymało pięć osób i zgłosiło władzom siedmiu domniemanych członków organizacji przestępczej, w tym:

  • Igora Myroniuka – byłego doradcę ministra energetyki;
  • Dmytra Basowa – dyrektora wykonawczego ds. ochrony fizycznej i bezpieczeństwa Energoatomu;
  • Timura Mindicza;
  • 4 pracowników zaplecza za pranie pieniędzy.

Według NABU i SAP głównymi postaciami w sprawie są osoby określane jako „Rocket” i „Tenor”, ​​którzy byli odpowiedzialni za zbieranie środków od kontrahentów Energoatomu.

„Rocket”, jak twierdzi NABU, był wiceszefem funduszu majątku państwowego i asystentem byłego deputowanego Rady Najwyższej Andrija Derkacza, który jest obecnie senatorem Federacji Rosyjskiej i jest poszukiwany w związku z jedną ze spraw prowadzonych przez NABU. W latach 2023–2025 był on doradcą ministra energii Hermana Hałuszczenko.

NABU w nagraniu wideo opublikowało również nagrania rozmów „Rocket” i „Tenora”. Rozmawiali oni m.in. o mechanizmie wywierania presji na kontrahentów w celu uzyskania „łapówki”, a także o kwotach, jakie mieli otrzymać uczestnicy procederu. Najwięcej emocji w walczącej z Rosją Ukrainie wzbudza dyskusja na temat budowy konstrukcji ochronnych w obiektach energetycznych. „Szczerze mówiąc, to strata pieniędzy i czasu” – mówi „Rocket”. Rozmawiają o „łapówkach” z budowy konstrukcji ochronnych o wartości 4 miliardów hrywien w stacjach transformatorowych AT-2 i AT330 i narzekają, że z poprzedniego kontraktu o wartości 3 miliardów hrywien otrzymali tylko 90 – NABU nie ustaliło, czy były to tysiące dolarów czy miliony hrywien.

Według śledztwa, 10 października, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski zwołał spotkanie w sprawie przywrócenia dostaw energii elektrycznej, Rocket i Tenor planowali zwiększyć kwotę „łapówki” z 10 do 15 procent na budowę obiektów ochronnych w elektrowni jądrowej w Chmielnickim.

Timur Mindicz, nabu i sap
Mat. śledztwa NABU i SAP. Fot. nabu.gov.ua

Timur Mindicz i inni liderzy przestępczej grupy

„Profesor” i „Carlson” – to osoby nazwane przez śledczych takimi pseudonimami, miały kierować korupcyjną siatką. BBC zdołało potwierdzić w NABU, że „Profesorem” jest obecny minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko, a „Carlsonem” osoba z otoczenia prezydenta Zełenskiego, współwłaściciel studia filmowego Kwartał 95 Timur Mindicz.

Informacje te zostały potwierdzone przez prokuratorów SAP. „W 2025 roku ustalono fakty przestępczej działalności Mindicza w sektorze energetycznym poprzez wpływ na ministra energii Hałuszczenko oraz w sektorze obronnym poprzez wpływ na ministra obrony Umerowa” – wskazała prokuratura. Obecny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustem Umerow, odniósł się już do tych informacji: „Wszelkie próby łączenia mojej pracy w Ministerstwie Obrony z „wpływami” niektórych osób są bezpodstawne. Jako minister regularnie spotykałem się z producentami i dostawcami sprzętu i broni, lobbystami itp. Odbyło się spotkanie z Timurem Mindiczem, na którym poruszono kwestię kamizelek kuloodpornych w ramach kontraktu. W rezultacie kontrakt został rozwiązany z powodu niespełnienia wymagań i nie dostarczono żadnego produktu”.

Prokuratorzy poinformowali również, że były wicepremier ds. jedności narodowej, Ołeksij Czernyszow, rzekomo posługujący się pseudonimem „Cze Guewara”, mógł brać udział w procederze. NABU poświęciło mu czwartą serię nagrań wideo z tego śledztwa, która ukazała się 11 listopada. Oprócz samego Czernyszowa, w procederze korupcyjnym miała brać udział również jego żona, wykładowczyni Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki.

Wieczorem 11 listopada NABU poinformowało Czernyszowa o podejrzeniach wobec niego o nielegalne wzbogacenie się w ramach tego procederu. „Detektywi udokumentowali przekazanie podejrzanemu i jego pełnomocnikowi ponad 1,2 miliona dolarów i prawie 100 000 euro w gotówce” – czytamy w oświadczeniu.

Według śledztwa to właśnie „Carlson”, czyli Timur Mindicz, kontrolował operacje prania brudnych pieniędzy w Kijowie ze swojego mieszkania przy ulicy Hruszewskiego 9. Niewykluczone, że prezydent Wołodymyr Zełenski obchodził tam kiedyś swoje urodziny. „To właśnie tam ustalano komu i w jakich kwotach miały zostać przekazane środki finansowe. Co więcej, wskazane mieszkanie służyło jako miejsce, w którym „Carlson” wywierał wpływ podczas osobistych spotkań z szefami centralnych organów wykonawczych, bez żadnych podstaw prawnych, w celu zaspokojenia prywatnych interesów w sektorze energetycznym i obronnym” – czytamy w materiałach NABU i SAP.

