Rasa, Masa i Kasa

Rasa, Masa i Kasa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  22 października 2026 michalkiewicz

Chyba już mało kto pamięta, jakie Strony Wojujące prowadziły II wojnę światową. To znaczy upowszechnia się nauka przodująca, według której z jednej strony wojnę prowadzili źli naziści, a z drugiej – demokracja, do której – jako rodzaj „demokracji czasu wojny” – został zaliczony też stalinowski Związek Radziecki. Z tej okazji Ojciec Narodów, Chorąży Pokoju, nakazał wybić medal z napisem: „nasze dieło prawoje – my pobiedili” – co się wykłada, że nasza sprawa słuszna, więc zwyciężyliśmy. Jak wiadomo, w początkowej fazie II wojny światowej ZSRR trwał w serdecznym porozumieniu ze złymi „nazistami”. Ale skoro padł rozkaz, że „dieło” jest „prawoje”, to nikt specjalnie tego Związkowi Radzieckiemu nieubłaganym palcem nie wytyka. Jak „prawoje” – to „prawoje” -więc mołczat’, nie rassużdat’- co się wykłada, by milczeć i nie dyskutować.

Jednak ta wersja historii jest skomponowana ad usum Delphini, podobnie jak uzasadnienie postanowienia o umorzeniu śledztwa przeciwko Kukuńkowi, oparte na zuchwałym założeniu „wtórnego analfabetyzmu”, w jaki miał popaść prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Ale czego się nie robi dla Polski? Dla Polski można wpaść nawet we wtórny analfabetyzm, który – co tu ukrywać – wprawdzie chluby nie przynosi ani wtórnemu analfabecie, ani Rzeczypospolitej – ale ma ten plus dodatni, że tajna kolaboracja z bezpieką wygląda jeszcze gorzej. Zatem z dwojga złego… i tak dalej.

Tymczasem wersja może mniej poprawna politycznie, ale bardziej zbliżona do historycznej prawdy głosi, że Stronami Wojującymi w II wojnie światowej były: Rasa, Masa i Kasa. „Rasa” – to oczywiście źli naziści, którzy pojawili się dopiero po wojnie, a konkretnie – po nowojorskich rozmowach Dawida ben Guriona z niemieckim kanclerzem Konradem Adenauerem w roku 1960.

Przedtem stroną wojującą były po prostu Niemcy, co prawda podporządkowane ideologii narodowo-socjalistycznej, tak samo, jak Sowieci zostali podporządkowani ideologii marksistowsko-leninowskiej. Zwłaszcza Józef Stalin położył na tym polu wielkie zasługi, które zauważył prof. Władysław Tatarkiewicz pisząc w swojej „Historii filozofii”, że dzięki Stalinowi „marksizm w Związku Radzieckim został przyjęty powszechnie i bez zastrzeżeń”.

Więc podczas wspomnianych nowojorskich rozmów, rozmówcy rada w radę uradzili, że wojny nie prowadzili żadni tam „Niemcy” tylko źli „naziści”, którzy nawet posługiwali się specyficznym „nazistowskim” językiem, ale potem rozpłynęli się bez śladu w nocy i we mgle. Jednym z najważniejszych postanowień ideologii narodowo-socjalistycznej było przekonanie, że „narodem panów” są Niemcy. Okazało się to straszliwą pomyłką, bo dzisiaj już wiadomo, iż Narodem Panów jest całkiem inny naród – ale wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler myślał inaczej i to go zgubiło. Gdyby od razu spenetrował prawdę, to kto wie – może dzisiaj historia potraktowałaby go łaskawiej, skoro przynajmniej dobrze chciał? Ale po co rozdrapywać stare rany? Czyż nie wystarczy nam informacja, że jedną zer Stron Wojujących w II wojnie światowej była „Rasa”?

To nam całkowicie wystarczy, tym bardziej, że po drugiej stronie wojowała „Masa” Co prawda w początkowej fazie wojny, to znaczy – w 1941 roku – „Masa” wprawdzie wojowała, ale chyba niechętnie i często poddawały się całe dywizje. Podczas spotkania u mojej siostry w Budapeszcie, jej rosyjska przyjaciółka Tatiana opowiadała mi, jak Rosjanie w rdzennej Rosji stawiali nadchodzącym wojskom niemieckim bramy triumfalne i dopiero Stalin ze swoim rozkazem „ani kroku w tył” przyczynił się do opanowania sytuacji. Poza tym – na co zwraca uwagę Józef Mackiewicz – Niemcy traktowali Rosjan bezceremonialnie, jako „podludzi”, a w tej sytuacji Józef Stalin jako ludojad okazał się lepszy od Adolfa Hitlera, który – jak już wyjaśniliśmy – padł ofiarą własnego błędu, również co do „Herrenvolku”

No i wreszcie „Kasa” – czyli Stany Zjednoczone. „Kasa” wsparła „Masę” materialnie na ogromną skalę, dzięki czemu straty wojenne „Kasy” w porównaniu choćby z „Masą”, która doliczyła się ponad 20 milionów ofiar, były stosunkowo niewielkie, chociaż oczywiście były. Dzisiaj rozmaicie o tym mówią, również w amerykańskich szkołach. Opowiadała mi córka, jak to rodzina amerykańska, u której gościła, wzięła udział w obowiązkowych zajęciach szkolnych na temat holokaustu – bo w Kalifornii takie zajęcia były obowiązkowe także dla rodziców. Pan domu, lekarz, wrócił z tych z zajęć wzburzony i dopiero po jakimś czasie wyjaśnił, że nauczycielka powiedziała, iż jedynymi ofiarami II wojny światowej byli Żydowie. – A pół miliona żołnierzy amerykańskich, to co? – pytał retorycznie oburzony doktor.

Dzisiaj czasy są oczywiście inne; powszechnie dominuje sztuczna inteligencja, a tam, gdzie jej brakuje, zastępowana jest sztuczną półinteligencją, co niekiedy przynosi opłakane rezultaty – ale rola „Kasy” w działaniach wojennych nadal pozostaje wybitna, jeśli nawet nie decydująca. Weźmy taką wojnę na Ukrainie, gdzie udział „Kasy” – również z Unii Europejskiej – wydaje się bardzo duży, zwłaszcza w ekscytowaniu animuszu wojennego tamtejszych oligarchów – ale nawet pomijając to, to światełko w tunelu zabłysło też z udziałem tradycyjnej „Kasy”.

Chodzi mi o sławny „rozejm energetyczny”, związany z planowaną transakcją zakupu ruskich rafinerii przez Amerykanów. A przecież na rafineriach świat się nie kończy i „Kasa” mogłaby kupić w Rosji jeszcze inne rzeczy. Czy w tych warunkach Ukraina mogłaby jeszcze prowadzić jakąś wojnę, czy też ktoś starszy i mądrzejszy prędzej wyperswadowałby prezydentowi Zełeńskiemu:

Wiecie, rozumiecie Zełeński. Wy nie słuchajcie podszeptów Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, ani obywatela Tuska, nie mówiąc już o Księciu-Małżonku, który nie wie, jak załatwić Kasę dla sędziów Trybunału Konstytucyjnego, co to ich prezes Święczkowski nie dopuszcza do orzekania – no to jak on załatwi Kasę dla was i waszych oligarchów? Oni was wszystkich prędzej puszczą z torbami, więc wy lepiej nic nie kombinujcie, tylko przyłączcie się do spółdzielni, a Kasy wam nie zabraknie. W przeciwnym razie będzie z wami brzydka sprawa.

A jakby tego było mało, to ostatnio pojawiły się wieści, że TVN ma nowego właściciela, który nie dość, że wyłożył Kasę, to jeszcze idzie ręka w rękę z prezydentem Trumpem. Podobno będzie w TVN-ie robił porządki również na odcinku ideologicznym – bo w dzisiejszych czasach nie ma takiego ścisłego rozdziału między „Ideologią” i „Kasą”. Z jakiego tedy klucza już rychło będą ćwierkały resortowe dzieci, a za nimi „Masa” wyznawców obywatela Tuska Donalda, u którego z „Kasą” krucho?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.