W związku ze skandalem korupcyjnym w Energoatomie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski domaga się od rządu dymisji ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenko i minister energetyki Switłany Hrynczuk. „Uważam, że minister sprawiedliwości i minister energetyki nie mogą pozostać na swoich stanowiskach. To w szczególności kwestia zaufania. Jeśli pojawiają się oskarżenia, należy na nie odpowiedzieć. Decyzja o ich odwołaniu powinna być szybka, najszybsza. Zwróciłem się do pani premier z prośbą o podanie się tych ministrów do dymisji. Zwracam się do deputowanych Rady Najwyższej o poparcie tych decyzji. A potem wszystko powinno zostać rozstrzygnięte na płaszczyźnie prawnej” – powiedział w przemówieniu Zełenski.

Według ukraińskich mediów do dymisji ministrów może dojść 18 listopada.

Wykopaliska krymskie i warszawskie

Wykopaliska krymskie i warszawskie

Wykopaliska krymskie i warszawskie

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl)    20 grudnia 2025 michalkiewicz

Jak było za komuny, tak i teraz, najtwardszym jądrem systemu, który Amerykanie nazywają „Deep state”, była i jest bezpieka. Z kolei jej najtwardszym jądrem jest wywiad wojskowy, wywodzący się [w neo-PRL md] wprost z komuny. Jak pamiętamy, o ile SB została w połowie lat 80-tych rozgromiona, a u progu transformacji ustrojowej, przetrzebiona tak zwaną „weryfikacją”, to wywiad wojskowy przeszedł transformację ustrojową w szyku zwartym i jako Wojskowe Służby Informacyjne, przez 16 lat funkcjonował sobie w „wolnej Polsce”, rozbudowując agenturę w konstytucyjnych organach państwa, a kluczowych segmentach gospodarki, zwłaszcza – w sektorze finansowym i paliwowym – w prokuraturze i niezawisłych sądach, a także w mediach i przemyśle rozrywkowym, gdzie wpływa się na masowe nastroje. Za pośrednictwem tej agentury wywiad wojskowy, czyli „stare kiejkuty”, z którymi rywalizuje o wpływy ABW, kręcą nie tylko całym państwem, ale całym życiem publicznym.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby stare kiejkuty, podobnie jak bezpieczniacy w państwach poważnych, służyły państwu polskiemu. Ktoś bowiem musi państwem rządzić, bo przecież nikt przytomny nie powoli, by rządziła ulica, zwłaszcza w państwach dysponujących bronią ultymatywną. Do rządzenia potrzebne są dwie rzeczy: siła i wiedza. I jednym i drugim dysponuje armia i bezpieka, chociaż przysłuchując się wypowiedziom niektórych generałów naszej niezwyciężonej armii, można co do tej wiedzy, a nawet władz umysłowych, nabrać poważnych wątpliwości. Bezpieczniacy, może z wyjątkiem pana generała Marka Dukaczewskiego, którego resortowa „Strokrotka” do niedawna wzywała do TVN zawsze, gdy coś się albo u nas, albo na świecie działo, a pan generał mówił nie tylko jak jest , ale i – jak będzie – więc bezpieczniacy na ogół „nie gadają, tylko robią” – jak próbuje przechwalać się vaginet obywatela Tuska Donalda.

Nie ulega natomiast najmniejszej wątpliwości, że Wielce Czcigodni parlamentarzyści, z których rekrutują się kolejne vaginety, w zdecydowanej większości, ani wiedzą, ani siłą nie dysponują. Wystarczy wskazać na Wielce Czcigodną Kotulę Katarzynę, czy Martę Wcisło, by pozbyć się wszelkich złudzeń. Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – po co osobom zwerbowanym do wypełnienia list wyborczych, jakaś wiedza? Oficerowie prowadzący, którym przecież zawdzięczają znalezienie się w gronie reprezentantów narodu, w odpowiednim momencie powiedzą im, co mają robić.

Zatem problemem nie jest to, że tak naprawdę państwem zdalnie kieruje bezpieka, tylko to, że – w odróżnieniu od bezpieczniaków z państw poważnych, którzy służą swojemu państwu, mając świadomość, że innego nie będą mieli – nasi bezpieczniacy, pochodzący zresztą w znacznym stopniu ze środowiska polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, służą każdemu, kto tylko im obieca, że będą mogli pasożytować na historycznym narodzie polskim. I to właśnie jest naszym największym problemem politycznym oraz przyczyną kryzysu przywództwa, obejmującego WSZYSTKIE bez żadnego wyjątku środowiska.

I oto właśnie gruchnęła wieść, że nasi bezpieczniacy złapali w jakimś hotelu Rosjanina, pracownika Ermitażu, który na Krymie miał wykopywać jakieś „przedmioty ukraińskiego dziedzictwa kulturowego”. Ciekaw jestem, o co tu może chodzić, bo przecież wiadomo, że Krym został przekazany Ukraińskiej SSR przez Chruszczowa w roku 1954?

Toteż zaraz na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, że chodzi o precjoza, to znaczy – złoto i dewizy – jakie na Krymie, w ogrodach swoich rezydencji, pozakopywali ukraińscy oligarchowie – z korzeniami i bez – zanim jeszcze Putin posłał tam swoje „zielone ludziki” – a ten cały ruski naukowiec wszystko to im powykopywał. To by nawet trzymało się kupy, bo już Mikołaj Machiavelli zauważył w „Księciu”, że „łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny” – toteż nic dziwnego, że ukraińskie parchy-oligarchy zapałały do niego zimną nienawiścią, a kiedy tylko się dowiedziały, że postawił swoją wrażą stopę na prastarej ziemi polskiej, kazały tubylczym bezpieczniakom go schwytać – no a ci, jako „słudzy narodu ukraińskiego”, rozkaz w podskokach wykonali. Nie będziemy musieli długo czekać na wieść, że rezuny urezały mu szyję – oczywiście na podstawie praworządnego wyroku jakiegoś niezawisłego sądu – albo naszego, albo – jeszcze lepiej – ukraińskiego, które znane są na całym świecie z praworządności.

Mniejsza jednak o te fałszywe pogłoski; jak tam będzie, tak tam będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – twierdził dobry wojak Szwejk. Znacznie ciekawsza jest bowiem sekwencja wydarzeń, zapoczątkowanych ucieczką z Ukrainy do Izraela Timura Mindycza, bliskiego kolaboranta prezydenta Zełeńskiego. Ten cały Timur, oczywiście z pierwszorzędnymi korzeniami, podobnie jak prezydent Zełeński, miał sprywatyzować sobie co najmniej 100 milionów dolarów z pieniędzy, jakie Zachód Ukrainie pożycza, a niemądra Polska daje za darmo.

Jak pamiętamy, na wieść o tym wydarzeniu natychmiast zareagował Książę-Małżonek Sikorski Radosław, deklarując niezwłoczne przekazanie Ukrainie dokładnie 100 milionów dolarów. Już mniejsza o to, dlaczego odezwały się nożyce w osobie Księcia-Małżonka – chociaż i to wywołało falę fałszywych pogłosek, jakoby Timur Mindycz, a nawet sam prezydent Zełeński nie tylko dzielił się otrzymaną forsą ze swoimi dobrodziejami, ale w dodatku zapisywał w kapowniku, ile komu dał i gdzie tamten forsę schował.

A teraz, kiedy Amerykanie przyciskają go do ściany, rzutem na taśmę grozi wielkiej europejskie czwórce: premierowi brytyjskiemu, prezydentowi francuskiemu, niemieckiemu kanclerzowi i Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, że wszystko roztrąbi – o ile tamci nie załatwią mu na koniec dobrego fartu forsy z zamrożonych ruskich aktywów. Toteż „wielka czwórka” na gwałt próbuje zmłotować belgijski rząd, żeby im te aktywa dał – bo inaczej zostaną puszczone śmierdzące dmuchy. Książę-Małżonek, ani obywatel Tusk nie zostali dopuszczeni do konfidencji, co na swój sposób może dobrze o nich świadczyć, ale jednocześnie potwierdza podejrzenia, że są zbyt głupi, by korzystać z wojny, jak to robią starzy wyjadacze z państw poważnych.

Jednak znacznie ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, skąd właściwie Książę-Małżonek miałby wziąć 100 milionów dolarów, zwłaszcza w sytuacji, gdy właśnie uchwalona została ustawa budżetowa, przewidująca deficyt przekraczający 271 mld złotych?

Do dni ostatnich nie potrafiliśmy na to pytanie odpowiedzieć, ale ostatnie zawirowania w Narodowym Banku Polskim, gdzie osoby delegowane tam przez vaginet obywatela Tuska Donalda próbują właśnie wysadzić w powietrze pana prezesa Adama Glapińskiego i przejąć ręczne sterowanie Bankiem, rzuca światło na tę sprawę. Jak bowiem wiadomo, pan prezes Glapiński nakupował do NBP wielkich ilości złota, ponad 530 ton.

Jestem pewien, że ukraińskim oligarchom to złoto by się przydało, a Książę-Małżonek jak zwykle nie potrafił utrzymać języka za zębami, podobnie jak po wysadzeniu bałtyckich gazociągów i – jak to narcyz – nie mógł się powstrzymać, by nie zaimponować światu swoją hojnością – ale przy okazji ujawnił spisek uknuty przeciwko Narodowemu Bankowi Polskiemu przez obywatela Tuska Donalda, któremu mogli przecież zlecić to jego niemieccy przyjaciele na wypadek, gdyby młotowanie Belgii nie dało rezultatów.